Dzień zniknięcia Lśniącej Gwiazdy
– Co to znaczy, że nie ma go na naszych terenach?! – zastępczyni brzmiała na zmartwioną, zirytowaną i zaskoczoną. Członkini Jaśniejących Skrzydeł zmarszczyła brwi i obróciła uszy w stronę dźwięku, żeby lepiej słyszeć. Różeńcowe Serce popatrzyło na nią zdziwione i otworzyło pysk, aby zadać pytanie, ale liliowa gestem nakazała mu, żeby było cicho i końcówką ogona, nie obracając się, wskazała obu towarzyszom, gdzie mają nasłuchiwać. Oboje nastawili uszy.
– Nie wiem… Nie wyczuliśmy jego woni, nigdzie nie ma śladów. Wszystko musiał przykryć śnieg – raportował jakiś młody wojownik. Źrenice Różeńca i Skrzydła zwęziły się ze zdziwienia. Teraz o spokojnym obiedzie nie było mowy. We trójkę szybko odszukali Psotnego Nietoperza i Postrzępiony Mróz. Razem całą grupą postanowili naradzić się w odosobnionym miejscu – w legowisku zaginionego. Weszli do jaskini i zasiedli w kole. Pomimo dziwnej sytuacji, teraz Wzorek czuła się tu lepiej niż zazwyczaj, dlatego to ona poinformowała koleżanki o swoim odkryciu:
– Lśniącej Gwiazdy nie ma na naszym terytorium.
Czarno-biała wyglądała, jakby ktoś oblał ją zimną wodą, starsza szylkretka za to zdołała wydusić z siebie dwa słowa:
– …Jak to?
Po streszczeniu tego, co usłyszeli, Psotny Nietoperz zabrała głos:
– Rzeczywiście, jego zapach tu jest dosyć stary. Musiał wyjść w nocy. Trzeba dowiedzieć się, kto stał na straży i zapytać go, czy coś wie.
Na to Skrzydlata Pogoń widocznie się zdenerwował.
– Nieważne! Lśniąca Gwiazda wróci, a my nie powinniśmy robić z żuka borsuka, tylko pilnować, żeby nic się nie stało podczas jego nieobecności – powiedział jednym tchem. – …No, chyba że nie wierzycie w jego powrót.
Po tych słowach w jaskini zapadła cisza. Chyba nikt nie rozumiał gwałtownego wybuchu kocura, ale jednocześnie żadne z nich nie zamierzało podważać jego słów, czy to z lojalności, czy dla własnego bezpieczeństwa. Niezręczną sytuację przerwał dopiero sam czarno-biały po ostudzeniu emocji.
– Chodźmy uspokoić klan, zanim Źródlana Łuna wprowadzi wszystkich w panikę.
***
Noc po tym wydarzeniu
– Wzorzysta Dali? – usłyszała pytanie Różeńcowego Serca. Nie odpowiedziała. Nie chciała. Nikt nie powinien widzieć jej w takim stanie. Nikt.
***
TW: dużo ponurych myśli
Następnego ranka opuściła obóz bladym świtem, jeszcze przed wyruszeniem pierwszego patrolu. Minęła tylko strażnika, nawet nie patrząc na niego dokładniej. Co jak co ale jej zniknięciem nie powinni się przejmować. Najlepiej by było, gdyby po prostu o niej zapomnieli na te kilka godzin… Lub tyle czasu ile potrzebowała na to, żeby porozmyślać trochę, a potem być w stanie udawać, że nic się nie stało. Zaśmiała się cicho ze smutkiem na tę myśl. W końcu nie była to dla niej nowość. Po drodze złapała jakiegoś wróbla z intencją zjedzenia go na śniadanie i wspięła się wysoko na jedno z drzew w okolicach granicy z Klanem Wilka. Zdobycz położyła na gałęzi obok siebie, bliżej pnia. Zanim jednak ruszyła piszczkę, usłyszała w myślach głos, przez co żołądek podszedł jej do gardła: “Tylko wykonujemy rozkazy”. Te słowa przywoływały jej na myśl dwie twarze – Skrzydlatej Pogoni i Różeńcowego Serca. Ten pierwszy zawsze rzucał je zimno i stanowczo, drugie bardziej jak spokojne wytłumaczenie. W rzeczywistości chyba po prostu nie chcieli widzieć jej łez. Bądź co bądź bardzo się przez ten cały czas zżyli… nie mówiąc o misji. Zawsze odbierała intencje Różeńca inaczej niż Skrzydła. Czekoladowe zdawało się naprawdę nią przejmować. Tak po prostu. Łaciaty zaś chyba nie chciał, żeby pokazywała swój ból z wielu powodów. Między innymi zapewne nie chciał stracić przyjaciółki… w żaden z możliwych w ich sytuacji sposobów. Z jednej strony przynosiło jej to otuchę, z drugiej tym gorzej czuła się, przejmując się czymś w ich obecności. Wypuściła powoli powietrze pyskiem i obserwowała unoszący się z niego obłoczek pary. Mimo mrozu panującego na zewnątrz, jej głowa gotowała się od emocji. Byłoby to przytłaczające, gdyby nie fakt, że rzadko kiedy było inaczej. Poczucie winy, ten niewidoczny głaz, który bez przerwy wisiał nad nią, mógł w każdej chwili spaść. Ile to razy próbowała się wytłumaczyć, pocieszyć. Pomimo upływu księżyców nadal nie rozumiała, jak jej przyjaciele mogli tak po prostu o tym zapomnieć. “Przecież nie mogę być jedynym kotem, który zamęcza się poczuciem winy za coś, o czym nikt nie wie”. Tylko że właśnie nie mogła tego wiedzieć. Musiała trzymać się iskierki nadziei… która chyba była już tylko cieniem. Nie mogła już uciekać od bólu. Nie z tymi nieprzerwanymi myślami krążącymi w jej głowie. Łapą spróbowała otrzeć łzy, lecące teraz strumieniami po jej policzkach. Popatrzyła z rezygnacją na swe łapy. Przez chwilę miała wrażenie, że są zabarwione krwią. Czy Klan Gwiazdy kiedykolwiek jej wybaczy? Czy jej cierpienie by pomogło? Czy jej rany pomogłyby? I tak ją bolało. Równie dobrze jej łzy mogłyby mieć szkarłatny kolor. Było za późno, żeby się wycofać. Chociaż nigdy nie mogła. Została przymuszona, nikt jej o zdanie nie pytał. Nawet jakby uciekła, poniosłaby konsekwencje. Znaleźliby ją, zabili. Pewnie nawet te koty, z którymi przebywała teraz najczęściej. Najgorsze byłoby jednak to, że Psotny Nietoperz zapamiętałaby ją jako zdrajczynię. Chociaż nie było to aż tak dalekie od prawdy, którą musiała przed nią ukrywać.
Ile by dała, by móc zostać przez nią zapamiętaną na tle śmiechu, zachodzącego słońca i piasku, nie musząc jej bez przerwy unikać… Popatrzyła na leżącą obok niej nienaruszoną piszczkę. Zaniesie ją na stos zwierzyny, jak tylko doprowadzi się do porządku. Nie była już głodna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz