– Ćmo, co żeś ty zrobiła?!
– Jadłam… mech… – odpowiedziała, lekko, ze wstydem.
– Och, co ci odbiło? Zaniosę cię do medyczki – rzekł i podniósł ją za skórę na karku.
Na szczęście, Jagnięcy Ukłon i Aldrowandowa Łapa siedziały w środku legowiska, porządkując zioła.
– Jagnięcy Ukłonie, Aldrowandowa Łapo, pomóżcie, błagam! – poprosił dość nerwowo, jednocześnie zapominając chyba, żeby puścić córkę na grunt. – Moja córka zjadła mech i stanął jej w gardle!
– Pokaż ją – rozkazała. – Ćmo, otwórz pyszczek, proszę.
Kremowa posłusznie to zrobiła, a niebieskooka zajrzała do środka.
– Hmm… na szczęście nie jest głęboko, wyjmę go łapą.
Włożyła łapę do gardła kociaka i wyjęła zaślinioną zieloną kulkę. Teraz nie wyglądała smacznie…
– Uf, dziękuję ci, Jagnięcy Ukłonie – podziękował ojciec żółtookiej, z wyraźną ulgą. – Chodź, Ćmo, idziemy.
– A mogłabym zostać tutaj i popatrzeć na pracę medyczek? Oczywiście, jeśli one się zgodzą…
– Myślę, że jeśli bardzo chcę, to nie mam nic przeciwko… – rzekła medyczka.
– A więc tato mogę? Mogę?
<Tato?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz