BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szemrząca Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szemrząca Łapa. Pokaż wszystkie posty

20 marca 2021

Od Cichoszy (Szemrzącej Łapy)

Minęły księżyce od swoich pierwszych styczności z Klanem Klifu. Przez ten czas spotkał wiele, wiele różnych kotów, z Klanu Klifu i spoza niego. Niektórzy nawet traktowali go niemal jak członka swojego klanu, chociaż wcale nim nie był. Aczkolwiek nie mogło to tak zawsze pozostać, prawda? Życie w kocim kulcie czczącym jakiś Klan Gwiazdy był mimo wszystko bardziej interesujący niż nudne, bezbarwne życie jakiegoś włóczykija z drugiego planu, o którym nikt nie będzie pamiętał. Wręcz przeciwnie, Cichosza chciał być znany - Chciał, aby w kocim lesie była chociaż jedna wzmianka o nim. Poza "ten bury drań znowu wyżera nasze zapasy, a ile razy go nie wykopiemy z naszego terenu, to po kilku dniach wraca niczym bumerang.", oczywiście.
Teraz, nasz przekochany Cichosza wędrował u boku Zadymionego Pyska, który prowadził go do obozu Klanu Klifu. Bzdecił coś o tym, jak bardzo jakieś dwa koty których nie znał pasowałyby do siebie, aczkolwiek czarny słuchał go jak zgaszonego radia. Gdyby potrafił, uciszyłby go zawiązując mu pysk jakimiś liśćmi, ale była pora nagich drzew i wszystkie liście, niezależnie czy z drzewa czy z krzewu były tak uschnięte, że wystarczyło jedno dotknięcie łapą, aby skruszyły by się albo ułamały. Czarny nie rozumiał całkowicie jak można łączyć jednego kota z drugim. Czy Zadymiony zdaje sobie właściwie sprawę, że to są żywe koty które prawdopodobnie wszystko to słyszą? No, i najważniejsze, czy potrafiłby nie rozmawiać o shipowaniu swoich własnych klanowiczów tuż przy nim. Nie wzięło go na odwagę, żeby mu to powiedzieć wprost - a już tym bardziej przerwać. Po chwili namysłu jednak zdecydował się, że da się temu zaradzić. Wziął głęboki wdech, mając nadzieję, że nie zabrzmi jak jakiś awanturnik który zaraz zacznie się bić z kompanem bo spojrzał na niego krzywo.
- Czy możesz być odrobinę ciszej? Tym swoim gadaniem pewnie spłoszyłeś już większość zwierzyny, i jeśli będziesz kontynuował, to wypędzisz jej stąd jeszcze więcej. - Na jego słowa dymny był jeszcze bardziej niezadowolony. Nie dość, że już i tak przebywanie w pobliżu kocurów nie było jego ulubioną czynnością, to jeszcze ten go uciszał. Mimo wszystko nie mówił nic więcej przez resztę podróży, więc 'metoda' Cichoszy chyba zadziałała, i "Chyba" jest tu bardzo dobrym określeniem.
W końcu dotarli do lasu - Cichosza czuł się tu równie niekomfortowo co Dym w jego towarzystwie. Drzewa w lesie wyglądały dokładnie tak, jakby schylały się nad nim i spoglądały na niego. Przerastało go to, miał ochotę jak najszybciej wybiec z zagajnika i trzymać się jak najdalej od tych dębów i świerków. Mimo wszystko jakoś dotarł do obozu. Tutaj zapach kotów się nasilał, chociaż nie widział nigdzie ani obozu, ani wejścia. Cóż, do jakiegoś czasu, bo po kilkudziesięciu uderzeniach serca dymny zaprowadził go przez tunel. Gdy go przeszli, dopiero wtedy oczom Cichoszy ukazało się obozowisko Klanu Klifu. Gdy tylko jednak weszli, wśród klanowiczów rozległ się szmer zaskoczenia - Między innymi dlatego, że kto na Klan Gwiazdy zaprowadza jakiegoś obcego, dorosłego kocura, który wyżerał Ci zapasy przez ostatni rok w sam środek terytorium Klanu Klifu? Dobre pytanie. Do dwójki kotów podszedł dość spory, biało-rudy kocur, którego Klifiaki znali jako "Lwią Gwiazdę" czy coś takiego. Well, można by było powiedzieć 'Dwójki', gdyby Zadymiony nie ulotnił się do legowiska wojowników zanim Cichosza w ogóle zdołał zauważyć, że dymny zniknął. Nim rudy zdążył otworzyć pysk i cokolwiek powiedzieć, czarny jak zwykle zadecydował, iż to idealny czas, aby zagadać kogoś na śmierć.
- No więc... Jestem Cichosza, i jakiś już czas temu poznałem kilku z twoich klanowiczów i okazało się, że jest to całkiem spoko Klan, i ten no- uh... Jakby Ci to wytłumaczyć, czy mógłbym dołączyć d-
Chciał kontynuować, jednak kocur wciął się w pół zdania krótkim i zwięzłym "Jutro twoje mianowanie, twoje legowisko jest po prawej od wejścia". Cóż, chyba nie poszło tak źle, prawda? Oczywiście, że tak. Nawet jeśli miałby móc sobie odpocząć w swoim nowym legowisku, to nie dość, że to legowisko będzie dzielił z innymi uczniami, to jeszcze ci gówniarze byli zdziwieni, że taki stary pasożyt jak on może jeszcze zostać uczniem. Za wyjątkiem Wiesiołkowej Łapy, którego nie było chwilowo w obozie i nie miał okazji jeszcze się nadziwić. Kocur wiedział tylko jedno - jeśli te małe gnojki nie chciały mu grać na nerwach, lepiej, żeby odsunęły się na odstęp przynajmniej jednego metra i niech robią swoje. Inaczej zdarzy się jakiś wypadek. Nie tak, że Cichosza cokolwiek by im właściwie zrobił - Zwyczajnie nie był w humorze na żadne rozmowy i nie myślał rozsądnie.

Następnego dnia, gdy słońce zbliżało się do wyżu, Lwia Gwiazda zwołał zebranie. Cichosza wyrobił się jednak na tą "najciekawszą" część, kiedy to on ma być mianowany.
- Cichosza, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został terminatorem. Od tego momentu, aż do otrzymania swojego imienia wojownika będziesz się znany jako Szemrząca Łapa. Twoim mentorem będzie Koguci Krzyk. Mam nadzieję, że przekaże ci on całą swoją wiedzę. - Wyrecytował całą, wszystkim dobrze znaną formułkę. Po tym spojrzał na potężnego kotoczołga o imieniu Koguci Krzyk. - Koguci Krzyku, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Miętowego Strumienia doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją siłę i odwagę. Będziesz mentorem Szemrzącej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę.
Zazwyczaj w takim momencie wszyscy się cieszą i jest cudownie, aczkolwiek po tym, jak Lwi skończył z ceremonią Cichoszy było słychać jedynie niezręczną ciszę, którą przerwały słowa "Koniec spotkania". Cichosza, a raczej Szemrząca Łapa nie dziwił się zbytnio, że nikt się nie cieszył z tego że został mianowany - w końcu to właśnie Cichosza żywił się na drozdach Klanu Klifu, a sam nic nie dawał w zamian. Czarny nie zastanawiał się nad tym zbyt długo, tylko wślizgnął się z powrotem do swojego konta w rogu legowiska, gdzie było najcieplej.

< Jakby co to można kontynuować jeśli ktoś by chciał. >

22 stycznia 2021

Od Cichoszy

 Był piękny, słoneczny dzień - na niebie nie było ani jednej chmurki. Cichosza zdecydował się ponownie odwiedzić las Klanu Wilka, tym razem jednak z pewnym zadaniem - Zamierzał nazbierać różnorodnych kwiatków do swojej przyszłej tymczasowej norki. Jedyne, co go powstrzymywało, to stres - jego pazurki niemalże same się wysuwały i wbijały w mech pod jego łapami na sam fakt, że jest w lesie, a nie na otwartej polanie. Pamiętał dobrze ostatni raz, kiedy tu był. Choć jego rana po ostatniej wizycie zdążyła się zagoić, to nadal pamiętał jak go przywitano. Tym razem jednak nie przyszedł tu zwiedzać, a spędzić trochę więcej czasu przy roślinkach. Wędrując po wydeptanej już ścieżce rozglądał się na obie strony, jednakże nawet po kilkudziesięciu uderzeniach serca nie znalazł nic, co by przykuło uwagę kocura. Nic, z wyjątkiem może kilku czerwonych i żółtych kwiatków. Cichosza, znudzony bezowocnym poszukiwaniem roślin, spróbował zapolować. W tym przypadku wszystko szło gładko i zgodnie z jego planem za wyjątkiem faktu, że przez ten mix różnych zapachów jego nos nie wiele mógł mu pomóc.
Kruczoczarny po chwili poszukiwania zauważył jakąś srebrną kitę wystającą spod krzewu. Co to mogło być? Mysz? Lis? Trzeba się dowiedzieć! Kocurek skoczył na ogon, wbijając w niego swoje pazury. Zza tego samego krzewu rozległ się rozwścieczony koci syk. Uh-oh.

< Północny Mrozie? >

21 stycznia 2021

Od Cichoszy C.D Barwinkowego Podmuchu

 Zbyt przejęty, by zwrócić uwagę na otoczenie, zgubił Barwinka w mgnieniu oka, - chociaż szedł żółwim tempem! Czarny, gdy tylko to zauważył, podniósł się i zaczął obrzucać polanę nerwowym wzrokiem, doszukując się jakiegokolwiek śladu i nawet jeśli miał odciski łap na śniegu tuż pod nosem, to z przerażenia ich nie zauważył.
- B-Barwinku? Barwinku! - Pisnął cicho, po czym skierował się na południe, szukając towarzysza.

*skip*

Cóż, Cichosza wrócił dość szybko. Nic zadziwiającego, - tymczasowe schronienie od borsuków i lisów oraz darmowe żarcie sprawiało, że zielonooki nawet nie myślał o ruszaniu się z tych terenów. Jednakże ostatnimi czasy kocurek musiał się zmierzyć z nowym wyzwaniem, jakim są granice i faktem, że te terytoria nie są jego. Chociaż wędrówka była długa i męcząca z powodu rany na grzbiecie, to i tak szukał swojego przyjaciela z nadzieją, że wreszcie go znajdzie.
- Cichosza? - Jego życzenie się spełniło! To był on, ee, jakkolwiek się nazywał. Nie ważne jak się nazywał, ważne, że to był ten kocur, z którym się wczoraj spotkał! Nie widział go jeszcze, ale już po samym głosie poznał czarnego, a on prawdopodobnie poznał go po jego zapachu podobnego do żywicy zmieszanej z zapachem maku.
- Hej! - Zielonooki miauknął przyjaźnie, starając się nie jęczeć z bólu. Kocur wspiął się po pagórku i rzeczywiście zobaczył Barwinkowy Podmuch.
- Cichosza! Co ci się stało? - Whoa, starszy kocur się o niego martwił!


< Barwinku? Wybacz za gniotaaa >

13 stycznia 2021

Od Cichoszy

Hebanowy kocurek wędrował dalej, przemierzając nieznane mu jeszcze tereny. Cichoszę, kocura który przywykł do otwartej przestrzeni i polan przyprawiły o ciarki wielkie dęby rzucające cień na jego miękką, półdługą sierść. Cały czas miał wrażenie, że jedno z drzew w każdej chwili mogłoby się na niego zawalić, albo coś mogło go obserwować z gałęzi lub zza którychś z konarów. Nigdy nie chciałby żyć znowu w lesie, to wszystko jest takie przerażające. Po chwili jego uwagę przykuł stary pieniek, cały w mięciutkim mchu. Podreptał do niego, szturchając mech lekko łapą i bawiąc się nim jak kociak.
Nie potrwało długo, a już coś przybiło go do ziemi, a nad jego uchem rozległ się głęboki, donośny syk.
- Co tutaj robisz i czego chcesz? - Zielonooki obrócił lekko głowę, aby zobaczyć, kim właściwie był przeciwnik; A był to czekoladowy, pręgowany kocur o długim futrze i pomarańczowych oczach. Kocur zaczął się rzucać i wierzgać.
- Co ja tutaj robię?! Jak to co ja tutaj robię, siedziałem spokojn-
- To było pytanie retoryczne, idioto. Wynoś się z terytorium Klanu Wilka. - Obcy kocur warknął, uciszając go, po czym wrył jego pysk głębiej w ziemię.
- Nie widzę na tych drzewach Twojego imi- Klanu Wilka?
- Tak, Klanu Wilka, a teraz się stąd wynoś. - Przeciwnik burknął, podnosząc lekko łapę tak, aby samotnik mógł uciec. Cichosza, gdy tylko poczuł, że ticked odpuścił trochę, prędko wyszarpał się i z zaoranym przez pazury Wilczaka grzbietem wybiegł z lasu. Gdy wreszcie znowu natrafił na łąki, stanął, aby złapać oddech, obrócił się w stronę boru i splunął w oznace odwzajemnionej "nienawiści". Nie wiedział kim był kocur i czego rzeczywiście od niego chciał, ale postanowił, że nie będzie tego wspominać. 

11 stycznia 2021

Od Cichoszy

Nadeszła wiosna - rośliny wracały do życia, a zwierzęta wybudzały się z snu zimowego. Hebanowy kocurek również pora roku "przywróciła do życia". Był o wiele więcej energiczny niż zimą, a myśl o tym, że wreszcie będzie więcej zwierzyny motywowała go do częstszych polowań. Młody podreptał w stronę strumyka i przycupnął, biorąc kilka szybkich łyków wody. Z każdym dniem poziom wody się podnosił, czego Cichosza nie rozumiał. Dlaczego jest teraz więcej wody w rzekach? Skąd się bierze więcej wody? Przecież nie padało!
Czarny truchtał, rozglądając się co chwila na boki. Miękka, świeżutka trawa łaskotała go w poduszeczki, a ocieplony, lekki wiaterek muskał łagodnie jego półdługą sierść. Zielonooki zawęszył, jednocześnie nasłuchując. Cichoszy zajęło chwilę, aby złapać zapach niewielkiego królika - Wiatr wiał bardzo powoli, dlatego też i zapachy nie roznosiły się za dobrze. Krótko po tym czarny jak smoła włóczęga również usłyszał szuranie w trawie i przypadł do ziemi, nie chcąc oddawać żadnych sygnałów, że jest w pobliżu. Powoli stąpał do przodu, ostrożnie i delikatnie stąpając po ziemi, tak, aby jego ofiara go nie usłyszała. Gdy już był na odpowiedni dystans, popędził do przodu jak strzała, po czym rzucił się na zająca, przewracając go na ziemię. Z każdym polowaniem szło mu coraz lepiej! Wygłodniały kocurek odebrał życie piszczce i gdy ta przestała się rzucać, prawie od razu zabrał się do jedzenia.

Od Cichoszy

Słońce już zmierzało ku horyzoncie, a hebanowy włóczęga nadal nie znalazł jeszcze żadnego schronienia. Zauważył, że ostatnimi czasy sporo czasu spędza w pobliżu tak zwanego Klanu Klifu. Im więcej przypominał sobie opowieść Barwinka, tym więcej chciał tu również spędzić czasu oraz zapoznać się chociaż trochę z tutejszymi kotami. W końcu tyle łączyło jego, a Klan Klifu! Też mają przywódcę, też mają swój obóz (Którego jak na razie Cichosza powinien unikać jak ognia, nie znał jeszcze wszystkich na tyle dobrze, by wleźć im do domu nieproszony!), i w sumie chyba na tym się kończy. Niewiele pamiętał z swojej poprzedniej grupy, gdzie żył z swoją rodziną, ale tęsknił. Tęsknił za zabawami na polanie w leśnym zaciszu, tęsknił za bezpiecznym i wygodnym obozem w brzozowym zagajniku. Im więcej czasu zmuszony był polować dla siebie i szukać sobie schronienia, tym bardziej owe wspomnienia wydawały się być rozmazane.
Cichosza szedł przed siebie, uważnie rozglądając się. Nie było widać za wiele pod śniegiem, albo zwyczajnie słabo szukał. Za czym tak właściwie się jednak rozglądał? Norą, lub czymkolwiek, pod czym mógłby się skryć na czas obecny. Miał już dosyć sypiania pod gołym niebem. Kocurek po dłuższym czasie wędrówki ujrzał przed sobą wielkie, potężne drzewo, za którym znajdował się strumyk oraz wielki klif, oddzielający łąki od lasu iglastego. W konarze drzewa znalazła się jednak całkiem szeroka dziupla, do której zielonooki musiał się wspinać, a on nie potrafił się wspinać! Cóż, umiał, trochę, ale nie na tyle, by wejść tak wysoko! I później bałby się schodzić! Mimo wszystko jednak hebanowy kocurek spróbował wejść na drzewo. Wbił pazury w korę, próbując chociaż trochę się unieść, ale na próżno. Próbował też z kilka razy wskoczyć na drzewo, ale ilekroć by nie próbował, za każdym razem wylądował na chłodnym białym puchu. Młody syknął na siebie i zrezygnowany odszedł kontynuując swoje poszukiwania.

09 stycznia 2021

Od Cichoszy CD Zimorodkowego Blasku

Cichosza obudził się zasypany śniegiem. Znowu z zmęczenia zapomniał znaleźć jakiegokolwiek schronienia i zasnął dosłownie na środku pierwszej lepszej polany. No tak, młody prawdopodobnie znowu się włóczył, a złapać nic nie złapał. Czarny kocurek podniósł się z twardej i chłodnej ziemi, wyciągając łapy przed siebie i rozciągając się, po czym kontynuował poszukiwania. Zielonooki na śniadanie nie musiał jednak czekać zbyt długo - po kilku minutach wyłapał zapach wrony. Może wreszcie zaspokoi głód który już od kilku dobrych dni ściskał mu żołądek! Przypadł do ziemi, szurając brzuchem o oszronioną trawę, a z każdym krokiem zapach jego ofiary nasilał się. Kocur ujrzał przed sobą czarnego ptaka i przystanął gotowy do skoku. Niestety jednak, nie wszystko poszło po jego myśli - zamiast skoczyć na ptaka i go zagryźć, tak jak już sobie to wyobrażał, to przewrócił się o kamień i runął tuż pod ofiarą. Ptak odleciał, kracząc tuż nad głową samotnika. Nie mógł jednak wylegiwać się w zaspie śniegu nie wiadomo ile - jeszcze trochę i by pewnie dostał jakiejś choroby.
- Wow!! Pierwszy raz widzę żywego bałwana! - Ktoś miauknął. Kocur nastroszył futro, zaskoczony obecnością... Czegokolwiek, co przemówiło. Rozejrzał się nerwowo i położył uszy po sobie. Gdy głos ponownie się odezwał, Cichoszy łatwiej było znaleźć rozmówcę. Był to wysoki, biało-niebieski kocur w cętki, którego zapach wydawał mu się o dziwo znajomy. Wiedział, że gdzieś już go czuł, prawdopodobnie wczoraj rano, ale nie pamiętał kiedy dokładnie i co on mógł oznaczać. Cóż, jeśli nie pamiętał, może wcale nie było warte pamiętania. Niebieski zalał go milionem pytań, których w większości nawet nie zdołał zrozumieć. Racja, on sam uwielbiał gadać, ale bez przesady! On nawet nie dawał mu się wypowiedzieć, a pytał dalej!
- Tak, mam imię. Nazywam się Cichosza, i- A mógłbyś może zająć się sobą? Nie widzisz, że poluję? - Kocur warknął, strosząc swoje kruczoczarne futerko.
- Może i ty masz jedzenia pod dostatkiem, ale ja nie jadłem od wielu wschodów słońca! Może zastanów się i pomyśl zanim powiesz cokolwiek więcej. - Burknął. Jeszcze nikt tak szybko go nie zdenerwował, zazwyczaj to on był tym, co gada nie wiadomo ile, a druga strona albo słuchała, albo go uciszała.

< Zimorodkowy Blasku? >

01 stycznia 2021

Od Cichoszy CD Barwinkowego Podmuchu

Cichosza nasłuchiwał uważnie, starając się zapamiętać przynajmniej większość z tego, o czym opowiadał Barwinek. Z każdym uderzeniem serca jego ogonek zaczął szybciej machać na boki z ekscytacji. Jakimś cudem postarał się wytrwać do końca zdania kocura, aby później znowu zaczął gadać w nieskończoność.
- Umiesz polować? - Starszy kocur stanął, węsząc. No tak! Jak on mógł zapomnieć o popisywaniu się swoimi umiejętnościami polowania?! Cichosza zastrzygł uszami, strzepując z siebie śnieżnobiały puch.
- Oczywiście, że tak! Myślałem, że to oczywiste. W końcu jestem najlepszym łowcą na tych terenach! Potrafię złapać każdą zwierzynę, ale łapanie zajęcy i takich podobnych wychodzi mi najlepiej. A czy u was w Klanie też są koty podobne do mnie? Wiesz, w moim wieku, i które potrafią tak dobrze polować? Może nie aż tak dobrze, jak ja, bo w końcu nikt by mnie nie przebił w pol-
- Ćśśś. Może pokaż najpierw swoje umiejętności, dobrze? - Oh, tak, zajęcie które dałoby odrobinę ulgi Barwinkowi, a zielonookiemu powód do popisywania się. Półdługofutry skinął głową i zawęszył. Zajęło mu chwilę, nim wyłapał zapach niewielkiego gryzonia. Jęknął cicho w obawie, że może się nie udać. W końcu prawie wszystkie myszy na jakie polował uciekały mu! Nie mógł jednak się obawiać. Może akurat mu się uda?
Unosił wysoko łapy, kierując się ku źródłowi zapachu. Słyszał za sobą ciche kroki - Barwinek najprawdopodobniej szedł za nim, aby zobaczyć, czy rzeczywiście tą mysz złapie. Warstwa śniegu była na tyle wysoka, aby nie można było z daleka dojrzeć owego gryzonia, ale poruszające się kępy trawy zdradzały jego położenie, co pomagało kociakowi. Oczywiście Cichosza zapomniał sprawdzić, czy idzie pod wiatr, i wkrótce mysz została zaalarmowana o jego obecności. Młody jednak nie zamierzał się poddawać - nawet jeśli był trochę za bardzo oddalony od swojego celu, to rzucił się za nim w pościg. Kocurek nie musiał jednak biec przez długi czas - wbił pazury w małe ciałko, przewracając się wraz z ofiarą w łapach. Prędko zagryzł piszczkę i podniósł się, strzepując większość ziemii i śniegu z swojej sierści, po czym spojrzał radośnie na zbliżającego się Barwinka.
- Złapałem! - Wymamrotał niewyraźnie, nadal z dość chuderlawą myszą w pysku. Pewnie przydałoby się później złapać coś jeszcze.

< Barwinkowy Podmuchu? >

29 grudnia 2020

Od Cichoszy CD Barwinkowego Podmuchu

 Cichosza z trudem powstrzymywał swoje emocje, które buzowały w jego małym ciałku - Był nadal trochę zły, że czarny go odrzucił, ale też cieszył się, że jeszcze nie skopał mu dupska za wciskanie nosa na nie swój teren, co już było jakimś postępem. Kocurek prychnął cicho, ociężale podnosząc się z grubej warstwy śniegu, mimo wszystko przyjaźnie spoglądając na wojownika. Młody samotnik nie mógł odpuścić sobie tak świetnej okazji, jaką byłoby polowanie z kimś, kto właściwie potrafi polować. Kto wie, może też będzie mógł zabłysnąć swoim talentem do łapania zająców? Jeśli jeszcze jakieś właściwie zostały, oczywiście.
- Miło mi Cię poznać, Barwinku!! Jestem Cichosza, możesz mówić na mnie "Ten mały gnojek", mama często mnie tak nazywała! Cóż, dopóki mi nie kazała sobie iść. - Na odpowiedź nie trzeba było czekać długo. Już zacząłby opowiadać o tym, jak to prowadził sielskie życie w Grupie i go z niej 'wygnano', ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Oczy Barwinka przyjęły również zmartwiony i zaskoczony wygląd. Cichosza jednak zbytnio się tym nie przejmował i dalej żył w pewności, że tak wszyscy robią.

Zielonooki rozejrzał się, nadal szukając wzrokiem jakiejkolwiek zwierzyny.
- Barwinku, czy możemy już iść na to polowanie? Proooszę? - Kocurek miauknął, dreptając w miejscu. Nawet jeśli nie wiedział, gdzie właściwie pójdą i jak daleko, to młody nie mógł się doczekać następnej wyprawy. Pójdzie na polowanie z kotem którego poznał z pewnością nie zaledwie kilka sekund temu i, kto wie, może coś jeszcze się dowie. O właśnie, skoro już o dowiadywaniu się nowych rzeczy mowa, włóczęgę nadal męczyły pytania 'Jaki klan?' 'Co to takiego?' 'Jak to wygląda?' 'Czy da się to zjeść?'. No, może pomijając to ostatnie. Barwinek otworzył pyszczek, chcąc coś powiedzieć, ale natura Cichoszy podpowiedziała mu, że  ś m i e s z n i e  będzie, jeśli mu teraz przerwie.
- Hej, Barwinku, a co ten, eeee... Klan o którym mówiłeś? Czy to taki kwiatek? Nie lubię kwiatków, pfe. Jeśli nie da się czegoś zjeść to raczej tego nie polubię. No, chyba że chodzi o kota, z chęcią się z nim lub nią zaprzyjaźnię! - Kociak zaczął paplać. W końcu nie wiadomo, kiedy znowu będzie mógł z kimś przyjaźnie porozmawiać!

<Barwinkowy Podmuchu?>

27 grudnia 2020

Od Cichoszy

Cichosza krążył po polanie, węsząc i szukając czegoś do zjedzenia. Głodny i przemarznięty kocurek rozglądał się za zwierzyną pozostawioną przez innych drapieżników lub inne koty. Biały puch zapadał się pod jego niewielkimi łapkami, utrudniając mu podróżowanie przez tereny. Delikatne śnieżynki powoli zakrywały jego półdługie futro, tym samym ograniczając widok. Słońce wspięło się już na sam szczyt nieba, a śnieg nadal padał. Syn Katharsis po dłuższej chwili poszukiwania złapał zapach różnych kotów. Różniły się wiekiem i przychodziły tutaj w różnych czasach, ale łączyło je to, że miały bardzo podobny zapach. Kocurek zmarszczył nos, jakby nie ufając już swojemu własnemu węchowi. W końcu skąd miałoby się wziąć tutaj aż tyle kotów podobnych do siebie? Po chwili wyłapał również kolejny zapach, podobny do poprzedniego, ale o wiele świeższy. Nie zajęło mu również długo, aby namierzyć właściciela tego oto zapachu. Za zaśnieżonym wzniesieniem zauważył czarnego kocura, zdecydowanie starszego i większego niż on. Czarnuch zaszedł wojownika od tyłu i z pazurkami schowanymi skoczył na jego ogon, ciągając go lekko. Oczywiście, nie skończyło się to dobrze, a już zwłaszcza nie poszło po myśli Cichoszy. Miał nadzieję, że zwróci na siebie uwagę, a jedyne, czym to się skończyło, to tym, że zaskoczony kocur rzucił nim o długość lisiego ogona zdala od siebie. Młody samotnik, gdy tylko dotknął ziemi, wydał z siebie ciche "Auuuuu...". Zapadła niezręczna cisza, zakłócana jedynie skowycie młodego. Prawdopodobnie już dawno by został przepędzony, ale Cichosza z pewnością nie wyglądał na takiego, który by narobił szkód, a już zwłaszcza komukolwiek krzywdę. W prawdzie już prędzej mucha by go pokonała, niż on ją.


/ Barwinkowy Podmuch? Przysięgam, że jeszcze wczoraj miałam wenę-