— Może pójdziemy znowu na plażę? Ostatnio przecież złapałam tam dwa kraby, pewnie coś jeszcze będzie w tych szczelinach — przypomniała mu, gdy truchtali przez wrzosowiska. Nie widziała przed sobą za wiele, jednak szum morza z każdym kolejnym krokiem stawał się niestety coraz cichszy, a działał na nią kojąco. Musieli zatem oddalać się od plaży, ku jej niezadowoleniu. Ciekawe, czy srebrny wiedział, gdzie podążali? W końcu nie miał jednego oka… to prawie tak, jak Słoneczne Oko. Tamten wredny kocur, w którego wpadła. Jak bardzo utrudniała im życie ta dolegliwość?
Czekoladowy w odpowiedzi prychnął nerwowo.
— To ja ciebie prowadzę. Jeśli wyłowisz wszystko z plaży, to nic nie zostanie, gdy się ociepli. Musimy mądrze wybierać miejsca polowania. Dzisiaj spróbujesz złowić jakiegoś gryzonia, ale najpierw musimy dotrzeć do zalesionego skrawka naszego terytorium. — Trzepnął ogonem, kończąc w ten sposób swoją wypowiedź. Uczennica zmarszczyła brwi, ale tym razem darowała sobie komentarze. Jeszcze nie miała okazji mu nawrzucać tych igieł, bo ich nie nazbierała. Zamierzała to jednak zmienić niebawem, jeśli jej znowu zacznie działać na nerwy. Czasami zapominała, jak denerwującego mentora dostała.
Z drugiej strony, może nie będzie aż tak źle, w końcu skoro ostatnio jej tak bezbłędnie poszło, to tym razem też nie powinien nikt mieć do niej najmniejszych zastrzeżeń. Co prawda sposoby polowania na gryzonie i na kraby się różniły, ale w jej głowie było to dziecinnie proste, że nawet nie musiałaby dużo kiwać pazurem. Ciepła chmurka wydobywała się z pyszczka szylkretowej koteczki, która wędrowała z głową uniesioną wysoko. Resztę drogi przemilczeli, o dziwo.
Wreszcie, ciemny kształt zaczął piąć się wysoko ku niebu nieopodal nich. Mysikrólicza Łapa również po zduszonym zapachu igieł wywnioskowała, że znaleźli się blisko wcześniej wspomnianych Czarnych Gniazd, ale po własnej stronie granicy. Usłyszała w przeszłości, że za czasów panowania innego przywódcy te tereny należały do Klanu Klifu, ale zostały odbite przez Klan Wilka. Czasami zastanawiała się, czy nie opłacało im się ich odzyskiwać i dlatego pozostały częścią przejętą przez Wilczaków. Może zapyta o to któregoś ze starszych, gdy wróci z treningu. Bukowa Korona zanurkował w leśnym podszyciu, węsząc za jakimkolwiek tropem zwierzyny futerkowej. Koteczka przystawiła nos do podłoża, również smakując powietrza, aczkolwiek nic nie wykryła.
Po jakimś dłuższym czasie kocur wynurzył się, nie znajdując nic. Ona zaś przeczesywała wszystkie krzewy, a nawet niektóre korony drzew, aczkolwiek pomimo zmęczenia, wróciła o pustych łapach. Było to gorzkie, nieprzyjemne uczucie, które kłuło ją w serce. Pochwyciła parę kawałków zmoczonego mchu w pysk i wróciła z nim do obozu. W przeciwnym razie, gdyby nie przyniosła absolutnie nic, uznałaby dzisiaj za całkowicie stracony dzień, a to było gorsze niż przyniesienie może i czegoś, czego mieli dużo, ale co zawsze się przydawało.
***
Mysikrólicza Łapa poruszyła uszami, gdy dotarło do niej donośne wołanie Lśniącej Gwiazdy. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł jej przyjemny dreszcz. Była ciekawa, czy dzisiaj zostanie wojowniczką. Może któreś z jej rodzeństwa doczeka się wojowniczego imienia, a może to ona zostanie dzisiaj tym szczęśliwcem?
— Mysikrólicza Łapo, wystąp — polecił jej, prezentując się niezwykle dumnie na wysokiej półce skalnej. Jego wibrysy zafalowały na mroźnym wietrze Pory Nagich Drzew. Koteczka czuła przyjemne ciarki. Z pozytywną minką wyszła przed szereg, wlepiając spojrzenie w kocura.
— Ja, Lśniąca Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tę uczennicę. Ciężko pracowała, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam ją wam jako wojownika. Mysikrólicza Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia?
Koteczka poruszyła z rozemocjonowaniem wąsami, wpatrując się w głowę klanu. Czuła na sobie spojrzenia wielu kotów, w tym swoich dumnych rodziców. Miała ochotę podskoczyć wysoko ze szczęścia. Wybić się tak, jak robiły to zające hasające po łąkach, ogromnie zadowolone.
— Obiecuję! — zawołała głośno, aż jej się futerko nastroszyło na karku delikatnie. Żółtooki nie poruszył się, nawet chyba nie mrugnął, zamiast tego machnął spokojnie rudą kitą.
— A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Mysikrólicza Łapo, od dziś będziesz znana jako Brykający Mysikrólik. Klan Gwiazdy honoruje twój zapał i siłę, a my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika Klanu Klifu.
Koteczka wspięła się na skalną półkę i pochyliwszy się przed przywódcą z szacunkiem, polizała go po piersi, jak nakazywała tradycja. Po paru uderzeniach serca zeskoczyła do reszty pobratymców, patrząc na nich z ogromną dumą wymalowaną na pyszczku. Sterczące kosmyki na głowie zagięły się do środka lekko.
— Brykający Mysikrólik, Brykający Mysikrólik! — niosło się donośnym echem po jaskini, odbijając wręcz od ścian. Koteczka, gdyby tylko miała dłuższy ogon, najprawdopodobniej podrygiwałaby nim z rozemocjonowania. Wytarła łezkę szczęścia, lusterkami szukając znajomych futer. Wreszcie, mignęło jej pręgowane kremowe oraz podobne do jej. Podchodząc do Kukułczego Wdzięku i Trójokiego Zająca, pisnęła ze szczerej radości. Kremus od razu zaczął wylizywać jej odstające kępki futra na głowie, mrucząc głośno.
— Jesteśmy z ciebie tacy dumni, córeczko. Długo pracowałaś na to imię, należy ci się. Brykający Mysikrólik! — powiedział, samemu teraz powstrzymując się od łez szczęścia. — Aż mi się przypomina, kiedy to nas mianowano na wojowników. — Spojrzał na partnerkę z uśmiechem, na co ona pokręciła głową, również rozweselona.
— To było tak dawno temu. Brykający Mysikróliku, chodź tu do mnie.
Liliowa szylkretka wysunęła w stronę młódki łapę, następnie przysunęła córkę do siebie i przytuliła ją, co nie trwało długo. Najprawdopodobniej przytłoczyła się lekko nadmiarem emocji. Młoda wojowniczka miała szczerą nadzieję, że jedynie pozytywnych. Zaczęła głośno mruczeć, czubkiem głowy ocierając się o matkę.
— Dziękuję wam tak bardzo, dziękuję — mówiła, zastanawiając się, czy jej rodzeństwo również ją obserwowało. Z pewnością. Później sobie porozmawia z Firletkową Łapą i Słonkową Łapą. Z Ciemką zamierzała pomówić już za parę uderzeń serca.
[1163 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz