BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strzyżykowa Łapa x Nastroszone Futro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strzyżykowa Łapa x Nastroszone Futro. Pokaż wszystkie posty

03 kwietnia 2023

Od Nastroszonego Futra CD. Strzyżykowego Promyka

Ugryzł się w język, by nie powiedzieć jej, że tą dziką ideologię sam mu zaszczepił w głowie. Po tym jak został pobity i wielokrotnie zwyzywany, wolał nie dzielić się tą wiedzą z nikim niepowołanym. Miał dość takich akcji jak na ten czas, zwłaszcza że lubił medyczkę i nie chciał, aby się od niego odwróciła. 
— Tak... Dzięki — Nie wspomniał nic na temat Turkucia, dziękując jej za gratulację. — Sama widziałaś mnie w akcji — przypomniał jej rzeczną przygodę.
Ujrzał jak kocica miała ochotę zwiesić łeb, ale tego nie zrobiła, mimo iż charakterystyczne zesztywnienie na moment kończyn wciąż się u niej pojawiło. Zaśmiała się cicho.
— Faktycznie, pokazałeś wtedy, że jesteś lepszym wojownikiem od większości swoich rówieśników. Większość klanu pewnie by nawet nic nie zrobiła, a ty zaryzykowałeś życiem. Obiecuję, że się odwdzięczę — miauknęła półżartem.
Myśl, że kotka była coś mu winna, była satysfakcjonująca. To uczucie dumy oraz wewnętrzna pycha szybko rozlała się po jego wnętrzu. Tak... Aż nie żałował, że to zrobił. Na jego pysku pojawił się lekki uśmiech. 
— Mało kto mnie docenia w tym klanie. Jedynie żądają coraz więcej i więcej — prychnął strzepując uchem. — Jeżeli przyjdzie mi być kiedyś w równie nieciekawej sytuacji, to zawsze możesz spłacić dług — powiedział, ponieważ słyszał o tych ruchach, do których wzywała Dalia. Wiedział, że to była matka Strzyżyk, dlatego też powstrzymał się z komentarzem tej sytuacji. Jeszcze mu przyjdzie jej słuchać, bo obali władzę. Nigdy. Nie będzie żadna kotka mówić mu jak miał żyć.
— Oczywiście. Nie przepuściłabym żadnej okazji, żeby się odpłacić — zamruczała ruda. — Raczej nie jestem typem damy w opałach, a więc chcę, byśmy byli kwita w pomaganiu sobie. Masz rację co do kotów... Mało kto teraz ma trochę oleju w mózgu. Jak na to, co zrobiłeś, mało kotów utrzymuje z tobą bliższe kontakty. Tymczasem chwaleni są ci, którzy nie umieją radzić sobie z odpowiedzialnością za klan.
Tak! Normalnie Strzyżykowy Promyk wyciągnęła mu to z ust! Powinni go doceniać! Powinni przeprosić za te wszystkie krzywdy, które mu wyrządzili! Klan Nocy był fałszywy. Gdzie nie spojrzał tam czaiło się jedynie zepsucie, które pochodziło właśnie od kotek. Nie zamierzał uginać karku przed takimi wronimi strawami. Znał swoją wartość. Sama medyczka przyznała mu rację! 
— No właśnie! Uważają mnie za złego, a ja jestem wielokrotnie lepszy od tych wronich straw. — Wysunął pazury z warkotem. — Potrafię być miły dla tych, co są i mili dla mnie. Jesteś tego przykładem. Ale tak jak zauważyłaś, mysie móżdżki krzyczą najgłośniej i mają największy posłuch. A ty musisz użerać się na samym dnie.
— Głupi sami siebie wybiją. Kto ma inteligencję choć trochę wyższą od szczura, to skończy w lepszym miejscu. Przynajmniej taką mam nadzieję — westchnęła.  — Ale coś czuję, że akurat nie mamy szczęścia do członków klanu... Albo słabiaki, albo wręcz przeciwnie, koty, co więcej gadają niż myślą. Ale nie martw się, pokażesz im, na co cię stać. Szczerze to nie rozumiałam nigdy tego jak traktowały cię Zając i reszta. Byłeś dla mnie miły jeszcze za mojego dzieciństwa, więc czemu miałabym bezmyślnie pluć jadem i robić sobie wrogów?
— Ponieważ one mnie nienawidzą i chcą doprowadzić mnie na skraj — powiedział to co myślał. — Idzie im wyśmienicie. To się nazywa sposób na wroga. Zniszczyć go, by sam się utopił — prychnął. — Jak byłem jeszcze małym kociakiem, Zajęcza Troska wyniosła mnie z tymczasowego obozu i uwięziła w krzaku. Nie wiem ile miałem... Może trzy księżyce? Straszyła, że lisy mnie zjedzą i mnie zostawiła. Dopiero matka mnie znalazła i dostałem od niej bure, a nawet lanie za to, że kłamie. Wybieliła się przed nią, zwalając całą winę na mnie. A potem było coraz gorzej. — Przyjrzał się ziarnom maku, które dalej układała, przez chwile bijąc się z myślami. Czy by mu je dała? Słyszał nieco o ich właściwościach, bo w końcu czasami chorował. Tylko pytanie było... Czy uda mu się je dostać? — Um... One coś robią? Te takie roślinki co tam masz? Chyba widziałem je na polanie... Maki, nie? — zapytał niby niewinnie, ot z czystej ciekawości. 
Futro na karku asystentki najeżyło się na jego poprzednie słowa.
— Wiedziałam, że ma tendencje do agresji, ale że aż tak? Żeby potraktować tak zwykłego kociaka? — zaskoczyła się taką historią. — I nie dostała za to żadnej kary? Przecież to jakiś żart... Nie spodziewałabym się po niej czegoś takiego. — Na jego pytanie kiwnęła głową. — Uspokajają i wyciszają, a w większej ilości powodują senność. Są dobre, gdy ktoś nie może spać lub męczą go myśli. To mój ulubiony typ ziół... Te, które wpływają też na psychikę.
Jego uszy od razu stanęły, a wzrok dalej miał utkwiony w ziarnach. Mogły mu pomóc. Zapomniałby o tym chorym klanie, o swoich problemach... Oddał się w błogą nieświadomość. Chciał tego zaznać. Chociaż przez krótką chwile. 
— Naprawdę? Um... A mógłbym trochę wziąć? Źle ostatnio sypiam i za dużo myślę. Może się zdziwisz, ale padam z łap i z chęcią zakopałbym się w mchu i nie wychodził stamtąd do rana — powiedział do niej, mając nadzieję, że takie tłumaczenie jej wystarczy, by dostać od niej upragnione zioła.

<Strzyżyk?>

25 marca 2023

Od Strzyżykowego Promyka CD. Nastroszonego Futra

 — Strzyżykowy Promyku! — zawołał do legowiska medyków, szczerząc się niczym głupek. — Będę tatą! Słyszałaś? Ale moja matka miała minę! A żebyś to widziała! — zaśmiał się pod nosem, siadając na mchowym posłaniu, by podzielić się tą nowiną z medyczką. 
Niemal podskoczyła, słysząc głos Nastroszonego. Zamyślona grzebała w roślinach, próbując łączyć ich właściwości i w ten sposób uskutecznić leczenie chorych, co jednak było zajęciem upierdliwym i wymagającym mnóstwo czasu, a dalej bez rezultatów! Ambicje zostania najlepszą medyczką jednak jej nie opuszczały.
Asystentka błyskawicznie zwróciła się ku przyjacielowi. Muchomorzy Jad już jej to mówił i tylko cholera wie, jak zaskoczoną minę musiała wtedy zrobić ruda. Mimo to kotka nie spodziewała się czegoś takiego po kocurze, dlatego zdziwienie wciąż widniało na jej pysku.
— Muchomorzy Jad mi mówił. Sprawdzał, czy zaciążyła. Żebyś widział moją minę wtedy! Co jak co, ale nie spodziewałabym się tego po tobie. Gratulacje, nie mogę się doczekać, by poznać maluchy — miauknęła, dalej grzebiąc w ziołach i nie patrząc na kocura. Czuła się przy nim na tyle luźno, że jej podświadomość nie kazała jej stale obserwować otoczenia.
— Właśnie żałuję, że nie widziałem. Ciekawe w sumie czy wdadzą się we mnie. Ah... Chciałbym synów. Nauczyłbym ich wszystkiego co wiem. Postawiliby się Zajęczej Trosce i może użarli ją w tą jej spasioną du... — przerwał, jakby już spodziewał się, że ruda zamierza  go upomnieć. — No... W każdym razie... Ciekawe ile ich będzie. Paskuda jest taka gruba! Musi być ich sporo, nie sądzisz?
Już miała złajać kocura za niestosowne słownictwo pod adresem drugiego kota, ale poprawił się, więc nic od siebie nie dodała.
— To zależy. Każda kotka w ciąży ma napęczniały brzuch. Ale im więcej kociąt, tym lepiej dla Klanu Nocy. Nowi wojownicy lub medycy zawsze się przydadzą. Chętnie im pociotkuję, zdaje się, że dzieciaki do mnie lgną. Nie wiem czemu, ale najwyraźniej nie wyglądam odstraszająco — miauknęła z ironią, rozkładając rozłożyste liście bluszczu, na których  umiejscowiła ziarna maku.
Wojownik przysunął się bliżej niej, intensywnie się w nią wpatrując. 
— Jakie dzieci? Nie zauważyłem. Nie mówisz chyba o swoim bracie? No... Dzieciak z niego, ale potrafi docenić mój geniusz — zamruczał z uśmieszkiem zadowolony.
— Jak to jakie? Liściasta Łapa i Czapla Łapa! Jak byli jeszcze małymi kociętami, to chodziłam często do nich do żłobka, by zrobić kontrolę zdrowia. Polubili mnie, to przy okazji z nimi rozmawiałam i się bawiłam. Obiecałam karmicielkom, że będę częściej zaglądać — zamruczała, a na jego słowa parsknęła. — Moich braci nie nazwałabym dziećmi, prędzej zwierzętami — miauknęła, w przenośni oczywiście, bo w końcu sami nimi byli. — Właśnie, to takie dziwne, że mentorujesz mojemu bratu. Gdy z tobą rozmawiam, nie czuję między nami jakiejś specjalnie dużej różnicy wieku.
— Aha... — Wcale ich nie znał. Wcale. — Nie przesadzaj. Skrzecząca Łapa jak i Turkuciowa Łapa są całkiem spoko. Dogaduje się z nimi, co patrząc na całą resztę klanu jest niezwykłe — zauważył. — Bo nie jestem jakiś bardzo stary! Szybko zostałem wojownikiem. Dokładnie w wieku dziesięciu księżyców. — Napuszył się dumnie.
Wypuściła powietrze nozdrzami.
— Skrzek bywa irytujący, ale jest moim bratem i powyrywałabym wąsy każdemu, kto ośmieliłby się go skrzywdzić. A Turkuć... Polemizowałabym. Ciągle pakuje się w kłopoty, a ja muszę drania pilnować na każdym kroku. Omal co nie zwyzywał dwóch młodzików z Owocowego Lasu na zgromadzeniu. I ciągle gada o tej dominacji kocurów... Jak Skrzek mogę nazwać swoim bratem, tak jego ledwo przychodzi mi tolerować — parsknęła. — Och, faktycznie szybko. Gratuluję. Co niektórzy dalej siedzą u uczniaków, a są w wieku dorosłego wojownika.

<Nastroszony?>

04 marca 2023

Od Nastroszonego Futra CD. Strzyżykowej Łapy (Strzyżykowego Promyka)

Położył po sobie uszy. 
— Przecież to nic... — zmieszał się, bo nie spodziewał się takiej wylewności po kotce. Sam się dziwił, że w ogóle ją... tolerował. Ale... ale była jedyną osobą w klanie, która starła się mu jakakolwiek pomóc. To było miłe. Nie oceniała go przez te plotki, które wygadywała na jego temat trzoda Zając. — Też dużo dla mnie robisz... Może cię to zadziwi, ale poniekąd ratujesz moje życie...
Ile to razy w głowie miał głupoty, które doprowadziłyby go... w zasadzie nie wiedział gdzie. W Klan Gwiazdy przecież nie wierzył, mimo tego, że matka wciąż zmuszała go do tych chorych modlitw. 
Kocica jednak wydawała się zaskoczona tym wyznaniem. Nie dziwił się. Sam też nie uwierzyłby w to, że miał coś nie tak ze łbem. 
— Tak sądzisz? — podsunęła cicho, bo jej zmrożone ciało nie pozwalało na więcej. — Miło mi to słyszeć, ale to chyba nic wielkiego. Nie mam władzy, żeby ukarać koty, które postępują wobec ciebie nieodpowiednio. A to, czego cię uczę to długi proces, który wymaga wiele wysiłku, żeby przynieść rezultaty.
Tak... Ten proces był strasznie ciężki. Ale dawał jakieś efekty, co go zaskakiwało. Naprawdę chciał przerosnąć taką Zajęczą Troskę i pokazać jej, że jej głupie, szczeniackie zachowanie nie robi na nim wrażenia. Tak! To był jego cel. 
— Tak... Dajesz mi nadzieję na to, że nie zrobię głupstwa, którego później będę żałować — westchnął ciężko. — Więc to już jest wiele. Może i twoje rady są dziwne i dla mnie niepojęte, ale udało ci się mnie uspokoić i nawet nie jestem na ciebie o to zły! A to już wyczyn, bo... niezbyt jak wiesz, dogaduje się z innymi kotami
Ruda uśmiechnęła się pod nosem.
— Więc wychodzi na to, że dzięki moim radom będziesz mógł ze mną konkurować w pozycji bycia najspokojniejszym kotem w lesie — rzuciła. — No i może znajdziesz sobie więcej kolegów lub miłość na całe życie. Kto wie?
Nastroszył się na te słowa. On i koledzy? Ugh... Już widział w wyobraźni jak te wstrętne kółeczko adoracji córki Zdradzieckiej Rybki, naśmiewa się z niego dla swojej chorej satysfakcji. Owszem... Chciał mieć znajomych. Czasem nawet starał się być miły dla Krukowej Łapy, ale... Ale wciąż w głowie miał jedno, co nie pozwalało mu znacząco zbliżyć się do jakiegokolwiek kocura.
— Nie mogę mieć kolegów... bo... bo od razu mówią, że jestem gejem. — Wykrzywił z odrazy pysk. — Nie wiem co musiałoby się stać, abym nie widział tego wciąż przed nosem.
Uczennica milczała przez moment, jak gdyby szukając odpowiednich słów. 
— Cóż, sądzę, że jeśli ktoś utożsamiał by cię z gejem tylko dlatego, że spędzasz czas z kocurami, to byłby wyjątkowo niedojrzały. Nie musisz zwracać uwagi na plotki, bo nie jest ich warta. A gdy będą się ciebie wścibsko pytać, zgasisz ich spokojnym zaprzeczeniem.
— Wiem! Ale to nie takie proste jak myślisz! Ciężko jest ignorować coś co wręcz godzi w twoją dumę. A one jeszcze chcą bym to słyszał! Z chęcią rozerwałbym je na strzępy — z jego gardła wydobył się warkot. — Nienawidzę ich. Tak bardzo.
To uczucie. Palące, trawiące jego trzewia szybko w nim zapłonęło. To była chwila moment, a już wyglądał niczym rozwścieczona wiewiórka. I jak niby miał być spokojny, gdy tyle czuł? Gdy tyle działo się w jego wnętrzu? Aż zazdrościł tego opanowania Strzyżykowej Łapy. Zdawała się nie mieć problemów z czymś takim przyziemnym. 
Kotka skinęła głową.
— Czasem ciężko jest mi wejść w skórę innego kota. Dla mnie powstrzymywanie emocji jest łatwe. Po prostu, jeśli ktoś poświęca ci uwagę, to pokazuje w ten sposób, że go obchodzisz. Więc ty musisz zachowywać się dojrzalej, a ta osoba zacznie powątpiewać w siebie i swoją słuszność. Po prostu się sobą zażenuje.
Ugh... Miał taką nadzieję... Mimo wszystko nerwy wciąż go trzymały. No bo co jeśli mu się nie uda? Co wtedy? Co jeśli nie wytrzyma i pęknie, znów zostając pośmiewiskiem całego obozu? Nienawidził Klanu Nocy. Nie cierpiał ich wszystkich. Jedynie to, że nie chciał zawieść rodziny sprawiało, że jeszcze nie okazał się zdrajcą. Nie chciał jednak o tym mówić kocicy. Powinni wrócić szybko do obozu i sprawdzić jej stan. 

***

Trochę poszalał. Nie krył się z tym, ale co miał zrobić? Odmówić, gdy Paskuda wręcz zgodziła się na rodzicielstwo? Cieszył się z tego. Bardzo. Widział jak jej brzuch urósł i był wielki. Uwielbiał się do niej przez to tulić. Była taka mięciusia, a pod uchem zawsze czuł małe łapki swoich dzieci, które wyżerały wnętrzności kotki. Wspaniałe uczucie.
Teraz szedł z głupim uśmieszkiem, ciesząc się z tego, że udało mu się w końcu dopiąć swego i zdominować samicę. To było jego jedyne osiągnięcie, z którego był dumny. 
— Strzyżykowy Promyku! — zawołał do legowiska medyków, szczerząc się niczym głupek. — Będę tatą! Słyszałaś? Ale moja matka miała minę! A żebyś to widziała! — zaśmiał się pod nosem, siadając na mchowym posłaniu, by podzielić się tą nowiną z medyczką. Chociaż... W zasadzie musiała już o tym wiedzieć. Muchomorzy Jad na pewno jej powiedział. 

<Strzyżyk?>

17 lutego 2023

Od Strzyżykowej Łapy CD. Nastroszonego Futra

Całe jej życie stanęło przed jej oczami w chwili, gdy jej łapy, odrętwiałe i sztywne nie były już w stanie utrzymać się na powierzchni. Gdy spadała w okropną, ciemną przestrzeń wody. Dopóki rozmazana sylwetka Nastroszonego Futra nie złapała jej za kark i nie wyciągnęła na ląd.
Gdy kocur przeniósł ją na grunt, od razu zaniosła się głębokim kaszlem. Całe jej ciało drżało, a ona nie czuła własnych łap. Czuła, jak jej zęby szczękają co jakiś czas. Nie była w stanie się podnieść, ale spojrzała Nastroszonemu Futru w oczy. Nie sądziła, że byłby do tego zdolny.
— M-masz rację, j-jesteś najlepszym w-wojownikiem Klanu Nocy — zaszczękała, siląc się słaby uśmiech. To była cecha, która nigdy jej nie opuszczała - potrafiła się uśmiechać nawet w najgorszych sytuacjach. — C-chyba powinnam ci w tej chwili podziękować. N-nikt mnie jeszcze nie ratował — miauknęła półżartem, nie spojrzawszy mu w oczy. Jej wzrok był tylko wbity w jej łapy, bo nie potrafiła już dłużej unosić go wyżej. To, jak blisko była od śmierci było dla niej wcześniej taką fikcją, że teraz miała ochotę zacząć się śmiać. Głośno. Ale nie zrobiła tego, a jej oczy jakby zamarły, starając się uświadomić, co się właśnie stało.
Wojownik otrzepał się z wody, biorąc głębszy oddech. Udało się. Uśmiechnął się do niej krzywo, po czym poklepał po łbie. 
— Mówiłem, że beze mnie byś zginęła. Wszystko w porządku? Nie jestem medykiem, ale... czy na pewno dobrze się czujesz?
— Jeśli mam być szczera, to czuję się, jakbym była mokrym szczurem. I to właściwie prawda — prychnęła pod nosem. — Ale jakoś dam sobie radę. — Kaszlnęła, podnosząc się. Choć łapy jej drżały, zdecydowała się powoli iśc do przodu. Odwróciła łeb, milknąc na chwilę. Nigdy nikt jej nie pomógł. Nigdy nie chciała, by ktoś jej pomagał. Nie miała pojęcia, jak odwdzięczyć się kocurowi. — Dziękuję.
Nie lubiła przyjmować pomocy. Wolała pomagać, niż ją otrzymywać, dlatego ta sytuacja wprawiła ją w początkową dezorientację. Nie była jednak w stanie cofnąć czasu, więc pozostało jej wymyślić sposób, żeby być z kocurem kwita w kwestii ratowania życia.
Nastroszone Futro oparł się o jej bok, widząc jak chwieją się jej łapy. 
— Wracajmy lepiej do obozu. Później sobie poszukasz tych swoich roślinek. Musisz się wysuszyć — Uśmiechnął się pod nosem. — I nie, nie przyjmuje odmów.
Parsknęła, uśmiechając się pod nosem.
— Ten jeden raz nie będę protestować, ale nie przyzwyczajaj się. Wolę pomagać, niż przyjmować pomoc — miauknęła i kaszlnęła cicho. Z pomocą kocura było faktycznie łatwiej. Kotka była przemoczona do suchej nitki, a ciężar wody dodatkowo utrudniał jej chodzenie. — Rudzikowy Śpiew powinien docenić cię za to, co zrobiłeś.


<Nastroszone Futro?>

[przyznano 5%]

Od Nastroszonego Futra CD. Strzyżykowej Łapy

Widząc, że Strzyżykowa Łapa wychodzi szukać wiatru w polu, ruszył jej śladem. Właśnie wrócił z treningu ze Skrzeczącą Łapą i nie miał co robić. Kocica na ostatnim zgromadzeniu pomogła mu się uspokoić, co było tak bardzo niezwykłe, że rozmyślał o tej chwili aż po dzisiejszy dzień. Ruda wtedy emitowała takim spokojem... Gdy sam ledwo co powstrzymywał się, by nie zatopić zębów w czyimś gardle. 
— Gdzie idziesz? — rzucił do kotki, skracając między nimi dystans. — Tyle śniegu, że żadnych swoich roślinek nie znajdziesz — Uśmiechnął się pod nosem. 
— Tak właściwie... Są rośliny, które rosną w śniegu. I są o wiele ładniejsze od tych zwykłych. — Uśmiechnęła się chytrze. Jej wysoko uniesiony ogon falował na wietrze, który nie był wcale delikatny o tej porze. — A medycy to co, nie mogą już się rozerwać na spacerze? Też potrzebuję odskoczni od co niektórych kotów w obozie... — miauknęła.
Prychnął na jej słowa. Rośliny, które rosły w śniegu? Przecież to był absurd! Gdyby tak było, to przecież wyrastałyby z białego puchu i świat byłby zielony, a nie biały. Co ten Muchomorzy Jad za bzdury jej tłukł do łba? 
— Samotny spacer bez żadnego towarzystwa może być ryzykowny dla uczennicy medyka — zauważył. — Nie wiesz ile w okolicy czai się niebezpieczeństw, a walczyć to ty nie umiesz.
— Nie zamierzałam się zbyt oddalać. Nie należę do głupich kotów, raczej nie szukałabym problemów w lesie — powiedziała, wpatrując się w niebo z uśmiechem. Chociaż było ponure, to zdawało się napawać ją energią. — Ale nie pogardzę twoim towarzystwem.
Uniósł brew słysząc te słowa. Nie pogardzi? No, no, no... To aż dziwne. Żadna kotka nie chciała mieć z nim nic do czynienia, a tu proszę. Uśmieszek pojawił się na jego pysku, po czym skinął łbem. Mu to jak najbardziej odpowiadało. Warto było mieć jakąś kotkę po swojej stronie. Tak... Nie wierzył, że to przyznawał, ale uczennica kiedyś będzie pełnoprawnym medykiem. Pozna wiele trujących roślin i być może pomoże mu pozbyć się... niektórych irytujących jednostek. 
— Jasne. Ze mną nic ci się nie stanie. Jestem najlepszym wojownikiem w Klanie Nocy — Napuszył się z dumy, przechwalając się. 
Może mało kto by w to uwierzył, ale był niezły. Pokonał wiele razy na swoich treningach lidera, co już było niesamowitym osiągnięciem! Nikt nie miał z nim szans. Mogli mu podskoczyć... 
— Jasne, Jasne. Bo szkolonym przez mojego ojca. To ja mam powód do dumy — zaśmiała się, unosząc wyżej łeb. — Nie jesteś niczym zajęty, że postanowiłeś tu ze mną być? Wojownicy zazwyczaj mają masę obowiązków na głowie.
Zastanowił się chwilę nad jej słowami, po czym strzepnął uchem. 
— Skończyłem z uczniem dzisiejszy trening, więc... mam już dzień wolny. Tak tylko się wydaje, że jest dużo do roboty. W większości te rzeczy wykonują inni. Dużo nas w końcu jest. To, że raz niczego nie upolowałem tylko poszedłem z tobą dla asekuracji, nie wpłynie jakoś poważnie na nasz klan.
— Wszyscy wydają się czasem zabiegani. Nie rozumiem tego. Mamy całe życie na spełnianie obowiązków, więc poświęćmy chociaż chwilę dla siebie — miauknęła. 
Szli przed siebie, pozostawiając za sobą ślady. Śnieg skrzypiał, wiatr lekko muskał ich sierść i było miło. Taki... relaks. 
Jednak w pewnej chwili usłyszeli trzask... Warstwa białego puchu była na tyle gęsta, że nie zauważyli, kiedy z lądu weszli na część rzeki pokrytej lodem. Ten załamał się pod ciężarem ciała rudej. 
To była chwila moment. W jednej chwili Strzyżyk wpadła pod lód, a on stał i gapił się na to zaskoczony, jak gdyby ta sobie z niego żartowała. Weszli na rzekę?! Nawet nie zauważył! Widział jak uczennica macha łapami, próbując się uwolnić, jak jej pysk zalewa woda i jak traci coraz szybciej siły w zimnej wodzie. Gdyby to Zając była na jej miejscu, z satysfakcją oglądałby jej ostatnie chwilę na tym świecie. Pozwoliłby, aby jej ciało spoczęło pod lodem i nigdy już się nie wynurzyło. Ale to nie była Zając. To była Strzyżyk. Widząc jak prąd porywa ją pod lód, wskoczył do przerębla, nurkując i szybkimi, mocnymi pociągnięciami łap, skrócił dystans pomiędzy nimi. Złapał kocicę za futro na karku, po czym odbił się od lodowej powierzchni, która stanowiła barierę nie do przebicia i skierował się w stronę wyłomu w lodzie. Prąd był silny, ale zacisnął pysk, czując jak mróz i bąbelki powietrza uciekają mu z pyska, po czym z całych sił przepłynął ten odcinek i zaczerpnął powietrza, wynurzając się z wody. Złapał się przednimi łapami o lód, a następnie wciągnął, trzymając wciąż podtopioną kotkę. Drżąc z zimna i widząc jak jego ciało paruje, mocno pociągnął wyciągając samicę na powierzchnie, zaciągając ją w bezpieczne miejsce, gdzie wyczuł stabilny grunt.

<Strzyżyk?>

14 lutego 2023

Od Strzyżykowej Łapy CD. Nastroszonego Futra

 — Twoje słowa... Nie robią na nikim żadnego wrażenia, wiesz? Jak ci się nudzi, to idź na polowanie, bo tracisz tylko czas na swoje głupie, kocięce zaczepki — mruknął, patrząc na rudą z nadzieją, że dobrze mu szło.
Skinęła głową. Nie było najgorzej, ale najlepiej też nie.
— Kontynuuj — miauknęła do kocura.
Na pysku kocura pojawiło się przez moment zaskoczenie.
— Nie będę kontynuować, ponieważ nie mam czasu zniżać się do twojego poziomu i prowadzić z tobą jakąś bezsensowną dyskusję — Uśmiechnął się pod nosem.
— Dobrze. Tak jest. Będziesz potrafił mówić w ten sposób do Zając lub innych swoich wrogów, gdyby znów cię zaczepili?
— Ugh... Nie wiem? Postaram się... — miauknął.
— Jak będziesz potrzebować pomocy, to ci pomogę — oznajmiła spokojnie. — Po prostu daj mi jakiś znak, to cię odkopię z niezręcznej rozmowy. Musisz dużo ćwiczyć uspokajanie się, a na pewno będzie lepiej.
— Jasne... A w jaki sposób mmam to zrobić, jeśli będziesz w legowisku medyków czy na treningu? Raczej Zajęcza Troska nie podejdzie do naszej dwójki, by mnie przetestować. — Na resztę jej zdań, skrzywił się. — Oddechy,  tak? I te nie myślenie o chęci walnięcia jej w pysk?
— Nie muszę być blisko ciebie, by zauważyć, że gdzieś wychodzicie czy podchodzi do ciebie w obozie — zauważyła. — Tak. Oraz odwracanie uwagi swojego umysłu czymś, co cię uspokaja lub sprawia ci przyjemność.
— No dobra... Dzięki za rady — miauknął, biorąc głęboki oddech. — Nieco mnie uspokoiłaś, ale tylko nieco.
— Jeszcze się poprawi, zobaczysz — posłała mu promienny uśmiech. — Wracajmy do obozu, nim zrobi się ciemno.

<Nastroszony?>

[przyznano 5%]

Od Nastroszonego Futra CD. Strzyżykowej Łapy

Za wysokie cele? Miał wybrać sobie coś mniejszego? Ale... Co mogłoby tym być? Nie rozumiał słów kotki. 
— A co może być pomniejszym celem do siły i wielkości? — Zmarszczył pysk. — Gdy jestem wściekły, to wyobrażam sobie jak drapie i gryzę swojego wroga, a ten płacze o litość — Uśmiechnął się pod nosem. — Kulki mchu? — zaśmiał się krótko. — Przecież to... To dopiero będzie wstyd! Już śmieją się ze mnie, że chodzę za mamą i z nią śpię! Gdybym nosił mech i go gryzł, to moi wrogowie mieliby kolejny temat do wyśmiewania mnie i plotek! Bo to zachowanie godne kocięcia, a nie prawdziwego wojownika! — uświadomił jej to, kręcąc głową.
W zasadzie przy okazji zdradził jej upokarzający fakt o swoim życiu, ale pewnie już o tym wiedziała. Miał w końcu przesrane przez te dwie plotkujące o nim zażarcie samice. 
— Na początku proponowałabym, żebyś jako cel obrał sobie zebranie dobrej reputacji w klanie. A zrobisz to właśnie zachowując spokój i godność wojownika, angażując się w sprawy społeczne, pomagając innym. Szybko zaczniesz zdobywać sympatię kotów, a przez to łatwiej będzie zdobywać ci zaufanie innych i będziesz się czuł bardziej komfortowo — wyjaśniła mu. Na resztę jego wypowiedzi powstrzymała się od rozdziawienia pyska. — Gdyby się z tego śmiali, to pokazaliby swoją niedojrzałość. Godnemu wojownikowi nie przystoi wyśmiewanie się z takich rzeczy. Uświadom im to, zachowując się mądrzej od nich. Ignoruj te zaczepki. Mech mógłby pomóc ci rozładować gniew w mniej destrukcyjny sposób. A jeśli to ci nie przemawia, to może drapanie ziemi pazurami? Bierz głębokie wdechy i odliczaj sobie w głowie. Za każdym razem, gdy ktoś będzie drwił, pomyśl sobie o mnie, o tym jak ja się wypowiadam. Pomyśl sobie, co ja powiedziałabym na twoim miejscu i po prostu mów - mów jak lider będący na równi ze swoimi wrogami.
Złapał się na tym, że kotka budziła w nim pewien respekt w sposobie w jaki się wypowiadała. Gadała... bardzo mądrze. Zdecydowanie nie przypominała mu kogoś w swoim wieku. Oblizał pysk, biorąc głęboki oddech. 
— Liczenie i oddychanie? W sumie... Dobra. To chyba dobry pomysł. Skupie się na czym innym i dzięki temu nie palne nic głupiego. — odetchnął głośno. — Ignorować? Staram się! Ostatnio na przykład. Szedłem po swojego ucznia, a Zajęcza Troska nie chciała mi pozwolić przejść, to... to miło kazałem jej się odsunąć, lecz niezbyt udało mi się ją odpędzić... Ziemia... Ziemia brzmi dobrze. Ugh... Nie wiem co ty byś powiedziała, nie siedzę ci przecież w głowie — odpowiedział kąśliwie. Czuł, że to będzie ciężki trening... No bo... Jak miał to wszystko osiągnąć? Wręcz zdawało się to ponad jego siły. 
— Oczywiście, że nie wiesz, ale musisz spekulować. Przecież wiesz, że ja bym nie wyzywała nikogo, gdyby ktoś zaczął wyzywać mnie, prawda? Po prostu pamiętaj, jaki przykład odpowiedzi ci przed chwilą podałam i spróbuj podobnie. Wiem, że potrafisz. Spróbuj powiedzieć coś tak, jak ci radziłam, tak jakbyś rozmawiał z Zajęczą Troską. Będziemy ćwiczyć aż do skutku.
Skinął powoli łbem, po czym zastanowił się nad słowami, które mógłby powiedzieć do kocicy. Musiał brzmieć dojrzale. Musiał być liderem. O tak... Ta wizja... Była wspaniała. Szkoda, że była tylko nic nie znaczącym obrazem, który miał mu pomóc wczuć się w rolę i nagadać fałszywej Zając. 
— Twoje słowa... Nie robią na nikim żadnego wrażenia, wiesz? Jak ci się nudzi, to idź na polowanie, bo tracisz tylko czas na swoje głupie, kocięce zaczepki — mruknął, patrząc na rudą z nadzieją, że dobrze mu szło.

<Strzyżyk?>

Od Strzyżykowej Łapy CD. Nastroszonego Futra

 — Uh... To jest za trudne. Nawet nie wpadłem na takie słowa. Ja... Ja mam tendencję do mówienia, a potem myślenia... — poinformował ją. — Reaguję samoistnie. To przez emocję... — burknął pod nosem, czując się okropnie z faktem, że ktoś młodszy od niego radził sobie lepiej w tych sprawach niż on.
— Na to też znajdzie się sposób — zapewniła go. — Co cię najbardziej uspokaja? Albo co najmilej ci się kojarzy?
Po kocurze widać było zadziwienie sposobem kotki.
— Krew — palnął zaraz kręcąc łbem. — Znaczy... — Położył po sobie uszy dość nerwowo. — Gdy jestem w emocjach często atakuję drzewa. Bije je, aby wyrzucić z siebie to wszystko co we mnie siedzi, aż się nie zmęczę. A inne rzeczy... ugh... nie wiem. Nic mi się raczej miło nie kojarzy prócz zwycięstwa nad wrogiem albo pokazania rodzinie, że jestem najlepszy. A nie czekaj... lubię coś... jeszcze... — przerwał gryząc się w język. — Ale to nieważne...
Cóż, ten jego problem był poważniejszy, niż sądziła. Naprawdę zależało mu na tym, by udowodnić swoją siłę.
— To gorliwa chęć udowodnienia sobie  i innym, że jesteś silny i najlepszy cię osłabia. To ona jest źródłem twoich kompleksów. Za dużo od siebie wymagasz, Nastroszony. Zamiast stawiać sobie zbyt wysokie cele, idź do jednego celu po małych krokach. Przecież nie wskoczysz od razu na wielkie drzewo, prawda? Musisz się najpierw na nie wdrapać i przejść całe, nim dotrzesz do szczytu. Jeśli potrzebujesz wyżywać się na rzeczach martwych... To za każdym razem, gdy jesteś wściekły, wyobrażaj sobie, że tak mocno drapiesz i gryziesz drzewo, że powalasz je na ziemię. Możesz też nosić ze sobą kulki z mchu i gryźć je w pysku. Skupienie się na fizycznych rzeczach często pomaga opanować gniew.

<Nastroszony?>

[przyznano 5%]

Od Nastroszonego Futra CD. Strzyżykowej Łapy

Strzepnął uchem. Czyli miał tak jakby to połączyć ze sobą? Mógł spróbować, lecz uśmiech opuścił jego pysk. 
— Zajęcza Trosko. Zachowujesz się niczym kocię. Jeżeli nie przestaniesz mnie zaczepiać, zgłoszę to liderowi, a on cię umieści w żłobku, bo tam najwidoczniej jest twoje miejsce. — Zadarł wysoko nos, patrząc na młodszą z góry.
Błękitne oczy Strzyżykowej Łapy zabłyszczały.
— Dobrze! O to właśnie chodziło. Nie przestawaj wyobrażać sobie, że rozmawiasz z Zajęczą Troską. I pamiętaj - używaj tego samego sposobu, ale jakbyś był na równi — miauknęła, po czym wzięła głęboki wdech. — Jesteś głupi i dziecinny. Nie dziwię się, że nikt cię nie lubi, w końcu na to zasługujesz. Kto mógłby chcieć przyjaźnić się z takim ścierwem? To dziw, że Rudzikowy Śpiew jeszcze trzyma cię w tym klanie — powiedziała wyniosłym i wyższym tonem głosu.
Skinął jej głową, zadowolony z tego, że dobrze mu szło. Czyli można było tak obrażać Zając! Nie no, uwielbiał Strzyżyk. W końcu mógł się wyżyć na tej okropnej ropusze wraz z kimś, kto zachęcał go do plucia na liliową vankę. Słysząc jednak słowa, które padły dokładnie zaraz, wmurowało go. Co... Co ona powiedziała? Jego uszy automatycznie położyły się, a cała radość zniknęła, pozostawiając szok, smutek i rosnący gniew. To ona żartowała? Zacisnął pysk, czując jak strzykają mu zęby. 
— Co? Coś ty powiedziała?! Czyli... Czyli to wszystko to był żart? — Wziął głęboki oddech, warcząc w jej stronę i wbijając pazury w ziemię. — Czyli jednak cię omotała! — z jego pyska wyrwał się żałosny jęk. — Nie wierzę. — Pokręcił łbem. — Myślałem, że chcesz mi pomóc...! — Sypnął piachem w jej oczy, jeżąc się ze złości na grzbiecie.
Ruda westchnęła. Stuknęła mu kamieniem prosto w czoło, w odpowiedzi na drobinki bolesnego piachu, które szybko zaczerwieniły jej oczy i zmusiły ją do ich zamknięcia.
— Ocknij się, Nastroszony! Tylko cię testowałam. Co ja ci mówiłam? Mów jak lider, będąc na równi z twoimi wrogami. Umiesz zachować spokój i stoicką postawę, kiedy stoję nad tobą i ci pomagam. Ale w normalnych warunkach... Tracisz cierpliwość, tak jak wcześniej. Jeszcze raz. Zareaguj na moje słowa tak, jak cię uczyłam. 
Skrzywił się, sycząc na nią wrogo, gdy dostał kamieniem w łeb. Pomasował się łapą po bolącym miejscu, strosząc się jeszcze bardziej. Testowała go? Czemu nie ostrzegła! On wziął to sobie naprawdę do siebie! Sądził, że kolejny kot z niego drwi. Chwile siedział przygarbiony, machając wrogo ogonem, próbując się uspokoić, ale było to dość ciężkie. 
— Nie rzucaj we mnie kamieniami, bo cię trzepnę — ostrzegł z sykiem. — Nie umiem! — Pokręcił nosem. — Nie potrafię, nie wypowiadaj ich nawet ponownie, bo cię rozerwę na strzępy! — zagroził, biorąc głębszy oddech. — A co? Ty byś spokojnie pozwoliła na to, by ktoś cię wyzywał? To może ja zacznę i się przekonamy co mi odpowiesz, co? — fuknął zły.
— Kolejny błąd — miauknęła w odpowiedzi na jego słowa. Podeszła do niego, wysuwając wyżej brodę. — Ty nie masz na to pozwalać, Nastroszone Futro. Masz odpierać to spokojem - bo wtedy dajesz po sobie poznać, że jesteś dojrzały i nie zniżasz się do reagowania na zaczepki. Prawidłową reakcją byłoby odpowiedzenie na moje wyzwiska "Pokazujesz tymi słowami swój niski poziom. Nie potrafisz użyć logicznych argumentów, a zamiast tego wyzywasz mnie kocięcymi wyzwiskami. Jeśli nie przestaniesz, zgłoszę twoje niedojrzałe i niegodne wojownika zachowanie". Wtedy bym nie dociekała. Odpuściłabym, bo poczułabym się zażenowana faktem, że nisko celuję, że mój wróg zachowuje się mądrzej ode mnie. Rozumiesz? Jeśli chcesz pokonać swoich wrogów, to nie pokazuj im tego, czego oczekują i co chcą uzyskać. Zaskocz ich, będąc mądrzejszym od nich samych.
Och... Jej wytłumaczenie było logiczne. Zamknął pysk, który otworzył mimowolnie z szoku, słysząc jak uczennica rozwiązałaby tą sprawę. Rzeczywiście brzmiało to... dobrze. 
— Uh... To jest za trudne. Nawet nie wpadłem na takie słowa. Ja... Ja mam tendencję do mówienia, a potem myślenia... — poinformował ją. — Reaguję samoistnie. To przez emocję... — burknął pod nosem, czując się okropnie z faktem, że ktoś młodszy od niego radził sobie lepiej w tych sprawach niż on.

<Strzyżyk?>

Od Strzyżykowej Łapy CD. Nastroszonego Futra

 — Odwal się ode mnie. Zostaw mnie w spokoju. Nie jesteś wcale taka wspaniała za jaką się uważasz. Jesteś nic nie znaczącym śmieciem i wronią strawą. Zdechniesz! Zdechniesz marnie lisie łajno! — Splunął jej pod łapy.
Zastanowiła się. Może gdy kocur dostanie jawny przykład godności, będzie w stanie wyrażać swoje myśli w spokojniejszy sposób. Ruda skinęła głową.
— Teraz pomyśl sobie, że jesteś kimś wysoko postawionym. Przywódcą, zastępcą, lub nawet samym bogiem. Mając wysoką lub szanowaną pozycję, musisz być autorytetem. Komuś takiemu nie wypada zniżać się do poziomu swoich wrogów i denerwować się na głupie zaczepki. Widziałeś, jak przywódcy wypowiadają się na zgromadzeniach - nawet, jeśli są sobie wrodzy, używają neutralnych słów. Powiedz to samo, to, co czujesz, jakbym była twoim wrogiem, ale tym razem jak przywódca, jak ktoś godny.
 Na pysku wojownika od razu pojawił się uśmiech. Zastanowił się chwilę, zwracając na nią cwaniacki wzrok. 
— Zajęcza Trosko, twoje zachowanie jest poniżej godności wojownika. Degraduje cię ze swojego stanowiska, wracasz do rangi kocięcia, aż nie nauczysz się szacunku do lepszych od siebie. — Uniósł łapę tak, jakby powstrzymywał kocice przed wtrąceniem się w jego zdanie. — Bez dyskusji. Należy mi się szacunek, jestem twoim liderem.
Strzyżyk zacisnęła mocno pysk, powstrzymując się od parsknięcia śmiechem. Ogarnęła się i kontynuowała.
— Dobrze. A więc teraz, powiedz tym samym sposobem, ale jakbyś był z nią równy rangą.

<Nastroszony?>

[przyznano 5%]


Od Nastroszonego Futra CD. Strzyżykowej Łapy

Przyszedł do legowiska medyków. Na zgromadzeniu ustalił, że Strzyżykowa Łapa pomoże mu wrócić w łaski społeczności. Dalej nie pojmował tego co mówiła. Jej słowa zdawały się proste, lecz wykonanie tego wszystkiego, było dla niego zbyt trudne. No ale obiecał sobie, że czas na zmiany. Nie mógł teraz po prostu stchórzyć!
— Strzyżykowa Łapo? Jesteś tu? — zawołał. 
Miał nadzieję, że nikt się nie dowie o ich spotkaniach. To byłby dopiero wstyd!
Kocica słysząc jego głos, uniosła wyżej łeb i odwróciła się. 
— Oho, wreszcie jesteś — rzuciła, po czym spojrzała w jego oczy. — Tak jak mówiłam, pomogę ci. Ale najpierw chodźmy w jakieś ustronne miejsce. Może las przy zrujnowanym moście? Nie ma tam otwartej przestrzeni, nikt nas nie zobaczy.
Pokiwał łbem. Podobało mu się to wyjście. Będzie cisza i spokój i nikt nie zwróci uwagi na to, że spotykał się z medyczką. A zresztą... Gdy ktoś zapyta może powiedzieć, że poszedł jej pomagać zbierać ziółka. 
— Dobra, chodźmy — rzucił po czym wyszedł z legowiska medyków, kierując swoje kroki w stronę miejsca, które wskazała mu przyszła medyczka.

***

Droga minęła im dość sprawnie i co najważniejsze szybko. Raczej mało kto zwrócił uwagę na ich wyjście z obozu. Gdy dotarli w ustalone miejsce, gdzie mieli pewność co do swojej prywatności, uczennica stanęła naprzeciw niego.
— Na początku potrzebuję wiedzieć, co czujesz. Do... Zając, czy tam wszystkich innych kotów, do których czujesz wstręt lub niechęć. Mów wszystko, opisz każdą emocję, która tobie towarzyszy przy rozmowach z nimi.
Wszystko? Ale tak absolutnie wszystko? Usiadł, zastanawiając się jak to ubrać w słowa. Mógłby o tym rozmawiać godzinami, a wiedział, że nie mieli na to tyle czasu. 
— Czuję... Nienawiść, wstręt i niechęć tak jak już to określiłaś. Gdy widzę swoich wrogów nosi mnie, by im przylać, by pokazać, że nie jestem słaby, że się mylą. Pragnę zobaczyć na ich pyskach strach, a może wycofanie? Coś co dałoby mi poczucie tego, że ja wygrałem. One jednak są takie okropne! Powodują we mnie skrajne odczucia. Takie niszowe, że aż jestem na siebie za to zły, że nie potrafię ich porządnie zagiąć. Często się denerwuje w ich towarzystwie i gadam od rzeczy. No wiesz... W złości je przeklinam i takie tam. Podobno to są według nich dziecinne zachowania... No ale... Nie potrafię się powstrzymać! Tak czuję, że mogę odreagować.
— Już rozumiem. To twój gniew i niecierpliwość powoduje, że napędza się to całe koło drwin. Bawi ich to, że się denerwujesz, jest to przez nich uznawane za niedojrzałe czy dziecinne. I, coś w tym jest, bo - bez urazy - dorosłe koty raczej nie są aż tak nerwowe. No dobra, więc musimy popracować nad tym, by nauczyć cię panować nad emocjami.  Wyobraź sobie teraz, że jestem jedną z twoich wrogów - Nie wiem, Zajęczą Troską, czy kimkolwiek innym, z kim masz zatargi. Powiedz mi teraz to, co kłuje cię w środku. Co byś do niej powiedział?
Uniósł brew, patrząc na nią zaskoczonym wzrokiem. Miał wyobrazić sobie, że ona była tą wronią strawą? W zasadzie... Było to dość dla niego proste. Tak bardzo pałał nienawiścią do wspomnianej kotki, że słowa wręcz samoistnie wypłynęły z jego pyska. 
— Odwal się ode mnie. Zostaw mnie w spokoju. Nie jesteś wcale taka wspaniała za jaką się uważasz. Jesteś nic nie znaczącym śmieciem i wronią strawą. Zdechniesz! Zdechniesz marnie lisie łajno! — Splunął jej pod łapy.

<Strzyżyk?>

Od Strzyżykowej Łapy CD. Nastroszonego Futra

 — Lepkie Łapki, a potem Rudzikowy Śpiew. Ta pierwsza była nienormalna. Znęcała się nade mną i zapłaciła za to. Dlatego teraz odsiaduje wyrok. — powiedział młodszej. — Twój ojciec pomógł nadrobić mi braki, które przez nią miałem i teraz jestem najsilniejszym wojownikiem w klanie — kocur posłał jej uśmieszek.
Wyprostowała się z dumą, pusząc się jak paw i uśmiechając się lekko.
— Wiedziałam, że mój ojciec jest świetnym przywódcą i wojownikiem — pierwsza część jej nie zadowoliła. — Uh, Lepkie Łapki, sporo kotów mnie przed nią ostrzegało. Zresztą, nie dziwię się, nawet nie znając jej, widząc jak jest oszpecona, każdy by od niej uciekał. Podobno to zdrajczyni.
— Tak. Tak była nazywana przez Kruczą Gwiazdę, ponieważ przez jakiś czas gościła w innym klanie, do którego uciekła. Jest jednak siostrą lidera, więc nic dziwnego, że nie chciał jej wygnać. Ale popełnił błąd, dając ją na mojego mentora. Leniła się. Była okropna — Splunął w bok. — Niech zdechnie w Mrocznej Puszczy za swoje zbrodnie.
— Słyszałam o tym. Dowiedziałam się od Zdradzieckiej Rybki, że moja matka też była w Klanie Burzy. Ale ona przynajmniej zachowała godność. Nie zdradziła klanu — strzepnęła ogonem. — To takie... upokarzające, że moja ciotka jest zdrajczynią i wariatką... Już rozumiem, czemu matce tak zależało na tym, żeby wychować nas na porządne koty. Pewnie dużo razy zawiodła się na swojej rodzinie.
Wojownik pokiwał niby ze zrozumieniem głową, chociaż go to nijak nie obchodziło.
— Możliwe, że tak było. Będę już się zbierał. — Wstał. — Obowiązki wzywają, ale... — zawahał się przez moment. — Jeszcze do ciebie wpadnę... 
Skinęła głową.
— Do zobaczenia, nie będę cię już dłużej zatrzymywać.


<Nastroszony?>

[przyznano 5%]

Od Nastroszonego Futra CD. Strzyżykowej Łapy

 Gapił się na nią jakby urwała się z choinki. Kolejna? Co z tymi kotkami było dzisiaj nie tak?! Ten klan był do cna zepsuty. Pewnie gdyby dowiedziała się co robił, zamiast ziaren na jego dolegliwość, dostałby jakieś trujące zielsko. Nie spodziewał się po Strzyżykowej Łapie, że była taka bardzo nastawiona za przemocą. Wziął nasiona, po czym je przełknął, milcząc przez dłuższą chwilę. Pewnie by ją wyśmiał, gdyby nie fakt, że tyle razy dostał po tyłku, że wolał sobie oszczędzić złośliwych komentarzy. 
— Staram się. Ale ciężko jest ignorować kogoś, kto nie daje mi spokoju i to umyślnie. — przypomniał sobie tą ostatnią sytuację, gdy szedł po swojego ucznia, lecz Zając musiała stanąć mu na drodze, drocząc i wymądrzając.
— Zamiast tracić czas na inne koty lepiej jest zgłosić to do kogoś wyżej. Tylko stracisz nerwy i — Spojrzała na jego łapę.  — Krew, a to wcale nie sprawi, że te koty się od ciebie odczepią. Ignorując bezpodstawne zaczepki prędzej pokażesz im swoją dojrzałość.
Ha! Łatwo jej było mówić! Ona nie miała tak przerąbane w klanie jak on! Klan Nocy był zepsuty do cna przez te zawszone samice! No dobra... Uczennica też była kotką, ale kroczyła ścieżką medyka i tak jakoś ciężko było mu ją utożsamiać z takim zepsuciem, jak resztę wojowniczek. Nie mogła w końcu mieć partnera czy potomstwa. Była... czymś innym. 
— A jak lider nie uwierzy? Jak byłem małym kocięciem Zajęcza Troska raz tak namieszała swoim paskudnym językiem, że to ja byłem ten winny, chociaż to ona mnie uderzyła w pysk. I wyszła z tego bez kary — warknął, przypominając sobie tą okropną scenę. — Nie zamierzam stracić rangi, na którą ciężko pracowałem, bo uznają, że to ja prowokuje, gdy to się nie dzieję.
— Zajęcza Troska?... Jesteś pewien, że to ona? — mruknęła tak, jakby mu nie uwierzyła. 
Nastroszył się na to. Wiedział, że lilowa vanka swoim językiem mąciła w umysłach wielu, ale sądził, że Strzyżykowa Łapa była mądrzejsza i już się na niej poznała. 
— Oj uwierz, jej gębę trudno jest pomylić z kimkolwiek. To fałszywa, dwulicowa osoba. Z jej pyska wychodzą same kłamstwa. Jest nienormalna — prychnął.
— No cóż, każdy ma jakichś wrogów. Nie chcę jednak sugerować się relacjami innych. Myślę, że to zrozumiesz — miauknęła ruda. — No ale są lepsze tematy do rozmów. Podobno szkolisz mojego brata. Jak ci idzie? Sprawia problemy? Jest dość głośny, ale da się z nim sympatyzować.
Zmiana tematu dobrze mu zrobiła. Akurat lubił Skrzeczącą Łapę. Dało się z nim normalnie porozmawiać i co najważniejsze, był całkiem zdolnym i pojętnym uczniem. Takich kocurów Klan Nocy potrzebował. 
— Dobrze. Jest dobrym uczniem. — przyznał szczerze. — Lubię go. Nie drwi sobie ze mnie jak co niektórzy w klanie i mamy podobny problem. Wyrośnie na dobrego wojownika, który nie przyniesie klanowi wstydu.
— Cieszę się, że moi bracia nie splamią naszej reputacji. Matka nie byłaby zadowolona, gdyby kolejny członek rodziny przyniósł wstyd klanowi. Dobrze, że się rozumiecie, komunikacja jest w końcu ważna podczas treningu. A ciebie kto szkolił?
— Lepkie Łapki, a potem Rudzikowy Śpiew. Ta pierwsza była nienormalna. Znęcała się nade mną i zapłaciła za to. Dlatego teraz odsiaduje wyrok. — powiedział młodszej. — Twój ojciec pomógł nadrobić mi braki, które przez nią miałem i teraz jestem najsilniejszym wojownikiem w klanie — Posłał jej uśmieszek.

<Strzyżyk?>

Od Strzyżykowej Łapy CD. Nastroszonego Futra

 — Słuchaj, one są jakieś świrnięte. Wychwalają kotki i gadają coś o tym, że kocury powinny bić im pokłony. Lepiej z nimi się nie zadawaj, bo jeszcze skończysz jak one, a wydajesz się w porządku — przyznał to z bólem serca, ale taka była prawda. Nauczył się już odróżniać lepsze kotki od tych gorszych. — Chętnie skorzystam z twojej propozycji. — Skinął jej łbem wojownik, krzywiąc się.
Skinęła głową. To faktycznie było niezdrowe. Może nie o tyle było to dla niej jakieś nieodpowiednie, tylko po prostu głupie. Bo jak durnym trzeba być, by wierzyć, że płeć cokolwiek zmienia? Oczywiście, miała na myśli kocury, które szanowały kotki. Całkowicie popierała pewne formy przemocy wobec osób, które nie szanowały kotek. Oko za oko, ząb za ząb, proste. Przypomniała sobie, jak Nastroszony ostrzegał ją przed Zając. Kotka również o nim wspominała. Nie była jednak złą osobą. Więcej wątpliwości mogłaby mieć co do samego Nastroszonego, niż do vanki, wbrew pozorom. Strasznie nienawidziła faktu, że wszyscy tylko mącili jej w głowie! Nie miała zielonego pojęcia, z kim powinna się zadawać, kto grał tego dobrego, a kto wręcz przeciwnie. Nie chciała jednak brać pod uwagę wszystkich tych oszczerstw i plotek, bo nie miała pojęcia, czy są prawdziwe. Kierowała się własną intuicją, a nie słowami znajomych.
Podniosła się i podeszła do składziku, wyciągając z niego na rozłożystym liściu trochę ziaren maku. Położyła je przed kocurem.
— Zjedz, nie będzie tak boleć — miauknęła. — Co do tego, co mówisz, to... Cóż, to nie moja sprawa, więc nie będę zabierać głosu, ale to dość nielogiczne dyskryminować kogoś ze względu na takie rzeczy jak płeć, o ile druga strona ma szacunek do tej pierwszej. Przecież to nic nie zmienia. Co to za różnica, czy byłbyś kotką, czy kocurem, twoja osobowość czyni tą relację, a nie płeć — zmarszczyła brwi. — Chyba, że ktoś nie ma do kogoś szacunku. Wtedy przemoc jest uzasadniona. Ale ktoś o zdrowym rozsądku nie marnowałby czasu na bójki. Najlepiej jest zignorować niegodne osoby i nie zniżać się do ich poziomu. Tego mnie nauczyła matka i nie reaguję na zgryźliwe zaczepki, bo to do niczego nie prowadzi. Nie zamierzam robić sobie pod górkę i zbierać kłopoty tylko z powodu tego, że ktoś nie potrafi się zachować. Tobie też to radzę. Nie trać czasu na osoby, które według ciebie nie są tego warte.

<Nastroszony?>

[przyznano 5%]

Od Nastroszonego Futra CD. Strzyżykowej Łapy

 Nawet o tym nie wiedział, ale pokiwał łbem jak znawca. Nie chciał wyjść przed kotką na jakiegoś tłumoka. Wszak nie interesował się chorobami i tymi sprawami dotyczącymi leczenia, ale uczennica nie musiała o tym wiedzieć. Dzięki temu zdobywał jej sympatie, co wręcz było... miłe. 
— Prawda wiele w klanie mysich móżdżków, no i zdrajców, lecz się za dobrze kryją pod swoją fasadą grzeczności — prychnął, mając oczywiście na myśli te okropne feminazistki pokroju Zajęczej Troski. — Zdradziecka Rybka nawet ostatnio został dopuszczony na zgromadzenie. Kto wie czy czegoś już nie wygadał i czy wróg nie szykuje na nas jakiegoś ataku.
Czekoladowy mu śmierdział. I to bardzo. Dostrzegał ten jego dziwny wzrok, który kierował w stronę burzaków. Jak nic tęsknił za nimi. Nie zdziwiłby się, gdyby ten ich zdradził. Rudzikowy Śpiew popełnił ogromny błąd, ufając mu w tej kwestii. 
Ruda pokiwała łbem na wzmiankę o Rybce. 
— Lepiej będzie, jeśli mój ojciec znajdzie sobie jakichś sojuszników. Klan Wilka ponoć dogaduje się z Klanem Klifu, a Klan Burzy, z tego co mi wiadomo, z Owocowym Lasem. Będziemy... prosto mówiąc, w czarnej dupie, jeśli komukolwiek zachce się dopuścić zdrady i puścić parę z pyska. Chociaż... Aż tak głupich kotów nie mamy chyba w klanie. Zdradzenie informacji o własnym klanie to przecież próba samobójcza. No chyba, że ktoś planuje zdezerterować i spiskuje z wrogami.
— Moja matka twierdzi, że w klanie nie ma mądrych kotów. — przypomniał sobie jej słowa. — W sumie się z nią zgadzam. Też tępa jak stado myszy — prychnął pod nosem, oparł ciężar na prawej łapie, po czym syknął. No tak. Zapomniał, że rany goiły się długo, chociaż już nie wyglądało tak źle jak wcześniej. Uniósł ją w górę, by niecą ją odciążyć. Głupia Zając i Sroka. Powinny za to zapłacić. Te ich zadowolone uśmieszki, gdy widziały jak umykał im spod łap, bardzo go irytowały. 
— Może i ma rację — prychnęła przyszła medyczka, wywracając oczami. — Ale trzeba być skrajnie głupim, żeby sprowadzić na klan katastrofę — dopiero, gdy syknął, zwróciła uwagę na jego łapę. — Co ci się w nią stało?
— Nadwyrężyła się, bo ktoś kogo nie cierpię całym sercem, postanowił mi wlać za to, że jestem kocurem — prychnął, nie mogąc się powstrzymać. Tak to było, gdy nie miał do kogo pyska otworzyć. — Ale żeby nie było, ich było dwie, a ja byłem ranny. Wcale nie jestem słaby. Jakby poszły na solo, to nie miałyby ze mną szans!
Tak! wierzył w to. Był silny! Jakżeby inaczej? Nie był żadnym trzęsącym się kociakiem, który będzie pozwalał im na takie karygodne zachowanie! 
Strzyżykowa Łapa uniosła brwi.
— Co ich obchodzi płeć? To tylko drobne różnice, które dzielą koty. Mało istotne — mruknęła. — Jeśli chcesz, mogę dać ci jakieś zioła, które załagodzą ból. Zbyt wiele nie pomogę, bo nie ma tu złamania, a twoja łapa po prostu musi odpocząć, ale mogę sprawić, żeby aż tak bardzo cię to nie męczyło.
— Słuchaj, one są jakieś świrnięte. Wychwalają kotki i gadają coś o tym, że kocury powinny bić im pokłony. Lepiej z nimi się nie zadawaj, bo jeszcze skończysz jak one, a wydajesz się w porządku — przyznał to z bólem serca, ale taka była prawda. Nauczył się już odróżniać lepsze kotki od tych gorszych. — Chętnie skorzystam z twojej propozycji. — Skinął jej łbem, krzywiąc się.

<Strzyżyk?>

Od Strzyżykowej Łapy CD. Nastroszonego Futra

 — Bo to interesujący temat — Nastroszone Futro wzruszył ramionami. — Dla mnie rośliny kojarzą się tylko z zającami, ponieważ się je jada. O i z więzieniem. — skrzywił nos. — Kiedyś jak byłem młodszy od ciebie, matka mnie tam zabrała i widziałem jak wiele kotów było uwięzionych w dawnym legowisku medyka, wymiotując zdechłą rybą. Niektórzy tam nawet umierali — podzielił się z nią dawnymi dziejami. 
Skrzywiła się, czując jak żółć podchodzi jej do gardła, a ona sama dostała odruchu wymiotnego. 
— Co do... Co do kurwy nędzy — rzuciła, by zaraz potem ugryźć się w język. — Wybacz, nie powinnam tego mówić. Tam naprawdę było więzienie? Chcesz mi powiedzieć, że koty tam umierały... Jaka rzeźnia — aż zakręciło się jej w głowie od obrzydzenia. Nie spodobały jej się także porównania kocura, ale wkrótce uznała, że może niepotrzebnie doszukuje się metafor. Kocur w końcu był dla niej miły. Zachowywał się stosunkowo normalnie. — Cóż, jeśli Muchomor będzie raczyć podzielić się ze mną wiedzą na temat trucizn, to mogę ci co nieco na ich temat powiedzieć.
— No tak jakby było, ponieważ panowała epidemia i chorzy się zarażali od siebie czy coś... Niezbyt dobrze pamiętam. Pewnie twój mentor ci powie o tym coś więcej, w końcu to było za jego życia — miauknął, uśmiechając się, gdy usłyszał od niej, że mogła mu co nieco powiedzieć o truciznach w przyszłości. Na pewno ta wiedza mu się przyda. — Dzięki.
— Och, no tak. To musiały być mroczne czasy w historii Klanu Nocy. Epidemia może być naprawdę groźna. Dlatego powinno się w pierwszej kolejności leczyć choroby zakaźne, a dopiero potem resztę. Tego też się nauczyłam. Nie sądziłam jednak, że nas to kiedykolwiek dotknęło, zwłaszcza dość niedawno, skoro ty to jeszcze pamiętasz — rzuciła. — Nie pozwolę, by to się powtórzyło. Chociaż bardzo łatwo jest się zakazić. Choroby przenoszone są i przez pogodę, ale też od padliny, chorych zwierząt lub szczurów i innych gryzoni. A dużo kotów ignoruje mimo to objawy, narażając na życie resztę klanu. To  jak zdrada — prychnęła. — Pozwolić na wymordowanie całego klanu z powodu swojego widzi mi się — na ostatnie słowa skinęła głową. — Nie ma problemu.

<Nastroszony?>

[przyznano 5%]

08 stycznia 2023

Od Nastroszonego Futra CD. Strzyżykowej Łapy

Siedział na uboczu obozu, gapiąc się na rybę. Właśnie wrócił z treningu ze Skrzeczącą Łapą. Dobrze mu szło. Lada dzień a zostanie wojownikiem. Nie miał jednak apetytu. Wykrzywił pysk, trącając piszczkę kończyną, ale ta nie znalazła porady na jego bolączki. Ostatnio dni mu tak się dłużyły. Praktycznie gdyby miał możliwość, to nie wychodziłby z legowiska, gapiąc się tępo w ścianę. 
Westchnął cierpiętniczo, po czym zerknął w bok, dostrzegając siostrę swojego ucznia. Wziął mięso w pysk po czym podszedł do rudej, dając je jej pod łapy. 
— Masz. — rzucił tylko, nie dodając nic więcej od siebie.
— To już nie łaska się przywitać? — Kotka przekrzywiła łeb, wypowiadając te słowa z nutą przekory. — Dzięki.
— Cześć — przywitał się dość markotnie, poprawiając się. — Uczysz się na tego... medyka, tak? Dziwne, że lider mianował kolejne kocię na jego ucznia. — podjął konwersację, owijając ogon wokół swoich łap.
Czas było spróbować w te "znajomości". Jak na razie Strzyżykowa Łapa nie budziła w nim żadnych negatywnych odczuć, co było dla niego zbawienne. Może to przez to, że trenował jej brata, którego polubił, a może przez fakt, że nie szkoliła się na wojownika? Nie wiedział. 
Dojrzał jak ruda skrzywiła się nieznacznie.
— Też tego nie rozumiem. Moja matka nie była zadowolona z tego powodu. Kazała mi się nie zadawać z tą drugą. Co jest trochę ciężkie, zważając na to, że żyjemy teraz pod jednym dachem — odparła.
— Jak będzie sprawiać problemy to jej nakop — poradził, uśmiechając się pod nosem, bo wizja lejących się przyszłych medyczek była ciekawa. — Muchomorzy Jad wyrabia? Jest bardzo stary, a was jest dwójka. Pewnie ma pełne łapy roboty — zauważył.
Gdyby on miał dwójkę uczniów, to chyba by zwariował. Nie potrafiłby się rozdzielić i dać takiej samej uwagi obu podopiecznym jak jednemu. Co w tego lidera ostatnio wstąpiło? Czyżby to była starość? A może coś innego? Wiedział jedno... Jak sobie nie radził mógł oddać stanowisko zastępcy. Nawet nie chciał, aby nazywać go Gwiazdą, co było dla niego niepojęte. On z chęcią nosiłby to miano i nie płakał na boku, że był go niegodny. 
— Mój brat się go boi, ale ja sądzę, że jest całkiem... okej. Czy wyrabia? Ciężko stwierdzić. W teorii ma bardzo dużo wiedzy, ale w praktyce widać po nim, że się zestarzał. Pewnie będziemy musiały same chodzić na wyprawy po zioła... Co za tortury... — Wysunęła i wsunęła pazury. — Czasami chciałabym być uczennicą wojownika. Potrzebuję dużo energii. Walka też mnie ekscytuje. Ale jeśli miałabym wybierać pomiędzy tymi dwoma, to ścieżka medyka bardziej mnie interesuje. Te wszystkie właściwości ziół, z których można robić i trucizny, i medykamenty... I mieszanki, które potrafią wywołać różne skutki na kotach, a nawet wywołać halucynacje. Kocia psychika też jest całkiem interesująca. Prawie jak magia.
— Mówisz? — zamyślił się chwilę, wpadając na świetny pomysł. — I coś już potrafisz? W sensie... Znasz jakieś trujące rośliny albo takie, które mogą nakopać kotu w tyłek?
Pytał w konkretnym celu. Gdyby uczennica podzieliła się z nim tą wiedzą, mógłby podać Zajęczej Trosce zatruty pokarm przez Błotnistą Plamę. Dalej nie wierzył w to, że lider zmienił jej imię na coś takiego. Lepiej było jej w tym starym. 
— Uh, na razie znam je tylko w teorii po nazwach, ale nie wiem, jak wyglądają i jakie mają właściwości. Muchomorzy Jad ciągle mówi, że jestem za młoda, by się ich uczyć i pokaże mi je, jak będę w odpowiednim wieku. Więc sobie jeszcze trochę najwidoczniej poczekam. Czemu to cię tak interesuje? — miauknęła.
Poczuł się rozczarowany. A szkoda... Wizja wepchnięcia trucizny swojemu wrogowi do gardła, uleciała dość szybko z  jego myśli.
— Bo to interesujący temat — Wzruszył ramionami. — Dla mnie rośliny kojarzą się tylko z zającami, ponieważ się je jada. O i z więzieniem. — Skrzywił nos. — Kiedyś jak byłem młodszy od ciebie, matka mnie tam zabrała i widziałem jak wiele kotów było uwięzionych w dawnym legowisku medyka, wymiotując zdechłą rybą. Niektórzy tam nawet umierali — podzielił się z nią dawnymi dziejami. Czuł się przez to... tak staro. Kiedy to było? Praktycznie na innych terenach, w innym życiu, które pozostawił daleko za sobą.

<Strzyżyk?>

20 listopada 2022

Od Strzyżyka Do Nastroszonej Łapy (Nastroszonego Futra)

 Egzystowała sobie spokojnie w żłobku, nikomu nie zawadzając i wylizując jedną ze swoich łapek, którą ubrudziła mchem z posłania. Nic dzisiaj nie mówiła, po prostu odpoczywała, przynajmniej dopóki nie dostała śmierdzącą rybą w pysk. Ciężar zwierzyny zbił ją z łap. Złapała się za pyszczek, po którym zaczynał roznosić się ból. Skrzywiła się.
— Ej ty, uważaj gdzie stoisz, bo jeszcze ktoś cię stratuje — postawiła czujnie uszy, gdy dobiegł do niej dźwięk jakiegoś nieznajomego kota, po głosie najwyraźniej kocura. O, super, znowu jakiś nieznajomy do niej przychodził. Klanie Gwiazdy, wszyscy się do niej lepili jak muchy! Chyba miała w sobie jakąś energię do przyciągania. Może to przez ten uśmiech.
 Zmarszczyła brwi, rzucając kotu kwaśne spojrzenie, gdy już się jej ukazał.
— Następnym razem postaraj się celować w bardziej... niezakocione miejsca — rzuciła. — I dzięki, jakiś czas temu ktoś już raz to prawie zrobił, ale przynajmniej żyję — mruknęła, wspominając pierwsze spotkanie z Zając.
— O, ciekawe kto — kocur usiadł przed maluchem. — Była duża, ślepa, nie miała jednego oka? — zasugerował. — Lepiej się jej wystrzegaj, bo lubi macać małe kocięta.
Zdziwiła się na opis kocura. Widziała tą kotkę gdzieś w obozie, ale nie zwróciła na nią szczególnej uwagi. Zakodowała sobie jednak w pamięci, by uważać na osobę, o której mówił tajemniczy nieznajomy, który walnął ją rybą w pysk.
— Nie, nie, to ktoś inny, ale będę pamiętać — odparła. — To była taka całkiem duża, w większości biała kotka. Miała żółte oczy i liliowy ogon. Prawie mnie zdeptała. Ma ładne poduszki łap. Przedstawiła się jako Zajęcza Łapa, trochę z nią pogadałam.
Kotka wydawała się sympatyczna. No i była taka ładna! I bardzo duża. Na pewno miała świetne wyniki na treningach.
Na pysk niebieskiego natychmiast wstąpiło obrzydzenie. Skrzywił nos.
— Słuchaj... Lepiej się z nią nie zadawaj. To kłamca. Potrafi wkopać kota kilkoma słówkami i zgrywa przy tym niewinnego kota. Jest fałszywa i zdradziecka tak jak jej ojciec. Nie daj jej się zwieść.
Uh. Już drugi kot przestrzegał ją przed Zając. Ale tym razem mówił jeszcze, że Rybka też był fałszywy! Komu ona miała w końcu wierzyć?! 
— Ale zdawała się taka miła! Dawała mi porady, mówiła czego będę się uczyć na treningach, przestrzegła mnie przez Rybką... Sympatyczna całkiem. Nie mówiła nic złego. Z jej tatą też rozmawiałam. On nią gardził. A ty gardzisz nimi obojgu! Komu ja mam wierzyć?! — tupnęła zirytowana łapką.
— Zajęczą Łapą, oczywiście! To jedyna najwłaściwsza opcja. Jej ojciec może i jest zdrajcą i ma nie po kolei we łbie, ale skoro cię przed nią przestrzegał, to możliwe, że nie jest tak głupi na jakiego wygląda. A ona udaje taką miłą. To zło wcielone. Jeżeli mi nie wierzysz, to poobserwuj sobie jak traktuje innych, a w szczególności kocury! Gardzi nimi i zachowuje się jakby była przenajświętsza! Na dodatek strasznie prowokuje i kłamie! Wszystko co mówi to nieprawda. Sączy jad, a nie słowa!
Każdy mówił o kotce co innego. Strzyżyk nie wiedziała już, co czuć w stosunku do starszej. Nie zamierzała przestać się z nią zadawać tylko ze względu na jakieś nieprzychylne komentarze... Ale powinna uważać. Mama ją przestrzegała przed zadawaniem się z nieodpowiednimi kotami.
— Czemu traktuje źle kocury? — zdziwiła się. Jej jakoś zbytnio płeć rozmówcy nie sprawiała różnicy, mimo iż lepiej dogadywała się z kotkami. — Kłamie? Prowokuje? No nie wiem... Nie brzmiała na taką. Ale najwyraźniej muszę bardziej się jej przyjrzeć przy następnej rozmowie... Jeśli faktycznie udaje, to dobrze jej to wychodzi.
— Owszem. Mi napsuła tak krwi, uwierz. To wredna istota. A czemu nas tak traktuje? A bo ja wiem? Siadło jej na łeb, to może to. Zapamiętaj, aby nie brać z niej przykładu, bo twój tata nie będzie z ciebie zadowolony.
— Dobrze... Postaram się na nią uważać. Dziękuję, że mnie przestrzegłeś. — odpowiedziała. Mimo wszystko, nie chciałaby zawodzić taty.

<Nastroszony?>