BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porzeczkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porzeczkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

15 września 2019

Od Porzeczkowej Łapy (Guzowatej Łapy) CD Pstrągowego Pyska

Na słowo "pozbyć", Guzowata Łapa podniosła zaciekawiona łebek, mimo towarzyszącego jej bólu. Przypomniała sobie wszystkie te sytuacje, w których Bobrza Łapa strasznie ją denerwował, a mimo wszystko ignorowała to jak głupia; jak słaba. A teraz? Teraz nie mogła uwierzyć, na co pozwalała wcześniej. Czemu była taka obojętna? Bo była słaba. Dziś jest inna. Dziś słowo "pozbyć" znaczy "zmiany na lepsze". Zresztą, bura miała rację - po co tu jest, skoro jest balastem dla klanu? Skoro się tylko obżera i obija na treningach? Skoro jest arogancki i myśli, że wszyscy będą skakać koło niego na zawołanie?
Wydawało jej się, że plan Pstrągowego Pyska rozwiąże wszystkie problemy związane z irytującym uczniem.
— Mów dalej.
Bursztynowe oko wojowniczki błysnęło.

* * *

Bobrza Łapa został Bobrzą Kłodą. Gwiezdni wiedzą, jakim cudem, ale przynajmniej jeden problem został rozwiązany - przeniósł się z legowiska uczniów do legowiska wojowników. Chociaż w jednym miejscu nie będzie problemem. Jednak plan starszej i młodszej kotki nadal był aktualny i pozostało jedynie poczekać na odpowiednią chwilę.
Na odpowiednią chwilę i jeszcze dłużej, bowiem Pstrąg trafiła do kociarni, gdzie wkrótce urodziła pięć zdrowych kociąt. Nie chciała jednak powiedzieć, kto jest ich ojcem. Jak tylko ktoś wspomniał słowo "ojciec", krew gotowała się w jej żyłach i stawała się agresywna. Samej Porzeczce się oberwało, aczkolwiek już po pierwszym razie uznała, że wojowniczka, a właściwie królowa, nie ma obowiązku się tłumaczyć, cokolwiek się stało i odpuściła. Wręcz jej współczuła takich natrętów, którzy dalej nie rozumieli.
— Jak tak dalej pójdzie, będziemy musiały pozbyć się nie tylko Bobra — podsumowała młoda. Pstrąg nie odpowiedziała; nie miała nastroju na takie żarty.

* * *

— Twój agresywny styl kiedyś cię zgubi — oznajmił Deszczowe Futro, zachowując dziwną cierpliwość. — Myślisz wyłącznie o tym, żeby dorwać swojego przeciwnika. Nie możesz skupiać się wyłącznie na tym. Właściwie to w ogóle nie powinnaś się skupiać na takiej rzeczy. Musisz nauczyć się oceniać własną sytuację, szukać słabego punktu wroga i stosować uniki.
Uczennica kiwnęła głową na słowa zastępcy lidera, choć dalej nie stosowała się do jego rad. Powtarzał jej w kółko to samo, ale... nie potrafiła, po prostu nie. Nie mogła się pozbyć tej myśli, że wszystko jakoś zaimprowizuje, bo przecież nie da się zaplanować walki, a najważniejsze to dorwać przeciwnika. Bo o to głównie chodzi - pokonać. Zabić albo zmusić go do poddania się. Ciekawe, czy Pstrągowy Pysk miałaby to samo podejście...
— Deszczowe Futro — zaczęła z takim szacunkiem, jakim obdarowywała jedynego kocura, który na to zasługiwał. — Wiem, że to dość drażliwy temat, ale... dlaczego nie podjęliście się uratowania twoich kociaków? Jesteś ich ojcem, a Szron matką. Czemu nie przemówicie Żwirowej Gwieździe do rozsądku?
Niebieski zadrżał i spuścił głowę. Długo nie wypuścił pary z pyska.
— Chciałbym, Porzeczko — odparł, ignorując fakt, iż uczennica została mianowana Guzowatą Łapą. — Gdybym był liderem, już dawno temu podjąłbym się tej decyzji. Ale... nie wiem, może Żwirowa Gwiazda nadal jest w szoku?
— Nie tłumacz jej! — wrzasnęła. — Tylko działaj! Chociaż ty zadbaj o nasz klan!
Mentor kotki milczał. Później zarządził powrót do obozu. To był wyczerpujący dzień.

* * *

Jeszcze przed posileniem się, Porzeczka zabrała ze stosu kilka myszy i udała się w kierunku kociarni. Atmosfera w żłobku była okropna - liliową uderzyła fala smutku, gdy tylko przekroczyła granicę. Cóż, taki właśnie miały nastrój nasze królowe. Oszroniony Płatek nie mogła dojść do siebie po stracie własnych kociąt, a Pstrągowy Pysk... cokolwiek jej się stało, trzymała to w tajemnicy.
Guzowata Łapa położyła część myszy pod pyskiem szylkretki, a część obok burej.
— Aż trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno byłam taka, jak one — spojrzała na maluchy, które drzemały, wtulając się w mamę. — Jak się czujesz, Pstrągowy Pysku?

<Pstronk?>

31 sierpnia 2019

Od Porzeczkowej Łapy (Guzowatej Łapy) CD Aroniowej Łapy (Klifowej Łapy)

(it's bitwa time)
Po dzisiejszym treningu Aronia wkroczył do legowiska uczniów cały przemoczony. Jedna z kropli wody wpadła Porzeczce do oka, kiedy się otrzepywał. Czy się tym przejęła? Nie. Ziewnęła. Jednak potem zaśmiała się mimowolnie, chcąc mu dopiec.
— Nie za zimno dziś na kąpiele? — Początek skromny, jednak na tym musiało się skończyć.
— Zostaw mnie — warknął i ułożył się tyłem do niej. Czyżby komuś się nie podobały treningi? Porzeczkowa Łapa ostatecznie przekonała się do Deszczowego Futra, ale Aroniowa Łapa... cóż, to będzie długi proces dla Lipowej Gałązki.

***

Była w drodze na spotkanie z Deszczowym Futrem, gdy to się stało. Poczuła woń bryzy morskiej, co natychmiast skojarzyło jej się z Klanem Klifu, który miała zaszczyt poznać na ostatnim pechowym zgromadzeniu. Tak, zgromadzeniu, ale jaki interes mieli w Klanie Nocy? Za kilka sekund dostała odpowiedź. Do obozu wparowała szarża Klifiaków brnących do ataku. Wojownicy nie czekali na rozkazy Żwirowej Gwiazdy - rozpoczęły się pierwsze walki. Sama liderka również rzuciła się do ataku.
Pierwsze, o czym Guzowata Łapa (oh, przeklęte te imię) pomyślała, to odnalezieniu bliskich. Tak, mogła natychmiast rzucić się w wir walki, jednak wpierw wolała się upewnić, czy nic się nie dzieje z Aronią, mamą, tatą lub Pstrągowym Pyskiem.
Biegła, ile sił w łapach, żeby umknąć ataku. Zatrzymała się dopiero przy bracie, który legł u jej łap wraz z czarnobiałą kotką na plecach i doganiającym ich obcych wojowniczek z Klanu Klifu. Bez chwili zastanowienia rzuciła się na nią, spychając ją z Klifowej Łapy. Podczas ich szamotaniny złapała zębami za jej ucho. Słyszała, jak kotka jęczy z bólu, a usta zapełniły się metalicznym posmakiem krwi. Szarpnęła pyskiem i wypluła na ziemię kawałek zdobyczy wraz z zebraną między zębami cieczą.
Przynajmniej tyle na razie mogła zrobić, zanim wojowniczki z Klanu Klifu otoczyły ją, a Aronia zdążył gdzieś zniknąć. Wpadła w panikę - gdzie jest jej brat i co teraz się z nią stanie, jeśli lada moment nie wymknie się na poszukiwania brata. A one krążyły, syczały...
Porzeczka rozglądała się za drogą ucieczki, gdyż znała swoje szanse z trzema doświadczonymi wojowniczkami. Może lada moment pojawi się okazja i jakoś przemknie między nimi? Tak się niestety nie stało. Nawet nie ma pojęcia, jak to się stało, kiedy jedna z kotek machnęła łapą, zagłębiając pazury po prawej stronie pyska uczennicy. Liliowa zawyła z bólu, położywszy łapę w miejsce, skąd sączyła się krew. Czuła, jak w jej oczodole czegoś brakuje i wtedy pomyślała o najgorszym - że umrze, nie będąc w stanie pomóc Aronii.
Ale oto nadeszła pomoc - ojciec z Aronią u boku. Teraz już wszystko pamięta, jak przez mgłę - brat znów powalony, Dębowe Futro wypędzający wrogie kotki, drogę do leża medyka, a potem sztywne ciało z dziwnie wykrzywioną głową i dziurą w gardle Dryfującego Obłoka. Ktoś również przyniósł rozszarpaną Pstrągowy Pysk i wrzasnął na widok martwego medyka.
Ojciec i Aronia oraz (chyba, nie pamiętała...) Oblodzona Sadzawka położyły ranne kotki na posłania. Stanęli do walki w obronie legowiska medyka. Słyszała wrzaski, warkoty... przez uszy przebiło się rozpaczliwe wołanie Dębowego Futra przez Aronię. Pomogłaby, ale czuła się oszołomiona. W dodatku Pstrągowy Pysk...oh, Gwiezdni, miała nadzieje, że ona to przeżyje.
Nagle ktoś zawołał Klifiaków do odwrotu. Poddali się, obronili klan. Pytanie, za jaką cenę?
Zaraz po tym usłyszała Oszroniony Płatek. Skandowała, że Klif porwał jej dzieci.
Porwali kocięta.

***

Po pogrzebie Dryfującego Obłoka, nadszedł czas pochować Dębowe Futro. Guzowatą Łapę skłoniło to do przemyśleń. Dlaczego nie była dla niego milsza? Czemu nie mogła go dopisać do listy wyjątków? To był jej rodzic, powinna go darzyć większym szacunkiem. Powinna więcej razy okazywać mu miłość i powinna być mu wdzięczna za uratowanie jej skóry. Kotka rozpłakała się. Rozpłakała się jak nigdy dotąd. Rozpłakała się po raz pierwszy w życiu. Nigdy nie myślała, że będzie czuć taki żal; nie pomyślała nawet, co by było gdyby tata albo mama umarli.
- Aronio. - Kto by pomyślał, że Porzeczka wtuli się bok brata, nie szydząc z jego "nowego" imienia, a używając starego. - Dlaczego doceniamy koty dopiero po ich śmierci? Będę tęsknić za tatą.
Ognisty Krok wyczerpała swój limit łez, dlatego stała pusto, jakby ktoś zeżarł jej emocje wraz z utratą partnera. Porzeczka pamiętała mamę uśmiechniętą i rozpromienioną, zarażającą pozytywną energią. Gdzie jest ta Ognisty Krok? Ta Ognista Krok właśnie jest zakopywana razem z Dębowym Futrem.
Wtedy podeszła do nich Pstrągowy Pysk. Całe szczęście, że stanęła na nogi, aczkolwiek czekają ją jeszcze długie tygodnie siedzenia w kociarni.
- Jak się trzymacie, dzieciaki?
Milczeli. Chyba już znała odpowiedź.
- Dlaczego Żwirowa Gwiazda nie reaguje? Zginęli starsi, zginął tata i inni wojownicy. Kociaki od Szron zabrano do wrogiego klanu. Jak ona może stać i nic nie robić?
- Wszyscy jesteśmy w szoku, ona również - wytłumaczyła starsza kotka. - Ale masz rację, jeśli natychmiast nic nie zrobi, żeby odzyskać kociaki, pokaże tylko, jak bardzo zaniedbuje nasz klan.
Guzowata Łapa westchnęła i ponownie wtuliła się w bok Klifowej Łapy.

< Aronia? >

22 sierpnia 2019

Od Porzeczkowej Łapy CD Pstrągowego Pyska

Chyba jeszcze nigdy w życiu nie ucieszył ją widok Pstrągowego Pyska. Żałowała tylko, że nie w weselszych okolicznościach. Na pewno obie kotki były oszołomione po ostatnich wydarzeniach na zgromadzeniu. Prawda, że tym razem nie zaskoczyły ich pioruny, jednak siniaki po ogromnych kulach gradu pozostaną jeszcze na długie księżyce... zaś Porzeczce... to znaczy... Guzowatej Łapie zostanie przekleństwo idiotycznego imienia oraz guza na czole, przez którego miała wrażenie, że czaszka lada moment wybuchnie jej z bólu. Podniosła się zbyt gwałtownie, żeby przywitać się z wojowniczką, którą uważała za wzór, lecz szybko stwierdziła, że jednak woli leżeć.
- No, nie wygląda to najlepiej, Porzeczkowa Łapo - skwitowała Pstrągowy Pysk.
- Od teraz "Guzowata Łapo". - Wahadełko nagle przesunęło wskaźnik z radości na przypływ złości i obwiniania Żwirowej Gwiazdy i Mokrej Blizny o to, jak ją potraktowali. No dobrze, Żwirowa Gwiazda spełniła tylko swój obowiązek, aczkolwiek młoda uczennica i tak będzie się upierać, że przecież nic złego nie zrobiła.
Wojowniczka parsknęła śmiechem, jednak szybko się opanowała, zauważywszy minę liliowej.
- Głupia Żwirowa Gwiazda... Ja rozumiem, że dać mi karę to był jej obowiązek, ale przesadziła z imieniem. Już nie wspomnę o tym, że w ogóle nie zasłużyłam na karę, bo przecież to ten wyrzygany kłak z Klanu Burzy zaczął tą kłótnie. A ja tylko wyraziłam swoją opinię o tym zgromadzeniu. Widziałaś to, prawda?
- Żwirowa Gwiazda jest równie wyrzyganym kłakiem, co ten kocur z Klanu Burzy. Tak jej zależy na sojusznikach, że woli stanąć po ich stronie, aniżeli po naszej stronie. Zaniedbuje nas, swój własny klan. Niech nie będzie zdziwiona, jeśli w końcu ktoś się od niej odwróci. Wiesz, Guzowata Łapo, że sojusze są oznaką słabości? Jeśli nie poradzisz sobie sama, jesteś słaba, ale Żwirka jest niepoważna i nie rozumie tego.
- To wyjaśnia, dlaczego się mną nie przejęła - westchnęła lekko zawiedziona. Zaczęła okazywać emocje, co znaczy, że bardzo mocno uderzyła się w głowę. - A może przejęła? Nie wiem. Jednak po tym, co powiedziałaś, domyślam się, co zrobiła, kiedy straciłam przytomność. Albo czego nie zrobiła.
- Przynajmniej już wie, co o niej myślę - Bura wzdrygnęła się na wspomnienie ze zgromadzenia.
- Dziękuję, Pstrągowy Pysku, że jako jedyna mnie rozumiesz. Nawet moja własna matka mi nie wierzy.
Starsza z kotek kiwnęła głową z aprobatą.
- Mówiłaś, że ktoś mógłby się odwrócić od Żwirowej Gwiazdy? Na razie mam swoją granicę cierpliwości, ale kiedy zostanie przekroczona... oj, czarno to widzę.
Widziała, jak coś błysnęło w oku Pstrągowego Pyska, ale nie zareagowała na to. Na pewno poczuła się lepiej, słysząc aprobatę od takiej wojowniczki jak ona.

<Pstrąg?>

21 sierpnia 2019

Od Porzeczkowej Łapy

— Guzowata Łapo...
— Jak masz używać tego imienia, to lepiej nie nazywaj mnie w ogóle! — warknęła kotka. Nie chciała być nie miła dla jedynego kocura, którego darzy szacunkiem, ale ostatnie wydarzenia mocno wpłynęły na charakter koteczki. Wcześniej dostojna, nie dająca sobie prowadzić emocjom, a teraz jest niczym fala, mające swoje odpływy i przypływy. Aczkolwiek głównie pełna gniewu z powodu Mokrej Blizny i jej nowego głupiego imienia; a że kula gradu uderzyła ją w głowę za mocno, nikt nie śmie wątpić. Odbiło jej. Odbiło jej i właśnie dlatego uderzył ją smutek, kiedy uświadomiła sobie, jak potraktowała swojego mentora. Przecież on się o nią martwił! Proponował zawieszenie treningów, jednak uparta liliowa przekonała go, że nic jej nie będzie i czuje się dobrze. Ze wszystkich kocurów, Deszczyk był jedynym zasługującym na jej sympatię.
— Przepraszam, Deszczowe Futro — pociągnęła nosem. Dobrze, że zastępca lidera jest wyrozumiały, inaczej jej słowa nie uszłyby płazem.
— Nic się nie stało — Niebieski dymny poklepał ją po głowie. — W każdym razie, spisałaś się dzisiaj doskonale i możemy już wracać do obozu z naszym łupem.
Porzeczka... to znaczy aktualnie Guzowata Łapa... spojrzała na stos zebranej przez nich zwierzyny i młodej zaburczało w brzuchu. Głód był coraz bardziej uciążliwy, a trochę to potrwa, zanim to wszystko przeniosą.

* * * 

Spojrzała na wróbelka, którego z pewnością upolował jakiś starszy kot. Zanim zaczęła go jeść, przesunęła łapką po ranie na czole. Bolało, zresztą nie dziw, że przez to została Guzowatą Łapą. No i nie mogła przestać myśleć o Mokrej Bliźnie. Uh, jak ten kocur ją irytował... Szkoda, że Klan Gwiazdy nie pozwolił jej sprać tego mądralińskiego. I jeszcze jej cierpliwość... Na gwiezdnych, czemu ona była taka cierpliwa? Z biegiem czasu uświadomiła sobie, że zasłużył na to, żeby ustawić go do pionu.
Ta, chciałaby. Ciekawe, czy on dostał jakąś karę? Skoro ona za "zakłócanie sojuszu" dostała gradem w łeb i idiotyczne imię to on...? Przecież to on zaczął. Przeklęty mysi bobek...
— Guzowata Łapo, wszystko w porządku?
Gdy usłyszała głos kota, uświadomiła sobie, że jej myśli sprzed chwili wypłynęły na zewnątrz.

<KN? Ktoś coś?>

16 sierpnia 2019

Od Porzeczkowej Łapy

Ocknęła się w miejscu, w którym pierwsze, co można było poczuć to zapach ziół uderzający do nozdrzy. W powietrzu głównie unosiła się mięta... dużo mięty. Można było stwierdzić jej nadmiar, nie otwierając oczu. Mogła się również domyślić tego, iż właśnie była u Dryfującego Obłoku w obozie, ale... Jak to w obozie? Przecież była na zgromadzeniu i...
Zanim podniosła głowę, próbowała sobie przypomnieć, co się wydarzyło. Cóż, na pewno poszła na zgromadzenie. Było nudno, ale dowiedziała się od Pstrągowego Pyska i Deszczowego Futra, że ostatnio Klan Gwiazdy zesłał pioruny przez kłótnie nijakiego Iglastego Krzewu z Mokrą Blizną. Pamięta, że w międzyczasie Aronia zaczepiał jakiegoś Klifiaka, to też Porzeczka nie chciała być gorsza i zapragnęło jej się wywołać następną burze, by jak najszybciej wrócić do obozu z tej błazenady. Porozmawiała z Mokrą Blizną z Klanu Burzy, który jej się nie przypodobał, pokłócili się. Nagle zaczął padać deszcz, wręcz ulewa. Wtedy poczuła, jak coś obiło się o jej głowę, aczkolwiek nie zdążyła połączyć faktów, gdyż zrobiło jej się ciemno przed oczami. Od tamtego momentu nie mogła nic więcej pamiętać. Cokolwiek na nią spadło, wyjaśniałoby ból przeszywający jej czaszkę.
Ale co się stało z...?
— Aronia! — wykrzyknęła, zrywając się z legowiska, ale zaraz zakręciło jej się w głowie. Zdążyła się upewnić, iż leży właśnie u starego pryka zwanego Dryfem.
— Ciszej, Porzeczko — uspokajał stary medyk, aczkolwiek z troską w głosie, która aktualnie była dla młodej uczennicy obojętna. — Zaraz powiadomię kogo trzeba, że się ocknęłaś.
Minęło trochę czasu, zanim do legowiska medyka Klanu Nocy weszli Ognisty Krok i Deszczowe Futro.
— Na pewno zauważyłaś, że zaczęła się ulewa. Gwiezdni się rozgniewali się na was i zesłali grad. Jedna z kul uderzyła cię w głowę i... właściwie to tyle.
— I dlatego boli mnie głowa? — Porzeczka syknęła, czując kolejne wibracje w swojej czaszce.
— Jakbyś nie wdała się w kłótnie z Mokrą Blizną to by się tak nie stało. — Matka dołożyła swoje trzy grosze, a trzeba przyznać, iż była wściekła tylko okazyjnie. — Kochanie, przecież mamy sojusz z Klanem Burzy!
— To mógł nie zaczynać — prychnęła Porzeczkowa Łapa. — A za taki sojusz podziękuję.
— Zważaj na słowa, Porzeczko — upomniała się Ognisty Krok. — Mam nadzieje, że dostałaś nauczkę od Klanu Gwiazdy.
Nauczka od Gwiezdnych? To było niesprawiedliwe, zważając na to, że Aroniowa Łapa również prowokował Klifiaka i nie oberwało mu się, a ona? To ten idiota z Klanu Burzy zaczął to wszystko! To wina tego Mokrego! Nienawidziła go za to, nienawidziła Klanu Burzy za to, że ją tak urządzili; że mogli ją przez to zabić!
— Przecież nic takiego nie zrobiłam — mruknęła. Pierwszy raz w życiu czuła złość; tak silną złość, że miała ochotę rozerwać na strzępy cały Klan Burzy oraz tych, którzy staną jej na drodze. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czuła...
— Wronie Niebo powiedziała, że próbowałaś sprowokować Mokrą Bliznę — Deszczowe Futro pokręcił głową. Głos mu się załamał, świadomy, że nie upilnował swojej uczennicy. — Niedługo przyjdzie do ciebie Żwirowa Gwiazda, dobrze...? I póki co zawieszamy nasze treningi. Musisz odpocząć, Porzeczko.
I odeszli, zostawiając ją samą. Zawieszenie treningów przez jej mentora było kolejnym ciosem, które podbudziło nieco więcej złości. Na to wychodzi, że przez tego mysiego bobka, nie zostanie tak szybko wojowniczką.
Znienawidziła Mokrą Bliznę; znienawidziła Klan Burzy za to, że go tak wychowała i że wszyscy są tacy sami. Znienawidziła ich za to, że próbowali ją zamordować; za to, że istnieli. To głupota, że Klan Nocy ma z nimi sojusz.
Poprzysięgła sobie zemstę. Bo czemu nie? Myślą, że ujdzie im to na sucho? Ależ dlaczego? Trzeba było nie wysyłać Gwiezdnych na młodocianego ucznia, który niczego nie był winien.
Ale żeby to zrobić, musiała...
Przypomniała sobie historię o złym liderze, którą opowiadała jej Pstrągowy Pysk, kiedy była mała. Wtedy myślała, że choć "główny bohater" jej imponował, to funkcja liderki nie jest dla niej. Ale po tym wszystkim? Oj, na pewno coś się zmieniło.
Z rozważań wyrwało ją wejście Żwirowej Gwiazdy. Miała poważny wyraz twarzy, jednak było widać, że idzie jej to ciężko, zaś ledwo kryła smutek z powodu wydarzeń na zgromadzeniu.
— Zdajesz sobie sprawę, że powinnaś dostać karę? — zaczęła  liderka. — I ty i Aronia.
Porzeczka zachowała milczenie. Tego jeszcze brakowało...
— Od dziś będziesz się nazywać Guzowatą Łapą i pewnie domyślasz się, dlaczego. Naruszyłaś sojusz z Klanem Burzy i módl się do Gwiezdnych, żeby Brzoskwiniowa Gwiazda nam wybaczyła.
Na pewno Żwirowej Gwieździe było aktualnie ciężko na sercu i dalej nie strawiła tego, co tam się stało, ale nie mogła nie zareagować. To na pewno Porzeczka rozumiała, chociaż gdyby ktoś nazwał ją tym imieniem, zabiłaby na miejscu.
Liderka opuściła ją, a liliowa zapragnęła rozmowy z Pstrągowym Pyskiem. Wydawało jej się, że ona by ją zrozumiała.

<Pstrągowy Pysku?>

08 sierpnia 2019

Od Porzeczkowej Łapy CD Deszczowego Futra

— Jeszcze chwilka... — miauknął Aronia... a raczej Aroniowa Łapa, któremu najwidoczniej nie spieszyło się na trening z Lipową Gałązką. Przewracał się na boki, mruczał, jednak nie myślał o tym, żeby wstać.
— Jak nie chcesz być wojownikiem to sobie tu leż — prychnęła kotka. — Ja idę.
— Oczywiście, że chcę! — wykrzyknął jej brat, ale zamiast ruszyć zadek, wtulił łeb w posłanie ucznia.
Porzeczka westchnęła cicho. Gdyby była tu mama, natychmiast postawiłaby na nogi tego mysiego bobka. Problem w tym, że jej tu nie ma. Natychmiast po mianowaniu, dzieci Ognistego Kroku i Dębowego Futra musiały przenieść się do legowiska uczniów. Nie byli już więcej bezradnymi kociakami, zaś byli uczniami, którzy niedługo zostaną wojownikami. I nie było tu Ognistego Kroku; nie była już im potrzeba - odchowała swoje to teraz muszą sobie radzić sami. Co nie zmieniało faktu, że Porzeczka tęskniła za nią i ubolewała, że będzie się rzadziej widywać z matką. Szkoda tylko, że musiała tu gnić z Aronią.
— Jak chcesz — powiedziała to spokojnie, aczkolwiek chciała warknąć. Zamiast tego ruszyła z podniesionym ogonem w stronę wejścia do obozu - tam miała się spotkać z Deszczowym Futrem.
Słońce już wzeszło. Policzyła kilka patroli wojowników; minęli ją Aroniowa Łapa wraz z Lipową Gałązką, zmierzających trenować się na wojownika, ale nie było widać Deszczowego Futra. Czekała, czekała. I to miał być ten wielce zastępca lidera, który się spóźnia? Już jej chodziło po głowie, że jej mentor ją wystawił.
Akurat w momencie, kiedy miała zamiar wrócić do legowiska pojawił się na horyzoncie syn marnotrawny. I jeszcze się uśmiechał durnie, jakby nic się nie stało... idiota.
— Dzień dobry, Porzeczkowa Łapo! — przywitał się kocur, udając, że wszystko jest okej. Ten stary pryk nadal ośmielał się uśmiechać...
— Dzień dobry — prychnęła, ale uznała, że nie będzie niegrzeczna, póki nie będzie miała więcej powodów, aby znienawidzić niebieskiego. — A więc co robimy?
— Hm... — Zastępca lidera zamyślił się. — Na pewno zabiorę cię na wycieczkę. Musisz znać swoje tereny. A jeśli zdążymy to pokażę ci jak złapać mysz. Chodź, będzie fajnie!
— Ta... — Liliowa przewróciła oczami. — Na pewno...
I ruszyli. Porzeczka chciałaby, żeby to się skończyło jak najszybciej.

<Deszczu? Później na pewno będziesz bardziej przekonujący XD>

Od Porzeczki (Porzeczkowej Łapy) CD Pstrągowego Pyska

Porzeczka wbiła pełen podziwu wzrok w wojowniczkę. Słuchała i słuchała... Aż w końcu doszła do wniosku, kim chciałaby zostać w przyszłości. Czyż to nie kusząca wizja stania na najwyższym szczeblu władzy, patrzeć na te nędzne koty robiące za sługusów i pomiatać nimi, jak chcesz? Robić co ci się żytnie podoba, zbudować najsilniejszy klan w dziejach i budować wokół siebie respekt oraz szacunek? Myślami zaszła za daleko, powiedziała sobie stop - przed chwilą wyznała, że chciałaby być, jak ten lider; zapaliła jej się lampka i... nie no, bez przesady. Chciałaby kiedyś zostać Porzeczkową Gwiazdą, a czyny lidera z opowieści Pstrągowego Pyska jej imponowały, świadcząc o jego sile. A jednak... a jednak jej władza wyglądałaby inaczej. Zaczęła sobie wyobrażać, jak kocury zostają w żłobku i pilnują bachorów, zaś kotki służą jako dzielne i niezależne wojowniczki. Mimowolnie uśmiechnęła się na tą wizję i pomyślała, że podzieli się nią z rozmówczynią, wcześniej przypominając sobie wspominkę o Żwirowej Gwieździe.
— Tak, tak. Obalę ją. Ma za dużo wojowników płci męskiej, zamiast żeńskiej i przez to jest słaba. No bo kotki górą, co nie? — Wypięła się dumnie. —Myślę, że wszystkie kocury powinny zostać karmicielkami. Niektórzy się o to proszą, na przykład Aronia. — Rozejrzała się za bratem, chcąc się upewnić, że usłyszał to zdanie.
— Ale kocury nie mogą zostać karmicielkami — Pstrągowy Pysk wyszczerzyła oczy, aczkolwiek coś ją skłoniło do szerokiego uśmiechu, co dla Porzeczki wyglądało zabawnie. Za to Ognisty Krok, spoglądająca na nich w tle, miała niezły ubaw z tej dwójki.
— A dlaczego tak? — dopytywała się liliowa.
— Ponieważ — Bura zamyśliła się. — Ponieważ kotki mają to coś, co daje życie, ale kocury tego nie mają. Bycie karmicielką nie jest takie złe, jak myślisz.
— Ale i tak kotki są lepsze od kocurów?
Wojowniczka zaśmiała się.
— Tak, kocury są gorsze.
— A ja też mam to coś? — dociekała koteczka.

<Pstrągini?>

03 sierpnia 2019

Od Porzeczki (Porzeczkowej Łapy) CD Aronii (Aroniowej Łapy)

— To o której się jutro widzimy? — zapytała koteczka, myjąc łapkę.
Dąbek nie zdążył odpowiedzieć. Żwirowa Gwiazda wskoczyła na głaz i wezwała cały pozostały w obozie klan.
— Mianowanie — domyślił się wojownik i spojrzał na swoje dzieci. — Chodźcie, zobaczycie coś.
Kociaki spojrzały po sobie i wzruszyły ramionami. Podążyły za ojcem pod stanowisko liderki. Kotka wypięła się dumnie i kazała wystąpić Niedźwiedziej Łapie i Wroniej Łapie.
Wtedy Porzeczka zobaczyła nieznanego jej dotąd masywnego kocura o rudej maści. Kimkolwiek była Wronia Łapa, była kotką pełną wdzięku i uroku. Natomiast Niedźwiedź... cóż... Nie należy oceniać książki po okładce, aczkolwiek zacznijmy od tego, iż małej liliowej żaden kocur jeszcze nie przypadł do gustu, a skończmy na tym, że wystarczyło na niego spojrzeć, żeby swoim pulchnym wyglądem ją drażnił.
— Ja, Żwirowa Gwiazda, przywódca Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tych uczniów. Trenowali pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ich wam jako kolejnych wojowników. Niedźwiedzia Łapo, Wronia Łapo, czy przysięgacie przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgamy — odpowiedzieli chórem.
— Zatem nadaję wam imiona Niedźwiedzie Futro i Wronie Niebo. Od tej pory będziecie służyć jako wojownicy Klanu Nocy.
Tłum zaczął wiwatować i rzucił się z gratulacjami dla nowych wojowników.
— Co to była za błazenada? — spytał Aronia, ziewając ze znudzenia.
— Ta dwójka właśnie została wojownikami, trochę więcej szacunku, szczylu — warknął Dębowe Futro. — Niedługo sami będziecie mianowani.
— Niedługo, znaczy kiedy? — zaciekawiła się siostra.
— Zobaczycie.

* * *

A co z nielegalną wyprawą nad zatoczkę, którą obiecał tatuś? Cóż, gdyby Ognisty Krok ich nie przyłapała to, jak najbardziej, by się odbyła. Dąbek zgarnął solidny opieprz od partnerki, a kocięta wylądowały znudzone w kociarni z zakazem wychodzenia poza żłobek bez opieki (i pod opieką ojca) odpowiedzialnej kocicy.
Wkrótce musiał nadejść dzień, w którym Żwirka znowu zebrała klan pod głazem. Tym razem wypowiedziała imiona Porzeczki i Aronii. Kotka była zdezorientowana, podobnie jak brat, mimo tego wystąpili przed liderkę żwawym krokiem. Widziała, jak uśmiecha się do niej ciepło, a potem wypowiada słowa:
— Ukończyliście sześć księżyców i pora, żebyście rozpoczęli trening na wojownika. Aronio, od teraz będziesz znany jako Aroniowa Łapa i zostaniesz uczniem Lipowej Gałązki.
Kocurek zobaczył wojowniczkę idącą w jego stronę. Chyba niezbyt był zadowolony...
— Porzeczko, od dzisiaj nazywasz się Porzeczkową Łapą, a twoim mentorem zostanie Deszczowy Poranek.
Niebieski kocur podszedł do liliowej, aby się z nią przywitać.
Kocur...
Kurczę...
Wolałaby trenować z kotką. Wiadomo, sami swoi i nie tak to sobie wyobrażała, aczkolwiek wzięła głęboki w dech i obiecała sobie, że spróbuje wytrzymać z treningi z kocurem.

<Aronio?>

28 lipca 2019

Od Porzeczki CD Pstrągowego Pyska

Z kotkami od Łzawego Tańca, Porzeczka miała znakomite relacje. Może dlatego, że Światło i Szop nie były kocurami, za którymi ta mała kluska nie przepadała? Tak czy siak, dokładnie z tego powodu Aronia trzymał się na uboczu, gdyż dlaczego ma się mieszać w "dziewczyńskie sprawy"? Nie rozumiał i nie chciał ich rozumieć. Kiedy te trzy cholerne hieny przebywały ze sobą, on zazwyczaj trzymał się matki, zanudzając się niemiłosiernie jej opowieściami. Czasami zastanawiał się, co znowu one knują przeciwko niemu. Życie jedynego kocura w kociarni bywa męczące, nieprawdaż?
To dlatego Pstrągowy Pysk poznała go jako pierwszego i to od niego usłyszała "Gigant!", zapiszczał czarno-biały kocurek. Oczywiście, mamuśka spiorunowała syna wzrokiem i przeprosiła za niego gościa.
— Nie byłabym sobą, gdybym przejmowała się jakimiś mizernymi wypierdkami. To twój jedyny syn? — Wojowniczka spytała, ignorując złośliwości malca.
— Nie, mam jeszcze córkę. Porzeczko, chodź tutaj! — zawołała córkę, która wyłoniła się z odmętów kociarni, opuszczając towarzystwo Szopa i Światła.
Liliowa zmierzyła rosłą kotkę wzrokiem. "Wow, jaka ona duża", pomyślała w jak najbardziej pozytywnym tych słów znaczeniu. "Chcę być taka jak ona."
— Mam na imię Porzeczka — przedstawiła się z gracją, jednak później zwróciła się do matki. — Mamusiu, czy ja też będę taka duża jak urosnę?
Ognisty Krok wybuchnęła śmiechem.
— Całkiem możliwe — odpowiedziała i zerknęła na zdezorientowaną Pstrag. — Te kociaki są cudowne, nieprawdaż?
— Ta... — Bura prychnęła, przewracając oczyma.
— Jak to jest być wojowniczką? — Porzeczka spytała śmiało z oczętami lśniącymi od podziwu.

<Pstrąguś? Porzeczka prosi o badassowe historyjki z życia Pstągini~>

18 lipca 2019

Od Porzeczki CD Żwirowej Gwiazdy

Porzeczka otwarła jedno oko, aby się przyjrzeć, co przeszkadza jej w popołudniowej drzemce. Jakież to było zdziwienie, kiedy do żłobka zawitała sama Żwirowa Gwiazda. Nie była sama, a wraz z nią pojawił się jej syn, Kaczy Pląs i dziwna kotka czarna, jak noc. To właśnie ona powiedziała, że "chciałaby mieć takie", myśląc, że jest zachowuje się cicho, a tymczasem zabrzmiała na tyle głośno, żeby obudzić Aronię i koteczki od Łzawego Tańca. Cóż, braciszek na pewno nie był w tym momencie zadowolony, natomiast Szop i Światło wyraziły zainteresowanie gośćmi, podobnie jak królowe cieszące się z obecności liderki.
— Aronio, Porzeczko, to jest Żwirowa Gwiazda. — Ognisty Krok wypięła się dumnie. — Uczyła mnie na wojownika.
Mama? Uczona przez liderkę?! No, nieźle. Szkoda tylko, że Żwirka nadal była w szoku po tym, co powiedziała niedawno Gawronia Łapa.
— Ty chcesz mieć dzieci? Teraz? — wykrzyknęła dymna.
— Żwirowa Gwiazdo, chcę zostać karmicielką — powiedziała stanowczo, uśmiechając się delikatnie i wbijając nostalgiczny wzrok w kociaki, które nie miały pojęcia, o co chodzi tej dwójce.
— A-Ale.... — Kaczy Pląs próbował protestować, acz jego matka trąciła łapą w jego nos.
— Musimy poważnie porozmawiać. — Swoje słowa liderka skierowała do wojownika. — Na osobności.
Gdy Gawronia Łapa została pozostawiona sama sobie, bez Kaczki i Żwirki, Porzeczka podeszłą do niej i ciekawska zmierzyła ją wzrokiem.
— Ale ty jesteś duża i ciemna — stwierdziła liliowa bez emocji.

<Żwir?>

17 lipca 2019

Od Porzeczki CD Aronii

Białoskrzydły odleciał w pośpiechu przed kociakami, które chciały go upolować. Porzeczka warknęła cicho, nieco gorzej przeżył to jej brat, zaczynając tupać nogami. Dziwić się mu? Oh, w życiu! Już prawie dorwał tego motyla, a tymczasem wszystko zepsuł! Co za mysi bobek!
Koteczka czuła złość za to, co Aronia narobił, chociaż nie miała ochoty tego ukazywać, a przynajmniej niczego poza zmarszczonym noskiem.
— To przez ciebie — burknęła liliowa. — Gdybyś zachowywał się ciszej to by nie odleciał.
— A miałem czekać, aż odleci czy dać ci wygrać?!
— Nie umiesz polować, wyrzygany kłaku!
— Spokój! — Za rodzeństwem rozległ się donośny głos Ognistego Kroku. — Co to za wyzwiska? Ojciec was tego nauczył, co?
— Nie... chyba — zakłopotane kociaki spuściły główki.
— Ooo, spuszczę mu taki łomot, że nie pozbiera się przez kilka księżyców! Kocham go, ale spuszczę mu łomot! Wracajcie do cioci Łezki, a ja do was dołączę do was później.
Rodzeństwo spojrzało po sobie i już wiedzieli, że Dębowe Futro ma ostro przechlapane. Cóż, Ognista nie jest typem, który łatwo się wkurza, a wręcz przeciwnie - korzystającym z radości życia... ale teraz... Oh, Gwiezdni, uchrońcie tatusia, nawet jeśli Porzeczka nigdy go nie trafiła.
Wbrew poleceniu matki, kociaki siedziały w miejscu i obserwowały jak szylkretka idzie żwawym krokiem... no ba, "ognistym krokiem" w stronę czekoladowego wojownika.
— Poczekajmy jeszcze trochę, Aronio — nakazała Porzeczka. — To może być ciekawe.
Mimo, że Dębowe Futro rozmawiał z Kaczym Pląsem dobre kilkanaście metrów dalej, to nawet stąd było słychać awanturowanie się mamuśki Ognistej.
— "Wyrzygany kłaku"?! — uniosła się karmicielka, zaś wojownik jakby nagle zmalał. — Sam jesteś wyrzyganym kłakiem! Jak możesz uczyć nasze dzieci takich słów! Jeszcze raz usłyszę coś takiego z ust naszych kociąt, a powyrywam ci futro z kupra albo rzucę wilkom na pożarcie!
— A-Ale... — Ktoś tu próbował się buntować... na darmo.
— Zamknij się i idź do kociaków! Przeprosisz je i wytłumaczysz im, jak powinni się wyrażać!
Niezbyt zadowolony, ale posłuszny swojej damie, ruszył w kierunku swoich dzieci. Ognisty Krok wybuchnęła śmiechem i jeszcze przypomniała mu z oddali, co się stanie, jeśli zawiedzie.

<Aronia? Pociśnijmy troszku z  ojca xD>


02 lipca 2019

Od Porzeczki

Już szósty raz w ciągu jednego poranka mała kotka przesunęła się do Ognistego kroku po jeszcze parę łyków mleka.
— Mama musi odpocząć — Niebieska szylkretka odsunęła córkę od siebie, choć niechętnie. Kochała ją, ale liliowa  zdecydowanie przesadzała.
Porzeczka westchnęła cicho i położyła się obok Aronii.
— Chodź się pobawić — miauknął znudzony kocurek.
Zlała brata ciepłym moczem.
— Głucha jesteś? — warknął biało-czarny. 
— Nie mam ochoty na dziecinne zabawy.
— To nie tak, że nadal jesteś kociakiem i jeszcze długo nim zostaniesz — prychnął ironicznie.
A na te słowa, Ognisty Krok uniosła uszy. Zazwyczaj była promieniującą i wesołą kotką, jednak w kwestii wychowania kociaków, nie ma zmiłuj.
— Nie bądź taki wredny dla siostry. — Ognista wyprostowała się, piorunując wzrokiem syna. Następnie zwróciła się ku córce. — Kochanie, dotąd bawiłaś się tylko w chowanego. Może znajdziecie z bratem fajniejszą zabawę, która ci się spodoba? 
— A co moglibyśmy porobić? — zapytał Aronia. Jak na zawołanie, do żłobka wleciał motylek o majestatycznych białych skrzydłach. Pokręcił się nieco po wnętrzu i usiadł na nosie Ognistego Kroku. Królowa uśmiechnęła się, ułożywszy plan idealny.
— Kto pierwszy złapie motyla, wygrywa!
Kociaki spojrzały po sobie. Kiwnęły głowami wznak zgody. Faktu, że Porzeczka nie przepadała za własnym bratem, nie trzeba ukrywać. Dlaczego? Od tak. Może dlatego, że jeszcze nie wydarzyło się coś, co pozwoliłoby go polubić i podobne odczucia miała o własnym ojcu - Dębowym Futrze. A może paplanina matki o kochaniu się wzajemnie nie było dla niej specjalnie przekonujące? Liliowa wiedziała jedno - nie odpuści okazji do rywalizacji z Aronią.
Rodzeństwo wystartowało, zaś Ognisty Krok, korzystając z chwili spokoju, poturlała się na bok i odetchnęła z ulgą, że jej kociaki nareszcie się czymś zajęły.

<Aronia?>