— Jagnięcy Ukłonie, już czas! — Ćmia Łapa szturchnęła leżącą w legowisku kotkę. Firmamentowa Łapa spojrzał na swoją własną mentorkę przez chwilę. Zdecydował się wyjść z legowiska, gdyż robiło się tam tłoczno i… głośno. Kocur stanął przed legowiskiem medyków, czekając, aż reszta się zbierze. Nie chciał jednak iść pierwszy, to na pewno. Nie chciał być hop siup do przodu, jak to się mówi, to w końcu jego pierwsze zgromadzenie medyków.
— Już? Ach tak, tak... — miauknęła w odpowiedzi, podnosząc się na łapy. — Ruszamy... — mruknęła cicho i ruszyła nieco sztywno do przodu. Ćmia Łapa pomogła mentorce wstać, aby mogła na spokojnie rozprostować nogi. Na nich na zewnątrz czekał już Firmamentowa Łapa, który wziął ją z drugiej strony. Skinął do medyczki, ruszając obok niej. Nie chciałby być nieuprzejmy, mówiąc to na głos, jednak wyglądała na słabą, tak więc chciał ją w razie czego asekurować. Jego mentorka jednak zajęła miejsce u boku medyczki, liżąc ją w bark.
— Chodźmy… — miauknęła Księżycowa Aldrowanda, po czym spojrzała na najmłodszych uczestników wyprawy, posyłając im zachęcający uśmiech. Kocur uśmiechnął się do niej, a gdy ta odwróciła się, spojrzał na bok. Czuł się trochę odosobniony z początku, w końcu nie od razu wybrał drogę medyka. Rozumiał, że to kotki, które dłuższy czas spędziły z Jagnięcym Ukłonem, chciały być bliżej niej przy tej wyprawie. Szedł więc z boku, jakby trzymając łapę na pulsie.
— Dziękuję wam — wymruczała cicho główna medyczka. Szli powoli, nie śpiesząc się, aby utrzymać tempo najstarszej. Jego mentorka co jakiś czas zerkała na niego, aż w końcu odezwała się.
— No i jak emocje, jesteś podekscytowany, Firmamencie? — spytała.
— Uśmiechnął się do kotki. — Oczywiście, że tak. Czekałem bardzo długo na to, aby w końcu oficjalnie dostąpić tego zaszczytu mianowania na ucznia wśród reszty medyków i dostania snu i... — Trochę speszył się przez swoje podekscytowanie. Kotka nawet mu o takich rzeczach nie zdążyła opowiedzieć. — Przepraszam, rozmawiałem na zgromadzeniach z innymi kotami, które co nieco wiedziały na ten temat. Bardzo chciałem w końcu sam to przeżyć.
— Za nic nie przepraszaj, to bardzo dobrze, że rozmawiałeś z innymi kotami na ten temat. Dobrze jest dowiedzieć się więcej o czymś, co chce się w życiu robić, czyż nie? — miauknęła kotka, po czym posłała mu uśmieszek i pacnęła go w grzbiet ogonem. — I nie przejmuj się tyle, bo cię pożrą słonie. A teraz cisza, bo zaraz będziemy na miejscu!
Po długiej przeprawie w końcu dotarli do tunelu. Rudzinka westchnęła, wysuwając się nieco naprzód.
— Teraz trzymajcie się blisko mnie i zapamiętajcie drogę, bo nie wiadomo, kiedy przyjdziecie tu już beze mnie — miauknęła łagodnie.
— Nawet tak nie mów, Jagnięcy Ukłonie! — zamruczała Ćmia Łapa.
— Aldrowando, może ja z Firmamentem weźmiemy brzegi a ty przód? Boje się, że może być za stromo dla Jagnięcego Ukłonu, co myślisz?
Szylkretka parsknęła, słysząc słowa Jagny, po czym przytaknęła Ćmiej Łapie.
— Oczywiście, dobry pomysł, Ćmo — odparła, po czym sama wysunęła się na przód grupy. Gdy kotka ruszyła do przodu, zajął jej miejsce u boku Jagnięcego Ukłonu. Byli już blisko, nie wiedział sam czemu, ale czuł to...
— Ćmia Łapo, nic nie poradzę, że jestem coraz starsza — mruknęła, a gdy decyzja padła bez jej zgody pokręciła łbem. — Spokojnie, nic mi nie będzie — mruknęła, ale najwyraźniej prawo głosu jej zabrano, bo towarzyszące jej koty się przegrupowały. Nie czekając na ich protesty, wysunęła się i ruszyła pierwsza. — Zapamiętajcie wszystkie skręty — poinstruowała ich, a następnie poprowadziła w głąb.
— Może jesteś już coraz starsza, ale kipisz energią kociaka! — zaśmiała się Ćma, na co Firmament sam pod nosem uśmiechnął się. Jagienka uśmiechnęła się rozbawiona.
— Tak twierdzisz? O widzę światełko w tunelu — miauknęła kremowa.
— To światełko sadzawki! Musisz jeszcze trochę poczekać! — zaśmiała się Ćmia Łapa, jednak Firmamentowej Łapie do śmiechu nie było. Komentarze medyczki wywoływały w nim stres, że się zdąży jeszcze dzisiaj nauczyć, jak przywrócić kota do żywych przez masaż serca…
— No dobrze, bez żartów. Jesteśmy — miauknęła Jagnięcy Ukłon, wchodząc do środka. Przeniosła wzrok na swoich podopiecznych i posłała im łagodny uśmiech, po czym podeszła bliżej. — Witaj Wdzięczna Firletko, jak twoje zdrowie?
Gdy wszedł do jaskini, jego oczy wręcz zabłysły. Sadzawka mieniła się przewspaniale, a na ścianach widniały rysunki, które zapewne kryły za sobą tajemnice ich przodków. Może Księżycowa Aldrowanda kiedyś mu o nich coś opowie? Stawiał kroki powoli, jakby miał zniszczyć to święte miejsce, chociaż w ziemi widział wybite łapy i pazury medyków, którzy przybywali tu księżyce przed nim. Nie mógł uwierzyć w to, że stoi teraz w tak pięknym miejscu. Jak można chcieć czegoś innego od życia, zostania jakimś tam wojownikiem... Czemu wcześniej nie zdecydował się na zmianę ścieżki? Usiadł z boku, oglądając nadal malunki na ścianach. Zerknął na chwilę na resztę medyków, jednak nie potrafił jakoś tego wieczoru do nikogo zagadać. Był nowy w tym wszystkim, nie chciał się zbłaźnić, w końcu medycy dzielą się wiedzą o ziołach, a on zna same podstawy! Odwrócił się znów do ściany, patrząc na jednego z namalowanych... chyba kotów. Cóż, to przypominał mu przynajmniej kształt. Sam chciałby robić takie malunki na ścianach, może nie lecznicy, ale tuneli pod Klanem Klifu, być może... W końcu bawił się już w robienie zabawek dla kociaków ze żłobka. Jak trudne może być stworzenie malunku? Może da artystycznej duszy zaszaleć? Reszta kotów rozmawiała nadal, ale jego kompletnie pochłonęły historie wymalowane na kamieniu. Już uciekał myślami do tego, jak sam mógłby dla przyszłych pokoleń zostawić historię Klanu Klifu, gdy nagle usłyszał, że medycy przechodzą do ceremonii, więc odszedł od ściany, siadając między nimi. Miał nadzieję, że nie wygląda jak jakiś szaleniec... Poprawił więc swoje futro i wypiął do przodu pierś, poważniejąc.
— Witam was wszystkich w tę piękną, chociaż mroźną noc — zaczęła Jagnięcy Ukłon, omiatając wszystkich kobaltowym spojrzeniem. — Jak pewnie wiecie Ćmi Księżyc odeszła. Niemniej chciałam i tak oddać jej hołd, bo dzięki niej mogła nauczyć kolejne pokolenie medyków — miauknęła, a następnie na chwilę umilkła, zamykając oczy. Kiedy je otworzyła, przeniosła wzrok wpierw na Księżycową Aldrowandę. — Wystąp — miauknęła łagodnie. Kiedy kotka wykonała polecenie, Jagienka kontynuowała. — Ja, Jagnięcy Ukłon, medyczka Klanu Klifu, wzywam moich wspaniałych Przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała wytrwale, aby poznać drogę medyka i pod waszym okiem nieść pomoc kotom w Klanie Klifu. Aldrowandowa Łapo, czy przysięgasz wiernie podążać ścieżką kodeksu medyka, trzymać się z daleka od rozlewu krwi i nieść pomoc wraz z ukojeniem, nawet za cenę swojego życia?
— Przysięgam na życie moje, moich pobratymców i Gwiezdnych — odparła kotka. Kocica spoglądała na córkę z dumą w kobaltowych oczach. Słysząc jej odpowiedź, skinęła łebkiem. — Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię medyka. Aldrowandowa Łapo, od dzisiaj będziesz zwana Księżycową Aldrowandą. Wielcy Przodkowie doceniają twoją dobroć i chęć niesienia pomocy oraz witają cię jako pełnoprawnego medyka Klanu Klifu. Noś imię z dumą i radością. Bądź kojącą bryzą dla rannych i chorych — miauknęła. Odczekała moment, by imię rozbrzmiało, a następnie przeniosła wzrok na Ćmę. — Ćmia Łapo, wystąp — kontynuowała spokojnie. Kiedy młodsza wykonała polecenie, rudzinka kontynuowała. — Ja, Jagnięcy Ukłon, medyczka Klanu Klifu, wzywam moich wspaniałych Przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała wytrwale, aby poznać drogę medyka i pod waszym okiem nieść pomoc kotom w Klanie Klifu. Ćmia Łapo, czy przysięgasz wiernie podążać ścieżką kodeksu medyka, trzymać się z daleka od rozlewu krwi i nieść pomoc wraz z ukojeniem, nawet za cenę swojego życia?
— Przyrzekam na Klan Gwiazdy, że będę godną uzdrowicielką i łącznikiem przodków.
Uśmiechnęła się i również spojrzała z dumą w oczach na uczennicę. Skinęła łebkiem na jej słowa.
— Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię medyka. Ćmia Łapo, od dzisiaj będziesz zwana Ćmim Lotem. Wielcy Przodkowie doceniają twoją troskę i czyste serce oraz witają cię jako pełnoprawnego medyka Klanu Klifu. Noś imię z dumą i radością. Bądź dla cierpiących niczym chłodna woda w gorące dni — miauknęła. Po czym spojrzała na Firmamenta.
— Chciałam również ogłosić, że Klan Klifu ma kolejnego ucznia medyka, Firmamentowa Łapo witamy w gronie medyków i powodzenia na ścieżce szkolenia — po tych słowach wycofała się i usiadła. Zdecydowanie się zmęczyła podróżą, staniem i mową. Skinął głową medyczce na jej słowa i wstał.
— Dziękuję, Jagnięcy Ukłonie. To zaszczyt zasilać szeregi Klanu Klifu jako jeden z przyszłych medyków. — odezwał się, po czym usiadł znów. Ogon jego mentorki musnął na jego boku delikatnie, na co odpowiedział lekkim uśmiechem. Miał nadzieję, że mentorka będzie z niego dumna… Jagnięcy Ukłon z trudem podniosła się na łapy. Skinęła łebkiem na znak i podeszła do źródełka. Pochyliła się i napiła tyle ile powinna, a następnie się ułożyła i zamknęła oczy. Rozejrzał się, widząc, że medycy robią to, co Jagnięcy Ukłon, więc podążył jej śladami. Pochylił się, wziął łyk wody, po czym położył się przed sadzawką. Woda smakowała... Inaczej niż zwykła woda. Cóż, może to dlatego, że była pod ziemią, w jaskini, jednak zanim zdążył się nad tym bardziej zastanowić, odpłynął w sen...
⚜⚜⚜⚜┄┄Sen┄┄ ⚜⚜⚜⚜
Przed oczami klifiaków rozciągał się widok na wysoki, stromy klif. Szara, zimna skała prześwitywała przez cienką warstwę gleby. W tych warunkach przeżyć mogły jedynie najlepiej przystosowane rośliny. Ciemne iglaste krzewy rosnące niemal przy ziemi były nieustannie szargane silnym wiatrem. Nie ustępowały jednak. Ich chęć przetrwania utrzymywała je przy życiu, zmuszała do ciągłego rozrastania się, ciągłej walki. Ku szczytowi klifu pięła się wąska, lecz widoczna ścieżka, wyraźnie wydeptana przez kota, który mimo najlepszych chęci nie potrafił ukryć swojego tropu. W powietrzu unosił się silny, lecz znajomy zapach; ulotna natura snu uniemożliwiała jednak dopasowanie go do jednej, konkretnej osoby. Ścieżka bliskiego klifiaków, lecz jednocześnie tak dalekiego kota musiała być niegdyś miejscem, gdzie pięły się iglaste krzewy – na ziemi wciąż leżały ich połamane, martwe gałązki. Ten afront wydawał się wzbudzić złość w porastającej klif naturze, która pozwoliła roślinom na wyciągnięcie swych łapczywych pędów ku wydeptanej ziemi, wciąż pamiętającej obecność intruza. Śledziły go, polowały na niego, by zemścić się za odebranie tego, co należało do nich. Sympatia kazała ratować kota, ostrzec go przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, jednak... Czy na nie nie zasłużył? Czy to nie była sprawiedliwość? Klifiacy nie mieli czasu na rozwiązanie. Ich myśli zostały zagłuszone przez głośny huk. Czy to klif walił się, łamiąc splecione ze sobą gałęzie krzewów i zgniatając ich liście, czy to znajomy kot runął do ciemnej otchłani, tracąc podłoże, niegdyś utrzymywane przez korzenie – tego żadne z nich nie mogło się już dowiedzieć. Wszystko zamieniło się w czerń, a zebrane koty obudziły się w miejscu spotkania.
»»————- ⚜ ————-««
Obudził się gwałtownie, rozglądając się po innych medykach, którzy budzili się powoli ze snu. Otrzepał się i wstał, patrząc znów na malunki na ścianach jaskini. Kim mógł być ten tajemniczy kot..?
[1698 słów, szkolenie medyka + udział w spotkaniu medyków]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz