BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pchełkowa łapa x psotka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pchełkowa łapa x psotka. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia 2025

Od Nietoperzej Łapy (Psotnego Nietoperza) CD. Pchełkowego Skoku

Przeszłość

Nietoperza Łapa spojrzała na starszą kocicę, kiedy ta wyszła z legowiska medyka. Obserwowała ją uważnie, jakby chcąc się upewnić, że na pewno już wszystko było w porządku. Oczywiście efekt leczenia z pewnością będzie widoczny dopiero później, ale i tak wolała skontrolować stan Pchełki. Lubiła tę kotkę i naprawdę nie chciała, by ta cierpiała przez swoją upartość i unikanie medyka.
— Czy mogę wiedzieć, dlaczego nie poszłaś z tym od razu? — zadała pytanie, przekrzywiając nieco łebek. Przecież medycy nie byli tacy straszni. Psotka raczej nie unikała wizyt u tych kotów. Właściwie to lubiła tam przychodzić. Jednak nie chciałaby piastować ich rangi. Zbyt wiele ograniczeń. Kiedy milczenie między nimi się przedłużało, Psotka westchnęła cicho. Nie lubiła zbyt długo czekać na odpowiedź czy reakcję. Z kolei Pchełka wcale nie wyglądała, jakby chciała jej odpowiedzieć, a może się myliła? W każdym razie postanowiła zmienić temat. Tak było lepiej niż cały dzień miałyby spędzić na patrzeniu sobie w oczy.
— Dobra, nieważne. Chodź ze mną — miauknęła w stronę starszej, a następnie zajęła miejsce, gdzieś z boku.
— Możemy pogadać, bo pewnie i tak musisz już dziś odpoczywać — zasugerowała pogodnie. Pchełka przystała na jej propozycję po dłuższej chwilce. Z ich dwójki, Nietoperka zdawała się mówić najwięcej. Ciemna uczennica lubiła paplać nawet bezsensowne rzeczy lub poruszać tematy dotyczące zasłyszanych plotek. Nie bez powodu była córką Mysiego Postrachu czyż nie? Czas mijał, a gdy wieczór nastąpił, obie kotki się rozeszły do swoich legowisk.

Aktualnie

Był wieczór, więc większość powinna wrócić ze swoich zajęć. Jednak niebieskie ślipka Psotnego Nietoperza szukały konkretnej sylwetki. Kotki o pięknie zielonych oczach, której podarowała na ostatnim zgromadzeniu jedno ze swoich niebieskich piór. Obiecała jej wtedy, że zabierze ją na spacer. Niestety ze względu na niektóre sytuacje znalazła czas dopiero dzisiaj. Miała szczerą nadzieję, że Pchełka jej nie odmówi. Liczyła, że nie była niczym zajęta. Kiedy nareszcie przed oczami mignęło jej szylkretowe umaszczenie, podniosła się. To była jej szansa. Moment na, który czekała tak długo.
— Pchełko, zaczekaj! — miauknęła i poderwała się z miejsca. W paru susach dogoniła niebieską, zatrzymując ją. Kiedy ta spojrzała na jej pyszczek, Psotka zaczęła zastanawiać się, o czym starsza myślała. Zaraz jednak otrząsnęła się i posłała jej przepraszający uśmiech.
— Pchełko, przepraszam cię. Nie chciałam cię zaniedbać, ale cały czas mi coś wypadało — przyznała zgodnie z prawdą. Odkąd nadzorowała naukę Promiennej Łapy, miała sporo na łebku. Uczennica miała pewne tyły i trzeba było to nadrobić jak najszybciej. Oczywiście sporo umiała, ale raczej robiła to wszystko po swojemu. Nic zresztą dziwnego skoro Promyk polegała tylko na sobie od momentu przejścia Źródlanej Łuny do kociarni. Do tego wszystkiego dochodziły patrole i polowania. Westchnęła cichutko. Zdecydowanie zawaliła po całości, ale przecież to nie była jej wina, a może i była? Smutek lekko błysnął w jej oczach.
— Pchełko, nie zapomniałam o mojej obietnicy. Nadal chcę zabrać cię na spacer — odezwała się po dłuższej chwili, nie spuszczając z niej wzroku.
— Oczywiście, jeśli byś nadal chciała. Wiem, że zawaliłam i czuję się z tym naprawdę koszmarnie, ale proszę, pozwól mi dotrzymać danego słowa — kontynuowała. Sama nie była pewna, dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej. Błądziła po jej licu. Po części chciała utrzymać kontakt wzrokowy i widzieć mimikę pyszczka, ale i zobaczyć czy ta wciąż miała jej niebieskie piórko ze sobą. Nie mogła od niej wymagać, by je nosiła. Jednak miała cichą nadzieję, że chociaż wciąż ma je w posłaniu czy gdzieś. Milczała. Chciała dać zielonookiej przestrzeń i czas na udzielenie odpowiedzi bez względu na to, jaka by ona nie była.

<Pchełkowy Skoku?>

30 października 2025

Od Pchełkowego Skoku CD. Nietoperzej Łapy

TW smutne myśli

Skip time do teraz, jeszcze jesienią

Pchełkowy Skok miała natłok obowiązków związany z nadchodzącą zimą. Ponieważ była całkiem świeżym wojownikiem, często gęsto inni się nią wysługiwali. Szylkretka nie miała w sobie za grosz asertywności, by odmówić, więc wykonywała w milczeniu to, co jej zlecono.
Tu wymieniła mech, tam zaniosła posiłek starszym. Wieczorny i od razu poranny patrol? Nie ma problemu! Ledwo stała na nogach, jednak dalej męczeńsko wręcz wykonywała swoje obowiązki. Zachowywała się tak, jakby nie ruszała jej obecna sytuacja jej rodziny. Jastrząb została ponownie królową i ma nowe kocięta, a Pchełka nawet do nich nie zajrzała. Nie mogła, powstrzymywała ją przed tym jakaś dziwna bariera. W końcu… To dziwne przecież. Jastrząb nie miała partnera, a i tak poświęcała się dla klanu i rodziła dla innych. Pchełka nigdy nie zdobyła się na coś takiego, a mimo to nie potrafiła zrozumieć swojej matki. Okaleczona, a jednak wciąż pełna determinacji. A może to były tylko pozory? Być może Jastrząb w środku jest roztrzaskana na milion kawałków, a mimo to wciąż próbuje skleić się od nowa? Czy Pchełkowy Skok była taka sama?
Może. Szylkretka dzięki natłokowi obowiązków zapominała o smutku, który gnębił ją od długich księżyców. Po skończeniu treningów przestała spędzać tyle czasu z Mirtowym Lśnieniem, który był jej taki drogi. Okazywał wiele wsparcia i współczucia…a teraz nie mogła być przy nim, by to otrzymywać. Nie potrafiła radzić sobie sama i przez to powoli wpadała w dziwną otchłań. Przygnębienie, zmęczenie, smutek, biegające po różnorodnych miejscach myśli nie pomagały. Nakręcały to wszystko i nie było nikogo, kto mógłby ją z tego wyciągnąć.
Jednak czy aby na pewno?
~*~

Kolejny z wielu jesiennych dni, podczas których piętrzyła się przed wojowniczką wielką sterta rzeczy do zrobienia. Pchełka wstała ociężale, nie kłopocząc się czyszczeniem futra. Wyszła żmudnym krokiem, idąc ku wyjściu z obozu. Szum wody zachęcał, by wróciła do posłania, w którym mogłaby zwinąć się w kłębek i zniknąć… Jednak Jastrząb wpoiła jej, że musi pracować ciężej niż inni. Była niewolnikiem samej siebie.
Czekała w ciszy na resztę porannego patrolu. Dwa koty podeszły w jej stronę, jasny kocur, Promieniste Słońce, oraz jego uczennica Nietoperza Łapa. Oboje byli całkiem głośni.
— Hejka! — Uczennica zwróciła się do szylkretki. Pchełka podniosła wzrok. Pamiętała ją, gdy była kociakiem.
— Hej — mruknęła tak cicho, że nie była pewna czy czarna ją słyszała.
Cała trójka wyszła z obozu. Podczas drogi mówił głównie Promieniste Słońce, stale doszkalając swoją uczennicę.
Pchełka szła tylko obok i jednym uchem słuchała, a drugim pozwalała, by wszystko wyleciało. Włóczyła łapę za łapą. Promieniste Słońce odszedł na bok, by oznaczyć granicę, a kotki zostały we dwie. Pchełkowy Skok ruszyła bez słowa dalej, a za nią uczennica, mimo że nie dostała takiego polecenia.
— Jaki kolor jest Twój ulubiony? — Usłyszała nagle wojowniczka. — A co lubisz jeść? Umiesz pływać? Jak szybko biegasz? Co sądzisz o ostatnich plotkach…
Pchełka nie mogła znieść przytłaczającej kotki, więc podniosła głowę.
— Proszę, przesta– zaczęła, lecz urwała, potykając się o wystający korzeń drzewa.
Ciche chrupnięcie w tylnej łapie świadczyło o urazie. Przewróciła się z hukiem i stęknięciem, ryjąc pyskiem w wielobarwnych liściach.
Nastała cisza, jednak niedługa. Nietoperza Łapa zaczęła się śmiać.
— Ahahaha jak Ty komicznie wyglądasz! — oznajmiła pomiędzy salwami śmiechu.
Pchełka zagryzła wargi, bo ból był tak silny, że miała ochotę zwymiotować. Podniosła się chwiejnie. Słysząc śmiech, komentarze, zamknęła się w sobie.
No tak. Jestem tylko pośmiewiskiem. Czymś, czym można się wysługiwać. Można się ze mnie śmiać. Popychadło. Nic nie warta, nie zadbana, wiecznie smutna i zmęczona.
Łzy same napłynęły do jej oczu, a Pchełka mimo urazu, rzuciła się biegiem przed siebie. Uciekła stamtąd, przerywając swój poranny patrol i zostawiając dwójkę kotów zupełnie samych.

~*~

Początek zimy

Malutkie drobinki białego puchu spadały na ziemię, by stworzyć piękną, grubą okrywę. Mróz się zaostrzył, woda zaczęła zamarzać, a zwierzyna skryła się we własnych norkach. Pchełkowy Skok leżała ciasno skulona na swoim legowisku. Nie poszła do medyka z tym urazem łapy. Za bardzo się bała. Nie chciała, by ją taką zobaczyła matka. Co by powiedziała? Że jest beznadziejną niezdarą? Nie potrafi patrzeć pod nogi? Nie, pewnie coś gorszego…
Szylkretka co noc przez kilka wschodów słońca zaciskała zęby i łykając własne łzy, zasypiała z wycieńczenia. Starała się nie odstawać od reszty, nie wyróżniać, nie pokazywać, że coś jej dolega. Że boli, a bolało bardzo…chociaż z czasem opuchliznę zastąpiło dziwne uczucie. Jakby…odrętwienie.
Wojowniczka była w obozie, na skraju, chcąc stać się ścianą, gdy nagle para niebieskich oczu dostrzegła ją w gąszczu kotów.
— To Ty! — Usłyszała głos Nietoperzej Łapy. — Co Ci jest w łapę?
Pchełka zacisnęła powieki, stawiając obolałą kończynę na ziemi.
—N-Nic — mruknęła.
— Nie wierzę Ci, przecież widać! — upierała się uczennica.
—N-Naprawdę… s-serio… — mówiła dalej kotka.
— Taka duża a jaka nierozsądna! — podsumowała Nietoperza Łapa, podchodząc niebezpiecznie blisko kulki pełnej nerwów. — Idziesz do medyka. Już!
Złapała ją za sierść i zaczęła ciągnąć. Pchełkowy Skok chciała się zaprzeć, ale bolała ją łapa… i bała się konsekwencji. Co uczennica mogłaby jej zrobić, gdyby znowu uciekła?
Tym sposobem obie skończyły u medyka. Pchełka dostała diagnozę zwyrodnienia, masę ziółek i zaleceń, a Nietoperza Łapa czekała na zewnątrz. Szylkretka wyszła ze wzrokiem wbitym w ziemię.
—P-przepraszam — oznajmiła w kierunku czarnej kotki. W końcu narobiła jej tylko problemów… O tyle dobrze, że dzięki kotce łapa szylkretki wróci do normy.

<Nietoperza Łapo?>

Wyleczeni: Pchełkowy Skok

02 sierpnia 2025

Od Psotki CD. Pchełkowej Łapy

Ledwie co poranek wstał, a Foczka odstawiała swoje cuda. Psotka pokręciła lekko łebkiem. Oczywiście, sama lubiła psocić. Jednak był to dopiero ranek i jak na jej standardy wciąż było zbyt wcześnie. Wolałaby sobie jeszcze pospać, ale przez zamieszanie spowodowane wybrykiem siostry już nie mogła. Zamiast tego postanowiła wykorzystać moment i podeszła niezdarnym, kocięcym kroczkiem do starszej kotki. Wlepiła w nią niebieskie oczka i spytała o plotki. Oczywiście po kocięcemu, więc nie od razu była zrozumiana. Zmarszczyła brewki i tupnęła cicho łapką. Wyraźnie traciła cierpliwość. Przecież mówiła wyraźnie!
— Tjak — miauknęła rozpromieniona, kiedy uczennica odgadła, o co chodziło. Usiadła sobie na zadku, czekając na odpowiedź. Była starsza, to z pewnością musiała coś wiedzieć. Jej zapał i oczekiwanie zmieniło się na zawiedzenie. Drzewa były wysokie? To nawet plotką nie można było nazwać! Czy ona naprawdę sądziła, że Psotka jest tak głupia? Owszem, była młodsza, ale bez przesady. Takie podstawy wiedziała. Wszak już o tym słyszała.
— Niech pani ze mnje nie kjpi — fuknęła cicho. Zdecydowanie Mysi Postrach był najlepszy, bo zawsze, gdy przychodził, to coś ciekawego mówił. Tutaj natomiast chyba miała wygórowane oczekiwania.
— Djewa od zawsje takie były! Napjawdę nie zna pani nic innego? — spytała, a widząc minę zielonookiej, położyła uszka po sobie. Odwróciła się do niej zadkiem wyraźnie obruszona. Jej dobry humorek w kilka chwil uległ zmianie, a czarnulka wpatrzyła się w punkt przed sobą. Leżała tak przez chwilę, aż przed nią nie pojawił się inny kształt. Foczka.
— Cjo chcjesz? — mruknęła do siostry. Niebieska się nad nią nachyliła i wyszeptała coś do uszka Psotki, spoglądając na Pchełkową Łapę. Czarnulka zaśmiała się cicho na komentarz Foczki.

<Pchełkowa Łapo?>

31 lipca 2025

Od Pchełkowej Łapy do Psotki

Dzień zaczął się od lekkiego deszczu, który zrosił tereny Klanu Klifu. W obozie panowało napięcie przez ostatnie wydarzenia. Koty obawiały się konfliktu z każdej ze stron. Mysi Postrach kilka dni temu przyniósł do Klanu swoje latorośle. Ich matki z nimi nie było, więc oddał je jednej z kotek, które akurat miały mleko i chęci, by wychowywać kolejne dzieci. Pchełkowa Łapa, powróciwszy z porannego patrolu wraz z Jastrzębim Zewem, dostała zadanie zaniesienia królowej posiłku i wymiany mchu. Jej matka, która była też dla niej mentorką, bardzo brała sobie do serca wyszkolenie córki. Pchełka wszystko potrafiła zrobić, znała każdy zapach tutejszej zwierzyny, a ruchem ucha mogła określić, kto się do niej zbliża, a mimo to…wciąż pozostawała Pchełką. Wycofaną, skrytą, nieśmiałą. Jastrząb była wyraźnie niezadowolona z tego faktu, iż uczennica nie wyciąga z siebie pełnego potencjału, przez co Pchełka musiała trenować ciężej. Od rana do wieczora, czasem sama w nocy z własnej inicjatywy powtarzała niektóre ruchy. Kiedy jednak stawała naprzeciw matce w ustawionym pojedynku, zamierała i dawała się okładać. Nie chciała krzywdzić Jastrząb, nawet jeśli to był tylko trening. Brzydziła się przemocą, a poza tym… nie potrafiłaby chyba podnieść łapy na nikogo, nawet na wroga. Zamarłaby ze strachu, popłakała i dała pobić. Pomimo posiadanych umiejętności, psychicznie zostawała w tyle. Jej mięśnie ładnie zaczęły się rysować pod gęstym futrem, które nabierało pięknych kolorów i z kocięcego puchu przemieniało w dorosłą okrywę włosową. Pazury były zawsze naostrzone, chociaż zawsze nieużywane. Oczy czujne, krok lekki, wyćwiczony. Jednak na co jej były te wszystkie umiejętności, jeśli nie potrafiła ich użyć?
Wziąwszy dwie piszczki dla królowej, podreptała przez obóz do żłobka. Zajrzała do środka, dostrzegając leżącą w środku kocicę. Wchodząc, usłyszała ruch po swojej prawej i uskoczyła, nim zdążyła cokolwiek pomyśleć. Jej ciało reagowało samo.
Przed oczy Pchełki wyskoczył mały pulchny kociak. Koteczka była puchata i ciemno umaszczona, a na jej mordce malował się grymas. Okrzyczała ją w kocięcym języku, wyrzucając to, że nie potrafiła się bawić i zniweczyła starannie uknutą zasadzkę. Dając jedzenie ich przybranej matce, dowiedziała się, że ten kociak to Foczka. Bardzo ponoć charakterna.
Następnie zielone oczy uczennicy dostrzegły zbliżającą się w jej stronę czarno-białą kotkę. Malutka stanęła przed nią i spojrzała wielkimi, niebieskimi oczyskami.
— Dzjeń djobjy — zaczęła mała. — Czi ma pani jakieś pjotki?
Pchełka otworzyła zdumiona buzię. Co ma?
— N-nie rozumiem… — mruknęła uczennica.
— Pjotki! — powtórzyła, a jej brewki się zmarszczyły. Ktoś tu tracił cierpliwość!
— Plotki? — zapytała niepewnie, a widząc rozjaśnienie na mordce maluszka, założyła, że zgadła. Problem był taki, że… nie znała żadnych plotek. Patrzyła jak kociczka czeka niecierpliwie na jakąś fajną informację.
— Ee… — zaczęła cicho. — S-słyszałaś, ż-że e… drzewa są w-wysokie?

<Psotko? :3>

[427 słów]

[przyznano 9%]