BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept x Niebiański Kwiat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Orlikowy Szept x Niebiański Kwiat. Pokaż wszystkie posty

19 maja 2021

Od Niebiańskiego Kwiatu Cd Orlikowego Szeptu

 Liliowa popatrzyła na kocura. Niemiała im za złe, że nie byli razem, rozumiała to w pełni nawet była dumna z nich, że nie ciągnęli tego na siłę to jej świat się zawalił trochę.
– Nie-e. – odpowiedziała białemu. – Chodzi o to, że świat mi się trochę zawalił. Wiem, że mnie kochacie, Cętkowany Kwiat jest wspaniała jak i ty tylko trudno przyjąć taką informację. Chyba rozumiesz? Potrzebuję chyba czasu, by do tego przywyknąć, do tej informacji. – dodała. Czuła się dziwnie. Na treningach udawało jej się o tym zapominać, jednak gdy widziała swojego ojca z innym kocurem starała się odwracać wzrok.
– Rozumiem Kwiatuszku, zawsze pamiętaj, że gdybyś chciała pogadać, to zawsze możesz do mnie przyjść. – uśmiechnął się. Niebiański Kwiatu uśmiechnęła się słabo. Wiedziała, że na swojego ojca może zawsze liczyć.
– Wiem o tym tato, jesteś wspaniały. – mruknęła. – Myślisz, że Borówkowa Łapa niedługo będzie mianowana? – zapytała, próbując zmienić temat.
– Oczywiście, w końcu szkoli ją świetna mentorka. – Liliowa spojrzała zadowolona na ojca. Była, jednak dumna, że on tak myśli.
– Dziękuje, jednak tak naprawdę to, co myślisz?
– Przecież mówię prawdę, jesteś dobrą mentorką. Przeszkoliłaś już Jelenie Kopytko, które jest bardzo dobrym wojownikiem, więc czemu niby, by z Borówkową Łapą nie pójść dobrze?
– Ona jest trochę inna, ma inny charakter trochę.
– Każdy kot ma inny charakter. – odpowiedział. Kotka zgadzała się z nim. Kiwnęła głową na znak zgody.
***
– Jak to jest być ojcem Świerszcz? Ciężko pewnie jest, twoje dzieci mają charakter. – uśmiechnęła się, biorąc kęsa myszy.
– Bardzo, Kamień jest dość specyficzna. Jednak je kocham. – Niebieskooki też wziął kęsa swojej myszy.
– W to nie wątpię, jednak ja się cieszę, że nie mam kociaków. – uśmiechnęła się do białego. – Bym niewytrzymała chyba, wystarczy mi opiekowanie się Kamienną Łapą czasem.
– Nie musisz mieć kociaków. Czyli już poznałaś bliżej moją córkę? Ma ciężki charakter. – odpowiedział biały.
– Poznałam, ona i Gliniana Łapa są jak ogień i woda. Trochę, jak ja i Tupot, i ty. Pamiętasz jak byliśmy kociakami? Cudowne czasy. – powiedziała zadowolona. Zmrużyła oczy, przypomniała sobie czasy zabaw, cudowne czasy beztroski i największym obowiązkiem była zabawa, która tak naprawdę obowiązkiem nie była.
– Pamiętam, dawno to było. Ten czas szybko zleciał, za szybko.
– Ja pamiętam, jak była uczniem i martwiłam się, co będzie dalej, a potem szybko jakoś zleciało. – westchnęła na wspomnienie starych czasów. Nagle oboje usłyszeli kogoś głos, kotka obróciła głowę. Na widok Orlikowe Szeptu uśmiechnęła się.
– Hej dzieci, co robicie? – powiedział zadowolony zastępca.
– Wspominam, jak byliśmy kociakami, a ty tato? Co robisz? – Młodszy biały też spojrzał na swojego ojca.
– Przyszedłem do was, z własną rodziną nie mogę porozmawiać?
– Oczywiście, że możesz, w końcu cię kochamy. – Liliowa kotka ziewnęła krótko po powiedzeniu słów.
– Zgadzam się. – mruknął Świerszczowy Skok.
– A tato, mogę mieć pytanie? – zadała pytanie wnuczka Czaplego Potoku.
– Jasne. – odparł.
– Jak to jest być zastępcą? Męczące to?
<Orlikowy Szept?>

15 kwietnia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Niebiańskiego Kwiatu

dawno temu

– Tato? Dlaczego Tupot? To dlatego, że wolała kotki? To przez to? Czy Klan Gwiazdy nie toleruje takich kotów? - zapytała się Niebiański Kwiat swojego rodzica.
Nie tak dawno zginęły Stokrotkowa Łapa i Tuptająca Łapa. Córka Konwalii i córka Orlika. Dwie zakochane w sobie. Niczemu winne istoty. No... Może prawie. Czekoladowa rozrabiała, w wyniku czego otrzymała karę i nie mogła udać się na zgromadzenie. Niebieska uczennica medyka... Była niewinna, była przemiłą istotą. Zrodzoną z zakazanego związku.
Pozostała tylko Burzowa Noc i jakaś podobna do Konwaliowego Serca kotka w Klanie Wilka. Świat kotkowa okazał się strasznie mały, pomimo setek hektarów terenu.
Przełknął ślinę, nie wiedząc co powiedzieć. Pamiętał swoją reakcję na orientację córki. Czmychnął w krzaki, wyglądając na zniesmaczonego. Nie pokazał żadnego zrozumienia.
Okazał się okropnym ojcem, rodzicem. On nie zdołał poznać Ostrzenia, widział kocura jedynie w świetle opowieści własnej matki, przez co sam nie wiedział, jak postępuje rodzic płci męskiej.
Zawiódł się na samym sobie, śmierć czekoladowej tylko to potwierdziła.
- Ja... - wydukał coś po dłuższej chwili milczenia.
- Czyli Klan Gwiazdy nie toleruje takich osób... - miauknęła smutno Niebiański Kwiat.
- Nie! Nie myśl tak, kwiatuszku! - zaprzeczył ostro biały, pusząc się i wydając cichy syk. Jedną osobę zawiódł, nie mógł pozwolić sobie na utratę kolejnej. - To... To tak... Tak wyszło... To nie nasza wina. Klan Gwiazdy... Chciał użyć im w bólu. Po prostu. Pozwolił, by nie czuły się obco w klanie. I tyle.
Zapadło milczenie. Córka zbliżyła się do rodzica, ocierając się o jego bok, a wojownik spojrzał na niebo, próbując znaleźć wśród chmur uśmiechów utraconych członków rodziny.

wiosna

Tyle się zmieniło. Tak strasznie, strasznie, strasznie dużo. Kończyła się wieloksiężycowa relacja z Cętkowanym Kwiatem. Narcyzowy Pył bardzo dobrze to odczuwał i wykorzystywał czas wolny do poderwania swojego Orliczka.
- Orliczku, Orliczku, bialutki kocurku, chodź pomiziajmy się na murku. Futro twe białe jest wspaniałe. Bolało, gdy spadłeś ze Srebrnej Skórki? Ojeju, jaki jestem dzisiaj mądry! - miauczał niebieski nad uchem odpoczywającego Orlikowego Szeptu.
Niebieskooki chciał tylko odpocząć, nic poza tym! A tu taki natręt próbował go poderwać. Znowu. Do tego miesza komplementy na swój temat. Jak tu wytrzymać? Ma powiedzieć, by się wypchał? Nie, zbyt lekkie. By się pieprzył? Lepiej nie, bo zaszklą mu się oczy, a niepotrzebnie ranić nawet takiego Narcyza. Może... Wystarczy pokazać środkowy pazur?
- Jesteś śliczny, ale... - W tamtym momencie biały wpadł na naprawdę dobry pomysł, wykorzysta zwykłą naiwność i lekkomyślność starszego. - posłuchaj. Jest taki inny kocur... Taki rudy, który sam uważa się za najpiękniejszego...
- Że co?! Kto śmie tak myśleć?! Na tym terenie to tylko JA jestem piękny! Dawaj na niego namiary! - Narcyzowy Pył wysunął wrogo pazury. Orlikowy Szept uśmiechnął się na widok poirytowanego niebieskiego. O tak, o to chodziło. Plan przynosił zamierzony efekt.
- Jest piękny. Posiada gęste futro, oczy... Zielone, głębokie, błyszczące. Do tego te czyste pazury...
- Gdzie on jest! Tylko JA mam prawo cię podrywać! I za ciebie odpowiadać! A nie jakiś cuchnący samotnik! - oburzył się Narcyzowy Pył.
- Kręci się niedaleko wejścia do obozu - powiedział Orlikowy Szept, przez co niebieski od razu wybiegł z legowiska i z kalnu. Wow, ten idiota nawet nie zapytał się o zapach obcego przybysza.
Do białego podeszła Niebiański Kwiat. Wyglądała na zmieszaną i taką... Nie w sosie.
- Co sie stało, kwiatuszku? - zapytał się z troską w głosie biały. Wplątał delikatnie mały, intensywnie pachnący kwiat w liliowe futro Nieba, tak samo, jak kiedyś robiła to Koniczyka wobec swoich dzieci. Chciał przez to zbudować cień relacji z córką, jedyną, która mu pozostała. - Nadal jesteś zła o mnie i mamę? Przecież... Nadal cię kochamy.

<Niebo?>

16 lutego 2021

Od Niebiańskiego Kwiatu Cd Orlikowego Szeptu

Słysząc pytanie białego uśmiecham się do niego pogodnie. Oglądanie gwiazd jest cudowne!
– Bardzo chętnie tato. Tylko niech nie będzie chmurek! Bo nic nie zobaczymy, myślisz, że zobaczymy babcię? Albo dziadka Czaplę? Na pewno na nas patrzą, z klanu Gwiazdy. Prawda?- siadam obok taty i podwijam ogon do siebie.
– Tak, na pewno nas obserwują i są dumni.- odpowiada wojownik. Dumni? Czyli muszę dawać z siebie więcej by na pewno nie zawiedli się na mnie! I ciekawi mnie czy mam jakichś kuzynów, tylko od strony mamy. Chyba nie, mama miała chyba tylko dwójkę rodzeństwa. Wujek Burzowy Mróz, a imienia cioci nie znam. Żałuję.
– Mam nadzieję.- mówię pod nosem.

***

Dziwna pustka. Mogę to tak określić. Dlaczego wcześniej nie widziałam jak moja siostra jest dla mnie ważna? Czemu nie doceniałam tych chwil? Przecież tyle mogłam zrobić, chodzić z nią na spacery, rozmawiać z nią częściej. Jednak teraz, teraz tego nie naprawię. Nieważne jak bym chciała. Jej nie będzie. Ona znowu nie będzie robić głupich żartów. Z nią nie będę rozmawiać krótko na temat treningów. Nie będę jej podziwiać. Nigdy nie usłyszę już jej śmiechu. Po co. Po co gwiezdnym ona? W nich nie wierzyła nawet, więc po co oni w jej życie ingerują?! Niech zabierają wiernych, Jednak nie moją rodzinę. Mogli zabrać tylko Stokrotkową Łapę. Zasłużyła. Chciała się zakochać i złamać kodeks medyka. I pewnie dała mojej siostrze jakieś zioła! Tak. Ona by się nie zakochała w takim czymś. Córce medyczki. Nie miałam nic do niej, jednak, że jednak odrzuciła moją siostrę to zła była. Powinna ją zaakceptować. By Tupot odrzucić. Jak śmiała. Kładę Kwiatka na grobie siostry.
– Mam nadzieję, że się kiedyś spotkamy. Na pewno. Pamiętaj, że zawsze będę cię kochać, nieważne gdzie jesteś, czy ze mną czy daleko ode mnie gdzieś między gwiazdami.- Opuszczam głowę przed miejscem pochowania brązowej.

***

Ile minęło od śmierci Tupot? Księżyc? Dwa? Trzy? Nie liczę już. Gdybym tylko coś zrobiła wtedy … obecnie by mogła robić jakiś żart. Do tego nigdy nie była oficjalnie na zgromadzeniu! Klan Gwiazdy może zrobić co chce, a my nie mamy wpływu na życie czy śmierć. Trzeba korzystać z życia do momentu, w którym jest. Nigdy nie wiadomo kiedy skończy się nam czas, trzeba z każdego dnia czerpać łapami.
– Tato? Dlaczego Tupot? To dlatego, że wolała kotki? To przez to? Czy Klan Gwiazdy nie toleruję takich kotów?- mówię cicho do białego wojownika. Chyba się nie obrazi za takie “kocięce” pytania. 

<Orlikowy Szepcie? Twoja córka ma pewne pytania> 

22 stycznia 2021

Od Orlikowego Szeptu cd. Niebiańskiej Łapy (Niebiańskiego Kwiatu)

 time skip do teraz

Wrócił z patrolu, zadowolony, że życie toczyło się względnie spokojnym torem. Dzieci rosły, Cętkowany Kwiat wydawała się szczęśliwsza niż zwykle.
Jedynie widok niezbyt zadowolonej Niebiańskiego Kwiatu wzbudziło w białym kocurze podejrzenia, czy wszystko rzeczywiście było w porządku i pełne harmonii.
Przystął. Czy rzeczywiście dobrym wyjściem okazałoby się zagadanie do córki? Sam wolał posiedzieć sam podczas gorszego dnia, a niektórzy wręcz pragnęli zapomnieć o ciążącym smutku i gadali w kółko i w kółko jak najęci. Chwilę się zastanawiał nad następnym krokiem, poruszając wibrysami w rytm powiewającego wiatru.
Spojrzenia ojca i córki spotkały się w tej samej sekundzie. Orlikowy Szept uśmiechnął się nieśmiało, a Niebiański Kwiat odwzajemniła uśmiech.
Mała Niebo. Jeszcze nie tak dawno widział ją jako ślepe kocię w żłobku, pijące mleko przy ciemnym futrze Cętkowanego Kwiatu. Pamiętał chwilę, gdy na zgromadzeniu obiecał jej pomoc w zdobywaniu kontaktów z innymi kotami w jej wieku. Tłumaczył kilka razy, że mianowanie na ucznia to nowy rozdział w życiu, a nie koniec świata.
W niebieskich oczach zaszkliły się delikatne łzy wzruszenia. Orlik nadal nie przepadał za dziećmi i bał się3 posiadania małych kulek pod własnymi łapami, lecz ostatecznie pokochał swoje trzy pociechy.
- T-tato? Coś nie tak? - zająknęła się Niebiański Kwiat do rodzica.
- Nie, nie... Wszytkie gra... Dobrze się czujesz? Nie zjadłaś czegoś niestrawnego lub nieświeżego? Boli cię brzuch? - miauczał. Zestresował się. Czuł to, bo serce zaczęło mu mocniej bić, a język plątał się pod wpływem każdego wypowiadanego słowa. - P.. Przeje...przjedzmy... Znaczy... Przej... Psie... Przejdźmy się gdzieś razem - zdołał w końcu powiedzieć biały.
Niebiański Kwiat uśmiechnęła się delikatnie, podeszła do ojca i otarła się o jego kark.
- Spokojnie, tato, wszystko gra. Wstałam dzisiaj lewą łapą, a na spacer... Zwarta i gotowa... Gonisz! - miauknęła, dotykając nosem rozdartego na pół ucha białego. Zaczęła biec w kierunku wyjścia z obozu, a kocur pobiegł prosto za nią.
Ganiali siebie wzajemnie przez dłuższą chwilę. Zbliżał się wieczór, a wiosenne powietrze stawało się coraz chłodniejsze.
Orlikowy Szept ucieszył się, że w końcu mógł przeżyć trochę czasu z własnym dzieckiem. Żałował braku obecności Świerszczyka czy Tupot, z nimi od dawna nie rozmawiał. Przez obowiązki, pożar, z czasem przez zwykły brak tematu do zagadania.
Wojownicy upadli na ziemię, dysząc. Biegali naprawdę długo, chociaż nie oddalili się na obozu na więcej niż kilka żabich skoków. Spojrzał na własne dziecko i serdecznie się zaśmiał, pełen szczęścia i radości. Liliowa wyglądała na zadowoloną jak nigdy wcześniej.
- Co powiesz na wspólne oglądanie gwiazd, gdy zajdzie słońce? - zapytał się Orlikowy Szept. Chciał wydłużyć czas spędzony z dzieckiem, a co nie łączy bardziej niż oglądanie srebrnych punkcików?

<Niebo?>

24 września 2020

Od Nieba (Niebiańskiej Łapy) Cd. Orlikowego Szeptu

*gdy Niebo była kociakiem*

Co jeśli wszystko to jest fikcja? I kłamstwo? Przecież to wszystko jest możliwe. Tupot coś tam krzyczała jednak nie słucham jej. Przecież cały świat może być kłamstwem. To wszystko jest dość przerażające.
– Kochanie? Dlaczego siedzisz sama? Coś się stało? – Podszedł Orlikowy Szept. Jego głos trochę mnie przestraszył. Kiedy on tutaj się pojawił.
– Nie-e nic-c.- Odwracam wzrok zmieszana.
– Przecież widzę, coś się gryzie?- Pyta spokojnie tata.
– Na-a prawdę nic.- Macham ogonem nerwowo. Nie chce mu narzekać. Przecież jest super tatą. Czuje na sobie wzrok białego wojownika.- Co jeśli wszystko to kłamstwo? Co jeśli nasze życie to tylko taka zabawa? – Patrzę na niego przerażona. To wszystko jest smutne. Od kilku wschodów słońca jest coraz zimniej. Może to potwierdzenie moich słów?
– Kochanie spokojnie.- Przytula mnie.- Nie umiem ci odpowiedzieć jednak nie musisz się takimi rzeczami. Nikt oprócz klanu gwiazdy nie wie co się stanie.- Mówi spokojnie tata.
– To-o czemu nam nie powiedzą?- Podnoszę na niego wzrok. W końcu mogliby nam powiedzieć, łatwiej by było.
– Nie wiem, jednak klan gwiazdy jest dobry.- Liże mnie po głowie uspokajająco.
– No dobrze-e.- Uśmiecham się lekko. Skoro Klan gwiazdy jest dobry to nic się złego nie stanie.
– Może pobawimy się w coś?- Uśmiecha się miło.
– Wolę nie.- Opuszczam ogon. Zabawa jest fajna tylko jak są inni w moim wieku. Chyba tata nie wie co powiedzieć.

***

Zostałam mianowana. Nadal nie wierzę, że jestem już uczniem. I boję się mojego mentora trochę. Pewnie po kilku treningach zmieni się to. W końcu nie może być bardzo straszny? Nikt taki nie jest.
– Gratulacje.- Uśmiecha się biały wojownik.
– Dziękuję.- Uśmiecham się miło. Wiem, że mój tata ma ucznia. Ciekawe od kiedy go szkolił. Pewnie zobaczę go w legowisku. Zacznę dzielić go z innymi uczniami.
– Jak się czujesz jako nowa mianowany uczeń?- Patrzę zdziwiona na tatę Orlika. Jak mam to powiedzieć? Trudno to opisać. Tylko jak mu to powiedzieć? Uśmiech schodzi mi z twarzy.
– Dziwnie? Nie umiem opisać, z jednej strony jestem szczęśliwa, a z drugiej chce się ukryć w żłobku.- Mówię przygnębiona. Wlepiam wzrok w łapy. Nie umiem opisać niektórych rzeczy.
– Czemu chcesz się ukryć? Coś się stało?- Orlikowy Szept przytula mnie lekko.
– Nic się nie stało.- Kładę głowę na łapach.- Po prostu dziwnie się czuje jako uczeń. Boję się mojego mentora.- Szepcze cicho, mam nadzieję, że nie usłyszał.

<Orlikowy Szept?> 

11 września 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Nieba

dosyć dawno temu

Spojrzał na swoją małą córeczkę, jedno z dzieci, które właściwie przez zupełny przypadek pojawiły się na świecie. Uśmiechnął się pod nosem. W oczach Nieba zdołał zauważyć taką samą ciekawość, którą ukazywał za kociaka. Przez chwilę zastanowił się, którą opowieść mógłby przedstawić kotce. Musiał się sprężyć, ponieważ zbliżał się posiłek, a od razu po nim obiecał Drżącej Łapie pokazać podziemne tunele.
Mógł opowiedzieć o naprawdę wielu rzeczach: o Klanie Gwiazd, o dzielnych wojownikach, starych dziejach, przeprowadzce na nowe tereny, wrogich klanach... Albo o Czaplim Potoku. W końcu był liderem, za pierwszych księżyców białego. Czekoladowy zdołał go nawet mianować i na ucznia, i na wojownika. Wspierał dobrym słowem i zwykłym uśmiechem, gdy tylko ktoś prosił go o pomoc. Poprzez opowieści mógł przedstawić wnukom obraz ich dziadka w całkiem dobrym świetle.
Postanowił poruszyć temat innej osoby, mianowicie Koniczynki.
- Wiesz, kochanie... - miauknął, przysuwając do siebie córkę. - Ty wyszłaś z brzucha mamusi i mieszkałaś tam bardzo długo, wraz ze Świerszczykiem i Tupot. - Rzucił okiem na Cętkowany Kwiat, która próbowała uspokoić śmiejącą się do rozpuku Tupot. Niebo przekrzywiła głowę, słuchając taty. - Tak samo ja kiedyś byłem w brzuchu swojej mamy. Nazywała się Koniczynka i bardzo ją kochałem. Wplątywała mi w sierść kwiaty, o w taki sposób. - Wojownik zerwał rosnącą niedaleko nich roślinę i, naśladując cynamonkę, wplótł ją w liliowe futro Nieba. - Nie możesz gwałtownie się ruszać, bo wypadnie ci.
- Niaplafdę? Ladnie pachnie! - miauczała kotka, dotykając małą łapką kwiatu.
- Roślinki zawsze sprawiają, że ładnie pachniesz. Bez wyjątku. Chociaż... Niektóre cuchną, ale takich w życiu bym ci nie wplątał takiego fuj kwiatka - powiedział Orlikowy Szept.
Niebo lekko się zaśmiała, słysząc zwrot "fuj kwiatki".
- Kochiam ce - rzekła i wtuliła się w gęste futro wojownika. - Powies cioś wiencej o babsi.
- Też cię kocham, kwiatuszku. - Biały otarł się nosem o ucho Nieba. Chciał się o nią troszczyć, nie wiedział dlaczego. Czuł się zobowiązany do wspierania jednej ze swoich córek. Czyżby... Instynkt ojcowski? Prychnął. - Już... Już mówię.
I przez długie minuty wojownik mówił kotce o Koniczynce, jej głosie, łagodnym charakterze i wszystkim, co dobrego uczyniła dla swojego potomstwa.

czasy dzisiejsze

Orlikowy Szept wrócił z patrolu i po zdaniu raportu Mokrej Gwieździe udał się do żłobka. Od razu naskoczyła na niego Tupot, chcąc powalić rodzica na kolana. Wylądowała na grzbiecie białego, zatrzymując się na nim. Zaśmiała się od razu, ukazując wszystkie zęby.
- Buuu! - krzyknęła. - Wystraszyłam cię? Na pewno tak - zaśmiała się czekoladowa.
Biały delikatnie położył się na ziemi, aby córka z niego zeszła. Nie spodziewał się takiego ruchu z jej strony, chociaż zdołał już poznać charakter małej. Zmarszczył brwi, co w takiej sytuacji robi przeciętny ojciec? Nie wiedział, odpowie instynktownie.
- Eeee... Tak? - miauknął, starając się wyglądać na przerażonego.
- Wiedziałam! Idę się pochwalić mamie! - Tupot od razu pobiegła do burej mamy.
Orlikowy Szept zauważył w głębi żłobka siedzącą samą Niebo. Podszedł powoli do córki. Pędzelki liliowej zwisały smętnie, małą coś gryzło. Białemu zdawało się, że czuł negatywne emocje, obecne w myślach córeczki.
- Kochanie? Dlaczego siedzisz sama? Coś się stało? - zapytał się, siadając obok Nieba, gotowy na niełatwą rozmowę.

<Niebo?>

17 sierpnia 2020

Od Nieba Cd. Orlikowego Szeptu

- Tatuś Orliczek. Chcesz się w coś pobawić albo... Pochwalić się, czego mama cię nauczyła?- tata uśmiechnął się przyjaźnie. Tatuś Orlik? Nie chce się bawić, mama nie nauczyła mnie niczego. Wolę siedzieć w ciszy, jednak zabawa mogłaby być ciekawsza.
- Polaniny się?- mówię cicho. Mam  nadzieje że nie usłyszał, naprawdę lubię ciszę. Biały chyba nie usłyszał. - Ci to klin gwiazdy? Mama opowiedziała o nich.- zastanawiam się na głos.
- Klan Gwiazdy to nasi zmarli wojowniczy przodkowie, mają obóz na srebrnej skórze. Opiekują się nami, dają przywódcom dar 9 żyć.- kocur powiedział coś niezrozumiałego. Patrzę na niego zmieszana i zdziwiona. Próbuje pokazać mu w ten sposób że nie rozumiem. Chyba wreszcie zdał sobie sprawę że nie rozumiem. - Tam są zmarłe koty, jest tam twój brat. Mieszkają na Nocnym niebie, pokaże ci niedługo ich obóz. - mówi smutny Biały.
- Świerczyk przeciż żyje.- mówię wkurzona cicho.
- Nie ważne.- macha ogonem.- Może … mchem? - kocur mówi zakłopotany. Chyba nie wie co robić.
- Nie chce.- patrzę się w łapki. Ale one małe w porównaniu do łap Tatusia. - Dlicimu titia jist tiak miało kitów?- mówię nieśmiało i pokazuje ogonem na koty tutaj.
- Z kociaków jesteś ty i twoje rodzeństwo i Burza i Stokrotka które są starsze. Jest jeszcze twoja mama i Pląsając Sójka.- tłumaczy biały. One są starsze? W pewnym sensie wyglądają, jednak kto jest ich mamą w takim razie?
- Pląsiająca Siójka jest ich miamią? - Patrzę na nie. Zdaje mi się że to one, skoro to nie moje rodzeństwo. Obie są niebieskie tylko jedna trochę mniejsza.
- Nie, one zostały przyniesione przez twoją mamę i Konwaliowe Serce do obozu. Nie mają w klanie mamy.- tłumaczy spokojnie Tata. Czyli nie mają mamy ani taty chyba.
- Opowisz mi jikiś histie? - mówi kładąc się na mchu. Mama powiedziała że tatuś opowie nam jakąś historię jak poprosimy. Nastawiam uszka.
- A oczy byś chciała? - mówi też kładąc się.
- Nie wiem.- mówię cicho podwijając ogon. O czym będzie ta historia? Jestem tego ciekawa trochę, jednak boję się zapytać. Wdech wydech, zapytam się.- O cim bindzi historia?

<Orlikowy Szept?> 

14 sierpnia 2020

Od Orlikowego Szeptu

Patrzył na swoje wytwory. Na dzieci. Z wielkim trudem nazwał tak trzy kocięta, które przetrwały poród. Jedno z nich, Kwiatuszek, nie zdołało się w pełni wykrztałcić. Nie wiedział nawet, jak nazwać płód. On? Ona?
Przymknął oczy. Apatia, ciągle obecna w nim samym, zdawała się pogłębiać. Na wieść o utracie jednego z kociąt... Nie poczuł nic. W ogóle. Żadnego smutku, żalu czy gniewu. Zaakceptował to. Jakby śmierć przestała go jakkolwiek obchodzić. Kwiatuszek podzieliło losy Motylka, trzeciego kocurka z miotu Koniczynki. On również nie przeżył.
Spojrzał w górę, na niebo. Próbował znaleźć jakieś oznaki obecności matki i siostry. Zmarłe milczały. Potrząsnął głową. Jakiż był glupi i naiwny pomimo dwudziestu sześciu księżyców na karku. Przecież gwiezdne koty mają a głębokim poważaniu życie na ziemi. Żyją w swoim własnym klanie, korzystając z dobrodziejstw pośmiertnej egzystencji. Po co im zawracać sobie głowę żywymi?
Usiadł przy Cętkowanym Kwiecie. Kotka leżała. Kocięta piły mleko, pchając się nawzajem. Wszytkie maluchy posiadały takie same frędzelki, jak ich własny ojciec.
Ojciec.
Przecież tak niedawno otworzył po raz pierwszy niebieskie oczy i ujrzał otaczające go kolory. Wojownika naszła nostalgia. Po raz kolejny. Dotarło do niego, jak szybko pędził czas.
Popatrzył na Tupot, uroczą, czekoladową córkę, z licznymi cętkami i bielą w kilku miejscach. Potem na białego Świerszczyka i liliową Niebo. Każde z nich przypominało po trochu któregoś z rodziców.
- Mokra Gwiazda powiedział mi, że wkrótce dostanę ucznia i mam się przygotować - miauknął Orlikowy Szept, żeby przerwać długą ciszę. Pamiętał to zdarzenie. Lider wezwał go do siebie i po krótkim dialogu powiedział o tym. O dostaniu pierwszego, własnego ucznia przez białego. Niebieskooki przyjął to, milcząc. Nie czuł się w żaden sposób gotowy na nauczanie wchodzącego w życie kocura bądź kotki. A jak popełni błąd? A jak również Klan Gwiazd się uweźmie na uczniu i skaże go na śmierć? Kolejną, bolesną i krwawą? Niebieski nie zdradził imienia wybrańca. Biały cicho marzył, żeby nie trafił mu się Wiewiór. Resztę zniesie, ale tej rudej pokraki Piaskowej Ścieżki nigdy w życiu.
Cętkowany Kwiat podniosła głowę, uśmiechając się delikatnie. Nadal wyglądała na zmęczoną po porodzie.
- To wspaniale, Orliku - powiedziała. - Mimo tego... Pomożesz mi przy nich? - zapytała.
Orlikowy Szept chciał odruchowo rzec nie, lecz w ostatniej chwili ugryzł się w język. Musiał uważać na każdy swój czyn, żeby gwiezdni nie mścili się na każdym kroku. Nie wiedział, co czyni źle, dlatego starał się mówić mniej niż zazwyczaj.
- Tak...
Kilka dni później, gdy maluchy otworzyły oczy, uczyły się pierwszych słów i zaczęły razem się ze sobą bawić, przyszedł do nich ponownie. Humor niespecjalnie mu dopisywał. Dzień był gorący, a gęste futro nie pomagało w ochłodzeniu się. Dodatkowo wstał lewą łapą. Zmusił się, by wstać. Obiecał burej partnerce, że pomoże zająć się małymi.
W żłobku dumna mama myła Świerszczyka, a Tupot bawiła się jej gęstym ogonem, raz po raz na niego naskakując. Wzrokiem oszukał siedzącą w kącie Niebo. Nie potrafił uwierzyć, że liliowa była taka duża. Podszedł do córki ostrożnie i usiadł naprzeciwko niej. Oboje patrzyli na siebie, nie mówiąc nic. Co w takiej chwili mówi rodzic? "Cześć, chodź połapmy biedronki", czy może "Jak się czujesz? Jak się spało?". Przełknął ślinę. Bał się powiedzieć coś przed własnym dzieckiem, co za zrządzenie losu.
- To... Witaj? - zaczął niepewnie. Niebo machnęła kilka razy ogonem na powitanie. Widział w jej niebieskich oczach niepewność i strach. Przypominała mu Dreszcza, również biednego i niepewnego siebie. Może... Czas skorzystać z pewnego doświadczenia, które nabył z kremowym.- N.. Nie masz się czego bać, skarbie. Jestem twoim tatą. - Uśmiechnął się, starając się wyglądać przez to bardziej przyjaźnie. - Tatuś Orliczek. Chcesz się w coś pobawić albo... Pochwalić się, czego mama cię nauczyła?
<Niebo?>