BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumiankowe Zaćmienie x Lwia Paszcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumiankowe Zaćmienie x Lwia Paszcza. Pokaż wszystkie posty

01 czerwca 2024

Od Rumiankowego Zaćmienia CD. Lwiej Paszczy

 *Jeszcze przed dołączeniem Czarnej Łapy do klanu*

 Przybycie Lwiej Paszczy wraz z dwójką jej pociech do legowiska medyka było czymś niespodziewanym dla Rumianka. Odwiedzał królową dość często by upewniać się, iż z kociakami wszystko w porządku, ale również, aby zamienić kilka słów z przyjaciółką. Powitał kocicę na wejściu, a gdy ta mówiła, co dolega jej małym pociechą, słuchał jej z uwagą. I tak musiał je osobiście zbadać pod tym kątem, więc gdy tylko Lwia Paszcza skończyła, to od razu zabrał się za to. Zaczął od Nagietka, który swym wyglądem wdał się w matkę.
 - Jeśli masz jakikolwiek problem ze mną, Lwia Paszczo, to powiedz to głośno. Nie umiem czytać w twych myślach. - Do uszu medyka dotarł głos Widmo, który dalej przyglądał się tej sytuacji. - Bo brzmisz, jakbym zrobił Ci krzywdę tym, że tu jestem. Jeśli o to chodzi, to tylko przynosisz niepotrzebny stres naszemu jedynemu medykowi.
 Dalej dwójka kotów wykłócała się, co po czasie stało się irytujące. Rumiankowe Zaćmienie próbował skupić się na badaniu dwóch kociaków, a musiał wsłuchiwać się w bezsensowne kłótnie. Westchnął cicho i skierował swój wzrok w stronę dwójki.
 - Czy możecie, proszę przestać? Próbuje skupić się na moim zadaniu, a wy mnie rozpraszacie. Jeśli macie zamiar kontynuować tę bezsensowną rozmowę, to będę zmuszony was wyprosić. - Powiedział medyk, co chwilę przerzucając wzrok z jednego kota na drugiego.
 - Gdyby ona nie zaczęła…! - Zaczął Widmo, jednak przerwał, gdy Rumiankowe Zaćmienie skierował na niego swój zły wzrok. Gdyby tylko mógł, to pogodziłby tę dwójkę, jednak to zadanie wydawało się niemożliwe. Od samego przybycia Widma Lwia Paszcza rzucała w niego obelgami, jakoby samo jego przybycie skazywało Klan Burzy na porażkę. Oboje byli jego przyjaciółmi i nie chciał wybierać pomiędzy nimi.
 - Dziękuje. - Rzucił kocur, po czym wrócił do badania jego małych pacjentów. Kiedy skończył, skierował wzrok na rudą kocicę. - Nie widzę żadnych objawów, które wskazywałyby na jakąkolwiek chorobę. Mówiąc prościej, są zdrowi i nie masz się czym martwić. Jednak, gdybyś miała wątpliwości, to zawsze wiesz gdzie mnie znaleźć.
 Postanowił zignorować wypowiedź Lwiej Paszczy odnośnie pomocy mu. Radził sobie na chwilę obecną dobrze, mimo braku Wiśniowej Iskry i Słonecznej Łapy. Nie chciał również prosić braci o pomoc, bo mieli oni przecież swoje wojownicze obowiązki. Zamienił on jeszcze kilka słów z rudą królową, w międzyczasie żegnając jego czarnego przyjaciela, który musiał udać się na trening. Po jego odejściu kocica wydawała się bardziej rozweselona, co zdziwiło kocura. Aż tak źle było pomiędzy tą dwójką? Niestety czas mijał szybko, a kotka musiała wrócić do żłobka wraz z dwójką swoich pociech. I ponownie Rumiankowe Zaćmienie został sam.

*****
*Przed porodem Brzęczkowego Trelu*

 Ostatnio doszła do jego uszu niezbyt przyjemna informacja. Jego ruda przyjaciółka podobno krzyczała na jedną z karmicielek, komentując jej wybory życiowe, co doprowadziło ów kocicę do łez. Czemu? Do końca nie mógł dojść do powodu, dla którego mogłaby to robić. Musiał niestety spytać ją osobiście. Odnalazł kocicę na skraju obozu, gdy ta poprawiała swe rude futro, by wyglądało idealnie. 
 - Lwia Paszczo. Czemu dochodzą mnie słuchy, że krzyczysz na jedną z karmicielek? - Zaczął medyk, wbijając swój zły wzrok w nią. - Jako była karmicielka dobrze wiesz, że stres nie służy im dobrze. - A tym bardziej komentowanie jej wyborów życiowych, ale to kocur dodał w myślach. - Brzęczykowy Trel nie zrobiła nic złego, decydując się na zostanie matką. Każda kotka może się na to zdecydować i nie powinno wiązać się to z twoim krzykiem i dodatkowym stresem.

<Lew?>

30 stycznia 2024

Od Lwiej Paszczy CD. Rumiankowego Zaćmienia

 Od dłuższego czasu nie miała okazji rozmawiać z Rumiankowym Zaćmieniem. Zarówno ruda, jak i szylkret byli pochłonięci własnymi obowiązkami, ona wojowniczki, a syn liderki medyka. Mimo chęci odwiedzenia potomstwa Róży, rzadko znajdowała czas, aby wpaść w odwiedziny do medyków. Czy też lepiej było powiedzieć, że nie chciała widzieć ich pysków; kotów które dopuściły do śmierci jej bliskich. Mimo to dzisiaj skierowała swoje kroki w głąb legowiska medyka, w którym jak to w zwyczaju u nich było, roiło się od kotów z drobnymi przeziębieniami lub urazami. 
— Nic dziwnego, że nie ubywa, skoro zajmujesz się wszystkim sam... — pomyślała rozglądając się po legowisku medyka, którego stan według standardów Lwiej Paszczy pozostawał wiele do życzenia. Jednak cóż się dziwić, jak była trójka medyków, z czego tylko jeden był sprawny i pełen sił. Wiśniowej Iskrze mogłaby jeszcze wybaczyć to, w końcu była stara i dużo zrobiła dla klanu, jednak nie czuła potrzeby tłumaczyć lenistwa Słoneczka. Bo może tylnymi łapami ruszać nie mogła, ale przednie jeszcze sprawne miała. 
— Och, widzę, że ktoś tu się za mną stęsknił — zamruczała, pewnie Rumianek miał dość towarzystwa tych nierudych pokrak, które były nudne jak flaki z olejem i tylko niepotrzebnie kradły cenne powietrze, zioła i zwierzynę — Wybacz, że cię nie odwiedzam i mało co opowiadam, ale sam rozumiesz... Większość dnia pochłaniają mi nowe obowiązki. Jak nie patrol graniczny, to patrol łowiecki... Czasami porzucone kocięta trzeba przynieść do obozu... Nawet nie wiesz jak często dochodzi do zgrzytów między członkami patrolu. Ostatnio Owcza Pierś wpadł na jakże genialny pomysł... chciał udawać królika, mając nadzieję, że uda mu się zwierzynę oszukać i ta sama się do naszej grupy zbliży. Jaki był zdziwiony jak to nie poskutkowało... Dołożył nam tylko roboty i to cud, że nie wróciliśmy z pustymi łapami. To było najdłuższe polowanie w moim życiu! A ty... ty przynajmniej masz tu przeważnie ciszę i spokój, czasami ktoś chory wpadnie w odwiedziny, dasz potrzebne zioła i po sprawie. — Przeskoczyła wzrokiem po wolnych legowiskach. — Niekiedy żałuję, że nie zdecydowałam się obrać ścieżki medyka, jednak woli Klanu Gwiazdy nie wolno się sprzeciwiać — Nawiązała do czasów kocięcych, kiedy to w żłobku powiedziała Rumiankowi, że Ziębi Trel dostała sen od Klanu Gwiazdy, w którym to widziała troje dzielnych wojowników o rudawym kolorze futra — Uwielbiam ten charakterystyczny zapach — mówiąc to poruszyła nosem, wzdychając woń ziół w legowisku, by już po chwili przysunąć pysk bliżej szylkreta, aby to go powąchać — Ty też już nim przesiąknąłeś. Nie da się ukryć, że jesteś medykiem. — uśmiechnęła się
Zaśmiał się cicho na komentarz kocicy odnośnie braku pacjentów.
— Zdziwiłabyś się, gdybyś przychodziła tu częściej. — powiedział rozbawiony kocur. — Może teraz wygląda jakbym nie miał nic do roboty, a tylko odwrócę się i już pojawiają się następni pacjenci lub ziół brakuje. Nawet z trzema parami łap jest naprawdę dużo pracy. Jednak nie musisz się przejmować, to tylko powtarzające się choroby, na które byłem przygotowywany podczas treningu. W skrócie, nic ciekawego. Przynajmniej ty z jakiegoś patrolu lub polowania możesz wyciągnąć ciekawą historię, dla przykładu te, którą powiedziałaś mi przed chwilą. — Usiadł obok rudej kocicy z uśmiechem na pysku. — Jednak cieszy mnie twoje towarzystwo, bo naprawdę mi czasem brakuje Ciebie u mego boku. Ale cóż, nie zmuszę Cię do odwiedzin
— Musisz porozmawiać ze swoją mamą, aby nie dawała mi tyle obowiązków, to będę częściej wpadać w odwiedziny. Wstyd się przyznać, ale ledwo znajduję czas na pielęgnację mojej sierści, sen czy posiłek. A z tych trzech rzeczy nie mogę zrezygnować za nic w świecie. — zaśmiała się, wolała zrezygnować ze spotkań z niektórymi kotami niż zaniedbać swój wygląd — Przynajmniej się nie nudzę, ale jeśli się to utrzyma to odwiedzę cię bardzo szybko, tyle że jako pacjent. A tego bym wolała uniknąć... Szkoda, że Północ nie dostała jak na razie zgody, aby uczyć się na medyczkę. — zamyśliła się — Każde małe kocię zawsze marzy o zostaniu dzielnym wojownikiem. A ona jest inna. Miałbyś pomoc z prawdziwego zdarzenia. Cioteczka Wiśnia jest stara i nie tak sprawna jak za czasów młodości, a Słoneczna Łapa, cóż... jest niepełnosprawna... Wszystkie poważniejsze obowiązki spadają na ciebie. Tak nie powinno być — zmarszczyła pyszczek — Skończy się tak, że się przepracujesz i sam będziesz potrzebował kogoś kto się tobą zajmie. — westchnęła, jeszcze tego brakowało, aby medyk im się rozchorował. Ale gdy tak się stanie, z przyjemnością o niego zadba, z pomocą Ziębiego Trelu

***

Widok ucznia jej matki w towarzystwie Rumiankowego Zaćmienia działał jej na nerwy. Nie rozumiała postępowania kocura. Nie mogła zrozumieć, jak szylkretowi mogła pasować obecność tego kota, będącego w oczach rudej niczyim innym jak kleszczem u boku asystenta medyka, kolejną z przybłęd, który uczepiła się go i wykorzystywała. A jeszcze bardziej nie rozumiała jak Różana Przełęcz mogła przystawać na to, aby ktoś taki kręcił się przy jej własnym dziecku. Lew by na coś takiego nigdy w życiu nie pozwoliła. Najwidoczniej tyle znaczyło dobro jej własnych dzieci, jak i klanu. Niesprawiedliwe kary, dbanie o przybłędy, a nie swoich... i to miała być liderka?! Jak mogła dopuścić na przyjęcie kotów o nieznanym pochodzeniu. Koty, które były tak samo traktowane jak Lew i jej rodzina, która od pokoleń żyła na ten ziemi. Jak mogły mieć takie same prawa i przywilejem. Lew była kimś, a oni? Nikim. Wystarczyło, że Widmo nic od siebie nie dawał, a tylko ich klan zatruwał, tak samo jak Cicha Łapa. Kto wie czy to nie z jego powodu bliscy Lew umarli, w końcu to on przekazał medykom zioła z tego co udało jej się dowiedzieć. Podniosła mech z ziemi obrzucając dwa koty stojące na drugim końcu obozu nieprzychylnym spojrzeniem, po czym skierowała swoje kroki w stronę legowiska uczniów. Gdy tylko odrzuciła mech na jedno z legowisk, już po chwili zajęła miejsce obok brata, racząc go swoimi zaobserwowanymi uwagami, które mogły prędzej niż później doprowadzić ich dom, wspaniały Klan Burzy, do upadku.

***

Po dołączeniu czwórki kolejnych przybłęd w postaci starszych uczniów-samotników, jeszcze przed dołączeniem Cezarego

Przyprowadziła swoje kocięta do legowiska medyków, uradowana, że nie będzie musiała widzieć tego paskudnego pyska Słonecznej Łapy. Lwia Paszcza po raz pierwszy była wdzięczna bicolor, w końcu uczennica swoim zniknięciem zrobiła ogromną przysługę Klanowi Burzy. Może w końcu zrozumiała, że jest tylko ciężarem i nikt jej tutaj nie lubił? A już na pewno ruda. Trzymając za kark swojego syna, wkroczyła z nim do wnętrza nory, a tuż za nią pomału kicała Margaretka z przyczepionym do trzykolorowej sierści śniegiem. Widząc to niechlujstwo, odstawiła pierworodnego na legowisku, po czym zbliżyła się do szylkretki i bez słowa wbiła w nią blask swych żółtych oczów, chcąc tym samym dać jej do zrozumienia, że kocię jest chodzącym rozczarowaniem i powinna być swej matce wdzięczna, że ta pozwalała jej jeszcze oddychać. 
— Chcesz mi się bardziej rozchorować? Mówiłam ci, że po ciebie wrócę, więc masz poczekać — odezwała się w łagodniej, po czym łapa strzepnęła z futra córki śnieg, a gdy to skończyła pochwyciła kocię za skórę i usadowiła tuż obok drugiego kociaka na wolnym legowisku, by po chwili i również sama wgramolić się na nie i oczekiwać powrotu medyka. Chcąc umylić sobie czas, jak i kociakom, zdecydowała się opowiedzieć jedną z kolejnych historii, którymi od pierwszych chwil życia raczyła swoje dzieci. Przynajmniej łączyła przyjemne z pożytecznym, w przeciwieństwie co do niektórych kotów.
Lwia Paszcza starała się znaleźć każdy, nawet najmniejszy pretekst, dzięki któremu mogłaby opuścić żłobek. Przesiadywanie tam doprawdy działało jej na nerwy i przyprawiało o ból głowy. Tak więc nie chciała czekać, aż syn liderki sam przyjdzie do niej w odwiedziny do żłobka, co robił właściwie nie raz. Tym razem to ona postanowiła osobiście w towarzystwie dzieci, będącymi pretekstem do wyjścia ze żłobka, odwiedzić medyka. 
Minął jakiś czas, gdy do swojej ostoi ponownie zawitał medyk, najpewniej wróciwszy z jednej z tych swoich wypraw. Posłała przyjacielowi serdeczny uśmiech, jednak już po chwili mina jej z zrzedła, gdy tuż za szylkretem do legowiska medyków niczym cień wgramolił się dymny kocur. Od niechcenia, okryła swe kocięta ogonem, nie chcąc, aby kocur spoglądał na Nagietka swym świdratym spojrzeniem. 
— Pamiętajcie, macie być grzeczni i przede wszystkim mili dla Rumianka.
— Oj, mamo, muszę? — Z pyska małego klona Lew wyrwał się cichy pomruk niezadowolenia, jednak karcące spojrzenie matki uciszyło kociaka 
— Powinieneś się cieszyć, że Słoneczna Łapa wami się nie zajmuje. — wysyczała cicho kończąc rozmowę z kociakiem, by już po chwili głośniej i milej zwrócić się do medyka, który zbliżył się ku nim i wytłumaczyć mu, że podejrzewa przeziębienie u swoich kociąt — Od samego rana pociągają nosem. Mam nadzieję, że to nic poważnego. — wytłumaczyła zmartwiona schodząc z legowiska, tak aby szylkret mógł przeprowadzić badanie kociąt — Czy uczeń mojej matki może być tak miły i poczekać na zewnątrz, a nie przeszkadzać? — spytała chłodno wbijając znaczące spojrzenie w Widmo, dostrzegając, że ten nie kwapił się do opuszczenia legowiska medyków. Co on tu tak właściwie jeszcze robił?! Parszywa przybłęda. — Zaraz powinieneś zacząć swój trening. Chyba, że nagle zacząłeś się uczyć na medyka, w co szczerze wątpię... — prychnęła kpiąco spoglądając na niego z nieufnością
Nasłuchała się wystarczająco od matki na temat tego opornego kota, aby wyrobić sobie na jego temat zdanie. Właściwe, bez tego tak czy siak sobie wyrobiła. W końcu jego ciało zdobiła brudna sierść i zachowywał się dziwnie, bardzo dziwnie. Poza tym to jak lekceważąco podchodził do zasad panujących w klanie świadczyło nie tylko o nim, a przede wszystkim o Różanej i jej wyborach. Czy naprawdę zależało jej na dobru klanu? Z każdym kolejnym księżycem zaczynała w to coraz bardziej wątpić, ale jaki był sens dzielić się z tym innymi kotami, które i tak ślepo zapatrzone były w liderkę? Czy naprawdę odpowiadał im fakt, że samotnicy, którzy już nie raz namieszali w szeregach klanu byli przyjmowani do niego jak swoi? Odpowiadało im spanie wobec kotów, które mogły skrzywdzić ich bliskich? Wizja spania obok tych przybłęd z powrotem jak tylko wróci do pełnienia stanowiska wojownika sprawiała, że zbierało jej się na wymioty. Była ciekawa jak takie rozmowy przebiegają między liderką, a samotnikami chcącymi stać się częścią klanu. Ciekawiło ją jakie kity wciskali, aby tylko poruszyć serce Różanej Przełęczy i uzyskać zgodę na dołączenie do nich. 
— Słoneczna Łapa wybrała sobie idealny moment za zniknięcie, zostawiając cię z łapami pełnymi roboty — zwróciła się do Rumianka, całkowicie ignorując Widmo, który stękał coś pod nosem. Zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli zrobi coś nie tak, to tak jak szybko dołączył, tak również pewnie szybko opuści klan. A chyba tego nie chciał zważywszy na to, że po wymienieniu kilku porozumiewawczych spojrzeń z szylkretem opuścił legowisko — Rozumiem, że potrzebujesz pomocy, ale nie powinieneś się zniżać aż tak bardzo, aby prosić tego przybłędę o pomoc. Od czego masz mnie i swoich braci, a przede wszystkim rodziców. Myślę że tak jak i ja z chęcią by ci pomogli i przysłużyli się klanowi. Moje dzieci na pewno również ci pomogą, tylko musisz się najpierw nimi zająć... — I przede wszystkim skupić na swoich codziennych obowiązkach medyka, ale to już dodała kocica w myślach, zauważając, że od czasu przybycia do klanu Widma, Rumiankowe Zaćmienie był jakiś nieobecny, a wraz z pojawieniem się czarnego w klanie, zwiększyła się ilość śmierci kotów, co mogło wskazywać, że faktycznie coś było na rzeczy. Najbardziej jej było żal Słonecznika. Może i był  kociakiem Zwiędłego Hiacynta jak zakładała, ale Rumianek powinien stanąć na głowie, aby kocię udało się wyleczyć.

<Rumian? >

23 października 2023

Od Rumiankowej Łapy (Rumiankowego Zaćmienia) CD. Lwiej Paszczy

 Zajmowanie się chorymi nie należało do najłatwiejszych rzeczy. Oprócz dużego zapotrzebowania na tak rzadkie zioło chorzy potrzebowali też dokładnej opieki, którą próbował zapewnić uczeń. Zmęczenie towarzyszyło mu na każdym kroku, jednak nie mógł teraz odpuścić. Właśnie podawał potrzebne zioła Wyrwanej Duszy, gdy nie zauważył rudego futra wchodzącego do legowiska. Odwrócił się, a jej oczom ukazała się Lwia Paszcza. Co ona tu robiła? Odszedł on chorej kocicy i nim zdążył podejść do drugiego chorego, to przed nim pojawiła się ruda wojowniczka. Podobno chciała z nim porozmawiać, jednak ten nie do końca rozumiał czemu. Dopiero następne słowa kocicy rozwiały wszystko. Wyprowadził ją z izolatki, po czym stanął przed nią. Narażanie następnego kota na zarażenie się tą okropną chorobą, to nie był dobry pomysł.
 - Lwia Paszczo, posłuchaj mnie teraz uważnie. - Zaczął spokojnie Rumianek. - Czerwony kaszel nie jest jedną z tych chorób, którą można w szybki sposób uleczyć. Podanie ziół choremu nie jest równoważne z tym iż ten wyzdrowieje, choć poprawia jego szansę na to w większym stopniu. Robimy wszystko w naszej mocy, aby pomóc im wrócić do zdrowia, i to mogę Ci obiecać.
 Nie usatysfakcjonowała ją ani trochę odpowiedź medyka. Z pyska rudej wydobyło się ciche prychnięcie. Wystarczyło chorym więcej ziół dać i na pewno ich stan by się poprawił.
 - Ale oni muszą wyzdrowieć... - Uniosła nieco głos, jednak już po chwili ściszyła go. - Proszę, dopilnuj, aby moi bliscy wyzdrowieli. Nie mogą umrzeć. Nie pozwól im cierpieć. Zbyt dużo bliskich w ostatnim czasie straciłam. Najpierw Stokrotka... potem moja mentorka i babcia. - Oczy Lew się zaszkliły. - Proszę Cię Rumianku, musisz dopilnować, aby z tego wyszli. Nie mogę już nikogo więcej stracić.
 - Nie mogę Ci obiecać cudów. - Powiedział uczeń. - Medycy nie umieją leczyć dotknięciem łapy. Nie jesteśmy wszechmocni Lwia Paszczo, ale robimy to, co w naszej mocy. Musisz pozwolić nam działać i czekać cierpliwie na skutki, które mogą być pozytywne lub negatywne.
 - Czekam cierpliwie. Naprawdę, Rumiankowa Łapo. - Wypuściła powietrze, wzdychając. - Dobrze. Wierzę, że dzięki temu, że są w dobrych łapach, skończy się wszystko dobrze. - Obdarowała Rumianka uśmiechem na dosłownie moment, bo już po chwili znowu zachciało jej się wytknąć karygodne zachowanie medyków. - A właśnie, dziękuję, że od razu zareagowaliście i oddzieliliście Rozżarzonego Płomienia od chorych. Gdyby nie to pewnie i on podzieliłaby ich los... - Urwała, sama wizja tego, że je ukochany dziadek mógłby kaszleć krwią, brzmiała strasznie. - Tylko nie rozumiem jednego, dlaczego kazaliście mu czekać na zewnątrz, podczas diagnozy pozostałych ze starszyzny? Czy w tym czasie Słoneczna Łapa nie mogła zaprowadzić go do waszego legowiska, aby nie przemarzł? W jego wieku nie trudno o najmniejsze przeziębienie.
 - Rozumiem twe obawy, jednak mogę Cię zapewnić, że diagnoza miała być krótka, a sami chorzy przeniesieni do legowiska medyka. Nie sądzisz, że przeniesienie starszego do miejsca, w którym znajdują się chorzy to zły pomysł? - Zapytał uczeń medyka, a słysząc, że Wiśniowa Iskra woła go do siebie, kontynuował. - Muszę Cię niestety wyprosić Lwia Paszczo, bo muszę wracać do chorych. Obiecuję, że porozmawiamy później.
 Po tych słowach odprowadził wojowniczkę wzrokiem aż do wyjścia, a sam udał się z powrotem do chorych.

*****

 Z każdym dniem pora nagich drzew oddalała się od nich, co go cieszyło. Wreszcie Rumianek będzie mógł trochę odpocząć, a przynajmniej tak myślał na początku. Ta pora roku odebrała mu dużo czasu na odpoczynek, który musiał przeznaczyć na opiekowanie się chorymi. Do tego doszła jeszcze przepowiednia, którą medyk nie umiał jeszcze rozszyfrować. To wszystko przyczyniło się do bezsenności, która dotknęła Rumiankowego Zaćmienia, jednak zostało to szybko zauważone przez szylkretową medyczkę. Mimo iż kocur nie chciał, to musiał przyznać się przed sobą, że potrzebuje odpoczynku. Nasiona maku, wraz z chwilowym wypoczynkiem pomogły mu we wróceniu do normy. Podczas niego widział, jak Powiew przyprowadził do legowiska medyków jego uczennicę, która podobno skarżyła się na treningu na ból brzucha, a zaraz za nimi pojawił się Długie Rzęsy, wraz z Tropiącym Szlakiem. Widać było, że liczba chorych nie spadła, nawet po zakończeniu pory nagich drzew.
 Gdy zajmował się Żmijową Łapą, to w wejściu do legowiska pojawiła się jego przyjaciółka, którą nie widział spory czas.
 - Lwia Paszczo, poczekaj chwilkę. Już zaraz przyjdę do Ciebie. - Powiedział Rumianek, wbijając wzrok w rudą wojowniczkę, a kiedy ta kiwnęła głową, to ten powrócił do nakładania papki na ogon starszej kocicy. Poinstruował ją, że ma odpocząć i pojawić się za kilka wschodów słońca na kontrolę. Kiedy szylkretowa uczennica zniknęła za wyjściem, to ten pokierował wzrok na rudą kocicę, która na niego czekała. Wskazał ogonem, aby podeszła do niego. - Przepraszam Cię, że musiałaś czekać, jednakże chorych nie ubywa. - Zaśmiał się cicho, chociaż wojowniczka nie wyglądała na zadowoloną. - Odchodząc ode mnie, to jak Ci się sprawuje jako wojowniczka? Dużo mi ostatnio nie opowiadasz i się dziwię.

Wyleczeni: Rumiankowe Zaćmienie, Cicha Łapa, Tropiący Szlak, Długie Rzęsy i Żmijowa Łapa

<Lew?>

16 października 2023

Od Lwiej Łapy (Lwiej Paszczy) CD. Rumiankowej Łapy

  Rozglądała się po legowisku medyka, chcąc się upewnić czy, aby na pewno nikt z rodziny Rumiankowej Łapy nie został w środku. Nie chciała z nimi niepotrzebnej konfrontacji. Upewniwszy się, że poza nią, pacjentem i medyczką, która prawdopodobnie udała się do składzika w tej chwili, weszła do środka. Swoje kroki skierowała w stronę szylkretowego kota, który leżał na jednych z leżanek. 
— Jak się czujesz Rumianku? — Zaczęła ruda kotka, podchodząc do szylkretowego ucznia. — Słyszałam o tym, co się stało i wiem, że musiało…
 — Wiem Lwia Łapo. — Przerwał kotce Rumiankowa Łapa, przenosząc swój wzrok na nią. — Wszyscy dobrze wiedzą, co się stało i dlatego rezygnuje ze szkolenia na wojownika i zostaje medykiem. Tak jak mówiłaś, ta rola nie była mi pisana i dowiedziałam się o tym w najgorszy sposób.
Milczała spoglądając na Rumiankową Łapę, po czym ponownie zerknęła w stronę wejścia, mając nadzieję, że nikt nie będzie jej widzieć, w szczególności nikt z jej rodziny, ani z rodziny szylkretki. A dokładnie tego co zamierza zrobić. Ostrożnie zajęła miejsce tuż obok Rumianku, przylegając do jego boku, mając nadzieję, że uda jej się nie sprawić dyskomfortu rannemu. Otuliła swoim ogonem ucznia, teraz już ucznia medyka, w geście dodania otuchy. Bo w tej chwili to było coś co liliowy potrzebował, a ona jak przystało na dobrą koleżankę postanowiła uczynić.
— Różana Przełęcz żyje Rumianku. Ma w końcu jeszcze osiem żyć, prawda? Nie musisz się więc o nią martwić. Gwiezdni czuwają nad nią. I nad tobą. Nawet jeśli w tak pokrętny sposób, który pozostawia wiele do życzenia, decydują o losach kotów. — uśmiechnęła się słabo, mając nadzieję, że choć trochę uda jej się pocieszyć przyjaciela. Wysiliła się, aby brzmieć miło, nawet jeśli na samo wspomnienie Róży czuła gulę w gardle — Nawet nie wiesz jak cię cieszę, że nic poważniejszego ci się nie przytrafiło. Wystraszyłam się i przybiegłam tu najszybciej jak mogłam. — Dotknęła czubkiem swego różowiutkiego  nosa nosu Rumiankowej Łapy, gdy ten uniósł na nią ponownie wzrok — Może i nie chciałeś od początku szkolić się na medyka, ale wierzę, że będziesz najlepszym spośród wszystkich medyków, którzy kiedyś żyli w Klanie Burzy. Co ty na to bym została twoją pierwszą pacjentką, jak już zdobędziesz wiedzę pozwalającą ci na samodzielne leczenie chorych?
Kocur uśmiechnął się słysząc, że kocica próbowała go pocieszyć, nawet jeśli to nie pomagało. Nic nie zwróci Różanej Przełęczy jej życia, a tym bardziej nie wymaże tego co widział. Gdyby nie on, gdyby nie to, że chciał pokazać iż coś potrafi, to z pewnością do tego czegoś by nie doszło.
 — Masz racje Lwia Łapo, jednak sama myśl, że jestem odpowiedzialny za czyjąś śmierć, nie jest zbyt dobrą myślą. — Powiedział Rumianek, wtulając się w futro rudej kocicy. Pewnie mama skarciłaby go za takie zachowanie, jednak potrzebował kogoś przy swym boku. — Nie przesadzaj, nie mogę być najlepszy. Z pewnością kiedyś żył lepszy medyk, którego gwiezdny klan zesłał na tą drogę nim został uczniem. Nawet nie powinienem się porównywać z takimi kotami. Jeszcze długa droga przede mną, która do najlepszych nie będzie należeć, więc trochę zleci zanim sam będę mógł leczyć. I nie życzyłbym Ci źle, żebyś się znalazła w legowisku medyka.
— Dla mnie to właśnie ty będziesz najlepszy. — zamruczała przy uchu Rumianka, ignorując jego słowa, na temat tego, że przed nim byli lepsi. Ona znała 3 koty przed szylkretką, z czego jeden mógł tak naprawdę pochwalić się wiedzą medyczną. Kimś tym była Wiśniowa Iskra. Przynajmniej teraz zyskała ucznia, z którego mogła być dumna. — Nie chcesz żebym cię odwiedzała? — prychnęła unosząc pysk ku górze — Kiedyś na pewno i tak będziesz musiał się mną zająć jak zachoruję. Mogę się skaleczyć, bądź przeziębić... — O poważniejszym zranieniu nie było w końcu mowy — A wtedy oddam się tylko w twoje łapy. Bo wiem, że to właśnie ty zatroszczysz się o mnie najlepiej ze wszystkich medyków. W końcu jesteś moim przyjacielem i nie pozwolisz, abym cierpiała.
Przez chwilę jeszcze tak leżała obok syna Różanej Przełęczy, do czasu, gdy kuzynka jej dziadka nie wróciła ze składzika z potrzebnymi ziołami dla pacjenta. Całe szczęście, że ten czarno-biały pełzający robak w tej chwili znajdował się gdzieś na zewnątrz. Mógł już nie wracać, mieli zastępstwo na jej miejsce. W porę zeskoczyła z legowiska, tam też wyglądało, jakby po prostu przed chwilą przyszła. Uśmiechnęła się do krewniaczki, która nie do końca wyglądała na zadowoloną z jej obecności. Nie przegoniła jej jednak, pozwoliła jeszcze chwilę posiedzieć, aby umilić czas kocurowi. Musiał spędzić jakiś czas jako pacjent, nim sam przystąpi do leczenia innych.

***

Weszła do legowiska medyków. Strzepnęła płatki śniegu, które osiadły na jej sierści, mocząc ją i sprawiając, że lekko się pofalowała. Zignorowała to, że był spory ruch w szpitaliku i nawet to, że ktoś zwrócił jej uwagę, aby poczekała na swoją kolej. Ona nie mogła czekać. Dostrzegając jak syn Konwaliowego Powiewu odchodzi od kota, którym się zajmował, żwawy krokiem ruszyła ku niemu. Musiała zdążyć zadać mu jakże ważne pytania, przed tym jak wróci do tych swoich nudnych zadań.
— Możemy porozmawiać, Rumianku? — podjęła stojąc za uczniem. Rumiankowa Łapa zaskoczony wpatrywał się w wojowniczkę, gdy ta zrobiła krok naprzód w jego stronę i się nachyliła, tak by tylko on miał tę przyjemność, aby usłyszeć jej głos. — Chodzi o koty chore na czerwony kaszel. Trójka z nich należy do mojej rodziny. Martwię się o nich, w szczególności o tych będącymi starszymi. W ich wieku najmniejsze przeziębienie może skończyć się śmiercią. — mimo, że ten jak nic zdawał sobie z tego sprawę, wolała o tym wspomnieć — A każdego dnia im się pogarsza. Nawet w nocy słychać ich kaszel z izolatki przez co nie mogę spać spokojnie, bo się o nich najzwyczajniej w świecie martwię. — miauknęła cofając się, by nie osaczać tak szylkreta. Mimo pozornego spokoju, mina i ton zdradzała jednak, że Lew jest zła na sytuację, która ma miejsce w klanie. To co medycy wyrabiali to była jakaś kpina! Mogłaby zrozumieć Słoneczną Łapę, ale Wiśniowa Iskra i jej przyjaciel Rumianek? Oni na pewno na takie zaniedbanie nie mogli pozwolić. — Co się dzieje? Podaliście im przecież leki, prawda? Więc dlaczego wciąż są chorzy…

<Rumianku?>

23 września 2023

Od Rumianku (Rumiankowej Łapy) CD. Lew (Lwiej Łapy)

 Czas płynął dla niego za szybko. Zaraz Lew miała być mianowana wraz z jej rodzeństwem, co oznaczało, że będzie siedział w żłobku tylko ze swoim rodzeństwem. Sama myśl mu się nie podobała. Jak Rumianek będzie spędzać dni, bez towarzystwa u swego boku? Wolał zaprzestać już rozmów z mamą, dlatego że po każdej z nich kończył w kącie, płacząc. Z rodzeństwem już dawno nie rozmawiał po tym, co zrobił Szept rudej kotce. Nie mógł przejść obok tego obojętnie. I ten kocur dalej należał do jego rodzeństwa?! Chociaż Rumianek mógł zaobserwować, że mama nie przeszła obok tej sytuacji obojętnie, co cieszyło kociaka. Teraz wystarczyło upewnić się, czy dalej Lew była jego przyjaciółką. Przecież mogła obrazić się na niego przez to, co zrobił jej jego brat. Znalazł kotkę siedzącą z boku i wpatrującą się w piórko, które leżało pomiędzy jej łapami. Nieśmiało zmierzył w jej kierunku, nie wiedząc, czy powinien. Może ta nie chce z nim nigdy rozmawiać? To by było okropne! Stracić przyjaciółkę przez głupotę brata!
 - Ja tylko… - Zaczął kociak, jednak w swej głowie nie mógł ułożyć poprawnie słów. - Chciałam się zapytać, czy jesteśmy dalej przyjaciółmi? Czy to, co mówiłaś ostatnio, dalej jest prawdą czy przez mego bra-…- Przerwał na chwilę, widząc, że wzrok kotki jest skupiony na nim. Zestresował się i plątał mu się język. - … czy już nie jesteś?
 - Nie wiem Rumianku, oj naprawdę nie wiem. - Westchnęła kotka, machając łapką na Rumianka. - Ty nic mi nie zrobiłaś, poza tym, że łączy cię krew z tym wstrętnym barbarzyńcą. A to powoduję u mnie niesmak... Jednak na to nic nie możesz poradzić, mój przyjacielu. - Uśmiechnęła się słodko, dotykając łapką szylkretowego futra na grzbiecie rozmówcy, tak jakby go chciała pocieszyć. - No oczywiście głuptasie, skąd ten pomysł, że mogłabym Cię przestać lubić. Jesteś moim ulubieńcem ze wszystkich dzieci Różanej Przełęczy, bo jako jedyna umiesz się zachować i nie jesteś krnąbrna jak twoi bracia. Zostaliśmy przyjaciółmi już w żłobku i myślę, że będziemy się przyjaźnić aż po kres dni w starszyźnie. I żaden wybryk twojego brata to nie zmieni, więc nie denerwuj się tak.
 Słowa rudej kotki ucieszyły go i to na nawet bardzo. Byli dalej przyjaciółmi, mimo wybryku jego brata, chociaż trudno było mu w to uwierzyć. Usiadł obok niej, nie odrywając od niej wzroku. Mimo jej słów, jego oczy szukały jakiegokolwiek znaku, że było to kłamstwo. Musiało przecież być, prawda? Kocica nie mogła ot, tak stwierdzić, że to nie jego wina i dalej się z nim przyjaźnić. Po prostu nie mogła.
 - Niedługo zostaniesz uczennicą, prawda? Jeśli tak, to będziesz mnie jeszcze odwiedzać, zanim stanę się uczennicą, jak ty? Bez Ciebie ten żłobek będzie bardzo i to bardzo nudny. - Na pysku kociaka pojawił się lekki uśmiech. - A ja będę musiała poczekać, aż przywódczyni Klanu Burzy mianuje mnie i moje rodzeństwo. To będzie wieczność!
 - Postaram się zaglądać, ale niczego nie obiecuję. Może mi się trafić bardzo wymagający mentor, który nie pozwoli mi na nic innego jak trening i sen. - Stwierdziła. - Nim się obejrzysz, też zostaniesz mianowana, wtedy będziemy mogły razem trenować i miło spędzać czas, odkrywając tereny klanu.
 - Z pewnością Tygrysia Gwiazda nie da Ci kogoś złego na mentora! Czemu miałaby tak robić? Przecież nic złego nie robisz, prawda? - Tu na chwilę przerwał. Lew nic złego nie robiła, a tym bardziej, gdy była w żłobku. Może i mama mówiła co innego, jednak nie mogła mieć racji. Ruda kocica była dla niego miła i chciała się bawić. To nic złego, prawda? - Naprawdę chciałabyś chodzić ze mną na treningi? Wtedy byłoby świetnie! Jestem pewna, że nasi mentorzy się dogadają i kiedyś do tego dojdzie. Nauczyłabyś mnie wtedy wielu rzeczy, bo znałabyś pewnie ich dużo, prawda?
 - Prawda. Ale znam kogoś, kto powinien dostać takiego wymagającego mentora. - Kocica zerknęła na liliowego sierściucha siedzącego w kącie u boku Powiewu. - Może by w końcu został wychowany i nabrał pokory. Przydałoby się, aby któryś z innych wojowników pokazał, gdzie jest jego miejsce. - Uśmiechnęła się słodko do liliowej szylkretki. - A co do ciebie Rumianku, z wielką przyjemnością będę dzielić się z tobą pozyskaną wiedzą. Najchętniej sama bym została twoją mentorką tak oficjalnie, jednak to niemożliwe. - Westchnęła przygnębiona wizja, że ktoś mógłby jej zepsuć przyjaciela, w którym pokładała nadzieję.
 - Może i nie będziesz mogła być mym mentorem, jednak nie sądzisz, że bycie moim mentorem zepsułoby to wszystko? - Zauważył kociak. - Posiadanie Cię jako mentorki, gdy jeszcze kilka księżyców wcześniej bawiłaś się ze mną w żłobku, byłoby dziwne. Może to tylko dla mnie, jednak nie warto zawracać sobie tym głowy. Ważne, że dalej będziemy przyjaciółmi, prawda?

*****

 Śmierć dwójki jego rodzeństwa zaraz po mianowaniu przygnębiła go bardzo. Niby nie był za nie odpowiedzialne, jednak wszystko mu mówiło, że jest odwrotnie. To on musiał być za wszystko odpowiedzialny. Gdyby nie on, to dwójka jego rodzeństwa chodziłoby dalej po tej ziemi. Jednak teraz czasu nie cofnie. Nie przywróci ich do życia, nawet jeśli starałby się bardzo. Zostało mu żyć z tymi myślami i zaakceptować fakty, co nie należało do łatwych rzeczy. Leżał właśnie na swym legowisku, próbując znaleźć powód, aby wyjść z niego. Sójczy Szczyt nie brała go na treningi, mama już nie przychodziła, więc mógł spędzić cały dzień w swym posłaniu. Podniósł swój wzrok, dopiero kiedy ujrzał przed swoim pyskiem czyjeś rude łapy. Przed nim stała uśmiechnięta Lwia Łapa jakby to, co stało się z jego rodzeństwem, nie miało żadnego znaczenia.
 - Lwia Łapo? Co tu robisz? - Zapytał zdziwiony uczeń. - Nie powinnaś być na treningu z Gepardzim Mrozem? To jest lepsze niż siedzenie tutaj ze mną i nic nierobienie.
 - Czy ja wiem, czy lepsze... Odskocznia od tego całego treningu też się przyda, bo przetrenuję się na śmierć. - Miauknęła kotka pół żartem, pół serio. - Chciałam sprawdzić, co mój ulubieniec porabia, a widzę, że coś cię trapi mój przyjacielu. Co się stało Rumianku?
 Kocur westchnął cicho. Nie wiedział, czy opowiadanie Lew o jego własnych problemach, będzie dobrym zajęciem. Prawdopodobnie kocica nie chciała już po raz któryś słyszeć o śmierci Ruczaja, a tym bardziej o śmierci Stokrotki, przy której była obecna.
 - Po prostu nie czuję się tu potrzebna. Czuję jakby ten klan, dał radę beze mnie i czuję, że jestem tylko problemem, zamiast przynosić pożytek. - Powiedział kocur, spłycając swój problem, jak najbardziej się dało. Nie chciał przecież zalewać kocicy szczegółami, bo ta z pewnością nie znałaby większości odpowiedzi na jego pytania. - Żadna rola do mnie nie pasuje, więc jedyne co robię, to przynoszę zawód swej rodzinie.
 - Oh Rumianku, wypluj te słowa! - Miauknęła z udawanym przejęciem, usadawiając się obok kocurka. - Od przynoszenia zawodu są twoi bracia, ale na pewno nie ty! Jesteś potrzebna w klanie i to nawet nie jesteś w stanie pojąć jak bardzo. Ja cię potrzebuję, potrzebuję mieć przyjaciela takiego jak ty. Nikt mi Cię nie zastąpi, bo jesteś wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. - Mówiąc to, położyła swą łapkę na łapce Rumianku, uśmiechając się miło.
 - Jednak czuję, że to ja jestem tą stroną od przynoszenia zawodu. To ja niczego nie umiem, gdy moi bracia przynoszą tylko swoimi umiejętnościami dumę mamie. - Powiedział kocur, kładąc na swoich łapach pysk. To nie miało sensu. Jak bardzo by się nie starał to wszystko i tak szło nie po jego myśli. - Zostanę uczniem do końca mych dni, bo nic mi nie wychodzi, albo zostanę wygnana przez Różaną Przełęcz za brak postępów w treningu. Innego rozwiązania nie ma.
 - Może problem nie leży w tobie, a w twojej mentorce? - Przekrzywiła łebek, rzucając od niechcenia tę myśl, chcąc zrzucić winę pasma nieszczęść właśnie na szylkretową kotkę. - Może spróbuj potrenować z kimś innym, a gdy to nie pomoże... Rumianku, nie zrozum mnie źle, pamiętam, co mi powiedziałaś, gdy oboje byliśmy mali, lecz co jeśli to nie ścieżka wojownika jest ci pisana? Co, jeśli Gwiezdni mają wobec ciebie inne plany? Wiśniowa Iskra się starzeje, a Słoneczna Łapa jest niepełnosprawna, sama sobie nie poradzi na tak ważnym stanowisku, gdy zostanie główną medyczką.
 - Przemyślę to Lwia Łapo, jednak niczego nie obiecuje.

*****

 Dzień zapowiadał się dobrze. Pora nagich drzew zbliżała się z każdym dniem, jednak Rumiankowa Łapa nie robił żadnych postępów. Ile by nie ćwiczył, ile by nie powtarzał, to zawsze nie udawało mu się, to gdy u jego boku była Sójczy Szczyt. Tego razu również tak było. Wybrali się na trening, wraz ze Zwiędłym Hiacyntem i Srebrzystą Łapą. Miał być to trening, w którym dwójka miała nauczyć polować się na króliki. Była to naprawdę ważna umiejętność, bo z tej zwierzyny żył głównie Klan Burzy. Szli w ciszy, jakoby nikt nie chciał jej przerwać. Od czasu do czasu Rumianek zerkał na swoją mentorkę, która szła obok rudego wojownika, oraz na swego brata, który trzymał się przy jego boku. Po krótkiej podróży rozdzielili się na dwie grupy. Sójczy Szczyt poszła ze Srebrzystą Łapą, a on został posłany ze Zwiędłym Hiacyntem. Czyżby jego mentorka miała już go dość? Westchnął cicho, co zauważył wojownik.
 - Chodź Rumiankowa Łapo. Nie marnuj naszego czasu. - Powiedział chłodno Zwiędły Hiacynt, po czym ruszył w przeciwnym kierunku od Sójczego Szczytu i Srebrzystej Łapy. Uczeń ruszył zaraz za nim, aby nie zostać samotnie na niezbyt znanych przez jego terenach. Nie znał wojownika, więc nie mógł ryzykować. W głowie Rumianka pojawiało się dużo niezbyt przyjaznych myśli. A co jeśli znowu nawali? W oczach mentora jego brata będzie nikim.
 Dalej czas upłynął szybko. Wojownik wyjaśnił mu, co teraz będą robić i wyznaczył mu proste zadanie. Złapać królika, którego on wystraszy. Gdy zwierzyna będzie myślała, że uciekła spod łap wojownika, to wpakuje się w prosto w łapy drugiego kocura. Proste zadanie. Tego nie mógł źle zrobić, prawda? Oddalił się od Zwiędłego Hiacynta, aby mógł zrealizować swe zadanie poprawnie. Ustawił się poprawnie, a przynajmniej tak jak mu kiedyś Sójczy Szczyt pokazywała i czekał. Czekał na ten idealny moment, w którym miał złapać królika. Nie musiał długo czekać, bo po chwili zwierzak pojawił się w jego polu widzenia. Gdy znalazł się blisko ucznia, to skoczył on na niego, jednak zwierzyna uciekła mu spod łap. Nie chcąc zawieść Hiacynta, pobiegł za nim, jak najszybciej tylko mógł. Królik, jednak był szybszy od niego i po pewnym czasie zniknął z jego oczu. Rumianek jeszcze chwilę rozglądał się za nim, nim się poddał. Ponownie zawiódł, a zadanie było takie proste. Rozglądnął się dookoła, szukając rudego wojownika. Gdzie on się podział? Musiał być gdzieś w okolicy, prawda? Nagle usłyszał czyjeś kroki za sobą.
 - Zwiędły Hiacyncie? - Zapytał kocur, odwracając się. Myślał, że to właśnie wojownik stoi za nim, jednak był w wielkim błędzie. Rude stworzenie, które było większe od ucznia, stało za nim i nie było do niego przyjaźnie nastawione. Wychudzone ciało drapieżnika sugerowało, że on również doświadczył głodu spowodowanego przez ostrą porę opadających liści. Chciał uciekać, jednak jego ciało nie pozwalało mu wykonać żadnego ruchu. Jedyne co mógł zrobić w tej sytuacji, to wydać z siebie głośny krzyk przerażenia, mając nadzieję, że ktoś go usłyszy. Po chwili wystraszony uczeń mógł poczuć kły lisa na swym karku. Zwierzę zaatakowało go momentalnie, nie miał czasu na reakcję, a jedyne co mógł zrobić to wydać z siebie ponownie krzyk. Tak zakończy się jego historia? Skończy tak jak Zaćmiona Łapa, zabity przez lisa? Zamknął oczy, licząc, że ból przeminie szybko i przed nim pojawi się jego rodzeństwo, zabierając go do lepszego miejsca. Jednak tak się nie stało. Poczuł, że szczęki lisa rozluźniają się, a on sam upada na ziemię. Słyszał czyjeś głosy, jednak nie mógł rozszyfrować, do kogo one należały. Po pewnym czasie, gdy głosy ucichły, otworzył oczy, aby ujrzeć coś, czego nie zapomni do końca życia. Mżyste Futro oraz Ostowy Pęd syczeli na rudego drapieżnika, którego pysk był pokryty szkarłatną substancją, aby odgonić go od tego, co leżało za nimi. Ciało Różanej Przełęczy z wielką raną na szyi, która została stworzona przez lisa. To była jego wina i teraz miał tego potwierdzenie swoich słów. Wlepiał swój wzrok w ciało kocicy, nie mogąc nawet wymówić ani jednego słowa, a głosy wokoło niego momentalnie ucichły. Czuł jak łzy, podchodzą mu pod oczy, a jego oddech przyspiesza. Gdyby nie jego bezmyślne zachowanie, to nigdy by do tego nie doszło. Gdyby tylko uważał, zwracał większą uwagę na to, co dzieje się wokół niego, to nie doszłoby do tej tragedii.
 - Rumianku! - Dotarł do uszu kocura krzyk Srebrzystej Łapy, który pojawił się wraz ze Zwiędłym Hiacyntem i Sójczym Szczytem. Większa ilość kotów odstraszyła zwierzę, jednak Rumiankowa Łapa trzymał dalej wzrok na ciele przywódczyni. Ta śmierć to była jego i tylko jego wina.

*****

 Cała siódemka kotów powróciła do obozu, a Rumianek od razu został wysłany do legowiska medyka, gdzie jego raną zajęły się Wiśniowa Iskra i Słoneczna Łapa. Nawet jeśli to, co robiły kotki, sprawiało mu ból, to uczeń się tym całkowicie nie przejmował. Jego myśli były dalej poza obozem, gdzie został zaatakowany przez rudego drapieżnika. Miał on się na tym treningu nauczyć polować na króliki, a nie wpakować się pod łapy lisa. Słysząc czyjeś kroki, podniósł wzrok, aby ujrzeć stojącą przed nim jego matkę. Straciła swoje jedno z dziewięciu swych żyć przez głupotę Rumianka. Nie tak wyobrażał sobie jej poświęcenie. Zamienili ze sobą kilka słów, w których uczeń powiedział wprost, że nie może i nie chcę zostać wojownikiem. Jakby mógł reprezentować godnie tę grupę po tym, co zrobił? Zostało mu podążać drogą medyka, która została mu zaproponowana przez Pierzastą Łapę na zgromadzeniu, a później przez Lwią Łapę w obozie. To była jedyna słuszna droga, którą postanowił wybrać. Zaraz po wyjściu jego mamy w legowiska medyka, pojawiła się Lwia Łapa. Rozglądnęła się na boki, jakby sprawdzała, czy w okolicy nie ma nikogo z jego rodziny. Na końcu jej wzrok wylądował na uczniu, który leżał na jednym z legowisk. Z pewnością wiedziała, co się stało z nim, cały klan już wiedział. Informacje w klanie przechodziły szybko z kota do kota, a tylko nieliczni dowiadywali się najwyżej dwa wschody słońca później. Mała społeczność miała swoje plusy i minusy.
 - Jak się czujesz Rumianku? - Zaczęła ruda kotka, podchodząc do szylkretowego ucznia. - Słyszałam o tym, co się stało i wiem, że musiało…
 - Wiem Lwia Łapo. - Przerwał kotce Rumiankowa Łapa, przenosząc swój wzrok na nią. - Wszyscy dobrze wiedzą, co się stało i dlatego rezygnuje ze szkolenia na wojownika i zostaje medykiem. Tak jak mówiłaś, ta rola nie była mi pisana i dowiedziałam się o tym w najgorszy sposób.

[2318 słów]
<Lew?>
[Przyznano 40%]

03 sierpnia 2023

Od Lew CD. Rumianku

 Uśmiechnęła się, że jej zmyślone opowieści wzbudzają zainteresowanie u kociaka. Jego głupie rodzeństwo nawet jakby było szylkretami jak ich matka i Rumianek, na pewno nie wykazałoby żadnego interesowania tym co miała do powiedzenia — zdążyła już ich wystarczająco dobrze poznać i była tego pewna, w końcu byli głupi i woleli się zajmować głupimi rzeczami jak ganianie brudnej kulki mchu.
— Opowiedziała. W pierwszej chwili myślała, że to dzieje się naprawdę, że jakiś kot do niej faktycznie przyszedł poinformować, że jej przyszłe potomstwo ma zostać dzielnymi wojownikami. Dopiero później, gdy postać się do niej zbliżyła zobaczyła jak jej ciało prześwituje, mieni się tak jak gwiazdy na niebie zrozumiała, że to sen od naszych przodków, Klanu Gwiazdy... Wtedy kot przedstawił się jako moja praprababcia, Piaskowa Gwiazda. Opowiadała jej o naszej przyszłości, niestety tego już mama nie mogła nam zdradzić. — opowiadała z dumą i radością w sercu, każde wspomnienie o byłej liderce sprawiało, że robiło jej się ciepło na sercu — Pod koniec spotkania dała mojej mamie i nam — zacięła się starając sobie przypomnieć słowo — błogosławieństwo. To takie coś, jak komuś życzysz dobrze i zdrowia. Jako dowód tego błogosławieństwa każde z nas, ja i moje rodzeństwo mamy oczy w kolorze żółtego, tak jak i właśnie nasza przodkini. To znak, że ona nas chroni, pilnuje by nic złego nam się nie stało. — zbliżyła się ku Rumiankowi i ściszyła głos, tak by nikt poza nimi ich nie słyszał— Mój brat, Piasek, jako że jest reinkarnacja Piaskowej Gwiazdy też potrafi takie rzeczy, ale cichutko. Mogę ci ufać, prawda? — zamruczała, podniosła się i usadowiła się bliżej kocurka, po jego prawej stronie napierając na niego lekko — W końcu przyjaciele powinni sobie ufać, a ty nim właśnie zostałeś.
Kociak pisnął z ekscytacji. Wszystko co opowiadała mu kotka wydawało się fascynujące! Klan Gwiazdy przychodził do każdej karmicielki i mówił jej kim będą ich dzieci? To było cudowne. Ciekawe co gwiezdni powiedzieli jego mamie o nim... Czy zostanie dzielnym wojownikiem? Jaki los go czeka? Skupił się bardziej na kocicy, gdy ta chciała mu powierzyć sekret. 
— Oczywiście, że możesz! — odpowiedział kociak, starając się zakryć swoją ekscytacje. Dokładnie słuchał słów kocicy, nie mogąc uwierzyć, w to co mówiła. — Nie jest to możliwe! On nie...! — Dopiero teraz kociakowi udało się zauważyć, że jest za głośno. — Przepraszam... — Dodał o wiele ciszej, podkulając swój ogon z wstydu. — I ty też jesteś moim przyjacielem! A raczej przyjaciółką.
Lewek dostrzegła, że Rumianek ucieszył się, gdy nazwała kocię przyjacielem. Teraz wystarczyło poczekać, aż młode skończy 6 księżyców i będzie mogła kontynuować oddalanie go od jego głupiej rodziny. Tak też powoli informowała też Rumianka o ideologii Piaskowej Gwiazdy. Przekręcała rzeczywistość tak, by jej przyjaciel nie przeraził się obrazem kotki. W końcu nie miał się czego bać. Pod jej rządami żyłby jak najprawdziwszy król, a jego rodzeństwo musiałoby mu usługiwać. Zdecydowała się jednak dawkować informacje, w końcu co za dużo na raz, to nie zdrowo.

***

skip, akcja dzieje się po tym jak Szept użarł Lew

Z dnia na dzień zaczęła być bardziej aktywna niż ten tydzień temu. Ślad po zębach Szepta już dawno znikł, w końcu to były małe igiełki. Ale ile szumu narobiła! I bardzo dobrze. Chciała by każdy wiedział o barbarzyństwie kocięcia. 
Trzymając piórko w łapkach oglądała je z każdej możliwej strony, podziwiając jego kształt jak i piękna barwę. W pewnym momencie uniosła wzrok na kolorowy kształt, którym okazał być się Rumianek. Kociak nieśmiało szedł w jej stronę. Nie odezwała się pierwsza czekając na rozwój wydarzeń. Była poniekąd zła na szylkreta, za to że łączy go pokrewieństwo z tym plebsem. Ale nie mogła od tak go teraz skreślić. Na ten moment go potrzebowała, i musiała sprawić, żeby i Rumianek jej potrzebował. Jej, i tylko jej. No i może jeszcze jej rodzeństwa.
— Lewku... 
— Tak? — odłożyła piórko skupiając wzrok na kociakowi, który nie zdecydował się do niej jakoś bardzo zbliżyć, w końcu po tej całej sytuacji z udziałem jego brata sytuacja w żłobku była bardziej napięta. A ona właśnie grała naburmuszoną damę, której trzeba było połechtać ego.

<Rumianku?>
wyciąga zegarek i hipnotyzuje
Twoja rodzina cię nie kocha, masz tylko mnie

24 lipca 2023

Od Rumianku CD. Lew

 Wbijał wzrok w rudą kocicę, wsłuchując się w jej słowa. Prychnął cicho, słysząc, że kocica mówi prawie to samo, co jego matka mu mówiła. Czemu wszyscy chcieli utwierdzić go w przekonaniu, że coś, co mieniło się w jego oczach, było dla niego niebezpieczne? Przecież nic nie mogło mu to zrobić, a z pewnością nie zakończyć jego życie! Przekrzywił lekko głowę, słysząc o tym, że kocica bierze pod uwagę to, że ten chciałby zostać uczniem medyka. To było głupie! Przecież będzie wojownikiem takim jak mama i tata wzięci razem. Rola medyka zdecydowanie nie była dla niego!
 - Nje, nje, nje! Nje będę medykiem. Nje dla mnie są zioła i zajmowanie się chorymi kotami. - Powiedział natychmiast Rumianek. - To jakbym spytała się Ciebie czy ty chcesz być medykiem, zamiast bycia dzielnym wojownjkiem.
 W jego głowie to nie robiło sensu. Miał swoje życie poświęcić, aby leczyć koty i grzebać w jakiś zielskach? Z pewnością nie przyniosłoby mu ani trochę przyjemności, a bardziej by odczuwał to jako nieprzyjemny obowiązek.
 - Może i bym chciała, jednak moja przyszłość już została zapisana w gwiazdach i ustalona przez przodków. Tak więc będę wojownikiem. - Odparła kocica, widząc, jak kociak się nieco uniósł, jednak po jej słowach spojrzał na nią zaciekawiony. - Medycy też są dzielni. Gdyby nie oni, kto by opatrywał dzielnych wojowników, hm?
 Kociak musiał zastanowić się chwilę nad odpowiedzią. Lew zadała bardzo ważne pytanie, na które Rumianek nie znał, na chwilę obecną, odpowiedzi.
 - A skąd wjesz, co zapisane zostało w gwiazdach? - Zapytał zaciekawiony kociak po dłuższej chwili. - Może właśnie tobie gwiezdny klan powierzył drogę bycia medykiem. A wracając do twojego ostatnjego pytanja, to medycy nie mogą być dzielni. Przecież nje walczą, a siedzą spokojnie w swych norach! - Tu na chwilę przerwał kociak, aby wziąć kilka oddechów. - Dzielnych wojownjków może opatrywać ktoś, kto lubi to robić, ale ja nje jestem jednym z takich kotów.
 - Bo moja mama otrzymała taki sen od klanu, gdy jeszcze była w ciąży dotyczący tego, że gdy się urodzimy, ja i moje rodzeństwo, to zostaniemy wojownikami. Sama moja praprababcia do niej przemówiła. - Kotka kiwnęła głową twierdząco, zadowolona, że wciska kit kociakowi o tym całym klanie gwiazdy. Guzik nie sen, Zięba kazała zostać jej wojownikiem, więc co miała do gadania? Nie chciała narażać się na gniew matki przecież. Za to kociak był zaciekawiony historią, którą wciskała mu kocica. Gwiezdny klan zsyła im sny odnośnie tego, kim zostaną? To było naprawdę ciekawe! - Ach, rozumiem. Trzeba było tak od razu, Rumianku. - Mimo iż Lew była przecież kociakiem, to jednak jej ton brzmiał wynioślej, jakby nie wiadomo ile, skończyła księżyców i pozjadała wszystkie rozumy. - Twoje długie łapy zmarnowałyby się, gdybyś musiała segregować liście. A tak to, jak nic zostaniesz najszybszym wojownikiem w klanie.
 - No właśnie! Nje mogę zostać medykiem, bo by moje umiejętności się zmarnowały! - Odpowiedział kociak. - A twoja mama mówiła Ci o tym swoim śnje od gwiezdnych? Jeśli tak to, jak to wygląda? - Chciał wiedzieć więcej o tym śnie, który otrzymała Zięba o swoich dzieciach. Czy jego mama otrzymała coś podobnego?

<Lew?>

23 lipca 2023

Od Lew CD. Rumianku

 Taksowała szylkreta swymi żółtymi oczętami, a na jej pyszczku zagościł uśmiech. Postanowiła do niego zagadać, widząc że młode nie bawi się z resztą rodzeństwa. Może i kocię nie było całe rude,  jak na to liczyła, to miało w swym futerku odrobinę rozjaśnionej rudej sierści. Lepsze to niż nic.
To głowy Lewek wpadł pewien pomysł. W sumie czemu by nie sprawić, aby pociecha Róży zaczęła wyznawać poglądy zapoczątkowane przez Piaskową Gwiazdę? Krok po kroku, mogłaby uzyskać sojusznika, który pomógłby jej w przyszłości wcielić w życie swe ambitne plany, aby prawowity porządek znów zapanował w klanie? Nim jednak by się z nim nimi podzieliła, trzeba było wybadać teren.
— Ja mam na imię Lew — przedstawiła się, po czym omiatając podłoże ogonem, usiadła z elegancją, jak naprawdziwsza dama — Wracając do mojego pytania, naprawdę siedzisz tak sam, bo chcesz, czy może rodzeństwo po prostu nie ma ochoty się z tobą bawić? Bo wydaje mi się, że to drugie... — zacmokała przypatrując się Rumiankowi współczująco — Oni zawsze razem, a ty zawsze sam. Naprawdę ci to pasuje?
— To nie tjak. — odpowiedział prawie natychmiastowo kociak. — Ja... Ja nje lubię się tak często bawić. Lubię siedzieć z rodzicami i przyglądać się im. 
— Spójrz, coś nas łączy. Ja też nie często się bawię, wolę obserwować otoczenie i pielęgnować swoje futerko.
— Czasami obserwowanie innych jest ciekawsze niż sama zabawa. Dla mnje jest to bardziej ciekawe
— Co jeszcze uważasz za ciekawe? — zagadnęła, musiała wybadać kociaka, skoro prawdopodbnie miała w przyszłości się z nim zaprzyjaźnić
— Ciekawy wydaje się obóz, ale mama nje pozwala mi wyjść i go zwiedzić! - Prychnął niezadowolony kociak. — Jednak ciekawi mnie jak to jest być ucznjem!
— Teraz obóz nie jest ciekawy Rumianku — zwróciła się do kociaka charakterystyczne wymawiając jego imię — Wszędzie pokrywa go śnieg, a uwierz mi nie tak łatwo dałbyś radę przez niego przebrnąć, nawet na tych swoich wyższych łapkach. Nawet ja miałam problem, a jestem przecież od ciebie starsza. Śnieg przyczepia się do futra, a takie zbite kulki śniegu ciężko jest powyciągać. Jest zimno, wcześniej nastaje noc i nie ma w tym nic ciekawego. Prosta droga do rozchorowania się, a to nic przyjemnego, naprawdę. — podjęła tłumacząc kociakowi jak się sprawy mają — A o tym jak to jest być uczniem wojownika z chęcią ci poopowiadam, w końcu jestem starsza i wcześniej nim zostanę. Z tego co już słyszałam bywa ciężko, jednak po to jest trening, aby można było z nas wyłonić najlepszych z najlepszych wojowników. Chyba, że wolałabyś zostać uczniem medyka? Oni nie muszą walczyć, tylko uczą się jak pomagać wszystkim kotom. Są chodząca encyklopedią ziół i roślin — zagadnęła zdając sobie sprawę, że kociak właściwe nie sprecyzował o to dokładnie jaka droga ucznia bardziej go interesuję — Jeśli chciałbyś zostać medykiem to wtedy bym z wielką chęcią do ciebie przychodziła Rumianku, gdy tylko bym zaczęła kichać — uśmiechnęła się słodko przyglądając się kremowym plamom na jego sierści, Rumianek byłby taki piękny, gdyby zdobiły go one całego. Byłby jak jej braciszek Piasek.
Lepiej w końcu, by uczeń medyka również należał do lepszej grupy kotów ustalonej przez podział jej praprababci, a nie był nim ktoś pokroju pełzającego robaka jak Słoneczna Łapa. Może obietnica, że będzie do niego zaglądać sprawi, że kociak odbierze tę ścieżkę w przyszłości? W końcu by mógł obserwować każdego i siedzieć w obozie, który go tak ciekawił na tę chwilę. Była tego bardzo ciekawa.

<Rumianku?>

22 lipca 2023

Od Rumianku Do Lew

 Już od początku wiedział, że coś z nim jest nie tak. Zamiast biegać z rodzeństwem i bawić się co chwilę, to ten wolał obserwować ich z boku, przyglądać się ich zabawą, jednak nie brać w nich udziału. W jego głowie pojawiało się dużo scenariuszy, w których to on bawiłby się z nimi, jednak nie miał na tyle odwagi, aby się do nich dołączyć. Przejechał ogonem po ziemi, a swój wzrok przeniósł na swojego ojca, który teraz się nimi zajmował. Mama znowu gdzieś wyszła, więc ten musiał trzymać na nich oko. Teraz, na całe szczęście, spał wraz z jednym kociakiem. Gdyby nie spał, to z pewnością padłoby od niego pytanie, czemu nie bawi się z rodzeństwem. Westchnął cicho, zamykając na chwilę oczy.
 - Czemu siedzisz tak samotnie? - Nagle do jego uszu dotarł czyjś głos, czego nie spodziewał się kociak. Odskoczył momentalnie od źródła dźwięku, otwierając swoje oczy. Swój wzrok wbił w rudą kotkę, która podeszła do niego i rozpoczęła rozmowę. Była ona jedną z trójki kociąt, z którymi musieli dzielić żłobek. Z nieznanego mu powodu, dostał on od mamy zakaz rozmawiania i zabawy z tą trójką, jako jedyny z rodzeństwa. Nie rozumiał tego. Czemu jako jedyny z piątki kociąt Różanej Przełęczy, dostał zakaz rozmawiania z tymi kotami? Pewnie, gdyby nie ruda kocica rozpoczęła ich rozmowy, to z ten nigdy by nie złamał tego zakazu.
 - Bjo chce? - Odpowiedział pytaniem na pytanie, na co ruda kocica tylko cicho się zaśmiała. Aby nie czuć się źle, ten również się zaśmiał, jednak nie miał zielonego pojęcia z czego. Gdyby mama go zobaczyła, to nie byłaby zadowolona, jednak nie było jej teraz. - Jestem Rumjanek, a ty? - Spytał po chwili kocur, wbijając wzrok w dziwną kotkę.

<Lew?>