— Bardzo. — kotka odpowiedziała od razu, na co Kropla się uśmiechnęła.Uważała, że to akurat bardzo ważne, żeby lubić to, co się robi. Słyszała czasem, jak chorzy narzekają na swoją rolę w ich społeczności. Domyślała się, że to nie miało większej głębi, ale czasem przykro się tego słuchało. Nawet jeśli następnego dnia widziała ich śmiejących się razem przy stosie i opowiadających kolejną historię z jakiegoś zwiadu…
— Chyba nawet bardziej, niż na początku sądziłam. — kontynuowała Psianka — Kiedy dostałam Rohan za mentorkę, byłam po prostu szczęśliwa, że w końcu mogę wychodzić poza obóz i poznawać las. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ile rzeczy tak naprawdę można było przeoczyć. Teraz czasami łapię się na tym, że nawet kiedy nigdzie się nie spieszę, i tak zaczynam rozglądać się za śladami. — Kropla również przymknęła oczy, próbując to sobie wyobrazić.
Jednak zamiast przyjemnego widoku kotka przypomniała sobie straszne treningi. Wspinanie się na drzewa, szukanie tropów… To nie było dla niej! Jej dobrze było układać legowiska i szukać ziół. Pomagać chorym i młodszym. A najlepiej to czuła się, gdy już nikt niczego od niej nie potrzebował i mogła się schować w cieniu…
— Widzę złamaną gałązkę i zastanawiam się, czy przechodząc tędy, zrobił to kot, czy może jakieś zwierzę. Czuję obcy zapach i od razu próbuję sobie przypomnieć, skąd go znam. Nawet zwykłe wyjście po coś do jedzenia potrafi zamienić się w zgadywanie, kto przeszedł daną ścieżką.— kotka zaśmiała się cicho, na co Kropla też się uśmiechnęła. — Rohan pewnie byłaby ze mnie dumna, gdyby wiedziała, ile czasu potrafię spędzić na patrzeniu pod łapy. Ale najbardziej podoba mi się to, że cały czas mogę się czegoś uczyć. Wcześniej myślałam, że kiedyś po prostu będę umiała wszystko. Teraz wiem, że chyba nigdy nie będę umiała wszystkiego. I… w sumie bardzo mi się to podoba.
Psianka spojrzała na czekoladową, a ta oczywiście speszona odwróciła wzrok. Nadal chyba nie przyzwyczaiła się do tego, że ta kotka tak bardzo zwraca na nią uwagę.
— Oczywiście czasami jest trudno. Bywają patrole, po których mam ochotę położyć się i już nigdy nie wstawać. Albo takie, podczas których zadaje sobie pytanie, a potem patrzę przed siebie jak kompletnie zdezorientowany kociak. Ale wtedy przypominam sobie, że jeszcze niedawno nie potrafiłam odróżnić tropu lisa od tropu zwykłego kota. Więc tak. Jestem naprawdę szczęśliwa, że zostałam zwiadowczynią. Czuję, że to właśnie moje miejsce.
Kropla kiwnęła głową, zadowolona z odpowiedzi. Czarno-biała zawsze mówiła tak dużo o swoich przygodach… Stróż lubił tego słuchać. Las wtedy nie wydawał się taki straszny. Ba! Brzmiał wręcz ciekawie! Oczywiście nie na tyle, aby kotka chciała tam wyjść, ale brzmiał ciekawiej, niż go zapamięta.
— Ale… dlaczego pytasz?
Kotka już otwierała usta, aby odpowiedzieć. Bo odpowiedź była prosta. Wygrała ciekawość i przywiązanie. W tym momencie Psianka była jedynym kotem, z którym Kropla miała jakąkolwiek relację.
— Właściwie… możesz mi odpowiedzieć później — dodała jednak kotka, więc Kropla zamknęła usta. — Najpierw powinnaś odpocząć. Gołąbek powiedział, że masz odpoczywać, a ja nie zamierzam pozwolić ci udawać, że wcale tego nie słyszałaś.
Kropla zaśmiała się cicho. Odpoczywała naprawdę dużo przez rolę, jaką miała… Chwila rozmowy z dawną podopieczną nie robiła dla niej różnicy. Psianka przybliżyła się do kotki z ciepłym uśmiechem, co znów ją speszyło. Te gesty były miłe, oczywiście, jednak stróż nie był do nich przyzwyczajony.
— Chociaż jeśli już pytasz o moje miejsce w klanie… to ja też jestem ciekawa twojego. — zwiadowczyni ewidentnie zawahała się, nim zadała kolejne pytanie. — Lubisz być stróżem, Kroplo?
A Kropla nie odpowiedziała od razu tak jak Psianka. Potrzebowała chwili, aby się nad tym zastanowić. To nie tak, że lubiła bycie stróżem — uważała, że wcale nie robi wiele, mogłaby robić więcej. Była praktycznie niepotrzebna… Do tego sama z siebie często brała się za zadania na ostatnią chwilę, tym bardziej, gdy te wymagały rozmów z innymi kotami. Ale to też nie tak, że nie lubiła bycia stróżem — bo zaczynała się zżywać z kotami z Owocowego Lasu. Lubiła słuchać historii starszych, gdy ich pielęgnowała. Lubiła wymyślać nowe zabawy dla zbyt energicznych kociaków. Lubiła widzieć spokój w oczach chorych, gdy wraz z uzdrowicielami podawała im zioła i się nimi opiekowała. Lubiła tę wdzięczność w oczach innych, nawet jeśli uważała, że na nią nie zasługuję.
— Myślę, że zdążyłam się przyzwyczaić do bycia stróżem. — odpowiedziała wreszcie kotka. — Lubię rzeczy, które się dzieją przez to, że jestem stróżem. — odwróciła wzrok na bok. — Chociaż czasem zastanawiam się, ile rzeczy mogłoby mi się przydarzyć, gdybym była kimś innym…
Dopiero po chwili zrozumiała, że powiedziała te myśli na głos. Spojrzała więc na Pisankę i uśmiechnęła się przepraszająco.
— Wybacz. To nie sprawy dla ciebie. — machnęła łapą. — Krótko mówiąc, tak. Lubię bycie stróżem. — uśmiechnęła się.
Właściwie po tej rozmowie chyba trochę bardziej zaczęła zwracać uwagę na swoją pracę. Na uśmiechy matek, na chichoty dzieci, na ulgę chorych i starszych. Kropla była tam, aby pomóc innym. Nie potrzebowała chwały, czy dodatkowej porcji jedzenia. Uśmiech kotów jej wystarczał. Zaczęła myśleć, że może jednak Czerwiec byłby z niej dumny. Może nie była zwiadowcą jak on i poszła w drogę, którą poszła Miodunka… Wiedziała, że ojciec i tak szanował jej decyzję, po prostu ona sama… Nie czuła się z tym dobrze. Teraz była jednak już trochę starsza i… Wierzyła w to, że gdyby kocur zauważył, ile kotów się przez nią uśmiecha, to byłby tak samo dumny, jakby była znaną wojowniczką, czy zwiadowczynią.
Następnym razem złapała Psiankę przy legowiskach. Coś jej się rozwaliło, więc Kropla od razu pomogła to naprawić.
— Dziękuję, Kroplo.
— To moja praca. — speszyła się kotka.
Zerknęła na wyjście z obozu. Gdy jeszcze żył jej ojciec, czasem brał ją i jej rodzeństwo do Dębowej Ostoi. Pokazywał jedno miejsce, mówiąc, że jest ono dla niego szczególnie ważne. Mówił, że jest tam drzewo – nazwane Nadzieja. Kropla była mała i nie rozumiała nawet, o co chodzi. Wcale nie było tam drzewa! Właściwie to nie było tam nic. Ale od kiedy Czerwiec umarł, kotka tam nie była. Nie lubiła wychodzić poza obóz… Teraz jednak chyba chciała iść znów odwiedzić to miejsce. Zobaczyć coś tak ważnego dla jej ojca i samej sprawić, aby dalej było to ważne.
— Psianko, może to głupie… — stróż spojrzał gdzieś w bok. — Ale pójdziemy razem do Dębowej Ostoi?
<Proszę, Psianko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz