W czasie Pory Nagich Drzew…
Cieszy mnie to niezmiernie. Choć na przestrzeni księżyców poznałem wiele kotów, których nazwać mógłbym swoimi przyjaciółmi, to Świergotek jest zdecydowanie z nich wszystkich najbardziej przyjacielski.
Zawsze chce ze mną jeść rano i często je to samo, czasem nawet z tej samej zwierzyny. Chce chodzić ze mną na patrole. Kilka razy wybrał się ze mną i z Łysiczką na trening, mimo że ma swoje zobowiązania i inne zadania. Z jakiegoś bliżej nieznanego mi powodu, zaczął również spać na tej samej gałęzi co ja. Ja mu mówię, że na swojej miałby więcej miejsca, ale nie przemawiają do niego logiczne argumenty. Hm.
Co jest dla mnie mniej osobliwe, a za to niespodziewanie miłe, to to, że Świergotek zadaje mi bardzo dużo pytań, w celu zrozumienia sposobu mojego funkcjonowania.
– Borowiku, dlaczego… gryziesz ten patyk…? – spytał pewnego razu, kładąc się obok mnie na legowisku.
Zmarszczyłem brwi i wyplułem patyk na moje łapki.
– No… nie wiem. Tak jakoś… lubię tak – mruknąłem, przeżuwając resztki kory.
A on tylko pokiwał głową, nie mówiąc już nic więcej na ten temat.
Takie pytania w ciekawy sposób prowokują mnie do głębszego analizowania moich własnych reakcji, przez co mogę lepiej zrozumieć sam siebie. Po całonocnym rozmyślaniu nad pytaniem rudego kocurka doszedłem do wniosku, że mogłem gryźć patyk, bo ostatnio odczuwałem dość silny niepokój na skutek tego wszystkiego, co się dzieje teraz w Owocowym Lesie… Nie, żeby nie były to dobre zmiany. Nie, żebym jakoś specjalnie je analizował. Po prostu wyprowadzają mnie z równowagi…
Ja, z kolei, chociaż nadal skupiam się przede wszystkim na obserwacji Świergotka, staram się z nim komunikować coraz więcej. Moim celem jest pełna synteza tych dwóch umiejętności. Wydaje mi się, że wychodzi mi to coraz lepiej.
Na przykład zauważyłem niedawno, że Świergotek lubi jeść nornice. Ale gdybym nie zapytał, nie dowiedziałbym się, że nornica to również pierwsze zwierzę, którego spróbował jako kociak.
Znam porę, o której budzi się regularnie każdego dnia. Potrafię ocenić stopień jego zmęczenia po tym, jak bardzo jego powieki są opuszczone. Wiem, że nie lubi, jak się do niego mówi, gdy jest zdenerwowany. Jestem również w stanie wymienić pięć rzeczy, mających taki sam specyficzny odcień niebieskiego jak jego oczy.
To są, jak mniemam, najbardziej podstawowe informacje, które przyjaciel powinien mieć o drugim przyjacielu.
***
Niebo z jasnoniebieskiego stopniowo zmieniało się w szafirowe, przechodząc w coraz głębsze, ciemniejsze odcienie. Odpoczywałem po długim dniu treningów z Łysiczką, z łapkami zawiniętymi pod siebie. Po jakimś czasie usłyszałem znajomy dźwięk skrobania pazurami o korę drzewa i już po chwili zza pnia wyłonił się Świergotek.
– Hm. Witaj, Świergotku – spojrzałem na kocura, nie podnosząc mojej ciężkiej główki z gałęzi.
Rudy kocurek burknął coś, co prawdopodobnie również było przywitaniem. Ułożył się wygodnie przy mnie, kładąc swój pysk na moim karku, wsuwając nosek w moje futerko.
Otworzyłem szerzej oczy, po czym niemal od razu zmarszczyłem brwi.
– Uh. Ale że… co robisz? – spytałem, nie kryjąc konsternacji.
– Leżę, Borowiku. Jak widzisz – mruknął, zaspanym głosem.
– Ah. No, widzę… no tak. Hm.
Rozluźniłem się nieco, wciskając moje zgięte łapki głębiej pod siebie.
Kolejna rzecz, do której chyba muszę się po prostu przyzwyczaić. Świergotek wykonuje wiele przyjacielskich gestów, których nie widziałem u żadnych innych przyjaciół…
– I… i to tak… robi się normalnie…? – zagadnąłem, uspokojony, wpatrując się w ciemność.
– Tak, Borowiku, zapewniam cię, że to dość standardowe zachowanie wobec partnera – odpowiedział nonszalancko w moje futerko.
Huh.
Zastygłem w miejscu, marszcząc brwi tak intensywnie, że aby oddać szok, jaki wtedy przeżyłem, musiałaby mi chyba wyrosnąć dodatkowa ich para.
Zorientowałem się, że rudy również zastygł. Po chwili podniósł głowę i spojrzał na mnie. Ja również spojrzałem.
– Borowiku.
– Hmmm…
– Czy ty…?
– Mhm.
– Myślałeś, że… – brnął dalej.
– …Przyjaźnimy się, tak – przyznałem w końcu, nerwowo obiegając otoczenie wzrokiem.
Rudy kocurek był wyraźnie zbity z tropu. Jemu też zdecydowanie przydałaby się dodatkowa para brwi…
– Ale… ale dlaczego, na Wszechmatkę… – zaczął z irytacją, ale szybko zmienił ton na spokojniejszy, biorąc głęboki wdech. Tak jak ja obiecałem mu starać się lepiej komunikować, tak on obiecał mi, że będzie spokojniejszy. – Okej. Okej… Dlaczego… tak myślałeś?
– No… no bo nie mówiłeś nic.
– Dosłownie od pół księżyca śpimy w jednym legowisku, Borowiku. Jemy z tej samej zwierzyny.
– Kociaczki też śpią w legowisku z rodzicami… I też im czasem… mama jedzonko przeżuwa, jak za małe są jeszcze, a chcą mięsa.
– Nie jesteś kociakiem, Borowiku, to nie jest…- Chwila. Serio ci mama przeżuwała jedzenie, jak byłeś kociakiem? – Przechylił głowę na bok.
– Poza tym… – kontynuowałem, unikając odpowiedzi na zadane pytanie. – Wczoraj powiedziałem ci, że jesteś moim najlepszym przyjacielem, a ty przytaknąłeś. Uznałem więc, że… dosłownie przytakujesz na stwierdzenie naszej przyjaźni.
– Byliśmy… byliśmy w tłumie, myślałem, że mówisz tak, bo… bo nie chcesz jeszcze mówić nikomu…
Pokręciłem dynamicznie głową na boki.
Zapadła cisza. Widziałem kątem oka, jak Świergotek nerwowo rusza na boki szczęką i zaciska zęby, patrząc w noc.
– No dobra… – westchnął. – To… teraz już wiesz. Co ty na to?
– Na co?
– Na… wywyższenie… stopnia naszej relacji w hierarchii… relacji – wyjaśnił, próbując naśladować mój sposób mówienia.
Skrzywiłem się.
– Nie mów tak więcej. To… dosyć żenujące. Poza tym powtórzyłeś dwukrotnie słowo “relacja” – pokręciłem głową z dezaprobatą, próbując wymazać to zdarzenie z pamięci.
Zamyśliłem się na chwilę.
– Ale… ale, no… myślę, że… może zostać, tak jak jest. To znaczy… stopień wyżej w hierarchii. – Zerknąłem w bok.
– Jesteś pewien?
– Tak, to… to wiele wyjaśnia z… no, twojego zachowania i… i otwiera, bądźmy szczerzy, szereg nowych możliwości… i ten. No. To tyle.
– Dobra.
– Dobra.
Poczułem, jak Świergotek ponownie kładzie się przy mnie, tak, jak wcześniej. Wyciągnąłem moje łapki spod siebie, prostując je i kładąc głowę na tych jego.
Zapadło milczenie.
– Strasznie mi niezręcznie – stwierdziłem.
– Hm?
– No, głupio mi. Że… nie załapałem.
– Mi chyba jeszcze bardziej. Pół księżyca żyłem w związku, który nie istniał – kocur ziewnął. – Idź spać, Borowiku.
– Idę spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz