Przyszedł ten czas.
Dzisiaj.
Teraz.
Poczuł wyraźny, metaliczny zapach krwi. Unosił się w powietrzu, pałętał się pomiędzy drzewami niczym zagubiona owca. A on pomoże odnaleźć mu jej przeznaczenie. Byli już gotowi - mięśnie napięte, pyski rozszerzone, a łapy silne, natomiast pazury wysunięte. Jego córka o wdzięcznym imieniu Sarna nieśmiało zaproponowała, aby poczekali. Ale on nie jest głupi jak ona. Jak jego była partnerka.
On jest tym cholernym panem tego lasu!
- Teraz - wycharczał, cały podniecony i podekscytowany. Jego zlepione, szarawe futro próbował szargać wiatr, ale ono mocno przylegało do umięśnionego ciała. Nie dawało się, tak samo jak on.
Łapy odbiły się od ziemi, wzniecając pył. Słońce zniknęło za chmurami, robiąc lekki półmrok, a zwinne sylwetki jego i jego dzieci przemykały wśród krzewów i drzew. Ciernie łapały ich splątane futra, zadając im tępy ból. Ich różnokolorowe kłębki sierści zostają na wysokich i długich gałęziach, a śnieżnobiałe kły jego potomstwa błyszczały. Byli coraz bliżej.
Gdy zauważyli już walczące koty, Szrama stanął na podwyższeniu, a wiatr owiewał jego jakże żenującą postać. Jego klan był tuż obok niego. Byli gotowi rzucić się w wir walki.
- Hej! Przysyła nas Klan Burzy, wy nędzni Klifiacy! - wrzeszczał, przekrzykując wicher - Zdechnijcie w najgorszych męczarniach, wy... wy...
Potem wydał rozkaz ataku. Rzucił się na jakiegoś marnego wojownika, niech zdycha. Niech umiera. Niech poczuje, kto jest tutaj władcą!
Podczas agresywnego drapania przeciwnika w grzbiet, ten zgrabnie się owinął i zdzielił go łapą w pysk. Jego pysk wykrzywił wyraz bólu, ale potem z jeszcze większą wściekłością wgryzł się w jego przednią łapą. Chciał go zabić.
Zabić, zabić.
To jego zadanie.
Jednak gdy już miał zatopić kły w tchawicy wroga, poczuł silne szarpnięcie w tył. Odrzuciło go, a gdy zobaczył sprawcę (czy raczej sprawczynię), krew w nim się zagotowała. To chyba kotka z Klanu Nocy, a oni mu pomagają!
- C-c-co robisz? - wysapał, unikając jej ciosu.
- Wyrywam chwasty - wyjaśniła, unikając jego wzroku, idealnie przecinając mu bok.
Zawył z bólu, z jeszcze większą mocą dając kotce z łapy. Wymierzył cios dobrze, aczkolwiek nie tak perfekcyjnie jak czarno-biała kocica. Czuł się coraz gorzej, krew zalewała mu oczy (czy raczej oko). Oślepiało go to, jego ciosy były coraz słabsze, a kotka wydawała się na to obojętna.
W końcu jakiś ciężar zbił go z łap, a on młócił byle gdzie łapami, myśląc, że może uda mu się trafić. Jednak poczuł tylko przeszywający ból i nicość.
- Witaj w Miejscu Gdzie Brak Gwiazd - wycharczał czyiś głos za nim.
- Nie, nie, nie, nie!...
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szrama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szrama. Pokaż wszystkie posty
29 października 2017
08 września 2017
Od Szramy
Wielki, szarawy kocur naprężył mięśnie, widząc mysz buszującą w opadłych liściach. Podrywała ku górze czerwone, pomarańczowe oraz żółte listki, które przez uderzenie serca wirowały w powietrzu, po czym opadały. Oblizał swój wilczy pysk, a mięśnie zagrały płynnie pod skórą i skołtunionym futrem. Poderwał się ku górze, za późno dostrzegając niewielki kształt, który również skoczył ku górze. Czarno-biała kuleczka zwinnie złapała gryzonia, natomiast Szrama wyrąbał się na pysk. Zarył nim pięknie o glebę, łyknął trochę ziemi pomieszanej z trawą i plugawo splunął na bok. Wyszczerzył swe brudno-żółte kły i zwrócił się do małej istoty.
- Śledziłaś mnie, Czarna Kroplo? - fuknął w jej stronę, mrużąc swe oko w szparkę.
Młoda koteczka potrząsnęła malutkim łebkiem, dumnie trzymając w pyszczku upolowanego gryzonia. Wyrzuciła go na bok, by zripostować ojca.
- Co, wstyd ci, że nie polujesz tak jak ja? - w jej głosie było tyle jadu, że aż z niej wyciekał.
Szrama bez ostrzeżenia skoczył w stronę uczennicy, powalając ją jednym ruchem na wilgotną glebę. Dosłownie przygniótł ją swoim masywnym ciałem, ignorując jej słabe kopniaki. Zbliżył pysk do jej pyszczka, mierząc ją przerażającym spojrzeniem.
- Mi jest wstyd - wycedził powoli, oblizując swym szkaradnym językiem pysk - że jesteś moją córką.
Czarna Kropla dzielnie wytrzymała jego spojrzenie, ale wiedział, że zrobiło jej się przykro. Zadowolony z siebie zszedł z niej, wziął upolowaną przez nią zdobycz i ruszył do stodoły.
- Szrama, coś ty zrobił? - powitało go wredne warknięcie Sowy.
Szarawy kocur wypluł ''zdobycz'' i pytająco przechylił ciężki łeb.
- O co ci chodzi, znowu? - parsknął, ukrywając drżenie rozchodzące się po ogromnym cielsku.
- Ukradłeś Kropelce myszkę! - miauknęła na pozór uroczo, chociaż w jej oku buzował płomień.
Samotnik posłał mordercze spojrzenie istotce chowającej się za ciałem matki.
- Śledziłaś mnie, Czarna Kroplo? - fuknął w jej stronę, mrużąc swe oko w szparkę.
Młoda koteczka potrząsnęła malutkim łebkiem, dumnie trzymając w pyszczku upolowanego gryzonia. Wyrzuciła go na bok, by zripostować ojca.
- Co, wstyd ci, że nie polujesz tak jak ja? - w jej głosie było tyle jadu, że aż z niej wyciekał.
Szrama bez ostrzeżenia skoczył w stronę uczennicy, powalając ją jednym ruchem na wilgotną glebę. Dosłownie przygniótł ją swoim masywnym ciałem, ignorując jej słabe kopniaki. Zbliżył pysk do jej pyszczka, mierząc ją przerażającym spojrzeniem.
- Mi jest wstyd - wycedził powoli, oblizując swym szkaradnym językiem pysk - że jesteś moją córką.
Czarna Kropla dzielnie wytrzymała jego spojrzenie, ale wiedział, że zrobiło jej się przykro. Zadowolony z siebie zszedł z niej, wziął upolowaną przez nią zdobycz i ruszył do stodoły.
- Szrama, coś ty zrobił? - powitało go wredne warknięcie Sowy.
Szarawy kocur wypluł ''zdobycz'' i pytająco przechylił ciężki łeb.
- O co ci chodzi, znowu? - parsknął, ukrywając drżenie rozchodzące się po ogromnym cielsku.
- Ukradłeś Kropelce myszkę! - miauknęła na pozór uroczo, chociaż w jej oku buzował płomień.
Samotnik posłał mordercze spojrzenie istotce chowającej się za ciałem matki.
05 września 2017
Od Szramy C.D Jasia
Usiadł ciężko, nadal czując piekący ból. Nieźle go podrapał, nie wydawał się taki słabiutkie i anemiczny, jak mu się wydawało. Mógł im się przydać, zwłaszcza, iż niedługo przyjdzie czas.
Na tę myśl postawił uszy ku górze i oblizał swój pokaleczony pysk. To tak cudownie brzmiało! Nadejdzie ich czas. Wzniosą ten cały Klan Wilka ku górze, aby jego chora partnerka mogła spełnić jej tak samo chore ambicje. A później zabije Milczącą Gwiazdę - to będzie kara za jej pychę.
A ten malec mu pomoże.
- Dobra, zaprowadzę cię tam - rzuca przeciągle po chwili, mierząc go spojrzeniem jednego oka.
Kocię spojrzało na niego i wydukało, zadzierając wysoko czoło.
- N... nie... zawiedziesz się! - miauknęło, podnosząc ku górze ogonek.
- Biegnij za mną. Straciliśmy za dużo czasu - warknął, skacząc w głąb krzewów.
Słyszał tylko cichutkie, lekko oddalone i urwane kroki, gorący oddech na tylnych łapach. Łamał z łatwością suche gałązki, zostawiając za sobą odór śmierci. Nie obchodziło go czy ktoś ich znajdzie.
Nadchodzi ich czas!
/-/
Wchodząc do opuszczonej stodoły, poczuł dreszcz rozchodzący się po jego potężnym ciele. Usłyszał krzyk Sowy, która raniła swoje struny głosowe na marne kocięta.
- Sarenko, skarbie! - wrzeszczała - Jak mogłaś mi to zrobić?! I Ty, Kwiecie Jaśminu? Jestem zawiedziona!
Szrama skulił uszy. Potrafiła być słodka i niewinna, ale niekiedy była wredna i bezuczuciowa. Czemu się z nią związał? Mógł zabijać samotnie. Potrafił.
Nie, no nie dałby rady.
A może?
Nic nie mówiąc, wziął młodego w pysk i podszedł do swej partnerki, siedzącej na stogu siana. Urwała w połowie zdania swoją reprymendę i kazała swym córkom iść polować, bo musi coś załatwić. Oby nie jego.
- To jest pieszczoch. Bardzo dobrze walczy i poluje - miauknął poważnie, trącając rozdygotaną kulkę futra łapą - Przyniosłem go tu.
- Mózg straciłeś, kretynie? - wydarła się Sowa, miotając puszystym ogonem po bokach - Wygląda jak owłosiona galareta!
Szarawy kocur miał właśnie spytać, co znaczy ''galareta'', ale zamilkł słysząc pytanie młodego.
- C... co ma pani z... z okiem...? - miauknął, wpatrując się przerażony w jej zraniony pyszczek.
Samotnik miał ochotę zakopać się pod ziemię.
<< Jaś? >>
Na tę myśl postawił uszy ku górze i oblizał swój pokaleczony pysk. To tak cudownie brzmiało! Nadejdzie ich czas. Wzniosą ten cały Klan Wilka ku górze, aby jego chora partnerka mogła spełnić jej tak samo chore ambicje. A później zabije Milczącą Gwiazdę - to będzie kara za jej pychę.
A ten malec mu pomoże.
- Dobra, zaprowadzę cię tam - rzuca przeciągle po chwili, mierząc go spojrzeniem jednego oka.
Kocię spojrzało na niego i wydukało, zadzierając wysoko czoło.
- N... nie... zawiedziesz się! - miauknęło, podnosząc ku górze ogonek.
- Biegnij za mną. Straciliśmy za dużo czasu - warknął, skacząc w głąb krzewów.
Słyszał tylko cichutkie, lekko oddalone i urwane kroki, gorący oddech na tylnych łapach. Łamał z łatwością suche gałązki, zostawiając za sobą odór śmierci. Nie obchodziło go czy ktoś ich znajdzie.
Nadchodzi ich czas!
/-/
Wchodząc do opuszczonej stodoły, poczuł dreszcz rozchodzący się po jego potężnym ciele. Usłyszał krzyk Sowy, która raniła swoje struny głosowe na marne kocięta.
- Sarenko, skarbie! - wrzeszczała - Jak mogłaś mi to zrobić?! I Ty, Kwiecie Jaśminu? Jestem zawiedziona!
Szrama skulił uszy. Potrafiła być słodka i niewinna, ale niekiedy była wredna i bezuczuciowa. Czemu się z nią związał? Mógł zabijać samotnie. Potrafił.
Nie, no nie dałby rady.
A może?
Nic nie mówiąc, wziął młodego w pysk i podszedł do swej partnerki, siedzącej na stogu siana. Urwała w połowie zdania swoją reprymendę i kazała swym córkom iść polować, bo musi coś załatwić. Oby nie jego.
- To jest pieszczoch. Bardzo dobrze walczy i poluje - miauknął poważnie, trącając rozdygotaną kulkę futra łapą - Przyniosłem go tu.
- Mózg straciłeś, kretynie? - wydarła się Sowa, miotając puszystym ogonem po bokach - Wygląda jak owłosiona galareta!
Szarawy kocur miał właśnie spytać, co znaczy ''galareta'', ale zamilkł słysząc pytanie młodego.
- C... co ma pani z... z okiem...? - miauknął, wpatrując się przerażony w jej zraniony pyszczek.
Samotnik miał ochotę zakopać się pod ziemię.
<< Jaś? >>
31 sierpnia 2017
Od Szramy C.D Jasia
Kocur z obrzydzeniem spojrzał na kociaka.
- Nie obchodzą mnie te koty. Nie obchodzi mnie Twoja matka. Wynocha! - parsknął w stronę malutkiego kociaka, który ukrył się za Ogryzkiem.
Pieszczoch zrobił poważną minę i niespokojnie poruszył ogonem.
- Nie mów tak do niego, nic Ci nie zrobił... - powiedział niepewnie, wlepiając w niego wzrok.
Szrama przewrócił jednym okiem, po czym kompletnie zignorował obecność kociaka. I tak to nie jego interes.
- Więc, chciałbym Cię tylko zawiadomić, żebyś nie próbował przeszkadzać mym ukochanym dzieciom, kiedy będą wybierały się tutaj na polowania - prychnął, po czym nonszalancko trzasnął brudnym ogonem i wskoczył na płot - Spróbuj ich dotknąć, a osobiście Cię wypatroszę, tłuściochu.
Ogryzek z dumnie podniesionym czołem zniósł uwagę o jego tuszy. Szarawy kocur tymczasem rzucił się w zarośla, zostawiając w tyle Siedlisko Dwunogów.
Spokojnie szedł przez leśne zarośla, aby jak najciszej przedrzeć się przez tereny Klanów. Nie chciał niepotrzebnych bójek, a samych ran i blizn miał już zanadto. Po za tym był już stary i spójrzmy prawdzie w oczy - nic mu się nie chciało. Słysząc nagły hałas, z sykiem obrócił się i przeklną w myślach swoje barki, które zaczęły go piec. Nastroszył pozlepiane futro, uszy położył płasko na łbie, czując nagły przypływ adrenaliny. Jednak z kompletnie zniszczonych krzewów wyszło to samo kocię, które widział wcześniej. Zdezorientowany stał na środku, jednakże natychmiast wrócił do rzeczywistości.
- Po coś tu przylazł, mysia kupo futra? - warknął w jego stronę, stawiając poszarpane uszy na sztorc.
- Ja... ja chciałem, aby pan... zabrał mnie do... Klanu Fy... Fysia... - miauknął niespokojnie, ze zdenerwowaniem patrząc się na swoje łapy.
Szrama fuknął coś pod nosem i rozluźnił barki. Przyprowadzić tego gówniaka przed oblicze Sowy? A co jak mu się dostanie? Może był odważny, ale nie był głupi.
- Lisa, idioto - syknął rozzłoszczony, wysuwając pazury - Nie powinieneś wracać do tego spaślaka i ciężarnej?
Szczuplutkie ciałko młodego kocura zaczęło drżeć. Ze zdenerwowania? Strachu? Szrama oblizał swój wilczy pysk, uśmiechając się przerażająco do niego.
- To nie spaślak! - rzucił, pożałowawszy swojego ostrego tonu, natychmiast się uciszył - Przepraszam.
Samotnik zbliżył się do niego. Jego śmierdzący oddech mierzwił krótkie futro kociaka, który chwilowo się wzdrygnął.
<< Jasiu? >>
- Nie obchodzą mnie te koty. Nie obchodzi mnie Twoja matka. Wynocha! - parsknął w stronę malutkiego kociaka, który ukrył się za Ogryzkiem.
Pieszczoch zrobił poważną minę i niespokojnie poruszył ogonem.
- Nie mów tak do niego, nic Ci nie zrobił... - powiedział niepewnie, wlepiając w niego wzrok.
Szrama przewrócił jednym okiem, po czym kompletnie zignorował obecność kociaka. I tak to nie jego interes.
- Więc, chciałbym Cię tylko zawiadomić, żebyś nie próbował przeszkadzać mym ukochanym dzieciom, kiedy będą wybierały się tutaj na polowania - prychnął, po czym nonszalancko trzasnął brudnym ogonem i wskoczył na płot - Spróbuj ich dotknąć, a osobiście Cię wypatroszę, tłuściochu.
Ogryzek z dumnie podniesionym czołem zniósł uwagę o jego tuszy. Szarawy kocur tymczasem rzucił się w zarośla, zostawiając w tyle Siedlisko Dwunogów.
Spokojnie szedł przez leśne zarośla, aby jak najciszej przedrzeć się przez tereny Klanów. Nie chciał niepotrzebnych bójek, a samych ran i blizn miał już zanadto. Po za tym był już stary i spójrzmy prawdzie w oczy - nic mu się nie chciało. Słysząc nagły hałas, z sykiem obrócił się i przeklną w myślach swoje barki, które zaczęły go piec. Nastroszył pozlepiane futro, uszy położył płasko na łbie, czując nagły przypływ adrenaliny. Jednak z kompletnie zniszczonych krzewów wyszło to samo kocię, które widział wcześniej. Zdezorientowany stał na środku, jednakże natychmiast wrócił do rzeczywistości.
- Po coś tu przylazł, mysia kupo futra? - warknął w jego stronę, stawiając poszarpane uszy na sztorc.
- Ja... ja chciałem, aby pan... zabrał mnie do... Klanu Fy... Fysia... - miauknął niespokojnie, ze zdenerwowaniem patrząc się na swoje łapy.
Szrama fuknął coś pod nosem i rozluźnił barki. Przyprowadzić tego gówniaka przed oblicze Sowy? A co jak mu się dostanie? Może był odważny, ale nie był głupi.
- Lisa, idioto - syknął rozzłoszczony, wysuwając pazury - Nie powinieneś wracać do tego spaślaka i ciężarnej?
Szczuplutkie ciałko młodego kocura zaczęło drżeć. Ze zdenerwowania? Strachu? Szrama oblizał swój wilczy pysk, uśmiechając się przerażająco do niego.
- To nie spaślak! - rzucił, pożałowawszy swojego ostrego tonu, natychmiast się uciszył - Przepraszam.
Samotnik zbliżył się do niego. Jego śmierdzący oddech mierzwił krótkie futro kociaka, który chwilowo się wzdrygnął.
<< Jasiu? >>
15 lipca 2017
Od Szramy C.D Kwiatu Jaśminu
Ślepia kocura rozjarzyły się wśród ciemnych krzewów. Jego córeczka wyglądała, jakby miała zaraz prysnąć ze swojego ukochanego domku. Ojj, co to, to nie!
- Gdzie się wybierasz? - warknął rozeźlony kocur.
Młodziutka kotka spojrzała na niego z przestrachem w oczach i coś niewyraźnie wydukała. Szrama syknął do niej, aby mówiła zdecydowanie głośniej.
- Ni... nigdzie - wydukała w końcu.
Szary ogon mocno uderzył w ziemię, a oczy zalśniły dzikim blaskiem.
- Mam taką nadzieję. - syknął kot, chociaż nieco spuścił z tonu.
Wtedy zauważył, jak piękna jest ta młoda kotka. Przecież to nie jego córka, to córka tych z jakiegoś Klanu, czyli to nie jego krew. Gdyby się nią odpowiednio zajął, zrodziłaby cudowne dzieci, czyż nie? Wpadł nagle w nastrój lekko figlarny i złapał Kwiat Jaśminu za kark. Młoda kotka próbowała się wyrwać, cieniutko drapiąc pazurami jego zabliźnione łapy.
- Cii, nie szarp się. - warknął do niej, jednocześnie w nią wchodząc.
///
Gdy skończył, zostawił zrozpaczoną kotkę, lamentującą na dworze. Wszystko zapewne ją bolało, więc chwilę później zwinęła się kłębuszek. W Szramie wtedy coś pękło i obudził się w nim jakiś dziki instynkt opiekuńczy. Nie wszedł do załamującej się stodoły, tylko ruszył wprost na kotkę i przytulił się do niej.
<< Kwiat Jaśminu? >>
- Gdzie się wybierasz? - warknął rozeźlony kocur.
Młodziutka kotka spojrzała na niego z przestrachem w oczach i coś niewyraźnie wydukała. Szrama syknął do niej, aby mówiła zdecydowanie głośniej.
- Ni... nigdzie - wydukała w końcu.
Szary ogon mocno uderzył w ziemię, a oczy zalśniły dzikim blaskiem.
- Mam taką nadzieję. - syknął kot, chociaż nieco spuścił z tonu.
Wtedy zauważył, jak piękna jest ta młoda kotka. Przecież to nie jego córka, to córka tych z jakiegoś Klanu, czyli to nie jego krew. Gdyby się nią odpowiednio zajął, zrodziłaby cudowne dzieci, czyż nie? Wpadł nagle w nastrój lekko figlarny i złapał Kwiat Jaśminu za kark. Młoda kotka próbowała się wyrwać, cieniutko drapiąc pazurami jego zabliźnione łapy.
- Cii, nie szarp się. - warknął do niej, jednocześnie w nią wchodząc.
///
Gdy skończył, zostawił zrozpaczoną kotkę, lamentującą na dworze. Wszystko zapewne ją bolało, więc chwilę później zwinęła się kłębuszek. W Szramie wtedy coś pękło i obudził się w nim jakiś dziki instynkt opiekuńczy. Nie wszedł do załamującej się stodoły, tylko ruszył wprost na kotkę i przytulił się do niej.
<< Kwiat Jaśminu? >>
30 czerwca 2017
Od Szramy
Sowa wygoniła szarawego kocura na poszukiwania Kryształki, której nie było od przeszło tygodnia. Szrama niechętnie ruszył swój wielki tłusty zad, lecz w końcu ruszył, na poszukiwania ślepotki. Bał się znowu nawinąć partnerce, ponieważ zdjął Widoczka i dostał wielkie manto. Brr, to było okropne.
Przechadzał się terenami Klanu Nocy, bo tutaj przyprowadziły go ślady małej kotki. Była sprytna, chowała się za krzewami, jednak przy tym rozdrożu jej zapach mieszał się z jakimś kotem, właśnie z tego Klanu. Kocur, młody, zapewne wojownik, bo nie pachnie uczniem.
- Zabrał ją do obozu, cholera. -warknął pod nosem kocur, jeżąc brudne futro.
Nagle krzewy zaszeleściły, a z nich wyszedł kocur i... Kryształka! Ta malutka koteczka rozmawiała z nim, jak gdyby nigdy nic. Dreptała wesoło, lecz uśmiech zszedł jej z pyska, widząc swojego ukochanego ojczulka. Przystanęła, patrząc mu głęboko w ślepia, pochyliła posłusznie łebek i podeszła do niego. Wojownik spojrzał się na kocię i na brudnego samotnika, a w jego oczach pałał gniew bojowy.
- To Ty ją tak skrzywdziłeś?
Kocur przechylił łeb, nie bardzo wiedząc o co mu chodzi. Faktycznie, koty z Klanów są dziwne, ale żeby rzucać jakieś bezsensowne oskarżenia tak na wiatr? Szrama napiął się jak wojownik, stał się dwukrotnie większy, przez jego grubą sierść i wysyczał, spluwając na kocura.
- Uważaj sobie, mysi bobku, bo zaraz przerobię Cię na wronią strawę.
Takie ostrzeżenie nie zniechęciło kota, wręcz przeciwnie, skoczył wprost na samotnika. Szrama, jednak, spodziewał się tego ataku i płynnie odsunął się w bok, posyłając kota w piasek. Gdy wojownik kaszlał, dusząc się na glebie, szarawy kocur złapał kocię za kark i zaczął uciekać. Za sobą słyszał tylko odległy tupot łap i dyszenie wojownika na karku. Przyśpieszył.
(Szkarłatny Wicher? Kryształka?)
Przechadzał się terenami Klanu Nocy, bo tutaj przyprowadziły go ślady małej kotki. Była sprytna, chowała się za krzewami, jednak przy tym rozdrożu jej zapach mieszał się z jakimś kotem, właśnie z tego Klanu. Kocur, młody, zapewne wojownik, bo nie pachnie uczniem.
- Zabrał ją do obozu, cholera. -warknął pod nosem kocur, jeżąc brudne futro.
Nagle krzewy zaszeleściły, a z nich wyszedł kocur i... Kryształka! Ta malutka koteczka rozmawiała z nim, jak gdyby nigdy nic. Dreptała wesoło, lecz uśmiech zszedł jej z pyska, widząc swojego ukochanego ojczulka. Przystanęła, patrząc mu głęboko w ślepia, pochyliła posłusznie łebek i podeszła do niego. Wojownik spojrzał się na kocię i na brudnego samotnika, a w jego oczach pałał gniew bojowy.
- To Ty ją tak skrzywdziłeś?
Kocur przechylił łeb, nie bardzo wiedząc o co mu chodzi. Faktycznie, koty z Klanów są dziwne, ale żeby rzucać jakieś bezsensowne oskarżenia tak na wiatr? Szrama napiął się jak wojownik, stał się dwukrotnie większy, przez jego grubą sierść i wysyczał, spluwając na kocura.
- Uważaj sobie, mysi bobku, bo zaraz przerobię Cię na wronią strawę.
Takie ostrzeżenie nie zniechęciło kota, wręcz przeciwnie, skoczył wprost na samotnika. Szrama, jednak, spodziewał się tego ataku i płynnie odsunął się w bok, posyłając kota w piasek. Gdy wojownik kaszlał, dusząc się na glebie, szarawy kocur złapał kocię za kark i zaczął uciekać. Za sobą słyszał tylko odległy tupot łap i dyszenie wojownika na karku. Przyśpieszył.
(Szkarłatny Wicher? Kryształka?)
27 czerwca 2017
Od Szramy C.D Mysiego Nosa
''O w tyłek, niezła z niej kotka, może nie jak ta syjamka wczoraj, ale dobra'' - pomyślał szarawy kocur, napinając mięśnie.
Musi zgrywać twardego samotnika, żeby ta zajęco- podobna kotka nie spróbowała go nigdzie szukać. Bał się cholernie, że znajdzie stodołę i kocięta, i będzie miał wpiepsz od Sowy. Więc syknął, splunął, a ta kocica również. Natychmiast ją zaatakował, zlał, kotka się broniła, ale już leżała na ziemi.
- Kochanie ty moje, uciekaj do Klanu, a ja sobie pójdę, dobra? -warknął Szrama, udając poważnego i silnego.
- Nigdy, nigdy, nigdy! -miotała się kotka w glebie.
Drapnęła go w zdrowe oko, aż zawył z bólu. Odskoczył od kotki, a ta stanęła na łapy. Trochę się chwiała, ale była gotowa do walki. Po chwili, kocur usiadł sobie na ziemi i uśmiechnął się przymilnie do kotki.
- Wiesz, mogę sobie pójść... -zaczął zalotnie, mrugając.
Kotka podniosła do góry brwi, nie wiedząc co się dzieje. Kocur zaczął się rozciągać, przeciągać, mrugać do kotki, polizał ją (prawie tracąc przy tym język). Miał ochotę ją dymać, ale raczej się nie da. Chyba, że ją zgwałci. Może nie, za bardzo bał się Sowy. Więc, korzystając z chwili nieuwagi, postanowił przykuć kotkę do ziemi.
- Przykro mi, ale teraz muszę Cię zabić, nie martw się. -powiedział do niej wesoło.
Kocica miotała się, coraz drapiąc go, ale ignorował pieczący ból. Gdy już zbliżał swe kły do gardła tej nieszczęśniczki, ona sama zaczęła szybciej i gwałtowniej oddychać, a jej oczy nabrały wyrazu przerażenia, coś zaszeleściło w krzakach.
- Hę? -warknął kocur.- Co znowu?
(Mysi Nos?)
Musi zgrywać twardego samotnika, żeby ta zajęco- podobna kotka nie spróbowała go nigdzie szukać. Bał się cholernie, że znajdzie stodołę i kocięta, i będzie miał wpiepsz od Sowy. Więc syknął, splunął, a ta kocica również. Natychmiast ją zaatakował, zlał, kotka się broniła, ale już leżała na ziemi.
- Kochanie ty moje, uciekaj do Klanu, a ja sobie pójdę, dobra? -warknął Szrama, udając poważnego i silnego.
- Nigdy, nigdy, nigdy! -miotała się kotka w glebie.
Drapnęła go w zdrowe oko, aż zawył z bólu. Odskoczył od kotki, a ta stanęła na łapy. Trochę się chwiała, ale była gotowa do walki. Po chwili, kocur usiadł sobie na ziemi i uśmiechnął się przymilnie do kotki.
- Wiesz, mogę sobie pójść... -zaczął zalotnie, mrugając.
Kotka podniosła do góry brwi, nie wiedząc co się dzieje. Kocur zaczął się rozciągać, przeciągać, mrugać do kotki, polizał ją (prawie tracąc przy tym język). Miał ochotę ją dymać, ale raczej się nie da. Chyba, że ją zgwałci. Może nie, za bardzo bał się Sowy. Więc, korzystając z chwili nieuwagi, postanowił przykuć kotkę do ziemi.
- Przykro mi, ale teraz muszę Cię zabić, nie martw się. -powiedział do niej wesoło.
Kocica miotała się, coraz drapiąc go, ale ignorował pieczący ból. Gdy już zbliżał swe kły do gardła tej nieszczęśniczki, ona sama zaczęła szybciej i gwałtowniej oddychać, a jej oczy nabrały wyrazu przerażenia, coś zaszeleściło w krzakach.
- Hę? -warknął kocur.- Co znowu?
(Mysi Nos?)
26 czerwca 2017
Od Szramy C.D Sowy
Gdy jego jednooka miłość, która przed chwilą chciała go wykastrować, teraz chciała go zgwałcić. W sumie, podnieciła go tym, więc również zaczął tańczyć makarenę w rytm walca. Poocierał się o nią, przy jej cudownym mruczeniu, aż w końcu przestał się pi^dolić i zaczął ją dymać jak te syjamkę wczoraj.
***
Po skończonym incydencie otarł się jeszcze raz o Sowę, a że ma dwubiegowość to mu p^zyjebała łapą w pysk i powiedziała, żeby poszedł do bachorów. Szrama niechętnie się zgodził.
- Dobra, gówniaki, nic mi się dzisiaj nie chce, więc... -zaczął tubalnym głosem.- Powalczymy sobie, znaczy wy to zrobicie.
Kocięta popatrzyły na siebie podekscytowane, a Widoczek aż się opluł. Jak na komendę zaczęły się nawalać, a szarawy kocur obserwował je, od czasu do czasu rzucając niewybredne uwagi, jak przykładowo ta.
- WAL JĄ, CEPIE, WAL! WIDOCZEK, MASZ JĄ NA WIDOKU, NIE PLUJ, TYLKO STRZEL JĄ RAZ, A PORZĄDNIE! SOWA, CO MY SPŁODZILIŚMY!
Przez darcie ryja postawnego kocura, jego jednooka partnerka postanowiła do niego podejść. Usiadła obok niego, a jej wzrok stał się rozmarzony. Westchnęła lekko, w tym momencie, jak Łasiczka walnęła tak Kryształkę, że aż biedna wyrąbała się w tył.
- Jak te gówniaki szybko dorastają... -miauknęła rozmarzonym tonem głosu, ponownie wzdychając.
Szrama ją otulił i rzucił jej spojrzenie ''bitch please, wiem, że tego chcesz''. Poruszył brwiami, przyciągając ją do siebie.
<< Mi amore, Sowa? >>
***
Po skończonym incydencie otarł się jeszcze raz o Sowę, a że ma dwubiegowość to mu p^zyjebała łapą w pysk i powiedziała, żeby poszedł do bachorów. Szrama niechętnie się zgodził.
- Dobra, gówniaki, nic mi się dzisiaj nie chce, więc... -zaczął tubalnym głosem.- Powalczymy sobie, znaczy wy to zrobicie.
Kocięta popatrzyły na siebie podekscytowane, a Widoczek aż się opluł. Jak na komendę zaczęły się nawalać, a szarawy kocur obserwował je, od czasu do czasu rzucając niewybredne uwagi, jak przykładowo ta.
- WAL JĄ, CEPIE, WAL! WIDOCZEK, MASZ JĄ NA WIDOKU, NIE PLUJ, TYLKO STRZEL JĄ RAZ, A PORZĄDNIE! SOWA, CO MY SPŁODZILIŚMY!
Przez darcie ryja postawnego kocura, jego jednooka partnerka postanowiła do niego podejść. Usiadła obok niego, a jej wzrok stał się rozmarzony. Westchnęła lekko, w tym momencie, jak Łasiczka walnęła tak Kryształkę, że aż biedna wyrąbała się w tył.
- Jak te gówniaki szybko dorastają... -miauknęła rozmarzonym tonem głosu, ponownie wzdychając.
Szrama ją otulił i rzucił jej spojrzenie ''bitch please, wiem, że tego chcesz''. Poruszył brwiami, przyciągając ją do siebie.
<< Mi amore, Sowa? >>
22 czerwca 2017
Od Szramy C.D gów... Jaśminki
Wrócił z tymi pokurczami z polowania, a obydwa pyski śmiały się od jednej wargi do drugiej, przez co wyglądali, jak pokrzywdzeni przez los. Sepleniący Widoczek z niezwykle chorobliwą ambicją ciągle podchodził szarawego kocura i coś ciągle do niej seplenił, przez co go opluł. Szrama w tej chwili miał ochotę go udusić w tej śmierdzącej słomie, ale bał się dostać kopa w ten swój skołtuniony tyłek od porywczej partnerki.
Adoptowany pokurcz gdzieś zniknął na jakiś czas, co nie zdziwiło zabliźnionego kocura. Następne godziny poświęcił walce z tymi niedorajdami, które przy każdym kroku się wywalali. Westchnął ciężko, gdy zobaczył wracającą z polowania partnerkę. ''O, ho, szykuję się na trzepanie tyłka'' - pomyślał, wzdrygając się. Sowa podeszła do niego i spytała z nutką niepokoju w głosie:
- Skarbie, kotku, kochanie, wiesz gdzie podziała się ta przybłędka?
Natychmiast pomyślał o biednej Jaśmince, która na pewno teraz tonęła w słomie. Chociaż nie, w sumie nie wiedział. Okręcił się wokół własnej osi, stanął na tylnych łapach (prawie przy tym upadając na pysk) i kręcąc kółka przednimi łapami w powietrzu. Sowa patrzyła na niego jak na niepełnosprawnego, albo niepełnosprytnego. Trudno, wystarczy, że wybrnął z krępującej sytuacji. Gdy ponownie postawił łapy na ziemi, Sowa postanowiła tylko walnąć łbem o stodołę (cudem się nie zawaliła). W tym momencie wlazło to coś, co zwą kocięciem, a do tego było porwane. Szrama i jednooka odwrócili się, widząc iż niesie coś w pysku. Szarawy kocur doskoczył do niej, mruknął jakieś gratulacje i wyrwał jej zdobycz, po czym zaczął uciekać. Tak dawno nie miał nic w pysku!
- Wracaj tutaj, dziadzie! -usłyszał za sobą przeraźliwy wrzask swojej przewrażliwionej partnerki.
Chwilę później usłyszał tupot łap i poczuł niedobry smak ziemi. Dopadła go. To koniec. Szybki drapania pazurami rozrywały mu skórę, jelita wychodziły... A nie, zaraz. Sam się wy*ebał, ale to wystarczyło Sowie. Po prostu wyrwała mu ptaka (bez skojarzeń, chodzi tu o, oczywiście, o zdobycz, zboczuszki~), wypięła na niego tyłek i poszła do kociąt, mrucząc uspokajająco. Jaśminka nieśmiało do niego podbiegła i zapytała:
- Nic Ci się nie stało, proszę pana?
Szrama bez wahania odparł, poruszając zabawnie brwiami.
- Nazywaj mnie tatusiem (call me daddy).
Szmaragdowe ślepia kotki otworzyły się i zamknęły, w wyrazie zdziwienia.
(Jaśminko?)
Adoptowany pokurcz gdzieś zniknął na jakiś czas, co nie zdziwiło zabliźnionego kocura. Następne godziny poświęcił walce z tymi niedorajdami, które przy każdym kroku się wywalali. Westchnął ciężko, gdy zobaczył wracającą z polowania partnerkę. ''O, ho, szykuję się na trzepanie tyłka'' - pomyślał, wzdrygając się. Sowa podeszła do niego i spytała z nutką niepokoju w głosie:
- Skarbie, kotku, kochanie, wiesz gdzie podziała się ta przybłędka?
Natychmiast pomyślał o biednej Jaśmince, która na pewno teraz tonęła w słomie. Chociaż nie, w sumie nie wiedział. Okręcił się wokół własnej osi, stanął na tylnych łapach (prawie przy tym upadając na pysk) i kręcąc kółka przednimi łapami w powietrzu. Sowa patrzyła na niego jak na niepełnosprawnego, albo niepełnosprytnego. Trudno, wystarczy, że wybrnął z krępującej sytuacji. Gdy ponownie postawił łapy na ziemi, Sowa postanowiła tylko walnąć łbem o stodołę (cudem się nie zawaliła). W tym momencie wlazło to coś, co zwą kocięciem, a do tego było porwane. Szrama i jednooka odwrócili się, widząc iż niesie coś w pysku. Szarawy kocur doskoczył do niej, mruknął jakieś gratulacje i wyrwał jej zdobycz, po czym zaczął uciekać. Tak dawno nie miał nic w pysku!
- Wracaj tutaj, dziadzie! -usłyszał za sobą przeraźliwy wrzask swojej przewrażliwionej partnerki.
Chwilę później usłyszał tupot łap i poczuł niedobry smak ziemi. Dopadła go. To koniec. Szybki drapania pazurami rozrywały mu skórę, jelita wychodziły... A nie, zaraz. Sam się wy*ebał, ale to wystarczyło Sowie. Po prostu wyrwała mu ptaka (bez skojarzeń, chodzi tu o, oczywiście, o zdobycz, zboczuszki~), wypięła na niego tyłek i poszła do kociąt, mrucząc uspokajająco. Jaśminka nieśmiało do niego podbiegła i zapytała:
- Nic Ci się nie stało, proszę pana?
Szrama bez wahania odparł, poruszając zabawnie brwiami.
- Nazywaj mnie tatusiem (call me daddy).
Szmaragdowe ślepia kotki otworzyły się i zamknęły, w wyrazie zdziwienia.
(Jaśminko?)
21 czerwca 2017
Od Szramy do Jaśminki (i innych dzieci)
Szarawy kocur przeciągnął się. Nie chciało mu się ruszać tyłka ze swojego nagrzanego legowiska, do tych brykających gówniaków, ale jeżeli ich nie zacznie trenować, to dostanie od Sowy. Na tę myśl Szrama wzdrygnął się.
Po pewnym czasie zszedł z legowiska i ruszył do rzekomego żłobka. Bachory bawiły się w najlepsze, wyglądało to na niezły melanż i w sumie było całkiem zabawnie. Ale nie przyszedł tutaj po to, aby patrzeć, jak się jego dzieci nawalają. Chrząknął znacząco, a jego pysk przybrał srogi wyraz.
- No dobra, bachory, koniec tej laby. Za mną. -syknął.
Nawet malutki i zadziorny Widoczek ruszył za nim, z zadowoloną miną.
- Okej, coś umiecie? -zagaił kocur, wyglądając na znudzonego.
Kilka kociąt pokręciło przecząco łbami, lecz jedna, ta nowa, adoptowana, porwana czy coś, skinęła łebkiem. Cała drżała, a reszta przyszywanego rodzeństwa zaczęła pacać siebie łapkami i się chichrać.
- Przymknąć pyski. -warknął, aż nastała grobowa cisza.- Mów.
Jaśminka zaczęła przebierać łapkami, w końcu schylając łebkiem i coś mamrocząc.
-Może trochę głośniej?! -krzyknęła któraś z jej przybranego rodzeństwa, a reszta zaczęła rżeć niczym konie.
Wtedy malutka kotka się rozbeczała, a Szrama pachnął ją łapą, po czym do siebie przytulił. Następnie zaczął uspokajająco śpiewać.
- Już ciii, kochanie
bo Sowa przyjdzie na lanieee,
i tylko mi się dostanieee,
więc już śpijjjj!
Po czym walnął ją w łeb, aż straciła przytomność.
(Jaśminko?)
Po pewnym czasie zszedł z legowiska i ruszył do rzekomego żłobka. Bachory bawiły się w najlepsze, wyglądało to na niezły melanż i w sumie było całkiem zabawnie. Ale nie przyszedł tutaj po to, aby patrzeć, jak się jego dzieci nawalają. Chrząknął znacząco, a jego pysk przybrał srogi wyraz.
- No dobra, bachory, koniec tej laby. Za mną. -syknął.
Nawet malutki i zadziorny Widoczek ruszył za nim, z zadowoloną miną.
- Okej, coś umiecie? -zagaił kocur, wyglądając na znudzonego.
Kilka kociąt pokręciło przecząco łbami, lecz jedna, ta nowa, adoptowana, porwana czy coś, skinęła łebkiem. Cała drżała, a reszta przyszywanego rodzeństwa zaczęła pacać siebie łapkami i się chichrać.
- Przymknąć pyski. -warknął, aż nastała grobowa cisza.- Mów.
Jaśminka zaczęła przebierać łapkami, w końcu schylając łebkiem i coś mamrocząc.
-Może trochę głośniej?! -krzyknęła któraś z jej przybranego rodzeństwa, a reszta zaczęła rżeć niczym konie.
Wtedy malutka kotka się rozbeczała, a Szrama pachnął ją łapą, po czym do siebie przytulił. Następnie zaczął uspokajająco śpiewać.
- Już ciii, kochanie
bo Sowa przyjdzie na lanieee,
i tylko mi się dostanieee,
więc już śpijjjj!
Po czym walnął ją w łeb, aż straciła przytomność.
(Jaśminko?)
12 czerwca 2017
Od Szramy C.D Rodzinki
Kocur naznaczony wieloma bliznami omiótł wzrokiem kocię przyniesione przez jego niepełno sprytną partnerkę. Kocię było mizerne, wystraszone, a jego futerko miało kolor błękitny z białym znaczeniami, i gdyby nie miała takie chwiejnej postury, byłaby całkiem ładna, czy też ładny. Szrama uśmiechnął się na tę myśl. Gdy młode zamknęło swoje szafirowe ślepia i zniknęło w krainie snów, odszedł na bok ze swoją ukochaną pieszczoszką. Chrząknął i rozpoczął dyskusję:
-Sowa, chyba coś ustalaliśmy.
Jednooka spojrzała na niego ze szelmowskim błyskiem w jednym z oczu. Och, jakżeby ją teraz wziął. Napiął wszystkie mięśnie, aż w końcu stwierdził, iż nie chce więcej gówniaków.
-Taak -samica specjalnie przeciągnęła te kilka literek, aż odparła.- ale kociąt nigdy za wiele. Mamy pomóc Klanowi Wilka, pamiętasz?
Kocur odwrócił się od niej i wykrzywił pysk w okropnym grymasie. Nie miał zamiaru wracać do tego tematu.
-Mieliśmy, ale kiedy ich odwiedziłem, miał się całkiem dobrze.
Dawna pieszczoszka nie była do końca przekonana co do jego słów, ale rozciągnęła się i poszła do tych wstrętnych i śmierdzących kociąt. Szrama wychylił za nią szarawy łeb i wręcz wrzasnął:
-Kiedy mogę ich zabierać?
-Na co, cepie?! -odwarknęła, wyraźnie zmęczona.
-Na trening, skarbie. -powiedział już ciut łagodniej, a kąciki jego pyska ułożyły się w krzywy uśmieszek.
Zapanowała cisza. Szarawy kocur przechylił lekko łeb, gotowy ponownie wrzasnąć, aż z legowiska wyparowała Sowa. Rzuciła się na swojego partnera, przycisnęła go do ziemi i wysyczała wprost do jego pogryzionego ucha:
-Idioto, ty parszywa kozo, one mają ledwo miesiąc czy też dwa, w sumie nie pamiętam. -kotka na chwilę przesunęła wzrok z niego, na ścianę i melancholijnie zaczęła się w nią wpatrywać, lecz ten stan nie trwał długo.- Jak coś z nimi zrobisz, osobiście Cię wykastruję.
W czasie kłótni dwóch kotów, z legowiska kociąt zaczęły dochodzić ciche popiskiwania, z czasem coraz głośniejsze. Szrama spojrzał na swoją partnerkę z miną typu: ''O ho, dzieciaki Cię wołają''.
(Sowa? Rodzinka?)
-Sowa, chyba coś ustalaliśmy.
Jednooka spojrzała na niego ze szelmowskim błyskiem w jednym z oczu. Och, jakżeby ją teraz wziął. Napiął wszystkie mięśnie, aż w końcu stwierdził, iż nie chce więcej gówniaków.
-Taak -samica specjalnie przeciągnęła te kilka literek, aż odparła.- ale kociąt nigdy za wiele. Mamy pomóc Klanowi Wilka, pamiętasz?
Kocur odwrócił się od niej i wykrzywił pysk w okropnym grymasie. Nie miał zamiaru wracać do tego tematu.
-Mieliśmy, ale kiedy ich odwiedziłem, miał się całkiem dobrze.
Dawna pieszczoszka nie była do końca przekonana co do jego słów, ale rozciągnęła się i poszła do tych wstrętnych i śmierdzących kociąt. Szrama wychylił za nią szarawy łeb i wręcz wrzasnął:
-Kiedy mogę ich zabierać?
-Na co, cepie?! -odwarknęła, wyraźnie zmęczona.
-Na trening, skarbie. -powiedział już ciut łagodniej, a kąciki jego pyska ułożyły się w krzywy uśmieszek.
Zapanowała cisza. Szarawy kocur przechylił lekko łeb, gotowy ponownie wrzasnąć, aż z legowiska wyparowała Sowa. Rzuciła się na swojego partnera, przycisnęła go do ziemi i wysyczała wprost do jego pogryzionego ucha:
-Idioto, ty parszywa kozo, one mają ledwo miesiąc czy też dwa, w sumie nie pamiętam. -kotka na chwilę przesunęła wzrok z niego, na ścianę i melancholijnie zaczęła się w nią wpatrywać, lecz ten stan nie trwał długo.- Jak coś z nimi zrobisz, osobiście Cię wykastruję.
W czasie kłótni dwóch kotów, z legowiska kociąt zaczęły dochodzić ciche popiskiwania, z czasem coraz głośniejsze. Szrama spojrzał na swoją partnerkę z miną typu: ''O ho, dzieciaki Cię wołają''.
(Sowa? Rodzinka?)
19 maja 2017
Od Szramy C.D Sowy
Uwaga. W opowiadaniu występują treści nieodpowiednie dla osób normalnych oraz wulgaryzmy. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
-A jak mam Cię ukarać, ty niegrzeczna pieszczoszko...? -zamruczał przeciągle szarawy kocur, liżąc Sowę po poszarpanym uchu.
Była pieszczoszka spojrzała się na niego jak na wariata i przestając wylizywać mu klatkę piersiową, ofuknęła kota, jakby był najgłupszy z najgłupszych:
-No, a jak myślisz cepie?! Trza potomków porobić.
Trujący Bluszcz wysunęła delikatnie łeb zza bluszczu z miną typu: ''wtf man'' i ponownie schowała się zza ścianką. Szrama uniósł w górę brew i odparł, próbując znowu przywrócić tę gorącą atmosferę:
-Więc, dostaniesz dzisiaj mocne lanie...
-TAK JAK TE SYJAMKI? -wydarła się Trujący Bluszcz.
Sowa parsknęła niecierpliwie i odsunęła od siebie Szramę. Kocur smętnie zwiesił łeb, ale chodził cały dzień za kotkę. Męczył ją, zagadywał ją i próbował zaciągnąć do legowiska. Aż w końcu, gdy wieczór zawitał do ich norki stało się. Będą Szrowy!
-
Szarawego kocura obudziły pierwsze figlarne promyki słońca. Przeciągnął się, lecz uważał, aby nie zbudzić śpiącej obok niego kotki. Och, cóż to była za noc! Liznął ją szybko w pyszczek, a ona zmarszczyła się, nadal się nie budząc. Uśmiechnął się w duchu i ruszył w las.
Miał sprawę do załatwienia.
Było gorąco, z resztą jak zwykle. Cień nie dawał żadnej ochłody, a długie, potargane futro wcale nie ułatwiało sytuacji. Więc Szrama tylko dyszał, dyszał, sadząc coraz większe susy, a w jego kudłatym łbie poczęły się tworzyć coraz ciekawsze scenariusze. Chciał znaleźć tę wredną wronią strawę, która kiedyś należała do jego jeszcze gorszej rodzinki. Parsknął na te banalne wspomnienia. Jakim był idiotą! Szanował Zdradliwą Gwiazdę, ale wolał sam rządzić, a ten stary cap nie raczył się ruszyć ze swojego tronu. To on zawładnie tym lasem! On, tylko i wyłącznie on! A reszta może się pocałować w dupę. Zarechotał głośno, na głos, nie bojąc się konsekwencji swojego postępowania. Dzisiaj miał zamiar odebrać życie jednej istocie. I wyrównać dawne rachunki.
-
Czuł ten dziwny zapach wielu kotów. To zapewne Klan Wilka, znał do niego drogę doskonale, ba!, idealnie. Nie mógł się mylić, o nie, był w tym zbyt dobry. Poruszył kilka razy kudłatym ogonem i zmrużył jedno ślepie w szparkę. Było popołudnie, zaraz powinien przejść patrol, i bardzo możliwe, że koty poczują obcy zapach. A tego pragnął najbardziej na świecie. Po sto pierwszym uderzeniu serca, z gąszczu wyszła grupka kotów. Jeden chudy kocur, z niezwykle długim ogonem, jakaś malutka kotka, zapewne uczennica i... niemożliwe, nie, nie... to nie może być prawda! Rozpoznał ją po tych oczach. Biło się z nich zimno, ambicja i inteligencja, lecz również jakby nagana. Wzdrygnął się, cichutko sycząc, a jego źrenica zmniejszyła się do minimum. Skoczyłby na nią, rozerwałby i... i... Sowa? Od strony południa poczuł zapach tej dawnej pieszczoszki, a ta w ogóle nie ukrywała swojej obecności. Weszła, niczym na swój teren, liznęła szybko Milczącą Sadzawkę po piersi (ta stała, niczym kamienny posąg) i ruszyła w stronę Szramy. Ten cichutko prosił, aby nie zauważyli go wojownicy.
(Sowa? gniot, gniot)
-A jak mam Cię ukarać, ty niegrzeczna pieszczoszko...? -zamruczał przeciągle szarawy kocur, liżąc Sowę po poszarpanym uchu.
Była pieszczoszka spojrzała się na niego jak na wariata i przestając wylizywać mu klatkę piersiową, ofuknęła kota, jakby był najgłupszy z najgłupszych:
-No, a jak myślisz cepie?! Trza potomków porobić.
Trujący Bluszcz wysunęła delikatnie łeb zza bluszczu z miną typu: ''wtf man'' i ponownie schowała się zza ścianką. Szrama uniósł w górę brew i odparł, próbując znowu przywrócić tę gorącą atmosferę:
-Więc, dostaniesz dzisiaj mocne lanie...
-TAK JAK TE SYJAMKI? -wydarła się Trujący Bluszcz.
Sowa parsknęła niecierpliwie i odsunęła od siebie Szramę. Kocur smętnie zwiesił łeb, ale chodził cały dzień za kotkę. Męczył ją, zagadywał ją i próbował zaciągnąć do legowiska. Aż w końcu, gdy wieczór zawitał do ich norki stało się. Będą Szrowy!
-
Szarawego kocura obudziły pierwsze figlarne promyki słońca. Przeciągnął się, lecz uważał, aby nie zbudzić śpiącej obok niego kotki. Och, cóż to była za noc! Liznął ją szybko w pyszczek, a ona zmarszczyła się, nadal się nie budząc. Uśmiechnął się w duchu i ruszył w las.
Miał sprawę do załatwienia.
Było gorąco, z resztą jak zwykle. Cień nie dawał żadnej ochłody, a długie, potargane futro wcale nie ułatwiało sytuacji. Więc Szrama tylko dyszał, dyszał, sadząc coraz większe susy, a w jego kudłatym łbie poczęły się tworzyć coraz ciekawsze scenariusze. Chciał znaleźć tę wredną wronią strawę, która kiedyś należała do jego jeszcze gorszej rodzinki. Parsknął na te banalne wspomnienia. Jakim był idiotą! Szanował Zdradliwą Gwiazdę, ale wolał sam rządzić, a ten stary cap nie raczył się ruszyć ze swojego tronu. To on zawładnie tym lasem! On, tylko i wyłącznie on! A reszta może się pocałować w dupę. Zarechotał głośno, na głos, nie bojąc się konsekwencji swojego postępowania. Dzisiaj miał zamiar odebrać życie jednej istocie. I wyrównać dawne rachunki.
-
Czuł ten dziwny zapach wielu kotów. To zapewne Klan Wilka, znał do niego drogę doskonale, ba!, idealnie. Nie mógł się mylić, o nie, był w tym zbyt dobry. Poruszył kilka razy kudłatym ogonem i zmrużył jedno ślepie w szparkę. Było popołudnie, zaraz powinien przejść patrol, i bardzo możliwe, że koty poczują obcy zapach. A tego pragnął najbardziej na świecie. Po sto pierwszym uderzeniu serca, z gąszczu wyszła grupka kotów. Jeden chudy kocur, z niezwykle długim ogonem, jakaś malutka kotka, zapewne uczennica i... niemożliwe, nie, nie... to nie może być prawda! Rozpoznał ją po tych oczach. Biło się z nich zimno, ambicja i inteligencja, lecz również jakby nagana. Wzdrygnął się, cichutko sycząc, a jego źrenica zmniejszyła się do minimum. Skoczyłby na nią, rozerwałby i... i... Sowa? Od strony południa poczuł zapach tej dawnej pieszczoszki, a ta w ogóle nie ukrywała swojej obecności. Weszła, niczym na swój teren, liznęła szybko Milczącą Sadzawkę po piersi (ta stała, niczym kamienny posąg) i ruszyła w stronę Szramy. Ten cichutko prosił, aby nie zauważyli go wojownicy.
(Sowa? gniot, gniot)
05 maja 2017
Od Szramy do Sowy
Kocur z obrzydzeniem spojrzał na tą całą Kukułkę. Faktycznie, też nie miał za dużego szacunku do tych całych Klanów, lecz to już przesada. Zmrużył gniewnie ślepia i zapytała spokojnym tonem głosu:
-Nikt nie uczył Cię dobrego zachowania?
Pieszczoszka spojrzała ponownie na samotnika, przestając nawoływać matkę. Złotooka westchnęła ciężko, owijając swój puszysty i schludny ogon wokół łap, po czym odparła:
-Nie powinieneś wtrącać się w takie rzeczy. A Sowa zawsze była ziółkiem... -po tych słowach, uśmiechnęła się szelmowsko do siostry.
Tymczasem nowa kompanka Szramy wprost kipiała złością. Po jej łapie nadal ciekła szkarłatna ciecz, a w jej ślepiach błyszczała furia i dziwny wyraz przyjemności. Syknęła, dysząc ciężko:
-Milcz, głupia.
Kukułka spojrzała z czystym zdziwieniem na siostrę, a później położyła uszy po sobie. Skuliła się, jakby dopiero teraz poczuła ból, który zadała jej Sowa przy ciosie. Pieszczoszka ponownie wróciła do pozycji stojącej, tym razem, z dziwną agresją w oczach. Po chwili, z jej pyszczka wyszło dziwne zdanie, które poczęło odbijać się we łbie samotnika:
-Więc czego chcesz? Co zrobiłeś z moją siostrą?
Szarawy kocur zaniósł się schrypniętym śmiechem. Bawiła go jej pewność siebie, a gdy kocica myślała, iż po prostu śmieszy go jej odwaga, również poczęła chichotać. Samotnik natychmiast przestał i odparł:
-To własna droga mojej Sowy, przyszłej królowej Klanu Lisa.
Objął gęstym, skołtunionym ogonem pieszczoszkę siedzącą obok niego, uśmiechnął się do niej i ruszyli razem w las. Zostawili tam, pod płotem Dwunożnych, złotooką pieszczoszkę o imieniu Kukułka. A za sobą słyszeli tylko kroki pojmanej samotniczki.
-*-
Szrama obudził się w ciemnej norze, przepełnionej nieprzyjemnym zapachem borsuka. Na szczęście, zapach był niewyraźny, ponieważ to krwiożercze stworzenie opuściło norę wiele miesięcy temu. Poczuł dziwne ciepło przy boku, a kiedy zobaczył leżącą na nim dawną pieszczoszkę, Sowę, uśmiechnął się pod nosem. Promyki światła skakały jej po pysku, a sama kocica spała z błogim uśmieszkiem na pysku. Niewidzące oko, zasnute mgłą, złowrogo błyszcząc w słońcu. W dalszej części nory, leżała na przednich łapach była samotniczka, a jej ślepia tępo patrzyły na szarawego kocura. Szczerze mówiąc, sam się nie chce przyznać!, bał się poruszyć. Wiedział, iż jak poruszy nawet koniuszkiem pazura, Sowa się zbudzi. Po kilku minutach monotonnego wpatrywania się w jej uroczy pyszczek, wstał powolnie, polizał ją długo po uszach i syknął:
-Wstawaj, zaczynamy nowy dzień. Witaj w Klanie Lisa.
Nowa wojowniczka, czy też raczej uczennica, Klanu Lisa, poruszyła łapkami i wstała, ciut chwiejnie. A gdy usłyszała nazwę, skrzywiła się z obrzydzeniem:
-Ale przecież lisy to wstrętne istoty! Bez serca, agresywne i... i...
Trujący Bluszcz wstała, a na jej cętkowanym pyszczku wstąpił cień uśmiechu. A gdy poruszyła pyskiem, Szramie spadł kamień z serca:
-Tak jak my.
Cała trójka uśmiechnęła się, jak na zawołanie. Po minucie ciszy, zaczęli się śmiać jak opętani. Lecz to nie był wesoły, przyjemny do słuchania śmiech, tylko z piekła rodem rechotanie. Rechot poniósł się po ścianach nory, po czym odbił się głośnym echem w lesie. Koty przestały się śmiać, a Szrama rzekł:
-Zapraszam na trening.
-*-
Po kilku tygodniach spędzonych na ciężkich treningach, Szramę powitał kolejny, piękny poranek. Kocur rozciągnął się, przeciągnął się i ziewnął ciężko. Począł się wylizywać, ale przy jego odorze pielęgnacja nie była potrzebna. Na tę myśl uśmiechnął się.
-Szramo... -usłyszał za sobą cichy, przyjemny szept. Sowa.
-Tak, moja królowo? -odpowiedział bezzwłocznie.
Wtedy zobaczył ją w całej okazałości, i aż zamruczał. Położył nadgryzione uszyska po sobie, uśmiechając się przy tym bezczelnie. Kiedy to zrobią sobie księżniczkę i księcia?
-Chciałabym, abyś sprawdził moje umiejętności... -te słowa wypowiedziała ciut nieśmiało, niepewnie.
Kocur rozszerzył swój pysk, w jeszcze bardziej szelmowski uśmieszek.
-Jakie umiejętności? -odparł jej, poruszywszy dwuznacznie brwiami.
Sowa przewróciła ze znużeniem oczyma, ripostując:
-Łapania koguta, wiesz?
Oboje śmiali się przez chwilę, aż po sekundzie Szrama odpowiedział:
-Oczywiście. Znajdź mi kota z jakiegoś Klanu, śledź go przez cały dzień, nie daj się zauważyć. Dowiedz się o nim jak najwięcej, skarbie.
Mówiąc to, liznął ją przeciągle po łbie. Odszedł w ciemność jamy, zostawiając Sowę samą.
(Sowa?)
-Nikt nie uczył Cię dobrego zachowania?
Pieszczoszka spojrzała ponownie na samotnika, przestając nawoływać matkę. Złotooka westchnęła ciężko, owijając swój puszysty i schludny ogon wokół łap, po czym odparła:
-Nie powinieneś wtrącać się w takie rzeczy. A Sowa zawsze była ziółkiem... -po tych słowach, uśmiechnęła się szelmowsko do siostry.
Tymczasem nowa kompanka Szramy wprost kipiała złością. Po jej łapie nadal ciekła szkarłatna ciecz, a w jej ślepiach błyszczała furia i dziwny wyraz przyjemności. Syknęła, dysząc ciężko:
-Milcz, głupia.
Kukułka spojrzała z czystym zdziwieniem na siostrę, a później położyła uszy po sobie. Skuliła się, jakby dopiero teraz poczuła ból, który zadała jej Sowa przy ciosie. Pieszczoszka ponownie wróciła do pozycji stojącej, tym razem, z dziwną agresją w oczach. Po chwili, z jej pyszczka wyszło dziwne zdanie, które poczęło odbijać się we łbie samotnika:
-Więc czego chcesz? Co zrobiłeś z moją siostrą?
Szarawy kocur zaniósł się schrypniętym śmiechem. Bawiła go jej pewność siebie, a gdy kocica myślała, iż po prostu śmieszy go jej odwaga, również poczęła chichotać. Samotnik natychmiast przestał i odparł:
-To własna droga mojej Sowy, przyszłej królowej Klanu Lisa.
Objął gęstym, skołtunionym ogonem pieszczoszkę siedzącą obok niego, uśmiechnął się do niej i ruszyli razem w las. Zostawili tam, pod płotem Dwunożnych, złotooką pieszczoszkę o imieniu Kukułka. A za sobą słyszeli tylko kroki pojmanej samotniczki.
-*-
Szrama obudził się w ciemnej norze, przepełnionej nieprzyjemnym zapachem borsuka. Na szczęście, zapach był niewyraźny, ponieważ to krwiożercze stworzenie opuściło norę wiele miesięcy temu. Poczuł dziwne ciepło przy boku, a kiedy zobaczył leżącą na nim dawną pieszczoszkę, Sowę, uśmiechnął się pod nosem. Promyki światła skakały jej po pysku, a sama kocica spała z błogim uśmieszkiem na pysku. Niewidzące oko, zasnute mgłą, złowrogo błyszcząc w słońcu. W dalszej części nory, leżała na przednich łapach była samotniczka, a jej ślepia tępo patrzyły na szarawego kocura. Szczerze mówiąc, sam się nie chce przyznać!, bał się poruszyć. Wiedział, iż jak poruszy nawet koniuszkiem pazura, Sowa się zbudzi. Po kilku minutach monotonnego wpatrywania się w jej uroczy pyszczek, wstał powolnie, polizał ją długo po uszach i syknął:
-Wstawaj, zaczynamy nowy dzień. Witaj w Klanie Lisa.
Nowa wojowniczka, czy też raczej uczennica, Klanu Lisa, poruszyła łapkami i wstała, ciut chwiejnie. A gdy usłyszała nazwę, skrzywiła się z obrzydzeniem:
-Ale przecież lisy to wstrętne istoty! Bez serca, agresywne i... i...
Trujący Bluszcz wstała, a na jej cętkowanym pyszczku wstąpił cień uśmiechu. A gdy poruszyła pyskiem, Szramie spadł kamień z serca:
-Tak jak my.
Cała trójka uśmiechnęła się, jak na zawołanie. Po minucie ciszy, zaczęli się śmiać jak opętani. Lecz to nie był wesoły, przyjemny do słuchania śmiech, tylko z piekła rodem rechotanie. Rechot poniósł się po ścianach nory, po czym odbił się głośnym echem w lesie. Koty przestały się śmiać, a Szrama rzekł:
-Zapraszam na trening.
-*-
Po kilku tygodniach spędzonych na ciężkich treningach, Szramę powitał kolejny, piękny poranek. Kocur rozciągnął się, przeciągnął się i ziewnął ciężko. Począł się wylizywać, ale przy jego odorze pielęgnacja nie była potrzebna. Na tę myśl uśmiechnął się.
-Szramo... -usłyszał za sobą cichy, przyjemny szept. Sowa.
-Tak, moja królowo? -odpowiedział bezzwłocznie.
Wtedy zobaczył ją w całej okazałości, i aż zamruczał. Położył nadgryzione uszyska po sobie, uśmiechając się przy tym bezczelnie. Kiedy to zrobią sobie księżniczkę i księcia?
-Chciałabym, abyś sprawdził moje umiejętności... -te słowa wypowiedziała ciut nieśmiało, niepewnie.
Kocur rozszerzył swój pysk, w jeszcze bardziej szelmowski uśmieszek.
-Jakie umiejętności? -odparł jej, poruszywszy dwuznacznie brwiami.
Sowa przewróciła ze znużeniem oczyma, ripostując:
-Łapania koguta, wiesz?
Oboje śmiali się przez chwilę, aż po sekundzie Szrama odpowiedział:
-Oczywiście. Znajdź mi kota z jakiegoś Klanu, śledź go przez cały dzień, nie daj się zauważyć. Dowiedz się o nim jak najwięcej, skarbie.
Mówiąc to, liznął ją przeciągle po łbie. Odszedł w ciemność jamy, zostawiając Sowę samą.
(Sowa?)
04 maja 2017
Od Szramy C.D Sowy
Szrama był zaskoczony i zadowolony z reakcji kotki. Lecz, gdy usłyszał o Klanie Wilka, zjeżył skołtunioną sierść na karku i ukazał kły, a jego oddech przyśpieszył. Pieszczoszka nadal ocierała łzy łapą, więc nie widziała jego agresji. Kocur natychmiast się uspokoił, wygładził sierść na karku i odparł dumnym i czystym głosem:
-Oczywiście, piękna Sowo, proszę nie płacz. -kotka spojrzała na niego wielkimi, okrągłymi ślepiami, jakby miał wgląd w jego duszę.- Jednakże, nim się zabierzemy do obrony Klanu Wilka, musimy znaleźć członków, aby dołączyli do naszego Klanu, a ja muszę Ci się do czegoś przyznać, skarbie.
Piękna kotka nie reagowała na jego czułe słówka, jednak przestała płakać i łkać. Teraz postawiła uszy, wyraźnie zaciekawiona. Otarła jeszcze szybko łapką ostatnią łzę i powiedziała, tym razem dobitniej:
-Słucham, więc.
Szarawy kocur zdziwił się jej nagłą zmianą, ale tylko uśmiechnął się pod nosem. Zaczęła mu się podobać, była piękna, a teraz jak zdjęła tą maskę słodko- głupiutkiej pieszczoszki, wręcz się zakochał. Poruszył kilkakrotnie, dwuznacznie wręcz!, brwiami i odparł:
-Nie jestem z miasta, ani nie mam na imię Socks. Jestem Szrama, kocur, który chcę stworzyć wielki, potężny Klan i zostać władcą tego lasu. Pójdę do celu, aż po trupach.
Sowę zaskoczyły jego słowa, lecz po chwili rzekła beznamiętnie:
-Wiedziałam. Mimo, iż pachniałeś miastem, nie zachowywałeś się tak jak te miastowe kocury.
-Jutro, o świcie, spotkam się z dwoma samotniczkami. -widząc jej podejrzliwą minę, natychmiast dodał.- Oczywiście, nauczę je zasad dobrego zachowania... Ty, tymczasem, rozejrzyj się u siebie.
Kończąc swoją wypowiedź, odszedł od pieszczoszki, która przez chwilę wciąż na niego patrzyła, aż w końcu odeszła w stronę Siedliska Dwunogów. Szarawy kocur, pokryty bliznami, poszedł w miasto, wyszukał kosza na śmieci, ułożył się wygodnie i czekał do świtu.
-*-
Gdy nastał świt, kocur już czekał na dwie samotniczki. Szczerze powiedziawszy, nie liczył na wiele, ba!, nawet wiedział, iż nie przyjdą. Ziewnął głęboko, zmrużył jedno oko w szparkę, aż usłyszał jak poruszają się zarośla. A zza nich wyszły dwie kotki, mrużące podejrzliwie ślepia, usiadły naprzeciwko kocura i owinęły schludnie ogonem przednie łapy.
-Więc, co to za Klan? -zapytała Śnieżne Serce, przechylając łeb.
Szarawy kot począł ugniatać łapami ziemię. Wkurzał go ten jej spokój i radość, udawany idiotyzm, wyglądała jak typowa kocica wierna Kodeksowi. A potrzebowali sztuk twardych.
-Klan Lisa -odparł bez zastanowienia, przypominając sobie Zdradliwą Gwiazdę.- ale tylko najlepsi przejdą.
Kocice popatrzyły po sobie, ciut przerażone. Wykorzystując okazję, Szrama skoczył na spokojniejszą kotkę, złapał ją szybko za kark i począł szarpać, aż usłyszał przyjemny zgrzyt. Trujący Bluszcz stała przez chwilę zszokowana, a jej ślepia rozszerzyły się z przerażenia. Jej towarzyszka padła martwa na ziemię, jeszcze trochę drżąc, a od jej ciała biło ciepło. Rozszerzone ślepia Śnieżnego Serca były puste i bez wyrazu, można rzec- tępe.
-Więc słuchaj, albo idziesz ze mną, albo...
-*-
Szrama kilkakrotnie miauknął pod płotem swojej nowej przyjaciółki, Sowy. Uśmiechnął się na jej widok, a kotka zdziwiła się, widząc za nim Trujący Bluszcz, która miała spuszczony łeb.
-A druga samotniczka? -zapytała pieszczoszka, przechylając łebek.
-Była zbyt słaba. -warknął Szrama, siadając ciężko.- Kiedyś nauczę Cię, rozpoznawać takie rzeczy.
(Sowo?)
-Oczywiście, piękna Sowo, proszę nie płacz. -kotka spojrzała na niego wielkimi, okrągłymi ślepiami, jakby miał wgląd w jego duszę.- Jednakże, nim się zabierzemy do obrony Klanu Wilka, musimy znaleźć członków, aby dołączyli do naszego Klanu, a ja muszę Ci się do czegoś przyznać, skarbie.
Piękna kotka nie reagowała na jego czułe słówka, jednak przestała płakać i łkać. Teraz postawiła uszy, wyraźnie zaciekawiona. Otarła jeszcze szybko łapką ostatnią łzę i powiedziała, tym razem dobitniej:
-Słucham, więc.
Szarawy kocur zdziwił się jej nagłą zmianą, ale tylko uśmiechnął się pod nosem. Zaczęła mu się podobać, była piękna, a teraz jak zdjęła tą maskę słodko- głupiutkiej pieszczoszki, wręcz się zakochał. Poruszył kilkakrotnie, dwuznacznie wręcz!, brwiami i odparł:
-Nie jestem z miasta, ani nie mam na imię Socks. Jestem Szrama, kocur, który chcę stworzyć wielki, potężny Klan i zostać władcą tego lasu. Pójdę do celu, aż po trupach.
Sowę zaskoczyły jego słowa, lecz po chwili rzekła beznamiętnie:
-Wiedziałam. Mimo, iż pachniałeś miastem, nie zachowywałeś się tak jak te miastowe kocury.
-Jutro, o świcie, spotkam się z dwoma samotniczkami. -widząc jej podejrzliwą minę, natychmiast dodał.- Oczywiście, nauczę je zasad dobrego zachowania... Ty, tymczasem, rozejrzyj się u siebie.
Kończąc swoją wypowiedź, odszedł od pieszczoszki, która przez chwilę wciąż na niego patrzyła, aż w końcu odeszła w stronę Siedliska Dwunogów. Szarawy kocur, pokryty bliznami, poszedł w miasto, wyszukał kosza na śmieci, ułożył się wygodnie i czekał do świtu.
-*-
Gdy nastał świt, kocur już czekał na dwie samotniczki. Szczerze powiedziawszy, nie liczył na wiele, ba!, nawet wiedział, iż nie przyjdą. Ziewnął głęboko, zmrużył jedno oko w szparkę, aż usłyszał jak poruszają się zarośla. A zza nich wyszły dwie kotki, mrużące podejrzliwie ślepia, usiadły naprzeciwko kocura i owinęły schludnie ogonem przednie łapy.
-Więc, co to za Klan? -zapytała Śnieżne Serce, przechylając łeb.
Szarawy kot począł ugniatać łapami ziemię. Wkurzał go ten jej spokój i radość, udawany idiotyzm, wyglądała jak typowa kocica wierna Kodeksowi. A potrzebowali sztuk twardych.
-Klan Lisa -odparł bez zastanowienia, przypominając sobie Zdradliwą Gwiazdę.- ale tylko najlepsi przejdą.
Kocice popatrzyły po sobie, ciut przerażone. Wykorzystując okazję, Szrama skoczył na spokojniejszą kotkę, złapał ją szybko za kark i począł szarpać, aż usłyszał przyjemny zgrzyt. Trujący Bluszcz stała przez chwilę zszokowana, a jej ślepia rozszerzyły się z przerażenia. Jej towarzyszka padła martwa na ziemię, jeszcze trochę drżąc, a od jej ciała biło ciepło. Rozszerzone ślepia Śnieżnego Serca były puste i bez wyrazu, można rzec- tępe.
-Więc słuchaj, albo idziesz ze mną, albo...
-*-
Szrama kilkakrotnie miauknął pod płotem swojej nowej przyjaciółki, Sowy. Uśmiechnął się na jej widok, a kotka zdziwiła się, widząc za nim Trujący Bluszcz, która miała spuszczony łeb.
-A druga samotniczka? -zapytała pieszczoszka, przechylając łebek.
-Była zbyt słaba. -warknął Szrama, siadając ciężko.- Kiedyś nauczę Cię, rozpoznawać takie rzeczy.
(Sowo?)
03 maja 2017
Od Szramy do Sowy
Wiatr targał futrem szarego kocura. Samiec patrzył się zmrużonymi oczyma na jeden z domów Dwunożnych. Obserwował jedną pieszczoszkę, która wyszła na obchód ogrodu. Szrama uśmiechnął się pod nosem, oblizując się.
''Nie, jeszcze nie teraz''-syknął do siebie w myślach.
Kotka skoczyła na płot i utkwiła swoje żółte oczy w lesie. Czy raczej, jej jedne złote ślepie uważnie obserwowała las, ponieważ drugim, jak podejrzewał, nic nie widziała. Było całe białe oraz miała na nim miała trzy blizny, zapewne została podrapana przez jakiegoś kota. Czekał jeszcze chwilę, zastanawiając się, czy odważy się zeskoczyć i pójść w las, czy jednak pójdzie do wołających jej Dwunożnych. Jej zawieszka na zielonej obroży zaczęła trząść się i wydawać nieprzyjemny dźwięk dla kocich uszu. Szrama położył uszy po sobie, po czym syknął cicho, słysząc ten dźwięk. Brązowo-biała samica w końcu zeskoczyła z ogrodzenia, i z podniesionym, puszystym ogonem, ruszyła do lasu. Kocur wyszczerzył się w uśmiechu. Teraz była jego kolej. Tymczasem nieświadoma niczego pieszczoszka, a nazywała się ona Sowa, ruszyła leśną, słabo wydeptaną ścieżką. Zapach leśnej ściółki kompletnie zagłuszył smród szarawego kota. Pieszczoszka zapewne szła się z kimś spotkać, sądząc po jej wesołej minie i cichym nuceniu. Szrama zaśmiał się cicho do siebie. Miał idealny plan, tak świetny, że aż nie mógł nie wypalić. Zeskoczył z pnia, i wyszedł zza drzew, zwiesił łeb i niby z przypadku wpadł na Sowę.
-Ooh, uważaj trochę, skarbie! -rzuciła kotka, z odrazą łapiąc się za nos.
Szrama podniósł łeb i utkwił w nią spojrzenie. Ćwiczył je tak długo, iż musiało zadziałać. Był to wzrok przepełniony smutkiem, jakby zmęczony, chociaż radosny. Kocur kaszlnął i odparł aksamitnym tonem:
-Przepraszam, mała. Zgubiłem się tutaj, psy mnie zapędziły do lasu. Mieszkam w mieście, mam na imię Socks. -w duszy skrzywił się, chociaż ludzie nadają dziwne imiona swoim kotom.
Sowa usiadła, i poczęła wylizywać łapkę. Powąchała kilka razy w powietrzu, skrzywiła się z niesmakiem i odparła:
-Tak, tak, pachniesz miejskimi śmieciami. Wiem, jak dotrzeć do tego okropnego i głośnego miejsca. -ponownie się skrzywiła, jakby na wspomnienie miasta.
Szrama, czy też Socks, zrobił zmęczoną i smutną minę. Pokiwał zgodnie łbem, jakby zgadzał się ze słowami kotki, po czym rzekł czystym głosem:
-Nie chcę tam wracać...
Pieszczoszka zdziwiła się. Omiotła go jeszcze raz spojrzeniem- dla lepszego wrażenia poszedł do miasta, wytarzał się w tych śmieciach i znalazł jakąś szmatę. Długo się z nią męczył, ale w końcu przełożył ją przez łeb. Więc, wyglądał jak kolejny włóczęga szukający guza. Mimo wszystko zdziwił się, iż ta brązowo-biała kotka nie uciekała na jego widok.
-... w sumie chciałem być kotem Dwunogów... a w lesie są leśne i złe koty...! -wykrzyknął, udając przerażenie.
Kocica pokiwała głową, jakby w geście zrozumienia i rzekła:
-Ja wiem coś o Klanach! Kuzyn, jakiś zastępca, terminatorka mi wszystko mówili! -powiedziała rozemocjonowana.
Kocur nadstawił uszu, jakby zainteresowany.
-Opowiesz mi o nich? -rzekł błagalnie.- Może poznałaś jakieś koty?
Miał nadzieję, iż zna jego siostrę Milczącą Sadzawkę. Gdyby ją znalazł... I wtedy w jego chorej głowie powstał plan. Dokładnie- szkic planu. Musi znaleźć najpierw sojuszników... Nie słuchał już słów pieszczoszki, tylko pragnął znaleźć jakiś samotników. Zawładnie tym lasem, jeszcze zobaczycie.
-*-
Nawiązał znajomość z kotką, umówili się na ten wieczór. Przez cały dzień łaził po lesie, szukając kotów. Prawie został zwęszony przez patrol. Wtedy przeklną siebie w duchu, że dał się tak złapać. Aż nagle, zza zarośli wyskoczyły dwie kotki, noszące słaby zapach Klanu, praktycznie zanikający.
-Co tutaj robisz? -wysyczała jedna z nich, miotając ogonem.
Pręgowana kocica ciągle próbowała go podgryzać, a on przypomniał sobie, co mówiła Sowa- są tutaj też samotnicy, zazwyczaj z takiego Klanu, który przegrał bitwę i rozpadł się. Kocur uroczo zmrużył ślepia i zapytał:
-Skąd pochodzicie?
Obie kotki zaprzestały podgryzania, spojrzały na siebie. Jedna z nich ponownie syknęła:
-Z pewnego Klanu. Ale to nieważne- lepiej powiedz, co ty tu robisz.
-Szukam was. -zapewnił gorliwie szarawy kocur.- Pomogę wam się zemścić.
Jedna z kocic zaśmiała się głośno.
-Nie wyglądasz na kota pomocnego.
-A ty nie wyglądasz na kotkę miłą. -syknął, udając zdenerwowanego. W myślach śmiał się z ich bezmyślności.- Chcecie zawładnąć lasem?
Obie kocice podniosły uszy, zaciekawione. Odeszły na bok, co chwila coś do siebie szepcząc i szturchając się łapami. Szarawy kocur usiadł i począł lizać swoją masywną łapę, czekając na ich odpowiedź.
-Co byś chciał w zamian? -zapytała ta ciut ostrzejsza.
-Szacunku i dozgonnej lojalności. -odparła dumnie, przestając się pielęgnować.
Kocice ponownie się nie odezwały, spojrzały na siebie.
-Zgoda. -powiedziała ta spokojniejsza.- Jestem Śnieżne Serce, a to Trujący Bluszcz.
Cóż za adekwatne imię, pomyślał ze śmiechem Szrama.
-Jestem Socks. -postanowił nadal używać tego imienia, dopóki nie poczuje się bezpiecznie.- Bądźcie tutaj jutro o świcie. Skąd jesteście?
-Klan Prawdy. -odpowiedziała szybko Trujący Bluszcz.- Teraz jesteśmy do Twojej dyspozycji.
-Wspaniale. -odrzekł kocur, znikając w zaroślach.
-*-
-Och, Sowo, to cudownie! -zaśmiał się kocur, siląc na grzeczność.
Miał dość tego udawania. Lecz nie mógł popełnić żadnego, karygodnego błędu, to do niego nie podobne. Kocica zawtórowała mu słodkim i cichym chichotem, po czym odrzekła:
-Tak, też się cieszę! Tak dawno go nie widziałam!
Nagle, do głowy Szramy, wpadł pewien pomysł. Zapytał ostrożnie:
-Chciałabyś należeć do Klanu?
(Sowo?)
''Nie, jeszcze nie teraz''-syknął do siebie w myślach.
Kotka skoczyła na płot i utkwiła swoje żółte oczy w lesie. Czy raczej, jej jedne złote ślepie uważnie obserwowała las, ponieważ drugim, jak podejrzewał, nic nie widziała. Było całe białe oraz miała na nim miała trzy blizny, zapewne została podrapana przez jakiegoś kota. Czekał jeszcze chwilę, zastanawiając się, czy odważy się zeskoczyć i pójść w las, czy jednak pójdzie do wołających jej Dwunożnych. Jej zawieszka na zielonej obroży zaczęła trząść się i wydawać nieprzyjemny dźwięk dla kocich uszu. Szrama położył uszy po sobie, po czym syknął cicho, słysząc ten dźwięk. Brązowo-biała samica w końcu zeskoczyła z ogrodzenia, i z podniesionym, puszystym ogonem, ruszyła do lasu. Kocur wyszczerzył się w uśmiechu. Teraz była jego kolej. Tymczasem nieświadoma niczego pieszczoszka, a nazywała się ona Sowa, ruszyła leśną, słabo wydeptaną ścieżką. Zapach leśnej ściółki kompletnie zagłuszył smród szarawego kota. Pieszczoszka zapewne szła się z kimś spotkać, sądząc po jej wesołej minie i cichym nuceniu. Szrama zaśmiał się cicho do siebie. Miał idealny plan, tak świetny, że aż nie mógł nie wypalić. Zeskoczył z pnia, i wyszedł zza drzew, zwiesił łeb i niby z przypadku wpadł na Sowę.
-Ooh, uważaj trochę, skarbie! -rzuciła kotka, z odrazą łapiąc się za nos.
Szrama podniósł łeb i utkwił w nią spojrzenie. Ćwiczył je tak długo, iż musiało zadziałać. Był to wzrok przepełniony smutkiem, jakby zmęczony, chociaż radosny. Kocur kaszlnął i odparł aksamitnym tonem:
-Przepraszam, mała. Zgubiłem się tutaj, psy mnie zapędziły do lasu. Mieszkam w mieście, mam na imię Socks. -w duszy skrzywił się, chociaż ludzie nadają dziwne imiona swoim kotom.
Sowa usiadła, i poczęła wylizywać łapkę. Powąchała kilka razy w powietrzu, skrzywiła się z niesmakiem i odparła:
-Tak, tak, pachniesz miejskimi śmieciami. Wiem, jak dotrzeć do tego okropnego i głośnego miejsca. -ponownie się skrzywiła, jakby na wspomnienie miasta.
Szrama, czy też Socks, zrobił zmęczoną i smutną minę. Pokiwał zgodnie łbem, jakby zgadzał się ze słowami kotki, po czym rzekł czystym głosem:
-Nie chcę tam wracać...
Pieszczoszka zdziwiła się. Omiotła go jeszcze raz spojrzeniem- dla lepszego wrażenia poszedł do miasta, wytarzał się w tych śmieciach i znalazł jakąś szmatę. Długo się z nią męczył, ale w końcu przełożył ją przez łeb. Więc, wyglądał jak kolejny włóczęga szukający guza. Mimo wszystko zdziwił się, iż ta brązowo-biała kotka nie uciekała na jego widok.
-... w sumie chciałem być kotem Dwunogów... a w lesie są leśne i złe koty...! -wykrzyknął, udając przerażenie.
Kocica pokiwała głową, jakby w geście zrozumienia i rzekła:
-Ja wiem coś o Klanach! Kuzyn, jakiś zastępca, terminatorka mi wszystko mówili! -powiedziała rozemocjonowana.
Kocur nadstawił uszu, jakby zainteresowany.
-Opowiesz mi o nich? -rzekł błagalnie.- Może poznałaś jakieś koty?
Miał nadzieję, iż zna jego siostrę Milczącą Sadzawkę. Gdyby ją znalazł... I wtedy w jego chorej głowie powstał plan. Dokładnie- szkic planu. Musi znaleźć najpierw sojuszników... Nie słuchał już słów pieszczoszki, tylko pragnął znaleźć jakiś samotników. Zawładnie tym lasem, jeszcze zobaczycie.
-*-
Nawiązał znajomość z kotką, umówili się na ten wieczór. Przez cały dzień łaził po lesie, szukając kotów. Prawie został zwęszony przez patrol. Wtedy przeklną siebie w duchu, że dał się tak złapać. Aż nagle, zza zarośli wyskoczyły dwie kotki, noszące słaby zapach Klanu, praktycznie zanikający.
-Co tutaj robisz? -wysyczała jedna z nich, miotając ogonem.
Pręgowana kocica ciągle próbowała go podgryzać, a on przypomniał sobie, co mówiła Sowa- są tutaj też samotnicy, zazwyczaj z takiego Klanu, który przegrał bitwę i rozpadł się. Kocur uroczo zmrużył ślepia i zapytał:
-Skąd pochodzicie?
Obie kotki zaprzestały podgryzania, spojrzały na siebie. Jedna z nich ponownie syknęła:
-Z pewnego Klanu. Ale to nieważne- lepiej powiedz, co ty tu robisz.
-Szukam was. -zapewnił gorliwie szarawy kocur.- Pomogę wam się zemścić.
Jedna z kocic zaśmiała się głośno.
-Nie wyglądasz na kota pomocnego.
-A ty nie wyglądasz na kotkę miłą. -syknął, udając zdenerwowanego. W myślach śmiał się z ich bezmyślności.- Chcecie zawładnąć lasem?
Obie kocice podniosły uszy, zaciekawione. Odeszły na bok, co chwila coś do siebie szepcząc i szturchając się łapami. Szarawy kocur usiadł i począł lizać swoją masywną łapę, czekając na ich odpowiedź.
-Co byś chciał w zamian? -zapytała ta ciut ostrzejsza.
-Szacunku i dozgonnej lojalności. -odparła dumnie, przestając się pielęgnować.
Kocice ponownie się nie odezwały, spojrzały na siebie.
-Zgoda. -powiedziała ta spokojniejsza.- Jestem Śnieżne Serce, a to Trujący Bluszcz.
Cóż za adekwatne imię, pomyślał ze śmiechem Szrama.
-Jestem Socks. -postanowił nadal używać tego imienia, dopóki nie poczuje się bezpiecznie.- Bądźcie tutaj jutro o świcie. Skąd jesteście?
-Klan Prawdy. -odpowiedziała szybko Trujący Bluszcz.- Teraz jesteśmy do Twojej dyspozycji.
-Wspaniale. -odrzekł kocur, znikając w zaroślach.
-*-
-Och, Sowo, to cudownie! -zaśmiał się kocur, siląc na grzeczność.
Miał dość tego udawania. Lecz nie mógł popełnić żadnego, karygodnego błędu, to do niego nie podobne. Kocica zawtórowała mu słodkim i cichym chichotem, po czym odrzekła:
-Tak, też się cieszę! Tak dawno go nie widziałam!
Nagle, do głowy Szramy, wpadł pewien pomysł. Zapytał ostrożnie:
-Chciałabyś należeć do Klanu?
(Sowo?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)