W ciągu ostatnich dni norę służącą za żłobek opuściła Rudzikowe Skrzydełko wraz z Perłówką i Kurczątkiem, którzy zostali uczniami. Od tego momentu Łza i Zew byli na siebie skazani, co dawniej raczej nie wróżyłoby niczego dobrego, jednakże teraz sprawy miały się zupełnie inaczej niż w Owocowym Lesie. Kocurek zamknął się na innych i z siostrą rozmawiał, kiedy tylko wymagała tego sytuacja, czyli niemal ciągle, kiedy młódka była spragniona czyjejś uwagi, a nikogo poza bratem nie miała pod łapą. Początkowo dymny był nieco poirytowany zachowaniem Łzy, lecz z czasem ta irytacja przerodziła się w obojętność i znużenie. Oczywiście obecny sposób bycia niebieskookiego nieco jej nie odpowiadał, gdyż jego uwaga nie była tak cenna, jak innych kotów.
Kocurka niezbyt obecnie cokolwiek obchodziło, najchętniej wróciłby do Purchawki i reszty rodzeństwa — nie rozumiał, czemu to on z Łzą zostali wybrani, jako dwójka, która dołączy do Klanu Burzy. Chciał ponownie być u boku szamanki, czuć bijące od niej ciepło oraz silną woń mieszanki ziół, z którymi obcowała w dziupli uzdrowicieli, nim urodziła czwórkę kociąt, w tym jego samego. Wśród Burzaków czuł się niczym intruz, który nie pasował do tego wszystkiego, szczególne poczucie obcości budował wygląd innych i kontrast zachodzący pomiędzy wojownikami a Zewem. Nie obchodziło go zbytnio, że nie jest jedynym kotem w obozie, którego sierść nie jest jasna lub pokryta w większym stopniu bielą, był na to ślepy, gdyż jego spojrzenie było przysłonięte tęsknotą za matką i doszukiwał się jedynie kolejnych powodów, mówiących, że powrót do Owocniaków będzie lepszą opcją niż pozostania tutaj.
Jego głębokie użalanie się nad swym losem przerwało nagłe trajkotanie Łzy, które jasno wskazywało na to, iż w norze znalazł się nowy obiekt jej zainteresowania, który mógłby poświęcić kotce więcej uwagi niż przygnębiony brat. Matowe ślepia mimowolnie skierowały się w stronę wejścia do żłobka, by natrafić na dwie sylwetki — jedną z nich był ciemnorudy uczeń, druga natomiast należała do wojownika o czarnej niczym noc sierści i oliwkowym spojrzeniu nieco zmęczonym, jakby miał ochotę zakończyć dzisiejszy dzień i udać się na zasłużony spoczynek. Wystarczyła jedynie obecność starszego, by zainteresowanie Zewu gośćmi wzrosło. Jego krótki ogon lekko drgnął, kiedy to Burzak kierował swoje kroki w jego stronę. Na psyku starszego zagościł nikły uśmiech, jak gdyby czytał z młodzika z niczym z otwartej łapy, co sprawiło, że źrenice niebieskich oczu nieco się zwęziły, a w kocięcej główce zaczęły pojawiać się nowe myśli.
— Bursztynowa Łapo, zostaniesz z nimi chwilę? Pójdę po coś do jedzenia, w tym czasie możesz je czymś zająć lub zabrać się za wymianę mchu w legowiskach — poinstruował wojownik, a kiedy nie otrzymał od razu odpowiedzi, skierował zmęczone spojrzenie w stronę ucznia, który był właśnie wciągany w atencyjne manipulacje Łzy. — Bursztynowa Łapo — powiedział nieco ostrzej, chcąc, by rudy skupił uwagę na nim, a nie młódce.
— Tak tak, jasne — rzucił jedynie w odpowiedzi, kiedy Łza przerwała na chwilę swoje trajkotanie. Czarny cicho westchnął, by następnie opuścić norę, oczywiście będąc odprowadzanym wzrokiem przez Zew. Kiedy tylko ten zniknął, jasne ślepia skupiły się na uczniu, którego chciał wypytać o wojownika i innych Burzaków o ciemniejszym umaszczeniu. Może jednak nie będzie tak samotny, jak początkowo zakładał?
Niepewnie ruszył się z dotychczasowego miejsca, chcąc podejść do Bursztynowej Łapy, jednakże wystarczyło parę kroków w stronę zielonookiego, by na postać Zewu padło chłodne spojrzenie Łzy, mówiące jasno, by nie odbierał jej uwagi rozmówcy.
<Bursztynowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz