Po spotkaniu medyków
— Macie coś na katar? — miauknęła, wpatrując się w bursztynowe oczy rówieśniczki. Bryzka pokiwała głową.
— Tak! Wydmuchiwałaś już w coś nos? Jeśli nie masz pod łapą żadnego liścia, to możesz sobie wydmuchać w ogon. Swój albo kogoś, kogo nie lubisz — powiedziała, uśmiechając się z rozbawieniem. Pochwyciła łapą zioło z najbardziej zacienionego kącika, które wydawało jej się odpowiednie. Pięciornik kurze ziele leżał teraz u stóp kruczoczarnej kocicy, która już miała się schylać po to, żeby je spożyć. Ulistniona, wzniesiona roślina o żółtych kwiatach, aromatycznym zapachu i ostrym smaku aż sama się prosiła o to, żeby się nią zainteresować.
Nagle pojawił się przed nimi Chudy Grzbiet i zwinął medykament tuż sprzed nosa zielonookiej. Szara podniosła brew ze zdziwieniem.
— Bryzowa Łapo, co ty wyprawiasz?! — najeżył się, patrząc na nią teraz karcąco. Zmarszczył nos, a potem zastrzygł wąsami. Wilczaczka poczuła, jak lekko zapada jej się serce. — Na katar podajemy zioła wzmacniające, czyli kwiaty jakubka, płatki stokrotki lub jałowiec. Nie możesz rozrzucać na prawo i lewo ziół, jakie ci się nawiną pod łapę! — mówił, wreszcie wycofując się sprawnie do składzika, po paru uderzeniach serca wracając z małym zawiniątkiem.
— A temu co? Chciałaś mnie otruć, Bryzowa Łapo? — zapytała podejrzliwie czarna, strzepując wąskim ogonem. Szara pokręciła głową, zdziwiona tak absurdalnym pytaniem.
— Po co! Myślisz, że miałabym z tego jakikolwiek zysk? Albo, że mi się podoba, że tak na mnie krzyczy? — syknęła, kręcąc głową. Jeśli podała jej cokolwiek szkodliwego, to nie zrobiła tego przecież po złości. Najzwyczajniej w świecie nie wiedziała jeszcze za wiele, ponieważ jej mentor był zawsze zapracowany i na treningach czasami miała trudności z zapamiętaniem, jeśli było zbyt dużo materiału do przyswojenia. Lub w drugą stronę – za mało ziół do poznania.
Gdy położył je przed Wodnikową Łapą, koteczka obejrzała się raz jeszcze na dwójkę, a potem ostrożnie spożyła medykament, oblizując policzki i wysuwając język w obrzydzeniu. Lek z pewnością był gorzki, ale musiała go przyjąć, jeśli chciała wyzdrowieć. Następnie, bury podał jej liść, w który kazał jej dokładnie wysmarkać nos, a potem podszedł do szylkretowego wojownika jako następnego. Bryzowa Łapa przyglądała się całemu procesowi, próbując spamiętać, co dokładnie ze sobą zabrał niebieskooki. Zamierzała go również o to zapytać, gdy już upora się z dolegliwościami chorych. Charakterystyczna bulwa o zielonych, tym razem ususzonych, ale nadal zdatnych liściach pojawiła się przed ostatnim pacjentem.
— Dotknij zranionym miejscem cebulek. Uważaj, żeby mi tu nie nakruszyć — burknął, przysuwając poduszką kulkę do starszego. Pszczeli Rój kiwnął głową, a Bryzowa Łapa zamruczała, w dalszym ciągu bacznie śledząc proces. Ostry, pikantny zapach poniósł się po legowisku. Prędko rozwiały go mroźne szpony Pory Nagich Drzew, ale póki trwał, to szara koteczka się go nawdychała i potem odniosła wrażenie, jakby automatycznie stała się jakaś taka… zdrowsza. Wojownik opuścił legowisko po podziękowaniu za usługę, a wychudzony Wilczak podszedł sztywno do swojej podopiecznej.
— Skaczę wiecznie wokół każdego. Roztargniony Koperek jest starsze i obolałe, więc przejmuję część jeno obowiązków. Codziennie masz styczność z ziołami, muszę jeszcze ciebie wyszkolić, Bryzowa Łapo, a gdyby tego było mało, to ta przepowiednia też mi nie ułatwia! — zawołał, a szylkretka poczuła się tak, jakby jedynie mu namieszała, zamiast pomóc. Owszem, podała Wodnikowej Łapie nie ten medykament, który trzeba było, ale przecież nie zrobiła tego specjalnie! Spojrzała z wyrzutem na burego kocura, a potem źrenicami powędrowała do Roztargnionego Koperku, które obecnie odpoczywało. Uczennica dostrzegała, jak wiele brał na siebie Chudy Grzbiet, aczkolwiek z drugiej strony w ogóle nie potrafiła zrozumieć, dlaczego miał do niej tak mało zrozumienia. W dodatku, gdyby tak wiele nie robił i nie skakał wokół każdego z najmniejszą ryską, to może nauczyłaby się więcej, a obecnie nie mogła wcale pochwalić się wiedzą, mimo że wewnętrznie czuła, że wiedziała, to w rzeczywistości nie wiedziała więcej od przeciętnego wojownika. Znała jedynie podstawy podstaw.
Wyleczeni: Wodnikowa Łapa, Pszczeli Rój
[825 słów + wyleczenie postaci NPC]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz