Przeszłość
Lipieniek przez chwilę milczał, wpatrując się w Fiołek. Jej słowa sprawiły, że poczuł jeszcze większy mętlik w głowie. Nie rozumiał, dlaczego koty tak kurczowo trzymały się opowieści, które przecież mogły być jedynie wymysłem dawnych pokoleń. Nawet jeśli historia o powstaniu kolorów była prawdziwa, nie oznaczało to, że czekoladowe futro powinno być powodem do pogardy. W końcu jego matka nie zrobiła niczego, czym zasłużyłaby sobie na takie traktowanie.
— Nie sądzę, żeby Gwiezdni się pomylili. Myślę, że to Mandarynkowa Gwiazda jest głupia. I rasistowska! — wyrzucił z siebie, marszcząc pyszczek. Nie przepadał za wypowiadaniem się źle o przywódczyni własnego klanu, ale jeszcze mniej podobało mu się to, co robiła jego rodzinie. — Dlaczego niby mieliby dać mojej mamie złe futro? Przecież nie można dostać złego koloru. To tylko sierść! A jeśli ktoś uważa, że przez nią jest gorsza, to chyba sam ma coś nie tak w głowie.
Machnął ogonem, wyraźnie niezadowolony z całej sytuacji. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego Fiołek, podobnie jak wielu innych, w ogóle brała pod uwagę możliwość, że jego mama mogłaby być zła tylko ze względu na swoje umaszczenie.
— I co z tego, że jakiś czekoladowy samotnik zaatakował piastuna? Bure koty też mogą być złe, czarne też, a nikt przecież nie mówi, że wszystkie takie są! — dodał, tym razem nieco spokojniej. — Moja mama jest dobra. Nie musi mieć innego futra, żeby zasługiwać na to, żeby inni ją lubili.
Przez chwilę przyglądał się koleżance, po czym lekko trącił łapką kulkę z mchu, która leżała między nimi.
— A jeśli ktoś naprawdę wierzy w tę legendę, to powinien przynajmniej pomyśleć samodzielnie, zamiast powtarzać wszystko, co usłyszy od starszych.
Teraźniejszość
Umykająca Łapa nie należał do uczniów, którzy szczególnie wyczekiwali treningów. Nie dlatego, że nie chciał zostać wojownikiem. Wręcz przeciwnie, zależało mu na tym coraz bardziej, zwłaszcza kiedy widział, jak kolejne koty otrzymują swoje nowe imiona. Problem polegał na tym, że nauka pod okiem mentora często oznaczała konieczność słuchania poleceń bez zadawania zbędnych pytań. A tego bury kocur wciąż nie potrafił sobie przyswoić.
Tego dnia Kropiatkowa Skórka zabrała go na trening, podczas którego mieli poćwiczyć umiejętności przydatne podczas polowania. Umykająca Łapa szedł obok niej, od czasu do czasu zerkając na mijane krzewy i wypatrując czegoś interesującego. Nie miał jeszcze pojęcia, jakie dokładnie zadanie przygotowała dla niego mentorka, ale liczył, że tym razem nie skończy się na kolejnym wykładzie o konieczności zachowania ciszy.
Gdy dotarli na miejsce, kocur rozejrzał się po okolicy. Właśnie miał zapytać, od czego zaczną, kiedy dostrzegł nadchodzącą z drugiej strony znajomą sylwetkę. Rozpoznał ją niemal od razu, choć przez moment musiał przypomnieć sobie, skąd właściwie ją kojarzył. Fiołkowa Łapa.
Nie widział jej od czasu, gdy oboje byli jeszcze kociętami. Ich ostatnia rozmowa utkwiła mu jednak w pamięci, głównie ze względu na temat, który wtedy poruszyli. Zastanawiał się, czy kotka nadal pamiętała tamtą wymianę zdań i czy w ogóle zmieniła swoje zdanie na temat czekoladowych kotów.
— Fiołek? — odezwał się z wyraźnym zaskoczeniem, unosząc łeb. Zaraz jednak poprawił się, przypominając sobie jej nowe imię. — Znaczy, Fiołkowa Łapo!
Na jego pysku pojawił się szeroki uśmiech. Nie spodziewał się spotkać jej akurat podczas treningu, ale nie zamierzał narzekać na takie towarzystwo. Zerknął jeszcze na Kropiatkową Skórkę, próbując domyślić się, czy jego dawna koleżanka miała ćwiczyć razem z nimi.
— Nie wiedziałem, że też dzisiaj trenujesz! — miauknął, wyraźnie zaciekawiony.
<Fiołkowa Łapo?>
[542 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz