Przeszłość
– Nie mogłaś poprosić lepszej osoby! Zaraz coś wymyślę, czekaj, za gałęzią powinnam mieć schowek…
Kotka odsunęła łapą gałąź, a zza niej wysypała się cała sterta kolorowych kamyczków.
– Wow, nie wiedziałam, że nazbierało się ich aż tyle – skomentowała zielonooka i zaczęła grzebać w kupce.
– Jak tam cokolwiek znajdziesz? – spytała Szafirek.
– Jakoś… znajdę… – zastękała. – O, jest! – wykrzyknęła, wyjmując okrągły, brązowy kamień.
– Co to jest? – spytała przyjaciółka.
– Krzemień! – odpowiedziała.
– Krzemień?
– Tak! To tylko powłoka, gdy to rozbijesz, ukaże ci się kolor – kotka wzięła inny kamień, użyła go do rozbicia krzemienia, a następnie pokazała połówki przyjaciółce.
– Widzisz? Piękny, pomarańczowy kolor. A dzięki temu, że jest rozbity na pół, może to być kamień przyjaźni, lub miłości.
– Och, idealnie! Dziękuję, Liliowa Pieśni!
– Szczerze, wiedziałam, że bardzo lubisz się z Kasztankiem, spędzaliście ze sobą duuużo czasu w żłobku! W czasie treningów w sumie też.
– Aż tak to było widać? – spytała
– Bardzo nie, ale mnie to nie umknęło.
– Ty też chyba się z kimś bardzo lubisz – popatrzyła na młodszą figlarnym wzrokiem Urodziwa Łapa.
– Niby w kim? – spytała się szylkretki.
– W moim bracie? – poruszyła powiekami i uśmiechnęła się znacząco.
– Co? Nie! – odskoczyła lilijka. – Szkwał to mój bliski przyjaciel i tyle – odpowiedziała. Pod spodem jednak coś czuła, zdała sobie sprawę, że może przez ten cały czas podświadomie coś do niego czuła.
***
Kotka szła przez Brzozowy Zagajnik spotkać się z bratem. Miała nadzieję, że wszystko u niego w porządku. Myśląc tak, zauważyła za zaroślami swego brata, który kuśtykał.
– Na Klan Gwiazdy, co ci się stało?
– To… nic takiego – wykrztusił z siebie Mrok.
– Pokaż mi tę nogę – kotka podniosła mu prawą tylną nogę. Na wysokości piszczela widniała zaropiała szrama, zapewne od jakieś gałęzi lub drutu.
– Jak ty to zrobiłeś? – wykrzyczała
– Eee… przechodziłem przez płot w celu łowienia myszy i… niechcący zahaczyłem o tą błyszczącą pajęczynę dwunożnych.
Liliowa Pieśń powąchała ranę, czuła infekcję.
– Masz zainfekowaną ranę! – oburzyła się. – Przykładałeś coś albo wylizywałeś?
– Nie, to tylko szrama, nie amputacja nogi.
– Jeżeli tego nie opatrzymy, to to cię czeka! – rzekła liliowa. Rozejrzała się dookoła, przypominając sobie, jakich ziół używała Gąbczasta Perła. Kątem oka zauważyła liście trybuli, których używała do ran Czosnkowej Krewetki. Podbiegła do rośliny, wyrwała ją i wzięła korzeń w pysk.
– Co ty robisz? – spytał czekoladowy.
– Ratuję cię przed gniciem kończyny! – odpowiedziała, przeżuwając trybulę.
Gdy skończyła, położyła papkę na ranę.
– Nie ruszaj się – rozkazała i poszła po pajęczynę nieopodal. Wzięła ją na patyk, wróciła do brata, przykryła szramę liściem trybuli, a na to przyklepała pajęczynę.
– Trzymaj to przez jakieś trzy dni, okład może się zsuwać, nie jestem medykiem, ale trybula wygląda tak, ma też charakterystyczny zapach – przysunęła bratu liść trybuli.
– Och, mocny – skomentował. – Dziękuję, Liliowa Pieśni.
– Nie ma za co! Uważaj na siebie! – polizała go po uszach. – A… co u ojca? Nie zdziwił się na widok rany?
– Och, wszystko u niego dobrze. Co do rany to powiedział, że i tak jestem młody i nie ma co się rozczulać, że w jego wieku miał kilka razy więcej takich ran.
– To okropne! – rzekła.
– A może miał rację? – odparł Mrok. – Nie żyjemy w klanach, tu trzeba być szybciej samodzielnym.
– Nie wiem, czy masz rację. Och, wybacz! Robi się późno, muszę wracać! – dotknęli się nosami, a następnie poszli własnymi drogami.
Gdy wracała, zobaczyła przyjaciółkę idącą wzdłuż rzeki.
– Witaj, Urodziwą Łapo! Co robisz?
– Witaj, Liliowa Pieśni! Mój mentor zastępczy i ja łowiliśmy ryby i pomyślałam, że poszukam kamienia dla Kasztanka!
– Pomóc ci? – zaproponowała lilijka.
– Chętnie!
<Urodziwa Łapo, teraz Urodziwy Szafirku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz