BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowy Pył x Wiśniowa Iskra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowy Pył x Wiśniowa Iskra. Pokaż wszystkie posty

03 kwietnia 2022

Od Wiśniowej Iskry CD. Jałowego Pyłu

 Popatrzyła, jak niebieski wychodzi i skierowała wzrok na Koperkowy Powiew. Ostatnio zdawał się częściej rozmawiać z Jałowym Pyłem. Nie, żeby ich życie szczególnie ją obchodziło. Po prostu to zauważyła.
— Spędzacie ze sobą sporo czasu. — mruknęła, segregując zioła. Kątem oka zobaczyła śpiącego Jeżową Ścieżkę. Nie chciała go budzić.
— Tak wyszło — odparł cicho Koperkowy Powiew. Odwrócił się za swoje ramię. — Muszę już iść.
Kiwnęła głową.

* * *
Medyczne legowisko zdawało się tak puste i ciche, gdy nie było w nim Jeżowej Ścieżki. Szylkretka westchnęła, układając w kupkę ziarnka maku. Instynktownie obracała się co jakiś czas, by spojrzeć na posłanie, jak robiła, gdy bała się, że obudzi czekoladowego. Ale tym razem nie było na co uważać. Bo nie było Jeżowej Ścieżki.
Jego zapach wciąż się tu unosił, przypominając jej o ukochanym mentorze. Wcześniej ją instruował. Rozmawiali o jego doświadczeniach. Pomagał, gdy było trzeba. Teraz nikogo takiego nie było. Teraz musiała robić wszystko sama.
Z jednej strony się do tego przyzwyczaiła. Wyręczała Jeżową Ścieżkę od dawna ze względu na jego starość. Ale teraz to było co innego. 
Klan Burzy był pokręcony jak nigdy dotąd. Dawna zastępczyni oskarżona o morderstwo, kocięta Obłocznej Myśli. Zdecydowanie za dużo na jej gust. Martwiła się o to wszystko. Może aż za bardzo.
Rano odwiedził ją Zajęcza Gwiazda, Fretkowy Bieg, Końskie Kopytko, Obłoczna Myśl i Ziemniaczana Bulwa ze swoimi dolegliwościami. Wyleczyła ich z pomocą swojej tymczasowej uczennicy, Plusk. To było dziwne przeżycie. Leczyć kogoś bez towarzystwa Jeżowej Ścieżki.
Obróciła łebek, gdy do środka wszedł Jałowy Pył. Rzuciła mu długie spojrzenie, a potem przeniosła wzrok na zioła. 
— Czegoś potrzebujesz? — miauknęła. W jej głosie wciąż słychać było drżenie i smutek po śmierci mentora. Ale starała się go opanować. Starała się wciąż na nowo rozpalać swoją iskrę, by nigdy nie zgasła. Tak, jak powiedział jej Jeżowa Ścieżka. 


<Jałowy Pyle?>

Wyleczeni: Zajęcza Gwiazda, Fretkowy Bieg, Końskie Kopytko, Ziemniaczana Bulwa, Obłoczna Myśl

13 lutego 2022

Od Jałowej Łapy (Jałowego Pyłu CD Wiśniowej Łapy (Wiśniowej Iskry)

- Nie musisz na każdym kroku przypominać mi, jak bardzo nie chcesz mnie spotykać. - warknęła szylkretka. Zatkało go z lekka. Skąd ona wie?
- Czyli mogę już iść?
- Pewnie. - miauknęła chłodno. Bardzo chętnie już do niej drugi raz do niej nie przyjdzie. 
Pani maruda się znalazła.

***

Jałowy Pył leżał na legowisku, liżąc się po łapach. Burzaki czekały cierpliwie na zimę. Klan Burzy ogółem miał szczęście, co do zwierzyny. Nawet inne Klany nie miały ochoty na zawracanie im głowy. Byli przygotowani. Byli silni. Niczego nie brakowało, nie było na co narzekać. Jednym słowem - po prostu ideał.
A jednak, wśród zmarzliny i chłodnego powietrza nie czuł się zbyt dobrze.. znów. Czegoś tu brakowało, chociaż nie wiedział czego…
- Hej, Jałowy Pyle. - dosiadł się do niego rudy wojownik. Koperkowy Powiew, tak ściślej. Na twarzy miał opatrunek, choć nie miał pojęcia z jakiego powodu. Nie pamiętał, by bicolor w ogóle tu był. Tak naprawdę to ostatni raz z nim rozmawiał przy okazji śledztwa. Fala wspomnień uderzyła w niebieskiego jak o twardą ścianę. Koszmary, sojusz z Splotką i Kamień, knucie na wszystkie tematy, późniejsza przyjaźń z czarną, rebelia… Nawet nie wiedział ile tego wszystkiego się w nim kryło. Nie do pomyślenia, wręcz. 
- Cześć? Coś cię do mnie sprowadza? - spytał niepewnie. Kto wie co może się czaić za zwyczajnym hej…
- Nic. Chciałem pogadać. Nudnawo tutaj. - przysiadł do niego. - Słyszałem, że Obłoczna Myśl i Końskie Kopytko ostatnio zostali wojownikami. Jesteś z nich dumny?
Zostali..?
Ostatnio ewidentnie zbyt dużo go ominęło. Szkoda, że nawet mu się nie pochwalili.
- Oczywiście, że jestem. Jak mógłbym nie być. Zajęcza Gwiazda nadał im piękne imiona. 
Miło, że chociaż Konik nosił imię jego ojca. Jeleniemu Kopytku musiało się zrobić ciepło na sercu.
- W sumie to nurtowała mnie jedna rzecz..
Niebieski zastrzygł uchem.
- Jaka?
- Czy nazwałeś Obłok po Miodowym Obłoku?
Przewrócił oczami.
- Tak. Po to do mnie zagadałeś? - zaśmiał się cicho.
- N-nie, po prostu byłem zaciekawiony... - odpowiedział nerwowo Koperek.
- Spokojnie. - ziewnął Jałowy. - Miodowy Obłok była moją mentorką. Dobrą nauczycielką. Marchewka się zgodziła, więc takie imię pozostało. I dobrze, bo może Miód będzie jej doglądać z.. góry. - miauknął. Wciąż nie był pewny, czy gwiezdni przodkowie rzeczywiście istnieją. Czasami czuł, że ktoś się nim opiekuje, dogląda z chmur, jednak odtrącał takie myśli. To niemożliwe. Takie coś było jak głupia bajeczka i równie prawdopodobna. Kotki w gwiazdkach. Jak ryby w koronach drzew. Mimo wszystko nie rozumiał, czemu inni tak ślepo w to wierzą. To było nielogiczne.
Zamruczał cicho z rozbawienia, gdy zdenerwowany Koper położył się obok niego w pozycji chlebka.
- Coś cię trapi? - spytał żartobliwie.
Rudy pokręcił nerwowo łbem.
- Chyba nie. - schował łapki pod brzuch i wyglądał jakby nieco się uspokoił.
Nastała niezręczna cisza, przecinana odgłosami krzątania się medyków i podmuchami wiatru, szeleszczącumi trawą.
- Masz tu kleszcza.. - powiedział brązowooki, nim zatopił zęby w jego futrze, by sprawnie wykręcić robaka.
- Ja potrafię-
- Z-zrobione. - powiedział rudy. - Wiesz, jakie choróbska można złapać od kleszcza?
- Nie wiem, ale widzę że ty wiesz. Szkoliłeś się na medyka?
- Od razu szkoliłeś... Nie wiem czy mógłbym tak tu tkwić całymi dniami. Trochę się zainteresowałem. Gdyby nie rodzice, może nawet tkwiłbym tutaj, moje imię brzmiałoby Koperkowy Kwiat i wracałbym właśnie ze zbierania ziół. - rozmarzył się, czy też zaczął głośno myśleć.
- Zabronili ci?
- Pokazali mi życie wojownika od dobrej strony.
- Zawsze nie rozumiałem kotów, które chciały iść ścieżką medyka. Bez urazy, ale takim chyba siadło na mózg. Zioła są jak jakaś okropna magia. Śmierdzą jak zleżałe piżmo. A od wszystkich kombinacji aż głowa boli.
Rudy uśmiechnął się.
- Cóż.
Jałowy Pył ziewnął i zamrugał kilka razy.
- Często ziewasz. - zauważył Koperek. - Nie wyspałeś się?
- Kiedy ja się wyspałem to lepsze pytanie. - rozciągnął się.
- Długo się nie wysypiasz?
- Jak cholera.
- Powinieneś powiedzieć medykom.
- Eh. Bez przesady. Chyba mają na łbach lepsze sprawy.
- Wiśniowa Iskro? - miauknął głośno towarzysz, zwracając uwagę szylkretowej medyczki.
- Czegoś wam potrzeba?
Jak już zawołał...
- Masz coś na bezsenność? - mruknął niebieski.
- Mam. Długo cię to dręczy?
Bardzo.
- Trochę długo. Parę księżyców?
Czarno-ruda przybrała poważny wyraz pyska.
- O takich rzeczach od razu się mówi. Może to jakaś choroba. - zniknęła w odmętach składziku z roślinami.
- I teraz mnie nafaszeruje. - fuknął, kładąc się wygodnie.
Bicolorowi tylko wąsy drgnęły z rozbawienia.
- Proszę, oto mak na sen i krwiściąg na wzmocnienie. Zobaczymy, czy coś w tobie siedzi. - powiedziała tortie, kładąc przed pacjentem parę czarnych kulek i niewielką roślinę o owalnych, poszarpanych liściach i białym kwiatkiem na górze. Już zdążył zapomnieć jak się nazywa, jednak przełknął.
Poczuł się zmęczony jak nigdy dotąd. Zasnął w kilka uderzeń serca. Usłyszał jeszcze cichy śmiech Koperkowego Powiewu, nim oddał się w ramiona sennej krainy.

***

- Pyłku! - obudziły go miauknięcia i szorowania językiem po ciele. Otworzył leniwie oczy, mrugając kilka razy.
- Cześć Marchewko. - powiedział ze spokojem. Chyba pierwszy raz po obudzeniu się nie czuł, jakby miał znowu opaść bez sił.
Pręgowana kotka uśmiechnęła się na jego widok.
- Wyglądasz dziś lepiej.
- Czuję się lepiej. - wstał, przeciągając się kilka razy i prostując łapy. Skręcona noga była zdrowa jak ryba... Chociaż chyba była taka od dłuższego czasu.
W legowisku spał jeszcze Jeżowa Ścieżka, skulony na swoim miejscu. Należał mu się już odpoczynek.
- Wiśniowa Iskro?
- Hm?
- Chyba już dobrze mi z łapą. Możesz ściągnąć opatrunek?
Wydawało mu się, że kotka szepcze coś w stylu "nareszcie", ale nie był pewien. Na pewno to zdradzał chwilowy uśmiech na jej pysku, który szybko zniknął. Czyżby był tak nieznośny?
Wiśnia szybko zdjęła prowizoryczny bandaż i pozwoliła wojownikowi wyjść.
W końcu. To mu się należało.
Gdy wychodził kotka powiedziała jeszcze spokojnym jak tafla jeziora głosem:
- Nie zapomnij wrócić jutro po zioła. Gdy łapa znów zaboli, szybko zwróć się do nas.
Skinął głową, trochę w akcie zwyczajnego zrozumienia, a trochę w akcie podziękowań za pozwolenie wyjścia z tego piekła.
Tylko Koperkowy Powiew patrzył na niego bez słowa, gdy się oddalał.

<Wiśniowa Iskro? Długo nie odpisywałam, co?>

Wyleczeni: Jałowy Pył

20 sierpnia 2021

Od Wiśniowej Łapy CD Jałowej Łapy

 - No i boli mnie łapa. Wiesz jak ją naprawić? - Zakończył uczeń, a Wiśniowa Łapa miała ochotę złapać go za nią i wywlec z legowiska medyka. Czemu w ogóle się do niej zwracał? Jeżowa Ścieżka już ją trochę uczył, ale i tak nie naprawiłaby niczego bez jego zgody i obecności.
- Być może wiem - Mruknęła, mrużąc oczy. Nie lubiła tego ucznia. Widziała, że traktuje ją z pogardą, to było można wyczytać w jego spojrzeniu. Zresztą nie dziwiła się, skoro w tym klanie mało jaki rudzielec był przyjaźnie nastawiony do nierudych. Wiedziała tylko, że mama nie traktuje nierudych z jakąś wyższością. 
- Być może spróbowałabyś ją wyleczyć? - Spytał Jałowa Łapa wymownie, a Wiśnia rzuciła mu gromiące spojrzenie.
Wymieniła tylko zioła dobre na leczenie złamanych i skręconych kończyn, ale samodzielnie nic nie robiła. Mogłaby mu jeszcze pogorszyć łapę, a za to by się jej przynajmniej oberwało, jeśli nie od samego ucznia, to od liderki, która oczekuje pewnie od niej wzorowej opieki nad chorymi kotami. Kazała mu poczekać na Jeżową Ścieżkę, który zjawił się dość późno, ale koniec końców wyleczył uczniaka, zaś szylkretowa uczennica czasami wtrąciła coś od siebie.
**
Następnego świtu, rankiem, Jałowa Łapa ponownie przyniósł jej śniadanie. Kotka machnęła ogonem lekceważąco, każąc mu położyć królika pod kamienną ścianą. Niebieskiego coś fart opuścił. Tortie nie chciała wierzyć, że przyniósłby coś dla niej z własnej woli.
- To dla Jeżowej Ścieżki - Powiedział uczeń, a Wiśniowa Łapa skinęła tylko głową.
- Domyślam się - Odpowiedziała szorstko i usiadła, wygładzając swój ogon. 
Była ciekawa, co Jałowa Łapa o niej myśli. Sama za nim nie przepadała, ale był o wiele lepszy, niż jej kuzyn czy ciocie. Miała naprawdę porąbaną rodzinę, musiała przyznać, choć dalej była z niej dumna. Jakby nie patrzeć, to jej korzenie. 
- Znowu go nie ma? - Spytał Jałowa Łapa, a Wiśniowa Łapa skierowała na niego przyszpilający wzrok. To zabrzmiało przynajmniej, jakby miał pretensje. 
- Jest zajęty - Odpowiedziała spokojnie. - Jak każdy medyk. Czasem mu pomagam, a czasami jestem tutaj. Uszanuj to. Przekażę mu, żeby zjadł.
- Szanuję - Powiedział uczeń, ale tortie go zignorowała. Widziała, że próbował brzmieć wyniośle, żeby nie robić awantury, ale i tak koszmarnie ją denerwował.
- Nie musisz na każdym kroku przypominać mi, jak bardzo nie chcesz mnie spotykać. - Rzuciła mu prosto w twarz. Widziała, że uczeń już bardzo chciał wyjść. Jak mu łapy drgały! Na litość Klanu Gwiazdy, zawsze, gdy tu wchodzi, zastaje nie Jeżową Ścieżkę, ale właśnie ją. Sama byłaby poirytowana, gdyby musiała znosić towarzystwo tego pionka non stop. Ale mógł przynajmniej siedzieć cicho i nie zawracać jej tyłka.

<Jałowa Łapo?>

17 sierpnia 2021

Od Jałowej Łapy CD Wiśni (Wiśniowej Łapy)

  Skąd ta smarkula wie? 

– Uważasz że to co zrobiłem było kiczowe i powodem do wstydu? – spytał, zezując na tortie. No, tak właściwie było, ale się tak szybko nie podda. Nie Jałowa Łapa. – Udowodniłem w ten sposób swoją odwagę, aby nie zostać wyśmianym. Niektórzy baliby się zrobić. – miauknął "sugestywnie". W jego oczach pojawił się błysk, błysk taki sam, jak u Sasanka, gdy ten dał mu wyzwanie. Może drugi taki głupek się pojawi i se głupi ryj rozwali? Pewnie nie, skoro ma pomarańczową sierść. 
– Ja nie muszę nic udowadniać. – mruknęła chłodno szylkretka, kończąc jedzenie. 
Czemu w tym Klanie nawet kociaki traktują innych z wyższością?!
Co się dzieje z tym Klanem?!
I dlaczego tak na prawdę nie zna innego świata niż tego w Klanie Burzy?
– Jestem tego pewien. – mruknął, próbując udawać taki sam ton, jak to robi Wiśnia. – Jesteś w końcu ruda. Szylkretowa. – sprecyzował ponurym głosem. Czekał na długi i emocjonujący wywiad o tym, że jest nierudy i powinien wylecieć stąd aby upolować jej stado tłustych królików. Nie zdziwiłby się. 
Kotka jednak milczała, mrużąc oczy, gdy promienie słońca zmierzchwiły mu sierść. Wyszedł, również bez słowa. Nie potrzebuje kłótni. 
***
Minęło kilka dni i to dziwne dziecko zostało uczennicą medyka, w sumie nieźle. Gorzej, że Jeżowa Ścieżka to starzec i pewnie ta chłodna kocica będzie coś odwalać z powodu bycia rudą. Może zacznie leczyć tylko rude koty? To bardzo możliwe. Siedział na środku obozu, delektując się chwilą i tym, że jeszcze nikt go nie zagania do pracy.
- A ty wronia strawo co tu robisz? - zaszła go od tyłu Szczypiorkowa Łodyga. Nie no, super i świetnie. 
- Odpoczywam po polowaniu. - odparł spokojnie i zmierzył go wzrokiem.
- To idź na kolejne! Zjadłabym tłustego królika... Skołuj mi go!
Jałowa Łapa zastrzygł uchem. Wbił nienawistne spojrzenie w cętkowaną. 
- Co się tak gapisz?! Ja czekam. 
- Zaraz mnie coś rozsadzi! - krzyknął, na szczęście tylko w głowie.
- Hm, no tak przypomniało mi się coś. Miałem przynieść jedzenie Jeżowej Ścieżce! - miauczał chaotycznie - No, przepraszam ale jak widzisz nie mogę-
- Jeżowa Ścieżka zbiera zioła. 
- Wiśniowej Łapie.
Szczypiorek tylko burknęła coś niezadowolona i odeszła. 
Chyba jest dobry w kłamaniu.
Podszedł do sterty zwierzyny, gdy nikt nie patrzył obrzydzał tusze zwierząt, by obrzydzeni rudzy nie tknęli ich. Sam zjadł niewielką nornicę oraz chwycił za kark królika i pomknął do legowiska medyków. Zastał tam Wiśniową Łapę, wpatrującą się w te ziołowe sterty. Dopiero podduszenie się ziołami Jałowka zwróciło jej uwagę. Upuścił królika i zaczął kaszleć, po chwili się uspokoił. 
- Przyniosłem ci jedzenie.
- Dobrze, a teraz jestem zajęta. - mruknęła niewyraźnie.
- Czym?
Owinęła ogon wokół łap. 
- Której części "jestem zajęta" nie rozumiesz? - wskazała na niewyraźny kształt leżącego obok niej. Jałowa Łapa tylko z udawanym szacunkiem skinął głową. - Zwracam honor. - i wyszedł. I dobrze, bo chyba mu nie starczało powietrza.
***
Jałowa Łapa powłóczył łapami, wchodząc do obozu. Jego tylna łapa była dziwnie skręcona i utykał, podpierał się na matce. Obaj weszli do legowiska medyka.
Co się stało?
Cóż, Jałowa Łapa polował wraz z matką aż podczas pościgu wpadł do króliczej nory. Całkiem głębokiej. Upadł wprost na swoją prawą łapę - tą ze skarpetką. Matka trudziła się jak go stamtąd wyciągnąć i nadwyrężyła sobie łapy, chociaż utrzymywała że nic jej nie jest i tylko wróciła do legowiska wojowników. 
Jeżowej Ścieżki znów nie było.
- Gdzie Jeżowa Ścieżka?
Pomarańczowe oczy Wiśni zabłyszczały w półmroku legowiska.
- Nie jest ci to potrzebne do szczęścia, ktoś wykorzystał. Czego chcesz?
Opowiedział jej historię.
- No i boli mnie łapa. Wiesz jak ją naprawić?
<Wiśniowa Łapo?>
wyleczeni: Jałowa Łapa

25 lipca 2021

Od Wiśni CD Jałowej Łapy

Tortie jak zwykle prezentowała się schludnie. Niedawno wylizane, półdługie futerko, świetnie przylegało do chudziutkiej drobnej sylwetki. Ogon z precyzją zawinęła wokół łap. Tak wyglądała jej codzienna rutyna - siedzenie i obserwowanie, bo zabawy były zbyt dziecinne dla tej specyficznej istotki. Gdy w kociarni zawitał niebieski kocur, na oko młody uczeń, kotka jeszcze raz wylizała sobie pierś. Rozpoznała Jałową Łapę - Wielokrotnie widywała go w obozie, pracującego, polującego i trenującego, dla klanu, rzecz jasna. Albo bardziej dla jakiegoś procentu klanu? Dla rudych kotów, takich jak ona sama? Wiśnia nie chciała się nad tym zastanawiać. Gdy tylko kocur ułożył u jej łap zająca, ta spojrzała mu w oczy. Bystry błysk w jej oczach odbił się również w ślepiach Jałowej Łapy. Kotka miała tendencję do oceniania innych po pierwszym wejrzeniu. Wszystkich traktowała z dystansem, nie lubiła także zbytecznego towarzystwa, jednak niektóre osobowości były dość ciekawe na pierwszy rzut oka. O tym kocie zdołała już wiele się nasłuchać. Ile razy kotka już podchwyciła, gdy członkowie klanu rozmawiali o jego perfidnej próbie "ucieczki"?
Kocur wyjąkał coś na wzór przywitania, a ta popatrzyła się na niego szorstkim wzrokiem. Widząc jego ślepia, jak w transie patrzące się w jeden punkt, jaki stanowiła ona sama, już wiedziała, z jakim typem ma do czynienia.
- Mogło trafić się gorsze towarzystwo. - Powiedziała zimno, nie przestając obmierzać go swoim przenikliwym spojrzeniem. Przeniosła wzrok na chwilę na zwierzynę, jaką przyniósł jej uczeń. No, musiała przyznać, że była dość kusząca. Ciekawość wzięła górę. - Zgaduję, że na zewnątrz obozu musi być wiele do roboty.
Jałowa Łapa zrozumiał, że kotka oczekuje od niego czegoś więcej. Podjął się dyskusji.
- Jest mnóstwo zwierzyny do polowania. Ptaki, króliki i tego typu - Powiedział. - Może masz ulubioną zwierzynę?
- Nie widzę powodu, dla którego miałabym ci to mówić. - Odparła oschle, pilnując swojego języka. Niebieski zaczynał ją powoli denerwować, niemniej kotka nie była furiatką ani prowokatorką. Potrafiła ukrywać swoje emocje i zamierzała z tego korzystać.
- W takim razie mam na ciebie focha do końca życia. - Podjął uczeń, ale Wiśnię to nie poruszyło.
- Możesz iść. - Odparła kotka krótko. Wiśnia nie miała w zwyczaju się rozwodzić i w żadnym wypadku nie chciała tego robić. Zbyteczne dialogi jedynie zapychały czas, który spędzić można bardziej ambitnie.
Może duma Jałowej Łapy ucierpiała, był wyczulony na punkcie swoich fochów i chciał je wyróżnić, albo po prostu górę wzięła leniwość, jednak ni kroku z kociarni nie ruszył. Szylkretka uniosła brew.
- Zające są przereklamowane. - Powiedziała w końcu. - Nie pogardziłabym tłustym drozdem.
Uczeń natychmiast się wyprostował, jakby foch przeminął niczym chmura burzowa. 
- Koniec focha - Obwieścił. Jego wzrok był nieodgadniony. Trochę oceniający? Patrzył się na nią, jakby odgadywał jej gesty i wyrabiał sobie na jej temat zdanie. Specyficzna, nietowarzyska, małomówna, nieco szorstka i chłodna - tak ona sama by siebie określiła. W głowie kocura musiało to wyglądać pewnie inaczej. 
Cisza. Utrzymywała się dość długo, bo kotka nie miała chęci do rozmowy, a Jałowa Łapa również nic nie mówił. Szylkretka zaczęła konsumować zająca z każdym kolejnym kęsem coraz mniej zwracając uwagę na otoczenie. Jadła z precyzją i gracją, nie chciała upaprać się w towarzystwie innego kota. Powoli odrywała małe kawałeczki i długo przełykała.
- Czemu starasz się nawet w jedzeniu? - Zapytał Jałowa Łapa.
- Staram się nie mieć opóźnionego mianowania. - Odparła chłodno i wymownie, czekając na reakcję kocura. Uczeń połknął wstyd, ale kotka nie była pewna, co dokładnie czuł. Nie mniej, cieszyła się, że być może trafiła w czuły punkt. Jałowa Łapa otworzył pysk powtórnie, zamierzając się odezwać. Kotka nie wiedziała, co niebieski ma do powiedzenia.

<Jałowa Łapo?>

22 lipca 2021

Od Jałowej Łapy

 – Ja, Piaskowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, by spojrzeli na tego ucznia. – powiedziała kremowa liderka, poważnym głosem wpatrując się w szarego kocura. – Trenował pilnie, aby poznać wasz szlachetny kodeks, a ja polecam wam go na wojownika. – objęła swym wzrokiem wszystkie zgromadzone tutaj koty. – Sasankowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Sasankowa Łapa onieśmielony odpowiedział:
– Oczywiście.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Sasankowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Sasankowy Kielich. Klan Gwiazdy wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Poszczególne koty zaczęły skandować jego imię, również Jałowa Łapa, i to chyba najgłośniej jak tylko potrafił.
Omijał się po obozie, a może nawet całym lesie jedno imię.
– Sasankowy Kielich! – powiedział po raz ostatni, kiedy brat podszedł do niego. Nie czuł jednak jakiejś, nie wiem, dumy. Czuł się jakby zazdrość wyżerała jak kwas jego wnętrzności. Tak chciałby być już wojownikiem! Przecież to byłoby co najmniej piękne! Nikt cię by nie męczył zmienianiem mchu z legowiska, nie pomiatał tobą, stałbyś wyżej w  hierarchii od Rozżarzonej Łapy, same plusy. 

***

Kocur wracał właśnie z już trzeciego polowania, a dochodził wieczór. Jutro. Jutro Miodowy Obłok zapewniła go że nauczy go więcej o walce niż głupie podstawy i pójdzie tylko na jedno czy dwa polowania. Młodego ciągnęło do walki, zdecydowanie bardziej niż do polowania. Woli wbijać pazury w płaczące z bólu koty niż jakieś zwierzątka..
Dobra. Przesadził. Po prostu odłożył na stertę jasnobrązowego, tłustego zająca, samemu z mniejszej biorąc jakąś jaskółkę i szybko ją zpałaszował. 
– Jałowa Łapo? – odezwała się do niego Miodowy Obłok, jedząca królika. 
– Tak? 
– Mógłbyś zanieść coś dla Wiśni i Borówkowej Mordki? 
Nie chciało mu się, prawda. Wolałby się już położyć na własnym legowisku i spać przez następny tydzień, jednak nie zamierzał się wykłócać. Bo po co? Zaniesie i będzie spokój, jeszcze się skończy jak z tą ucieczką. Mimo kilku księżyców paliło go ze wstydu na samą myśl o tak głupim wydarzeniu. 
Złapał więc w pysk zająca, leniwym krokiem wszedł do żłobka, zastając tam jedynie szylkretowego kociaka. Wiśnia.
– Um, em, witam czy.. Coś. – nie miał pojęcia co powiedzieć, kotyszka patrzyła się na nią jakby chciała mu coś zrobić i bynajmniej nie byłoby to czymś miłym. Upuścił więc królika i gapił się na to dziwne kocię, zastanawiając się czy jego Klan już po prostu tak ma.

<Wiśnio?>