Przeszłość…
໒꒰ྀི๑• ༝ •๑꒱ྀི১
Rozkwitający Aster leżała na brzuchu, z pyskiem położonym na swoich przednich kończynach, rozmyślając o wszystkim, co ostatnio działo się w Klanie Klifu. Dziwnie czuła się z tym, że Judaszowcowa Gwiazda nie był już liderem. Choć w zasadzie Mirtowe Lśnienie, a teraz to bardziej Lśniąca Gwiazda, nie wydawał jej się taki zły. Ciężko było jej połapać się we wszystkich nowych rolach i tym, kto był nimi odznaczony. Niby to nie było aż tak dużo zmian, jednak dla niej nadal nie było to najłatwiejsze. Szylkretka spojrzała na maleńkie kocięta, które co chwilę próbowały uciec ze żłobka. Jeśli pamięć jej nie myliła, były to dzieci pewnej młodej wojowniczki, noszącej imię Psotny Nietoperz.
“W zasadzie mogłabym odwiedzić ją i jej pociechy…“ — pomyślała, poprawiając jeden z kwiatków usadowionych w jej futerku.
Jak pomyślała, tak zrobiła, zaraz podnosząc się i otrzepując z drobinek kurzu, które zdążyły opaść na jej szatę. Bura idąc do miejsca zajmowanego przez tymczasowe, jak i wieczne królowe, złapała w zęby dorodną jaskółkę. W końcu nie wypada iść do kogoś bez jakiegoś podarku, co nie? Cóż, nawet jeśli nie każdy kot tak uważał, ta zasada była wpisana w etykę owej protektorki. Kiedy kotka przekroczyła próg żłobka, od razu “napadły” ją małe puchate kuleczki. Odłożyła więc ptaka na bok, a następnie odezwała się:
— Dzień dobry, Psotny Nietoperzu, jak się trzymasz? Wszystko w porządku?
Czarna podniosła głowę, a w jej oczach tliło się zmęczenie, ale także iskierki szczęścia, jak i dumy.
— Dzień dobry… Wszystko dobrze, ale dziękuję, że pytasz. Kociaki, przywitajcie się z panią protektor!
Młode, które przez ostatnią chwilę zajęte były przyniesionym przez tortie obiadem, oderwały się od niego, teraz wpatrując się w nią z zaciekawieniem.
— Dzień dobry! — powiedziały razem, zgrywając się tak idealnie, że ciężko było powiedzieć, ile kotów aktualnie się wypowiedziało.
— No a tak w zasadzie to, co to jest ten cały protektor?... — spytała jedna z nich, delikatnie przekręcając swój niewielki łebek.
Asterka szczerze zachwyciła się tym pytaniem. Miała szansę opowiedzieć nowemu pokoleniu coś o ich klanie!
— Protektor to kot, który oprócz chodzenia na patrole może również pomagać medykom w leczeniu czy zbieraniu ziół. Dodatkowo dba on o to, aby każdy z Klifiaków czuł się dobrze psychicznie, będąc do ich dyspozycji w razie potrzeby. Czasami odwiedzamy również koty bez ich prośby.
Rozkwitka opowiedziała najbardziej skrótowo, jak tylko potrafiła, choć i tak miała wrażenie, że mogłaby krócej. Tak czy siak, ucieszyła ją reakcja maluchów, które wydawały się dość zaintrygowane.
— Ale fajnie! — miauknęła Dymówka, na co szylkretka się ucieszyła.
A może któreś z kociaczków będzie chciało podążyć jej ścieżką? To byłoby fantastyczne!
— Co nie? Może i to trochę obowiązków, ale moim skromnym zdaniem wysiłek jest tego wart. Poczucie tego, że pomogło się komuś, jest tak milusie, jak zapadnięcie w sen u boku mamy po całym dniu psocenia!
Choć bura mówiła to z uśmiechem, gdzieś głębiej coś ją jakby ukuło. Kolejny raz poczuła to, jak bardzo brakowało jej mamy, taty i brata. Choć to ostatnie… To była trochę inna kwestia. Tak czy siak, protektorka została w żłobku jeszcze chwilę, po czym musiała wrócić na wartę. Obiecała pani Jagnięcemu Ukłonowi, że pomoże w uzupełnianiu zapasów ziół i innych medykamentów. Kiedy wychodziła, kocięta otoczyły ją niczym mali wojownicy broniący swojego terytorium.
— No a wrócisz jeszcze do naaaas...?
Wahała się przez chwilę, co miała odpowiedzieć. Nie chciała robić im nadziei czy składać obietnicy, której mogłaby potencjalnie nie dotrzymać.
— Postaram się, a gdybym nie dała rady, na pewno zaczepię was już, jak będziecie uczennicami.
Kilkanaście uderzeń serca później mknęła w stronę legowiska medyków, mając nadzieję, że medyczka nie czekała na nią zbyt długo.
Zgromadzenie…
໒꒰ྀི๑• ༝ •๑꒱ྀི১
Kotka, choć siedziała wśród tak wielu kotów, czuła się wyjątkowo osamotniona. Brakowało jej rozmów z panem Pomocnym Wróbelkiem... W ogóle bardzo za nim tęskniła, ale to inna sprawa. W pewnym momencie wpadły jej jednak do głowy jego lekcje o tym, że nie można było rozwodzić się nad jedną smutną rzeczą. Zamiast niej trzeba szukać sobie pozytywów. Dlatego więc szylkretka postanowiła przejść się i poszukać kogoś do rozmowy.
"Może któryś z medyków byłby chętny?..." — pomyślała, wybierając się w ich kierunku.
Kiedy już tam dotarła, od razu zainteresowała się liliową istotą siedzącą trochę dalej od reszty.
— Dobry wieczór... Czy mogę dotrzymać towarzystwa?
— Dobry wieczór. Oczywiście — odparło przyjaźnie. — Jak masz na imię? — zapytał. — Jak się miewa wasz klan? — zapytało.
Kotka usiadła obok, uśmiechając się do Wilczaka.
— Rozkwitający Aster, jestem protektorką z Klanu Klifu, więc tak w zasadzie to nawet trochę znam się na Twojej dziedzinie! — powiedziała z dumą, strzepując uchem.
Słysząc, jak medyk mówił o sobie, trochę się wystraszyła. Nigdy wcześniej nie spotkała się z kotem, który mówiłby o sobie tak. To znaczy, oczywiście nie miała z tym problemu, wręcz przeciwnie! Wydawało jej się, że to mogło być ciekawym nowym doświadczeniem i nowym poznanym kotem! Bała się jednak, że zapomni się w tym i coś popsuje.
— A jak na Ciebie mówią? O-oh i... Przepraszam, jeśli się pomylę... Nigdy nie miałam okazji rozmawiać z tak unikatowym kotem, więc trochę nie wiem jak niektóre rzeczy mówić…
Słysząc odpowiedź kotki, zmrużyło lekko oczy zainteresowane.
— Znasz się trochę w mojej dziedzinie? To protektorzy uczą się też ziół? — zapytało.
Wysłuchując wywodu Rozkwitki, zamrugało kilkukrotnie przed odpowiedzią.
— A-Ach! Jestem Roztargniony Koperek. Możesz mówić mi Koper — zasugerowało. — Nie lubię tego imienia. Brzmi tak, jakbym było kocurem — uśmiechnęło się lekko. — A nim nie jestem. Kotką również nie — wyjaśniło. — Nie martw się, jeśli się pomylisz nic się nie stanie, tylko... nie rób tego celowo — mruknęło cicho, liżąc się nerwowo po piersi.
— Co robią protektorzy? Jak dużo o ziołach wiecie? — zapytało zaraz.
Klifiaczka z uśmiechem wysłuchała odpowiedzi medyka, chcąc poznać jeno trochę bliżej. Wydawało się tak interesujące!
— Oh, no tak, więc protektorzy to takie koty, co oprócz szkolenia na wojownika uczą się też u medyków, a w razie zapotrzebowania pomagają im w czymkolwiek. Do tego dbamy też o to, aby każdy kot czuł się dobrze. Zawsze jesteśmy dla innych i doradzimy lub po prostu wysłuchamy. Czyli oprócz zwykłych wojowniczych obowiązków, pomagamy też w sprawach leczniczych zarówno tych zewnętrznych, jak i bardziej wewnętrznych. Super, nie? A, no i my możemy normalnie mieć kociaki i być w związku i choć to zdarza się raczej rzadziej, niż częściej, taki protektor może nawet zostać liderem! A może ty, Koperku, chciał...-łobyś opowiedzieć mi trochę o medykowaniu? Albo jak tam w Klanie Wilka jest?
— Czyli tak jakby też leczycie umysły kotów? Chyba macie trochę do roboty... Wilczakom pewnie by się coś takiego przydało, czasem potrafią być... bardzo nieprzyjaźni — mruknęło cicho, ale zaraz pokręciło głową. — Klan Wilka ma się dobrze. Medycy... wiesz, czasem mamy łapy pełne roboty. Księżyce temu, jeszcze jako uczeń, gdy prawie straciłom swoją pozycję, mieliśmy epidemię łzawego kaszlu... Było okropnie. Zioła są fascynujące, ale tracenie kogoś, bo nie można było mu pomóc... To jest straszne — mruknęło, przez co Aster też od razu zrobiło się, jakoś tak smutniej.
— Oh... Przykro mi to słyszeć. Ale ważne, aby trzymać się tych lepszych wspomnień! Ja... No cóż... Też ostatnio straciłam kogoś mi bardzo bliskiego. Ale nie mogę sobie pozwolić, aby przez to wpaść w jakiś dołek, co nie...?
Kotka westchnęła. Nie chciała, aby rozmowa zeszła na smutny temat. Ona chciała jeno pocieszyć, a nie pogorszyć samą sprawę! Oh, co ona, na najświętszych Gwiezdnych, narobiła!
— Czy... Czy ja Cię mogę przytulić?... — zapytała niepewnie, czując, że obydwie strony jakoś by na tym zyskały.
Roztargniony Koperek strzepnęło uchem, wpatrując się w szylkretkę z niepewnością, podczas gdy inni, w tym reszta medyków gdzieś tam sobie gadała, nadając akompaniament.
— Ty tak serio? — zapytało, przechylając lekko głowę.
Zaraz potem przysunęło się odrobinę do kotki.
— Mam nadzieję, że żaden Wilczak tego nie zobaczy. Jeszcze uznają, że ich asystent medyka brata się z wrogiem — miauknęło rozbawione.
Kotka była absolutnie uradowana zgodą medyka, czując przyjemne ciepełko jeno ciała przy swoim. Bardzo brakowało jej tego uczucia. Ostatnio przytulała się z panem Wróbelkiem... Teraz w zasadzie wśród Klifiaków miała kilka kotów na krzyż z patyków stworzony, z którymi mogła spędzać czas. Bardzo odczuwała brak możliwości powiedzenia, chociażby takiego zwykłego, najprostszego "kocham cię".
— Czasem nadal brakuje mi matki — mruknęło cicho. — Żałuję, że jako kociak spędzałom z nią tak mało czasu — dodało szeptem, na co tortie chciała się rozpłakać. Sama tak bardzo tęskniła za swoją mamą… Już otwierała pyszczek, aby pocieszyć liliowego, jednak przerwał jej głos jednego z liderów, który postanowił przerwać beztroskie, choć jeśli chodzi o medyka i protektorkę, to może niekoniecznie, rozmowy międzyklanowe.
Jak się okazało, to Mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Nocniaków, zabrała głos.
— Klan Nocy ma się świetnie. Żłobek pęka od ilości kociąt, a zaledwie kilka wschodów słońca temu na świat przyszła trójka kolejnych młodych. Ryb w rzece nie brakuje, a łąki porastają zioła. Niedawno mianowaliśmy jednego ucznia, Milczącą Łapę.
Chwilę później ruszyła lawina przemówień, którą kontynuował lider Klanu Burzy.
— Klan Burzy ma się dobrze — miauknął Echo, wysuwając się nieco do przodu. — Mianowaliśmy dwójkę wojowników. Kameliowy Wianek oraz Milknący Zew, jak i trójkę uczniów – Poziomkową, Chyżą oraz Nieboskłonną Łapę. Zwierzyny nam nie brakuje, a w żłobku dorastają kolejne kocięta.
— Klanowi Wilka powodzi się wyśmienicie. Śmiem nawet twierdzić, że jest wręcz w szczytowej formie — oznajmiła natomiast Zalotka, wypinając dumnie pierś. — Zwierzyny nam nie brakuje, a ze stosu zawsze jest co wybierać. Medycy nie muszą wykorzystywać resztek ziół na swoich pacjentów, gdyż roślin w składziku jest pod dostatkiem. Oprócz tego wojowniczką została mianowana Biała Barszcz, wcześniej znana jako Biała Łapa. Do grona uczniów dołączyli Iglasta Łapa, Zamroczona Łapa, Koszmarna Łapa, Pyzata Łapa i Bzycząca Łapa, a nasz żłobek przepełniony jest mnóstwem kociąt, które lada moment dołączą do swoich starszych kolegów, by w przyszłości z dumą służyć swojej przynależności!
— Klan Klifu wciąż się rozrasta, zdobywając nowych wojowników oraz uczniów. Kwitnąca Werbena, Kurzy Pazur oraz Jajeczna Skorupka z dumą mogą nosić nowe tytuły, podobnie jak i Cisowa oraz Dymówkowa Łapa, które ciężką pracą z pewnością osiągną wymarzone tytuły. Ponadto, nie brakuje nam zwierzyny oraz ziół - zdaje się, że ta Pora Zielonych Liści naprawdę nam sprzyja, choć z pewnością nie byłoby tak pięknie, gdyby nie nasze świetnie wyszkolone koty. Mamy nadzieję, że wraz z kolejnymi sezonami nasze zbiory pozostaną równie obfite, a nasze szeregi wzbogacą się o kilka nowych twarzy.
Kiedy Asterka usłyszała imię swojej uczennicy, poczuła, jak robi jej się ciepło na serduszku. Była z niej taka dumna! Szylkretka poprzysięgła sobie, że tym razem nie zawiedzie. Co prawda wyszkoliła swojego poprzedniego ucznia, jednak też jakby za nią nie przepadał, co trochę ją smuciło. Miała nadzieję, że z Dymówką nawiąże lepszą relację i ta nie będzie unikać jej jak ognia, tuż po swoim awansie. Przemyślenia burej zostały jednak przerwane przez ostatniego z przemawiających, noszącego imię Czereśnia.
— W Owocowym Lesie jak zwykle nie brakuje zwierzyny ani ziół. Zyskaliśmy za to dwójkę nowych wojowników – Śnienie i Smoka – a także zwiadowczynię, Mordor oraz stróża, Poziomkę. Oprócz tego, do grona pełnoprawnych uzdrowicieli dołączył Modrogończyk. Mimo tak wielu mianowań, legowisko uczniów wciąż jest przepełnione, gdyż ostatnio dołączyła do niego trójka kociąt – Strusiek, Serduszko i Łysiczka. Przyjęliśmy do klanu także dwójkę samotników, którzy na ten moment kurują się w lecznicy.
Kiedy przemówienia się skończyły, wszyscy zaczęli zbierać się do domów. Szylkretka pożegnała się więc z Koperkiem, mając nadzieję, że będzie mieć jeszcze okazję porozmawiać z medykiem. Podczas drogi powrotnej wśród tłumu kotów odszukała Dymówkę, od razu podchodząc w jej stronę.
— No i jak tam wrażenia z pierwszego w życiu zgromadzenia? Poznałaś kogoś fajnego?
< Dymówciu? >
[1845 słów, trening protektora Dymówkowej Łapy]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz