Koniec Pory Opadających Liści i początek Pory Nagich Drzew
Dzika Łapa smacznie spał we własnym posłaniu wśród innych uczniów. Różnica wieku, jaka go dzieliła z innymi terminatorami, była ogromna. Te koty mogły być równie dobrze jego potomstwem, gdyby udało mu się wcześniej nawiązać większą więź z Krokusową Kruchością, więc nic dziwnego, że czuł się dziwnie. Nie mógł się doczekać, aż przyswoi ważną dla Klanu Wilka kulturę i zostanie mianowany na wojownika, żeby zasiąść w legowisku wojowników z pozostałymi dorosłymi kotami.
Jednym ze starszych uczniów, którzy ostali się jeszcze w tym legowisku, był Garbata Łapa, który nie grzeszył wdziękiem. Nie poznał go jeszcze do końca, ale zdążył już zauważyć, że Wilczaki starają się omijać go szerokim łukiem, natomiast uczniowie robili sobie z niego najróżniejsze żarty i dokuczali starszemu koledze. Dzika Łapa nie mógł nie zauważyć, jaką niechęcią do czekoladowej pokraki pała Iglasta Łapa, który przemycał do jego posłania igły, kamienie i ciernie. Jednak syn obu mistrzyń nie mógł dostać kary za tak błahe rzeczy. Kocurek był wręcz bezkarny.
— Burzaku, idziemy na trening. — Bezceremonialnie zabrzmiał głos jego mentora, który wsadził łeb do środka. Dzika Łapa od razu się zbudził. Chciał pokazać od początku swoich treningów, że chce należeć do tej społeczności, bo przecież nie miał gdzie indziej wracać i powinien być wdzięczny, że Zalotna Gwiazda darowała mu życie. Krucze Pióro zmierzył go wzrokiem i skinął głową. — Chodźmy. Im szybciej wyjdziemy, tym szybciej wyślę cię na patrol łowiecki.
Dzika Łapa przytaknął mu krótko. Nie miał, co się ekscytować, nie był już świeżakiem ani kociakiem. Wygłupy nie były w jego stylu. Nie poprawiając zmierzwionego futra ani nie biorąc zwierzyny na śniadanie, wyszli z obozu, kierując się głęboko w las. Przez całą drogę milczeli. Podróż może i przez to się dłużyła, lecz ani jeden, ani drugi nie byli gadatliwi. Szli tak przez las, a z nieba prószyło białym puchem, który spadał na drzewa, podszycie oraz ścieżkę. Co jakiś czas otrzepywali się ze śniegu, a gorące oddechy zmieniały się w kłęby pary. Nabierało to swojego uroku. Dzikiej Łapie podobał się las, jednak nadal nie było to coś tak pięknego, jak ośnieżone równiny. Klan Burzy nadal był jego domem, a on nie był przystosowany do gęstego lasu.
— Dzisiaj będę sprawdzać, co umiesz. Nie wiem dokładnie, jak przebiega trening w Klanie Burzy i nie za bardzo mnie to obchodzi. Jesteśmy w Klanie Wilka i musisz umieć to, co pozostałe Wilczaki, czy tego chcesz, czy nie. — Ogonem wskazał na norę, która była pod jednym z drzew. — Dzisiaj zaczniemy od nawigacji w tunelach. Podejrzewam, że miałeś coś podobnego u tych królikojadów, więc powinno pójść z górki.
— Owszem, miałem — przyznał, zauważając ciekawość w zielonych oczach dymnego zastępcy. — Nie wiedziałem, że wy też macie tunele…
— Oczywiście, że mamy. Nie można być gorszym, gdyż jak przyjdzie kiedyś walczyć w tunelach z Klanem Burzy, to musimy mieć równe szanse, jak nie większe.
— Zabrzmiało to, jakbyście planowali inwazje na Klan Burzy — zauważył.
— Może kiedyś się tak stanie… Jednak nie powinieneś chyba się tym martwić, skoro jesteś po dobrej stronie. No, chyba że planujesz być lojalny komuś innemu? — Krucze Pióro rzucił w jego stronę uszczypliwą uwagę. — Pamiętaj, gdzie teraz przynależysz.
— Pamiętam, nie musisz się o to martwić i wiem, że mi nadal nie ufacie, gdyż jestem z innego klanu. Też bym się tak zachował, gdybym został w Klanie Burzy i doszedłby tam ktoś z Klanu Wilka. Jednak sytuacja wygląda tak, że zostałem wygnany za to, że byłem w grupie z kotami, którym nie podobały się rządy Króliczej Gwiazdy. Był on słabym liderem, dlatego jako rebelianci wzięliśmy przyszłość w nasze łapy. Jednak niektórzy okazali się tchórzami i zostali niewolnikami, którzy, jak krety kopią tunele, a ja jestem wygnanym “zdrajcą”. Czy ty też wolałbyś silnego przywódcę, zamiast siedzieć w cieniu kota, który nawet nie interesuję się życiem klanu?
Krucze Pióro z zaciekawieniem wysłuchał jego krótkiej przemowy, jednak nie odniósł się do tego. Ogonem wskazał wejście do tuneli.
— Masz wyjść z drugiej strony tunelu. Jeśli ci się uda, to zrobisz jeszcze tak z dwa razy i potem możemy porozmawiać, jak będziemy wracać do obozu.
Rzeczowo i na temat. Nie zagłębiał się w jego opowieści o Klanie Burzy, Krucze Pióro badał teren, jak bardzo będzie wylewny. Dzika Łapa wiedział, że będzie musiał być też ostrożny w tym, co mówi. Mimo że nienawidził swoich pobratymców, którzy go wystawili i zagłosowali za jego wygnaniem, tak została tam jedna kotka, na której mu bardzo zależało. Krokusowa Kruchość nie mogła ucierpieć. Nigdy. Wiedział, że jeśli kotka chciałaby dołączyć do niego w Klanie Wilka, to źle by się to dla niej skończyło. Już jako więzień dowiedział się, że ten klan ceni silnych i zdrowych. Brutalności również tu nie brakuje. Słyszał i sam widział, jak uczniowie zdobywają swoją rangę wojownika oraz przez co muszą przejść kocięta, żeby zostać uczniami. Krokusowa Kruchość mogłaby nie przetrwać lub nie zostałaby zaakceptowana. Tutaj nie potrzebują kotów do podścielania posłań. Już widział w żłobku, ile jest kociąt. Kociarnia pęka od małych istotek, a kocicom pewnie odpadają uszy od ciągłego skomlenia o mleko.
Zajrzał do wejścia tunelu. Było w nim ciemno, to nic nowego. W Klanie Burzy wszystkie nory i tunele również były ciemne i wilgotne. Teraz jak pogoda stawała się coraz zimniejsza, to i ziemia była coraz bardziej chłodna i ciężka do przekopywania się. Na szczęście Krucze Pióro nie oczekiwał od niego kopania tuneli. Klan Wilka był daleki od sztuki kopania i powiększania sieci tuneli, którymi w Klanie Burzy zajmowali się przewodnicy.
Wszedł do środka, wytężając wszystkie zmysły, kiedy jego wzrok pochłonęła ciemność. Nie szło mu najlepiej. Po tak długim siedzeniu w obozie Wilczaków, jako więzień, wyszedł z wprawy. Szukając przejść pod ziemią, co jakiś czas obijał się o ściany. Jednak czując lekki powiew wiatru, kierował się w stronę jego źródła, unikając ślepych zaułków. W końcu wyszedł na zewnątrz, a przed nim ukazała się sylwetka Kruczego Pióra. Zastępca nie skomentował, jak przebiegło jego ćwiczenie. Czy było za wolno? A może za szybko?
— Na co tak patrzysz? Jeszcze z dwa razy i dopiero wracamy.
Ach, no tak. Dzika Łapa prychnął pod nosem i zawrócił. Zrobił do końca ćwiczenie i wyszedł z tuneli. Mógł powiedzieć, że szło mu coraz lepiej, choć na standardy Klanu Burzy, to był może przeciętnym uczniem, który zaczyna chodzić w tunelach. Skoro odzyskał wolność i mógł ćwiczyć, to na pewno jeszcze wróci do tuneli, żeby poćwiczyć nawigację. Musiał być przecież w formie.
***
— Gdzie dzisiaj idziemy? — Przerwał ciszę, brnąc przez śnieg, który zalegał na ziemi. Było go tak dużo, że utrudniał codzienne życie.
— Dzisiaj wspinaczka. Zobaczymy, jak ci pójdzie, skoro na terenach Burzaków nie ma żadnego drzewa. Przynajmniej, jak spadniesz, to nie rozwalisz sobie pyska.
Zobaczy się. Dzika Łapa miał nadzieję, że nie będzie musiał walczyć o życie na wysokościach. Nie wiedział nawet, jak to jest wspinać się na drzewo i skakać z drzewa na drzewo. Jak dotychczas żył na terenach, na których dominowały trawy.
W końcu Krucze Pióro zaprowadził go w miejsce, gdzie rosło drzewo o dość grubym konarze i zaznaczone wieloma ilościami kocich pazurów, pewnie uczniowskich.
— Postarasz się wspiąć tak wysoko, jak tylko potrafisz. Reszta mnie nie obchodzi. Jeśli spadniesz, to przynajmniej na w zaspy, byś sobie łap nie połamał.
Dzika Łapa podszedł bliżej konaru. Nie był gotów. Nie znał podstaw. Skąd mógłby je znać? Jednak wolał się nie pytać mentora. Może jego intuicja podpowie mu, jak wspiąć się wysoko. Pazurami złapał się zimnej kory i na siłę starał się podciągnąć przednimi kończynami.
— Nie! Źle! Próbuj tylnymi łapami się odpychać, a przednimi łapać kory. Inaczej szybciej się zmęczysz! Korzystaj ze swoich pazurów!
Posłuchał się. Nie czuł, żeby mu jakoś lepiej szło. Nie patrząc się w dół, w końcu wspiął się na pierwszą gałąź. Powoli na nią wszedł, bujając się na boki, a ta zaczęła trzeszczeć. Dzika Łapa nie chciał sprawdzać, czy jest na tyle wytrzymała, dlatego skoczył o jedną wyżej. Pech chciał, że spojrzał w dół i wtedy cały świat zawirował. Krucze Pióro wyglądał jak mała mrówka. Był tak maleńki, że Dzika Łapa musiał zmrużyć oczy.
— Nawet dobrze, teraz zejdź i spróbuj jeszcze raz. Pamiętaj, jak spadniesz to na zaspy śnieżne. Nic ci nie będzie. No już! Ruszaj się! — Zastępca, mimo że widział jego strach, zignorował go.
Dzika Łapa przełknął ślinę. Musiał i tak zejść, czy tego chciał, czy nie. Ostrożnie czepiając się kory, rozpłaszczył się na konarze i powolnymi kroczkami zniżał się do mentora. Kiedy był na odpowiedniej wysokości i przestało mu się kręcić w głowie, zeskoczył na biały puch.
— No z ciebie kot do wspinaczek to nie będzie. Jeśli tak wszystkie koty w Klanie Burzy wchodzą na drzewa, to dobrze, że nie macie tam u siebie drzew, bo byście wszyscy się pozabijali. Jeśli już się wytrzepałeś ze śniegu i nic ci nie jest, to wracasz na górę.
Dzika Łapa jedynie westchnął i znów zaczepił swoje pazury o korę drzewa.
***
— Dzisiaj zaczniemy się pojedynkować — zaczął Krucze Pióro, a wszyscy zwrócili na niego uwagę. Kocur był organizatorem tych ćwiczeń. — Nie atakujemy z wyciągniętymi pazurami, zostawicie je na później, kiedy dojdzie do waszego mianowania.
Wilczaki zawyły bojowo i mentorzy podobierali młodszych w pary, tak by pasowali do siebie wiekiem i umiejętnościami, a on? Jemu został do wyboru Krucze Pióro oraz niechciany przez wszystkich Garbata Łapa, który przypatrywał się mu z oddali.
— Na początku zawalczysz ze mną, Burzaku, a potem z Garbatą Łapą. Stawaj do sparingu.
Posłuchał go. Wyszedł naprzeciw Kruka, ugięty na łapach, gotów do przyjmowania ataków oraz wykonywania uników. Dymny ruszył sprawnie w jego stronę i zamachnął się łapą, którą od razu wycelował w pysk kocura. Sprawnie uniknął ciosu i również ruszył do walki na bliski dystans, gdzie miał więcej szans. Pchnął kocura i szczękami złapał za przednią kończynę kocura, po to, by zaraz szarpnąć go z powrotem w jego kierunku. Lecąc na niego, Krucze Pióro uwolnił się z uścisku i znów uderzył go z góry, prosto w pysk. Dzika Łapa cofnął się o krok, czując pieczenie w miejscu uderzenia. Schylił się na łapach, gotów do ataku z dołu. Wyskoczył w stronę kocura, łapiąc go szczękami za gardło i stając na tylnych łapach, zmuszając również zastępcę, żeby stanął dęba. W dość niedogodnej pozycji, gdzie oboje mogli się łatwo wywrócić, zaczęli się siłować. Ku zaskoczeniu Dzikiej Łapy, Krucze Pióro również był silny. Dymny w pewnym momencie odepchnął go od siebie przednimi łapami i podciął nogi tak, że Dzika Łapa upadł na śnieg. Przycisnął go do białego puchu, jednak też sprawiało to kocurowi problem, gdyż uczeń nadal walczył, nie dając mu wygrać. Kiedy zauważył, że zastępca stracił czujność, również podciął mu łapy i zaczęli się szamotać w śniegu.
— Oj, Krucze Pióro, chyba będzie remis z Burzakiem — zaśmiał się Sowi Zmierzch, który przyglądał się całemu ich sparingu. — Albo ktoś tutaj się starzeje.
Dymny kocur oderwał się od Dzikiej Łapy i stanął na cztery łapy, przy okazji ciężko dysząc. Puścił poirytowane spojrzenie liliowemu wojownikowi i odchrząknął pod nosem.
— Niech będzie remis — warknął od niechcenia. — Garbata Łapo! Jesteś następny do sparingu z Dziką Łapą, szykuj się. A ty, Dzika Łapo, masz chwilę na odpoczynek.
Również wstał na cztery łapy. Był zmęczony. Krucze Pióro nie był słabym wojownikiem, a on mu dorównywał, chociaż czuł, że jeszcze brakowało mu doświadczenia.
— Gotowi? Już odpoczęliście i się przyszykowaliście?
Oboje uczniów kiwnęło głową.
— W takim razie walczcie!
Dzika Łapa spiął mięśnie i rzucił się na Garbatą Łapę.
***
Pora Nowych Liści
— Gruba Rybo! — wypowiedziała głośno imię rudego wojownika o płaskim pysku. — Zawalczysz z Dziką Łapą. Niech wygra najlepszy.
Szum mruknięć i zdziwionych miauknięć przeszedł po tłumie wojowników, a z nich wyłonił się ów rudzielec, który od razu wysunął swoje pazury.
— Zaczynajmy więc… — powiedział Gruba Ryba swoim gromkim głosem.
Dzika Łapa skinął mu głową i od razu ruszył w jego kierunku. Normalnie zaczyna się od obchodzenia dookoła swojego przeciwnika. Daje to szansę na spostrzeżeniu jego słabości, jednak on czuł się dzisiaj wyjątkowo pewnie. Był w pełni sił i już wiele bitew z innymi uczniami udało mu się zaliczyć. Czuł w powietrzu, że uda mu się wygrać z rudzielcem. Wskoczył na jego barki i przeturlali się po ziemi. Pazury wbił mocno w cielsko wojownika, jednak kocur był od niego cięższy i nawet większy, dlatego podczas koziołkowania i drapania, uwolnił się, odskakując od Grubej Ryby.
— Nieźle, szybki jesteś… — skomentował rudzielec, przecierając łzawiące oczy.
Nie umknęło to jednak uwadze Dzikiej Łapy. Ciągle łzawiące oczy Grubej Ryby dawały mu więcej szans na zadawanie kolejnych ciosów, jednak musiał uważać na gabaryty kocura. Nie spodziewał się tego, że on sam okaże się lżejszy i mniejszy od przeciwnika. Tym bardziej że dotychczas to on robił za większego i silniejszego.
Powtórzył atak, tylko tym razem nie starał się przewrócić kocura siłą. Musiał działać mądrze i szybko. Gdyby wskoczył tamtemu na plecy, to nie zdołałby go obalić. Została opcja podcięcia nóg, więc tak zrobił. Z nieukrywanym trudem uderzył łapami o wielgaśne kończyny kocura, który spadł na ziemię.
Mam cię!
Uradowany przyszpilił go i zaczął kąsać i drapać po barkach, plecach i uszach. Gruba Ryba, jednak miał inny plan i przewrócił się z brzucha na plecy, przygniatając go pod sobą. Dzika Łapa ukąsił go w żebra i wygramolił się spod wielkiego rudego cielska, po to, by skoczyć na jego brzuch. Miękki, puchaty i łatwy do zranienia. Skupiając się na celu, nie zauważył, jak Gruba Ryba machnął swoim wielkim łapskiem z wysuniętymi pazurami w jego pysk. Krew prysnęła po jego białym futrze, a on poczuł pieczenie i mrowienie w miejscu, gdzie trafiły go pazury przeciwnika. Nie przestając drapać rudego wojownika, udało mu się dosięgnąć do jego szyi i złapać ją zębami. Kiedy tylko tamten starał się bronić i oderwać go od siebie, Dzika Łapa mocniej zaciskał kły na jego szyi. Wiedział, że nie może go zabić, gdyż to tylko zwykła walka na zostanie wojownikiem, jednak czekanie na zakończenie tego pojedynku przez Zalotną Gwiazdę trwało wieczność!
— Koniec! — powiedziała w końcu liderka, na co ten puścił swojego przeciwnika. Przywołała go do siebie końcówką ogona. — Ja, Zalotna Gwiazda, przywódczyni Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Dzika Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Swój klan… Nie czuł się jeszcze częścią tego klanu, tym bardziej że koty pamiętały, kim był. A dla nich był zwykłym Burzakiem. Kotem zza lasu, który biegał po równinie i codziennie zajadał się królikami. Kotem o lisim sercu. Nieszanującym granic. Słyszał te wszystkie stereotypy o kotach z jego poprzedniego domu. Jednak... Jednak musiał się odciąć od swojej przeszłości. Musiał zostać Wilczakiem. Kotem, który miał nieść pomstę za zmarłego Tańcujące Pierze.
— Przysięgam.
— Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Dzika Łapo, od tej pory będziesz znany jako Dziki Mróz. Klan ceni twoją siłę i lojalność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka. — Wilczaki zawiwatowały, wyjąc i skandując jego imię.
On natomiast zrozumiał przesłanie w jego nowym imieniu. Mróz miał odnosić się do jego przeszłości. Znaleziono go w poprzedniej Porze Nagich Drzew, odtrąconego przez Burzaków, obcego, który wtargnął na teren Klanu Wilka. Jego wojownicze imię będzie mu przypominało, kiedy dołączył do tego klanu.
— Jesteś ranny — mruknęło do niego cicho Roztargniony Koperek, którego ten nie zauważył. Wzdrygnął się na dotyk medyka, który sprawnie zajął się jego ranami. — Nie ruszaj się tylko.
Zerknął wtedy na Grubą Rybę, który też był opatrywany. Przez jego grubą i rudą sierść nie widać było aż tak bardzo ran. Teraz jednak mógł dostrzec, ile rudzielec miał zadrapań i ugryzień, kiedy liczył opatrunki, które mu zakładał Chudy Grzbiet. On natomiast był cały w krwawych śladach, które straszyły innych na jego biało-rudym futrze.
— Gratulacje, Dziki Mrozie. Oficjalnie jesteś wojownikiem Klanu Wilka — pogratulował mu Krucze Pióro, który cieszył się wygraną swojego ucznia, choć starał się tego nie okazywać na zewnątrz. — Jednak pamiętaj, że to nie koniec naszej nauki. Jeszcze będziesz edukowany co do naszych tradycji.
***
Kilka dni po mianowaniu na wojownika
Niczym widmo przemierzał zarośla wzdłuż granicy, maskując się w topniejącym śniegu, kiedy zatrzymał go znajomy głos.
— Dziki Berberysie! Czy to ty?
Swoimi niebieskimi oczyma spojrzał na trawy, którymi targał chłodny wiatr. Spomiędzy nich wyszła znajoma mu szylkretka, która wielkimi zielonymi oczyma wpatrywała się w niego z utęsknieniem.
— Wiedziałam, że żyjesz!
<Krokus?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz