Gdy Pszczeli Lilak poczuła wbijający się, niczym wygłodzony kleszcz w jej kark, wzrok na sobie, nic nie zrobiła. Nawet nie drgnęła. Nie odwróciła chociażby głowy. Nie zastanowiła się przez dłuższą chwilę, kto to mógł być. Nie zrobiła tego, chociażby przez najmniejszą chwilę. Po prostu zignorowała te charakterystyczne, a jednocześnie nieprzyjemne mrowienie na karku wynikające z potencjalnego wzroku utkwionego w niej. W jej własnej osobie. Było to spowodowane tym, że miała inne problemy na głowie, a ponadto dlatego, że najprawdopodobniej cały klan siedział obecnie w obozie. Zimny deszcz nadal lał się z niebios niczym z cebra. Mieszał przy tym swój ledwo słyszalny szum z dużo lepiej słyszalnym rykiem wiecznie spadającego przed obozem wodospadu. Nic dziwnego, że była sama, patrząc na to, że nikt nie chciałby zostawać na deszczu. Kotka nadal czuła wilgoć mieszkającą jeszcze w jej pręgowanym, liliowym futrze. Zastał ją bowiem deszcz niedaleko wyjścia z obozu, gdy wracała z dość udanego patrolu (na swój sposób niechętnie, gdyż bardziej z powodu obowiązku przypomniała sobie, że musiała wieczorem, gdy tylko gwiazdy wzejdą na niebo, podziękować za to błogosławieństwo). Pszczeli Lilak, przy okazji myślenia o tym, przeklęła deszcz w swoich myślach. Nienawidziła wody. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie miała jak z niej uciec. Choć żyła blisko niej, to nie była wodolubnym rybojadem, jak sąsiedzi jej klanu.
— Klan Nocy — kotka przeklęła w myślach ponownie, ale tym razem swoje futro. Nienawidziła, gdy było wilgotne, gdyż schło w ślimaczym tempie. Dodatkowo mróz i wilgoć prowadziły do choroby. Liliowa nie lubiła być niezdolna do służby swojemu klanowi. Nie rozumiała, jak kiedyś mogła uważać to za błogosławieństwo. Myśli kotki szybko jednak zmieniły swe ścieżki od deszczu, wilgoci i niezadowolenia spowodowanego deszczem. Jej myśli przypominały deszcz podczas wichury. Były ponure, agresywnie wirujące i wbijające się w jej móżdżek swoim nadmiarem. Jednak zamiast kałuży tworzyły stres, zmartwienie, ale o co, o kogo? Otóż odpowiedź była prostsza niż białe pasy na Drodze Grzmotu, te, które można było zobaczyć na granicy Klanu Klifu. Tuż obok Złotych Kłosów. O jej młodszego brata, Cichą Łapę. O co dokładnie chodziło? Jej zmartwienia miały jeden korzeń – jego mianowanie, a raczej jego brak. Nie zdawało jej się, że nadchodziło. Wiedziała, jednak że to na pewno nie była jego wina, nie było takiej opcji. Jej brat był pod każdym względem lepszy od niej (nawet jeśli jakimś cudem była już wojowniczką). Miała wrażenie, że jej brat był jak zmarnowana zwierzyna. Znakomita, póki nie było za późno i nie gniła. Czy jej brat już gnił? Jednak tu za gnicie nie odpowiadałoby prawo jakim działał ten świat, a być może ktoś, lub być może dwóch ktosiów.
Kotka bała się, że Mysi Postrach albo Agatówkowy Cień z jakiegoś powodu sprawili, że jej brat nie był jeszcze wojownikiem. Czy Mysi Postrach źle go szkolił? Czy Agatówkowy Cień nie chciał z jakiegoś powodu dopuścić do jego mianowania? Czy obaj byli winni? Kotka westchnęła cicho. Nie było to westchnienie beztroskie, a wręcz przeciwnie, nerwowe… Co, jeśli jej brat zostanie wygnany? Nie widziała czegoś takiego, ale co jeśli? Co miałaby wtedy zrobić? Opuścić Klan Klifu wraz z nim? Nie mogłaby tego zrobić. Porzucić brata niczym matka i ojciec? Nie chciała tego robić. A nawet jeśli, to czy miałaby, chociaż siłę, by wygarnąć to wtedy jednemu z nich lub obydwóm kocurom? Nie chciała wybierać między Klanem Klifu a Cichą Łapą. Kotka stała tam jakiś czas, tonąc w negatywnych i trudnych myślach. Wszystkie opcje wydawały się jej złe. Kotka westchnęła ponownie i ku swojemu zdziwieniu, usłyszała… kocięcy śmiech. Fakt, w obozie było nieco kociąt, ale wszystkie były wewnątrz kociarni. Nawet gdyby śmiech ten był skierowany w jej stronę, to i tak ją wprawił w zaskoczenie. To była ostatnia rzecz, jakiej teraz oczekiwała. Czy wyglądała aż tak żałośnie? Jak długo tu stała? Czemu jakieś kocie się z niej śmiało? Kotka nie znała na to odpowiedzi, ale uniosła głowę do góry, by chociaż spróbować poznać te ostatnie. Ujrzała tam Kaczorka. Mały biało rudy kocurek siedział nad nią, tuż w drodze do legowiska starszyzny. Postanowiła porozmawiać z kocięciem. Oczywiście ukrywając to, że jego śmiech nieco ją zranił.
— Dzień dobry, z czego chichoczesz, Kaczorku? Co takiego śmiesznego, że chichoczesz? Zdradzisz pani Pszczeli Lilak? — zapytała głosem w dużej mierze pozbawionym emocji. Nie mogła pokazać mu, że była na tyle głupia, by się przejmować jego reakcją na nią. Gdyby tak zrobiła, to jego szacunek względem niej zupełnie by zniknął, o ile jakikolwiek istniał.
— Cześć, Pszczeli Lilaku! — odrzekł kocurek, idąc w stronę wojowniczki. W końcu, gdy podszedł do niej i mruknął cicho, a potem zachichotał z powrotem, poruszyła uszami. — Wyglądasz jak taka puszysta chmurka! Jesteś zupełnie jak chmurka!
Pszczeli Lilak, nieco zdziwiła się z powodu jego słów. Była jak chmurka? Fakt, nie raz ktoś zauważył jej… specyficzny wygląd. Nikt jednak nie porównywał jej w żadnym stopniu do obłoku. Uśmiechnęła się do malucha. Miała nadzieje, że nie powiedział tak tylko z powodu dobrego wychowania, które zdecydowanie otrzymał.
— Oh… Nikt nigdy nie porównał mnie do chmurki, Kaczorku! Ciekawe spostrzeżenie! — odrzekła do kocurka po chwili i dodała: — Wiesz, że plamka na twoim pyszczku przypomina mi dziób kaczki? Twoje imię zdecydowanie dobrze dobrane, zupełnie jak niebo do ptaka!
Kocurek nie odpowiedział nic, tylko wyszczerzył kiełki w szerokim uśmiechu.
— No cóż, pozwól, że odprowadzę cię do żłobka — rzekła, po czym nagle do głowy wleciał jej pewien pomysł. Co, gdyby opowiedziała kocurkowi o innych klanach? Edukacja to podstawa, a kocurek na pewno będzie chciał dowiedzieć się o tym, co było poza terenami. A ona i tak nie miała co robić… A tak mogłaby się przydać swemu klanowi! Postanowiła powiedzieć więc jeszcze: — Chodź, nie mam nic do roboty, a mam parę ciekawych rzeczy do opowiedzenia! Chodź, wypowiem je chętnie, niczym ptak swój śpiew!
Kocurek pokiwał głową parę razy. Kotka zaczęła iść w stronę żłobka. Dotrzymywała przy tym kroku Kaczorkowi. Szła więc powoli, w wolnym tempie. Czy tak czuły się ślimaki? Kto wie... (nie miała w końcu jak zapytać ślimaka. Przecież one nie mówiły oraz zapewne nie miały rozumu). Po parunastu uderzeniach serca doszli wreszcie do żłobka. Dużym, niebieskim oczom Pszczelego Lilaku, gdy tylko weszła do wgłębienia, ukazało się parę większych ptasich gniazd. Te oczywiście służyły za legowiska wszystkim obecnym mieszkańcom żłobka. Dobrze pamiętała, gdy to ona jeszcze paręnaście księżyców temu spała w takim legowisku. Nie lubiła wspominać tamtych czasów. W każdym razie ujrzała też śpiącą Morświnową Płetwę, a obok niej dwójkę kociąt, rodzeństwo Kaczorka. Podejrzewała, że królowa musiała być wymęczona zajmowaniem się maluchami. Nic więc dziwnego, że spała. Wojowniczka rozejrzała się po legowisku i postanowiła, że opowie Kaczorkowi o innych klanach w kącie, który sobie upatrzyła. Dała mu znak ogonem, by dalej podążał za nią i usiadła na ziemi, zwracając się do niego:
— Jakieś pytania, czy od razu przechodzimy do opowieści o innych klanach, Kaczorku? Czy mogę ci wyśpiewać wszystko, co wiem, jak ptaszyna? — zapytała kotka.
— Nie? — rzekł nieco niepewnie kocurek.
— No cóż, już zaczynam mówić! W razie czego zadawaj pytania, jak będę mówić! Możesz się nawet delikatnie wtrącać! — Pszczeli Lilak postanowiła zacząć od opowieści o Klanie Burzy. Po paru uderzeniach serca zaczęła więc: — No więc zaczniemy od naszych sojuszników, Klanu Burzy! Są to koty żyjące na porośniętym trawą pustkowiu. Podobno nie ma na nim żadnych drzew! Mają tereny tuż obok nas, a żeby dostać się na granice z nimi, musiałbyś przejść obok takiego specjalnego i sekretnego przejścia pod ziemię, do którego nasz klan ma dostęp! Spokojnie, będziesz się o tym uczył! Z reguły żywią się głównie zającami, z tego, co wiem i…
— A sojusznik to był kto? — wtrącił się kociak z ciekawskim błyskiem w jego pomarańczowych oczach.
— Sojusznik to taki kot lub ich grupa, którzy ci pomagają, chociaż nasz sojusz z Klanem Burzy jest… specyficzny. Zasadniczo nic nie robimy z tym sojuszem. Nie mamy z nimi miotów sojuszniczych… — wymamrotała Lilak.
Kociak wyglądał na nieco zdezorientowanego. Czy nie wiedział, że klany pieczętowały sojusze w ten sposób?
— Miot sojuszniczy to taki miot, który wyjątkowo ma rodziców z dwóch różnych klanów jako przypieczętowanie sojuszu. Generalnie to jedyny wyjątek, na który pozwala nasz kodeks! W każdym razie pamiętaj, że choć musisz być jakkolwiek miły dla Klanu Burzy, to nie jesteś nic im winny! Oczywiście miły, dopóki nie zagrażają naszemu pięknemu klanowi w żaden sposób! — postanowiła mu odpowiedzieć. W tym także momencie przypomniała sobie o pewnym rudzielcu z Klanu Burzy, dodała więc cicho: — Nie mów tego nikomu, ale te koty to po prostu nieco zwariowane dziwaki. Nie ufaj im. Bo są to też oszuści, wiem z doświadczenia…
Kocurek się wyprostował i pokiwał głową na znak zrozumienia.
— W każdym razie, przechodząc do kolejnego klanu, mamy Klan Nocy. Gdybyś szedł wraz z dużą wodą poza obozem, tą, którą nazywamy morzem, jest szansa, że doszedłbyś do granicy z nimi. Ogólnie rzecz biorąc, to dziwne koty. Nie sądzę, że ich Klan Gwiazdy jest jego prawdziwą wersją, Kaczorku. Oni są po prostu dziwni i dzięki gwiazdom, że nie mamy z nimi sojuszu! Oni mają jakieś tam księżniczki i książęta, jedyny dobry pomysł, który stamtąd pochodzi. Myślę, że Firmamentowa Łapa i Migoczący Nieboskłon obaj powinni być takimi książętami! — Kotka po tych słowach przełknęła ślinę i zaczęła opowiadać o kolejnym klanie. — Innym klanem jest Klan Wilka! Kolejne dziwne koty, żyjące gdzieś w iglastym lesie. Są podli, z resztą Klan Nocy też jest pełen podłych kotów! Inne klany ogólnie są dosyć dziwne i niezbyt inteligentne… Gdyby tak nie było, już dawno błagaliby z odsłoniętymi brzuchami o dołączenie do naszego klanu i oddali nam nasze tereny. Moglibyśmy być jedną wielką jednością pod łapą Lśniącej Gwiazdy!
Kaczorek znów pokiwał głową, dobrze, że rozumiał.
— Co prawda klany do wymienienia się skończyły, ale mamy jeszcze Owocowy Las! Czyli koty daleko hen za naszymi terenami, za terenami Klanu Wilka, jeśli się nie mylę — rzekła z pełną pewnością, dodając po chwili: — Te koty to dzikusy z lasu!
Kaczorek nadal kiwał głową.
— Nie musisz kiwać głową, maluchu — wymruczała z drobnym chichotem Pszczeli Lilak.
Kocię nadal kiwało głową, wywołując uśmiech na pysku kotki. Cóż za pocieszny maluch!
— Kaczorku, na ogół nie wiem, czemu są wpuszczani na zgromadzenia. Nawet nie wierzą w Klan Gwiazdy… Oby Klan Gwiazdy znalazł kiedyś drogę w ich biedne serca! — wypowiedziała, mimo własnego braku wiary w przodków.
Kaczorek na szczęście przestał już kiwać głową, a kotka kontynuowała:
— Mamy jeszcze samotników. Zagubione w życiu koty, na które trzeba uważać, jeśli chodzi o interakcje. Większość z nich przeganiamy, by bronić terenu. Chociaż były przypadki przyjmowania ich w nasze szeregi — wymruczała.
— Czy to koniec? — spytał kaczorek, przewracając nieco głowę na bok.
— To nie koniec, Kaczorku! Za Złotymi Kłosami, hen daleko podo… Nie! Na pewno żyją pieszczochy z Dwunogami! — rzekła kotka, dodając z małym smutkiem w głosie na początku tej wypowiedzi: — To było dawno, bardzo dawno… Kiedyś byłam jednym z nich. To było wtedy, kiedy byłam jeszcze maleńkim kociakiem. Ja i Cicha Łapa jesteśmy z zewnątrz tak samo, jak ty i twoje rodzeństwo, Kaczorku. Chociaż to nie znaczy, że nie będziemy lojalni Klanowi Klifu, prawda?
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz