***
Chciałaby to odłożyć w czasie, jak najdłużej się dało, ale nie potrafiła. Co chwilę męczyły ją myśli o tym, że taka sytuacja mogłaby się powtórzyć. Któraś z kotek mogłaby ponownie targnąć się na jej życie, a ona mogłaby nie mieć kogoś, kto by ją uratował. Zagadka byłaby rozwiązana, ale ona jeszcze nie wybierała się do Klanu Gwiazdy. Leżała na swoim posłaniu w pozycji bochenka, zastanawiając się nad tym wszystkim, kiedy do pnia sumaka wszedł Błękitna Laguna.
– Przyprowadź tu Wężynowy Kieł – rozkazała, przenosząc wzrok z ziemi na niego. Kocur popatrzył na nią zaskoczony. W klanie nie było to tajemnicą, że od kilku księżyców kotki się unikały… przynajmniej jednostronnie.
– Jaki miałby być powód tej wizyty? – zapytał zastępca z ciekawości, a może strachu o swoją… partnerkę. Na samą myśl robiło jej się niedobrze. Mimo spędzenia dużej ilości czasu z Rogatym Flamingiem będącym niejako dowodem na relację tej dwójki nadal nie potrafiła tego zaakceptować. Z wielu powodów.
– Nie musisz tego wiedzieć – ucięła.
– Zaraz po nią pójdę. Przychodzę do ciebie jednak z inną sprawą-...
– To może poczekać. Przyprowadź tu Wężynowy Kieł – zjeżyła się z irytacji. Zastępca ponownie nie ukrył zdziwienia i skinął łbem, po czym zniknął jej z oczu. Srebrna wypuściła powietrze nosem i wyrównała futro na karku, po czym podniosła się do pozycji siedzącej. Zdążyła jeszcze przejechać parę razy językiem po futrze na piersi, zanim nie zobaczyła wchodzącej do legowiska szylkretki. Od razu zaprzestała tej czynności i wyprostowała się, spoglądając na siedzącą wojowniczkę. Starała się utrzymać dostojną postawę, ale targały nią emocje, głównie te negatywne, co znacznie utrudniało jej zadanie.
– Chyba wiesz, dlaczego kazałam cię tu zawołać – zaczęła, próbując utrzymać oficjalny ton. Widok Wężyny tylko pogarszał sprawę i musiała grać na czas. Kotka obdarzyła liderkę spokojnym spojrzeniem zielonych oczu, przysuwając się do niej jednocześnie o kilka kroków.
– Nie wiem, Mandarynko – wymruczała z nutą słodyczy w głosie. Uszy księżniczki obróciły się do tyłu jakby ze stresu, a serce jej przyspieszyło. Odchyliła się trochę do tyłu, z trudem nie odwracając wzroku.
– Odsuń się – wycedziła. – Dla Ciebie Mandarynkowa Gwiazdo – dorzuciła po chwili, dopiero teraz rejestrując to jako błąd Wężyny. Kotka nie okazała po sobie większych emocji. Zgodnie z nakazem odsunęła się na swoje poprzednie miejsce, po czym przysiadła, wachlując się swoim ogonem.
– Chcesz mi może coś wytłumaczyć? – zapytała, nie będąc w stanie sformułować dłuższego pytania bez zaciśniętego gardła.
– Co konkretnie?
“Wiele rzeczy” pomyślała pręgowana. W porę ugryzła się w język. Uszczypnęła się palcami w grzbiet nosa, zamknęła oczy i westchnęła ciężko w próbie uspokojenia emocji. Nie wiedziała, czy była zirytowana, zestresowana, czy speszona. Z powrotem popatrzyła na szylkretkę.
– Wydarzenia w dniu zamachu – doprecyzowała.
– Dlaczego nagle do tego wracasz?
Nie musiała jej niczego tłumaczyć, a przede wszystkim nie chciała tego robić.
– Odpowiedz na pytanie.
– Mandarynkowa Gwiazdo, przecież sama to widziałaś. Wyszłam na samotne polowanie, gdy nagle spostrzegłam, jak Czyhająca Murena czai się na ciebie za twoimi plecami! Nim zdążyłam do niej dobiec, było za późno, próbowałam ją z ciebie zrzucić, jednak ona przyszpiliła mnie do ziemi! Całe szczęście, że się obudziłaś, bałam się, że mnie zabije…
– Karmicielki zazwyczaj nie wychodzą na polowania. Szczególnie o świcie, zanim obóz się obudzi – zauważyła, mając nadzieję na znalezienie dziury w zeznaniach. Może wszystko było dużo prostsze, niż myślała? Może już znalazła winną i będzie mogła spać spokojnie?
– O jakiej innej porze miałabym wychodzić? – spytała jednolita. – Wieczorami z ukrycia wychodzą drapieżniki, a w dzień musiałam zajmować się Flamingiem. Świt był jedyną porą, o której mogłam wyjść z obozu, aby rozprostować kości i spędzić chwilę czasu w ciszy, sama ze sobą. Rogaty Flaming jest moim piątym kocięciem, sama przecież tyle miałaś i na pewno wiesz, jak ciężkie jest ich wychowanie... Proszę, Mandarynkowa Gwiazdo, uwierz mi. Do niedawna byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, nie wiem, co się stało, że nagle się ode mnie tak odsunęłaś... Czyżby Czyhająca Murena rozpowiedziała Ci o mnie przykre plotki?
– Stało się morderstwo, które być może ty popełniłaś – odpowiedziała zdecydowanie za szybko. Nie można było jej winić. Przeżywała dużo emocji na raz, a przecież to ona była ofiarą. – A to, co mówiła Murena, nie powinno Cię w tej chwili interesować – syknęła, zapominając na chwilę o formalności rozmowy.
– Nie, Mandarynkowa Gwiazdo. To zaczęło się już wcześniej i dobrze o tym wiesz – Wężyna niezrażona drążyła. Czy kusiło ją, żeby powiedzieć wreszcie, o co chodziło? Wygarnąć jej to wszystko? Przyznać się? Tak. Ale dla dobra swojego i Klanu Nocy musiała odciąć się od Wężyny raz na zawsze. Nie mogła wrócić do tego, co było. Więź została zerwana. Czasu się nie cofnie. Nie miała już siły ani chęci na kontynuowanie tej rozmowy. I tak więcej by z niej nie wyciągnęła.
– Żegnam.
Kotka z pędzelkami na uszach ponownie nie dała po sobie nic poznać i po prostu wyszła. Po chwili do środka ponownie wszedł zastępca. Mandarynka nie dała mu nic powiedzieć. Po prostu wstała i wyszła. Przysiadła przed sumakiem i oparła głowę na łapie. Nie wiedziała co teraz zrobić. Nie miała wystarczająco dużo dowodów na winę żadnej z tych kotek, a myślenie o tym tylko podnosiło jej ciśnienie. Ta sprawa chyba pozostanie nierozwiązana. Westchnęła ciężko i podniosła wzrok, krzyżując go z Czyhającą Mureną.
<Mureno?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz