Dla Aldrowandowej Łapy było to jednak bardzo zabawne, na jej pyszczku malował się szeroki uśmieszek. Kotka zabrała swoją łapę z puchatego ogona wojownika.
— Humor jest najwidoczniej kwestią subiektywną. Niemniej obiektywnie stwierdzam, że twój jest beznadziejny — parsknęła, z nieukrywanym rozbawieniem i satysfakcją.
Wzburzony Kormoran wywrócił oczami. Ostatnimi czasy zaczynał zapominać, że ta szylkretka w ogóle istniała. Zauważył, że bardzo dużo czasu spędzała teraz na nauce medycyny i zdecydowanie mniej czasu poświęcała na rzeczy bezcelowe, takie jak męczenie go. Najwidoczniej się to jednak zmieniło.
— Co chcesz znowu? — Kormoran miauknął, przybierając spokojniejszy ton. Jego słowa pozostawały jednak bezpośrednie, nie silił się z nią na miłe słówka. Jeszcze by go oskarżyła o nadzwyczajnie dobry humor lub o jakieś sentymenty.
— A nic specjalnego. Pogadać przyszłam — uczennica medyka wzruszyła barkami. — A co, tego też mi już nie można?
Zanim kocur miał szansę ponownie się odezwać, z drugiego końca obozu rozległo się wołanie.
— Aldrowandowa Łapo!
Oba koty spojrzały w tamtym kierunku. Od strony wejścia do jaskini szedł niezdarnym krokiem rudy kocur. Po krótkiej chwili dotarł do dwójki młodszych od siebie pobratymców.
— Drzemiące Słońce, wszystko w porządku? — spytała szylkretka, zwracając uwagę na dziwny chód wojownika.
— Właśnie dlatego cię zawołałem. Chyba coś sobie zrobiłem z łapą podczas patrolu — wycedził, jego pyszczek marszczył się w wyrazie pewnego bólu.
— Zaraz to obejrzymy — odparła Aldrowandowa Łapa, po czym zwróciła się ponownie do swojego kolegi. — A Ty mi nigdzie nie uciekaj, ja tu jeszcze wracam.
Ostry zapach ziół uderzył w nozdrza Drzemiącego Słońca, kiedy wszedł za swoją byłą uczennicą do legowiska medyka. Nie miał on nic przeciwko zapachowi soczystego mięsa zwierzyny, jednak woń tych wszystkich roślin była dla niego zbyt specyficzna i nie do końca mu chyba odpowiadała. Ale był on tu tylko po to, aby Aldrowanda pomogła mu z łapą. Nie miał tu przecież zostawać na dłużej.
— Usiądź i pokaż mi tę łapę — poleciła uczennica.
Kocur uczynił tak, jak mu nakazano. Aldrowanda od razu zabrała się do roboty. Po przeprowadzeniu krótkiego badania odchyliła łeb delikatnie do tyłu, wciągając nosem nieco powietrza.
— No cóż, wygląda na to, że wygrałeś los na loterii! — sarknęła.
— W jakim sensie? — zapytał nieco skonfundowany wojownik.
— Przez najbliższe parę dni nie będziesz musiał iść na żaden patrol, bo masz zwichniętą łapę.
Aldrowanda wstała, po czym podeszła do półek skalnych z ziołami. Dzięki swemu szkoleniu szybko wybrała do leczenia odpowiednią roślinę, jaką był korzeń żywokostu, a następnie wróciła do wojownika. Położyła przed sobą korzeń i przeżuła go na papkę. Masę tą wyłożyła na posłaniu Drzemiącego Słońca, pikantny zapach zioła wypełniał jego nozdrza.
— Prosiłabym cię, abyś został tu na jakiś czas, najlepiej dzień lub dwa. Potem możesz wrócić do legowiska wojowników, ale przez parę następnych dni nadal będę ci przynosić do posłania trochę tej papki z żywokostu — poinstruowała kotka. — Ach, no i jeszcze pamiętaj, aby uważać na tę łapę i przez jakiś czas zbytnio na niej nie stawać.
Słysząc słowa szylkretki, kocur jęknął cicho. Czyli jednak zostaje tutaj na dłużej? W tym zapachu tych wszystkich ziół? O litości… Kotka tylko zaśmiała się na jego reakcje, rozumiejąc, skąd się ona bierze. Drzemiące Słońce zdążył już kiedyś wspomnieć o niepolubieniu się z tą charakterystyczną wonią.
— Przeżyjesz. A jak nie, to trudno, zdarza się. Na cały klan zawsze się musi trafić jakiś niezwykle nieszczęśliwy wypadek, tak? — zażartowała Aldrowandowa Łapa. — A teraz mi wybacz, mam do pomęczenia pewnego przemiłego kocura.
Rozumiejąc, do czego nawiązywała, skinął tylko głową, teraz już nieco rozbawiony. Uczennica opuściła jaskinię i rozejrzała się po obozie. Szybko dostrzegła swój cel i po cichu zakradła się do niego. Gdy już stała za nim, naskoczyła na jego ogon, a kocur wręcz podskoczył. Obrócił się i spojrzał na nią spod przymrużonych powiek. Ta tylko wzruszyła barkami, śmiejąc się przy tym triumfalnie.
— Ja cię jeszcze nie skończyłam męczyć, kochany! — posłała Kormoranowi uśmieszek. Jej rówieśnik westchnął przeciągle, przygotowując się mentalnie na interakcję.
Wyleczeni: Drzemiące Słońce
[659 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz