Temperatura Porą Zielonych Liści nad morzem była tak wysoka, że Louis siedział najczęściej w domu sam, bo jego Dwunożni zabierali swoje młode na plaże. Czas jednak lubił sobie szybko przemijać, zanim liliowy kocur się nie obejrzał, to zza okna mógł zobaczyć już Porę Opadających Liści. Choć Pora Opadających Liści w tych okolicach za oknem wyglądała niewinnie, to jak się chodziło po plaży, to woda umiała być tam zimna, a nawet lodowata. Louis wykorzystywał to, że miał przywileje wychodzenia z domu. Wychodził, gdzie chciał. Może prawie gdzie tylko chciał, bo musiał zawsze wrócić do domu każdego wschodu słońca, żeby jego Dwunożni nie martwili się o niego. Tego dnia jednak poczuł, że zimne morskie powietrze nie działało dobrze na jego gardło. Nie tykał w ogóle jedzenia, bo połykanie czegokolwiek sprawiało mu ból, przez co siedział zwykle w kącie, chowając się przed Dwunożnymi, nie mając ochoty na zabawę. Pewnie by mu szybko to znikło gdyby poszedł do lecznicy, a jego matka podałaby mu jakieś zioła. "
Mamo, Klanie Wilka, czemu was opuściłem? Gdybym nigdy nie podjął tej decyzji to bym siedział w wygodnej lecznicy zagabując jednego z moich członków rodziny, moją partnerkę lub resztę synów". Oparł głowę o ścianę, kasłał i przyglądał się Dwunożnym, którzy wykonywali swoje zwyczajne codzienności. Samica Dwunożnych zobaczyła jego obecność w kącie i sięgnęła ręką do jego głowy, ale kocur niechętnie odsunął się od niej. Dwunożna chyba wyglądała na taką zdziwioną i wymieniła parę zdań w nieznanym mu języku z samcem Dwunożnych. Po jakimś czasie przynieśli jakieś małe pojemne posłanie. Wyglądało to jak jakaś klatka, Dwunożna wzięła go i wsadziła do klatki, w środku był tylko wygodny koc, a klatka się zamknęła. Patrzył przez klatkę, jak Dwunożni zabierali go do potwora, a gdy tylko znalazł się w jego wnętrzu, to zauważył drugą nietypową klatkę, ta była koloru zielonego, zauważył, że z niej wystawał czekoladowy srebrny ogon.
— Ciebie też zabierają, Dąbku? — odezwał się do klatki, zamiast jednak usłyszeć jakąś odpowiedź, usłyszał odgłosy rzygania. Następnie głowa jego syna powoli wyszła z klatki.
— Nie spodziewałem się ciebie, tato, w klatce, myślałem, że mnie wyślą tylko do obcinacza za to, że się zrzygałem na podłogę w salonie. Mam nadzieję tylko, że nie zrobią nam czegoś więcej... Słyszałem od Żółtki, że problematyczne koty bierze się do niego, by je kastrować. To znaczy, że jest możliwość, że możemy stracić jaja! Ale ja na to nie pozwolę, niech tylko ten obcinacz spróbuje, a go tak zadrapie, że już mnie nie dotknie! — Louis słuchał go z rozbawionym pyskiem, gdy był młody, też by pewnie chciał bojować się nawet z obcinaczem, ale teraz był stary, siwy i jedyne co mu zostało to wylegiwać się w klatce. Potwór ruszył, a Miodek postanowił się zdrzemnąć.
***
Dwa kocury wróciły z wizyty u obcinacza, przy drzwiach już czekała na nich Żółtka.
— I jak wasza pierwsza wizyta u obcinacza? — Leon na wspomnienie o obcinaczu się skrzywił.
— Jeszcze się pytasz? Okropnie! Próbował mi wcisnąć dziwnie smakujące królicze bobki, i jeszcze jakieś kolorowe. Były tak okropne w smaku, od dzisiaj nie zamierzam już łapać problemów z żołądkiem — masywny kocur się rozciągnął, a następnie wspiął się na drapak.
— Dla mnie to zwykłe naciąganie, nie był taki zły. Obejrzał mi pysk z oczami i coś tam w niezrozumianym języku powiedział do moich opiekunów — odparł Louis. Usłyszał, że Dwunożna go wołała na posiłek, w jego miskach była świeża woda i karma. Staruszek podszedł do misek i zaczął jeść, powoli.
Wyleczeni: Louis, Leon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz