Przeszłość
Niebieska koteczka uniosła wzrok na siostrę, która do niej podeszła. Kiedy padły pierwsze słowa Ciski, Dymówka ugniatała już ogon malutkimi łapkami. Instynktownie zawsze tak robiła. W momencie myślenia, w momencie rozmów, czy w chwilach samotności ugniatała ogon. To była czynność, która w jakikolwiek sposób zapewniała jej poczucie bezpieczeństwa.
— Tak, zapytam — mruknęła cicho. Podniosła się na łapki i ruszyła w stronę mamusi.
— Mamo? — zaczęła cicho, podnosząc wzrok. Spojrzała w te niebieskie oczy, które sama po rodzicielce odziedziczyła. W ogóle dla niektórych stanowiła mieszankę swoich rodziców. Do tego miała piórka i płatki, które dostała od rodziców.
— Tak, Dymóweczko? — spytała ją Psotny Nietoperz.
— Zastanawiałam się z Ciską, czy mogłybyśmy spróbować zwierzyny ze stosu — spytała, niepewnie poruszając ogonkiem. Czarna karmicielka zamyśliła się na moment, a następnie kiwnęła łebkiem.
— Tak, jesteście na tyle duże, by spróbować zwierzyny — odpowiedziała, a następnie przeniosła wzrok na stworzonko leżące u jej łap. Był to obrany już krab.
— Cisko chodź, mama nam da — miauknęła cicho niebieskooka. Kiedy jej siostrzyczka pojawiła się obok, Nietoperz rozdzieliła im po trochu kraba i dała na spróbę.
— I jak? — spytała ich matka.
***
Dymówka skończyła sześć księżyców szybciej, niż myślała. Jednak od dawna miała marzenia, co do rangi. Rozmawiała z Rozkwitającą Aster na temat roli protektora i bardzo jej się spodobała ta rola. Poza tym jej ojciec również nie narzekał na piastowanie tej rangi.
— Gotowa? — spytała je matka. Dymówka uniosła wzrok na rodzicielkę, dostrzegając iskry dumy w oczach o tej samej barwie co jej.
— Ja, chyba tak… — mruknęła cicho młodsza. Jej siostra zdawała się bardziej podekscytowana.
— Będzie dobrze — wymruczała Psotny Nietoperz, liżąc łebki swoich córek. Dymówka cicho zamruczała, a chwilę później rozpoczęła się ceremonia mianowania.
— Twoim mentorem będzie Rozkwitający Aster… — dalsza część wypowiedzi lidera jej umknęła. Przynajmniej do czasu kiedy nie zetknęła się nosem z mentorką. Jej marzenie miało się ziścić, miała zostać uczennicą protektora, a potem zostać protektorem.
— Cisowa Łapa, Dymówkowa Łapa! — rozległo się skandowanie imion dwóch nowych uczennic.
***
Dymówka wraz ze swoją mentorką była na plaży.
— Dymówkowa Łapo, dziś ci pokażę jak otwierać kraby — poinformowała ją mentorka. Dymówka przechyliła lekko łebek, czując niepokój.
— Ale, czy one nie są niebezpieczne… — spytała cichutko, siadając na piasku i ugniatając ogon łapkami. Nawyk z kocięcych lat jej nie minął.
— Nie jest to taki trudny przeciwnik, jak może ci się wydawać — odpowiedziała jej Asterka. Chwilę później obie kotki siedziały obok siebie.
— Nigdy nie zaczynasz od szczypiec, bo wtedy jest to rzeczywiście niebezpieczne — zaczęła kocica. Dymówkowa Łapa obserwowała ruch pyszczka mentorki. Próbowała spamiętać to, co czarna jej mówiła.
— No dobrze, przejdźmy do praktyki — wymruczała Rozkwitka. Po czym starsza wypatrzyła kraba, a następnie podeszła do stworzenia. Kiedy zwierzątko uniosło skrzypce, kocica pacnęła kraba przy ostatniej nodze, co spowodowało przewrotkę istotki. Asterka złapała skorupiaka za bok skorupy i uderzyła nim o skałę. Skorupka pękła, a Dymówka w tym samym czasie pisnęła, jakby to ją uderzono.
— To…na pewno go bolało… — miauknęła wyraźnie zdruzgotana brutalnością. Rozkwitający Aster długo musiała jej tłumaczyć i zachęcać, by w końcu niebieska podjęła się tego zadania.
— No dobrze… — miauknęła Dymówka. Przez kilka chwil patrzyła na drżące łapki, ale w końcu podniosła się i rozejrzała. Dostrzegła skorupiaka.
— Dam radę… — mruknęła sama do siebie. Zbliżyła się do zwierzątka, a gdy krab uniósł szczypce, uczennica pacnęła go w okolicach tylnej nóżki. Chwyciła w zęby bok skorupy i uderzyła z bólem serca o skałę. Skorupka pękła, ale Dymówka wcale nie czuła satysfakcji.
— Przepraszam, że musiało to boleć… — miauknęła bardzo cicho do krabika, który i tak, by jej nie zrozumiał, gdyby wciąż żył.
— Bardzo dobrze — słowa mentorki dotarły do niej jak przez mgłę. Chwilę później wracały do obozu.
***
Dymówkowa Łapa pożegnała się z mentorką i czmychnęła do legowiska uczniów. Nie mogła dostrzec Cisowej Łapy. Prawdopodobnie czarnulka nadal była na treningu. Niebieska zwinęła się w kłębek na swoim posłaniu i spojrzała smutno na przednią łapkę. Dokładniej mówiąc na tę, którą pchnęła kraba. Otuliła się szczelnie ogonem i przymknęła oczka.
— Dymówko? — rozległ się głos Ciski. Niebieska podniosła łebek i wystrzeliła w stronę siostry, by się przytulić.
— Cisko, ja…zadałam dziś ból stworzonku. Ja nie chciałam…naprawdę… — miauknęła rozpaczliwie, wtulając łebek w sierść siostry. Szukała w tym kontakcie ukojenia.
— Biedny krabik… — dodała szeptem, czując, jak sierść pod oczkami stawała się mokra od łez.
<Cisowa Łapo? Czy kraba to bardzo bolało?>
[688 słów + trening z otwierania krabów.]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz