BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

27 października 2026

Od Dzikiej Łapy (Dzikiego Mrozu) CD. Krokusowej Kruchości

Koniec Pory Opadających Liści i początek Pory Nagich Drzew

Dzika Łapa smacznie spał we własnym posłaniu wśród innych uczniów. Różnica wieku, jaka go dzieliła z innymi terminatorami, była ogromna. Te koty mogły być równie dobrze jego potomstwem, gdyby udało mu się wcześniej nawiązać większą więź z Krokusową Kruchością, więc nic dziwnego, że czuł się dziwnie. Nie mógł się doczekać, aż przyswoi ważną dla Klanu Wilka kulturę i zostanie mianowany na wojownika, żeby zasiąść w legowisku wojowników z pozostałymi dorosłymi kotami.
Jednym ze starszych uczniów, którzy ostali się jeszcze w tym legowisku, był Garbata Łapa, który nie grzeszył wdziękiem. Nie poznał go jeszcze do końca, ale zdążył już zauważyć, że Wilczaki starają się omijać go szerokim łukiem, natomiast uczniowie robili sobie z niego najróżniejsze żarty i dokuczali starszemu koledze. Dzika Łapa nie mógł nie zauważyć, jaką niechęcią do czekoladowej pokraki pała Iglasta Łapa, który przemycał do jego posłania igły, kamienie i ciernie. Jednak syn obu mistrzyń nie mógł dostać kary za tak błahe rzeczy. Kocurek był wręcz bezkarny.
— Burzaku, idziemy na trening. — Bezceremonialnie zabrzmiał głos jego mentora, który wsadził łeb do środka. Dzika Łapa od razu się zbudził. Chciał pokazać od początku swoich treningów, że chce należeć do tej społeczności, bo przecież nie miał gdzie indziej wracać i powinien być wdzięczny, że Zalotna Gwiazda darowała mu życie. Krucze Pióro zmierzył go wzrokiem i skinął głową. — Chodźmy. Im szybciej wyjdziemy, tym szybciej wyślę cię na patrol łowiecki.
Dzika Łapa przytaknął mu krótko. Nie miał, co się ekscytować, nie był już świeżakiem ani kociakiem. Wygłupy nie były w jego stylu. Nie poprawiając zmierzwionego futra ani nie biorąc zwierzyny na śniadanie, wyszli z obozu, kierując się głęboko w las. Przez całą drogę milczeli. Podróż może i przez to się dłużyła, lecz ani jeden, ani drugi nie byli gadatliwi. Szli tak przez las, a z nieba prószyło białym puchem, który spadał na drzewa, podszycie oraz ścieżkę. Co jakiś czas otrzepywali się ze śniegu, a gorące oddechy zmieniały się w kłęby pary. Nabierało to swojego uroku. Dzikiej Łapie podobał się las, jednak nadal nie było to coś tak pięknego, jak ośnieżone równiny. Klan Burzy nadal był jego domem, a on nie był przystosowany do gęstego lasu.
— Dzisiaj będę sprawdzać, co umiesz. Nie wiem dokładnie, jak przebiega trening w Klanie Burzy i nie za bardzo mnie to obchodzi. Jesteśmy w Klanie Wilka i musisz umieć to, co pozostałe Wilczaki, czy tego chcesz, czy nie. — Ogonem wskazał na norę, która była pod jednym z drzew. — Dzisiaj zaczniemy od nawigacji w tunelach. Podejrzewam, że miałeś coś podobnego u tych królikojadów, więc powinno pójść z górki.
— Owszem, miałem — przyznał, zauważając ciekawość w zielonych oczach dymnego zastępcy. — Nie wiedziałem, że wy też macie tunele…
— Oczywiście, że mamy. Nie można być gorszym, gdyż jak przyjdzie kiedyś walczyć w tunelach z Klanem Burzy, to musimy mieć równe szanse, jak nie większe.
— Zabrzmiało to, jakbyście planowali inwazje na Klan Burzy — zauważył.
— Może kiedyś się tak stanie… Jednak nie powinieneś chyba się tym martwić, skoro jesteś po dobrej stronie. No, chyba że planujesz być lojalny komuś innemu? — Krucze Pióro rzucił w jego stronę uszczypliwą uwagę. — Pamiętaj, gdzie teraz przynależysz.
— Pamiętam, nie musisz się o to martwić i wiem, że mi nadal nie ufacie, gdyż jestem z innego klanu. Też bym się tak zachował, gdybym został w Klanie Burzy i doszedłby tam ktoś z Klanu Wilka. Jednak sytuacja wygląda tak, że zostałem wygnany za to, że byłem w grupie z kotami, którym nie podobały się rządy Króliczej Gwiazdy. Był on słabym liderem, dlatego jako rebelianci wzięliśmy przyszłość w nasze łapy. Jednak niektórzy okazali się tchórzami i zostali niewolnikami, którzy, jak krety kopią tunele, a ja jestem wygnanym “zdrajcą”. Czy ty też wolałbyś silnego przywódcę, zamiast siedzieć w cieniu kota, który nawet nie interesuję się życiem klanu?
Krucze Pióro z zaciekawieniem wysłuchał jego krótkiej przemowy, jednak nie odniósł się do tego. Ogonem wskazał wejście do tuneli.
— Masz wyjść z drugiej strony tunelu. Jeśli ci się uda, to zrobisz jeszcze tak z dwa razy i potem możemy porozmawiać, jak będziemy wracać do obozu.
Rzeczowo i na temat. Nie zagłębiał się w jego opowieści o Klanie Burzy, Krucze Pióro badał teren, jak bardzo będzie wylewny. Dzika Łapa wiedział, że będzie musiał być też ostrożny w tym, co mówi. Mimo że nienawidził swoich pobratymców, którzy go wystawili i zagłosowali za jego wygnaniem, tak została tam jedna kotka, na której mu bardzo zależało. Krokusowa Kruchość nie mogła ucierpieć. Nigdy. Wiedział, że jeśli kotka chciałaby dołączyć do niego w Klanie Wilka, to źle by się to dla niej skończyło. Już jako więzień dowiedział się, że ten klan ceni silnych i zdrowych. Brutalności również tu nie brakuje. Słyszał i sam widział, jak uczniowie zdobywają swoją rangę wojownika oraz przez co muszą przejść kocięta, żeby zostać uczniami. Krokusowa Kruchość mogłaby nie przetrwać lub nie zostałaby zaakceptowana. Tutaj nie potrzebują kotów do podścielania posłań. Już widział w żłobku, ile jest kociąt. Kociarnia pęka od małych istotek, a kocicom pewnie odpadają uszy od ciągłego skomlenia o mleko.
Zajrzał do wejścia tunelu. Było w nim ciemno, to nic nowego. W Klanie Burzy wszystkie nory i tunele również były ciemne i wilgotne. Teraz jak pogoda stawała się coraz zimniejsza, to i ziemia była coraz bardziej chłodna i ciężka do przekopywania się. Na szczęście Krucze Pióro nie oczekiwał od niego kopania tuneli. Klan Wilka był daleki od sztuki kopania i powiększania sieci tuneli, którymi w Klanie Burzy zajmowali się przewodnicy.
Wszedł do środka, wytężając wszystkie zmysły, kiedy jego wzrok pochłonęła ciemność. Nie szło mu najlepiej. Po tak długim siedzeniu w obozie Wilczaków, jako więzień, wyszedł z wprawy. Szukając przejść pod ziemią, co jakiś czas obijał się o ściany. Jednak czując lekki powiew wiatru, kierował się w stronę jego źródła, unikając ślepych zaułków. W końcu wyszedł na zewnątrz, a przed nim ukazała się sylwetka Kruczego Pióra. Zastępca nie skomentował, jak przebiegło jego ćwiczenie. Czy było za wolno? A może za szybko?
— Na co tak patrzysz? Jeszcze z dwa razy i dopiero wracamy.
Ach, no tak. Dzika Łapa prychnął pod nosem i zawrócił. Zrobił do końca ćwiczenie i wyszedł z tuneli. Mógł powiedzieć, że szło mu coraz lepiej, choć na standardy Klanu Burzy, to był może przeciętnym uczniem, który zaczyna chodzić w tunelach. Skoro odzyskał wolność i mógł ćwiczyć, to na pewno jeszcze wróci do tuneli, żeby poćwiczyć nawigację. Musiał być przecież w formie.

***

Dni mijały, a Dzika Łapa pracował ciężko na patrolach, jak i treningach wraz z Kruczym Piórem, jednak jego nauka nie tylko polegała na zapamiętaniu terytorium, walce oraz polowaniu. Zastępca bardzo mało mówił o wierzeniach w Klanie Wilka i sam Dzika Łapa zauważył, że od dawna nie usłyszał “Na Klan Gwiazdy”, choć w Klanie Burzy była to codzienność. Zdarzyło mu się kiedyś powiedzieć o przodkach, kiedy uciekła mu mała ryjówka. Pamiętał dotąd świdrujące spojrzenie Kruczego Pióra. Było w nim coś oceniającego. Wtedy nie przejął się tym za bardzo, jednak od tamtego momentu relacja z jego mentorem stała się troszkę chłodniejsza.
— Gdzie dzisiaj idziemy? — Przerwał ciszę, brnąc przez śnieg, który zalegał na ziemi. Było go tak dużo, że utrudniał codzienne życie.
— Dzisiaj wspinaczka. Zobaczymy, jak ci pójdzie, skoro na terenach Burzaków nie ma żadnego drzewa. Przynajmniej, jak spadniesz, to nie rozwalisz sobie pyska.
Zobaczy się. Dzika Łapa miał nadzieję, że nie będzie musiał walczyć o życie na wysokościach. Nie wiedział nawet, jak to jest wspinać się na drzewo i skakać z drzewa na drzewo. Jak dotychczas żył na terenach, na których dominowały trawy.
W końcu Krucze Pióro zaprowadził go w miejsce, gdzie rosło drzewo o dość grubym konarze i zaznaczone wieloma ilościami kocich pazurów, pewnie uczniowskich.
— Postarasz się wspiąć tak wysoko, jak tylko potrafisz. Reszta mnie nie obchodzi. Jeśli spadniesz, to przynajmniej na w zaspy, byś sobie łap nie połamał.
Dzika Łapa podszedł bliżej konaru. Nie był gotów. Nie znał podstaw. Skąd mógłby je znać? Jednak wolał się nie pytać mentora. Może jego intuicja podpowie mu, jak wspiąć się wysoko. Pazurami złapał się zimnej kory i na siłę starał się podciągnąć przednimi kończynami.
— Nie! Źle! Próbuj tylnymi łapami się odpychać, a przednimi łapać kory. Inaczej szybciej się zmęczysz! Korzystaj ze swoich pazurów!
Posłuchał się. Nie czuł, żeby mu jakoś lepiej szło. Nie patrząc się w dół, w końcu wspiął się na pierwszą gałąź. Powoli na nią wszedł, bujając się na boki, a ta zaczęła trzeszczeć. Dzika Łapa nie chciał sprawdzać, czy jest na tyle wytrzymała, dlatego skoczył o jedną wyżej. Pech chciał, że spojrzał w dół i wtedy cały świat zawirował. Krucze Pióro wyglądał jak mała mrówka. Był tak maleńki, że Dzika Łapa musiał zmrużyć oczy.
— Nawet dobrze, teraz zejdź i spróbuj jeszcze raz. Pamiętaj, jak spadniesz to na zaspy śnieżne. Nic ci nie będzie. No już! Ruszaj się! — Zastępca, mimo że widział jego strach, zignorował go.
Dzika Łapa przełknął ślinę. Musiał i tak zejść, czy tego chciał, czy nie. Ostrożnie czepiając się kory, rozpłaszczył się na konarze i powolnymi kroczkami zniżał się do mentora. Kiedy był na odpowiedniej wysokości i przestało mu się kręcić w głowie, zeskoczył na biały puch.
— No z ciebie kot do wspinaczek to nie będzie. Jeśli tak wszystkie koty w Klanie Burzy wchodzą na drzewa, to dobrze, że nie macie tam u siebie drzew, bo byście wszyscy się pozabijali. Jeśli już się wytrzepałeś ze śniegu i nic ci nie jest, to wracasz na górę.
Dzika Łapa jedynie westchnął i znów zaczepił swoje pazury o korę drzewa.

***

Dzisiaj znajdowali się na terenach, które podobno zostały odebrane Klanowi Klifu w dawnej walce, kiedy to on jeszcze nie znajdował się na tym świecie, a Krucze Pióro był zaledwie świeżo mianowanym wojownikiem. Dymny opowiadał mu o tym miejscu, jak i poprzednim przywódcy, który rządził Klanem Wilka. Nikła Gwiazda, bo tak nazywał się lider, nie cieszył się dobrą sławą wśród Wilczaków. Podobno słaby i niekonsekwentny na starość, chociaż kto na starość nie robi się słaby? Dzika Łapa nie wnikał w historię klanu, po prostu przytakiwał dymnemu, aż do nich dołączyli inni uczniowie wraz ze swoimi mentorami. Młodzież Klanu Wilka zdyszana po biegu w lesie stała obok niego i z ciekawością przypatrywała się mu. On w przeciwieństwie do nich miał lepszą kondycję. W Klanie Burzy koty ciągle biegają, więc przynajmniej tutaj miał przewagę nad Wilczakami.
— Dzisiaj zaczniemy się pojedynkować — zaczął Krucze Pióro, a wszyscy zwrócili na niego uwagę. Kocur był organizatorem tych ćwiczeń. — Nie atakujemy z wyciągniętymi pazurami, zostawicie je na później, kiedy dojdzie do waszego mianowania.
Wilczaki zawyły bojowo i mentorzy podobierali młodszych w pary, tak by pasowali do siebie wiekiem i umiejętnościami, a on? Jemu został do wyboru Krucze Pióro oraz niechciany przez wszystkich Garbata Łapa, który przypatrywał się mu z oddali.
— Na początku zawalczysz ze mną, Burzaku, a potem z Garbatą Łapą. Stawaj do sparingu.
Posłuchał go. Wyszedł naprzeciw Kruka, ugięty na łapach, gotów do przyjmowania ataków oraz wykonywania uników. Dymny ruszył sprawnie w jego stronę i zamachnął się łapą, którą od razu wycelował w pysk kocura. Sprawnie uniknął ciosu i również ruszył do walki na bliski dystans, gdzie miał więcej szans. Pchnął kocura i szczękami złapał za przednią kończynę kocura, po to, by zaraz szarpnąć go z powrotem w jego kierunku. Lecąc na niego, Krucze Pióro uwolnił się z uścisku i znów uderzył go z góry, prosto w pysk. Dzika Łapa cofnął się o krok, czując pieczenie w miejscu uderzenia. Schylił się na łapach, gotów do ataku z dołu. Wyskoczył w stronę kocura, łapiąc go szczękami za gardło i stając na tylnych łapach, zmuszając również zastępcę, żeby stanął dęba. W dość niedogodnej pozycji, gdzie oboje mogli się łatwo wywrócić, zaczęli się siłować. Ku zaskoczeniu Dzikiej Łapy, Krucze Pióro również był silny. Dymny w pewnym momencie odepchnął go od siebie przednimi łapami i podciął nogi tak, że Dzika Łapa upadł na śnieg. Przycisnął go do białego puchu, jednak też sprawiało to kocurowi problem, gdyż uczeń nadal walczył, nie dając mu wygrać. Kiedy zauważył, że zastępca stracił czujność, również podciął mu łapy i zaczęli się szamotać w śniegu.
— Oj, Krucze Pióro, chyba będzie remis z Burzakiem — zaśmiał się Sowi Zmierzch, który przyglądał się całemu ich sparingu. — Albo ktoś tutaj się starzeje.
Dymny kocur oderwał się od Dzikiej Łapy i stanął na cztery łapy, przy okazji ciężko dysząc. Puścił poirytowane spojrzenie liliowemu wojownikowi i odchrząknął pod nosem.
— Niech będzie remis — warknął od niechcenia. — Garbata Łapo! Jesteś następny do sparingu z Dziką Łapą, szykuj się. A ty, Dzika Łapo, masz chwilę na odpoczynek.
Również wstał na cztery łapy. Był zmęczony. Krucze Pióro nie był słabym wojownikiem, a on mu dorównywał, chociaż czuł, że jeszcze brakowało mu doświadczenia.
— Gotowi? Już odpoczęliście i się przyszykowaliście?
Oboje uczniów kiwnęło głową.
— W takim razie walczcie!
Dzika Łapa spiął mięśnie i rzucił się na Garbatą Łapę.

***

Pora Nowych Liści

Był wczesny ranek, rześkie powietrze uderzało w koty, a nad tłumem zbierały się kłęby chmur. Natomiast on stał w gotowości, wywołany do walki z przeciwnikiem, którego właśnie miała przedstawić mu Zalotna Gwiazda. Szylkretowa liderka stała na mównicy, patrząc na niego z góry, a pod nią siedzieli oboje zastępców, w tym Krucze Pióro, który mierzył go ostrym wzrokiem, mówiącym “Wygraj, inaczej sam obedrę cię ze skóry”. Tłum Wilczków, który zebrał się na tę uroczystość, z zaciekawieniem obserwował go oraz robił zakłady, czy wygra ze swoim przeciwnikiem.
— Gruba Rybo! — wypowiedziała głośno imię rudego wojownika o płaskim pysku. — Zawalczysz z Dziką Łapą. Niech wygra najlepszy.
Szum mruknięć i zdziwionych miauknięć przeszedł po tłumie wojowników, a z nich wyłonił się ów rudzielec, który od razu wysunął swoje pazury.
— Zaczynajmy więc… — powiedział Gruba Ryba swoim gromkim głosem.
Dzika Łapa skinął mu głową i od razu ruszył w jego kierunku. Normalnie zaczyna się od obchodzenia dookoła swojego przeciwnika. Daje to szansę na spostrzeżeniu jego słabości, jednak on czuł się dzisiaj wyjątkowo pewnie. Był w pełni sił i już wiele bitew z innymi uczniami udało mu się zaliczyć. Czuł w powietrzu, że uda mu się wygrać z rudzielcem. Wskoczył na jego barki i przeturlali się po ziemi. Pazury wbił mocno w cielsko wojownika, jednak kocur był od niego cięższy i nawet większy, dlatego podczas koziołkowania i drapania, uwolnił się, odskakując od Grubej Ryby.
— Nieźle, szybki jesteś… — skomentował rudzielec, przecierając łzawiące oczy.
Nie umknęło to jednak uwadze Dzikiej Łapy. Ciągle łzawiące oczy Grubej Ryby dawały mu więcej szans na zadawanie kolejnych ciosów, jednak musiał uważać na gabaryty kocura. Nie spodziewał się tego, że on sam okaże się lżejszy i mniejszy od przeciwnika. Tym bardziej że dotychczas to on robił za większego i silniejszego.
Powtórzył atak, tylko tym razem nie starał się przewrócić kocura siłą. Musiał działać mądrze i szybko. Gdyby wskoczył tamtemu na plecy, to nie zdołałby go obalić. Została opcja podcięcia nóg, więc tak zrobił. Z nieukrywanym trudem uderzył łapami o wielgaśne kończyny kocura, który spadł na ziemię.
Mam cię!
Uradowany przyszpilił go i zaczął kąsać i drapać po barkach, plecach i uszach. Gruba Ryba, jednak miał inny plan i przewrócił się z brzucha na plecy, przygniatając go pod sobą. Dzika Łapa ukąsił go w żebra i wygramolił się spod wielkiego rudego cielska, po to, by skoczyć na jego brzuch. Miękki, puchaty i łatwy do zranienia. Skupiając się na celu, nie zauważył, jak Gruba Ryba machnął swoim wielkim łapskiem z wysuniętymi pazurami w jego pysk. Krew prysnęła po jego białym futrze, a on poczuł pieczenie i mrowienie w miejscu, gdzie trafiły go pazury przeciwnika. Nie przestając drapać rudego wojownika, udało mu się dosięgnąć do jego szyi i złapać ją zębami. Kiedy tylko tamten starał się bronić i oderwać go od siebie, Dzika Łapa mocniej zaciskał kły na jego szyi. Wiedział, że nie może go zabić, gdyż to tylko zwykła walka na zostanie wojownikiem, jednak czekanie na zakończenie tego pojedynku przez Zalotną Gwiazdę trwało wieczność!
— Koniec! — powiedziała w końcu liderka, na co ten puścił swojego przeciwnika. Przywołała go do siebie końcówką ogona. — Ja, Zalotna Gwiazda, przywódczyni Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Dzika Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Swój klan… Nie czuł się jeszcze częścią tego klanu, tym bardziej że koty pamiętały, kim był. A dla nich był zwykłym Burzakiem. Kotem zza lasu, który biegał po równinie i codziennie zajadał się królikami. Kotem o lisim sercu. Nieszanującym granic. Słyszał te wszystkie stereotypy o kotach z jego poprzedniego domu. Jednak... Jednak musiał się odciąć od swojej przeszłości. Musiał zostać Wilczakiem. Kotem, który miał nieść pomstę za zmarłego Tańcujące Pierze.
— Przysięgam.
— Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Dzika Łapo, od tej pory będziesz znany jako Dziki Mróz. Klan ceni twoją siłę i lojalność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka. — Wilczaki zawiwatowały, wyjąc i skandując jego imię.
On natomiast zrozumiał przesłanie w jego nowym imieniu. Mróz miał odnosić się do jego przeszłości. Znaleziono go w poprzedniej Porze Nagich Drzew, odtrąconego przez Burzaków, obcego, który wtargnął na teren Klanu Wilka. Jego wojownicze imię będzie mu przypominało, kiedy dołączył do tego klanu.
— Jesteś ranny — mruknęło do niego cicho Roztargniony Koperek, którego ten nie zauważył. Wzdrygnął się na dotyk medyka, który sprawnie zajął się jego ranami. — Nie ruszaj się tylko.
Zerknął wtedy na Grubą Rybę, który też był opatrywany. Przez jego grubą i rudą sierść nie widać było aż tak bardzo ran. Teraz jednak mógł dostrzec, ile rudzielec miał zadrapań i ugryzień, kiedy liczył opatrunki, które mu zakładał Chudy Grzbiet. On natomiast był cały w krwawych śladach, które straszyły innych na jego biało-rudym futrze.
— Gratulacje, Dziki Mrozie. Oficjalnie jesteś wojownikiem Klanu Wilka — pogratulował mu Krucze Pióro, który cieszył się wygraną swojego ucznia, choć starał się tego nie okazywać na zewnątrz. — Jednak pamiętaj, że to nie koniec naszej nauki. Jeszcze będziesz edukowany co do naszych tradycji.

***

Kilka dni po mianowaniu na wojownika

Spacerował samemu po lesie. Szukał czegoś, jednak sam nie wiedział konkretnie czego. Koty z klanu mogły powiedzieć wręcz, że marnował czas, jednak ostatnimi czasy dużo rzeczy się zmieniło. Był wojownikiem. Teraz inaczej na niego patrzyli, choć niektórzy jeszcze pytali go o przeszłość. Nie wstydził się tego, kim był dawniej i kim stał się teraz. Jednak bolała go jedna rzecz. Bolało go to, że tęsknił za jedyną kotką, dla której zrobiłby wszystko. Kotką, której nikt w Klanie Wilka nie był w stanie mu zastąpić. Była to Krokusowa Kruchość, z którą ciągle chciałby mieć kontakt. Kotka, która była jego drugą połówką serca. Może dlatego spacerował przy granicy ze swoim starym domem? Podświadomie liczył na to, że znów ją spotka?
Niczym widmo przemierzał zarośla wzdłuż granicy, maskując się w topniejącym śniegu, kiedy zatrzymał go znajomy głos.
— Dziki Berberysie! Czy to ty?
Swoimi niebieskimi oczyma spojrzał na trawy, którymi targał chłodny wiatr. Spomiędzy nich wyszła znajoma mu szylkretka, która wielkimi zielonymi oczyma wpatrywała się w niego z utęsknieniem.
— Wiedziałam, że żyjesz!

<Krokus?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz