Jasne ślepia dymnego kocurka uważnie obserwowały ruch w centrum obozowiska spod przymrużonych powiek. Słońce dziś wyjątkowo dawało się we znaki, więc szerokim łukiem omijał jakiekolwiek propozycje opuszczenia nory w ziemi — było w niej zdecydowanie ciemniej i chłodniej, same korzyści. A obóz skąpany w ostrych promieniach świetlnej kuli na niebie niósł ze sobą jedynie duchotę, żar i możliwe przegrzanie, co w żadnym stopniu nie zachęcało do opuszczania bezpiecznego żłobka. Łza w tej sprawie chyba miała inne zdanie, gdyż nie czekała ani chwili, kiedy to srebrna kotka w towarzystwie czarnego wojownika i jeszcze jakiejś Burzaki, zaproponowała ich dwójce zabawę poza ziemistymi ścianami kociarni.
Jego głównymi obiektami obserwacji była trójka wojowników i młódka, która z radością chłonęła poświęconą jej uwagę ze strony Rudzikowego Skrzydełka. Skrzydlata Płomykówka robiła nieco za ich przyzwoitkę, by wojowniczka nagle nie wpadła na jakiś szalony pomysł i nie wciągnęła w to niewinnej koteczki. W tym czasie Poczciwy Szakłak przesiadywał w cieniu, starając się ukryć to, jak tak parna pogoda negatywnie wpływa na jego samopoczucie. Zew doskonale go rozumiał i obecnie również podziwiał, że starszy mimo wszystko dotrzymuje towarzystwa srebrnym siostrą, nawet jeśli te są nieco zajęte czymś innym, niż jakikolwiek z kocurem.
Po dłuższym namyśle dymny postanowił dołączyć do zielonookiego. Początkowo niepewnie wychylił łebek poza próg żłobka, czując, jak gorąco uderza w jego ciemny pyszczek, co sprawiło, że zapragnął wycofać się w głąb nory. Jedynym, co go przed tym powstrzymywało to zachęcający uśmiech posłany w jego stronę przez Szakłaka, który po chwili ruchem głowy wskazał miejsce obok siebie.
— Nie przepadasz za taką pogodą, co? — zagaił do Zewu, w odpowiedzi otrzymując jedynie lekkie skinienie głowy. — Może to nie będzie jakieś duże pocieszenie, ale lepiej mieć półdługą sierść niżeli całkowicie długą. Wtedy- Wojownik niespodziewanie przerwał. Młodzik nieco tym zdziwiony poniósł wzrok na Burzaka, którego wzrok był utkwiony w jakimś kocie przy stosie ze zwierzyną. Nagle bez słowa podniósł się z dotychczasowego miejsca i podszedł do Płomykówki, by powiedzieć jej coś szeptem. Srebrna skinęła głową, by następnie odprowadzić przyjaciele wzrokiem, kiedy ten oddalał się od nich. Niebieskie spojrzenie kocurka również śledziło poczynania wojownika, dopóki ten nie dotarł do jakiegoś kremowego Burzaka o krótkim ogonie, którego widok sprawił, że ten Zewu lekko drgnął. Nie spodziewał się, że w klanie ujrzy kogoś jeszcze z taką długością ogona, dotychczas myślał, że on i Zawodzące Echo są jedynymi posiadaczami takiej cechy.
Jego rozmyślania przerwało wkroczenie do obozu szylkretkowej kotki. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie jakiś pakunek w jej pysku oraz mocna ziołowa woń, która dotarła do nosa kocurka, kiedy to zielonooka raptem parę długości obok nich przeszła. Wystarczyła chwila, by do młodego umysłu dymnego powróciły wspomnienia z kociarni w Owocowym Lesie, kiedy to jeszcze był u boku swojej matki.
— Przepraszam, czy jesteś szamanką Klanu Burzy? — spytał nieśmiało, gdy nagle pojawił się parę kroków za kocicą, nim ta zdążyła całkowicie odejść do swojego legowiska. Zew nadal do końca nie rozumiał hierarchii klanu i jak na razie myślał, że inne koty w swoich społecznościach również mają tak różnorodny podział profesji niczym Owocniacy.
<Wdzięczna Firletko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz