BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szałwiowa Łapa (KB). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szałwiowa Łapa (KB). Pokaż wszystkie posty

26 marca 2019

Od Szałwiowej Łapy CD. Kwitnącej Łapy

Położył uszy po sobie. NIE CHCIAŁ już jej znosić. Rozkwit była najokropniejszą istotą na tym świecie, jaką znał. Już nie obchodziły go konsekwencje. Chciał po prostu się na niej wyrzyć za wszystko, co robiła. Doskoczył do siostry i pchnął tak, że nie spodziewająca się napastnika koteczka z piskiem odleciała kilka ogonów dalej, młucąc niezdarnymi łapkami po ziemi. Automytycznie zalała się łzami i zaczęła ten swój krzyk do mamusi. Chyba pierwszy raz na serio. Szałwia obrócił się tylko i wybiegł ze żłobka. Nikt go nie będzie wyzywać, bo nic złego nie zrobił. To wszystko jej wina! Jej, jej i jeszcze raz jej! Skulił się w drobnych zaroślach przy norze i czekał. Sam nie wiedział, na co. O dziwo, matka nie przyszła. Nie zabrała go, nie wyzwała. Siedział tak, dopóki nie zaczęło się ściemniać, a futro malucha ogarnęło zimno. Podreptał do środka, natychmiast zwijając się koło ciepłego cielska Konwaliowej Rzeki. Ta drgnęła i polizała go po łebku, lecz nie odezwała się już. Za to jednak poczuł na sobie wściekłe, nienawistne spojrzenie szylkretki, której tym razem nie wyszło. Posłał jej to samo, a następnie zamknął oczy. Był już zmęczony. Bardzo zmęczony.
Wieczorem następnego dnia odbyło się coś niezwykłego. Może nie tak niezwykłego dla wszystkich, no, z pewnością nie dla kremowego pręgusa. Mianowanie na uczniów. Ciernista Gwiazda zwołała zebranie klanu. Krótkołapa, która przez całe popołudnie pielęgnowała swoje pociechy na tą uroczystość, powoli prowadziła je na zewnątrz, nie chcąc, by głupim wyskokiem z emocji zepsuły sobie dopiero co ułożone futro. A więc stanął. I słuchał, chociaż z pewnością niezadowolony z tego, co tu się dzieje. Będzie musiał spać mniej, niż wcześniej, pracować, pomagać, polować i walczyć w sposób inny, niż obrona przed "siostrzyczką"?! Przecież nikt nie pytał go o zdanie, czy chce! Ale jednak musi. Sarnia Łapa dostał tego frajera Leśnego Cienia, Blada Łapa - Ziołowego Nosa, Splątana Łapa Brzoskwiniową Gałązkę, a Kwitnącą Łapę miał szkolić Orli Trzepot. Ale on... On będzie trenować z tą kreaturą Fiołkową Bryzą. Kotką bez jednego oka. Czego to go nauczy? I dlaczego akurat to?! Świeżo upieczony uczeń był bardziej, niż zły. Był wściekły. Dlaczego ta liderka jest tak okropna i zgotowała mu taki los? Jeknął cicho, kątem oka dostrzegając zwycięski wzrok młodej niebieskookiej.
- Nienawidzę cię - szepnął głucho ze zmrużonymi oczami, wiedząc, że ani ona, ani nikt inny tego nie usłyszał.

<Kwitnąca?>

25 marca 2019

Od Szałwiowej Łapy CD. Fiołkowej Bryzy

Powoli uniósł łeb i powąchał od niechcenia. Co czuł...? Właściwie, to nie wiedział. Na pewno jakieś koty... chyba byli przy granicy, albo była ona niedaleko. 
- Czuję jakiś klan. Nie Klan Burzy, tylko inny - mruknął, spoglądając wyczekująco na kocicę. 
- Dobrze, to Klan Klifu. Jesteśmy niedaleko ich granic. Coś jeszcze? Powąchaj jeszcze raz i pomyśl.
Przewrócił oczami. Nie miał specjalnie ochoty na wąchanie powietrza. Po co to? Przecież już powiedział, a nawet dobrze. Uch, jak ona była irytująca! Mimo to, postanowił wysłuchać i wykonał polecenie. Myślał nad poczutymi zapachami, ale wciąż nie wiedział, co to. Woń była stara i zwietrzała, ale jedno wiedział z pewnością - śmierdziała, tak okropnie śmierdziała. Wykrzywił się. Co mogło mieć taki odór...
- To był lis? - zapytał, wciąż mając ten smród w młodych nozdrzach.
- Nie. Dwunodzy. Rzadko się tu kręcą i ten trop jest stary, lecz mimo to trzeba na nich uważać - odparła. - No, dobra, co tak siedzisz? Rusz tą dupę, idziemy dalej! - dodała ochoczo, popędzając go do biegu.
- Nie mam już siły! - bąknął, podnosząc się. - Za dużo ode mnie wymagasz! - jęknął dramatycznie.
- A ty przesadzasz - stwierdziła niewzruszona, nie zwalniając tępa. - No, raz raz, pamiętaj, to już nie kociarnia, tylko trening dla prawdziwych, odważnych uczniów, a nie małych pędraków! Ruchy, ruchy!
Z wielkim ociągiem i niechęcią ruszył za nią, jednak nie dotrzymując mentorce kroku. Co ona sobie myślała? Nie miała jednego oka, w dodatku była k o t k ą, a pozwalała sobie nim pomiatać? To jakieś nieporozumienie! Skandal! Mimo swojej nienawiści do Konwaliowej Rzeki, od razu za nią zatęsknił. Wtedy nie musiał nic robić, totalnie nic. Och, on już nie chciał być tym przeklętym przywódcą! Chciał tylko świętego spokoju! Czy o tak wiele prosi?

***

W pewien sposób dostał to, o co prosił. Ale nie chciał tego w taki sposób.
Przecież nadal musiał trenować, miał tylko innego, może trochę mniej wymagającego mentora. A to może i tak tylko na jakiś czas, gdy ta wredota dojdzie do siebie, znowu będzie musiał ją znosić. Ale przynajmniej pozbył się mentorki na jakiś czas. Czyżby los się do niego uśmiechnął? Z tego, co słyszał, jakiś samotnik ją podpalił...? W każdym razie, nie miała futra w wielu miejscach, skóra była zwęglona, no, do piękności to ona nigdy nie należała, a zwłaszcza teraz. Szałwia nie zamierzał na nią patrzeć, tak też tego nie robił. Szkolenie z Deszczowym Porankiem nie było aż tak męczące, starszy kocur był cichszy i spokojniejszy, nie darł się tak i nie chciał od biednego pręgusa więcej, niż ten mógł. No, biednego. Jedynie w oczach jego samego. Z punktu widzenia wszystkich innych to Fiołkowa Bryza była tu najbardziej poszkodowana i nic w tym dziwnego. Ale, żeby było tego mało, ta druga córka przywódczyni, Księżycowy Płatek czy coś takiego, również zaginęła. Mało go to interesowało, ale wśród Burzowiczów panowała napięta atmosfera.

***

- Czuję coś! Spaleniznę!!! - zawyła ze strachem Drżąca Łapa, odskakując do tyłu.
Był z nią, Sztormowym Niebem i Czaplim Potokiem na patrolu. Również zawęszył, udając jednak brak zainteresowania. Faktycznie. Ostatnio zbyt dobrze poznał ten zapach. Ale chwila... tam było coś jeszcze. Zapach... kota. Wbrew samemu sobie ruszył do przodu szybkim krokiem. Woń się nasiliła. Była dziwnie znajoma. Czy to... stanął, po prostu się gapiąc. Nos go nie zmylił. Lekko czarne, chłodne ciało o szylkretowym calico futrze i krótkich łapach leżało przed nim bez ducha. Nie pałał do niej sympatią. Nie interesowali go inni. Ale teraz zrobiło mu się tak jakoś... dziwnie. Jego matka nie żyła. Już nigdy go nie pochwali, nie zapyta, co u niego, nie przytuli. Może nie robiła tego często, ale i tak... cóż. Jakoś będzie żył dalej, świat się nie załamie od straty jednej, małej istoty. Podniósł łeb. Jego ojciec siedział przy martwej w ciszy i z lekkim, lecz wyraźnym smutkiem. Błękitnooki odwrócił się.
- Idziemy? Trzeba zabrać ją ze sobą - stwierdził, machając ogonem. W jego głosie nie było żadnych emocji.
Czekoladowy spiorunował go wzrokiem, jakby oburzony brakiem reakcji na śmierć kogoś teoretycznie tak  bliskiego młodzikowi. Zignorował go. Tak właściwie... przecież to nie była jego rodzicielka. Znaczy terminator nie wiedział o tym. I nie miał prawa wiedzieć. Przynajmniej na razie.
- Młody ma rację - podjął z wolna cętkowany. - Nie możemy tu siedzieć cały dzień. Pożegnasz ją w obozie, razem z resztą. Chodźcie.
Czapla już się nie odezwał, tylko podniósł, delikatnie chwytając ofiarę losu za kark i ciągnąc za sobą. 
Gdy byli na miejscu, wrzawa mocno się nasiliła. Widział zasmucone pyski, kapiące łzy, słyszał wycie i krzyki rozpaczy. Posiedział przy kotce dosłownie chwilkę. Chyba wypadało, by reszta nie uznała go za totalnego psychola i sadystę. Nie potrzebował tego. 
- Trzymaj się czy coś... gdziekolwiek jesteś. Jeśli jesteś - wyszeptał chłodno do głuchego ucha i wstał. Co teraz? W sumie... nudziło mu się. Mógłby odwiedzić swoją mentorkę. Nie wyszła, ale medyk już tak. Podążył do jego legowiska i stanął nad spaloną. Ugh, naprawdę wyglądała paskudnie. Jak to na niego przestało, absolutnie nie bał się tego wygarnąć. Nie lubił jej.
- Wyglądasz okropnie - prychnął, liżąc sobie łapkę, jakby chcąc pokazać, jakie to on ma piękne futro. - Taka z ciebie wojowniczka? A nie potrafiłaś obronić się przed j a k i m ś samotnikiem? Naprawdę?

<Fiołek?>

22 lutego 2019

Od Szałwii

Siedział w wyjściu ze żłobka, gapiąc się niemo na bawiące się przed jego oczami, rozradowane rodzeństwo. Na tereny klanów zawitała pora nowych liści, była ciepła i przyjemna, jednak tą małą kluskę raczej niezbyt to ruszało. Patrzyła, jak Sarenka przepycha Splotka, obok Rozkwit ze swymi mrocznymi oczkami szeptała coś zgarbionemu, siedzącemu w milczeniu Blademu. Niedługo cała piątka, jak i ich matka opuszczą to miejsce, a maluchy otrzymają nowe imiona uczniów. Niezbyt mu się to podobało musiał przyznać. Mimo udawania, że go to nie obchodzi, okropnie bał się, kogo dostanie za swojego mentora. Czy będzie to jakiś głupi, zrzędliwy wojownik jak ta zastępczyni Migoczące Niebo? Albo jakiś nieudacznik, na przykład Leśny Cień, Ziołowy Nos czy ta cała Fiołkowa Bryza, dziwaczna kocica bez oka? Czy w Klanie Burzy jest w ogóle jakiś kot godny szkolenia tego uważającego się za pępek świata kociaka? Jego zdaniem jedynym, który mógłby go uczyć byłby jego kochany tatuś. Ewentualnie Ciernista Gwiazda, bo to w końcu przywódczyni, jednakże jak dla Szałwii była zbyt delikatna i dobroduszna jak na tę rolę. Przecież prawdziwy lider dba tylko o swój klan, a nie o jakieś sojusze, prawda! Jest zdeterminowany i stanowczy, bo to on rządzi i inni mają go słuchać. O tak, tak właśnie będzie rządził on, Szałwiowa Gwiazda! Były to oczywiście dziecięce i hipokrytyczne postanowienia wnuka Rdzawego Ogona, nic więcej.
W pewnym momencie poczuł delikatne muśnięcie. Obrócił łebek z pomrukiem niezadowolenia. Była to Konwaliowa Rzeka, w sumie, kto inny? Kotka jednak przeszła obok niego, zamiast tego podeszła do drugiego kremowego i zaczęła szeptać coś przyjemnie. Niebieskooki położył uszy po sobie. Mama zawsze trochę bardziej dbała o Sarenkę, Splotek i Laska  (kiedy ten jeszcze nie uciekł z klanu), niż o niego, Rozkwit i Bladego. Kocurek dopiero teraz zaczął to zauważać. Był coraz większy, niedługo zostanie terminatorem, to i myślał trochę inaczej i trochę więcej,  niż wcześniej. On wcale nie był gorszy! Był lepszy od tych wszystkich kłaków razem wziętych! Szylkretka n i m powinna się najwięcej zajmować. Jeszcze przez chwilę patrzył na sceny przed nim. Było mu smutno, lecz nie mógł tego okazywać, co to, to nie! Wystawił łapkę, jedną, drugą. Powoli wyszedł z nory. Nie ruszył jednak w stronę rodziny, ominął ich szerokim łukiem. Chyba pierwszy raz z własnej woli postanowił pochodzić po obozie. Hm, pochodzić to za mało powiedziane. On ucieknie! Tak jak Lisek, bo go tu nie kochają jak należy!  Oczywiście młodzik ani pomyślał o konsekwencjach, czychających niebezpieczeństwach, czy  nawet o tym, że już nigdy przenigdy nie spotka matki. W tej chwili nie myślał o ucieczce na zawsze, jak jego brat, lecz zaraz wróci, po prostu nastraszy wszystkich, że mają o niego dbać. Oczywiście wszyscy dbali o niego należycie, a on również nie przemyślał, że pewnie zgubi drogę powrotną lub wytropi go jakiś drapieżnik. Był tylko głupiutkim maluchem, pragnącym wiedzieć, dlaczego Konwalia kocha trochę bardziej tamte trzy, a właściwie dwie wredne łajzy od niego.
Potuptał niechlujnym krokiem przy legowiskach wojowników i uczniów. Mając chwilę, ostrożnie, lecz jednak z ciekawości tam zajrzał. W środku leżała jedynie biało-czarna kotka z zielonymi oczami oraz taka o specyficznym ułożeniu łat. Słyszał, że uczniów jest więcej. Popędził dalej, zastanawiając się po drodze, gdzie właściwie jest wyjście stąd. Rozejrzał się przez chwilę i zobaczył. Przez moment chciał pobieć przez środek, lecz wtedy krókołapa go zobaczy, a do tego tak właściwie nie miał ochoty na bieganie.  Był na miejscu. Gapił się w świat wolnności. Usiądzie gdzieś w trawie i niedługo wróci! Mama z pewnością go nie znajdzie!  Uśmiechnął się zadziornie, dumny sam z siebie. Aż dziwne było, że pręgowanemu chciało się wychodzić, i to jeszcze wymyślać taki "skomplikowany" plan. I już, już miał wyjść, sprawić, że będzie kochany najbardziej, gdy coś mu to uniemożliwiło, przytrzymując delikatnie.
- No, dokąd to się wybieramy?
- Puść, puuuuść! - zajęczał, ciągle próbując się wyrwać.

<Chętny ktoś na krótką sesję?>

21 lutego 2019

Od Szałwii CD. Rozkwit

Siedział ze znudzeniem w kąciku, nadsłchując kłócących się Sarenki z Bladym. Sam w tym czasie od niechcenia kreślił pazurkami po ziemi jakieś kreski i nieodgadnięte kształty, których nawet on sam nie rozumiał. Po prostu mu się nudziło, zresztą, jak zawsze. Tu nie było co robić, ale co będzie, jak zostanie uczniem! Będzie musiał się totalnie słuchać innych i codziennie bardzo dużo łazić! Totalny skandal! Pokręcił małym łebkiem sam dla siebie, po chwili wracając do żmudnego kreślenia dziwacznych szlaczków. W pewnej chwili usłyszał cichy płacz. Odwrócił się ostrożnie, myśląc, że to ten słaby Blady, lecz to nie był on. To był najgorszy koszmar Szałwi. To małe, chodzące wcielenie szatana o kłamliwych, przekupujących błękitnych oczętach. Wredna kociczka imieniem Rozkwit, w oczach Szałwii największy pupilek mamusi. "U p s, będą kłopoty" przemknęło mu szybko przez myśli, więc przestał skrobać i usiadł w skuleniu, czując, jak sierść trochę mu się jeży. Przez malutką chwilę zastanawiał się, czy aby nie udawać teraz, że to o n a zaczęła, jednak był na to za leniwy oraz nie wyobrażał sobie faktu upokorzenia się przed mamą, gdyby pokazał, że jakaś marna kotka może go pokonać.
- Szałwio... - usłyszał ponuro za sobą.
Nie odezwał się, tylko skulił się jeszcze bardziej. Nie pomyślał jednak, że takie zachowanie tylko utwierdzi Konwaliową Rzekę w przekonaniu niewinności tego małego szylkretowego smroda, oraz zawinienia drugiego, leniwego kremowego padalca.
- Szałwio, mówię do ciebie - powtórzyła, trochę ostrzej.
Położył uszy po sobie i powolutku się odwrócił, ponownie jednak nie odpowiadając. Może i wyglądał na smutnego, ale w środku małego ciałka rolewała się furia. Ta wredna siostrzyczka jeszcze popamięta. Kiedyś jeszcze pożałuje męczenia kocurka o lodowatoniebieskich oczach. Przynajmniej takie plany uwiły się na chwilę w jego łebku, a potem zniknęły równie szybko jak się pojawiły.
- TO ONA KŁAMIE! - wrzasnął przenikliwym głosikiem tak, że prawdopodobnie słyszeli go w całym obozie. Następnie skulił się ponownie,  owijając ogonkiem przednie łapy. Karmicielka westchnęła i odeszła, jej kroki były coraz dalsze, a po chwili totalnie zniknęły. Uśmiechnął się sam do siebie z lekką satysfakcją. Przynajmniej nie zaczęła pouczać go, jak to źle się zachował, że ma przeprosić siostrę, w końcu przestać, bo ona mu nic nie robiła i inne tego typu bzdury. Przecież to ona uprzykrzała mu życie, nie on jej! Rozmyślania przerwał mu cicho burczący brzuch. Był bardzo głodny, wiedział też, że jest pora posiłku i zaraz wróci calico z królikiem lub czymś innym jadalnym. Cóż, może był dzieckiem, ale nie aż tak głupim. Po chwili stało się tak, jak przewidywał. Weszła i upuściła na ziemię królika, przywołując Sarnę i Splotkę, którzy co dopiero wypryśli "zwiedzać" obóz. Podszedł bliżej powolnie i nurząco, usiadł z boku, wdychając świeży zapach pożywienia. On później też będzie za czymś takim latał? Po co? To będzie jeszcze bardziej nudne i męczące od słuchania swojego rodzeństwa i przesiadywania całymi dniami w kociarni! Nie mógł jednak o tym myśleć, gdy przed nim leżał kawałek pokarmu idealny dla niego. Zaczął jeść, a raczej opychać pyszczek kawałkami mięsa.

<Rozkwit?>

07 lutego 2019

Od Szałwii

Przekrzywił nerwowo łebek, wgapiając swe oczy - bardziej przypominające kryształy lodu niż faktycznie oczy - prosto w wyraźnie zmieszaną  Konwaliową Rzekę. Och, Rozkwit się jeszcze oberwie za te jej głupie wymysły. Nie, on nie będzie ponosił odpowiedzialności za wstrętną, niedobrą i w ogóle złą siostrę!
- To n i e ja! - pisnął w końcu, wściekle uderzając łapką o podłoże. To wszystko było nie fair!
- Szałwio mój kochany, dlaczego nie przyznasz się do błędu? - zapytała, lekko wystraszona zachowaniem młodego karmicielka. - Rozkwit przybiegła brudna i rozpłakana. Dlaczego ją uderzyłeś? To przecież twoja najlepsza przyjaciółka.
- NIE! - wrzasnął, nie dając cienia wątpliwości, że nie zgadza się z tą opinią. - Ja jej n i e lubię! Nie i już! Zresztą, przecież to nie ja, mamoooo, mówiłem już! Ona sama się tak ubrudziła! Chciała, żebym to JA miał problemy! Ona zawsze tak robi. Bardzo nas wszystkich nie lubi - warknął z niezadowoleniem.
- Masz bardzo bujną wyobraźnie, mały - zamruczała, powoli się rozluźniając. - Twoja siostra to największy aniołek, jakiego znam. Nigdy by nic takiego nie zrobiła - stwierdziła, wstając powoli i patrząc na przybrane dziecko. - Dobrze, dość. Teraz przemyślisz swoje zachowanie. Nie znęcamy się nigdy nad nikim.
Kremowy tylko wywalił jęzor i odbiegł, by położyć się w kącie, tym położonym najdalej od szylkretki. Ta wydała z siebie ciche westchnięcie, lecz nie zdołał tego usłyszeć. Był tylko małym, leniwym, głupiutkim kociakiem. Faktycznie nigdy nie skrzywdziłby cętkowanej. O nie, to nie dlatego, że się jej bał lub nie chciał ranić. Nie widział w tym żadnej rozrywki czy korzyści. Pręgus był wyjątkowo egoistycznym dzieckiem. Nie widział zapotrzebowań innych, obchodziły go tylko jego własne problemy. Na przykład nie przejął się zbytnio, gdy jego brat Lisek odłączył się gdzieś podczas - nudnego zresztą - spaceru, a szanse na jego odnalezienie praktycznie cały Klan Burzy już zaprzepaścił. Po co on, Szałwia, tak ważna istota w tym żłobku, ma przejmować się takim złym kłamcom? A po co zresztą rodzice się nim przejmowali? N i k o m u nie był potrzebny! Przynajmniej mu się tak wydawało.
W tym dziwnym świecie nie rozumiał wielu i wiele nie miało dla niego sensu. Sporo kotów z klanu wydawało mu się być dziwnymi pokrakami. Oni nic nie potrafią! To on zostanie jedynym, prawdziwym i świetnym wojownikiem! Pokaże im wszystkim... No,  maluch sam tak właściwie nie wiedział, co chce komu pokazać. Jego pokraczne ambicje były aż nazbyt pozbawione logiki, ale czego w sumie można spodziewać się po kociaku, zwłaszcza takim, jak on? Ta mała kluska bowiem z jednej strony chciała być najmądrzejsza i najlepsza, a z drugiej nie zamierzała wychodzić po za obóz, a czasem nawet poza kociarnię. No cóż, był on naprawdę bardzo specyficznym przypadkiem.
Gdy tak leżał z naburmuszonym pyszczkiem, jego matka postanowiła wyjść, uprzednio podchodząc do niego i liżąc, na co jedynie potrząsnął szybko głową. Ale, gdy kotka faktycznie wyszła... W drugim kąciku siedziała mała zmora, która tylko na to czekała. Z prędkością światła pojawiła się przy nim, przewracając  niespodziewanie i przyszpilając małymi pazurkami.
- Eeeeej! Zostaw mnie, to boooli! - jęknął, nieudacznie próbując wyrwać się z uścisku.

Rozkwit? :3