BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaskółcza Łapa x Nagietkowa Pręga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaskółcza Łapa x Nagietkowa Pręga. Pokaż wszystkie posty

18 stycznia 2020

Od Jaskółczej Łapy CD Nagietkowej Pręgi

Oburzona koteczka początkowo wcale nie chciała się godzić z mentorem tak szybko, jednak gdy ten zaczął odchodzić w przeciwnym kierunku, szybko zmieniła zdanie. Nagietek był naprawdę najcudowniejszym nauczycielem pod słońcem i na pewno nie chciał śmiać się z zaginięcia jej brata. Na samo wspomnienie liliowego futerka Pszenicy w gardle niebieskiej formowała się kula goryczy, a chłodne ślipia szkliły, więc pospiesznie przetarła je łapą. Klanie Gwiazdy, czemu akurat on? Co takiego zwykły kociak mógł zrobić, by zostać aż tak surowo ukaranym? Odganiając wszystkie myśli na temat jedynego brata, kilkoma susami doskoczyła do rudego boku syna Kruczego Pióra i ze skruchą odpowiedziała.
— Przepraszam, Nagietkowa Pręgo. Nie chciałam być niemiła — mruknęła, kopiąc kamień, który wpadł jej pod smukłe łapy. Zawiesiła łeb i cicho dodała. — Po prostu, gdy przypomnę sobie wszystkie przelane łzy mamy i poszukiwania, w które włączyli się wszyscy członkowie naszego klanu, doszczętnie tracę nadzieję na odzyskanie Pszenicy. 


już podczas przeprowadzki

Od kiedy Jaskółka opuściła żłobek, uwielbiała spędzać czas na treningach z synem Złocistej Rzeki. Rudzielec był najlepszy! Nie dość, że nauczył ją jak polować i walczyć, to w dodatku koteczka czuła, że może mu zaufać. Gdy tylko miała do tego okazję, nawiązywała z nim rozmowę czy chociażby uczepiała się jak rzep psiego ogona i wlekła za nim niczym cień, chcąc spędzić z pręgowanym jak najwięcej chwil. Totalnie zignorowała przy tym fakt, że zupełnie straciła kontakt z własnymi siostrami, chociaż i tak nigdy wiele ze sobą nie rozmawiały. Kotka właśnie wracała z treningu z jej ukochanym mentorem do ich prowizorycznego obozu, gdy nagle Nagietkowa Pręga spojrzał się na nią badawczo swoimi zielonymi ślipiami i nieco zaniepokojony zapytał. 
— Jaskółcza Łapo? — zagadnął, a gdy uczennica zerknęła na niego chłodnym spojrzeniem, odchrząknął i kontynuował.— A... jak się mają twoje relacje z siostrami? Jeszcze nigdy nie widziałem, jak z nimi rozmawiasz. Wszystko między wami w porządku?
— Chyba tak — odparła zaskoczona pytaniem mentora, jednak po chwili gwałtownie się zatrzymała. Czy aby na pewno wszystko było okej? A co, jeśli Sosenka i Zmierzch nienawidziły jej za to, że nigdy nie poświęcała im wystarczająco dużo uwagi? Skierowała ponownie pyszczek w stronę rudzielca, by następnie nieco posępnie dodać. — Myślisz, że nie?
— Nic takiego nie powiedziałem! — zaprzeczył szybko mentor koteczki, również przystając obok niej. — Mówię tylko, że czas przeprowadzki jest dla nas naprawdę trudny i powinniśmy zacieśniać relacje z bliskimi, nie oddalać się od siebie. Dla was wszystkich zniknięcie Pszenicy było ciężkim przeżyciem, więc sugeruję tylko...
— Żebym z nimi porozmawiała — przerwała nagle Jaskółka, kiwając ze zrozumieniem główką. 
— Dokładnie tak, Jaskółcza Łapo — zamruczał zadowolony zielonooki, lecz jego ślipia błysnęły, gdy dotarło do niego następne pytanie niebieskiej.
— A jakie są twoje relacje z rodzeństwem, Nagietkowa Pręgo?

 <Nagietku?>

23 grudnia 2019

Od Jaskółczej Łapy CD Nagietkowej Pręgi

Gdy razem ze swoim mentorem dotarła na Ogniste Trawy, jej ślipia rozszerzyły się z zachwytu.
— Ładnie tu! — miauknęła radośnie, rozglądając się dookoła. Nagle wzrok koteczki przykuł rząd dziwnych, czerwonych obiektów. — A co to jest, tam daleko? — zapytała zaciekawiona, wskazując interesujący ją kierunek białą końcówką ogona. Rudy mentor kotki skierował głowę we wskazane miejsce, po czym bez wahania odpowiedział.
— Bliżej widzisz Siedlisko Owiec — spokojnie wyjaśnił, zerkając zielonymi ślipiami na podopieczną. Wychwytując cień niezrozumienia na jej pyszczku, kontynuował.— To taka duża łąka, na której pasą się owce Dwunożnych. Oni z kolei mieszkają tam, daleko... Ale pamiętaj, że możesz zbliżać się do ich siedliska tylko w wyjątkowych przypadkach — ostrzegł poważnym głosem pręgowany.
— Tak, tak, wiem — mruknęła niechętnie Jaskółcza Łapa. Przez dłuższy moment wpatrywała się w nietypowe dla klanowiczów kloce, po czym zmarszczyła brewki — Ale właściwie dlaczego? Ponoć Dwunożni są powolni, a ich pieszczochy zupełnie niegroźne!
— Po pierwsze, dwunożni mogą być szybcy, jeśli tego chcą — odparł syn Złocistej Rzeki, patrząc z góry na niebieską. — Po drugie, nawet pieszczochy potrafią pokazać pazurki, Jaskółcza Łapo. Natomiast psy...
— Jakie psy? — miauknęła zaintrygowana siostra Chudzielca, a jej wibrysy zadrżały z podniecenia. — Te krwiożercze bestie, które jedzą kociaki na śniadanie?
— Uhm, co do krwiożerczych bestii się zgadzam, ale żeby od razu kocięta na pożarcie? — posłał młodszej rozbawione spojrzenie, na co kotka lekko się obruszyła. Czyżby on właśnie odważył się zaśmiać z JEJ osoby? No bez jaj, tak nie wolno! Obrażona córeczka Grzmiącego Potoku pokazała Nagietkowej Prędze różowiasty, ośliniony języczek i czmychnęła w stronę obozu Klanu Wilka. Jednak nie uszła zbyt daleko, ponieważ rudzielec bez problemu dogonił ją w kilka sekund. Zdezorientowany kocur zagrodził drogę ucieczki koteczce i głośno miauknął.
— Jaskółcza Łapo, co ci się stało? — zapytał, a kapryśna kotka popatrzyła mu prosto w ślipia. Chociaż darzyła pręgowanego naprawdę dużą sympatią, rzekoma kpina z komentarza terminatorki znacząco wpłynęła na humor niebieskiej, która ostatnio była dość rozdrażniona zniknięciem brata. 
— Co mi się stało? Ty się śmiejesz, a teraz jakieś popaprane psisko może trawić mi brata!

<Nagietku? Przepraszam, że tak krótko>

16 grudnia 2019

Od Jaskółczej Łapy CD Nagietkowej Pręgi

Jaskółcza Łapa nie była w stanie opisać szczęścia, które czuła od momentu mianowania. Wreszcie mogła rozpocząć swój trening, by skopać te zapchlone tyłki innym klanom! Chociaż nikomu temu nie przyznawała, bo przecież prawdziwej damie tak nie wypadało, to najbardziej nie mogła doczekać się ćwiczenia technik walki. Chciała nauczyć się, jak szybko i skutecznie można przegryźć komuś gardło czy też zostawić parę ładnych szram na pysku. Wizja siebie stojącej w dumnej pozie nad zimnym ciałem przeciwnika napawała ją satysfakcją, ale nie dawała tego po sobie poznać. Odrzucając na bok swoje mroczne rozmyślania, skierowała pełne radosnych iskierek ślipia na rudego kocura, który posyłał jej rozbawiony uśmiech.
— Jeśli chcesz, wyruszymy już za chwilę — pogodnie odpowiedział na pytanie córki Grzmiącego Potoku i delikatnie pacnął ją puchatą kitą, no co kotka zamruczała.
— Pewnie, że chcę! — roześmiała się dźwięcznie, jak gdyby odpowiedź była aż tak oczywista. — Od czego zaczynamy?
— Możemy najpierw przejść się obok granicy z Klanem Burzy — stwierdził zielonooki, prowadząc swoją nową uczennicę w stronę wyjścia z obozu.— A w czasie, gdy będziemy tam szli, przepytam cię z Kodeksu Wojownika, dobra?
— Okej, ale i tak wiem wszystko, bo mama nas uczyła — odparła pewnym siebie głosem, wesoło przeskakując nad niewielkimi, brudnymi zaspami śniegu.
— Ach tak? W takim razie powiedz mi, kim są Gwiezdni? — zapytał rudzielec, unosząc lekko prawą brew.
— To są nasi przodkowie, którym się zmarło w mniej lub bardziej fajny sposób i się na nas patrzą tam z góry — miauknęła zadowolona z siebie koteczka, unosząc szarawą kitę ku górze. Syn Złocistej Rzeki, słysząc nie do końca poprawną odpowiedź terminatorki, odchrząknął i dodał.
— Kot trafia do Klanu Gwiazdy, gdy nadejdzie jego czas, ale nigdy nie wiesz, kiedy to nastąpi. Może nadejść w czasie bitwy, z chorobą czy też podczas snu — zaczął swoje wyjaśnienia, starannie dobierając słowa, by kotka zapamiętała chociaż połowę z tego, co powiedział. — Jest tylko jeden warunek; musi postępować wraz z Kodeksem Wojownika, który określa, które rzeczy są dobre, a które złe-
— Czy złą rzeczą byłoby wymordowanie całego lasu? — zapytała niewinnie Jaskółka, przekrzywiając przy tym szary łebek, gdyż dla niej w tym pytaniu nie było nic dziwnego.
— Uhm, owszem, ponieważ wtedy zachwiałoby to całą harmonię utrzymującą nas wszystkich razem — miauknął nieco zdezorientowany kocurek, spoglądając ukradkiem na podopieczną, która kroczyła radośnie przez wilgotną trawę. — Gdybyś coś takiego zrobiła, po śmierci trafiłabyś do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, a uwierz mi, nikt nie chce się tam znaleźć. 
— Czemu? — dopytywała nieustannie niebieska, wlepiając swe chłodne oczęta koloru nieba w te szmaragdowe, należące do starszego kocura.
— Grasują tam sami złoczyńcy, którzy dokonali w swoim życiu tutaj, w lesie, naprawdę okropnych przewinień, takich jak na przykład odebranie życia niewinnemu kotu lub spiskowanie wobec własnego lidera.
— Ale jakbym powybijała te mysie móżdżki, to Klan Wilka miałby całą zwierzynę dla siebie i nie musiałby walczyć! — oburzyła się młodziutka kotka, rzucając pełne pewności spojrzenie Nagietkowi.


<Nagietku? Powodzenie z tą nabuzowaną kupą futra XD>

15 grudnia 2019

Od Jaskółki (Jaskółczej Łapy) CD Nagietkowej Pręgi

Chociaż kilka złocistych promyków słońca przedostało się do kociarni, wesoło przemykając między łapami zebranych tam kotów, nic nie wskazywało na to, żeby przez to panująca w obozie napięta atmosfera się rozluźniła. Odkąd Pszenica, kochany braciszek Jaskółki, zniknął bez śladu, cały obóz od rana do nocy przeszukiwał las w nadziei, że liliowy się odnajdzie. Jednak na nieszczęście członków Klanu Wilka, brudne zaspy śniegu skutecznie przeszkadzały w poszukiwaniach, a w dodatku usuwały każdy trop, który mógł należeć do jedynego syna Chłodnego Wiatru. Sama królowa zbyt bała się wyznać swoim córeczkom prawdy o zaginięciu niebieskookiego, więc razem z partnerem wmawiała im, że Pszenica wyruszył na przygodę i za niedługo z niej wróci. Trójka koteczek z lekkimi wątpliwościami przyjęła tę wersję zdarzeń jako prawdę, ale nie obyło się na focha na liliowego ze strony Jaskółki. No jak on mógł wyruszyć tak bez niej? Ona też by chciała pozwiedzać sobie las! Pomimo dławiącego uczucia rozczarowania, niebieska postanowiła nie narzekać na to w obecności rodziców, którzy wydawali się strasznie przygnębieni. Grzmiący Potok starał się przynajmniej udawać starego, dobrego siebie i spędzał coraz więcej czasu z potomkiniami, ale Chłód oddaliła się od rodziny i przestała jeść, zbyt zdruzgotana ostatnimi wydarzeniami. Dlatego, gdy kocica niespodziewanie weszła do kociarni po krótkim spacerze, a na jej pyszczku malował się szczery, wytęskniony przez Jaskółkę uśmiech, koteczka od razu podbiegła do swojej rodzicielki i krzyknęła.
— Mamo! Znowu się uśmiechasz! — uradowana zmianą zachowania królowej wtuliła się w jej futerko. — Tak się cieszę, że ty się cieszysz!
— Już dobrze kochanie, spokojnie — zaśmiała się rozczulona wojowniczka, wlepiając orzechowe oczy w trzy kociaki wesoło krzątające się wokół córki Karmelka. — Właśnie rozmawiałam z Iglastą Gwiazdą. Dzisiaj wasz wielki dzień! — wymruczała z wyczuwalną dumą pobrzmiewającą w głosie.
— W sensie mianowanie? — zapytała z niedowierzaniem Sosenka, rzucając siostrom podekscytowane spojrzenie.
— Tak skarbie, mianowanie na uczniów — odparła z radością Chłodny Wiatr, chwytając Zmierzch za liliowe futro na karku i zaczynając wylizywać ją po główce ku niezadowoleniu młodszej. — Ja i tata jesteśmy z was naprawdę dumni. 

***

Jaskółka przebierała z niecierpliwości smukłymi łapkami, nie mogąc doczekać się nadchodzącej ceremonii. Iglasta Gwiazda zwołał przed chwilą zebranie klanu i obecnie rozglądał się po swoich pobratymcach z niewielkim smutkiem w niebieskich ślipiach, jednak moment później odchrząknął a jego słowa rozniosły się po polanie.
— Jaskółko, Zmierzch, Sosenko, podejdźcie — miauknął poważnie, z uwagą obserwując jak niewielkie koteczki w kilka sekund znajdują się obok niego. Point spojrzał na nie z góry i lekko zmarszczył brwi, ale spokojnie kontynuował. — Osiągnęłyście już odpowiedni wiek, by zostać uczennicami. Od tej pory, aż do otrzymania przez was imienia wojownika, będziecie nosić imiona Jaskółcza Łapa, Zmierzchowa Łapa oraz Sosnowa Łapa — powiedział kocur, a nowo mianowana terminatorka była święcie przekonana, że zaraz dokona żywota na oczach wszystkich klanowiczów. Wreszcie została mianowana! Ciekawe, kto zostanie jej mentorem? Zaciekawiona rozejrzała się kotkach i kocurach, nie mogąc zdecydować się, kto byłby godny poszczycenia się mianem zostania jej nauczycielem, gdy nagle liliowy point przemówił. — Biały Puchu, wierzę, że przekażesz Sosnowej Łapie całą swoją dotychczasową wiedzę i doskonale ją wyszkolisz. Spopielona Paproci, jesteś naprawdę doświadczoną wojowniczką, dlatego przekazuję ci odpowiedzialność za trening Zmierzchowej Łapy — miauknął pewnie, a wymienione kotki radośnie się ze sobą przywitały. Jaskółcza Łapa nieco zdenerwowana strzepnęła białą końcówką puchatej kity; jakim cudem one pierwsze dostały mentorki? To niesprawiedliwe! Przeniosła pełne oburzenia oczy na przywódcę, który jednak wbił wzrok w rude, pręgowane futro należące do jego swojego byłego podopiecznego, a następnie przemówił. — Nagietkowa Pręgo, jesteś gotów na otrzymanie swojego pierwszego ucznia. Jestem pewien, że dzięki tobie Jaskółcza Łapa w przyszłości zostanie dumną wojowniczką Klanu Wilka.
Niebieska od razu doskoczyła do zdezorientowanego syna Złocistej Rzeki i przycisnęła nosek do tego jego, szczerząc białe kiełki w szerokim uśmieszku.
— Nie mogę wierzyć, że zostałeś moim mentorem! To cudowne, jesteś najlepszy! — miauknęła, skacząc dookoła rudzielca i wlepiając w niego niebieskie ślipia. — Nauczysz mnie polować i walczyć? Co najpierw? Albo pokażesz mi tereny? Tata opowiadał, że na początku muszę poznać nasz las i w ogóle!

<Nagietku? Przepraszam, że tak mało tu ciebie ;';>

25 listopada 2019

Od Jaskółki CD. Nagietkowej Łapy

Podekscytowana koteczka wparowała do legowiska medyczki i aż pisnęła z zachwytu! Wow, jak cudownie! Tyle przepięknych zapachów, śmiesznych listków, a w dodatku było tu tak przytulnie, że uradowana niebieska nawet zamruczała z przyjemności. Niezauważona przemknęła pomiędzy smukłymi łapami czekoladowej medyczki, by przyglądnąć się z bliska tym wszystkim dziwnie pachnącym ziółkom, podczas gdy rudy terminator grzecznie przywitał się z Turkawką.
— Witaj, Nagietkowa Łapo — miauknęła ciepło pointka, spoglądając na zielonookiego z zaciekawieniem. — W czym mogę ci pomóc?
— Przysyła mnie Chłodny Wiatr, bo martwi się, czy kociaki nie złapały jakiegoś paskudztwa po swojej eskapadzie — zaczął wyjaśnienia, po czym próbował odszukać wzrokiem córki Grzmiącego Potoku, która z nim przyszła, ale ku swojemu przerażeniu nigdzie nie mógł jej dostrzec. Strzepnął nerwowo końcówką ogona i zawołał. — Jaskółko, gdzie jesteś? To nie są żarty!
— Przyszła tu z tobą? — zapytała szczerze zdziwiona medyczka, rozglądając się po swoim legowisku. Po desperackich poszukiwaniach, koteczka została odnaleziona wśród nasion maku, których na całe szczęście nie zdążyła spróbować. Zdenerwowana Turkawie Skrzydło mocno chwyciła niesforną niebieskooką za skórę na karku i upuściła ją tuż przed łapami należącymi do syna Złocistej Rzeki. Zlustrowała ją od góry do dołu i z poirytowaniem warknęła. — Jaskółko, czy ty się dobrze czujesz? Do reszty zgłupiałaś, zapuszczając się do moich zapasów bez nadzoru! Dopilnuję, by twoja matka dowiedziała się o wszystkim — warknęła ostro na zakończenie, po czym zabrawszy ze sobą zwitek kilku liści, ruszyła w kierunku kociarni. Przerażona niebieska z niedowierzaniem przyglądała się rozgrywającej scenie, a buzujące w jej kruchym ciałku emocje przybrały po chwili formę fontanny słonych łez, rzewnie wylewających się z lodowatych ślipi. Rozdygotana koteczka wczepiła się w pręgowane futerko Nagietkowej Łapy niczym rzep psiego ogona i odmawiała wszelkim formom namówienia do opuszczenia legowiska.
— Jaskółko, posłuchaj — zaczął nieco speszony terminator, spoglądając z góry na niebieską. — Musimy już iść, bo twoja mama będzie zła — próbował rudzielec, lecz jedynym skutkiem jego słów była kolejna fala gorzkiego płaczu i mocniejsze wbicie pazurków w smukłą łapę.
— Nie, ja się stąd nigdzie nie ruszam! — wrzasnęła niebieska, drżąc z przerażenia. — Chłodny Wiatr obedrze mnie ze skóry!

< Nagietkowa Łapo? >  

12 listopada 2019

Od Jaskółki CD. Nagietkowej Łapy

Niebieska przeciągnęła się leniwie, gdy złotawe promyki słońca zatańczyły na jej puszystym futerku. Zmęczonymi ślipiami przebiegła po zgromadzonych w kociarni i stwierdzając, że nic ciekawego się nie dzieje, westchnęła ze zrezygnowaniem. Przecież ona nie usiedzi w miejscu ani chwilki dłużej, a mama z rodzeństwem chrapali sobie wesoło, jakby nic takiego się nie działo! Zirytowana strzepnęła kitą z białą końcówką i zawiesiła wzrok na wyjściu z kociarni. A gdyby tak...?
— Nie chcecie się ze mną bawić, to nie. Sama znajdę sobie zajęcie — prychnęła wielce oburzona, kierując króciutkie łapki w stronę wyjścia. Na obozowej polance cały czas panował ruch, wojownicy krzątali się w tę i we w tę wykonując swoje obowiązki. Chociaż dzień powoli dobiegał końca, jej pobratymcy sumiennie pracowali, by zapewnić klanowi bezpieczeństwo i pożywienie, co napawało koteczkę nie lada dumą; w końcu nie każdy ma szansę urodzić się w takim cudownym Klanie Wilka! Z szerokim uśmiechem wymalowanym na kocięcym pyszczku, niebieska postawiła łapkę na granicy żłobka. Wydała z siebie uradowany pisk, na który jednak nikt nie zwrócił uwagi. No, może poza jej ukochanym braciszkiem Pszenicą, który właśnie dreptał do niej na swoich łapkach.
— A ty gdzie się wybierasz, co? — zapytał unosząc brwi i posyłając siostrze pytające spojrzenie.— Tak beze mnie?
— Jeszcze przed chwilą spałeś, kupo futra — odparła, lecz w głosie kotki nie dało się wyczuć kąśliwości czy czegoś w tym rodzaju.— Idę pozwiedzać obóz. Sama — dodała, mocno podkreślając ostatni wyraz, a następnie odwróciła się tyłem do liliowego.
— Ej, tak nie można! Też chcę! — pełen oburzenia głos Pszenicy rozdarł panującą w żłobku ciszę, czego skutkiem było obudzenie ich uroczych siostrzyczek.
— Co się dzieje? — zapytała zaciekawiona Sosenka, przecierając łapką zaspane ślipia.
— Jaskółka chce wyjść na zewnątrz bez nas, wyobrażasz to sobie? — zanim wspomniana koteczka zdążyła odpowiedzieć, pręgowany szybko i skutecznie zagłuszył jej wypowiedź.
— Jak to? My musimy iść z tobą! — krzyknęła w ramach protestu Sosenka, podskakując do rodzeństwa stojącego u bram kociarni. — Prawda, Zmierzch?
— Yhm — mruknęła niepewnie liliowa, odwracając wzrok. — Ja jednak nigdzie się nie wybieram...
— Dobra, cisza! Zaraz obudzicie mamę i nic nie wyjdzie z mojego planu! — syknęła Jaskółka, próbując zapanować nad tym całym rozgardiaszem. Choć początkowo była zła na rodzeństwo, to wizja wspólnej eskapady napawała ją wielka ekscytacją i radością. Gdy gromada bachorów Grzmiącego Potoku wyskoczyła prędko z kociarni, była pewna, iż nic nie stanie im na przeszkodzie; w końcu kto by śmiał przerywać zabawę tak uroczym kluseczkom?
Chwilę później okazało się, że na tyle odważnym kotem była ich własna matka, która przerażona nagłym zniknięciem trójki z czwórki jej kociąt, zestresowana wybiegła na poszukiwania.
— Na Klan Gwiazdy, co wy tu robicie? — wydyszała z wyraźnie słyszaną ulgą, po czym zaczęła wylizywać po kolei główki kociaków. Sprawą oczywistą było, że Pszenica jak zawsze odtrącił swoim ciężarem resztę i zagarnął całą uwagę Chłodnego Wiatru na siebie, co jednak nie przeszkodziło pręgowanej klasycznie kontynuować. — Wiecie, jak ja się o was martwiłam? Już, wracać do żłobka, w tej chwili — dodała, popychając gromadę do środka. Jaskółka nie do końca pojmowała, dlaczego mamusia tak się zezłościła; nie było ich może przez momencik, w dodatku nie zaszli dalej niż kilka długości myszy, więc w czym problem?
— Przyznać się, kogo to był pomysł, co? — dopytywała się poważnym tonem dorosła kocica, uważnie lustrując sylwetki kociąt.
— Mój, mamo. To ja na niego wpadłam — przyznała niechętnie niebieskooka, spuszczając wzrok na podłogę. Cisza, która nastała po wypowiedzeniu przez nią tych słów sprawiła, że koteczka mimowolnie nastroszyła futerko na karku. Czy aby na pewno dobrze zrobiła, biorąc odpowiedzialność na siebie za wypad do obozu?
— Jaskółko, czy zdajesz sobie sprawę, że naprawdę mogło wam się coś stać? Wiesz, ile kotów mogłoby przez przypadek zgnieść was swoim ciężarem? Albo jak bardzo mogliście się rozchorować? Masz szczęście, że w porę skapnęłam się, że was nie ma. W innym przypadku ta eskapada z pewnością zakończyłaby się księżycami u medyka — odparła przewrażliwiona królowa, posyłając córce pełne rozczarowania spojrzenie, którego zawstydzona niebieska nie mogła długo wytrzymać.
— A-ale t-to n-nie tak...— wydukała zestresowana córka Grzmiącego Potoku, starając się zakończyć jak najszybciej temat nieudanej wycieczki. Nie chciała dłużej wysłuchiwać narzekań matki, była w końcu zaledwie kociakiem! Na szczęście, ku jej ogromnej uldze, do kociarni niespodziewanie wparował rudy jegomość, niosący w pyszczku pokaźnego wróbelka. Zaraz po pojawieniu się w zasięgu wzroku zgrabnej wojowniczki, kulturalnie rozpoczął rozmowę i położył upolowanego ptaszka przed królową. Gdy ta skinęła głową w geście podziękowania, zielonooki zwrócił wzork na kluchowate sylwetki kociaków i uśmiechnął się ciepło.
— Hej, jestem Nagietkowa Łapa, a wy? — zapytał, przysiadając w bezpiecznej odległości od nieusłuchanej bandy bachorów.
Nim którakolwiek z wnuczek Karmelka zdążyła coś odpowiedzieć, mocarne łapki srebrnego śmignęły im przed oczami, a do ich uszu dotarły podekscytowane słowa kocurka.
—Ja nazywam się Pszenica, a tamte za mną to Zmierzch, Sosenka no i Jaskółka. Jesteś uczniem, prawda? — odparł na jednym wdechu pręgowany, po czym skupił swe niebieskie ślipia na lekko rozbawionym synu Złocistej Rzeki.
— W takim razie miło mi was poznać. A odpowiadając na twoje pytanie, tak jestem uczniem — odpowiedział pogodnie rudzielec, jednak nie dane mu było dokończyć, gdyż niebieskooka królowa weszła mu w słowo.
— Nagietkowa Łapo, wiem, że pewnie jesteś zajęty, ale czy mógłbyś poprosić Turkawie Skrzydło, aby sprawdziła, czy nie złapali jakiegoś potwornego paskudztwa? Przed chwilą wybrali się bez mojej zgody na samodzielną wędrówkę po obozie — westchnęła zrezygnowana Chłodny Wiatr, wyczekując odpowiedzi terminatora Iglastego Krzewu.
— Tak, oczywiście...— powiedział młodszy brat Wiewiórczego Ogona, po czym skierował swoje kroki w stronę wyjścia.
— Poczekaj! — krzyknęła nagle Jaskółka, doskakując do puchatego rdzawego boku, co spotkało się z niemałym zdziwieniem ze strony jego właściciela.
— Jaskółko, co ty wyrabiasz? — miauknęła zdezorientowana wojowniczka, obserwując poczynania koteczki z lekko zmrużonymi ślipiami.
— Bo ja chcę tak bardzo iść z Nagietkową Łapą do medyczkiii! Mamooo, proszę, zgódź sięęę! — jęknęła głośno niebieskooka, robiąc tym samy maślane oczka godne nie jednego, dobrego manipulatora.
Pomimo początkowych protestów ze strony matki, koteczka uzyskała zezwolenie na opuszczenie żłobka wraz z uczniem i zadowolona dreptała u jego boku, trzymając puchata kitę z białą końcówką wysoko w górze.
— Wiesz, bardzo cieszę się, że mama pozwoliła mi z tobą iść — zaczęła uradowana, mimowolnie podskakując ze szczęścia. — Przecież nie każdy ma okazję przeżyć swój pierwszy raz z takim fajnym i przystojnym kocurem jak ty! — zakrzyknęła z entuzjazmem, całkowicie nieświadoma dwuznaczności wypowiedzianych przez siebie słów.

<Nagietkowa Łapo? uwu>