BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedźwiedzi Miód x Lew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedźwiedzi Miód x Lew. Pokaż wszystkie posty

21 czerwca 2024

Od Niedźwiedziego Miodu CD. Lwa

Rudy kocur okazał się być przemiłym samotnikiem. Miodek obawiał się, że to kolejny szachrajski jegomość, który tylko czeka na chwile zmniejszonej rozwagi, by wbić kompanowi kły w zadek. Znaczy, czekoladowy nie miał pewności, że nie jest on takim gagatkiem, ale jego instynkt mówił mu, że może schować pazury i spokojnie cieszyć się swobodną rozmową i przyjemnym towarzystwem. Dreptał za widocznie młodszym, acz znacznie większym przewodnikiem, wyciągając długie łapy daleko przed siebie, by dotrzymać mu kroku. Przechodzili obok ogródków dwunożnych, często pachnących ziołami, kwiatami czy nawet przygotowywanymi frykasami. Niedźwiedź przypomniał sobie smak resztek od starszej kobiety, u której w ogródku mieszkała Pytia i Szypułka, na samą myśl, nie wie, czy kotki, czy rarytasów, ślinka zaczęła wypełniać mu pysk. Widział wygrzewające się na górującym słońcu samiczki, często bardzo ładne, aż miło było zawiesić na nich oko. One jednak głównie go ignorowały, specjalnie lub po prostu nie zauważając przechodzącej dwójki. Szybkie tempo narzucone przez Lwa nie pozwalało też na flirty, nawet puszczenie oczka, czy szybki komplement były w tej sytuacji niemożliwe. 
— Chcesz się dostać do klanu? — usłyszał pytanie, a rudy skierował pysk za siebie, posyłając mu przelotne spojrzenie.
— Tak — chciał coś jeszcze dodać, ale samotnik przed nim kontynuował.
— Kiedyś też chciałem dołączyć do tego ich klanu — starszy zainteresował się tymi słowami. Znał dość dobrze życie samotnika i to, z jakimi problemami musiał się zmagać, trudnościami, jakie były zwykły codziennością. Jego sposób życia oczywiście różnił się od tego, który reprezentowała większość kotów, które spotkał. Lubił to, ale chciał poznać, jak wygląda życie, gdy nie musisz się martwić o każdy posiłek, ktoś o ciebie dba i ceni twoje zaangażowanie; Miodek lubił być doceniany. Dlaczego więc jego nowo poznany znajomy nie zdecydował się na taką zmianę? Klan miał przecież prosto pod nosem…
—  Ostatecznie tego nie zrobiłem, ale za to poznałem jednego z wojowników Klanu Klifu, mojego obecnego przyjaciela, który nauczył mnie walczyć, polować i parę innych rzeczy.
Te słowa nie odpowiadały na jego wewnętrzne pytania, ale zainteresowały go pod innym względem. Wiedział co nieco o klanach, a najwięcej właśnie o rzekomym Klanie Klifu. Nie były to ani tylko złe, ani tylko pozytywne rzeczy, więc poznanie kogoś, kto ma z nim jakieś doświadczenia, nawet z drugiej łapy, było jak złapanie tłustej piszczki. 
— Oh! Ja również poznałem kota z Klanu Klifu; towarzyszyła mi pewna niewiasta przez moment, gdy wędrowałem w te strony; to ona mnie tutaj pokierowała.
— No to widzisz, łączy nas więcej niż los samotnika — zaśmiał się serdecznie długowłosy — Może przedstawiciele tego klanu mają w naturze pomagać innym.
— Lub czują współczucie względem takich delikwentów bez przynależności jak my — również zaśmiał się jednolity. Zrównał się teraz z Lwem, by móc wygodniej z nim gawędzić. — Moja znajoma nazywała się Taniec, podobno wmieszała się w niezłe bagno, więc opuściła swoją rodzinę i przyjaciół. U mnie było podobnie; nie byłem zbytnio blisko z moimi rodzicami czy siostrami, raczej nie powiedziałbym, że tęsknie, ale myślę, że oni również nie ronią łez, wiesz, jak w życiu jest…
— Tak, tak… Ja też nie miałem łatwej przeszłości, ale liczy się to, co teraz, prawda? 
— Dokładnie! Zaczynam nową ścieżkę w życiu… Haha! Zacznę jeśli znajdę taką, która nie prowadzi przez wezbraną rzekę —  zaśmiał się wesoło, przymykając ślepia.
— To tutaj. Wystarczy przejść po kłodzie, a jak chcesz dotrzeć do Klanu, to wystarczy biec przez pole, aż dotrzesz do drogi grzmotu, tak się składa, że prawdopodobnie natkniesz się na ich patrol, nawet specjalnie się nie spiesząc. — przerwał mu pręgowany. Faktycznie! Przed nim, prócz strasznego nurtu wody, znajdowała się gruba, widocznie stabilna i nawet dosyć sucha, kłoda. Patrząc na nią, Niedźwiedzi Miód przez moment nawet nie czuł lęku. Potem jednak jego wzrok znów skierował się na wzburzone, mokre wstęgi. Skrzywił się, co nie umknęło niebieskim ślepiom, które były w nim wlepione. Uśmiechnął się szybko.
— Taki jeden wiekowy jegomość chciał mnie kiedyś nauczyć łowić ryby; o mało nie skończyłem śpiąc z nimi snem wieczystym. — znów zażartował. Strach przed wodą był upierdliwy, czasami trochę wstydliwy, ale same okoliczności były dla niego teraz zabawną anegdotką. Jego luźne podejście do tematu chyba podziałało, bo młodszy również znów się rozluźnił i przycupnął — Niektóre strachy są mniej lub bardziej sensowne, ale co z tego, życie nie jest po to, by się nimi zamęczać i zmuszać do walki ze swoimi lękami. To głupie, że jak ktoś jest aroganckim bufonem, wszyscy każą innym to zaakceptować, ale gdyby jakiś niepoważny buc usłyszał, że boję się wody, istnieje duża szansa, że jego rozwiązaniem, mojego problemu, zaznaczę jeszcze raz, MOJEGO problemu, byłoby wrzucenie mnie do stawu. Świat jest niesprawiedliwy, ale nic z tym nie zrobimy, najlepszym wyjściem jest po prostu takich delikwentów unikać.
Rozgadał się, wcześniej, najpierw siadając obok Lwa, a potem kładąc się niedaleko jego łap. Wyprostował grzbiet i kark, przyciskając policzek do wilgotnej, wonnej trawy, której zapach przynosił wspomnienie nocnej burzy. 
— Może masz racje… Każdy ma swoje mocne i słabe strony; inni nie powinni się w nie niepotrzebnie wtrącać. Dopóki los nie rzuci cię na środek jeziora, myślę, że dasz sobie rade bez umiejętności pływania. Z jakiegoś powodu masz łapy i futro, a nie skrzela i łuski — powiedział serdecznie niebieskooki.
— Tak, tak, dokładnie. Nie będę walczyć z naturą; moje futro długo schnie i bardzo się skleja po deszczu… Nie będę stawać przeciwko samemu sobie. 
Czekoladowy, leżąc na grzbiecie, wpatrywał się w chmury, lekko siwe i puszyste. Zastanawiał się, czy powinien poszukać schronienia i dopiero rankiem wybrać się na przeprawę przez złote pole, mając nadzieję, że znajdzie go poranny patrol, czy może faktycznie nie zwlekać i zrobić jak proponował jego przewodnik. Zdążyłby przed zmrokiem, tego był prawie pewien, ale co jeśli znalazłaby go jakaś leśna, piękna wojowniczka… A on taki rozczochrany i nieświeży! Nie mógł na to pozwolić, ale też nie chciał zawracać głowy nowemu koledze, już wystarczająco mu pomógł, a Miód nawet nie był pewien czy ta dobroć była za darmo.
— Mój drogi, mam jeszcze jedno pytanie. Pomogłeś mi już wystarczająco, ale zastanawiam się, czy przeprawa w takich warunkach będzie optymalna… Rozumiesz mnie, nie jestem specjalnie… wyjściowy i świeży — odchrząknął i kontynuował, teraz już siedząc — Nie mogę wykluczyć, że tym, kto mnie znajdzie, nie będzie jakaś tajemnicza piękność prosto z klifu… Wiesz może, gdzie tutaj przenocowałbym w suchym miejscu? Nie musisz mnie już prowadzić, nie chce być balastem, a ty i tak jesteś już wielce drogi memu sercu…


<Lewku? Kinda flirty, exactly how I like it…>


15 czerwca 2024

Od Lwa CD. Niedźwiedziego Miodu

Lew korzystając z okazji iż Pochmurny Płomień może pozostać z Misty i Mniszkiem w domu, wyszedł na samotne polowanie i ogólnie, by spędzić trochę inaczej czas. Przynajmniej nie musi się już martwić że coś się stanie Misty, a co gorsza małemu Mniszkowi, który jest od niej słabszy, bo nawet Pochmurny trochę się ogarnął po tym, jak kilkadziesiąt razy prawie potrącił go potwór, kilka razy ledwo uniknął manipulacji, kilkanaście upadku z dachu, kłótni z kimś na ulicy, bójki czy czegoś. Teraz przynajmniej nie wyściubia nosa z bezpiecznej kryjówki bez Lwa, bo jak na razie w mieście jest zdany tylko na niego, nawet Misty jeszcze nie byłaby w stanie mu pomóc, pokierować go, a co gorsza powstrzymać przed jakąś głupotą. Ach ten Pochmurny… duże kocię. Słońce przyjemnie świeciło po wczorajszym deszczu, położył się na większym kamieniu przymknął oczy i odpoczywał. Niektórym z daleka mogłoby się wydawać że śpi, ale cały czas czujnie nasłuchiwał i przyglądał się światu z pod lekko uchylonych powiek.
- Przepraszam cię przyjacielu - usłyszał głos. Zastrzygł uszami i uniósł głowę, po czym przyjrzał się obserwowanemu już od jakiegoś czasu kotu do którego ten głos należał.
- Wyglądasz na kogoś, kto czasami wyściubia nos zza miasta… Wiesz może, czy o suchej łapie przejdę na drugą stronę rzeki? - kontynuował kot.
Lew przyjrzał się mu uważniej. Po zapachu wywnioskował że to kocur, miał czekoladową sierść, złote oczy w odcieniu miodu i nie miał raczej zbyt masywnej sylwetki, jego budowa była raczej atletyczna, a to że był wychudzony jeszcze potęgowało to wrażenie. Wyglądał na nieco starszego niż on.
- Tak się składa że wiem przyjacielu
 - odpowiedział. - I jeśli chcesz mogę ci pokazać gdzie - mówiąc to odwzajemnił przybrany przez kocura przyjazny wyraz pyska, kalkulując na szybko, czy na pewno zostawienie Misty i Mniszka z Pochmurnym Płomieniem było mądre, ale no nic, jak coś ma się stać, to się stanie i nic tego nie zmieni, a jak on znalazł pomoc jak był zagubiony, tak ten kocur też powinien ją dostać, więc Lew mu ją da.
- O to mógłbyś mi pokazać, byłbym bardzo wdzięczny - odpowiedział mu kocur.
Lew wstał i przeciągnął się.
- Tędy - powiedział, wskazując ogonem kierunek i ruszył w kierunku przejścia, z którego kiedyś sam korzystał, a mianowicie starej kłody. - Chcesz się dostać do klanu? - Zapytał.
- Tak - odpowiedział mu czekoladowy.
- Kiedyś też chciałem dołączyć do tego ich klanu. - Powiedział wracając pamięcią parę księżyców wstecz. Był wtedy taki mały i naiwny… Myślał że życie jest takie proste jak już się urwał od dwunożnego który go bił, głodził i Lew sam nie chce sobie przypominać co jeszcze, choć niestety to samo mu się pcha do głowy. - Ostatecznie tego nie zrobiłem, ale za to poznałem jednego z wojowników Klanu Klifu, mojego obecnego przyjaciela który nauczył mnie walczyć, polować i parę innych rzeczy. - Nie wspomniał o tym dlaczego nie dołączył do klanu. O tym i o swojej przeszłości nie wspominał nikomu. Nawet Pochmurny Płomień nie wiedział niemalże nic, poza tym co wydarzyło się przy nim.
Szli dalej gawędząc o tym i owym aż dotarli do przejścia.
- To tutaj. Wystarczy przejść po kłodzie a jak chcesz dotrzeć do Klanu to wystarczy biec przez pole aż dotrzesz do drogi grzmotu, tak się składa że prawdopodobnie natkniesz się na ich patrol nawet specjalnie się nie spiesząc. - Dodał patrząc na to jak wysoko jest słońce by się upewnić. Przyjrzał się kocurowi. Widać było że ten patrzy się z niechęcią, w sumie nawet pewnym lękiem na wodę. - Jak widać każdy ma swoje fobie i to jest normalne - podsumował w myślach nie chcąc ranić kocura mówiąc o tym co zaobserwował na głos.

<Niedźwiedzi Miodzie?>

12 czerwca 2024

Od Niedźwiedziego Miodu do Lwa

Opuszczając miasto, Miodek był pewien, że już nigdy nie wróci do tego miejsca. Szare, wysokie ściany, drzewa pozamykane w stalowe sidła, smród atakujący z każdej strony, zwłaszcza zza jeżdżących stworów. Nie umiał zrozumieć, jak Wątroba potrafił tutaj wytrzymać, a to, że odmówił mu, warto zaznaczyć, że wielokrotnie, wyruszenia razem w drogę, by odnaleźć leśne koty, było już kompletnie cudaczne. Było mu go szkoda. Doszedł do wniosku, że to ten śmierdzący, gryzący dym zasnuł mu rozum. Musiał jednak przyznać; buszowanie w śmietnikach, zakradanie się do domów czy żebranie od wyprostowanych, było świetną zabawą. Dla brzydkiego kolegi ten ostatni sposób był dosyć trudny; był odtrącany, ale zadbany Niedźwiedź rzadko, kiedy spotykał się z otwartą wrogością. Dwunożni rzucali mu kostki, a czasem całe kawałki mięsa, które potem mógł zanieść do ich wspólnego legowiska. Owa norka znajdowała się pod drewnianymi paletami, na których układano kartony i skrzynie. Wątroba był swojego rodzaju małym celebrytą. Koty z miasta czuły respekt, ale sympatyzowały z nim. Wielu z odwiedzających wyglądało znacznie gorzej od niego, co na samym początku zdziwiło czekoladowego. Kiedy poznał jednak, jak wygląda życie w betonowym lesie, zdał sobie sprawę, że powyrywane ogony, wygryzione oczy, ropiejące rany i inne urazy, były tutaj tak łatwe do zdobycia, jak upolowanie tłustej myszy w stodole. Wielokrotnie jedynym co ratowało go od skończenia z jakimś nieciekawym uszkodzeniem ciała, było jego gibkie, zwrotne ciało, czy czujny przewodnik. Miarkę przebrało jego wieczorne spotkanie z psimi paszczami. Niestety, ulewny deszcz wdarł im się do legowiska, więc dwójka kocurów musiała przenieść się gdzieś wyżej, gdzieś, gdzie ich zadki nie zamokną całkowicie; ciężka choroba to ostatnie czego potrzebowali i coś, nad czym miasto się nie lituje. Przechodząc przez śliski, kamienny murek, usłyszeli w oddali mrożące krew w żyłach ujadanie. Większość betonowego świata była dziwnie cicha; oczywiście ulewa uderzała o bruk i szyby, a sunące potwory, rozchlapywały ogromne kałuże, ale nawet to wydawało się być przytłumione. Miód, słysząc szczekanie, chciał się zatrzymać, ale gdy tylko Wątroba zauważył jego zawahanie, popędził go i nakazał czujność. Gdyby nie ociekał cały deszczem, sierść zjeżyłaby mu się na całym grzbiecie. Zmierzali, podobno, do starej kryjówki, w której teraz mieszkała dawna kochanica starszego kocura. Miała być wystarczająca na te kilka dni. Żółtooki nigdy nie przywykł do wygody, więc było mu wszystko jedno; byle by było sucho i ciepło. Z rozmyślań znów wyrwał go psi wrzask. Był blisko. Nie należał do pojedynczego osobnika. W tym samym momencie u jego łap zabłyszczały perliste, skrzące się kły. W ostatnim momencie wyskoczył do przodu, wbiegając w Wątrobę, który już miał zacząć biec. Puścili się sprintem przed siebie, starając się nie poślizgnąć na przemoczonych kamieniach. Kątem oka widział, jak potworne stwory wskakują na szeroki mur i pędzą za nimi. Same wspomnienia tej nocy sprawiały, że czekoladowy cały się zjeżył. Gdy tylko udało im się uciec i schować w jakiejś rurze, Miód rozdygotany zaczął oskarżać kolegę o próbę zamachu. Brzydal tylko zaśmiał się gardłowo i pogratulował mu przeżycia swojej pierwszej psiej sfory.
— Pierwszej?! — Wykrzyczał zdyszany młodzik, wlepiając w Wątrobę szeroko otwarte ślepia — Żartujesz sobie ze mnie?!
— Złotko, chyba nie myślałeś, że takie szkaradne ofiary losu jak ja występują tylko w kociej postaci, co? — powiedział kocur i wykrzywił pysk w uśmieszek. Wychylił się ostrożnie w ukrycia i uważnie przeskanował okolicę, otwierając delikatnie pysk, by w razie czego wyhaczyć zapach wroga. — Miasto to arena; nie doświadczałeś tego wcześniej, bo cię kryłem. Teraz jednak pora, żebyś sam zaczął o sobie decydować, ja nie mogę się stresować za dwóch. Za stary jestem.
Wlepili w siebie wzrok. Niedźwiedź wiedział, że nie chce tu zostać, a dla drugiego jest balastem, kociakiem, którego trzeba mieć ciągle na oku. W sumie to nawet nie wiedział, dlaczego ten przyjął go pod swoje skrzydła na samym początku, ale był mu wdzięczny.
Wspomnienie rozstania nie wzbudzało w nim żadnych ckliwych emocji; przechodził już przez to wiele razy, a Wątroba nie był nadwyraz czarujący czy niesamowicie charyzmatyczny. Razem przeczekali noc; ściśnięci i powykrzywiany w niewygodnych pozycjach, ale bezpieczni w suchej rurze. Wraz ze świtem się pożegnali, dotknęli nosami i życzyli sobie powodzenia. Pokierowany przez okaleczonego Miodek obrał dróżkę, która miała w końcu wychodzić na przedmieście, a potem stamtąd widnieć miały już pola i las. Zabudowa stawała się coraz niższa, hałas cichł, a tłumy ludzi i potworów rzedł. Dziarskim truchtem, czekoladowy zmierzał w stronę coraz przyjemniejszej woni. Dobrze znane mu zapachy drzew, rosy i kwiatów zachęcały go do dalszej drogi. Mijał czasami nieznane mu koty, które nie zwracały na niego żadnej uwagi; wygrzewały się na górującym słońcu, wykorzystując tę porę, tak niespodziewaną i rzadką, biorąc pod uwagę wczorajsze oberwanie chmury. Bardzo chętnie sam poleniłby się tak beztrosko, może w towarzystwie jakiejś miłej panienki. Niestety gonił za nim wciąż strach dotyczący niespodziewanego powrotu psiej sfory. Nie mógł sobie pozwolić na brak czujności. Sunął więc do przodu, niczym się nie rozpraszając. Chcąc oszacować, ile czasu zajmie mu jeszcze wędrówka, postanowił wspiąć się na szczyt jednego z lęgowisk dwunożnych. Zgrabnie wdrapał się na drewniany płot, a potem, wykorzystując jabłonki, przedostał się na dach. Napiął się i wyskoczył wysoko, lądując na kamiennym kominie, którego ciepło przyjemnie grzało go w łapy i pupę, gdy przysiadł. Widok go nie ucieszył. Siedlisko wyprostowanych nie rozciągało się daleko, a beton już niemal nie występował; była za to rzeka, dość szeroka i wzburzona przez obfite opady. Czekoladowy westchnął głośno i przymknął ślepia, pozwalając wiatru poczochrać jego futerko. Musiał coś wymyślić. Obejście rzeki byłoby kretyństwem; prędzej umrze ze starości. Czuł, że nadchodzi mróz, ale nie miał pewności, że lód skuje powierzchnie, a na pewno nie ma odwagi, by po nim przechodzić. Musiał znaleźć kogoś, kto zna te tereny lepiej niż on, kogoś, kto możne zna jakieś alternatywne przejście. Rozglądając się pobieżnie po paru kotach, które znajdowały się w polu jego widzenia, wyhaczył kogoś, kto wyglądał na najbardziej obytego w świecie. Nie chciał tracić czasu na rozmowy z otyłymi piecuchami, które nie widziały świata poza swoim ogródkiem. Zgrabnie zeskoczył z budynku, lądując na wilgotnej trawce. Trzymając ogon wysoko, pokłusował w stronę postawnego, imponującego kocura, który leżał brzuchem do góry na kamieniu.
— Przepraszam cię przyjacielu — powiedział głośno już z daleka. Przybrał sympatyczny wyraz pyska i delikatnie zmrużył ślepia. Rudy wielkokot podniósł łeb i zaczął poszukiwać źródła tego hałasu. — Wyglądasz na kogoś, kto czasami wyściubia nos zza miasta… Wiesz może, czy o suchej łapie przejdę na drugą stronę rzeki?

<Lew?>