Zgromadzenie 01.08.2026
Miało to być jego pierwsze zgromadzenie, w jakim uczestniczył. Jednocześnie czuł pewną ekscytację, ale i obawę przed tym, co takiego może o nim rozpowiedzieć Łzawa Łapa. Koteczka przy niemal każdej możliwej okazji próbowała go poniżać lub tak poprowadzić rozmowę, by to jemu wcisnąć jakieś swoje obowiązki, które posiadała jako uczennica medyczki. Niedawno się dowiedział, że ona sama także musiała dbać o legowiska starszych członków klanu, podobnie jak on. Kiedy raz ją spotkał w legowisku starszyzny, minimalny uśmiech triumfu zagościł na jego dymnym pysku — oznaczało to, że Łza pomimo wybrania “elitarnej” ścieżki szkolenia, to nadal mimo wszystko była na równi z innymi uczniami.
Kiedy tylko ich ojciec poprowadzić grupę wybranych kotów na Bursztynową Wyspę, Milknąca Łapa starał się trzymać z dala od czarno białej, woląc spędzić tę noc bez jej kąśliwych przytyków, jeszcze brakowało, by kotom z innych klanów zaczęła wciskać oszczerstwa na jego temat. Zastanawiał się, czy wszyscy Burzacy byli ślepi na jej atencyjność. Przecież jako jeden z czterech kociąt symbolizujących sojusz pomiędzy Owocowym Lasem a Klanem Burzy, powinna się właściwie zachowywać, tak jak przystało. Jego zdaniem Łzawa Łapa powinna szkolić się jak on na wojownika, a ze względu na swoje zachowanie, pozostać dzisiejszej nocy w obozie. Na miejscu Zawodzącej Gwiazdy, nie pozwoliłby, aby jakiś atencyjny kociak niszczył reputację klanu w oczach innych.
Żałował, że to właśnie Łza wraz z nim została wybrana do Klanu Burzy. Kocur wolałby towarzystwo Psianki lub chociażby Modrogończyka, lecz nie, był skazany na siostrę, której woda sodowa uderzyła do głowy i to już od samego początku.
Pogrążony we własnych myślach, próbował znaleźć jakieś spokojne miejsce, gdzie mógłby przesiedzieć zgromadzenie, nawet jeśli raczej nie przystoi to synowi lidera oraz wcześniej czuł podekscytowanie na samą myśl o pierwszej takiej nocy. To uczucie jednak szybko znikało, kiedy uświadamiał sobie, że właśnie teraz Łza mogła każdemu obcemu nawciskać kłamstw o nim.
W poszukiwaniu upragnionego miejsca wpadł na starszego od siebie kota. Oczywiście takie spotkania z innymi dość często mu się zdarzały, nawet jeśli próbował uważać.
— Wybacz — odparł, robiąc dwa kroki do tyłu, a do jego uszu ledwo dotarło ciche syknięcie. — Trochę tu jest kotów — dodał z przepraszającym uśmiechem. Dopiero po chwili do jego nozdrzy dotarła subtelna woń kota, kojarzącego się z Owocowego Lasu. — Jesteś Owocniakiem? — spytał, chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia.
Przed nim stał czekoladowy uczeń, niewiele starszy od niego, który początkowo na pytanie Burzaka, zamrugał kilka razy, co początkowo zbiło z tropu dymnego.
— Tak. …Zew? — Dawne imię niebieskookiego padło z pyska pręgowanego, wywołując niewielki uśmiech u młodszego.
— Teraz to Milknąca Łapa, ale tak, to ja — potwierdził. — Ty to Puchacz, prawda? Nie kojarzę zbyt wielu z Owocowego Lasu. Moja siostra z tobą nie rozmawiała jeszcze? — spytał, chcąc mieć pewność, że kocur, z którym rozmawia, nie będzie mieć żadnych uprzedzeń do niego. Choć Łzawa Łapa mogła kiedyś wpaść na pomarańczowookiego, kiedy to byli jeszcze w Owocowym Lesie, lecz Zew miał wrażenie, że ta wtedy nie była jeszcze aż tak cięta na niego. Nie wiedział, co zbytnio się zmieniło od tego czasu, że koteczka podchodziła do niego w taki, a nie inny sposób.
— Tak to ja. — Uśmiechnął się, zakrywając bliznę na policzku. — Która siostra? Psianka? — zażartował.
— Miałem na myśli Łzawą Łapę — sprecyzował. — Psianka też jest na zgromadze-- — Nie dokończył, zdając sobie sprawę, że kocur zakrył policzek. — Coś ci się stało?
— Nie… wszystko jest w porządku! — Zaśmiał się nerwowo, lecz to zapewnienie niezbyt przekonało Burzaka.
— Na pewno? Bo jeśli to pomoże, to możesz mi powiedzieć, i tak nie miałbym z kim się tym podzielić. A nawet jeśli to i tak bym trzymał pysk zamknięty — zaproponował, chcąc pomóc jakoś kocurowi.
— Nie… To tylko głupi wypadek przy treningu.
— Czyli nie tylko mnie wypadki się zdarzają — oznajmił, zmieniając nieco kierunek rozmowy. Skoro Puchacz nie chciał o tym mówić, to dymny zamierzał to uszanować. — Dobrze pamiętam, że szkolisz się na zwiadowcę?
Na to pytanie starszy zmierzwił sobie futro na głowie łapą i uciekł wzrokiem.
— Tak. A ty?
— W klanach nie ma zbyt dużego wyboru. Łzawa Łapa postanowiła być nadal w centrum uwagi i szkoli się na medyka, ja za to na wojownika niczym mój ojciec. Figa jest twoją mentorką, prawda? Jest bardzo surowa skoro to także twoja matka?
— …można tak powiedzieć — mruknął.
— Mam nadzieję, że już niedługo ukończysz szkolenie i będziesz najlepszym zwiadowcą w Owocowym Lesie!
Na to stwierdzenie na pysku czekoladowego pojawił się lekki uśmiech, a chwilę później zmierzwił łapą futro na głowie czarnego.
— Dzięki Zewie…
— Drobiazg — odparł z szerokim uśmiechem, nie przejmując się tym, że ten mu potargał futro na głowie. — A jak tam w Owocowym Lesie się ogólnie sprawy mają? Jak moje rodzeństwo sobie radzi?
Wzruszył ramionami.
— Chyba w porządku. Modrogończyk szkoli się na uzdrowiciela.
— Czyli także poszedł w ślady naszej matki. A jak u Psianki? — spytał, chcąc wiedzieć, co u drugiej siostry. Nie wiedział, czy jest na zgromadzeniu, a nawet jeśli, to czy uda im się spotkać.
— Ma zostać zwiadowcą.
— Trochę tych zwiadowców przybędzie u was w najbliższym czasie. Ty, Psianka.
— Haha… no tak… A jak to jest w Klanie Burzy? Po prostu wszyscy trenujecie tak samo?
— Nie nie, u nas są kronikarze i przewodnicy. Kronikarze zajmują się dziejami klanu, gwiazdami, a przewodnicy to koty, które dogłębnie znają nasze terytorium.
– A to nie tak, że każdy członek klanu powinien dobrze znać swoje tereny?
— Znamy, lecz u nich jest to podstawa. Na równinach jest trochę nor królików, które czasem w wysokiej trawie ciężko znaleźć, dla nich nie jest to problem — odparł, starając się brzmieć z tymi wymyślonymi informacjami na tyle wiarygodnie, by Puchacz nie miał co do nich wątpliwości.
Kocur ponownie wzruszył ramionami.
— A jak ten wasz ojciec? Cieszysz się, że jest zastępcą?
— Cóż... Jak trafiliśmy do Klanu Burzy, to był zastępcą, lecz teraz jest samym liderem i zasiada z innymi na skale — odparł, wskazując ruchem głowy w stronę, skąd liderzy mieli widok na wszystkich zgromadzonych.
— O! A to ci niespodzianka. Jest jeszcze gorzej, niż jak był zastępcą? Czy dostajesz trochę ulgowego traktowania?
— Nie, jest w sumie dobrze. Jakoś znajduje czas dla nas i raczej jesteśmy na równi z innymi traktowani.
— To świetnie — mruknął, sprawiając wrażenie, że ucieka gdzieś myślami, zamiast próbować kontynuować rozmowę z młodszym.
— Jeśli się nie pogniewasz, to chciałbym jeszcze poszukać Psianki, by nadrobić te księżyce.
— Jasne, rozumiem…
Pożegnał Puchacza lekkim uśmiechem na pysku, jakby chcąc go wesprzeć i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Może nie wiedział, co trapi przyszłego zwiadowcę, lecz miał nadzieję, iż niedługo będzie u niego o wiele lepiej, podobnie jak u niego. Gdy tylko ukończy szkolenie, Łzawa Łapa nie będzie mogła już na niego patrzeć z góry — wszystko się zmieni. Trzymał się kurczowo tej myśli, dodając mu nadziei i siły do dalszego działania.
Kiedy tylko opuścił starszego, od razu zaczął wypatrywać czarno białej szaty swojej siostry, którą niedługo później dostrzegł. Od razu zaczął przeciskać się przez tłum kotów, co chwilę kogoś przepraszając.
— Psianko! — zawołał uradowany na jej widok, przez co parę wojowników blisko nich spojrzała w ich stronę, by westchnąć lub przewrócić oczami i wrócić do wcześniejszych rozmów, narzekając na tę dzisiejszą młodzież.
Gdy kotka również dostrzegła czarnego kocura, sama ruszyła biegiem równie uradowana jego widokiem, co on jej. Pomarańczowe ślepia uważnie mu się przyglądały, wyłapując od razu różnicę w ich wzroście oraz rysy mięśni, które kocur zbudował w czasie treningów z Cyklonowym Okiem.
— Zew! To znaczy… Milknąca Łapo, tak długo cię nie widziałam! Co u ciebie? Jak sobie radzisz podczas treningów?
Uśmiech nie schodził mu z pyska nawet przez chwilę, choć w czasie jednego uderzenia serca zastanawiał się, skąd Psianka zna jego obecne imię, które nosił jako uczeń w Klanie Burzy. Równie szybko uświadomił sobie, że przecież niedługo po pożarze na ich terenie zjawił się patrol z Owocowego Lasu, a wśród niego był Modrogończyk, który później musiał opowiedzieć siostrze o rodzeństwie.
— Tak dobrze cię widzieć. Jesteś na pewno lepszym widokiem niż Łzawa Łapa — przyznał otwarcie, mając ochotę się wygadać Psiance o Łzie i jej poczynaniach jako uczennica medyka. — U mnie nie najgorzej, może niedługo zostanę wojownikiem i będę mieć mianowanie szybciej od atencyjnej Łzy. A jak u ciebie? Od Puchacza słyszałem, że zostaniesz zwiadowcą.
— Ojej, czy to znaczy, że się pokłóciliście? Ja z Modrogończykiem całkiem nieźle się dogadujemy… Ale cieszę się, że zostaniesz za niedługo wojownikiem! Być może kiedyś spotkamy się na granicy, na patrolach? — rozmarzyła się. — Od Puchacza? Oh tak, zgadza się! Właściwie to… miałam już próbę i ją zdałam! Nie mogę doczekać się ceremonii… i jak będzie brzmiało moje imię duszy!
— Bardziej chodzi o to, że Łza zawsze była zazdrosna, gdy ktoś kradł uwagę innych i ta nie była skupiona na niej. W klanie... jest jeszcze gorzej i zazdroszczę ci relacji z Gończykiem. Ciągle się obawiam, że wciśnie komuś jakieś kłamstwa na mój temat i to tylko dla atencji innych na swojej personie.
— Rzeczywiście brzmi to, jak spory kłopot… Widocznie bardzo wzięła do siebie fakt, że reprezentuje sojusz między naszymi klanami, ale nie przejmuj się nią! To, że jest uczennicą medyczki, wcale nie czyni jej lepszej od ciebie, a kłamstwa mają krótkie nogi, zupełnie jak ja! Takiego kota to szybko dogonisz. Prawdziwy przyjaciel nie uwierzy w te bzdury, a już na pewno nie ja! — oznajmiła, starając się pocieszyć brata, jakby było jej szkoda tego, że nie układa mu się tak jak jej z Modrogończykiem.
— Jaka szkoda, że nie mam ciebie zamiast niej u swego boku w Klanie Burzy, byłoby o wiele łatwiej — wymruczał.
— Wierz mi, że gdyby Łza została w Owocowym Lesie, być może by pogryzła Gończyka, że został uczniem szamana. Albo i nie? Może by się dogadali, nigdy nie wiesz, co dla Ciebie planuje Wszechmatka, lub Klan Gwiazdy, rzecz jasna. Chciałabym widywać się z wami wszystkimi częściej… I z ojcem i z tobą, z Łzawą Łapa również, bo w końcu rodziny się nie wybiera.
— Gdyby próbowała coś takiego zrobić to od razu Purchawka lub jej mentor szybko wybiłby podobne pomysły z jej głowy. Też bym chciał się z wami częściej widywać, może na patrolach się uda.
— Oby się udało! Naprawdę za wami tęsknię, ale wiem też, że odgrywamy ważną rolę dla naszych klanów, a to wymaga poświęceń… A jak tata się trzyma? Skoro został przywódcą, musi mieć teraz dużo obowiązków… — spytała, będąc widocznie zainteresowana swoim ojcem, nawet jeśli nie miała okazji z nim chyba nigdy porozmawiać.
— Jak w sumie widać i słychać było. — Chwilę wcześniej liderzy rozpoczęli moment przemówień, lecz ich dwójka była zbyt pochłonięta rozmową, aby jakoś szczególnie się tym przejąć. — Mimo wszystko stara się znaleźć czas dla nas, choć na pewno częściej Łzę widuje niż mnie. Na szczęście wybrał ogarniętą wojowniczkę na zastępcę, więc widać, że stara się go odciążyć z niektórymi obowiązkami. Choć nie każdy jest z tego wyboru zadowolony, a przynajmniej tak było w momencie ogłoszenia tego.
— A co jest nie tak ze Skrzydlata Płomykówka? Może podpadła któremuś z Burzaków? Skoro tata wybrał ją na zastępcę, to musi być dobrym kotem, nie wybierałby przecież nikogo w ciemno! — odparła zdziwiona. — No i skoro stara się go odciążać, to tylko to udowadnia.
— Nie wiem. Może przez to, że Rudzikowe Skrzydełko jest jej siostrą, a ona była zamieszana w ten spisek, o którym mówił Zawodząca Gwiazda w czasie przemówień. Choć nie rozumiem patrzenie na kogoś przez pryzmat czynów kogoś z rodziny. Przecież kot kotu nierówny.
— Brzmi strasznie… nie chciałabym, aby ktoś patrzył na mnie źle, tylko dlatego, że ktoś z mojej rodziny zrobił coś złego. To tak samo, jak nienawidzenie czekoladowych kotów! Słyszałeś, że w Klanie Nocy tak robią? Tłumaczą, że to z legendy… ale nie rozumiem, czemu tak nienawidzą kotów, bo urodziły się innego koloru!
— Co jest nie tak z tymi klanowymi kotami? Czy ja też taki z wiekiem się stanę...? Brakuje mi tej otwartości i tolerancji Owocowego Lasu.
— Wcale Ci się nie dziwię… Bardzo się cieszę, że zostałam w Owocowym Lesie, tutaj poznałam Kroplę i Borowika. Naprawdę ich lubię, ale czasami zastanawiam się, co by było, gdybym trafiła do Klanu Burzy? Czy też bym miała słabe relacje z Łzawą Łapą?… Oj przepraszam, znowu się rozgadałam… — urwała widocznie zawstydzona.
— Ważne, że masz się dobrze w Owocowym Lesie. Nie musisz się przejmować, miło jest posłuchać czegoś innego niż kąśliwych uwag Łzy, poza tym nie wiem, kiedy znowu cię spotkam, chce dobrze zapamiętać tę noc — mruknął z lekkim uśmiechem.
Psianka odwzajemniła uśmiech, a jej ogon widocznie lekko poruszył się za jej plecami, co nie umknęło uwadze dymnemu.
— Wiesz, cieszę się, że w końcu się spotkaliśmy. Naprawdę tęskniłam za naszym wspólnie spędzonym czasem, mimo że nie jesteśmy już kociakami, dobrze wspominam momenty gdy razem się bawiliśmy. Dobrze mieć brata, zaczęłam to doceniać bardziej, kiedy na moment go straciłam. — Spojrzała na niego z mieszanką długo skrywanego żalu i radości z obecnego spotkania.
— Jak dobrze mieć taką siostrę, istny skarb z ciebie. Najlepiej złapać w łapy i już nigdy nie wypuszczać.
Nie odrywając spojrzenia, lekko zastrzygła uszami na te słowa.
— Cieszę się, że mogę być skarbem dla kogoś takiego jak ty, Milknąca Łapo.
[2112 słów]
[42%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz