Koteczka była skulona w miejscu, w którym przed chwilą spoczywał ogon matuli. Przeraziło ją nagłe zerwanie się Poinsecji na nogi. Zadrżała, wybudzona z półsnu, a zaraz potem zobaczyła rudą mordkę rówieśnika. Otworzyła szerzej oczy.
— Hej — zaczął delikatnie — Przepraszam za ostatni raz. Zachowałem się nieładnie. Chciałbym spróbować jeszcze raz Cię poznać, jeśli mi na to pozwolisz. W porządku?
Skuliła głowę do klatki piersiowej, namyślając się. Po dłuższej chwili milczenia Kostki w akompaniamencie kłócących się matek wreszcie pokiwała nieśmiało głową.
Zwinek wyglądał, jakby spadł mu kamień z serca, a na jego pyszczek wpełzł szeroki uśmiech. Odsłonił kiełki i przysiadł przy kotce, korzystając z chwilowego zamieszania.
— Dziękuję — miauknął. — Co lubisz jeść?
Obróciła głowę w stronę matki, jakby chciała się czegoś upewnić, po czym znowu zwróciła się znowu do Zwinka, który ignorował głosy obu karmicielek w tle.
— Mmm... ryjówki... — wydukała, prawie szepcząc. Rzadko używała swojego głosu, naprawdę rzadko, aż sama się zdziwiła trochę jego brzmienia. Był dość delikatny, można by rzec, że jedwabny i gdyby może nawet więcej mówiła, to byłby idealny do śpiewu.
Nadstawił uszu na jej odpowiedź
— Są smaczne — miauknął. — Masz emm.. dobry gust!
— A lubisz jakieś roślinki? Znasz jakieś? — Zapytał jeszcze.
Roślinki... głupio jej trochę, bo jedyne co zna to mech i cokolwiek, z czego stworzony został żłobek. Nawet jeśli coś zostaje przyniesione z zewnątrz raczej nie dociera do oczu Kostki.
Milczała więc przez dłuższą chwilę, w końcu delikatnie kręcąc głową.
Zwinek uśmiechnął się delikatnie jakby pokrzepiająco.
— Oh, nie przejmuj się tym — odezwał się, przebierając łapkami w ziemi. — Nauczę Cię kilku, przyniosę Ci jakieś ładne, będziesz chciała?
Przechyliła głowę, trochę zaintrygowana. W sumie fajnie byłoby zobaczyć jakieś nowe roślinki. Najlepiej o kolorach bardziej jaskrawych niż brudna zieleń, jaką widać w mchu. Wyciągnęła łapkę i wydrapała część podłoża, próbując naśladować ruch Zwinka. Spojrzała mu w oczy i pokiwała głową.
Patrzył, jak kotka go naśladowała. Kiedy jednak Kostka niespodziewanie podniosła głowę, zamarł na chwilę.
Zwinek utrzymał kontakt wzrokowy przez uderzenie serca, nim usłyszał krzyk Poinsecji za sobą, który miał go odgonić od jej córki. Wyrwało go to z oszołomienia.
— C-Chyba muszę spadać — miauknął nieco zestresowany. — Przyniosę Ci przy okazji ładny kwiatek. — Zerknął na nadchodzącą Poinsecję, przełykając nerwowo ślinę. — Papa!
Po czym czmychnął. Do Kostki dobiegła Poinsecja, otulając ją w swoich łapach. Obejrzała ją z paru stron, upewniając się, czy aby na pewno Zwinek jej nic nie zrobił.
— Moja kochana Kosteczko, nic ci nie zrobił tamten brudas? — miauknęła zmartwiona, po czym polizała córkę parę razy po głowie. Oszołomiona koteczka wtuliła się w sierść na piersi mamy, szukając ciepła. Zwinek nie był taki zły. I ona i Poinsecja się myliły co do niego. W główce kocięcia uformowała się myśl, że co jeśli mama jednak nie była taka wszechwiedząca i wspaniałomyślna? Szylkretka jednak szybko otrząsnęła głowę, pozbywając się tej myśli. Przecież to nie było możliwe, Poinsecja chciała dla niej dobrze. Kocica podniosła głowę. — Zapewniam cię, że on nigdy się już do ciebie nie zbliży. — miauknęła, obracając się w stronę rodziny Kasztanki, marszcząc nos.
Kostka próbowała również spojrzeć w ich stronę, lecz skutecznie uniemożliwiła jej w tym mama. Tak więc poddała się i przytuliła się ze smutkiem do własnego ogona, otulona łapami matki.
<Zwinku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz