Głos w mojej głowie. Potem ból, i przerażająca wizja własnego ciała leżącego bez życia. Z tego składał się mój sen. Obudziłem się zlany potem, i dysząc ciężko rozejrzałem się przerażony. Czyj to był głos? Stoneclaw'a? Foxfur'a? Może jakiegoś nieznanego kota. Drżąc wstałem. Cały klan pogrążony był we śnie. Wspaniale. Wyjrzałem z mojej nory, a potem wymknąłem się z obozu. Ciemna noc, może parę godzin po porze górowania księżyca. Biegłem przed siebie, bez celu. Chciałem zapomnieć o tym wszystkim. Gdy moje łapy zaczęły mdleć, usiadłem. Rozejrzałem się. Gdzie ja byłem? Wciągnąłem powietrze w płuca, ale nie wyczułem żadnego klanu. Albo tak daleko uciekłem, albo jestem aż taki rozkojarzony. Nagle coś ściągnęło mnie na ziemię. Potężne uderzenie. Upadłem na ziemię oszołomiony, a wtedy kot wbił zęby w mój nos. Miauknąłem i szybko odskoczyłem. Fuknąłem wściekle, kiedy krew zalazła mi nozdrza. Spojrzałem z nienawiścią, i moje serca zalała rozpacz. Stoneclaw. Z krwawym uśmiechem patrzył na mnie, a czerwona ciecz skapywała mu z pyska.
- Lider najpotężniejszego klanu, Wolfstar, dał się znokautować przez wygłodniałego samotnika - zaśmiał się szyderczo.
Zacisnąłem zęby i rzuciłem się na brata. Ten jednak zrobił szybki unik i zadrapał mi kark. Upadłem.
- Nie... nienawidzę ciebie... - syknąłem. Kocur roześmiał się tylko i odwrócił. Zebrałem w sobie wszystkie siły i wskoczyłem mu na grzbiet. Zachwiał się, a ja zdecydowanym ruchem odgryzłem mu ucho. Krzyknął, a ja dopełniłem dzieła, wbijając pazury w miejsce centralnie pod oczami. Szybko szarpnąłem nimi do góry. Wachlarzyk krwi prysnął na ziemię, kiedy Stone skoczył i zrzucił mnie z siebie. Odwrócił się do mnie. Miał zamknięte oczy, a po obu powiekach przebiegały trzy krwawe ślady. Uśmiechnął się do mnie.
- Jednak nie jesteś tak słaby, jak mi się wydawało. Ale nie na tyle silny, by uchronić się przed śmiercią.
Ledwie skończył zdanie, był już z tyłu mnie. Zdziwiony poczułem nagle przerażający ból. Z grymasem na pysku spojrzałem w dół. Ziemia pode mną uwalana była krwią i wnętrznościami. Trochę zajęło, zanim dotarło do mnie, że to, co jest na ziemi, jest moje. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zachwiałem się i upadłem na ziemię. Zwróciłem swoje oczy w górę. Nie mogę... nie mogę tak skończyć, pokonany przez samotnego kota... przez własnego brata. Poczułem, że coś opiera się o mój pysk.
- Słodkich snów... - syknął mi do ucha Stoneclaw.
***
Już go nie było. Bólu, Stoneclaw'a, niczego. Patrzyłem w las, a kiedy uniosłem łapę, okazało się, że mogę lewitować. Oderwałem się od ziemi. Coś wzywało mnie w górę. Jakaś siła. Już chciałem tam iść, kiedy wizja zaćmiła się. Spojrzałem jeszcze w dół, gdzie zobaczyłem moje zmasakrowane ciało. Wizja stała się rzeczywistością.
***
ZNÓW leżałem. Wróciłem do życia? Niemożliwe. Moje łapy były prawie że przezroczyste. Nagle... Obok moich cynamonowych nóg pojawiła się inna. Jasnoruda, zlewająca się z brązem. Spojrzałem w górę. Stała nade mną... mama. Rozejrzałem się zdumiony. Otaczał mnie krąg przyjaciół. Honeypelt, Foxfur, Sparrowwing, Weatherpelt, Grayheart, Waterstar i nawet Mysteriousshadow, Shadowrain i Rainymist. Uśmiechnąłem się, po czym zdecydowanie dołączyłem do nich - do członków Gwiezdnego Klanu.
<Ktoś tam z dołu, kto jeszcze żyje? Nigdy więcej smutnych piosenek >n< >
***
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolfstar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolfstar. Pokaż wszystkie posty
11 lutego 2016
23 stycznia 2016
Od Wolfstar'a CD Mintleaf
Kotka już miała zamiar wyjść, gdy zatrzymałem ją.
- Mintleaf, zostań. Jak jestem głodny, to sam na coś zapoluję - powiedziałem łagodnie, ale w miarę stanowczo.
- To idę z tobą - oznajmiła tak prosto z mostu kotka.
Przewróciłem oczami z uśmiechem, ale wstałem i ruszyłem do wyjścia.
- Jesteś spokojniejszy.
- Po czym wnioskujesz? - szepnąłem kotce do ucha.
- Tak sobie myślałam, że po twoim zachowaniu - zachichotała Mint.
Liznąłem ją po policzku.
- A ty za to jesteś z każdym dniem piękniejsza.
- Nie podlizuj się! - skarciła mnie kotka przyjaźnie.
Pewnie gdybym miał ogon, to teraz bym nim przytulił Mintleaf, ale ze względu na to, że go nie miałem, mogłem tylko iść w milczeniu, od czasu do czasu coś mówiąc.
***
- Am o! - krzyknąłem z jeszcze szarpiącym się młodym zwierzakiem w pysku.
Zwróciłem się w stronę lasu, z którego po chwili Mint przydreptała do mnie z dużą rybą.
- Yyaś a y okych oszach? - wydusiłem.
Zamiast odpowiedzi doczekałem się tylko potwierdzającego skinięcia głową. Zacisnąłem mocniej szczęki, aby zakończyć królicze życie. Uśmiechnąłem się do mojej partnerki, a ona przytuliła się do mnie. Po chwili naparła na moją łopatkę i wylądowałem po uszy w trawie.
- Sugerujesz coś? - mruknąłem nieco zakłopotany.
- Nie - odpowiedziała ze śmiechem i położyła się obok mnie.
W myślach odetchnąłem z ulgą.
- Lubisz patrzeć w niebo? - zapytałem się kotki.
<Mintleaf? Masz c:>
- Mintleaf, zostań. Jak jestem głodny, to sam na coś zapoluję - powiedziałem łagodnie, ale w miarę stanowczo.
- To idę z tobą - oznajmiła tak prosto z mostu kotka.
Przewróciłem oczami z uśmiechem, ale wstałem i ruszyłem do wyjścia.
- Jesteś spokojniejszy.
- Po czym wnioskujesz? - szepnąłem kotce do ucha.
- Tak sobie myślałam, że po twoim zachowaniu - zachichotała Mint.
Liznąłem ją po policzku.
- A ty za to jesteś z każdym dniem piękniejsza.
- Nie podlizuj się! - skarciła mnie kotka przyjaźnie.
Pewnie gdybym miał ogon, to teraz bym nim przytulił Mintleaf, ale ze względu na to, że go nie miałem, mogłem tylko iść w milczeniu, od czasu do czasu coś mówiąc.
***
- Am o! - krzyknąłem z jeszcze szarpiącym się młodym zwierzakiem w pysku.
Zwróciłem się w stronę lasu, z którego po chwili Mint przydreptała do mnie z dużą rybą.
- Yyaś a y okych oszach? - wydusiłem.
Zamiast odpowiedzi doczekałem się tylko potwierdzającego skinięcia głową. Zacisnąłem mocniej szczęki, aby zakończyć królicze życie. Uśmiechnąłem się do mojej partnerki, a ona przytuliła się do mnie. Po chwili naparła na moją łopatkę i wylądowałem po uszy w trawie.
- Sugerujesz coś? - mruknąłem nieco zakłopotany.
- Nie - odpowiedziała ze śmiechem i położyła się obok mnie.
W myślach odetchnąłem z ulgą.
- Lubisz patrzeć w niebo? - zapytałem się kotki.
<Mintleaf? Masz c:>
30 grudnia 2015
Od Wolfstar'a CD Unexpectedstar
Spojrzałem zmieszany na kotkę i położyłem uszy. To dziw, że jeszcze żyję. Kaszlnąłem i wyprostowałem się.
- Tak... kojarzysz tego kociaka? Immortalkit - zacząłem niepewnie.
- Och... Tak, kojarzę. Uroczy kurdupel.
Prychnąłem z rozbawienia. Unex mnie nieco bawiła. Wypiąłem klatkę piersiową, strzygnąłem uszami i rzekłem:
- Będziesz mogła mi pomóc w jednej rzeczy?
Unexpectedstar popatrzyła na mnie z zażenowaniem.
- Jeśli pomocą nazywasz grupkę 3 kotów...
- Nie! Nie mam nic do wielkości twojego klanu! - dodałem szybko.
Unexpectedstar zamrugała parę razy. Potem zamknęła swoje jedno oko i zwróciła pysk w stronę słońca.
- Zależy od trudności zadania - mruknęła.
Już chciałem zacząć mówić, kiedy coś przyciągnęło moją uwagę. Zakłopotany spojrzałem w bok, a dokładniej w wysoką trawę. Co chwila było widać w niej jakiś ruch.
<Unexpectedstar? TO się dzieje, kiedy każesz Wolf'owi odpisywać podczas braku weny .-.>
- Tak... kojarzysz tego kociaka? Immortalkit - zacząłem niepewnie.
- Och... Tak, kojarzę. Uroczy kurdupel.
Prychnąłem z rozbawienia. Unex mnie nieco bawiła. Wypiąłem klatkę piersiową, strzygnąłem uszami i rzekłem:
- Będziesz mogła mi pomóc w jednej rzeczy?
Unexpectedstar popatrzyła na mnie z zażenowaniem.
- Jeśli pomocą nazywasz grupkę 3 kotów...
- Nie! Nie mam nic do wielkości twojego klanu! - dodałem szybko.
Unexpectedstar zamrugała parę razy. Potem zamknęła swoje jedno oko i zwróciła pysk w stronę słońca.
- Zależy od trudności zadania - mruknęła.
Już chciałem zacząć mówić, kiedy coś przyciągnęło moją uwagę. Zakłopotany spojrzałem w bok, a dokładniej w wysoką trawę. Co chwila było widać w niej jakiś ruch.
<Unexpectedstar? TO się dzieje, kiedy każesz Wolf'owi odpisywać podczas braku weny .-.>
29 grudnia 2015
Od Wolfstar'a
Ciepłe słońce grzało moje futro. Powoli chłeptałem wodę ze strumyka, przymykając oczy. Niedługo Pora Nowych Liści się zakończy. Nade mną fruwały różnorakie ptaki, brzęczały owady, a dookoła kłębiły się małe ssaki. Wilki są teraz zajęte swoimi młodymi, psy siedzą w domach, a Dwunożni? No tak, im nie przeszkadza pora. Zawsze będą zaśmiecać las swoimi śladami. Kazałem Mistypaw'owi iść wraz z patrolem. Podniosłem łeb. Ta cała słodycz zaczynała mnie obrzydzać. Rozejrzałem się rozeźlony. Spojrzałem czujnie na mój cel. Tłusta mysz podeszła zdecydowanie za blisko. Wystarczył jeden szeroki krok, brutalne podrzucenie do góry i już miałem swoją zdobycz w pysku. Ruszyłem do obozu klanu.
***
Oblizałem pysk z krwi i podbiegłem do legowiska wojowników. Mintleaf znowu tam przebywała. Siedziała w kącie i rozmawiała z Leafstripe. Cętkowana wojowniczka niepokoiła mnie. Dziwnie się zachowywała... Na mój widok nastroszyła sierść i szybko wyszła z a'la jaskini. Popatrzyłem za nią, ale po chwili mój wzrok powędrował na Mintleaf. Uśmiechnęła się do mnie, a ja położyłem się obok niej.
- Dawno nie rozmawialiśmy... - szepnąłem jej do ucha.
<Mintleaf? Brakowenus c:>
***
Oblizałem pysk z krwi i podbiegłem do legowiska wojowników. Mintleaf znowu tam przebywała. Siedziała w kącie i rozmawiała z Leafstripe. Cętkowana wojowniczka niepokoiła mnie. Dziwnie się zachowywała... Na mój widok nastroszyła sierść i szybko wyszła z a'la jaskini. Popatrzyłem za nią, ale po chwili mój wzrok powędrował na Mintleaf. Uśmiechnęła się do mnie, a ja położyłem się obok niej.
- Dawno nie rozmawialiśmy... - szepnąłem jej do ucha.
<Mintleaf? Brakowenus c:>
Od Wolfstar'a
W końcu coś napisałam, małe gównioki! ;^;
Wiatr przelatywał między moim futrem, a ono falowało niczym ogień. Rozejrzałem się. To chyba najwyższy czas... Przeciągnąłem się. Darkheart wrócił, fajnie. Nasz klan za kolejne 6 księżycy powiększy się o pięciu wojowników. Zamrugałem parę razy. Tak, to najlepsza pora. Wskoczyłem na Wysoki Głaz i wrzasnąłem:
- Wszystkie koty, dość duże by samodzielnie polować mają stawić się pod Wysokim Głazem!
Nie minęło nawet 10 sekund, a Warstripe, jako zastępca, wylądowała przy mnie. Reszta kotów również się zjawiła. W tym Mintleaf i jej (moje też!) kocięta. Kontynuowałem przemowę.
- Zwołałem spotkanie z prostego powodu. Nasz klan dopiero zaczął się rozwijać, a już dołączyła do niego piątka uczniów. Mianując te kocięta na terminatorów, pokażemy, że nie jesteśmy słabi, i nie damy się sprzątnąć z powierzchni ziemi jak Klan Wschodu.
Spojrzałem w dół na moje dzieci. Owlkit drżała z podniecenia, Badgerkit rozglądał się dookoła, a pozostała trójka miała oczy wielkości kamieni.
- Od tego momentu - rzekłem - aż do chwili, gdy otrzymają miano wojowników, ta piątka będzie znana jako Badgerpaw, Deerpaw, Immortalpaw, Mistypaw i Owlpaw. Warstripe, zgodzisz się być mentorką Badgerpaw'a? - zwróciłem się do zastępczyni, a ona w odpowiedzi kiwnęła głową. - Deerpaw, twoim mentorem zostanie Darkheart, myślę, że będzie dobrym nauczycielem. Immortalpaw'ie, ty będziesz nabywał umiejętności od Mintleaf. Z biegiem czasu nieco zgasi twój niespokojny charakter. Owlkit, myślę, że Mysteriousshadow będzie odpowiednim mentorem. Mistykit będzie uczył się umiejętności ode mnie - zakończyłem swoją przemowę.
Spojrzałem w dół i poruszyłem końcówką ogona na znak, że mogą się rozejść. Nowi uczniowie kręcili się tam i z powrotem podekscytowani. Zeskoczyłem z Wysokiego Głazu i zwróciłem się w stronę wojowników, czekających na patrol.
<Ktoś? Wielkie dzięki, zużyłam na to opowiadanie resztki powoli odradzającej się weny ;^;>
Wiatr przelatywał między moim futrem, a ono falowało niczym ogień. Rozejrzałem się. To chyba najwyższy czas... Przeciągnąłem się. Darkheart wrócił, fajnie. Nasz klan za kolejne 6 księżycy powiększy się o pięciu wojowników. Zamrugałem parę razy. Tak, to najlepsza pora. Wskoczyłem na Wysoki Głaz i wrzasnąłem:
- Wszystkie koty, dość duże by samodzielnie polować mają stawić się pod Wysokim Głazem!
Nie minęło nawet 10 sekund, a Warstripe, jako zastępca, wylądowała przy mnie. Reszta kotów również się zjawiła. W tym Mintleaf i jej (moje też!) kocięta. Kontynuowałem przemowę.
- Zwołałem spotkanie z prostego powodu. Nasz klan dopiero zaczął się rozwijać, a już dołączyła do niego piątka uczniów. Mianując te kocięta na terminatorów, pokażemy, że nie jesteśmy słabi, i nie damy się sprzątnąć z powierzchni ziemi jak Klan Wschodu.
Spojrzałem w dół na moje dzieci. Owlkit drżała z podniecenia, Badgerkit rozglądał się dookoła, a pozostała trójka miała oczy wielkości kamieni.
- Od tego momentu - rzekłem - aż do chwili, gdy otrzymają miano wojowników, ta piątka będzie znana jako Badgerpaw, Deerpaw, Immortalpaw, Mistypaw i Owlpaw. Warstripe, zgodzisz się być mentorką Badgerpaw'a? - zwróciłem się do zastępczyni, a ona w odpowiedzi kiwnęła głową. - Deerpaw, twoim mentorem zostanie Darkheart, myślę, że będzie dobrym nauczycielem. Immortalpaw'ie, ty będziesz nabywał umiejętności od Mintleaf. Z biegiem czasu nieco zgasi twój niespokojny charakter. Owlkit, myślę, że Mysteriousshadow będzie odpowiednim mentorem. Mistykit będzie uczył się umiejętności ode mnie - zakończyłem swoją przemowę.
Spojrzałem w dół i poruszyłem końcówką ogona na znak, że mogą się rozejść. Nowi uczniowie kręcili się tam i z powrotem podekscytowani. Zeskoczyłem z Wysokiego Głazu i zwróciłem się w stronę wojowników, czekających na patrol.
<Ktoś? Wielkie dzięki, zużyłam na to opowiadanie resztki powoli odradzającej się weny ;^;>
15 listopada 2015
Od Wolfstar'a
Tego dnia we mnie szalał niepokój, radość i zdenerwowanie. Czułem się jak... jak... jak ja dzisiejszego dnia. Bałem się, czy Mintleaf sobie poradzi, czy kocięta będą zdrowe. Kręciłem się po obozie coraz bardziej zestresowany. Mintleaf była u medyka od może 3 godzin... Nie wytrzymałbym, gdyby ona umarła. Straciłbym już drugą osobę. Chcąc sprawić jej jakiś prezent, wybrałem się nad jezioro. Śnieg nie pokrył jeszcze całej powierzchni, lecz jezioro było już zamarznięte. Postawiłem jedną łapę na lodzie. Nic się nie stało, więc chyba nie byłem takim ciężkim kamieniem, nie? Śmiało wszedłem na dalsze odległości. I to wszystko wydarzyło się tak szybko. Lód pode mną pękł i wpadłem prosto do lodowatej wody. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Próbowałem wypłynąć, ale lód prawie mnie sparaliżował. Brakowało mi powietrza, ale... to w końcu moje pierwsze życie... Uspokoiłem się trochę i zamknąłem oczy. Opadłem w morską otchłań, a małe światełko stawało się coraz mniej widoczne. Nagle rozbłysło całą swoją mocą i ujrzałem parę białych ślepi z żółtymi źrenicami. Wstałem, i moim oczom ukazała się jasnoruda kotka z ciemniejszymi łapami. Uszy były tej samej barwy, i pewnie uznałbym, że to zwykły kot. Ale coś wyróżniało nieznajomą. Promieniował od niej taki blask, że zmrużyłem oczy. Otoczyły mnie inne koty, ale od każdego bił blask.
- Wolfstar... - usłyszałem i ruda kotka uśmiechnęła się do mnie.
Coś mi mignęło w głowie i odwzajemniłem uśmiech. Honeypelt, moja matka. Przytuliłem ją i wyszedłem z tłumu kotów. Odszukałem szarego kota, a on spojrzał na mnie surowo.
***
Znów otworzyłem oczy. Wciąż byłem w wodzie, i wciąż tonąłem. Powstrzymałem chłód i z siłą, jakiej jeszcze nigdy nie miałem wyskoczyłem z wody niczym ryba. Wylądowałem na lodzie, i mimo chłodu i oszołomienia jak idiota popędziłem na brzeg. Otrzepałem się z wody i wkurzony wróciłem do obozu. Nie mam ryby, jestem cały mokry, prawdopodobnie dostanę przeziębienia i straciłem jedno z żyć. Nie no, jest super. Przed wejściem jeszcze raz się otrzepałem i zdecydowanie ruszyłem truchtem do medyka. Rainymist ugniatała łapkami jakieś zioła, ale kiedy mnie zauważyła, uśmiechnęła się i ogonem wskazała żłobek. Skinąłem jej głową i wszedłem do żłobka. Już przy wejściu doszły mnie popiskiwania kociąt. Do oczu napłynęły mi łzy wzruszenia. Przedarłem się przez zasłonę z liści i moim oczom ukazała się Mintleaf i trzy małe kulki. Wyglądała na zmęczoną, ale szczęśliwą. Kiedy usłyszała mnie, na jej pyszczku zagościł szeroki uśmiech.
<Mintleaf? ^^>
- Wolfstar... - usłyszałem i ruda kotka uśmiechnęła się do mnie.
Coś mi mignęło w głowie i odwzajemniłem uśmiech. Honeypelt, moja matka. Przytuliłem ją i wyszedłem z tłumu kotów. Odszukałem szarego kota, a on spojrzał na mnie surowo.
***
Znów otworzyłem oczy. Wciąż byłem w wodzie, i wciąż tonąłem. Powstrzymałem chłód i z siłą, jakiej jeszcze nigdy nie miałem wyskoczyłem z wody niczym ryba. Wylądowałem na lodzie, i mimo chłodu i oszołomienia jak idiota popędziłem na brzeg. Otrzepałem się z wody i wkurzony wróciłem do obozu. Nie mam ryby, jestem cały mokry, prawdopodobnie dostanę przeziębienia i straciłem jedno z żyć. Nie no, jest super. Przed wejściem jeszcze raz się otrzepałem i zdecydowanie ruszyłem truchtem do medyka. Rainymist ugniatała łapkami jakieś zioła, ale kiedy mnie zauważyła, uśmiechnęła się i ogonem wskazała żłobek. Skinąłem jej głową i wszedłem do żłobka. Już przy wejściu doszły mnie popiskiwania kociąt. Do oczu napłynęły mi łzy wzruszenia. Przedarłem się przez zasłonę z liści i moim oczom ukazała się Mintleaf i trzy małe kulki. Wyglądała na zmęczoną, ale szczęśliwą. Kiedy usłyszała mnie, na jej pyszczku zagościł szeroki uśmiech.
<Mintleaf? ^^>
31 października 2015
Od Wolfstar'a
Ten dzień był strasznie męczący. Spotkanie z moim bratem, mała walka z Blackstar'em, i ucieczka przed łanią. Tak... wymarzony dzień dla kogoś, kto ma nadmiar energii, ale na pewno nie dla mnie! Kiedy przyszedłem do obozu, natychmiast podbiegła do mnie Rainymist.
- Wolfstar, co ci się stało? Masz cały kark w krwi! - zaczęła lamentować medyczka.
- To tylko małe zadrapanie! Musiałem biec, jasne?! - odpowiedziałem oschle.
Rainymist skuliła się i ostrożnie odeszła do kącika medyka. Westchnąłem i wlazłem do mojej nory. Może i to nie było tylko podrapanie, ale fakt faktem, kiedy nagle przed nos wyskoczyła mi łania, serce zaczęło bić szybko, a wiadomo jaka jest rola serca. Rana jeszcze krwawiła i tak wyszło. Zamknąłem oczy i spokojnie zabrałem się za lizanie rozcięcia. Robiłem to coraz wolniej, aż w końcu łeb opadł na ziemię, i z wysuniętym językiem zasnąłem. Kiedy się obudziłem, był już środek nocy. Przede mną leżała niewielka mysz. Powąchałem. No tak, Warstripe powinna dostać nagrodę za karmienie lidera gdy on smacznie śpi. Zatopiłem zęby w mięsie i zjadłem szybko. Położyłem łeb na łapach i zacząłem myśleć o przeszłości. Gdyby nas nie zaatakowano, Sparrowwing pewnie miałaby... kocięta. Zerwałem się na równe łapy uderzając łbem w sklepienie nory. Wylazłem z nory i rozejrzałem się. Obecnie byliśmy największym klanem, ale czemu jakiś kot nie chciałby zrobić mi na złość, i zabić moją Mintleaf? Natychmiast skoczyłem na te okropne myśli, zabiłem, zjadłem, strawiłem, wydaliłem i zakopałem głęboko pod ziemią ale porównanie ;^;! Tak nie może się stać! Będę jej bronił do końca moich 9 żyć! Zakradłem się najciszej jak mogłem do legowisk wojowników. Spała tam, a światło księżyca oświetlało jej piękną, białą sierść. Podszedłem do niej i szturchnąłem delikatnie. Poruszyła się i obudziła zaspana.
- W-wolfstar? - wymamrotała.
- Tak, to ja... Mintleaf, choć na chwilę, muszę ci zadać pytanie... Na osobności - dodałem widząc poirytowany wyraz pyszczka kotki.
Mintleaf przeciągnęła się i wybiegła za mną cicho. Zatrzymałem się na tej polance, na której wyznałem jej miłość i usiadłem. Kotka zrobiła to samo.
- Więc co masz mi takiego ważnego do powiedzenia, że musisz do robić sam na sam, na odległej polanie, w środku nocy - burknęła.
- Mintleaf, przepraszam cię za te obudzenie, ale... no ten... ja... - nie mogłem tego z siebie wykrztusić.
- Płyta się zacięła? - w głosie kotki słychać było rozbawienie.
Zarumieniłem się, co nie wypada robić dorosłemu kocurowi.
- M-mintleaf... No wiesz... M-możemy... mieć kocięta? - wyjąkałem cicho.
<Mintleaf? ( ͡~ ͜ʖ ͡°)>
- Wolfstar, co ci się stało? Masz cały kark w krwi! - zaczęła lamentować medyczka.
- To tylko małe zadrapanie! Musiałem biec, jasne?! - odpowiedziałem oschle.
Rainymist skuliła się i ostrożnie odeszła do kącika medyka. Westchnąłem i wlazłem do mojej nory. Może i to nie było tylko podrapanie, ale fakt faktem, kiedy nagle przed nos wyskoczyła mi łania, serce zaczęło bić szybko, a wiadomo jaka jest rola serca. Rana jeszcze krwawiła i tak wyszło. Zamknąłem oczy i spokojnie zabrałem się za lizanie rozcięcia. Robiłem to coraz wolniej, aż w końcu łeb opadł na ziemię, i z wysuniętym językiem zasnąłem. Kiedy się obudziłem, był już środek nocy. Przede mną leżała niewielka mysz. Powąchałem. No tak, Warstripe powinna dostać nagrodę za karmienie lidera gdy on smacznie śpi. Zatopiłem zęby w mięsie i zjadłem szybko. Położyłem łeb na łapach i zacząłem myśleć o przeszłości. Gdyby nas nie zaatakowano, Sparrowwing pewnie miałaby... kocięta. Zerwałem się na równe łapy uderzając łbem w sklepienie nory. Wylazłem z nory i rozejrzałem się. Obecnie byliśmy największym klanem, ale czemu jakiś kot nie chciałby zrobić mi na złość, i zabić moją Mintleaf? Natychmiast skoczyłem na te okropne myśli, zabiłem, zjadłem, strawiłem, wydaliłem i zakopałem głęboko pod ziemią ale porównanie ;^;! Tak nie może się stać! Będę jej bronił do końca moich 9 żyć! Zakradłem się najciszej jak mogłem do legowisk wojowników. Spała tam, a światło księżyca oświetlało jej piękną, białą sierść. Podszedłem do niej i szturchnąłem delikatnie. Poruszyła się i obudziła zaspana.
- W-wolfstar? - wymamrotała.
- Tak, to ja... Mintleaf, choć na chwilę, muszę ci zadać pytanie... Na osobności - dodałem widząc poirytowany wyraz pyszczka kotki.
Mintleaf przeciągnęła się i wybiegła za mną cicho. Zatrzymałem się na tej polance, na której wyznałem jej miłość i usiadłem. Kotka zrobiła to samo.
- Więc co masz mi takiego ważnego do powiedzenia, że musisz do robić sam na sam, na odległej polanie, w środku nocy - burknęła.
- Mintleaf, przepraszam cię za te obudzenie, ale... no ten... ja... - nie mogłem tego z siebie wykrztusić.
- Płyta się zacięła? - w głosie kotki słychać było rozbawienie.
Zarumieniłem się, co nie wypada robić dorosłemu kocurowi.
- M-mintleaf... No wiesz... M-możemy... mieć kocięta? - wyjąkałem cicho.
<Mintleaf? ( ͡~ ͜ʖ ͡°)>
29 października 2015
Od Wolfstar'a CD Unexstar
Unexpectedstar spojrzała na mnie z zaskoczeniem, po czym westchnęła i znów położyła się.
- Unexpectedstar? Ja... ja przepraszam ciebie... - wyjąkałem.
"Chociaż nie wiem za co!" dodałem w myślach, ale za nic w świecie nie powiedziałbym tego na głos. Kotka znów na mnie spojrzała, ale w jej oczach szalały płomienie. Cofnąłem się o krok.
- Ty nie wiesz jak to jest! Nic nie wiesz! Przepraszasz, bo chcesz mieć mnie z głowy i tyle! Wracaj do swojej Mintleaf! Nigdy nie wiedziałeś i nie dowiesz się, jak to jest, kiedy ktoś wbija ci cierń w... - kotka nie dokończyła zdania, najwyraźniej nie chciała tego robić.
- Wiem... - odpowiedziałem i zwiesiłem łeb, kiedy to głowy powróciły bolesne wspomnienia.
Wyraz pyska kotki wciąż wyrażał wściekłość, ale pożar w jej oczach nieco przygasł.
- Gdy byłem jeszcze w moim starym klanie, byłem z kotką o imieniu Sparrowwing. Była brązowo-szara, a wzory na jej sierści układały się w falbanki. Była zwinną i inteligentną kotką. Ale... zostawiła mnie. Odeszła ode mnie, dla mojego brata, który ją opuścił w trudnej chwili. Miałem bardzo liczne rodzeństwo, bo moja matka była z dwoma kocurami. Speedtail, Goldpelt, Badgerfang, Bearfur, ale to Stoneclaw musiał pozbawić mnie miłości... Ale było minęło. I kogo obchodzi opowieść jakiegoś starego kota bez ogona... - zakończyłem moją historię.
Na pyszczku Unexpectedstar trwała walka złości i smutku.
- W każdym razie, przepraszam... - mruknąłem, odwróciłem się w las i zniknąłem w mroku.
<Unexpectedstar? Depresja lvl. 54679246936954378658 :c>
- Unexpectedstar? Ja... ja przepraszam ciebie... - wyjąkałem.
"Chociaż nie wiem za co!" dodałem w myślach, ale za nic w świecie nie powiedziałbym tego na głos. Kotka znów na mnie spojrzała, ale w jej oczach szalały płomienie. Cofnąłem się o krok.
- Ty nie wiesz jak to jest! Nic nie wiesz! Przepraszasz, bo chcesz mieć mnie z głowy i tyle! Wracaj do swojej Mintleaf! Nigdy nie wiedziałeś i nie dowiesz się, jak to jest, kiedy ktoś wbija ci cierń w... - kotka nie dokończyła zdania, najwyraźniej nie chciała tego robić.
- Wiem... - odpowiedziałem i zwiesiłem łeb, kiedy to głowy powróciły bolesne wspomnienia.
Wyraz pyska kotki wciąż wyrażał wściekłość, ale pożar w jej oczach nieco przygasł.
- Gdy byłem jeszcze w moim starym klanie, byłem z kotką o imieniu Sparrowwing. Była brązowo-szara, a wzory na jej sierści układały się w falbanki. Była zwinną i inteligentną kotką. Ale... zostawiła mnie. Odeszła ode mnie, dla mojego brata, który ją opuścił w trudnej chwili. Miałem bardzo liczne rodzeństwo, bo moja matka była z dwoma kocurami. Speedtail, Goldpelt, Badgerfang, Bearfur, ale to Stoneclaw musiał pozbawić mnie miłości... Ale było minęło. I kogo obchodzi opowieść jakiegoś starego kota bez ogona... - zakończyłem moją historię.
Na pyszczku Unexpectedstar trwała walka złości i smutku.
- W każdym razie, przepraszam... - mruknąłem, odwróciłem się w las i zniknąłem w mroku.
<Unexpectedstar? Depresja lvl. 54679246936954378658 :c>
27 października 2015
Od Wolfstar'a CD Unexpectedstar
Unexstar wstała i dołączyła do mnie.
- Jesteś w stanie biec? - spytałem się kotki.
- No... raczej tak... - odpowiedziała, po czym szybko dodała - ale nie sądzę, by medyk zalecił mi bieganie po trawie przez cały las.
Westchnąłem.
- Możemy iść truchtem, a przy obozie przyspieszyć?
- No dobrze... - przytaknęła.
***Pominę to, bo nie chce mi się pisać tak długo :V***
Znaleźliśmy się przy wejściu do obozu. Warstripe i Mintleaf były przy legowiskach wojowników, więc szybko przemknęliśmy do kącika medyka *jakie rymy c:*.
- Rainymist, masz może chwileczkę? - szepnąłem do kotki.
Medyk siedział w kącie i mieszał jakieś zioła ze sobą, ale jak na zawołanie odwrócił się i spojrzał na Unexpectedstar.
- Kto to jest? - syknęła kładąc uszy po sobie.
- To jest nasza sojuszniczka... - Unexstar mi przerwała.
- Unexpectedstar, w skrócie Unexstar.
Po krępującej ciszy Rainymist zniknęła w ciemnościach i wyszła z jakimiś niewielkimi nasionkami.
- Połknij kilka, złagodzą ból.
<Któraś z obecnych? > Przepraszam że takie krótkie, ale w moim domu zagnieździły się Brakowenusyraptory >n<
- Jesteś w stanie biec? - spytałem się kotki.
- No... raczej tak... - odpowiedziała, po czym szybko dodała - ale nie sądzę, by medyk zalecił mi bieganie po trawie przez cały las.
Westchnąłem.
- Możemy iść truchtem, a przy obozie przyspieszyć?
- No dobrze... - przytaknęła.
***Pominę to, bo nie chce mi się pisać tak długo :V***
Znaleźliśmy się przy wejściu do obozu. Warstripe i Mintleaf były przy legowiskach wojowników, więc szybko przemknęliśmy do kącika medyka *jakie rymy c:*.
- Rainymist, masz może chwileczkę? - szepnąłem do kotki.
Medyk siedział w kącie i mieszał jakieś zioła ze sobą, ale jak na zawołanie odwrócił się i spojrzał na Unexpectedstar.
- Kto to jest? - syknęła kładąc uszy po sobie.
- To jest nasza sojuszniczka... - Unexstar mi przerwała.
- Unexpectedstar, w skrócie Unexstar.
Po krępującej ciszy Rainymist zniknęła w ciemnościach i wyszła z jakimiś niewielkimi nasionkami.
- Połknij kilka, złagodzą ból.
<Któraś z obecnych? > Przepraszam że takie krótkie, ale w moim domu zagnieździły się Brakowenusyraptory >n<
Od Wolfstar'a CD Mintleaf
Mintleaf nagle zaczęła płakać.
- M-mintleaf, coś się stało? Uraziłem cię? - spytałem się kotki.
Zazwyczaj takie zakończenie ma moja rozmowa z kobietami. Przypadek? Nie sądzę.
- Nic się nie stało, Wolfstar - chlipnęła Mintleaf.
Westchnąłem. Łapką otarłem jej łzy, polizałem między uszami i wyszedłem z nory. Tak, wiem, idiotyczne zachowanie ze strony lidera. Zajrzałem do kącika medyka. Warstripe leżała tam z jakimiś liśćmi przyczepionymi do ran. Widać było, że boli, a Rainymist machała ogonem w poirytowaniu. W końcu prychnęła:
- Wiem że piecze! To dobrze, jeśli piecze, to znaczy że rana się goi! - podyszała chwilkę, a potem wzięła jakieś zioła. - Pożuj je, złagodzą ból.
Warstripe spojrzała na zioła, potem na Rainymist, jeszcze raz na zielsko, wypięła pierś dumie i powiedziała:
- Czy ja do cholery wyglądam ci na królika?
Wybuchłem śmiechem, a kotki dopiero wtedy zorientowały się że tu jestem. Warstripe uśmiechnęła się złośliwie, a Rainymist uniosła łebek i odwróciła się.
- Jak miło patrzeć na członków własnego klanu, którzy z przyjemnością komunikują się między sobą - wykrztusiłem. - Zostawię was same, pozwolicie?
Warstripe mruknęła coś pod nosem, a Rainymist kiwnęła główką.
<Rainymist, a może Ziołożerna? (Warstripe :P)>
- M-mintleaf, coś się stało? Uraziłem cię? - spytałem się kotki.
Zazwyczaj takie zakończenie ma moja rozmowa z kobietami. Przypadek? Nie sądzę.
- Nic się nie stało, Wolfstar - chlipnęła Mintleaf.
Westchnąłem. Łapką otarłem jej łzy, polizałem między uszami i wyszedłem z nory. Tak, wiem, idiotyczne zachowanie ze strony lidera. Zajrzałem do kącika medyka. Warstripe leżała tam z jakimiś liśćmi przyczepionymi do ran. Widać było, że boli, a Rainymist machała ogonem w poirytowaniu. W końcu prychnęła:
- Wiem że piecze! To dobrze, jeśli piecze, to znaczy że rana się goi! - podyszała chwilkę, a potem wzięła jakieś zioła. - Pożuj je, złagodzą ból.
Warstripe spojrzała na zioła, potem na Rainymist, jeszcze raz na zielsko, wypięła pierś dumie i powiedziała:
- Czy ja do cholery wyglądam ci na królika?
Wybuchłem śmiechem, a kotki dopiero wtedy zorientowały się że tu jestem. Warstripe uśmiechnęła się złośliwie, a Rainymist uniosła łebek i odwróciła się.
- Jak miło patrzeć na członków własnego klanu, którzy z przyjemnością komunikują się między sobą - wykrztusiłem. - Zostawię was same, pozwolicie?
Warstripe mruknęła coś pod nosem, a Rainymist kiwnęła główką.
<Rainymist, a może Ziołożerna? (Warstripe :P)>
26 października 2015
Od Wolfstar'a CD Rainymist, Mintleaf
Stopniowo zaczynałem pochylać uszy, a rumieniec był coraz bardziej widoczny.
- Jeszcze nie... - wyjąkałem.
Mintleaf spojrzała na mnie spode łba, a nasz nowy medyk mruknął coś i wycofał się w stronę wyjścia. Widać, że jest nieśmiała. Ale w każdym razie to dziwne tak wejść komuś do legowiska, zawstydzić i wyjść bez słowa.
- Tego nie było jasne? - mruknąłem nieśmiało do Mintleaf.
- No dobrze... - odpowiedziała niewyraźnie.
Mimo wciąż zdobiącego mój pysk rumieńca, polizałem Mintleaf między uszami i wyszedłem z nory. Rainymist kręciła się po obozie, do czasu, aż z krzaków wychylił się szary łebek. Z pyska Warstripe kapała krew.
- Warstripe! Wszystko gra? - natychmiast podbiegłem do wojowniczki, a Rainymist dołączyła.
- Na naszym terenie jest jakiś kocur, Wolfstar. Podobny do ciebie, tylko trochę się różnicie kolorami.
Zaniepokoiłem się.
- A możesz opisać jego charakter?
Warstripe spojrzała na mnie dziwnie, ale wykonała polecenie.
- Dżentelmenem to on na pewno nie jest. Całkiem zna się na ripostach, na logicznym myśleniu już mniej.
Dysząc ciężko odpowiedziałem tylko:
- Jutro pójdziemy całym klanem i go przegonimy, nie jest bezpieczny - po tych słowach odwróciłem się.
- Nie gadaj Wolfstar! Wałęsa się po terenach i na początku walki drapie do krwi! Ja myślałam że miły koteczek!
Odwróciłem się patrząc surowo na Warstripe. Cofnęła uszy i podkuliła ogon pod siebie. Powiedziałem Rainymist żeby obejrzała ranę Warstripe, a ja sam wróciłem do Mintleaf.
<Miętóweczgo? :v
- Jeszcze nie... - wyjąkałem.
Mintleaf spojrzała na mnie spode łba, a nasz nowy medyk mruknął coś i wycofał się w stronę wyjścia. Widać, że jest nieśmiała. Ale w każdym razie to dziwne tak wejść komuś do legowiska, zawstydzić i wyjść bez słowa.
- Tego nie było jasne? - mruknąłem nieśmiało do Mintleaf.
- No dobrze... - odpowiedziała niewyraźnie.
Mimo wciąż zdobiącego mój pysk rumieńca, polizałem Mintleaf między uszami i wyszedłem z nory. Rainymist kręciła się po obozie, do czasu, aż z krzaków wychylił się szary łebek. Z pyska Warstripe kapała krew.
- Warstripe! Wszystko gra? - natychmiast podbiegłem do wojowniczki, a Rainymist dołączyła.
- Na naszym terenie jest jakiś kocur, Wolfstar. Podobny do ciebie, tylko trochę się różnicie kolorami.
Zaniepokoiłem się.
- A możesz opisać jego charakter?
Warstripe spojrzała na mnie dziwnie, ale wykonała polecenie.
- Dżentelmenem to on na pewno nie jest. Całkiem zna się na ripostach, na logicznym myśleniu już mniej.
Dysząc ciężko odpowiedziałem tylko:
- Jutro pójdziemy całym klanem i go przegonimy, nie jest bezpieczny - po tych słowach odwróciłem się.
- Nie gadaj Wolfstar! Wałęsa się po terenach i na początku walki drapie do krwi! Ja myślałam że miły koteczek!
Odwróciłem się patrząc surowo na Warstripe. Cofnęła uszy i podkuliła ogon pod siebie. Powiedziałem Rainymist żeby obejrzała ranę Warstripe, a ja sam wróciłem do Mintleaf.
<Miętóweczgo? :v
Od Wolfstar'a CD Unexpectedstar
Budziła się we mnie wściekłość. Wyciągnąłem pazury i wbiłem je w gardło kundla. Zapiszczał i uciekł w las. Taaak, od środka to już taki groźny nie jest.
- Unexstar, uciekaj! - krzyknąłem.
Kotka leżała pod kamieniem, a psy otaczały ją. Nagle usłyszałem wołanie. Chwila, i zza krzaków wyszli Dwunożni. Natychmiast doskoczyłem do Unexpectedstar, wygiąłem się w łuk, nastroszyłem sierść i pokazałem zęby. Psy nagle stały się potulnymi barankami. Merdając ogonami oblazły swoich właścicieli.
- Ej, stary koty! - mruknął jeden pokazując nas palcem.
- Bierzemy je? - odpowiedział drugi.
Ten pierwszy schylił się i wyciągnął swoją łapę. Bez zastanowienia podrapałem ją najmocniej jak mogłem, popchnąłem Unexpectedstar i sam zwiałem za nią. Kot nie może mieć gorszego losu, niż być domowym kotem! Psy zaczęły ujadać, a jeden ruszył w pogoń, ale my dawno już uciekliśmy.
***Miesiąc później***
Moje rany po walce z lisem już się zagoiły. Jedyna "pamiątka" o tym, to brak ogona. Postanowiłem sprawdzić jak rany reszty. U Mint wszystko ładnie się goiło, u Warstripe też. Chciałem sprawdzić co u Unexpectedstar. Po krótkiej drodze już tam byłem. Leżała w swoim legowisku, i spała odwrócona tyłem.
<Unexpected?>
- Unexstar, uciekaj! - krzyknąłem.
Kotka leżała pod kamieniem, a psy otaczały ją. Nagle usłyszałem wołanie. Chwila, i zza krzaków wyszli Dwunożni. Natychmiast doskoczyłem do Unexpectedstar, wygiąłem się w łuk, nastroszyłem sierść i pokazałem zęby. Psy nagle stały się potulnymi barankami. Merdając ogonami oblazły swoich właścicieli.
- Ej, stary koty! - mruknął jeden pokazując nas palcem.
- Bierzemy je? - odpowiedział drugi.
Ten pierwszy schylił się i wyciągnął swoją łapę. Bez zastanowienia podrapałem ją najmocniej jak mogłem, popchnąłem Unexpectedstar i sam zwiałem za nią. Kot nie może mieć gorszego losu, niż być domowym kotem! Psy zaczęły ujadać, a jeden ruszył w pogoń, ale my dawno już uciekliśmy.
***Miesiąc później***
Moje rany po walce z lisem już się zagoiły. Jedyna "pamiątka" o tym, to brak ogona. Postanowiłem sprawdzić jak rany reszty. U Mint wszystko ładnie się goiło, u Warstripe też. Chciałem sprawdzić co u Unexpectedstar. Po krótkiej drodze już tam byłem. Leżała w swoim legowisku, i spała odwrócona tyłem.
<Unexpected?>
Od Wolfstar'a CD Mintleaf
Obudziłem się w środku dnia, mają wrażenie, że to co się stało było tylko pięknym snem. Odwróciłem łeb ostrożnie. Mintleaf wciąż spała wtulona w moją sierść. Ostrożnie polizałem ją po nosku, wstałem i szybko wyszedłem z nory. Dopiero, gdy byłem nieco dalej, przeciągnąłem się. Rozejrzałem się dookoła. Warstripe już chyba dawno wstała. Powęszyłem. Tak, najwyraźniej jest na patrolu. Ruszyłem w przeciwną stronę, chcąc sprawdzić granice wschodnie. Ruszyłem biegiem. Po chwili do moich nozdrzy dobiegł zapach obcego kota. Wywnioskowałem też, że nie należy do żadnego z klanów, jest zmęczona, i ranna. Zwolniłem, i zacząłem iść powoli w stronę zapachu. Po kilku krokach zobaczyłem szarą kotkę, pokrytą cętkami. Nieliczne części jej ciała były zakończone białością. Miała na tylnej łapie niedużą ranę, którą zapewne zrobił lis, bądź młody borsuk. Nie wydawała się być ciężko poraniona. Oczy miała zamknięte, najwyraźniej spała. Podszedłem do niej cicho i tknąłem ostrym pazurem. O dziwo, kotka strasznie szybko podskoczyła i drapnęła mnie w policzek.
- Aaa! Atakują! Zasadzka wroga, pomocy! - zaczęła krzyczeć.
- Uspokój się! - ryknąłem i skoczyłem jej przed nos.
Chwilę dyszała, ale potem uspokoiła się, cofnęła i usiadła z gracją.
- Jesteś na terenach Klanu Wilka - wysyczałem.
- Och, jakże mi przykro. Jestem Rainymist.
Zaskoczony tą nagłą zmianą nastroju kotki, również usiadłem.
- Wolfstar. Co tutaj robisz? Widać, że jesteś ranna - pochyliłem się, i skierowałem łeb w stronę jej rozcięcia.
- To nic takiego, znam cię na ziołach.
- Dołączysz do naszego klanu? - zmieniłem temat.
- Czemuby nie?
***Trochę później***
Rainymist zapoznała się już z naszym klanem. Kiedy ją przedstawiłem Warstripe i odprowadziłem do legowiska medyka, czym prędzej polazłem do mojej nory. Mintleaf wciąż spała.
- Wstawaj, śpiąca królewno...! - powiedziałem cicho na ucho kotki.
Mintleaf otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Słońce jest już wysoko? - spytała się mnie ospałym głosem.
- Przed chwilą było najwyżej, w ciągu całego dnia - odpowiedziałem.
<Mintleaf, a może Rainymist? :v>
- Aaa! Atakują! Zasadzka wroga, pomocy! - zaczęła krzyczeć.
- Uspokój się! - ryknąłem i skoczyłem jej przed nos.
Chwilę dyszała, ale potem uspokoiła się, cofnęła i usiadła z gracją.
- Jesteś na terenach Klanu Wilka - wysyczałem.
- Och, jakże mi przykro. Jestem Rainymist.
Zaskoczony tą nagłą zmianą nastroju kotki, również usiadłem.
- Wolfstar. Co tutaj robisz? Widać, że jesteś ranna - pochyliłem się, i skierowałem łeb w stronę jej rozcięcia.
- To nic takiego, znam cię na ziołach.
- Dołączysz do naszego klanu? - zmieniłem temat.
- Czemuby nie?
***Trochę później***
Rainymist zapoznała się już z naszym klanem. Kiedy ją przedstawiłem Warstripe i odprowadziłem do legowiska medyka, czym prędzej polazłem do mojej nory. Mintleaf wciąż spała.
- Wstawaj, śpiąca królewno...! - powiedziałem cicho na ucho kotki.
Mintleaf otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Słońce jest już wysoko? - spytała się mnie ospałym głosem.
- Przed chwilą było najwyżej, w ciągu całego dnia - odpowiedziałem.
<Mintleaf, a może Rainymist? :v>
25 października 2015
Od Wolfstar'a CD Mintleaf
Spałem sobie smacznie w mojej norze, kiedy poczułem jakieś ukłucie w sercu. Obudziłem się, z wyciągniętymi pazurami i napiętymi mięśniami, ale jedyne co ujrzałem to ściany nory. Skoro już wstałem... Przeciągnąłem się. Wyszedłem z nory i powęszyłem w powietrzu. Słyszałem oddechy śpiącej Warstripe, ale coś było nie tak. Truchtem podbiegłem do legowisk wojowników. W ciemność zdołałem dostrzec tylko szary, pręgowany kształt. Westchnąłem najciszej jak mogłem i po zapachu ruszyłem odnaleźć Mintleaf. Szczerze? Czułem coś do niej. Ta gracja, z jaką się poruszała, niepospolite łaty... Była wyjątkowa. Nie ściemniajmy, zakochałem się. Tylko jak jej to powiedzieć? ,,No siema Mintleaf, wiesz jestem liderem twojego klanu, a ty jesteś piękna, wyjdź za mnie, miejmy pierdyliard kociąt, koniec bajki". Pf... W ogóle nie miałem wprawy w podrywaniu kotek. W końcu zobaczyłem ją, siedzącą, wpatrzoną w gwiazdy. W blasku księżyca była taka piękna. Podkradłem się do niej. Poruszyła uszami, ale nie odwróciła się. Wstałem ostrożnie i od tyłu powiedziałem do niej łagodnym głosem:
- Lubimy takie nocne spacery, co?
Mintleaf podskoczyła i odwróciła się szybko.
- Och... to ty. Nie złość się, już wracam do obozu - kotka już szykowała się do odejścia.
- Nie jestem zły, możesz tu zostać - powiedziałem łagodnie, ale też nieco stanowczo.
Mintleaf spojrzała na mnie zdziwiona, ale zawróciła się i usiadła w tym samym miejscu, w którym siedziała wcześniej.
- Mintleaf, pamiętasz wydarzenia z ostatnich dni? - spytałem się, chcąc jakoś przekazać to kotce.
- No... tak, pamiętam. A co? - w głosie Mintleaf pojawiła się nutka zaciekawienia.
- Bo wiesz... Mintleaf, chcę ci coś powiedzieć. Może i jestem zmienny, ale kiedy ciebie spotkałem wiedziałem od razu... I Mint ja... kocham cię.
<Mintleaf? :V>
- Lubimy takie nocne spacery, co?
Mintleaf podskoczyła i odwróciła się szybko.
- Och... to ty. Nie złość się, już wracam do obozu - kotka już szykowała się do odejścia.
- Nie jestem zły, możesz tu zostać - powiedziałem łagodnie, ale też nieco stanowczo.
Mintleaf spojrzała na mnie zdziwiona, ale zawróciła się i usiadła w tym samym miejscu, w którym siedziała wcześniej.
- Mintleaf, pamiętasz wydarzenia z ostatnich dni? - spytałem się, chcąc jakoś przekazać to kotce.
- No... tak, pamiętam. A co? - w głosie Mintleaf pojawiła się nutka zaciekawienia.
- Bo wiesz... Mintleaf, chcę ci coś powiedzieć. Może i jestem zmienny, ale kiedy ciebie spotkałem wiedziałem od razu... I Mint ja... kocham cię.
<Mintleaf? :V>
Od Wolfstar'a CD Mintleaf
Szedłem tak obok Mintleaf, patrząc przed siebie. W pewnej chwili na nos spadła ma wielka kropla. Kichnąłem, cofnąłem się i wywróciłem. Mintleaf zaśmiała się cicho.
- Tak, tak zabawne - mruknąłem i wstałem.
Kotka uśmiechnęła się, podczas gdy ja otrzepałem się. Doskoczyłem do niej i cały czas szliśmy. Tam razem miałem łeb lekko zwieszony.
- Coś się stało? - spytała się Mintleaf.
- Nie... Po prostu nie chcę się tym razem utopić w deszczu - odpowiedziałem.
- Aha... Czy to co mówiła Warstripe to prawda? Z tą Unexstar - Mintleaf posmutniał głos.
- Może kiedyś mi się podobała, ale zrezygnowałem. To i tak nie miało by szans.
Po mojej odpowiedzi dalej szliśmy w milczeniu. Zaczęło się ściemniać.
- Jesteś... głodna? - spytałem się chcąc jakoś wznowić rozmowę.
- Szczerze, to tak trochę. Jadłam ostatnio rano - Mintleaf nieco się ożywiła.
Rozejrzałem się, ale jedyne co mogło pełnić jakąkolwiek formę schronienia przed deszczem, był krzak rosnący pod związanymi ze sobą gałęziami sosny. Dałem Mintleaf znak głową aby szła za mną i szybko tam podbiegłem.
- Zaczekaj tu - poleciłem kotce.
- Nie zamierzam nigdzie iść, pogubię się w tych mokrych liściach - powiedziała kotka.
Ruszyłem przed siebie, węsząc w powietrzu. Czuć było tylko mokre liście. Użyłem słuchu. Gdzieś w oddali słyszałem szum rzeki. Wszystko zdatne to jedzenia schowało się. Westchnąłem i zawróciłem. Mintleaf chyba naprawdę zmęczyła się tym spacerem, bo spała wygodnie schowana pod liścmi, gdzie ziemia była w miarę sucha. Otrzepałem się już drugi raz tego dnia i truchtem podszedłem do kotki. Nie obudziła się, więc położyłem się obok niej i zasnąłem.
<Mintleaf? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
- Tak, tak zabawne - mruknąłem i wstałem.
Kotka uśmiechnęła się, podczas gdy ja otrzepałem się. Doskoczyłem do niej i cały czas szliśmy. Tam razem miałem łeb lekko zwieszony.
- Coś się stało? - spytała się Mintleaf.
- Nie... Po prostu nie chcę się tym razem utopić w deszczu - odpowiedziałem.
- Aha... Czy to co mówiła Warstripe to prawda? Z tą Unexstar - Mintleaf posmutniał głos.
- Może kiedyś mi się podobała, ale zrezygnowałem. To i tak nie miało by szans.
Po mojej odpowiedzi dalej szliśmy w milczeniu. Zaczęło się ściemniać.
- Jesteś... głodna? - spytałem się chcąc jakoś wznowić rozmowę.
- Szczerze, to tak trochę. Jadłam ostatnio rano - Mintleaf nieco się ożywiła.
Rozejrzałem się, ale jedyne co mogło pełnić jakąkolwiek formę schronienia przed deszczem, był krzak rosnący pod związanymi ze sobą gałęziami sosny. Dałem Mintleaf znak głową aby szła za mną i szybko tam podbiegłem.
- Zaczekaj tu - poleciłem kotce.
- Nie zamierzam nigdzie iść, pogubię się w tych mokrych liściach - powiedziała kotka.
Ruszyłem przed siebie, węsząc w powietrzu. Czuć było tylko mokre liście. Użyłem słuchu. Gdzieś w oddali słyszałem szum rzeki. Wszystko zdatne to jedzenia schowało się. Westchnąłem i zawróciłem. Mintleaf chyba naprawdę zmęczyła się tym spacerem, bo spała wygodnie schowana pod liścmi, gdzie ziemia była w miarę sucha. Otrzepałem się już drugi raz tego dnia i truchtem podszedłem do kotki. Nie obudziła się, więc położyłem się obok niej i zasnąłem.
<Mintleaf? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
24 października 2015
Od Wolfstar'a CD Unexpectedstar
- No dobrze! - krzyknęła kotka rozbawiona i urwała kawałek mięsa tak mały, że nie najadło by się nawet kocię.
Fuknąłem, a wąsy mi opadły w udawanym rozczarowaniu. Zjadłem te mięso i usiadłem. Unexpectedstar wcinała królika, kiedy do moich nozdrzy dobiegł niepokojący zapach. Nastroszyłem sierść najbardziej jak mogłem, a Unexpectedstar wstała i zaczęła się rozglądać. To koszmar mojego życia. Czy jest coś gorszego od wilków i Dwunogów? Tak. Wilki Dwunogów, czyli psy.
- Uciekaj! - krzyknąłem do Unexpectedstar i zacząłem biec jak najdalej od tego zapachu. Unexstar pomknęła za mną jak błyskawica. Usłyszałem ujadanie psów i ich ciężki bieg. Przyspieszyłem, mają nadzieję że kundel zgubi trop. Zamknąłem oczy, aby brudy nie dostawały się do nich.
- Uważaj, Wolfstar! - wrzasnęła Unexpectedstar przekrzykując wiatr.
Ledwie to usłyszałem, rąbnąłem w głaz. Dobrze, że był gładki, bo inaczej nie byłoby ze mną dobrze. Liderka Klanu Klifu pomogła mi wstać, ale za późno. Przed nami stał czarny olbrzym, z krótkim pyskiem, a z niego kapała ślina. Czerwone przenikliwe oczy, nienaturalnie krótki ogon i wielkie, masywne łapy. Warknął i podszedł do nas. Wstałem mimo bólu i wygiąłem się w łuk strosząc sierść na grzbiecie.
- Wolfstar, jesteś ranny! - krzyknęła Unexpectedstar i wyskoczyła przede mnie.
Pies wykorzystał ten moment. Zobaczyłem, jak wielkie szczęki kierują się do jej łba, a ona była jakby sparaliżowana ze strachu. Pies złapał ją, ale kotka wyszarpała się z głośnym miauknięciem. Spojrzałem przerażony, jak kotka wstaje, a z jednego jej oka spływa krew. Z moich oczu poleciały łzy.
- U-unexpectedstar...? - jęknąłem cicho.
<Unexpectedstar? :o>
Fuknąłem, a wąsy mi opadły w udawanym rozczarowaniu. Zjadłem te mięso i usiadłem. Unexpectedstar wcinała królika, kiedy do moich nozdrzy dobiegł niepokojący zapach. Nastroszyłem sierść najbardziej jak mogłem, a Unexpectedstar wstała i zaczęła się rozglądać. To koszmar mojego życia. Czy jest coś gorszego od wilków i Dwunogów? Tak. Wilki Dwunogów, czyli psy.
- Uciekaj! - krzyknąłem do Unexpectedstar i zacząłem biec jak najdalej od tego zapachu. Unexstar pomknęła za mną jak błyskawica. Usłyszałem ujadanie psów i ich ciężki bieg. Przyspieszyłem, mają nadzieję że kundel zgubi trop. Zamknąłem oczy, aby brudy nie dostawały się do nich.
- Uważaj, Wolfstar! - wrzasnęła Unexpectedstar przekrzykując wiatr.
Ledwie to usłyszałem, rąbnąłem w głaz. Dobrze, że był gładki, bo inaczej nie byłoby ze mną dobrze. Liderka Klanu Klifu pomogła mi wstać, ale za późno. Przed nami stał czarny olbrzym, z krótkim pyskiem, a z niego kapała ślina. Czerwone przenikliwe oczy, nienaturalnie krótki ogon i wielkie, masywne łapy. Warknął i podszedł do nas. Wstałem mimo bólu i wygiąłem się w łuk strosząc sierść na grzbiecie.
- Wolfstar, jesteś ranny! - krzyknęła Unexpectedstar i wyskoczyła przede mnie.
Pies wykorzystał ten moment. Zobaczyłem, jak wielkie szczęki kierują się do jej łba, a ona była jakby sparaliżowana ze strachu. Pies złapał ją, ale kotka wyszarpała się z głośnym miauknięciem. Spojrzałem przerażony, jak kotka wstaje, a z jednego jej oka spływa krew. Z moich oczu poleciały łzy.
- U-unexpectedstar...? - jęknąłem cicho.
<Unexpectedstar? :o>
Od Warstripe
Obserwowałam uroki obecnej pory roku - piękne, kolorowe liście, wiatr delikatnie poruszający prawie nagimi drzewami, i przyjemny chłód.
Powiedzmy, że można tak powiedzieć.
W rzeczywistości było inaczej - zimno jak na Antarktydzie, wiatr, który szaleje niczym całkiem porządną wichura, całkowicie nagie drzewa, a to, co z nich zostało, czyli liście, leżały na ciemnobrązowej, wilgotnej glebie, całkowicie ususzone.
Moje myśli wciąż zaprzętała ta cała lisia nora, i jeden z młodych, leżący w kącie w kałuży krwi...
Jak to mogło się stać? Czy jego rodzeństwo byłoby zdolne zabić swojego rówieśnika, członka rodziny?
A może po prostu mam jakieś schizy, a to była tylko iluzja utworzona przez mój umysł? Wątpliwe.
Do tego ten nieustający ból w mojej przedniej lewej łapie. Prawdopodobnie zwichnięta, w chwili, gdy robiłam unik. Bolało jak diabli. Nie byłam jednak typem kota, który skarży się na wszystko i wszędzie.
Nie jestem też doświadczonym medykiem - w pełni musiałam się zadowolić tępo założonym, zwisającym bandażem z pajęczyny. Porażka.
Podczas, gdy rozmyślałam nad temat mojej żałosnej sytuacji, do moich uszu doszedł dźwięk rozmowy. Dlaczego dźwięk, a nie na przykład zapach innych kotów? Otóż słuch był u mnie najbardziej rozwiniętym zmysłem.
Wracając do kotów, podeszłam bezszelestnie do dwóch osobników, co w moim przypadku było trudne, ale na szczęście koty były zajęte rozmową.
Jakie było moje zdziwienie, gdy rozpoznałam w nich Mintleaf i Wolfstar'a! Co więcej, leżeli podejrzanie blisko siebie, patrząc sobie w oczy, oboje lekko zmieszani.
Wybuchnęłam głośnym śmiechem, co tym razem nie wyszło ich uwadze. Zastygli w miejscu, patrząc na mnie szerokimi oczami.
-Dziwi mnie wasz widok. I sytuacja, w której się znajdujecie. - powiedziałam z ironiczny uśmiechem.
Oboje lekko się zarumienili. Był to żart z mojej strony, ale między nimi chyba rzeczywiście coś było. Tylko co?
-Co do Ciebie, Wolfstar, to byłam pewna, ze gustujesz bardziej w Unexstar... Czyżbym się pomyliła?
Wolfstar spojrzał na mnie urażonym wzrokiem. Przesadziłam? Raczej nie, ale niewątpliwie dostanę za to lanie.
< Wolfstar, Mintleaf? Jak z tego wybrniecie? Przesadziłam? Jestem okrutna? Będzie lanie?:v >
Powiedzmy, że można tak powiedzieć.
W rzeczywistości było inaczej - zimno jak na Antarktydzie, wiatr, który szaleje niczym całkiem porządną wichura, całkowicie nagie drzewa, a to, co z nich zostało, czyli liście, leżały na ciemnobrązowej, wilgotnej glebie, całkowicie ususzone.
Moje myśli wciąż zaprzętała ta cała lisia nora, i jeden z młodych, leżący w kącie w kałuży krwi...
Jak to mogło się stać? Czy jego rodzeństwo byłoby zdolne zabić swojego rówieśnika, członka rodziny?
A może po prostu mam jakieś schizy, a to była tylko iluzja utworzona przez mój umysł? Wątpliwe.
Do tego ten nieustający ból w mojej przedniej lewej łapie. Prawdopodobnie zwichnięta, w chwili, gdy robiłam unik. Bolało jak diabli. Nie byłam jednak typem kota, który skarży się na wszystko i wszędzie.
Nie jestem też doświadczonym medykiem - w pełni musiałam się zadowolić tępo założonym, zwisającym bandażem z pajęczyny. Porażka.
Podczas, gdy rozmyślałam nad temat mojej żałosnej sytuacji, do moich uszu doszedł dźwięk rozmowy. Dlaczego dźwięk, a nie na przykład zapach innych kotów? Otóż słuch był u mnie najbardziej rozwiniętym zmysłem.
Wracając do kotów, podeszłam bezszelestnie do dwóch osobników, co w moim przypadku było trudne, ale na szczęście koty były zajęte rozmową.
Jakie było moje zdziwienie, gdy rozpoznałam w nich Mintleaf i Wolfstar'a! Co więcej, leżeli podejrzanie blisko siebie, patrząc sobie w oczy, oboje lekko zmieszani.
Wybuchnęłam głośnym śmiechem, co tym razem nie wyszło ich uwadze. Zastygli w miejscu, patrząc na mnie szerokimi oczami.
-Dziwi mnie wasz widok. I sytuacja, w której się znajdujecie. - powiedziałam z ironiczny uśmiechem.
Oboje lekko się zarumienili. Był to żart z mojej strony, ale między nimi chyba rzeczywiście coś było. Tylko co?
-Co do Ciebie, Wolfstar, to byłam pewna, ze gustujesz bardziej w Unexstar... Czyżbym się pomyliła?
Wolfstar spojrzał na mnie urażonym wzrokiem. Przesadziłam? Raczej nie, ale niewątpliwie dostanę za to lanie.
< Wolfstar, Mintleaf? Jak z tego wybrniecie? Przesadziłam? Jestem okrutna? Będzie lanie?:v >
23 października 2015
Od Wolfstar'a CD Mintleaf
Spojrzałem na kotkę z niedowierzaniem.
- Pospać? Pf... Jestem liderem, Mintleaf. Moim obowiązkiem jest zapewnienie klanowi ochrony i...
- Teraz twoim obowiązkiem jest spanie! - przerwała mi Mintleaf ostro.
Spojrzałem na nią. Zarumieniła się i skuliła.
- No dobrze, więc ty też idź odpoczywać - mruknąłem do kotki.
- Co? Nie! - Mintleaf postanowiła pobawić się lidera.
- Och... Mintleaf, ta rana wygląda paskudnie! - syknąłem i wstałem.
Polizałem kotkę za uchem i trąciłem ku wyjściu. Kotka truchtem wyszła z jaskini, posyłając mi przyjazne spojrzenie. Zwinąłem się w kłębek. Miałem na ciele liczne zadrapania, lis ugryzł mnie w grzbiet, a na nosie miałem zadrapanie tak głębokie, że blizna jest gwarantowana. Zamknąłem oczy, ale piekący ból nie dawał mi zasnąć. Byłem głodny, zastanawiałem się, czy Mintleaf i Warstripe upolują coś. Po pewnym czasie ból minął, a ja szybko zasnąłem.
***Parę godzin później***
Nie wiem ile spałem, w każdym razie był już wieczór, kiedy do nory weszła Warstripe i rzuciła mi przed nos wielkiego, spasionego królika.
- Jedz i nie marudź - mruknęła tylko i wyszła z nory.
Zdziwiony zatopiłem zęby w króliczym mięsie. Jadłem strasznie szybko i łapczywie. Kiedy miałem już pełny żołądek, przewróciłem się na grzbiet i znowu zamknąłem oczy. Wtedy usłyszałem kroki. Wstałem powoli i popatrzyłem na wejście. Do nory weszła Mintleaf.
- Jak twoja rana? - wypaliłem od razu.
Mint przekręciła łebkiem i uniosła jedną "brew".
<Mintleaf?>
- Pospać? Pf... Jestem liderem, Mintleaf. Moim obowiązkiem jest zapewnienie klanowi ochrony i...
- Teraz twoim obowiązkiem jest spanie! - przerwała mi Mintleaf ostro.
Spojrzałem na nią. Zarumieniła się i skuliła.
- No dobrze, więc ty też idź odpoczywać - mruknąłem do kotki.
- Co? Nie! - Mintleaf postanowiła pobawić się lidera.
- Och... Mintleaf, ta rana wygląda paskudnie! - syknąłem i wstałem.
Polizałem kotkę za uchem i trąciłem ku wyjściu. Kotka truchtem wyszła z jaskini, posyłając mi przyjazne spojrzenie. Zwinąłem się w kłębek. Miałem na ciele liczne zadrapania, lis ugryzł mnie w grzbiet, a na nosie miałem zadrapanie tak głębokie, że blizna jest gwarantowana. Zamknąłem oczy, ale piekący ból nie dawał mi zasnąć. Byłem głodny, zastanawiałem się, czy Mintleaf i Warstripe upolują coś. Po pewnym czasie ból minął, a ja szybko zasnąłem.
***Parę godzin później***
Nie wiem ile spałem, w każdym razie był już wieczór, kiedy do nory weszła Warstripe i rzuciła mi przed nos wielkiego, spasionego królika.
- Jedz i nie marudź - mruknęła tylko i wyszła z nory.
Zdziwiony zatopiłem zęby w króliczym mięsie. Jadłem strasznie szybko i łapczywie. Kiedy miałem już pełny żołądek, przewróciłem się na grzbiet i znowu zamknąłem oczy. Wtedy usłyszałem kroki. Wstałem powoli i popatrzyłem na wejście. Do nory weszła Mintleaf.
- Jak twoja rana? - wypaliłem od razu.
Mint przekręciła łebkiem i uniosła jedną "brew".
<Mintleaf?>
Od Wolfstar'a CD Mintleaf
Stanęliśmy przed norą lisa, z której dochodziły piski szczeniąt.
- Zabijamy? Jestem gotowa - Warstripe powiedziała śmiało i wysunęła pazury.
Mintleaf pisnęła coś pod nosem. Podszedłem do wejścia do nory. Nagle wiatr gwałtownie zmienił kierunek, zdradzając naszą obecność. Usłyszałem warczenie, i z nory wyszła duża lisica, z paskudnie pobrudzoną sierścią. Piski szczeniąt nasiliły się, i za nią pojawił się mały lis, miał około 8 księżycy. Kiedyś, jako młody wojownik przegoniłem wilka, ale zapłaciłem za to straszną cenę... Mój najlepszy przyjaciel, Foxfur został zagryziony przez wilka. Oczywiście, nie byłem tylko ja i on, była też tam Stonerain, Sparrowwing, Bearfur i Weatherpelt. Foxfur oddał swoje życie za mnie, ale wróćmy do obecnej chwili. Lisica odchyliła wargi pokazując brudne kły. Jakby miała się czym chwalić! Nawet ja mam piękniejsze ząbki! Poruszyłem ogonem, dając znak Warstripe i Mintleaf. Ta druga westchnęła cicho, ale zrobiła to co jej kazałem. Teraz otaczaliśmy lisicę, a ona nie wiedziała, którego z nas zaatakować.
- Teraz! - krzyknąłem i Warstripe złapała małego liska z kark.
Wściekła matka skoczyła na nią, ale Warstripe zrobiła unik. Wykorzystałem ten moment. Wybiłem się i złapałem za rude ucho. Poczułem w pysku smak krwi, a zaraz potem wielki ból. Spadłem z lisa i poturlałem się na bok. Z grymasem bólu spojrzałem na lisi pysk, z którego zwisał poplamiony krwią ogon. Syknąłem z bólu, i pomimo olbrzymiego bólu rzuciłem się na lisa. Mintleaf dołączyła do nas, wbijając ostre kiełki w lisią nogę. Po chwili lis zaskomlał głośno, a ja ujrzałem jak Warstripe ucieka przed lisem, którego przed chwilą w połowie oślepiła. Lisica zrzuciła mnie i Mintleaf. Zawirowało mi w głowie. Rozejrzałem się szybko. Pomiędzy dwoma kamieniami wisiała średnia pajęczyna. Rzuciłem się ku niej, zerwałem i zatamowałem krwawienie ogona. Spojrzałem w stronę wojowniczek. Mintleaf uganiała się za lisim ogonem, chcąc go złapać, a Warstripe wlazła do nory. Jak błyskawica uderzyłem w lisi pysk. Uderzenie było tak mocne, że zatrzęsło mną i lisim łbem. Lisica właśnie chciała mnie złapać za nogę, kiedy Mintleaf bohatersko skoczyła na jej głowę, drapnęła nos i odepchnęła mnie od psowatego. Na tym walka się skończyła, lis uciekł w stronę Klanu Wschodu. Warstripe wyszła z lisiej nory z poplamiony pazurami.
- Warstripe? - spytałem się zaskoczony.
- Żyją, ale blizny zostaną jeszcze długi czas... - kotka uśmiechnęła się pod nosem.
Spojrzałem na Mintleaf, której wzrok skierowany był na czymś co wyglądało jak futrzany wąż. Poruszyłem niewielką częścią ogona, która mi została.
<Mintleaf, Warstripe?>
- Zabijamy? Jestem gotowa - Warstripe powiedziała śmiało i wysunęła pazury.
Mintleaf pisnęła coś pod nosem. Podszedłem do wejścia do nory. Nagle wiatr gwałtownie zmienił kierunek, zdradzając naszą obecność. Usłyszałem warczenie, i z nory wyszła duża lisica, z paskudnie pobrudzoną sierścią. Piski szczeniąt nasiliły się, i za nią pojawił się mały lis, miał około 8 księżycy. Kiedyś, jako młody wojownik przegoniłem wilka, ale zapłaciłem za to straszną cenę... Mój najlepszy przyjaciel, Foxfur został zagryziony przez wilka. Oczywiście, nie byłem tylko ja i on, była też tam Stonerain, Sparrowwing, Bearfur i Weatherpelt. Foxfur oddał swoje życie za mnie, ale wróćmy do obecnej chwili. Lisica odchyliła wargi pokazując brudne kły. Jakby miała się czym chwalić! Nawet ja mam piękniejsze ząbki! Poruszyłem ogonem, dając znak Warstripe i Mintleaf. Ta druga westchnęła cicho, ale zrobiła to co jej kazałem. Teraz otaczaliśmy lisicę, a ona nie wiedziała, którego z nas zaatakować.
- Teraz! - krzyknąłem i Warstripe złapała małego liska z kark.
Wściekła matka skoczyła na nią, ale Warstripe zrobiła unik. Wykorzystałem ten moment. Wybiłem się i złapałem za rude ucho. Poczułem w pysku smak krwi, a zaraz potem wielki ból. Spadłem z lisa i poturlałem się na bok. Z grymasem bólu spojrzałem na lisi pysk, z którego zwisał poplamiony krwią ogon. Syknąłem z bólu, i pomimo olbrzymiego bólu rzuciłem się na lisa. Mintleaf dołączyła do nas, wbijając ostre kiełki w lisią nogę. Po chwili lis zaskomlał głośno, a ja ujrzałem jak Warstripe ucieka przed lisem, którego przed chwilą w połowie oślepiła. Lisica zrzuciła mnie i Mintleaf. Zawirowało mi w głowie. Rozejrzałem się szybko. Pomiędzy dwoma kamieniami wisiała średnia pajęczyna. Rzuciłem się ku niej, zerwałem i zatamowałem krwawienie ogona. Spojrzałem w stronę wojowniczek. Mintleaf uganiała się za lisim ogonem, chcąc go złapać, a Warstripe wlazła do nory. Jak błyskawica uderzyłem w lisi pysk. Uderzenie było tak mocne, że zatrzęsło mną i lisim łbem. Lisica właśnie chciała mnie złapać za nogę, kiedy Mintleaf bohatersko skoczyła na jej głowę, drapnęła nos i odepchnęła mnie od psowatego. Na tym walka się skończyła, lis uciekł w stronę Klanu Wschodu. Warstripe wyszła z lisiej nory z poplamiony pazurami.
- Warstripe? - spytałem się zaskoczony.
- Żyją, ale blizny zostaną jeszcze długi czas... - kotka uśmiechnęła się pod nosem.
Spojrzałem na Mintleaf, której wzrok skierowany był na czymś co wyglądało jak futrzany wąż. Poruszyłem niewielką częścią ogona, która mi została.
<Mintleaf, Warstripe?>
Od Wolfstar'a CD Unexstar
- Sojusz? - powtórzyłem.
- No tak... - powiedziała kotka w lekkim zamyśleniu.
Zastanowiłem się. Relacje z Blackstar'em są takie jakie są, a do jego klanu idzie najwięcej kotów. I trochę kłamałem, z tym, że Unexpectedstar nie jest w moim typie.
- No wiesz... - mruknąłem.
Unexpectedstar przekręciła łebek z nadzieją i ciekawością.
- Zgoda - powiedziałem.
***Parę dni później***
Ostatnio do Klanu Wilka dołączyły dwie kotki. Moje szeregi nieco się powiększyły, w przeciwieństwie do Unexstar. Ona cały czas była liderem wielkiego klanu z aż jednym kotem. Rozmyślając o tym, schroniony przed deszczem usłyszałem szelest liści. Podniosłem łeb, i do mojej nory weszła Mintleaf. Otrzepała się, polizała swoje potargane i mokre futerko i spojrzała na mnie.
- Coś się stało, Mintleaf? - spytałem się wojowniczki.
- Tak, Wolfstar... Podczas polowania widziałam lisa, blisko granicy z Klanem Nocy.
Skoczyłem na cztery nogi. Mintleaf cofnęła się zaskoczona moją reakcją.
- Ekhm... - kaszlnąłem (tak, koty potrafią kaszleć, przynajmniej mój .-.) i usiadłem - Gdy deszcz przestanie padać, przegonimy go dobrze?
- No... dobrze - powiedziała Mintleaf i szybko pobiegła do legowisk wojowników.
Przeciągnąłem się i wychyliłem łeb z nory. Za długo to nie trwało, bo lało tak strasznie, że o mało się nie utopiłem. Utopić się w deszczu. W DESZCZU. Upokorzenie do końca życia. Zacząłem krążyć po norze. W brzuchu mi burczało, byłem wyspany i najwyższy czas było iść na patrol. Zwinąłem się w kłębek.
*Ileś tam godzin później*
- Dziewczyny, możecie nieco szybciej?! - warknąłem zdenerwowany już do kotek, które stały za mną.
Spojrzałem, i zobaczyłem o co chodzi. Najwyraźniej Mintleaf powiedziała coś, co zbytnio nie spodobało się Warstripe, a ta... wepchnęła ją do głębokiej i brudnej kałuży, w które pływało coś, co było za życia szczurem.
- Warstripe, Mintleaf! Spokój! - krzyknąłem do wojowniczek.
Mintleaf spojrzała na mnie i wyszła z kałuży, ale Warstripe wciąż chichotała pod nosem.
- Warstripe... - syknęłem.
Kotka natychmiast przestała, ale z jej oczu buchał pożar rozbawienia. Zbliżaliśmy się do granicy Klanu Klifu. Mintleaf obejrzała się dookoła siebie z małym niepokojem, a ja powęszyłem w powietrzu.
- Moja armia gołębi jest w obozie klanu więc tym razem może uważaj na słowa - usłyszałem i moim oczom ukazała się uśmiechnięta Unexpectedstar.
<Mintleaf, Unexpectedstar, a może Warstripe?>
- No tak... - powiedziała kotka w lekkim zamyśleniu.
Zastanowiłem się. Relacje z Blackstar'em są takie jakie są, a do jego klanu idzie najwięcej kotów. I trochę kłamałem, z tym, że Unexpectedstar nie jest w moim typie.
- No wiesz... - mruknąłem.
Unexpectedstar przekręciła łebek z nadzieją i ciekawością.
- Zgoda - powiedziałem.
***Parę dni później***
Ostatnio do Klanu Wilka dołączyły dwie kotki. Moje szeregi nieco się powiększyły, w przeciwieństwie do Unexstar. Ona cały czas była liderem wielkiego klanu z aż jednym kotem. Rozmyślając o tym, schroniony przed deszczem usłyszałem szelest liści. Podniosłem łeb, i do mojej nory weszła Mintleaf. Otrzepała się, polizała swoje potargane i mokre futerko i spojrzała na mnie.
- Coś się stało, Mintleaf? - spytałem się wojowniczki.
- Tak, Wolfstar... Podczas polowania widziałam lisa, blisko granicy z Klanem Nocy.
Skoczyłem na cztery nogi. Mintleaf cofnęła się zaskoczona moją reakcją.
- Ekhm... - kaszlnąłem (tak, koty potrafią kaszleć, przynajmniej mój .-.) i usiadłem - Gdy deszcz przestanie padać, przegonimy go dobrze?
- No... dobrze - powiedziała Mintleaf i szybko pobiegła do legowisk wojowników.
Przeciągnąłem się i wychyliłem łeb z nory. Za długo to nie trwało, bo lało tak strasznie, że o mało się nie utopiłem. Utopić się w deszczu. W DESZCZU. Upokorzenie do końca życia. Zacząłem krążyć po norze. W brzuchu mi burczało, byłem wyspany i najwyższy czas było iść na patrol. Zwinąłem się w kłębek.
*Ileś tam godzin później*
- Dziewczyny, możecie nieco szybciej?! - warknąłem zdenerwowany już do kotek, które stały za mną.
Spojrzałem, i zobaczyłem o co chodzi. Najwyraźniej Mintleaf powiedziała coś, co zbytnio nie spodobało się Warstripe, a ta... wepchnęła ją do głębokiej i brudnej kałuży, w które pływało coś, co było za życia szczurem.
- Warstripe, Mintleaf! Spokój! - krzyknąłem do wojowniczek.
Mintleaf spojrzała na mnie i wyszła z kałuży, ale Warstripe wciąż chichotała pod nosem.
- Warstripe... - syknęłem.
Kotka natychmiast przestała, ale z jej oczu buchał pożar rozbawienia. Zbliżaliśmy się do granicy Klanu Klifu. Mintleaf obejrzała się dookoła siebie z małym niepokojem, a ja powęszyłem w powietrzu.
- Moja armia gołębi jest w obozie klanu więc tym razem może uważaj na słowa - usłyszałem i moim oczom ukazała się uśmiechnięta Unexpectedstar.
<Mintleaf, Unexpectedstar, a może Warstripe?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)

