Z niecierpliwością tak potężną, że bolał ją brzuch, liderka siedziała przy wyjściu z obozu i wyczekiwała powrotu patrolu. Jej niepokój wzmagała dodatkowo szalejąca dookoła burza, jakby Gwiezdni próbowali powiedzieć jej, że Lamparci Krok nie wróci z dobrymi wieściami. Zerwała się ze swojego miejsca, gdy tylko wyczuła zapach powracającej grupy i wybiegła im na spotkanie, nie mogąc czekać aż sami dotrą do obozu. Chciała wiedzieć tu i teraz. Udało im się?
Kiedy biegła w ich stronę, uczuciem przeważającym w jej umyśle była nadzieja. Rozpaczliwa nadzieja, że zobaczy terminatora ich klanu całego i zdrowego. Albo jeszcze lepiej, zobaczy i Sztormową Łapę i Deszczyka, obojga (internet mówi że tak jest poprawnie, ja się nie znam) całych i zdrowych, i szczęśliwych, że wrócili do domu bezpiecznie. Tymczasem ujrzała jedynie Sztormową Łapę, ku jej obawom, martwego, niesionego przez Lamparciego Kroka i Sowiego Szpona. W pierwszej chwili zatrzymała się, mimo swojego złego przeczucia wciąż zszokowana tym widokiem, zrezygnowana jednak podeszła do grupy. Miała ochotę otrzeć się pyszczkiem o czarnego kocura, żeby samą siebie pocieszyć, odrzuciła jednak ten pomysł i po prostu zaczęła iść wraz z nimi do obozu jako coś w rodzaju eskorty, która zapewne potrzebna nie była. Skoro już jednak liderka do nich wybiegła, to przecież nie wróci szybciutko do obozu i nie będzie udawać, że cały czas na nich czekała. W drodze do obozu Biała Gwiazda nie odezwała się, gdyż wolała dowiedzieć się wszystkiego już zna miejscu, przy wszystkich członkach Klanu Burzy.
- No - zaczęła, gdy już pokonali wejście do obozu. - Co się stało? - spytała patrol, gotowa słuchać tego, kto odezwie się jako pierwszy.
- Znaleźliśmy jego ciało przy Siedlisku Owiec - odezwał się Sowi Szpon smutnym głosem.
- Koło granicy z Klan Wilka - wtrącił Lamparci Krok. Bury wojownik rzucił mu beznamiętne spojrzenie, skinął głową i zaczął kontynuować:
- Chyba został uduszony, biedny Sztormowa Łapa... Pewnie chciał odnaleźć Deszczyk.
- W pobliżu czuć było wczorajszy zapach patrolu Klanu Wilka. Sądzimy, że zabili go, bo uznali że jest już za duży by go porwać. Deszczyk jeszcze nie rozumiała, że narodziła się w innym klanie, ale Sztormowa Łapa mógłby ich zdradzić - odezwał się ponownie zastępca.
Biała liderka przez chwilę rozważała to, co właśnie usłyszała. Wynikałoby z tego, że faktycznie to Klan Wilka porwał ich kocię. Teraz ważniejszy był jednak Sztormowa Łapa.
- Musimy wyprawić Sztormowej Łapie - stwierdziła, zerkając przez chwilę z miejsce z którego przemawiają przywódcy Klanu Burzy. - Resztą... resztą zajmiemy się później.
Mimo wielu sprzecznych myśli w umyśle, z gracją wskoczyła na przeznaczone jej podwyższenie. Nawet po całkiem długim czasie sprawowania funkcji przywódczyni nadal czuła się na swoim miejscu nieco niepewnie, widać było jednak, że stopniowo jej pewność siebie rosła. Może nawet można było dostrzec w jej postawie coś w rodzaju dumy? Chociaż pewnie to tylko czyjaś imaginacja.
- Niech zbierze się cały Klan Burzy! - oznajmiła głośno, by każdy kot przebywający w obozie usłyszał jej wołanie. Poczekała chwilę, aż wszyscy zgromadzą się dookoła, po czym kontynuowała: - Jak pewnie wiecie, jakiś czas temu podczas zgromadzenie jedno z naszych kociąt, Deszczyk, została porwana. Ten oto dzielny Sztormowa Łapa, którego ciało tu widzicie, wyruszył samotnie aby ją znaleźć i uratować, przez co spotkał go smutny koniec - na chwilę przerwała, spuszczając głowę na znak głębokiego smutku i szacunku do małego. - Mimo, że był jedynie terminatorem, to jego odwaga była godna podziwu i naśladowania. W pojedynkę stanął twarzą w twarz z wrogi... - przerwała na chwilę, gdy coś przyszło jej do głowy. Jak mogła wcześniej na to nie wpaść?! Ale później to załatwi, teraz musi dokończyć swoje przemówienie do klanu. Udała, że kaszle, po czym zaczęła kontynuować: - Twarzą w twarz z wrogiem, i chociaż nie wygrał walki, to zachował się jak prawdziwy wojownik. Dlatego do Gwiezdnego Klanu odejdzie już nie jako Sztormowa Łapa, ale Sztormowa Chmura, z tytułem, na jaki zasługuje. Kto zechce, może przez dzisiejszą noc czuwać przy jego ciele i pożegnać się po raz ostatni - powiedziała, starając się zachować spokój i powagę, po czym zeskoczyła na ziemię i szybkim, niecierpliwym krokiem podeszła do zastępcy.
- Lamparci Kroku! - zaczęła w połowie szeptem, w połowie pełnym głosem. - Czy na ciele Sztormowej Łapy czuć było Klanem Wilka? - spytała tonem naglącym do odpowiedzi.
- Nie... Ale przecież ich patrol był tam niedawno - odparł Lamparci Krok zmieszany, najwyraźniej nie widząc, do czego Biała Gwiazda zmierzała.
- Jednak to nie Klan Wilka zabił Sztormową Łapę - kontynuowała z przejęciem, licząc, że może czarny kocur zrozumie, co jej chodzi po głowie.
- Nie, przecież do porwania Deszczyka też wykorzystali samotników - powiedział, najwyraźniej wciąż się nie domyślając.
- Ale czy mogliby wołać po nich, kiedy tylko zbliżył się do granicy? Przecież nie zdążyliby pobiec tam i z powrotem! Samotnik był tam zanim zdążyliby go o tym w ogóle powiadomić! A to może oznaczać, że Klan Wilka o niczym nie wiedział! - wyrzuciła z siebie, podekscytowana swoim odkryciem.
- A co z tym patrolem? - dopytywał się czarny kocur, widać było jednak, że rozmyśla nad słowami liderki i może nawet bierze je pod uwagę.
- Może po prostu byli tam wcześniej. Wtedy, kiedy Sztormowa Łapa jeszcze żył - powiedziała Biała Gwiazda z nadzieją, że to przekona Lamparciego Kroka. Nie była pewna, czy jeśli zastępca znajdzie jeszcze jeden argument przeciw jej teorią będzie w stanie jakoś go odeprzeć. Liczyła jednak, że to wystarczy. Bo co niby jeszcze mogła przegapić?
< Lamparci Kroku, mój drogi Watsonie? mam nadzieję że ta teoria ma sens :v >
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biała Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
30 czerwca 2017
25 czerwca 2017
Od Białej Gwiazdy cd. Lamparciego Kroku
- W takim wypadku... Musimy coś z tym zrobić - oznajmiła, chociaż jej głos był znacznie spokojniejszy niż ona sama w tej chwili. Klan Wilka porwał kocię z Klanu Burzy! To oburzające, to nie dopuszczalne, to odrażające! Jak można robić coś takiego? Czy oni nie mają ani odrobiny honoru? Biała Gwiazda... Biała Gwiazda na miejscu Gwiezdnego Klanu nie puściłaby tego płazem tym nędznym robakom! Jeżeli to Miodowa Gwiazda za to odpowiada, to zapłaci za to. Może i biała liderka stara się unikać walki, ale nie będzie puszczać wolno porywaczy bezbronnego kocięcia. Nie, nie jest aż taka słaba! Chociaż co jeśli to jednak nie Klan Wilka? Jeżeli Lamparci Krok się myli i zaatakują niewinny klan...? Trzeba to nieco dokładniej przemyśleć, zanim cokolwiek zrobią. - Ale jesteś pewien? Może powinniśmy się najpierw rozeznać w sytuacji, sprawdzić, czy rzeczywiście mają Deszczyk...? - wyraziła na głos swoje wątpliwości, a w jej głosie słychać było zmartwienie i niepewność.
- Biała Gwiazdo, naprawdę myślisz, że wystarczy ładnie spytać, a oni przyznają się "tak, ukradliśmy kociaka z Klanu Burzy"? - spytał Lamparci Krok z politowaniem, a liderka musiała przyznać mu trochę racji. Trochę, nie za dużo.
- Ale atakowanie ich, jeżeli nic nie zrobili będzie jedynie bezsensownym aktem okrucieństwa... Naprawdę warto jest ryzykować? - może i to, co mówiła brzmiało okrutnie względem biednego Deszczyka, ale za to znacznie bezpieczniej zarówno dla Klanu Burzy, jak i Wilka. Poza tym nie zamierzała całkowicie porzucić kociaka, jedynie rozegrać to nieco dłużej, ale ostrożniej. W końcu nie porwali Deszczyka żeby teraz zrobić mu krzywdę, nieprawdaż? Mieli trochę czasu...
- Zamierzasz po prostu ją porzucić?! Samą, w całkiem obcym miejscu, razem ze swoimi porywaczami? - zbulwersował się zastępca.
- Oczywiście, że nie! - odfuknęła Gwiazda. - Ale lepiej będzie najpierw dokładniej przeszukać okolicę. Możemy wysłać kogoś jeszcze raz, tym razem przeszukają dokładniej okolice Siedliska Owiec... Muszą przecież coś znaleźć!
<mabsanjnsnb?>
- Biała Gwiazdo, naprawdę myślisz, że wystarczy ładnie spytać, a oni przyznają się "tak, ukradliśmy kociaka z Klanu Burzy"? - spytał Lamparci Krok z politowaniem, a liderka musiała przyznać mu trochę racji. Trochę, nie za dużo.
- Ale atakowanie ich, jeżeli nic nie zrobili będzie jedynie bezsensownym aktem okrucieństwa... Naprawdę warto jest ryzykować? - może i to, co mówiła brzmiało okrutnie względem biednego Deszczyka, ale za to znacznie bezpieczniej zarówno dla Klanu Burzy, jak i Wilka. Poza tym nie zamierzała całkowicie porzucić kociaka, jedynie rozegrać to nieco dłużej, ale ostrożniej. W końcu nie porwali Deszczyka żeby teraz zrobić mu krzywdę, nieprawdaż? Mieli trochę czasu...
- Zamierzasz po prostu ją porzucić?! Samą, w całkiem obcym miejscu, razem ze swoimi porywaczami? - zbulwersował się zastępca.
- Oczywiście, że nie! - odfuknęła Gwiazda. - Ale lepiej będzie najpierw dokładniej przeszukać okolicę. Możemy wysłać kogoś jeszcze raz, tym razem przeszukają dokładniej okolice Siedliska Owiec... Muszą przecież coś znaleźć!
<mabsanjnsnb?>
21 czerwca 2017
Od Białej Gwiazdy cd. Lamparciego Kroku
- Po pierwsze nie wydaje mi się, że była to kara od Gwiezdnego Klanu - ciągnęła biała liderka. - Ten grzmot i wiatr... sądzę, że to było od nich ostrzeżenie. Na Zgromadzeniu było wtedy w miarę spokojnie, czemu mieliby się o to denerwować? - przerwała na chwilę, dając sobie przerwę i zebranie myśli. Zerknęła na Lamparci Krok, po czym z powrotem skierowała swój wzrok przed siebie. - Ale jeśli to nie oni... To samotnicy zaczynają się panoszyć. Nie pomyślałabym, że ośmieliliby się zrobić coś takiego, ale skoro zrobili, to może być ich więcej niż myśleliśmy. Mogą stanowić zagrożenie dla klanu. Powinniśmy coś wiedzieć kiedy Fioletowa Chmura i ekipa ratownicza wrócą ze swojej misji. Mam nadzieję, że okaże się, że ci samotnicy porwali Deszczyk z czystej głupoty i łatwo było się z nimi uporać... Ale teraz możemy tylko czekać na ich powrót. Albo na prośbę o wysłanie więcej wojowników. Trzeba tylko czekać - oznajmiła, po czym odwróciła się w kierunku zastępcy o czarnym futrze. Wyglądało tak pięknie, ale Biała Gwiazda miała obecnie inne zajęcia niż podziwianie go.
< Lampart? >
< Lampart? >
15 czerwca 2017
Od Białej Gwiazdy
Klan Burzy spokojnie wracał razem ze swoją wchodzącą raz na ruski rok liderką do obozu, nieświadomi tragedii jaka wydarzyła się w czasie ich nieobecności. Sielankę przerwał jednak odgłos zbliżającego się do nich kocura, który zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, powinien być właśnie w obozie. Pilnując go i znajdujących się w nim kotów. A jednak biegł w ich kierunku, ciężko dysząc, co wzbudziło w przywódczyni niepokój. Dlaczego opuścił obóz? I wtedy zauważyła jego wyraz twarzy. Płakał.
- Rozmyty Py... - zaczęła jeszcze w miarę spokojnym głosem, jednak wojownik nie marnował czasu na uprzejmości.
Zabrali ją! Samotnicy! Zabrali moje maleństwo!
Biała kotka przez chwilę stała jak wryta, przetwarzając usłyszane słowa. Nie przesłyszała się? Na pewno Rozmyty Pył się przejęzyczył, tak? Tak? Przywódczyni nie wiedziała, czy powinna być wściekła, smutna, przerażona czy jeszcze coś innego. Nie... nie spodziewała się czegoś takiego. Podobnie do Srebrnej Gwiazdy, starała się jak tylko mogła unikać kłopotów, te jednak same do niej przyszły, jakby chciały przypomnieć "hej, istniejemy i nie da się przed nami uciec". No cóż, po prostu wspaniale!
- Jak... co... jak mogliście do tego dopuścić?! - spytała, wrzasnęła, ryknęła; ciężko jest znaleźć określenie idealnie opisujące jej reakcję. Jej głos przepełniony był zarówno gniewem, jak i bezbrzeżnym strachem. Bo to ona jest liderką, to ona musi teraz naprawić sytuację, na niej wszyscy będą polegać, i to od niej zależy, czy maluch wróci do klanu bezpiecznie. - Czy nikomu innemu nic się nie stało? Ile nich było? Gdzie poszli? - zasypała kocura pytaniami, wciąż będąc jeszcze w szoku. Trzeba szybko wymyślić jakiś plan! A co jeśli te bydlaki zrobią coś kociakowi?!
- J-jedna - udało się wyjąkać Rozmytemu. - I-i ch-chyba poszła gdzieś tam - wskazał łebkiem kierunek. - Poza tym nikomu nic się nie stało - wyjaśnił.
Kiedy biała kotka usłyszała, że napastników była cała jedynka i nikomu nie przyszło do tych pustych łbów, żeby ją zatrzymać, miała ochotę uderzyć szarego kocura w pysk. Jak można być tak nieodpowiedzialnym?
- W takim razie... Ty... - zaczęła mówić, po czym rozejrzała się po kotach obecnych na miejscu. Musi kogoś wysłać, żeby rozeznali się w sytuacji. To kocięta Rozmytego Pyłu, więc on powinien pójść. A poza nim... - Fioletowa Chmura, Sowi Szpon i Iskrzące Futro postaracie się wytropić tą samotniczkę. Zobaczcie... gdzie zabrała kociaka i jeżeli porywaczka nie będzie mieć żadnego towarzystwa, postarajcie się sprowadzić go z powrotem. Jeżeli samotników będzie więcej... - przerwała, zastanawiając się. Teoretycznie mogliby się wkraść i również go "ukraść", ale było to chyba niezbyt bezpieczne. - Znajdźcie uczestników patrolu i jednego z nich wyślijcie z wiadomością do obozu, a resztę weźcie ze sobą. Tylko pamiętajcie, żeby najpierw spróbować rozwiązać sytuacje bez walki - poleciła wyznaczonym wojownikom. - Wszystko będzie dobrze - zapewniła całą resztę zebranych, siląc się na pewny siebie głos.
<ktoś z obecnych na zgromadzeniu?>
- Rozmyty Py... - zaczęła jeszcze w miarę spokojnym głosem, jednak wojownik nie marnował czasu na uprzejmości.
Zabrali ją! Samotnicy! Zabrali moje maleństwo!
Biała kotka przez chwilę stała jak wryta, przetwarzając usłyszane słowa. Nie przesłyszała się? Na pewno Rozmyty Pył się przejęzyczył, tak? Tak? Przywódczyni nie wiedziała, czy powinna być wściekła, smutna, przerażona czy jeszcze coś innego. Nie... nie spodziewała się czegoś takiego. Podobnie do Srebrnej Gwiazdy, starała się jak tylko mogła unikać kłopotów, te jednak same do niej przyszły, jakby chciały przypomnieć "hej, istniejemy i nie da się przed nami uciec". No cóż, po prostu wspaniale!
- Jak... co... jak mogliście do tego dopuścić?! - spytała, wrzasnęła, ryknęła; ciężko jest znaleźć określenie idealnie opisujące jej reakcję. Jej głos przepełniony był zarówno gniewem, jak i bezbrzeżnym strachem. Bo to ona jest liderką, to ona musi teraz naprawić sytuację, na niej wszyscy będą polegać, i to od niej zależy, czy maluch wróci do klanu bezpiecznie. - Czy nikomu innemu nic się nie stało? Ile nich było? Gdzie poszli? - zasypała kocura pytaniami, wciąż będąc jeszcze w szoku. Trzeba szybko wymyślić jakiś plan! A co jeśli te bydlaki zrobią coś kociakowi?!
- J-jedna - udało się wyjąkać Rozmytemu. - I-i ch-chyba poszła gdzieś tam - wskazał łebkiem kierunek. - Poza tym nikomu nic się nie stało - wyjaśnił.
Kiedy biała kotka usłyszała, że napastników była cała jedynka i nikomu nie przyszło do tych pustych łbów, żeby ją zatrzymać, miała ochotę uderzyć szarego kocura w pysk. Jak można być tak nieodpowiedzialnym?
- W takim razie... Ty... - zaczęła mówić, po czym rozejrzała się po kotach obecnych na miejscu. Musi kogoś wysłać, żeby rozeznali się w sytuacji. To kocięta Rozmytego Pyłu, więc on powinien pójść. A poza nim... - Fioletowa Chmura, Sowi Szpon i Iskrzące Futro postaracie się wytropić tą samotniczkę. Zobaczcie... gdzie zabrała kociaka i jeżeli porywaczka nie będzie mieć żadnego towarzystwa, postarajcie się sprowadzić go z powrotem. Jeżeli samotników będzie więcej... - przerwała, zastanawiając się. Teoretycznie mogliby się wkraść i również go "ukraść", ale było to chyba niezbyt bezpieczne. - Znajdźcie uczestników patrolu i jednego z nich wyślijcie z wiadomością do obozu, a resztę weźcie ze sobą. Tylko pamiętajcie, żeby najpierw spróbować rozwiązać sytuacje bez walki - poleciła wyznaczonym wojownikom. - Wszystko będzie dobrze - zapewniła całą resztę zebranych, siląc się na pewny siebie głos.
<ktoś z obecnych na zgromadzeniu?>
04 czerwca 2017
Od Białej Gwiazdy cd. Bladego Świtu
Biała kotka uśmiechnęła się ciepło, patrząc na czarne kociątko wtulone w futro nowej matki. W zasadzie nawet wygląda jak jej potomek. Liderka pomyślała, że raczej nie będzie problemów z ukryciem pochodzenia małego przed innymi klanami.
- Jestem pewna, że niedługo będą traktować go na równi z innymi - odpowiedziała, przenosząc wzrok z powrotem na Blady Świt. - Reszta klanowiczów też nie powinna mieć żadnych obiekcji - dodała, tonem nie zostawiającym wątpliwości, że będzie tolerować tego typu zachowania ze strony kogokolwiek. Ona jest tu przywódczynią a również nie urodziła się w klanie i nie pozwoli dyskryminować niewinnego kociaka.
- No dobrze, teraz to nieważne - stwierdziła, otrząsając się z niezbyt przyjemnych rozmyślań. Wszystko będzie dobrze z Nockiem. Tymczasem naprzeciw niej oprócz kociąt znajdowała się również inna osoba, której losem powinna się przejmować. - A co u ciebie? Dobrze się czujesz w nowej roli? Rozmyty Pył często cię odwiedza? - zainteresowała się. W końcu maluchy nie są jedynym aspektem życia biało-czarnej kotki, nawet jeśli aktualnie wszystko się w okół nich kręci. Przywódczynię ciekawiło, czy Blady Świt po odchowaniu kociąt zdecyduje z powrotem zostać wojownikiem, czy może też woli towarzystwo tych puszystych kulek od mierzenia się z niebezpieczeństwami czekającymi poza obozem. Gdyby była na jej miejscu... w sumie nie była w stanie sobie tego wyobrazić. Ale wydawało jej się, że wróciłaby do swoich normalnych obowiązków.
- Jestem pewna, że niedługo będą traktować go na równi z innymi - odpowiedziała, przenosząc wzrok z powrotem na Blady Świt. - Reszta klanowiczów też nie powinna mieć żadnych obiekcji - dodała, tonem nie zostawiającym wątpliwości, że będzie tolerować tego typu zachowania ze strony kogokolwiek. Ona jest tu przywódczynią a również nie urodziła się w klanie i nie pozwoli dyskryminować niewinnego kociaka.
- No dobrze, teraz to nieważne - stwierdziła, otrząsając się z niezbyt przyjemnych rozmyślań. Wszystko będzie dobrze z Nockiem. Tymczasem naprzeciw niej oprócz kociąt znajdowała się również inna osoba, której losem powinna się przejmować. - A co u ciebie? Dobrze się czujesz w nowej roli? Rozmyty Pył często cię odwiedza? - zainteresowała się. W końcu maluchy nie są jedynym aspektem życia biało-czarnej kotki, nawet jeśli aktualnie wszystko się w okół nich kręci. Przywódczynię ciekawiło, czy Blady Świt po odchowaniu kociąt zdecyduje z powrotem zostać wojownikiem, czy może też woli towarzystwo tych puszystych kulek od mierzenia się z niebezpieczeństwami czekającymi poza obozem. Gdyby była na jej miejscu... w sumie nie była w stanie sobie tego wyobrazić. Ale wydawało jej się, że wróciłaby do swoich normalnych obowiązków.
03 czerwca 2017
Od Białej Gwiazdy cd. Lamparciego Kroku
/siema elo, wróciłam i teraz piszę w trzeciej osobie
Kotka skierowała w stronę zastępcy niepewne spojrzenie. Też chciałaby mieć własne kociaki... ale nie zależy to tylko od niej. Teraz nowi członkowie nie są potrzebni aż tak mocno jak wcześniej, no i przecież żeby w ogóle spłodzić takich członków potrzebny byłby kocur, który odwzajemniały jej uczucia, a Lamparci Krok wcale nie wydawał się spełniać warunki. Ale cóż, miłość to nie wszystko. Nadal jest jej przyjacielem i zastępcą. Nie powinna już więcej tego psuć głupimi pytaniami. Wyzna mu to... jeżeli w ogóle wyzna, kiedy będzie gotowa i ani chwili wcześniej. Gdy będzie pewna, że nie wpłynie to negatywnie na ich relacje.
***
Księżyce mijały, a Blady Świt wreszcie urodziła piątkę małych puchatych kulek. Byłoby aż dziwne, gdyby lider nie zainteresował się takim wzniosłym wydarzeniem, ale Biała Gwiazda miała również osobiste powody do ich odwiedzin. Skoro i tak prawie cały swój czas spędza w obozie, a swoich kociąt nie ma, to czemu by nie pomóc karmicielce w zajmowaniu się nimi? Przy okazji poprawi relacje z matką i nawiąże je z małymi już na starcie. I może z tym przybłędą, jak mu tam było? Nockiem? Zastanawiała się, czy w ogóle dobrze zrobiła go przyjmując. Co prawda Fiolet mogłaby odnieść go do Dwunożnych, ale przecież on jeszcze nawet nie widział... A teraz mleko kociaków Bladego Świtu zabierane jest przez jakiegoś podrzutka. Liderka pomyślała przez chwilę, czy aby może nie porzucić go gdy już nieco podrośnie, ale zaraz skarciła się w duchu za tak idiotyczny pomysł. Przez ten czas rodzeństwo i przybrana matka zdążą się już do niego przywiązać, a poza tym rezygnowanie z potencjalnego wojownika, kiedy jest już przecież w klanie nie wydawało się dobrą opcją. No trudno, będą nas dalej nazywać Klanem Pieszczochów. Ale lepsze to niż Klan Porzucający Bezbronne Kocięta, pomyślała.
- Blady Świcie, jak tam maluchy? - zagadnęła karmicielkę, wchodząc do kociarni i rozglądając się dookoła. Zauważyła wewnątrz jamy bawiące się potomstwo Rozmytego Pyłu i biało-czarnej kotki oraz Nocka, wciąż niezbyt ruchliwego i wtulonego w futro Bladej. No cóż, teraz to jego matka. Ma do niej takie same prawa jak reszta "rodzeństwa".
<Blada lub reszta?>
Kotka skierowała w stronę zastępcy niepewne spojrzenie. Też chciałaby mieć własne kociaki... ale nie zależy to tylko od niej. Teraz nowi członkowie nie są potrzebni aż tak mocno jak wcześniej, no i przecież żeby w ogóle spłodzić takich członków potrzebny byłby kocur, który odwzajemniały jej uczucia, a Lamparci Krok wcale nie wydawał się spełniać warunki. Ale cóż, miłość to nie wszystko. Nadal jest jej przyjacielem i zastępcą. Nie powinna już więcej tego psuć głupimi pytaniami. Wyzna mu to... jeżeli w ogóle wyzna, kiedy będzie gotowa i ani chwili wcześniej. Gdy będzie pewna, że nie wpłynie to negatywnie na ich relacje.
***
Księżyce mijały, a Blady Świt wreszcie urodziła piątkę małych puchatych kulek. Byłoby aż dziwne, gdyby lider nie zainteresował się takim wzniosłym wydarzeniem, ale Biała Gwiazda miała również osobiste powody do ich odwiedzin. Skoro i tak prawie cały swój czas spędza w obozie, a swoich kociąt nie ma, to czemu by nie pomóc karmicielce w zajmowaniu się nimi? Przy okazji poprawi relacje z matką i nawiąże je z małymi już na starcie. I może z tym przybłędą, jak mu tam było? Nockiem? Zastanawiała się, czy w ogóle dobrze zrobiła go przyjmując. Co prawda Fiolet mogłaby odnieść go do Dwunożnych, ale przecież on jeszcze nawet nie widział... A teraz mleko kociaków Bladego Świtu zabierane jest przez jakiegoś podrzutka. Liderka pomyślała przez chwilę, czy aby może nie porzucić go gdy już nieco podrośnie, ale zaraz skarciła się w duchu za tak idiotyczny pomysł. Przez ten czas rodzeństwo i przybrana matka zdążą się już do niego przywiązać, a poza tym rezygnowanie z potencjalnego wojownika, kiedy jest już przecież w klanie nie wydawało się dobrą opcją. No trudno, będą nas dalej nazywać Klanem Pieszczochów. Ale lepsze to niż Klan Porzucający Bezbronne Kocięta, pomyślała.
- Blady Świcie, jak tam maluchy? - zagadnęła karmicielkę, wchodząc do kociarni i rozglądając się dookoła. Zauważyła wewnątrz jamy bawiące się potomstwo Rozmytego Pyłu i biało-czarnej kotki oraz Nocka, wciąż niezbyt ruchliwego i wtulonego w futro Bladej. No cóż, teraz to jego matka. Ma do niej takie same prawa jak reszta "rodzeństwa".
<Blada lub reszta?>
03 maja 2017
Od Białej Gwiazdy
Gdy Rozmyty Pył i Blady Świt wrócili do obozu, ja byłam akurat w swoim legowisku. Wyszłam na zewnątrz, gdy usłyszałam podniesione i przestraszone głosy. Zobaczyłam, że oboje są ubrudzeni krwią, a co gorsza nie było z nimi Słonecznej Łapy, chociaż wyszła z obozu razem z nimi. Pokrótce wyjaśnili, co się wydarzyło. Wysłałam parę kotów aby przyniosły ciało z powrotem, żeby je pogrzebać. W tak dużej grupie powinny sobie poradzić, nawet jeśli drapieżnik był wciąż był w pobliżu. Wkrótce wysłane koty wróciły, a wraz z nimi ciało terminatorki z poszarpaną i skrwawioną szyją. Przy zwłokach czuwali Blady Świt oraz rodzeństwo Słonecznej Łapy, poza Droździą Łapą, który od jakiegoś czasu nie pokazywał się w obozie ani poza nim. Martwiło mnie to. Zdążyłam wybrać mu wojownicze imię i zamierzałam już niedługo urządzić ceremonię, a on tak sobie zniknął. Miałam nadzieję, że nadal żyje. Lamparci Krok również się niepokoił, w końcu to jego uczeń zaginął, ale ukrywał to umiejętnie. Nie winiłam go - może to źle, ale po prostu nie byłam w stanie. Byłam wściekła na wszystko dookoła poza nim. Jeden uczeń nie żyje, drugi zaginął, nie mamy żadnych kociąt, po prostu wspaniale! Powinnam mianować Korową Łapę i Jałowcową Łapę zanim jeszcze oni umrą, pomyślałam z goryczą. I jak pomyślałam, tak zrobiłam.
- Niech zbiorą się wszystkie koty Klanu Burzy! - zawołałam, wstając na podwyższeniu służącym liderom do przemawiania i poczekałam chwilę, aż wszyscy się zebrali. - Strata Słonecznej Łapy i zaginięcie Droździej Łapy było dla nas wielkim ciosem. Byli wspaniałymi terminatorami i w przyszłości mogli zostać wojownikami stanowiącymi podporę Klanu Burzy. Gwiezdny Klan zadecydował jednak inaczej, a my musimy zaakceptować ich decyzję - mimowolnie pomyślałam o Srebrnej Gwieździe i zastanowiłam się, czy ona również maczała w tym palce - Jednak już wcześniej doświadczaliśmy śmierci naszych towarzyszy i wiemy, że nie jest to koniec świata! Jałowcowa Łapo, Korowa Łapo, wystąpcie! - nakazałam.
Terminatorzy, a raczej już wojownicy, wymienili podekscytowane spojrzenia i wystąpili na przód.
- Od teraz zostaniecie wojownikami Klanu Burzy! Jałowcowa Łapo, twoje imię będzie brzmieć Jałowcowy Krzew! Korowa Łapo, od teraz będziesz nazywać się Korowa Skóra!
<ktoś, może Rozmyty lub Blady Świt się przyznają co robili i jakie będą tego konsekwencje ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
- Niech zbiorą się wszystkie koty Klanu Burzy! - zawołałam, wstając na podwyższeniu służącym liderom do przemawiania i poczekałam chwilę, aż wszyscy się zebrali. - Strata Słonecznej Łapy i zaginięcie Droździej Łapy było dla nas wielkim ciosem. Byli wspaniałymi terminatorami i w przyszłości mogli zostać wojownikami stanowiącymi podporę Klanu Burzy. Gwiezdny Klan zadecydował jednak inaczej, a my musimy zaakceptować ich decyzję - mimowolnie pomyślałam o Srebrnej Gwieździe i zastanowiłam się, czy ona również maczała w tym palce - Jednak już wcześniej doświadczaliśmy śmierci naszych towarzyszy i wiemy, że nie jest to koniec świata! Jałowcowa Łapo, Korowa Łapo, wystąpcie! - nakazałam.
Terminatorzy, a raczej już wojownicy, wymienili podekscytowane spojrzenia i wystąpili na przód.
- Od teraz zostaniecie wojownikami Klanu Burzy! Jałowcowa Łapo, twoje imię będzie brzmieć Jałowcowy Krzew! Korowa Łapo, od teraz będziesz nazywać się Korowa Skóra!
<ktoś, może Rozmyty lub Blady Świt się przyznają co robili i jakie będą tego konsekwencje ( ͡° ͜ʖ ͡°)>
01 maja 2017
Od Białej Gwiazdy cd. Lamparciego Kroku
Droździa Łapa wydawał mi się bardzo sympatycznym kotem. Był bardzo delikatny, ale powodowało to również, że starał się nie krzywdzić innych. Chociaż chyba w ogóle nie rozmawialiśmy, siedząc w obozie zauważyłam, że to dobry terminator i poczułam do niego sympatię. Nie chciałam, by taki ktoś zmarnował sobie życie. Miałam nadzieję, że nabierze nieco pewności siebie po mianowaniu.
- Myślisz, że to dobre imię? Chybaby do niego pasowało, ale nie jestem pewna, czy nie poczuje się urażony. W końcu "śpiew" nie brzmi wcale groźnie - podzieliłam się moimi wątpliwościami na temat imienia z zastępcą.
- Będzie w porządku - zapewnił mnie Lamparci Krok przyjaznym tonem i z uśmiechem na pyszczku, a mi aż zrobiło się gorąco. Odwróciłam głowę w inną stronę, nieco speszona. Zaraz potem skarciłam się w duchu, że nie mogę się tak zachowywać i starając się zachowywać spokój, spojrzałam z powrotem na niego.
- N-Na pewno - powiedziałam, westchnęłam, zmieniłam temat. - Jak idą polowania? Wojownicy przynoszą dużo zdobyczy?
- Wystarczająco, aby się najeść. Dajemy radę - odpowiedział. Skinęłam głową na znak, że zrozumiałam. Nastała chwila ciszy.
- A teraz? Pytałam cię kiedyś, czy znalazłeś sobie jakąś kotkę, która ci się podoba. Masz jakąś? - spytałam nagle. Serce podeszło mi do gardła, gdy czekałam na odpowiedź. Ale w sumie już raz go o to spytałam i wtedy nie uznał to za nic podejrzanego - bo wtedy jeszcze mi się nie podobał w tym sensie - więc może teraz też tak będzie? Zapewne czarny kocur uzna to za zwykłą ciekawość dawnej mentorki.
< Lampard? >
- Myślisz, że to dobre imię? Chybaby do niego pasowało, ale nie jestem pewna, czy nie poczuje się urażony. W końcu "śpiew" nie brzmi wcale groźnie - podzieliłam się moimi wątpliwościami na temat imienia z zastępcą.
- Będzie w porządku - zapewnił mnie Lamparci Krok przyjaznym tonem i z uśmiechem na pyszczku, a mi aż zrobiło się gorąco. Odwróciłam głowę w inną stronę, nieco speszona. Zaraz potem skarciłam się w duchu, że nie mogę się tak zachowywać i starając się zachowywać spokój, spojrzałam z powrotem na niego.
- N-Na pewno - powiedziałam, westchnęłam, zmieniłam temat. - Jak idą polowania? Wojownicy przynoszą dużo zdobyczy?
- Wystarczająco, aby się najeść. Dajemy radę - odpowiedział. Skinęłam głową na znak, że zrozumiałam. Nastała chwila ciszy.
- A teraz? Pytałam cię kiedyś, czy znalazłeś sobie jakąś kotkę, która ci się podoba. Masz jakąś? - spytałam nagle. Serce podeszło mi do gardła, gdy czekałam na odpowiedź. Ale w sumie już raz go o to spytałam i wtedy nie uznał to za nic podejrzanego - bo wtedy jeszcze mi się nie podobał w tym sensie - więc może teraz też tak będzie? Zapewne czarny kocur uzna to za zwykłą ciekawość dawnej mentorki.
< Lampard? >
24 kwietnia 2017
Od Białej Gwiazdy do Mysiego Nosa
Siedziałam przy wyjściu z obozu, nadzorując wszystko co działo się w środku. Ostatnio czułam się znacznie lepiej, przestałam się aż tak bardzo martwić i po prostu cieszyłam życiem w klanie. Znając siebie, taki nastrój nie potrwa długo, więc chciałam go wykorzystać na ogarnięcie spraw w obozie i poprawienie relacji z klanowymi kotami. Mimowolnie pomyślałam, że wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby Srebrna Gwiazda żyła, ale odrzuciłam od siebie te myśli. Przecież patrzy na nas ze Srebrnej Skórki i nie pozwoli by klanowi stała się krzywda.
Skinęłam głową Rozmytemu Pyłowi przechodzącego razem z Korową Łapą. Szli właśnie na polowanie. To przypomniało mi o tym, że niektórzy uczniowie prawie zakończyli już treningi. Niedługo trzeba będzie nadać im wojownicze imiona. Trzeba będzie o jakichś pomyśleć. Ceremonia za to przypomniała mi, że Klan Burzy nie ma aktualnie żadnych kociąt. A niedługo i terminatorów zabraknie. Potrzebujemy kociąt, bez nich klan po prostu wymrze. Ale z tym raczej nic nie jestem w stanie zrobić...
W zamyśleniu nie zauważyłam przysiadającej się do mnie kotki. Mysi Nos podeszła do mnie i usiadła obok, z przyjaznym uśmiechem na pyszczku.
- Cześć. Jak tam życie? - zagadnęłam ją, odwracając łeb w jej kierunku i spoglądając na nią. Była siostrą Lamparciego Kroku, ale w sumie za dużo z nią nie rozmawiałam. Właściwie jak z większością klanu. Cóż za introwertyczna liderka. Nieładnie, Biała Gwiazdo, nieładnie.
< Mysi Nos? >
Skinęłam głową Rozmytemu Pyłowi przechodzącego razem z Korową Łapą. Szli właśnie na polowanie. To przypomniało mi o tym, że niektórzy uczniowie prawie zakończyli już treningi. Niedługo trzeba będzie nadać im wojownicze imiona. Trzeba będzie o jakichś pomyśleć. Ceremonia za to przypomniała mi, że Klan Burzy nie ma aktualnie żadnych kociąt. A niedługo i terminatorów zabraknie. Potrzebujemy kociąt, bez nich klan po prostu wymrze. Ale z tym raczej nic nie jestem w stanie zrobić...
W zamyśleniu nie zauważyłam przysiadającej się do mnie kotki. Mysi Nos podeszła do mnie i usiadła obok, z przyjaznym uśmiechem na pyszczku.
- Cześć. Jak tam życie? - zagadnęłam ją, odwracając łeb w jej kierunku i spoglądając na nią. Była siostrą Lamparciego Kroku, ale w sumie za dużo z nią nie rozmawiałam. Właściwie jak z większością klanu. Cóż za introwertyczna liderka. Nieładnie, Biała Gwiazdo, nieładnie.
< Mysi Nos? >
17 kwietnia 2017
Od Białej Gwiazdy do Lamparciego Kroku
Jeszcze przed mianowaniem mnie na zastępcę czułam, że nie nadaję się do roli przywódczyni, a teraz... Teraz czułam tak samo. Mimo, że nie mam jeszcze aż tak wielu księżyców, życie mnie przytłaczało. Na szczęście z klanem nie działo się nic złego, Klanowi Gwiazd niech będą dzięki, ale czułam się... staro. Wszystkie swoje obowiązki wykonywałam z ciężkim sercem, chociaż w zasadzie nie było żadnego konkretnego powodu. Na zgromadzeniach nic się nie działo - zastanawiałam się, czy nadal są w ogóle potrzebne. Jedyne, do czego się nadawały to plotki między kotami z różnych klanów.
Ostatnio nie integrowałam się zbytnio z resztą mojego klanu i chyba czułam się samotna. Pewnej nocy nie mogłam zasnąć postanowiłam, że muszę z kimś pogadać. W przeciwnym wypadku po prostu nie wytrzymam. Ucieknę z obozu, położę się na Drodze Grzmotu i poczekam aż nadjedzie potwór, chociaż to w sumie przesada. Wystarczyłoby po prostu pójśc do Dwunogów i pozwolić im się mną zająć. Nie musiałabym robić absolutnie nic. Nie było to jednak moje wymarzone życie, a na razie nie jest ze mną aż tak źle, więc taki akt mogę sobie zachować na gorsze czasy.
Wyszłam z mojego legowiska i trafiłam na Lamparciego Kroka. Na początku chciałam albo zrezygnować i wrócić spać, albo ominąć go i pomówić z kimś innym, ale poczułam, że nawet jeśli nie będzie to łatwe, to na pewno rozmowa z nim mi pomoże. Zdawałam sobie sprawę z tego, że w głębi bardzo pragnę bliskości z nim.
- Cześć. Jak idzie trening? - zagadnęłam, siadając obok niego i patrząc przed siebie.
<Lampart?>
Ostatnio nie integrowałam się zbytnio z resztą mojego klanu i chyba czułam się samotna. Pewnej nocy nie mogłam zasnąć postanowiłam, że muszę z kimś pogadać. W przeciwnym wypadku po prostu nie wytrzymam. Ucieknę z obozu, położę się na Drodze Grzmotu i poczekam aż nadjedzie potwór, chociaż to w sumie przesada. Wystarczyłoby po prostu pójśc do Dwunogów i pozwolić im się mną zająć. Nie musiałabym robić absolutnie nic. Nie było to jednak moje wymarzone życie, a na razie nie jest ze mną aż tak źle, więc taki akt mogę sobie zachować na gorsze czasy.
Wyszłam z mojego legowiska i trafiłam na Lamparciego Kroka. Na początku chciałam albo zrezygnować i wrócić spać, albo ominąć go i pomówić z kimś innym, ale poczułam, że nawet jeśli nie będzie to łatwe, to na pewno rozmowa z nim mi pomoże. Zdawałam sobie sprawę z tego, że w głębi bardzo pragnę bliskości z nim.
- Cześć. Jak idzie trening? - zagadnęłam, siadając obok niego i patrząc przed siebie.
<Lampart?>
03 kwietnia 2017
Od Białej Gwiazdy do Rozmytego Pyłu
Wybierałam się na patrol z Sowim Szponem i Rozmytym Pyłem. Mieliśmy sprawdzić tereny wzdłuż granic z Klanem Nocy i Wilka, oczywiście nie całych. Ostatnio Malinowa Gwiazda nie sprawiała żadnych kłopotów, więc najpewniej już odpuściła sobie tą sprawę z przekraczaniem granic, nie było więc potrzeby pilnować ich aż tak dokładnie. Lepiej jest obserwować oba klany z równą ostrożnością, bo przy Nocnej paranoi Klan Wilka mógłby coś nabroić. Klanem Klifu aż tak bardzo się nie przejmowałam, gdyż nie graniczy bezpośrednio z nami i żeby sprawdzić, czy czegoś nie kombinują trzeba byłoby przejść przez tereny niczyje. Jak dla mnie przesada.
W każdym razie wszystko wydawało się w porządku. Oczywiście czuć było innymi klanami, ale na granicach to naturalne. Sowi Szpon trzymał się od nas w pewnej odległości, nieskłonny do rozmów po śmierci Ciemnej Mordki. Biedna. W dodatku osierociła czwórkę terminatorów. Nie, żeby śmierć matki w jakimś wieku potrafiła nie być ciężka, ale... Gdy jest się starszym łatwiej się z tym pogodzić. Obawiałam się o nich i Sowiego Szpona. Podeszłam bliżej do Rozmytego Pyłu.
- Myślisz, że wszystko będzie z nim w porządku? I z jego kociętami? Droździą, Słoneczną, Korową i Sroczą Łapą? - zapytałam szeptem, patrząc na wojownika. Rozmyty co prawda nie wydawał się zbyt rozmowną osobą, ale przecież nie zignoruje zadanego pytania. Nie jest chyba taki.
< Rozmyty? :> >
W każdym razie wszystko wydawało się w porządku. Oczywiście czuć było innymi klanami, ale na granicach to naturalne. Sowi Szpon trzymał się od nas w pewnej odległości, nieskłonny do rozmów po śmierci Ciemnej Mordki. Biedna. W dodatku osierociła czwórkę terminatorów. Nie, żeby śmierć matki w jakimś wieku potrafiła nie być ciężka, ale... Gdy jest się starszym łatwiej się z tym pogodzić. Obawiałam się o nich i Sowiego Szpona. Podeszłam bliżej do Rozmytego Pyłu.
- Myślisz, że wszystko będzie z nim w porządku? I z jego kociętami? Droździą, Słoneczną, Korową i Sroczą Łapą? - zapytałam szeptem, patrząc na wojownika. Rozmyty co prawda nie wydawał się zbyt rozmowną osobą, ale przecież nie zignoruje zadanego pytania. Nie jest chyba taki.
< Rozmyty? :> >
24 marca 2017
Od Białej Gwiazdy cd. Malinki
Nie chciałam być niemiła dla małej kotki. W końcu jest mała i nie rozumie, że nie zawsze dostaje się, czego chce. Ale nie mogłam jej przyjąć. Klan Burzy już jest nazywany klanem pieszczochów, nawet przez kocięta. A przyjmowanie kolejnej osoby tylko pogorszyłoby sprawę. Poza tym spotkała się już z innym kotem klanowym. Na pewno nie z kimś od nas, bo raczej zostałabym o tym poinformowana. Gdyby ktoś zobaczył, na przykład na Zgromadzeniu albo patrolu, kotkę, która włóczyła się i prosiła o przyjęcie jej do klanu, a teraz należy do Burzy, raczej nie wpłynęłoby to dobrze na naszą reputację. Co prawda ja też byłam samotniczką i Srebrna Gwiazda mnie zaakceptowała, ale byłam wtedy już wojowniczką. Wiedziałam wszystko o życiu klanowym, w końcu urodziłam się w jednym, no i jako tako miałam już ukształtowany charakter. Była liderka chyba wiedziała, na co się decyduje. A taki kociak... Nie wiadomo, na kogo może wyrosnąć. Więc to była inna sytuacja. Zastanawiałam się, czy gdyby srebrna kotka by żyła, poparłaby moją decyzję. Uznałam jednak, że nawet jeśli nie, to wciąż była to moja decyzja.
- Nie mogę. Odprowadzę cię w bezpieczne miejsce i mam nadzieję, że już więcej tu nie przyjdziesz. To... po prostu nie miejsce dla kogoś takiego jak ty - powiedziałam z krwawiącym sercem. Nie podobało mi się odmawianie takiemu małemu kociakowi. Ale musiałam to zrobić. - Wiesz, gdzie można znaleźć twoich rodziców?
Hmm, jeżeli nie wiedziała, to będzie mały problem. To znaczy, ona będzie miała mały problem. Nie wyobrażam sobie łażenia po terenach niczyich i szukania jakichś samotników. Będzie musiała sama ich odnaleźć lub zostać u pieszczochów.
<Malinka?>
- Nie mogę. Odprowadzę cię w bezpieczne miejsce i mam nadzieję, że już więcej tu nie przyjdziesz. To... po prostu nie miejsce dla kogoś takiego jak ty - powiedziałam z krwawiącym sercem. Nie podobało mi się odmawianie takiemu małemu kociakowi. Ale musiałam to zrobić. - Wiesz, gdzie można znaleźć twoich rodziców?
Hmm, jeżeli nie wiedziała, to będzie mały problem. To znaczy, ona będzie miała mały problem. Nie wyobrażam sobie łażenia po terenach niczyich i szukania jakichś samotników. Będzie musiała sama ich odnaleźć lub zostać u pieszczochów.
<Malinka?>
21 marca 2017
Od Białej Gwiazdy cd. Malinki
Idę sobie, idę, aż tu nagle bum! Jakiś kociak na ziemi. Tak po prostu beztrosko śpiąca mała kotka. Sądząc po zapachu, samotniczka lub pieszczoch. Raczej pieszczoch, skoro sobie tak łazi sama. Samotnik raczej miałby matkę, która nauczyłaby ją, że na tereny klanów się nie wchodzi, w szczególności jak się jest takim bezbronnym szczylem. Nie wszyscy w końcu przestrzegają Kodeksu Wojownika.
Ja jednak raczej przestrzegam, więc trzeba by było jej jakoś pomóc. Nie chciałam jej budzić, ale chyba nie powinnam tak po prostu wziąć ją za fraki i zatargać do pieszczochów jak śpi. Przestraszyłaby się albo coś. Pacnęłam więc ją delikatnie, starając się ją obudzić. Otworzyła na szczęście oczy i spojrzała na mnie zdezorientowana. Po chwili, gdy już pewnie ogarnęła gdzie jest, wstała i odsunęła się, przestraszona. I dobrze, nie powinna od razu do wszystkich się tulić i kochać, ale nie miałam żadnych złych zamiarów, więc nie było to potrzebne. Odeskortuję ją do bezpiecznego miejsca i tyle.
- Spokojnie, mała. Nazywam się Biała Gwiazda i nie chcę cię skrzywdzić. Zgubiłaś się, tak? Pomogę ci wrócić do twoich Dwunożnych, w porządku? - zaproponowałam. Albo w sumie nie zaproponowałam. Musiałam jej pomóc, nawet jeśli coś by jej nie pasowało. Także nawet jeśli będzie się zaklinać, że da radę sobie sama, będzie miała towarzystwo w drodze. Niekoniecznie musi o tym wiedzieć. Wystarczy chyba, że zadbam by nikt jej nie zjadł, nie?
< Malinka? >
Ja jednak raczej przestrzegam, więc trzeba by było jej jakoś pomóc. Nie chciałam jej budzić, ale chyba nie powinnam tak po prostu wziąć ją za fraki i zatargać do pieszczochów jak śpi. Przestraszyłaby się albo coś. Pacnęłam więc ją delikatnie, starając się ją obudzić. Otworzyła na szczęście oczy i spojrzała na mnie zdezorientowana. Po chwili, gdy już pewnie ogarnęła gdzie jest, wstała i odsunęła się, przestraszona. I dobrze, nie powinna od razu do wszystkich się tulić i kochać, ale nie miałam żadnych złych zamiarów, więc nie było to potrzebne. Odeskortuję ją do bezpiecznego miejsca i tyle.
- Spokojnie, mała. Nazywam się Biała Gwiazda i nie chcę cię skrzywdzić. Zgubiłaś się, tak? Pomogę ci wrócić do twoich Dwunożnych, w porządku? - zaproponowałam. Albo w sumie nie zaproponowałam. Musiałam jej pomóc, nawet jeśli coś by jej nie pasowało. Także nawet jeśli będzie się zaklinać, że da radę sobie sama, będzie miała towarzystwo w drodze. Niekoniecznie musi o tym wiedzieć. Wystarczy chyba, że zadbam by nikt jej nie zjadł, nie?
< Malinka? >
11 marca 2017
Od Białej Gwiazdy cd. Fioletowej Chmury
Chciałam już powiedzieć, że to nie tak, że jej nienawidziłam, była tylko trochę uciążliwa, ale nie zdążyłam. Czemu? Bo Fioletowa Chmura uciekła. Autentycznie zaczęła płakać i uciekła. Powiedziałam jej te wszystkie rzeczy, bo myślałam, że jest nieco dojrzalsza. A tymczasem okazuje się, że trochę krytyki to dla niej za dużo. Może rzeczywiście nie powinna być jeszcze wojowniczką. Zrobiło mi się jej trochę żal, ale próbowałam powstrzymać poczucie winy. Nie wiedziałam, że jest taka delikatna, a gdyby Fiolet nie zachowała się źle na zgromadzeniu całej tej sytuacji by nie było. Nie ma sensu jednak szukać winnego - kotka przeprosi mnie, ja przeproszę ją i poproszę o obiecanie, by więcej tak nie było. Chciałam się też dowiedzieć, o co dokładnie im wszystkim poszło. I co do tego wszystkiego miało ufanie mi. Bo to nie do końca zrozumiałam.
Liczyłam, że Fiolet wróci jak już się trochę uspokoi, więc wróciłam do swoich zwykłych obowiązków i czekałam na jej powrót. Nie wydawało mi się, by miało zabrać jej to zbyt dużo czasu. Uciec, poczekać, aż ślady po płakaniu przestaną być widoczne, wrócić ukradkiem - tak zrobiłabym na jej miejscu w jej wieku. I szczerze mówiąc, kiedyś rzeczywiście tak zrobiłam. Kilka razy. W każdym razie czekałam na jej powrót i w ogóle. Fajnie.
< Fiolet? >
Liczyłam, że Fiolet wróci jak już się trochę uspokoi, więc wróciłam do swoich zwykłych obowiązków i czekałam na jej powrót. Nie wydawało mi się, by miało zabrać jej to zbyt dużo czasu. Uciec, poczekać, aż ślady po płakaniu przestaną być widoczne, wrócić ukradkiem - tak zrobiłabym na jej miejscu w jej wieku. I szczerze mówiąc, kiedyś rzeczywiście tak zrobiłam. Kilka razy. W każdym razie czekałam na jej powrót i w ogóle. Fajnie.
< Fiolet? >
Od Białej Gwiazdy do Fioletowej Chmury
Po powrocie ze zgromadzenia pozwoliłam wszystkim rozejść się po obozie, żeby nie było zbyt wielu gapiów, a potem podeszłam do Fioletowej Chmury. Gdy tylko pomyślała o tym, jak wojowniczka zachowała się wcześniej, ogon sam zaczynał jej latać. Jak można być tak bezczelną wobec nie dość, że byłej mentorki to jeszcze liderki? Żałowałam, że Srebrna tak szybko mianowała ją wojownikiem, bo najwyraźniej na to nie zasługiwała. Chociaż z drugiej strony nie miałabym ochoty dłużej się z nią męczyć - przekręcała moje polecenia i prawie wszystko robiła źle. Wtedy starałam się to znosić, ale teraz miarka się przebrała! Znalazłam ciemnoszarą w legowisku wojowników. Poza nią nikogo nie było w środku, więc nikt nie będzie podsłuchiwał. I dobrze, to nie ich sprawa. Podeszłam do niej i zaczęłam tyradę.
- Co ty sobie wyobrażasz? Miałam na myśli, żebyś nie dawała się wciągać w bezsensowne kłótnie, a ty tak bezczelnie mnie zignorowałaś! Myślisz, że chcę dla ciebie źle? Gdyby tak było, nie marnowałabym czasu trenując cię. Dlatego zachowuj się, bo następnym razem mogę nie być taka miła i poniesiesz odpowiednie konsekwencję! - wykrzyknęłam wściekła.
< Fiolet? Sprowokuj ją, strasznie chciałabym cię sprać po ryju :v >
- Co ty sobie wyobrażasz? Miałam na myśli, żebyś nie dawała się wciągać w bezsensowne kłótnie, a ty tak bezczelnie mnie zignorowałaś! Myślisz, że chcę dla ciebie źle? Gdyby tak było, nie marnowałabym czasu trenując cię. Dlatego zachowuj się, bo następnym razem mogę nie być taka miła i poniesiesz odpowiednie konsekwencję! - wykrzyknęłam wściekła.
< Fiolet? Sprowokuj ją, strasznie chciałabym cię sprać po ryju :v >
Od Białej Mgły (Gwiazdy)
Miałam bardzo niewiele czasu, aby wybrać nowego zastępcę. Naprawdę niewiele. W ogóle prawie na nic nie miałam czasu. Na szczęście zadecydowałam już, kto owym zastępcą zostanie. Zwołałam więc cały klan przed wzniesieniem, z którego przemawiali liderzy, a na którym teraz będę przemawiać ja, aby oficjalnie to potwierdzić.
- Klanie Burzy, zadecydowałam, że moim zastępcą zostanie Lamparci Krok. Będzie wspierał mnie w rządzeniu klanem i podejmowaniu decyzji, a po mojej śmierci - jeśli umrę pierwsza, pomyślałam z pewną złośliwością i uśmiechnęłam się nieco. - zostanie kolejnym przywódcą. A jako, że zbliża się zgromadzenie, ja i Kwiecisty Wiatr jak najszybciej wyruszymy do Księżycowej Zatoczki - oznajmiłam i zeskoczyłam z podwyższenia, nie czekając na reakcję innych. Podjęłam swoją pierwszą decyzję jako liderka i chociaż wierzyłam, że jest dobra, nie byłam w stanie wysłuchiwać niezadowolonych opinii, które na pewno by się znalazły. Zawołałam Kwiecisty Wiatr i szybko wyruszyłyśmy. Czułam się dość niepewnie, przechodząc Głęboką Ścieżką tuż przy granicy Klanu Wilka i Klifu tylko w dwójkę. Liczyłam jednak, że jego członkowie zachowają się zgodnie z Kodeksem Wojownika i zostawią nas w spokoju. Na szczęście tak się stało i dotarłyśmy bezpiecznie na miejsce. Kwiecisty Wiatr została na zewnątrz, a ja weszłam do środka. Położyłam się i niecierpliwie czekałam. Naprawdę bałam się tego, co zaraz miało się stać. Ale nie ma już odwrotu. Przez chwilę nic się nie działo i pomyślałam, że Gwiezdni zadecydowali nie przyznać mi 9 żyć, gdy nagle oślepił mnie błysk białego światła. Zamrugałam parę razy, by odzyskać ostrość widzenia, i ujrzałam przed sobą 9 kotów. Wśród nich była również Srebrna Gwiazda, co sprawiło, że zaczęłam płakać. Ze smutku? Z ulgi? Nie mam pojęcia.
- Srebrna Gwiazdo, nie dam sobie rady sama! Proszę, pomóż mi! - wykrzyknęłam.
- Nie martw się, będę obserwować Klan Burzy - zapewniła mnie z pogodnym uśmiechem. - A tymczasem przyjmij ode mnie dar rozwagi, byś potrafiła rozwiązywać konflikty pokojowo i nie wywoływać ich bez potrzeby.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odezwał się inny kot - czarno-biały kocur z oczami niebieskimi tak jak moje. Zdziwiłam się nieco, gdyż nie rozpoznawałam go. Czemu nieznajomy chce mi podarować życie?
- Jestem Błękitna Burza, ojciec Lamparciego Kroku i Mysiego Nosa. Chcę podarować ci dar miłości. Abyś za wszelką cenę chroniła swój klan i tych, na których ci zależy - powiedział. Oszołomiona, przytaknęłam tylko i pociągnęłam nosem.
- Ja, Waleczne Serce, pragnę ofiarować ci waleczność - odezwał się poprzedni zastępca Klanu Burzy, lekko uśmiechając się przy słowie "waleczność". Również nieco się uśmiechnęłam. - Abyś walczyła o swoje i nie pozwoliła nikomu narzucić tobie swojego zdania.
Następna odezwała się Błyszcząca Pręga, moja matka. Z lekkim opóźnieniem zrozumiałam, co to oznacza - umarła. A mnie nawet przy tym nie było i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Poczułam przez to poczucie winy.
- Moja Bielutka, jestem z ciebie dumna. Przyjmij, proszę, ode mnie spryt, który pozwoli ci wymyślić rozwiązanie nawet najtrudniejszego problemu - powiedziała.
Kolejny nieznajomy kot wystąpił naprzód - tym razem była to nieźle pokiereszowana kotka. Nie miała jednego oka, ucha, a jej ogon był oberwany i krótki.
- Uschnięty Liść, czyli ja, pragnie podarować ci upór. Z nią mimo przeszkód i trudów będziesz zawsze przeć naprzód.
Następny był kot, którego znałam i o śmierci wiedziałam - mój dawny przyjaciel, Chuda Łapa.
- Biała Łapo, to znaczy teraz już Gwiazdo, pamiętaj, że w życiu najważniejsze jest szczęście. Nie zależnie od tego, co się stanie, pamiętaj o pozytywach. Dobrze? - spytał z typową dla siebie energią. Skinęłam głową.
- Ja chciałabym dać ci spontaniczność - powiedziała biała, stara kotka. Przez chwilę nie mogłam sobie przypomnieć skąd ją znam, ale wreszcie mi się przypomniało - to Wartka Rzeka, matka mojej mamy. Nawet jako staruszka była taka energiczna. - W niektórych sytuacjach nie warto marnować czasu na zastanawianie się. Musisz podejmować decyzje szybko.
- Jestem Beżowa Dusza i ode mnie przyjmij optymizm - rzekła burobiała kotka z rudą plamą na pyszczku. - Zawsze patrz w przyszłość z nadzieją i nie zadręczaj się tym, czego nie możesz zmienić.
Ostatni był bury kocur, który również nie był Białej znajomy.
- Jestem Bury Grzbiet i ofiaruję ci odwagę, by paraliżujący strach nie powstrzymał cię przed robieniem tego, co słuszne - powiedział, po czym wszystko zrobiło się czarne i pojawiłam się z powrotem w Księżycowej Zatoczce. Wyszłam na zewnątrz i z Kwiecistym Wiatrem wróciłam do obozu. Usłyszałam, jak ktoś woła moje imię, więc odwróciłam się w kierunku głosu.
< Ktoś? Pisanie tego tak bardzo bolało ;-; >
- Klanie Burzy, zadecydowałam, że moim zastępcą zostanie Lamparci Krok. Będzie wspierał mnie w rządzeniu klanem i podejmowaniu decyzji, a po mojej śmierci - jeśli umrę pierwsza, pomyślałam z pewną złośliwością i uśmiechnęłam się nieco. - zostanie kolejnym przywódcą. A jako, że zbliża się zgromadzenie, ja i Kwiecisty Wiatr jak najszybciej wyruszymy do Księżycowej Zatoczki - oznajmiłam i zeskoczyłam z podwyższenia, nie czekając na reakcję innych. Podjęłam swoją pierwszą decyzję jako liderka i chociaż wierzyłam, że jest dobra, nie byłam w stanie wysłuchiwać niezadowolonych opinii, które na pewno by się znalazły. Zawołałam Kwiecisty Wiatr i szybko wyruszyłyśmy. Czułam się dość niepewnie, przechodząc Głęboką Ścieżką tuż przy granicy Klanu Wilka i Klifu tylko w dwójkę. Liczyłam jednak, że jego członkowie zachowają się zgodnie z Kodeksem Wojownika i zostawią nas w spokoju. Na szczęście tak się stało i dotarłyśmy bezpiecznie na miejsce. Kwiecisty Wiatr została na zewnątrz, a ja weszłam do środka. Położyłam się i niecierpliwie czekałam. Naprawdę bałam się tego, co zaraz miało się stać. Ale nie ma już odwrotu. Przez chwilę nic się nie działo i pomyślałam, że Gwiezdni zadecydowali nie przyznać mi 9 żyć, gdy nagle oślepił mnie błysk białego światła. Zamrugałam parę razy, by odzyskać ostrość widzenia, i ujrzałam przed sobą 9 kotów. Wśród nich była również Srebrna Gwiazda, co sprawiło, że zaczęłam płakać. Ze smutku? Z ulgi? Nie mam pojęcia.
- Srebrna Gwiazdo, nie dam sobie rady sama! Proszę, pomóż mi! - wykrzyknęłam.
- Nie martw się, będę obserwować Klan Burzy - zapewniła mnie z pogodnym uśmiechem. - A tymczasem przyjmij ode mnie dar rozwagi, byś potrafiła rozwiązywać konflikty pokojowo i nie wywoływać ich bez potrzeby.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odezwał się inny kot - czarno-biały kocur z oczami niebieskimi tak jak moje. Zdziwiłam się nieco, gdyż nie rozpoznawałam go. Czemu nieznajomy chce mi podarować życie?
- Jestem Błękitna Burza, ojciec Lamparciego Kroku i Mysiego Nosa. Chcę podarować ci dar miłości. Abyś za wszelką cenę chroniła swój klan i tych, na których ci zależy - powiedział. Oszołomiona, przytaknęłam tylko i pociągnęłam nosem.
- Ja, Waleczne Serce, pragnę ofiarować ci waleczność - odezwał się poprzedni zastępca Klanu Burzy, lekko uśmiechając się przy słowie "waleczność". Również nieco się uśmiechnęłam. - Abyś walczyła o swoje i nie pozwoliła nikomu narzucić tobie swojego zdania.
Następna odezwała się Błyszcząca Pręga, moja matka. Z lekkim opóźnieniem zrozumiałam, co to oznacza - umarła. A mnie nawet przy tym nie było i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Poczułam przez to poczucie winy.
- Moja Bielutka, jestem z ciebie dumna. Przyjmij, proszę, ode mnie spryt, który pozwoli ci wymyślić rozwiązanie nawet najtrudniejszego problemu - powiedziała.
Kolejny nieznajomy kot wystąpił naprzód - tym razem była to nieźle pokiereszowana kotka. Nie miała jednego oka, ucha, a jej ogon był oberwany i krótki.
- Uschnięty Liść, czyli ja, pragnie podarować ci upór. Z nią mimo przeszkód i trudów będziesz zawsze przeć naprzód.
Następny był kot, którego znałam i o śmierci wiedziałam - mój dawny przyjaciel, Chuda Łapa.
- Biała Łapo, to znaczy teraz już Gwiazdo, pamiętaj, że w życiu najważniejsze jest szczęście. Nie zależnie od tego, co się stanie, pamiętaj o pozytywach. Dobrze? - spytał z typową dla siebie energią. Skinęłam głową.
- Ja chciałabym dać ci spontaniczność - powiedziała biała, stara kotka. Przez chwilę nie mogłam sobie przypomnieć skąd ją znam, ale wreszcie mi się przypomniało - to Wartka Rzeka, matka mojej mamy. Nawet jako staruszka była taka energiczna. - W niektórych sytuacjach nie warto marnować czasu na zastanawianie się. Musisz podejmować decyzje szybko.
- Jestem Beżowa Dusza i ode mnie przyjmij optymizm - rzekła burobiała kotka z rudą plamą na pyszczku. - Zawsze patrz w przyszłość z nadzieją i nie zadręczaj się tym, czego nie możesz zmienić.
Ostatni był bury kocur, który również nie był Białej znajomy.
- Jestem Bury Grzbiet i ofiaruję ci odwagę, by paraliżujący strach nie powstrzymał cię przed robieniem tego, co słuszne - powiedział, po czym wszystko zrobiło się czarne i pojawiłam się z powrotem w Księżycowej Zatoczce. Wyszłam na zewnątrz i z Kwiecistym Wiatrem wróciłam do obozu. Usłyszałam, jak ktoś woła moje imię, więc odwróciłam się w kierunku głosu.
< Ktoś? Pisanie tego tak bardzo bolało ;-; >
Od Białej Mgły cd.
ciong dalszy
Jako pierwszy zgłosił się Jałowcowa Łapa. Ze śladami po łzach na pyszczku wystąpił do przodu i odezwał się.
- J-ja chcę czuwać przy mamie - powiedział, pociągając nosem. Biedny Jałowiec! Przecież Srebrna Gwiazda była jego mamą. Na pewno bardzo przeżywał jej śmierć, nawet jeśli był już terminatorem i teoretycznie nie była mu już potrzebna pomoc matki. Ale to tak jakby stracić mentora tuż po treningu - czujesz się samotny, nie wiesz co robić i jesteś przerażony. Oczywiście, że było to dla niego trudne. Współczułam mu, nawet jeśli sama również czułam ogromną stratę. Postanowiłam, że jeśli kiedykolwiek ktokolwiek będzie się czuł samotny, będzie mógł przyjść do mnie o poradę. Muszę wspierać mój klan, nawet jeśli sama czuję się źle. Z rozmyślań wyrwał mnie kolejny głos.
- Ja mogę pójść - odezwał się Lamparci Krok. Poczułam ogromną ulgę. Myśl, że będzie tam mój dawny uczeń dodawała mi odwagi. Zaczęłam wierzyć, że dam sobie radę z byciem liderem. Ale najpierw trzeba zająć się Srebrną Gwiazdą. Spojrzałam na resztę zgromadzonych, bo może ktoś jeszcze chciałby się zgłosić. Nikt tego już jednak nie uczynił. Większość kotów rozeszła się, wracając do swoich codziennych obowiązków.
*później jakoś w nocy*
Siedzieliśmy w trójkę przy ciele Srebrnej Gwiazdy. Atmosfera była nieco ciężka, ale w takiej sytuacji to i dobrze. Chichranie się i plotkowanie podczas żegnania martwego byłoby co najmniej niestosowne. Miałam sporo czasu do rozmyślań. Wpatrując się w nieżywe oczy byłej liderki, zastanawiałam się na przykład, kogo wybrać na zastępcę. Lamparci Krok był oczywistym kandydatem, ale nie chciałam skreślać wszystkich innych. Rozmyty Pył mógł się również nadawać - walczył z Klanem Prawdy i wydawał się inteligentny. Co prawda jest strasznie zamknięty w sobie i chyba ciężko byłoby mi się z nim porozumiewać. Fioletowa za to jest jeszcze za młoda i zbyt impulsywna. A Mysi Nos, Blady Świt lub Srebrna Łuska? Wstyd się przyznać, ale za bardzo ich nie znam. Także do wyboru mam Lamparciego Kroku lub Rozmytego. Kogo chciałabym mieć przy sobie w ciężkich chwilach? Przyjaciela, to oczywiste. Obawiałam się jednak, że jeśli wybiorę Lamparta to kiedyś oboje popełnimy ten sam błąd. Było bardziej prawdopodobne, że Rozmyty by mnie powstrzymywał. Chociaż nie za bardzo wyobrażałam sobie komunikację z nim. Wydawało mi się, że to typ, który pytany o zdanie mruknie "rób jak chcesz". A ja nie chciałam robić jak chcę. Chciałam robić to co dobre dla klanu. Zaczęłam więc wyobrażać sobie Lamparta jako zastępcę. Z nim czułabym się pewniej, bezpieczniej. Uznałam, że jeśli miałabym podejmować złe decyzje, to z kimś, a nie sama, wspieram jedynie obojętnymi mruknięciami. W pewnym momencie moje myśli nieco się zagubiły i skupiłam się na swoich relacjach z byłym uczniem. Był dla mnie jedną z dwóch najważniejszych osób. Druga nie żyła i leżała tuż obok. Zależało mi na nim jak na niczym innym. Już nie myślałam o nim jak o uczniu. Teraz był... przyjacielem. Ta myśl dziwnie mnie zabolała. Zrozumiałam, że moje uczucia do niego są nieco mocniejsze niż przyjaźń. Chyba się zauroczyłam. Spojrzałam na niego ukradkiem i poczułam, że to osoba, z którą chciałabym być. Chciałabym być tak blisko niego jak to możliwe i nie pozwolić mu odejść. Chciałabym razem z nim mieć kocięta i kochać je tak samo jak jego, wiedząc, że są nasze wspólne i jest w nich jego cząstka. Nie wiedziałam tylko, czy to prawdziwe uczucie. Może tylko to sobie ubzdurałam. Może niedługo mi przejdzie. Ale w tamtej chwili kochałam go najbardziej na świecie. Postanowiłam, że jeśli to nie minie, to mu o tym powiem. Niezależnie od tego, jak zareaguje, chcę to powiedzieć. Ale jeszcze nie teraz.
< Lampart? Możesz opisać swoje przemyślenia albo zakończyć już pilnowanie zfłokuf i zrobić co chcesz >
Jako pierwszy zgłosił się Jałowcowa Łapa. Ze śladami po łzach na pyszczku wystąpił do przodu i odezwał się.
- J-ja chcę czuwać przy mamie - powiedział, pociągając nosem. Biedny Jałowiec! Przecież Srebrna Gwiazda była jego mamą. Na pewno bardzo przeżywał jej śmierć, nawet jeśli był już terminatorem i teoretycznie nie była mu już potrzebna pomoc matki. Ale to tak jakby stracić mentora tuż po treningu - czujesz się samotny, nie wiesz co robić i jesteś przerażony. Oczywiście, że było to dla niego trudne. Współczułam mu, nawet jeśli sama również czułam ogromną stratę. Postanowiłam, że jeśli kiedykolwiek ktokolwiek będzie się czuł samotny, będzie mógł przyjść do mnie o poradę. Muszę wspierać mój klan, nawet jeśli sama czuję się źle. Z rozmyślań wyrwał mnie kolejny głos.
- Ja mogę pójść - odezwał się Lamparci Krok. Poczułam ogromną ulgę. Myśl, że będzie tam mój dawny uczeń dodawała mi odwagi. Zaczęłam wierzyć, że dam sobie radę z byciem liderem. Ale najpierw trzeba zająć się Srebrną Gwiazdą. Spojrzałam na resztę zgromadzonych, bo może ktoś jeszcze chciałby się zgłosić. Nikt tego już jednak nie uczynił. Większość kotów rozeszła się, wracając do swoich codziennych obowiązków.
*później jakoś w nocy*
Siedzieliśmy w trójkę przy ciele Srebrnej Gwiazdy. Atmosfera była nieco ciężka, ale w takiej sytuacji to i dobrze. Chichranie się i plotkowanie podczas żegnania martwego byłoby co najmniej niestosowne. Miałam sporo czasu do rozmyślań. Wpatrując się w nieżywe oczy byłej liderki, zastanawiałam się na przykład, kogo wybrać na zastępcę. Lamparci Krok był oczywistym kandydatem, ale nie chciałam skreślać wszystkich innych. Rozmyty Pył mógł się również nadawać - walczył z Klanem Prawdy i wydawał się inteligentny. Co prawda jest strasznie zamknięty w sobie i chyba ciężko byłoby mi się z nim porozumiewać. Fioletowa za to jest jeszcze za młoda i zbyt impulsywna. A Mysi Nos, Blady Świt lub Srebrna Łuska? Wstyd się przyznać, ale za bardzo ich nie znam. Także do wyboru mam Lamparciego Kroku lub Rozmytego. Kogo chciałabym mieć przy sobie w ciężkich chwilach? Przyjaciela, to oczywiste. Obawiałam się jednak, że jeśli wybiorę Lamparta to kiedyś oboje popełnimy ten sam błąd. Było bardziej prawdopodobne, że Rozmyty by mnie powstrzymywał. Chociaż nie za bardzo wyobrażałam sobie komunikację z nim. Wydawało mi się, że to typ, który pytany o zdanie mruknie "rób jak chcesz". A ja nie chciałam robić jak chcę. Chciałam robić to co dobre dla klanu. Zaczęłam więc wyobrażać sobie Lamparta jako zastępcę. Z nim czułabym się pewniej, bezpieczniej. Uznałam, że jeśli miałabym podejmować złe decyzje, to z kimś, a nie sama, wspieram jedynie obojętnymi mruknięciami. W pewnym momencie moje myśli nieco się zagubiły i skupiłam się na swoich relacjach z byłym uczniem. Był dla mnie jedną z dwóch najważniejszych osób. Druga nie żyła i leżała tuż obok. Zależało mi na nim jak na niczym innym. Już nie myślałam o nim jak o uczniu. Teraz był... przyjacielem. Ta myśl dziwnie mnie zabolała. Zrozumiałam, że moje uczucia do niego są nieco mocniejsze niż przyjaźń. Chyba się zauroczyłam. Spojrzałam na niego ukradkiem i poczułam, że to osoba, z którą chciałabym być. Chciałabym być tak blisko niego jak to możliwe i nie pozwolić mu odejść. Chciałabym razem z nim mieć kocięta i kochać je tak samo jak jego, wiedząc, że są nasze wspólne i jest w nich jego cząstka. Nie wiedziałam tylko, czy to prawdziwe uczucie. Może tylko to sobie ubzdurałam. Może niedługo mi przejdzie. Ale w tamtej chwili kochałam go najbardziej na świecie. Postanowiłam, że jeśli to nie minie, to mu o tym powiem. Niezależnie od tego, jak zareaguje, chcę to powiedzieć. Ale jeszcze nie teraz.
< Lampart? Możesz opisać swoje przemyślenia albo zakończyć już pilnowanie zfłokuf i zrobić co chcesz >
06 marca 2017
Od Białej Mgły
Z przerażeniem patrzyłam, jak Srebrna Gwiazda upada. Podbiegłam do niej i z Lamparcim Krokiem starałam się ją podnieść, pomóc, zanieść do medyka, zrobić cokolwiek. Miałam nadzieję, że to jeszcze nie jest czas jej śmierci, w końcu dotychczas trzymała się całkiem nieźle, i zaraz jej przejdzie. Ale wydukała tylko parę słów i jej oczy zgasły. Powieki miała otwarte, co nadawało jej groteskowy wygląd. W ogóle nie przypominała teraz siebie za życia. W ogóle nie przypominała osoby.
Gdy stało się już jasne, że na pewno jej się jej już nie polepszy, odłożyłam delikatnie ciało na ziemię. Spojrzałam na Lamparta, nie wiedząc co teraz robić, oszołomiona tą całą sytuacją. W oczach zaczęły zbierać mi się łzy. On również bynajmniej nie wydawał się spokojny czy zadowolony - liderka naszego klanu umarła. Otrząsnął się jednak szybko.
- Musimy ją zabrać do obozu - poradził. Skinęłam głową i razem z Lamparcim Krokiem zaczęłam ciągnąć ciało w kierunku obozu. Z oczu ciekły mi łzy, które przestałam już nawet powstrzymywać, choć przez nie wszystko co widziałam było rozmazane. Próba zatrzymania ich w oczach poskutkowała tylko bólem głowy. Nie myślałam o niczym, skupiłam całą swoją uwagę na wykonywanej czynności. Zapomniałam nawet, co... nie, kogo trzymam. Po prostu robiłam to, co miałam zrobić bez żadnej świadomości, znacząc ziemię mokrym szlaczkiem z łez. Po nie wiadomo jak długim czasie byliśmy już na miejscu. Mokry ślad na futerku na mojej twarzy zdążył już wyschnąć. Koty, które zauważyły nas i martwe ciało liderki momentalnie do nas pobiegły.
- Co się stało?! Czy ona nie żyje?! Srebrna Gwiazdo! Zawołajcie Kwiecisty Wiatr! - takie okrzyki można było usłyszeć od obecnych klanowiczów. Co zrozumiałe, nie byłam jednak w nastroju udzielać im zapewne oczywistej odpowiedzi. Będę musiała zostać przy niej do ranka, a później pogrzebać. Tylko gdzie położyć ciało? Najlepiej chyba byłoby w miejscu, gdzie dawniej spała.
- Zabierzmy ją do jej legowiska - powiedziałam Lampartowi i zaczęłam ciągnąć zwłoki. Kocur szybko wziął się do pomocy, tak jak parę innych kotów. Skinęłam im głową z wdzięcznością. Gdy już dawna liderka znalazła się tam, gdzie powinna, większość osób odeszła parę kroków, a ja usiadłam przy niej i rozmyślałam.
Po krótkim czasie patrol wrócił do obozu. Zostali zaznajomieni po krótce z sytuacją, a ja wspięłam się na "podwyższenie terenu okalające obóz" i zwołałam klan. Wszyscy szybko się zebrali, czekali bowiem na to i byli gotowi. Lamparci Krok siedział niedaleko mnie. Rzuciłam mu szybkie spojrzenie i zaczęłam mówić:
- Srebrna Gwiazda była mądrą i sprawiedliwą liderką. Zawsze dbała o dobro klanu i starała się chronić go ze wszystkich sił. Dzięki niej Klan Burzy stał się ostoją spokoju i wspaniałym miejscem - mówiłam, starając się brzmieć podniośle. Było to dość trudne, gdyż w zasadzie Srebrną Gwiazdę znałam dopiero od około trzydziestu księżyców i nie wiedziałam, jak wyglądało jej panowanie wcześniej. Na pewno jednak lepiej będzie wysławiać ją pod niebiosa, niż bełkotać coś w stylu "Kiedyś mogła być zła, nie wiem, ale ostatnio była dobra". - Zmarła ze starości. Kiedyś musiało to nadejść. Na pewno trafi do Klanu Gwiazd i będzie nas z niego wspierać. Będę czuwać przy ciele do następnego dnia. Czy ktoś chciałby do mnie dołączyć? - spytałam, gdyż pewnie był ktoś, kto był z nią blisko i dla kogo nie była tylko liderką. Na przykład jej dziecko, pomyślałam. A potem spojrzałam z nadzieją na Lamparta. Chciałabym, by wspierał mnie w tym czasie.
< Ee, nie wiem, może osoby co chciałyby przy niej siedzieć zgłoszą się w komentarzach? A potem napiszę ciąg dalszy >
Gdy stało się już jasne, że na pewno jej się jej już nie polepszy, odłożyłam delikatnie ciało na ziemię. Spojrzałam na Lamparta, nie wiedząc co teraz robić, oszołomiona tą całą sytuacją. W oczach zaczęły zbierać mi się łzy. On również bynajmniej nie wydawał się spokojny czy zadowolony - liderka naszego klanu umarła. Otrząsnął się jednak szybko.
- Musimy ją zabrać do obozu - poradził. Skinęłam głową i razem z Lamparcim Krokiem zaczęłam ciągnąć ciało w kierunku obozu. Z oczu ciekły mi łzy, które przestałam już nawet powstrzymywać, choć przez nie wszystko co widziałam było rozmazane. Próba zatrzymania ich w oczach poskutkowała tylko bólem głowy. Nie myślałam o niczym, skupiłam całą swoją uwagę na wykonywanej czynności. Zapomniałam nawet, co... nie, kogo trzymam. Po prostu robiłam to, co miałam zrobić bez żadnej świadomości, znacząc ziemię mokrym szlaczkiem z łez. Po nie wiadomo jak długim czasie byliśmy już na miejscu. Mokry ślad na futerku na mojej twarzy zdążył już wyschnąć. Koty, które zauważyły nas i martwe ciało liderki momentalnie do nas pobiegły.
- Co się stało?! Czy ona nie żyje?! Srebrna Gwiazdo! Zawołajcie Kwiecisty Wiatr! - takie okrzyki można było usłyszeć od obecnych klanowiczów. Co zrozumiałe, nie byłam jednak w nastroju udzielać im zapewne oczywistej odpowiedzi. Będę musiała zostać przy niej do ranka, a później pogrzebać. Tylko gdzie położyć ciało? Najlepiej chyba byłoby w miejscu, gdzie dawniej spała.
- Zabierzmy ją do jej legowiska - powiedziałam Lampartowi i zaczęłam ciągnąć zwłoki. Kocur szybko wziął się do pomocy, tak jak parę innych kotów. Skinęłam im głową z wdzięcznością. Gdy już dawna liderka znalazła się tam, gdzie powinna, większość osób odeszła parę kroków, a ja usiadłam przy niej i rozmyślałam.
Po krótkim czasie patrol wrócił do obozu. Zostali zaznajomieni po krótce z sytuacją, a ja wspięłam się na "podwyższenie terenu okalające obóz" i zwołałam klan. Wszyscy szybko się zebrali, czekali bowiem na to i byli gotowi. Lamparci Krok siedział niedaleko mnie. Rzuciłam mu szybkie spojrzenie i zaczęłam mówić:
- Srebrna Gwiazda była mądrą i sprawiedliwą liderką. Zawsze dbała o dobro klanu i starała się chronić go ze wszystkich sił. Dzięki niej Klan Burzy stał się ostoją spokoju i wspaniałym miejscem - mówiłam, starając się brzmieć podniośle. Było to dość trudne, gdyż w zasadzie Srebrną Gwiazdę znałam dopiero od około trzydziestu księżyców i nie wiedziałam, jak wyglądało jej panowanie wcześniej. Na pewno jednak lepiej będzie wysławiać ją pod niebiosa, niż bełkotać coś w stylu "Kiedyś mogła być zła, nie wiem, ale ostatnio była dobra". - Zmarła ze starości. Kiedyś musiało to nadejść. Na pewno trafi do Klanu Gwiazd i będzie nas z niego wspierać. Będę czuwać przy ciele do następnego dnia. Czy ktoś chciałby do mnie dołączyć? - spytałam, gdyż pewnie był ktoś, kto był z nią blisko i dla kogo nie była tylko liderką. Na przykład jej dziecko, pomyślałam. A potem spojrzałam z nadzieją na Lamparta. Chciałabym, by wspierał mnie w tym czasie.
< Ee, nie wiem, może osoby co chciałyby przy niej siedzieć zgłoszą się w komentarzach? A potem napiszę ciąg dalszy >
22 lutego 2017
Od Białej Mgły cd. Lamparciego Kroku
Od razu przypomniało mi się spotkanie z Malinową Gwiazdą na granicy. Już
wtedy zachowywała się dość... nieprzyjaźnie. Czyżby już wtedy coś się
działo? Ale nie wierzę, by ktoś miał polować na terytorium innego klanu.
Wydawało mi się to prostu niedorzeczne. Kto byłby tak głupi, by
naruszać granice, skoro nie mamy wcale aż tak wielkiego problemu z
pożywieniem? Ale znikąd by tego pomysłu nie wytrzasnęła...
- Może powinnyśmy... nie wiem, popytać...? Nie żebym kogoś podejrzewała, ale chyba lepiej będzie to wyjaśnić - zaproponowałam. Srebrna spojrzała na mnie.
- Myślisz, że ktoś z naszego klanu byłby w stanie to zrobić? - spytała cicho, choć groźnie. Była to jednak liderka, a ja byłam zastępczynią i nie zwróciłam uwagi na jej ton. W końcu kiedyś zostanę przywódczynią i będę musiała ubiegać się o racje swoje i klanu. Nie mogę bać się każdego niemiłego słowa, ale nie chciałam urazić Srebrnej Gwiazdy.
- Myślę... Myślę, że nie należy zbytnio ufać innym. Nawet jeśli są z naszego klanu. I powinnyśmy to sprawdzić - powiedziałam. Spoglądałam to na Lamparta, to na liderkę, oczekując na ich reakcję. Powiedziałam coś bardzo kontrowersyjnego, ale podkradanie zwierzyny jest chyba sprawą bardziej kontrowersyjną. - W końcu połowa naszych wojowników, w tym również ja, są urodzeni poza klanem.
< Srebrna? Lampart? >
- Może powinnyśmy... nie wiem, popytać...? Nie żebym kogoś podejrzewała, ale chyba lepiej będzie to wyjaśnić - zaproponowałam. Srebrna spojrzała na mnie.
- Myślisz, że ktoś z naszego klanu byłby w stanie to zrobić? - spytała cicho, choć groźnie. Była to jednak liderka, a ja byłam zastępczynią i nie zwróciłam uwagi na jej ton. W końcu kiedyś zostanę przywódczynią i będę musiała ubiegać się o racje swoje i klanu. Nie mogę bać się każdego niemiłego słowa, ale nie chciałam urazić Srebrnej Gwiazdy.
- Myślę... Myślę, że nie należy zbytnio ufać innym. Nawet jeśli są z naszego klanu. I powinnyśmy to sprawdzić - powiedziałam. Spoglądałam to na Lamparta, to na liderkę, oczekując na ich reakcję. Powiedziałam coś bardzo kontrowersyjnego, ale podkradanie zwierzyny jest chyba sprawą bardziej kontrowersyjną. - W końcu połowa naszych wojowników, w tym również ja, są urodzeni poza klanem.
< Srebrna? Lampart? >
13 lutego 2017
Od Białej Mgły cd. Lamparciego Kroku
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów poczułam, że nieco przesadziłam. Obsesja to coś poważnego, a Lamparci Krok się tylko pytał.
- To znaczy, co ci to niby da? Może ten, kto go zabił, też już nie żyje? Wtedy z nim sobie nie pogadasz. A jeśli żyje... - zawiesiłam głos. Nie byłam w stanie powiedzieć tego, o czym wtedy myślałam. Konfrontacja mogłaby się skończyć źle dla jednego z nich. - Nie chciałabym, żebyś zrobił coś głupiego. Ani naraził się na niebezpieczeństwo - dodałam po chwili, zdając sobie sprawę, że mogło to brzmieć jakbym go o coś podejrzewała. Kij z tym, że to w zasadzie prawda. Ale to, że coś takiego przemknęło mi przez głowę jeszcze nie znaczy, że w to wierzę.
- Biała Mgło, ja chcę się tylko dowiedzieć, kto to zrobił - odparł czarny kocur spokojnie. - Tylko tyle.
Uśmiechnęłam się, a potem wybuchłam śmiechem z ulgą.
- No tak, głupio się martwię. Jestem trochę nadopiekuńcza - powiedziałam i położyłam się obok Lamparta. - Czasami nadal myślę o tobie jako moim uczniu, chociaż jestem tylko trochę starsza.
- 10 księżyców - zauważył kocur.
- To prawie jak mrugnięcie oka! - zaśmiałam się. Czasem sama nie rozumiem swojego poczucia humoru. Bywa to dość męczące, to całe wymyślanie ripost i udawanie, że są zabawne.
<Lampart?>
- To znaczy, co ci to niby da? Może ten, kto go zabił, też już nie żyje? Wtedy z nim sobie nie pogadasz. A jeśli żyje... - zawiesiłam głos. Nie byłam w stanie powiedzieć tego, o czym wtedy myślałam. Konfrontacja mogłaby się skończyć źle dla jednego z nich. - Nie chciałabym, żebyś zrobił coś głupiego. Ani naraził się na niebezpieczeństwo - dodałam po chwili, zdając sobie sprawę, że mogło to brzmieć jakbym go o coś podejrzewała. Kij z tym, że to w zasadzie prawda. Ale to, że coś takiego przemknęło mi przez głowę jeszcze nie znaczy, że w to wierzę.
- Biała Mgło, ja chcę się tylko dowiedzieć, kto to zrobił - odparł czarny kocur spokojnie. - Tylko tyle.
Uśmiechnęłam się, a potem wybuchłam śmiechem z ulgą.
- No tak, głupio się martwię. Jestem trochę nadopiekuńcza - powiedziałam i położyłam się obok Lamparta. - Czasami nadal myślę o tobie jako moim uczniu, chociaż jestem tylko trochę starsza.
- 10 księżyców - zauważył kocur.
- To prawie jak mrugnięcie oka! - zaśmiałam się. Czasem sama nie rozumiem swojego poczucia humoru. Bywa to dość męczące, to całe wymyślanie ripost i udawanie, że są zabawne.
<Lampart?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)