BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowy Pył x Kamienna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowy Pył x Kamienna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

07 kwietnia 2023

Od Jałowego Pyłu CD. Kamiennej Agonii (Kamiennej Gwiazdy)

BARDZO dawno
— Może ogarnij swoją Marchewę, bo przez to, że wreszcie się przed nią tak nie płaszczysz już jej solidnie odwaliło, jakby wcześniej nie była ostro popieprzona umysłowo.
Niebieski zamilkł, patrząc jedynie jak wojowniczka odchodzi gdzieś dalej, a jego spojrzenie spotkało się z tym należącym do Marchewkowego Grzbietu. Jej zielone oczy wbijały się głęboko, jak pazury w skórę. Wzrok oplatał się wokół jego ciała, niczym żądna żmija, a na jej pysku widział nie tylko wściekłość. Zaskoczenie, smutek, pragnienie, a przede wszystkim... pewien promyk nadziei. Wyglądała okropnie ze swoim skołtunionym futrem. Jej oczy błyskały jak świeczki. Jakby wierzyła jeszcze, że coś się odmieni. Otworzyła pysk, utrzymując kontakt wzrokowy, chciała coś powiedzieć. Jałowy Pył jednak wypalił pierwszy.
— Przepraszam — wymamrotał niemal niedosłyszalnie, odwracając się.
— Jałowy- — Marchewkowy Grzbiet chciała podążyć za uciekającym powoli kocurem.
— Zostaw ją — syknęła Kamienna Agonia. — Przejrzyj w końcu na oczy.

***

przed wojną
Patrzył bez mrugania. Nie potrafił z siebie wydusić nic, a jedynie przerażenie w oczach zdradzało jego szok. Jego oczy uwieczniały na zawsze ten obraz w głowie.
Ciało leżało w bezruchu. Zmierzwiona sierść kocicy sklejała się w brudne kołtuny, splamiona zaschniętą krwią. Jałowy Pył nie był pewny, czy spazmy bólu przechodzą przez niego czy wciąż przez nią. Oczy miała zamknięte. Słyszał w głowie jej żałosne wycie z bólu. Wyglądała, jakby nie pozwolono jej na szybką, bezbolesną śmierć, a zamiast tego doznała najgorszej agonii. A przy tym... tak spokojnie. Jak gdyby ziemskie swawole już wcale jej nie dotyczyły, a zamiast tego mogła spoczywać w pokoju.
Och, Kamienna Gwiazdo...
Jego twarz zastygła. Nic nie powiedział, gdy inni w ciszy spychali zwłoki przywódczyni do rzeki. Jej sierść zetknęła się z wodą, pysk całkiem zanurzył, aż w końcu pod brudną taflą szczątki zniknęły w ciemnej toni. Jego oczy to chłonęły; widok dryfującej martwej kocicy wypełniał bezwiedną czerń w jego głowie.
Bezwładne ciało liderki popłynęło z prądem, niesione przez wartki strumień wody. Oddalało się. Znikało jak płomień przygasającej świeczki. Pysk Jałowego Pyłu nie drgnął. Jego zielone oczy nie mrugały. Jedno z nich upuściło trzymaną w sobie łzę, która opadła na wiechlinowe źdźbło z trzaskiem pękających luster, rozrywając w jego uszach grobową ciszę.
Odeszła. Wicher wyrwał mu z łap ostatnich przyjaciół, uciekających mu przez palce. Kolejny z nich pozostawił go bez pożegnania. Nigdy się nie pogodzili. Nigdy nie otworzył ust, by porozmawiać, by powiedzieć "przepraszam".
Żałował.
Plusk i szelest trawy czesanej przez wiatr jako jedyny przerywał milczenie. Śledził wzrokiem porywane przez siły natury ciało. Słyszał w głowie szept, nie był już pewien czy swój czy dusz obłąkańców, którzy w jego umyśle znaleźli schronienie. W pustce powoli pojawił się przebłysk światła, myśli. Kocur zamrugał, gubiąc ślad płynącej Kamiennej Gwiazdy. Potrzebował rozmowy. Teraz to zrozumiał. Potrzebował jeszcze raz usłyszeć jej głos, usłyszeć "wybaczam". Nie potrafił powstrzymać łez. Same płynęły spod zaciśniętych powiek. Nie zauważył, jak brzeg stał się pusty, krople deszczu zlały się z płaczem, a dotąd spokojne lustro wody zamieniło się w bombardowaną narastającą ulewą ziemię. Nie potrafił znaleźć już Kamień. Opuściła go.
— Zniknęłaś... — Spod drżących warg wyrwało się pojedyncze słowo. Próbował przepchać przez gardło kolejne. — Nie wiem gdzie jesteś. Cholera, to zawiłe. Ale nawet, jeśli już nie istniejesz... — oczy wojownika zalśniły — …wybacz mi wszystko, co kiedykolwiek zrobiłem. Proszę.
Spojrzał we własne odbicie w czarnej, rzecznej toni. Z jego ust uciekło tylko głośne westchnięcie. 
Stał się jeszcze bardziej samotny.

06 lipca 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Jałowego Pyłu

 — Widzę, że nie tylko ja cierpię na bezsenność.
Odwróciła łeb w stronę właściciela tych słów, który nawet na nią nie spojrzał. Jałowy Pył.
Zacisnęła zęby. Na samą myśl o dawnym przyjacielu poczuła skurcz w żołądku. Jak miał w ogóle czelność rozpoczynać z nią rozmowę po tym, jak zostawił ją samej sobie w najtrudniejszym momencie jej życia. Pozostawiając bez wytłumaczeń.
Wilcza Zamieć była po stokroć lepsza od Jałowego Pyłu. Była kimś, kto był w stanie ją przeprosić za nawet najmniejsze, nic nieznaczące przewinienia. Czarna otuliła się jedynie czarnym ogonem. Bez przerwy myślała o tym, co działo się w klanie, a każde kolejne wspomnienie Piaskowej Gwiazdy i cierpienia, jakie ze sobą przyniosła przyprawiało ją o dreszcze. On przynajmniej nie miał nic, czym mógłby się martwić. W końcu uwolnił się od zasranej Marchewy i zaczął żyć razem z Koprem. Nie wiedziała, co ich łączyło. Miała to w dupie.
Albo bardziej chciałaby mieć to w dupie.
Jednak mimo złości na Jałowy Pył jakaś jej cząstka wciąż mu ufała, chciała mu zaufać i zapomnieć wszystkie złe momenty, zacząć od nowa, tak, jak to zrobiła z Wilczą Zamiecią. Ale ona była kimś innym. I miała u niej duży dług do spłacenia. A Jałowy Pył? Czy kiedykolwiek pokazał, że mu zależy? Wręcz przeciwnie. Bronił plugawej istotki zwanej Miodowym Obłokiem, która szydziła i z mamy, i z nich wszystkich. 
— Nagle zacząłeś się interesować moimi problemami? — mruknęła, starając się ukryć całą zawiść, która kryła się w jej głosie.
— To ty gapisz się na mnie w środku nocy.
— Ale nie zawracam ci dupy. Myślałam, że śpisz. — odpowiedziała, mimo, że z wyrzutem w głosie, wciąż szeptem. Nie chciała budzić pozostałych wojowników.
Jałowy Pył jedynie westchnął, opierając głowę na łapach.
— Najwidoczniej nie miałaś racji. 
— Na moje nieszczęście. — prychnęła, odwracając się w przeciwną stronę. Jakby każda rozmowa z nim nie sprawiała, że czuła ukłucie w sercu, którego chciała się wyzbyć. Sądziła, że tęsknota minie z czasem, ale za każdym razem widząc Jałowy Pył bolało coraz mocniej. 



* * *
Słońce się nad nimi nie litowało, a czarne futro wcale nie polepszało jej sytuacji. Leżała w cieniu, w samotności, rozglądając się spod przymrużonych powiek obozowi.
Ledwo co do niej dochodziło to, co się działo. Borówkowa Mordka, Ziemniaczana Bulwa i... Sowia Łapa nie żyli. Nie mogła powiedzieć, że było jej przykro z powodu utraty córki. Wręcz przeciwnie, czuła się, jakby wyzbyła się jednej skazy. Ale pozostawała jeszcze żywa trójka.
Nie podobało jej się, że myślała tak o własnych dzieciach, ale nie potrafiła myśleć inaczej. Nie powinny istnieć. Nigdy. Nie chciała, żeby musiały nazywać się wnukami Króliczego Susu i Świerszczowego Skoku. Nie zasługiwały na to. Były tylko tym, co pozostawiła po sobie Piaskowa Gwiazda.
Dlatego jakże musiało być duże jej zdziwienie, gdy to właśnie Jałowy Pył do niej podszedł z kondolencjami. Ostatnia osoba, której mogłaby się spodziewać. A tych osób było naprawdę mało.
— Przykro mi z powodu straty. — miauknął, dosiadając się do niej. Kotka poderwała się z wypoczynku i także usiadła, nawet nie racząc spojrzeć mu w oczy.
— Takie życie. Zdarza się — prychnęła. — Zajmij się lepiej swoimi dzieciakami.
— Moje już dorosłe. — wzruszył ramionami.
— Moje też. Oprócz Sowiej Łapy — mruknęła ponuro. — Nie wiem, nie obchodzi mnie, co robią. Życzę im wszystkiego dobrego, byle trzymały się z dala ode mnie. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.
— No widzisz. Oboje już nie musimy się zajmować przerośniętymi kociętami. — uśmiechnął się słabo.
— Ty przynajmniej nie jesteś posądzany o romans z przywódcą — parsknęła, wbijając wzrok w czarne łapy, którymi ugniatała ziemię, żeby się odstresować. Natłok myśli niedobrze na nią działał. A ostatnio miała ich zbyt dużo.
— Romanse są zawsze pojebane. Są dziwne. Za dużo z tym myślenia.
Strzepnęła ogonem. Gdyby to było prostsze niż popierdolona chora tyranka w ciele twojego szwagra, która postanowiła mścić się za rebelię, która ją obaliła, zamiast pogodzić się ze swoją cholerną śmiercią.
— Tak jakbyś wcale a wcale nie zakochał się w Koperkowym Powiewie — stwierdziła, spoglądając na niego spode łba. — Nie sądziłam, że wreszcie przemówi ci do rozsądku na tyle, żebyś przestał dawać sobą pomiatać przez Marchewkę — miauknęła, jak gdyby te słowa wcale nie dotyczyły jej samej po tym, co uczyniła jej Piaskowa Gwiazda. Ale dawna partnerka Jałowego Pyłu przynajmniej nie była liderką. Nie była na tyle wpływowa, by zrobić mu krzywdę. A Jałowy nie miał tak zniszczonej reputacji jak ona, żeby nikt nie miał nic przeciwko bezpodstawnym zarzutom w jego stronę.
Mimo oschłego tonu jej głosu naprawdę chciała, by Jałowy Pył był bezpieczny. By przestał tak ulegać Marchewkowemu Grzbietowi i skończył z nią raz na zawsze. Nie potrafiła jednocześnie go nienawidzić i wciąż kochać jak durnowatego młodszego braciszka, któremu zawsze trzeba ratować dupę, gdy wplącze się w niepotrzebny konflikt z Rozżarzonym Płomieniem.
— Oh, ja... Koperek? Przecież, ten, no. To mój ziomek przecież. Nie mam pojęcia o czym gadasz.
— Nie musisz udawać — miauknęła. — Przecież widzę, że coś między wami iskrzy. I dobrze. Nie mam nic przeciwko. Ale nie spodziewałam się, że to będzie brat Szczypior.
 — Cóż. To skomplikowane tak właściwie — miauknął Jałowy Pył zakłopotany.
Wzruszyła ramionami. 
— Życzę wam powodzenia czy coś — mruknęła, odchodząc. Byleby zniknąć z jego oczu.
Długo nie nacieszyła się wolnością od tematu Jałowego Pyłu. Z zamiarem powrotu do legowiska natknęła się na Marchewkowy Grzbiet, wyraźnie oburzoną. Ruda syknęła, prężąc się jak paw. Czarna poczuła, jak futro na jej karku się jeży. Świetnie. Jeszcze jej tu brakowało. Nie chciała mieć z nią nic wspólnego. Powinna być problemem Jałowego Pyłu, nie jej.
— Myślałaś, że się nie dowiem, co? — warknęła, na co Kamień jedynie położyła po sobie uszy, odsłaniając kły. — Odwal się od Jałowego Pyłu. Wiedziałam! Wiedziałam, że miał kogoś na oku! I oczywiście to musisz być ty. On jest mój, rozumiesz? Daruj sobie, on cię nigdy nie pokocha. Już ci się znudził Zajęcza Gwiazda? Najpierw Wilcza Zamieć, potem on, a teraz mój Jałowy Pył! Wymieniasz sobie partnerów jak liście na drzewie. — zadrwiła.
— Uspokój się — zjeżyła się, wysuwając brodę do góry. — Nie kocham Jałowy Pył, nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Weź go sobie, jak ci tak na nim zależy — prychnęła. — Już dawno się nie przyjaźnimy, a już tym bardziej nie jesteśmy i nie będziemy partnerami.
— Kłamiesz! — warknęła zdesperowana kotka. — Zobaczę cię przy nim choćby raz, to powyrywam ci wszystkie nogi z dupy. Odwal się od niego.
Zielonooka zmarszczyła pysk, odwracając się na pięcie z bijącym z nerwów ogonem.
— On cię i tak nie kocha. — prychnęła, idąc w przeciwną stronę. Byleby tym razem nie natrafić na żadną Szczypiorkową Łodygę czy Rozżarzonego Płomienia. Przechodząc obok miejsca, gdzie niedawno rozmawiała z Jałowym Pyłem, zwróciła ku niemu pysk.
— Może ogarnij swoją Marchewę, bo przez to, że wreszcie się przed nią tak nie płaszczysz już jej solidnie odwaliło, jakby wcześniej nie była ostro popieprzona umysłowo — rzuciła w jego stronę. Dawno nie wypowiadała na głos takich wyzwisk, ale nie potrafiła zachowywać spokoju, gdy ktoś pluł jej jadem w twarz jak śmieciowi. Nikt na to nie zasługiwał.

<Jałowy?>

05 lipca 2022

Od Jałowego Pyłu CD Kamiennej Agonii

dawno
Nie wierzył w to, co się stało. Jego dwójka cudownych wnucząt. Kociąt, które zasługiwały na godne życie. Jałowy Pył musiał się do tego przyznać, był okropnym ojcem. Cicho przyzwalał na każdy raz wymierzony w stronę jego dzieci. Unikał ich jak ognia. Dopiero gdy opuściły rodzinne gniazdo złapał się za łeb, lecz to było za późno. Wiedział, że jego krew zasługuje na coś więcej. Chciał naprawić błędy z przeszłości. Zająć się najmłodszym pokoleniem, rudym pokoleniem. Wychować je tak, by nie dyskryminowały innych. Żeby wykorzenić wszystko, co powstało podczas rządów tyranki. Z trójki ostał się jeden, jedna maleńka kotka. Nie wierzył w legendy. Wiedział, że od wieków każda zła sytuacja była zwalana na Kamienną Agonię, ale coś go złapało za serce. 
To były jego potomkowie. Widział zrozpaczenie Obłocznej Myśli, smutek na pysku Falującej Tafli. Nie liczyło się dla niego to, czy ta ciąża była dobrym pomysłem czy nie. Czy były wpadką, czy zaplanowaną sytuacją. Były bezbronne. A ktoś je pozbawił życia. Zabił bez najmniejszego poczucia winy. 
Nie ufał plotkom. Kamień nie była potworem. Zwłaszcza teraz, gdy nikt nie wiedział co się stało. Słabła z każdym dniem. Była mizerna jak samotnik porą nagich drzew. Nie zrobiłaby mu tego. A jednak...
Stanął w przejściu do legowiska starszych, gdzie ją przeniesiono. Nie odwróciła się w jego stronę. Nie było mu dane ujrzeć tych zielonych oczu, mętniejących z każdym dniem. 
– To prawda? Zabiłaś te kocięta? – spytał mocnym głosem, zmartwionym. Czarna nie ruszyła się nawet o milimetr. Zastanawiał się, czy w ogóle go usłyszała. 
– Zrobiłaś to? 
Podszedł do niej bliżej. Poruszyła się. Obróciła łeb. Jej spojrzenie było szare. Puste. Jak sucha przepaść, na samym środku pustyni. Znów, żadnej odpowiedzi. Położył po sobie uszy, pozwalając na zrobienie jeszcze kilku kroków. Jej wzrok podążał za nim. Czuł niepokój. 
– Zabiłaś je? – jego głos zadrżał, przybierając ciemniejszy odcień. Milczenie wyglądało jak nieme potwierdzenie zarzutów. Zaszczękał zębami. Nie wiedział jak to odebrać. Czy ona naprawdę mogła mu to zrobić? 
– Odpowiesz czy nie? – teraz jego głos przybrał zirytowany ton. Dziwiła go jej obojętność. Ta grobowa cisza, jak makiem zasiał. Nie znał jej od tej strony. Nie chciał jej takiej znać. 
Jednak wciąż, żadne słowo nie padło z jej pyska ni razu. Dzwoniło mu w uszach. W kilku chwilach w sercu pojawiła się mieszanka gorzkiego żalu i gniewu. 
– Jak mogłaś mi to zrobić?!
– Nic nie zrobiłam. – ledwo dosłyszalne, zachrypnięte zdanie padło z jej ust. Wsunął z powrotem pazury, które stukały wcześniej o twardą skałę.
– To co się z nimi stało?
Cisza.
– Rozumiem, że od ciebie się niczego nie dowiem. – warknął, obrócił się na pięcie i wyszedł. Nie zamierzał marnować czasu. Nie teraz. Gdy jego smutek sięgał zenitu.

***

Koszmary dręczyły go od kiedy tylko był uczniem. Ile nocy nie przespał, ile razy nie budził się długo po północy z dreszczem. To było tak dawno, a wciąż nie mógł zapomnieć. O Miodowym Obłoku, znalezionej przez niego martwej mentorce. O Różaneczniku, którą sam pozbawił życia. O Jałowcowym Świcie zakopanym na dnie tunelu. Te trzy sprawy nigdy nie odeszły w niepamięć, nie ważne jak bardzo chciał. Ta noc również się tym cechowała. Okrutną torturą, którą będzie musiał znosić aż do samej śmierci.
Pamiętał to miejsce zbyt dobrze. Lasek obok granicy z wilczakami. Ale coś tu nie pasowało... Może to ta ususzona trawa? Drzewa które znał przemieniły się w wiekowe, wyrośnięte dęby. Mgła okalająca to miejsce przypominała bardziej duszący dym. Było tu znajomo, a jednak tak obco. Wzrastał w nim niepokój.
– To piękny wieczór, nieprawdaż? – usłyszał słaby, starczy głos o ciepłej barwie. Odwrócił się, aby przed nim stanęła liliowa kotka. Jej sierść była w opłakanej kondycji. Jakby zwiędła. Zlepiona kurzem, błotem i Klan Gwiazd wie czym jeszcze. Z jej szyi strumieniem lała się krew. Brudna, zbrązowiała, zgniła. Jej oczy były zastąpione przez czarną ropę, która jak łzy spływała po policzkach kocicy. Pysk był otwarty, uzbrojony w szereg ostrych i ogromnych zębisk, jak u wilka. – Pamiętasz mnie, Jałowy Pyle?
Nie mógł nawet jej odpowiedzieć, bo palec z wystawionym, złamanym pazurem położył się na jego mordce. Spojrzał się głęboko w to, co pozostało z ślepi. Były puste. Jak u trupa. 
Widzę, że nie zapomniałeś, czym jestem. 
Zbudził się, czując, że odzyskuje świadomość. Leże z mchu i piór muskało jego nie do końca czystą sierść. Wolał nie otwierać oczu, bo wiedział, że wtedy już nie zaśnie ponownie. Dziwne szuranie jednak zmusiło go do tego. Uniósł słabo głową, otrząsnął się. Delikatnie przesunął łapę Koperkowego Powiewu. Oni... byli razem. Minęło tyle czasu, a Jałowy Pył wciąż nie mógł zrozumieć, co łączyło go z rudym. Koper się o niego troszczył, samo patrzenie na błękitnego wojownika przysparzało mu szczęście. A Jałowy? Wydawało mu się, że nie czuł tego samego. Że to jakaś dziwna relacja. Wcale nie chciał, by Koperek przysuwał się tak do jego boku z mruczeniem. Pragnął wtedy odsuwać się najchętniej na sam tył legowiska wojowników, ale sprawienie kocurowi przykrości było jeszcze gorsze. Nie lubił dotyku. Nie był dla niego tak przyjemny, jak dla innych. Przypominał mu jedynie o Marchewce. O tym jak się przymilała, kiedy zbliżała się do niego jak najbliżej, jak chciała go zagarnąć tylko dla siebie. Było to gorsze niż pazury. Za każdym razem musiał skrywać to niekomfortowe uczucie w sobie. Oczywiście, chciał by ten był szczęśliwy, chciał być z nim, ale... nie pasował do tego przyjętego schematu miłości. Być może nawet nigdy nie będzie. 
Jego była leżała zaledwie parę kroków dalej. Przeskakiwał wzrokiem raz na jedno, raz na drugie. Oboje spali głęboko, ciesząc się ciepłą nocą. Musiał być szczery, z żadnym z nich nie czuł się tak do końca szczęśliwy. Westchnął głęboko. Za każdym razem musiał mieć jakiś problem.
Ktoś oprócz niego również nie spał. Doskonale czuł to spojrzenie, które przykleiło się do jego tylnej części głowy. Odetchnął, wciąż się nie oglądając.
– Widzę, że nie tylko ja cierpię na bezsenność.

<Kamienna Agonio?>

02 kwietnia 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Jałowego Pyłu

Gdy zobaczyła wpatrującego się w nią w tym całym zamieszaniu Jałowego Pyła, zmęczony wzrok powędrował spode łba przez tłum.
Była już tym zmęczona. Nikomu nie zawadzała, leżąc w kociarni i patrząc, jak potomstwo Piaskowej Gwiazdy rozwija się w jej brzuchu. Została oskarżona o morderstwo. Kotka, która wyrzuty sumienia miała już po zabiciu dorosłego kota. Kotka, która ledwo kontaktowała ze światem.
Pozwoliła im plotkować i mówić co sobie chcą. Nie wypowiedziała ani jednego słowa na swoją obronę. Nie wypowiedziała ani jednego słowa do Jałowego Pyłu. Odwróciła się w kierunku legowiska starszych. Bez żadnego protestu. U niektórych wywołało to zdziwienie, u innych ulgę czy szczęście.
Spodziewałaby się tego po wszystkim. Ale nie po Obłocznej Myśli.
Westchnęła.
Chcieli tak - proszę bardzo. Była zmęczona użeraniem się z pogardą i nienawiścią. Była zmęczona mierzeniem się opinią publiczną. 


* * *

Zlepione od łez powieki, wypłowiałe i zakołtunione futro. Zmatowiałe oczy pozbawione blasku. Kości żeber wystające zza boku. Płytki oddech.
Czuła za sobą ciałka śpiące w chłodzie. Jej dzieci. Nawet nie poruszyła się, gdy jedno z nich wczolgało się na jej ogon, doszukując się ciepła. Leżała. Znowu odwrócona do zamkniętych ścian legowiska. Znowu nieobecna. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. 
Usłyszała kroki przy wejściu. Jałowy Pył. Nie odwróciła się w jego stronę. Nienawiść mieszała się z obojętnością i płaczem. Natłok uczuć sprawiał, że zielonooka chciała wstać i wgryźć się im wszystkim w szyję. Wykrzyczeć wszystko co o nich myślała. Była wyczerpana ciągłym odpowiadaniem na oskarżenia i plotki. Zmęczona życiem i funkcjonowaniem. 
— To prawda? Zabiłaś te kocięta?
Nie odpowiedziała. Nie poruszyła się. Była sztywna jak trawa zamarznięta pod pokrywą śniegu w porze nagich drzew. Wszystko jedno. Powie, że tego nie zrobiła - nie uwierzą. Zaczną myśleć, że próbowała wymigiwać się ze swojego czynu. Powie, że je zabiła - nie przestanie być w ich oczach mordercą. Przyzna się do czegoś, czemu nie była winna. 
Jedynie obojętność pozostała w tym wątłym czarnym ciele. Jeżeli tak miała wyglądać jej egzystencja w Klanie Burzy, wolała nigdy nic do nikogo nie mówić. Nawet, gdyby leżała w miejscu i nie robiła nic, wszyscy znaleźliby pretekst, by oskarżyć ją o okrutne czyny. A co robili oprawcy? Grzali tyłki w swoich legowiskach, oglądając to wszystko i nie ponosząc żadnych konsekwencji za szyderstwa. Miała dość. Nieważne, co zrobiła i co zrobi. Będzie zła. Drżąca Ścieżka miał rację.

<Jałowy Pyle?>

Od Jałowego Pyłu CD Kamiennej Agonii

Po słowach kotki czuł niepokój. To nie była ta sama Kamienna Agonia co kiedyś. Ta czarna, w której hulał żywioł, furiatka nie do zatrzymania. Za każdym razem, gdy patrzył w jej mętne oczy, zapyloną sierść i flegmatyczne ruchy wydawało mu się, że widzi tylko zniekształcone odbicie tej, którą znał. Prawdziwej Kamiennej Agonii, co nie boi się żadnego lisa ani Piaskowej Gwiazdy, co jest jak prawdziwy kamień, którego nie złamiesz. A teraz po nawierzchni tej ponoć niezniszczalnej masy widniała masa pęknięć.
- Um, przynieść ci trochę mchu? Jesteś głodna?
Kotka westchnęła i położyła brodę na swoich łapach.
- Jak chcesz.
- A chcę.
Nie wiedział czemu, ale zależało mu na czarnej kocicy. Sam fakt, że wyglądała jak kupka nieszczęścia sprawiał, że aż łapy świerzbiły go do pomocy. Kamienna Agonia była wcześniej dla niego jak starsza siostra, z którą można wychodzić polować, gadać o wszystkim i o niczym, pośmiać się. Teraz przeobrażała się w Sasanka. Bolesne i nie tak stare wspomnienia zagruchotały, aż się głucho zrobiło wokół. Niebieski nie żył. Musiał to zaakceptować. 
Może sam wziął jakieś jagody.
Możliwe, że kogoś poprosił.
Ale czy jego brat chciałby dobrowolnie tracić życie?
Nawet tak dobrze po tym wszystkim go nie znał, by odpowiedzieć na to pytanie. 
Nieważne. Garstkę mchu nasączył w jeszcze niezamarzniętym źródełku. Jednocześnie złapał też jakąś byle-mysz ze stosu. Gdy wszedł do żłobka delikatnie położył obie te rzeczy przed karmicielką. Trąciła mysz nosem, wody upiła ledwie łyka, po czym ponownie zatraciła się w transie, powłoce myśli. Jak duch, nieobecna duszą, dryfująca gdzieś między przestrzeniami. Chciałby wierzyć, że to tylko taki okres przejściowy, krótkotrwała faza. Coś, co szybko się skończy, a w niej obudzi się stary wigor. Już raz się na to nabrał, a nadzieja zanikała jak wypalający się patyk, aż został sam popiół. To bolało. Stracił brata już dawno. Nie chciał przechodzić tego po raz drugi. Tym razem się postara. Nie zawiedzie. Nie tym razem. Teraz jej pomoże. Tak, by się udało z tego bagna wyjść, a nie pójść pod nie. Tylko nie to. 
Słyszał własne bicie serca, Ile minęło już czasu? Zatracił się w tym. Nie chciał odchodzić. Było mu jej szkoda. Tak okrutnie szkoda. 
Jednak obowiązki czekały na niego. Obiecał Koperkowemu Powiewowi, że pójdzie z nim na patrol. Wstał z lodowatej ziemi i rzucił ostatnie, pożegnalne spojrzenie.

***
też zima, trochę wcześniej niż odpis bo pianka nie umie się wyrobić w czasie
Obłoczna Myśl zachowywała się dziwnie. Skąd to wiedział? To oczywiste. Ojciec znał swoje dzieci. Coś się wydarzyło.
A gdy szylkretowa, wcześniej smukła, obecnie napęczniała kotka przeniosła swój tłusty zadek do kociarni, wiedział już wszystko. Będzie pierdolonym dziadkiem. Wziął coś ze sterty w przypływie gniewu. Nie zwrócił nawet na uwagi czy jest zjadliwe, czy trujące. Przekroczył próg żłobka. Rzucił wróblem w stronę odpoczywającej kotki. Piszczka poturlała się aż do jej łap i spojrzała na kocura, stojącego w wejściu.
- Coś ty sobie myślała w ogóle?! - zawarczał, podchodząc bliżej. Dawno nie szalały nim takie nerwy, aż sam siebie przechodził, przeklinając w głowie. - Masz ledwo powyżej dwudziestu księżyców, a już się zaczynasz zabawiać z facetami!
- To moje życie i moja decyzja. - miauknęła chłodno kotka. 
- Nie chcę mi się dawać wiary w to, że oboje chcieliście kociąt.
- Lepiej, jakbyś uwierzył i trochę mnie wsparł w ciąży. - polizała się kilka razy po barku. - Będziesz miał piękne wnuki, to ci zapewniam. 
- Mam większą nadzieję na to, że zamiast ładne będą ułożone. 
- Mógłbyś wezwać Wiśniową Iskrę? Chyba jestem chora. 
Zacisnął zęby i wyszedł ze żłobka. Skierował się w stronę legowiska uzdrowicieli.
To co tam zobaczył było istnym chaosem. 
Z jednej strony Cisowy Gąszcz z wykręconym barkiem. Fu. Gdy tylko odwrócił łeb w inną stronę stał tam Dziki Gon doglądany przez Jeżową Ścieżkę, z ohydnym, zaropiałym okiem. Czekoladowy nakładał mu jakąś dziwną papkę i smarował sokiem z niej zakażone ślepie. Jeszcze bardziej fu.
Musnął go w bok Orlikowy Płatek, wychodząc z tego gmachu. Chyba nawet wiedział, po co tu był. Gdy go słyszał rano miał okropną chrypę. Cóż, może przynajmniej medycy ukoili jego gardło a Jałowego uszy, które pękały od tego irytującego dźwięku. Co chwilę ktoś przechodził w te i we w te. Na Klan Gwiazd, ile ich się tu namnożyło?
W tym dosłownym gąszczu kotów wypatrzył Marchewkowy Grzbiet, która charczała coś do Wiśniowej Iskry. Właśnie, już trochę czasu minęło kiedy z rudą ostatni raz mówił. Może to dobry pomysł powiadomić ją o ciąży Obłocznej Myśli. 
- Nie nadwyrężaj głosu. - głosiła nauki szylkretowa medyczka. - Staraj się nie krzyczeć, przyjdź jutro po drugą dawkę leku.
- Marchewkowy Grzbiecie? - przyciszonym głosem zwrócił uwagę rudej.
- Medyk kazał mi nie nadwyrężać głosu. - parsknęła pod nosem. 
- Nie będziesz musiała. - zapewnił ją - Chciałem cię tylko powiadomić, bo nie wiem czy wiesz..
- Co się stało w końcu?
- Obłoczna Myśl jest w ciąży.
Twarz rudej w moment zmieniła się z obojętnej w płonącą gniewem.
- Co?! Do cholery, niewdzięczne bachorzysko! - zawarczała głośno. Wiśniowa Iskra chciała jeszcze coś powiedzieć, ale wojowniczka szybciej wyszła. Zniosła to gorzej niż się spodziewał. Myślał, że dzieciaki już jej nie obchodzą. Eh... Niech się dzieje jej wola. 
- Właśnie, Wiśniowa Iskro. - zwrócił się w stronę szylkretowej uzdrowicielki, która nie wtrącała się w ich sprawy rodzinne i szukała jakiegoś zioła dla jednego z pacjentów. Gdy usłyszała swoje imię tylko burknęła coś niezrozumiale na znak tego, że słucha. - Obłoczna Myśl mówiła mi, że jest chora. Sporo kaszle. 
Czarnoruda westchnęła. Po prostu wzięła jakieś zawiniątko z podłogi i ze stoickim spokojem poszła leczyć awanturującą się z matką kotkę. Współczuł jej.
W oddali legowiska zobaczył znajomą mordkę.. Koperkowy Powiew? Co on tu robił?
- A ciebie jaki wirus tu przybłąkał? - szturchnął skupionego kocura i wytrącił go z transu tak, że aż podskoczył z zaskoczenia. - Spokojnie, Koper. To tylko ja.
Rudy uśmiechnął się, odstawiając na ziemię jakieś listki. 
- Żaden wirus. Jak Wiśniowa Iskra dała mi zioła stwierdziłem, że zostanę. I jakoś tak wyszło potem. Pomagam im.
- Ziołomaniak z ciebie. - parsknął żartobliwie i usiadł na ziemi obok niego. - A co u ciebie?
- Spokojnie. A ty?
- Jeśli zajrzysz do żłobka to zobaczysz jaki harmider mi się zrobił. - warknął. - Wiesz, że Obłoczna Myśl jest w ciąży?
- Świtem była tu i Jeżowa Ścieżka to stwierdził. Powiedział mi to, jak przyszedłem.
Zdziwił się. Już wiedział? I mu nie powiedział?
- Właśnie, jak się Jeż trzyma? Widziałem, że wam.. Wiśni jeszcze pomaga. 
- Przy mniej skomplikowanych rzeczach. Ale jest już stary. Niedługo pewnie Wiśniowa Iskra zostanie sama.
- A ty? Nie chciałbyś być medykiem?
Koperek zamrugał kilkakrotnie.
- Nieee, raczej nie. Jestem już chyba trochę za stary na bycie uczniem. - zaśmiał się cicho. - Wolę być wojownikiem. A medyczna wiedza się przyda zawsze.
- Nie chciałbyś rozprostować łap? Wydaje mi się, że już sobie poradzą.
- P-pewnie. - miauknął rudy, rozciągając się.
Wyszli razem z obozu. A to, co robili później, było tylko im znane. Żarty, tarzanie się w śniegu, obrzucanie białym puszkiem, przyjemny spacer. Po co zaglądać im w prywatne sprawy?

***

Obłoczna Myśl urodziła swoje pociechy zaledwie kilka wschodów słońca temu. Ile, dwa, trzy? Tyle czasu spędziła już szylkretka ze swoimi dziećmi. Jednak obóz obudził się tego poranka z wrzaskiem, a tak właściwie okropnym krzykiem właśnie jego córki. Był pierwszym, co dobiegł do żłobka i wpadł tam jak burza. A tam istny chaos. 
- Jak śmiałaś! Gdzie są moje kocięta! - rozpaczała Obłok, patrząc z zawiścią na Kamienną Agonię i wręcz ściskając łapą rudą Narcyz. 
- Co się dzieje? - miauknął zmieszany oglądając całą scenerię. Był pewny, że niebiesko-kremowa urodziła trójkę, nie jednego. Tak! Były takie piękne. Jałowiec, który wyglądał jak Kamień oraz Sarna, wyglądający jak on. Był taki dumny, patrząc na to, że w tych kociętach kryło się jakieś dobro.. Gdy je zobaczył wręcz ucieszył się i odetchnął z ulgą, że były nierude. Tylko gdzie one były?
- Sarna i Jałowiec.. Zniknęli. - spadały na ziemie żeliwne łzy kotki. - Gdy się obudziłam nie było ich. Obudziłam się w porę. Jedynie Narcyz ze mną została.
- Kto to zrobił? - spytał ktoś z tłumu.
Na to już Obłok nie odpowiedziała, tylko wbiła wzrok w mętne oczy Kamiennej Agonii, jakby to ona miała być odpowiedzialna za zniknięcie synów. 
- Kamienna Agonia je zamordowała? - znów pojawił się głos w tłumie.
- Przecież nienawidzi rudych! Zobaczyła, że Klan dostał silne kocięta i nie mogła się z tym pogodzić!
- Oczywiście, że tak! Kto inny mógłby to zrobić i po co?
- Dopiec tylko nam!
I te wszystkie plotki tuż obok nosa czarnej królowej, której poród zbliżał się nieuchronnie. Widział jej zmęczenie. To nie mogła być ona. Po co miała to robić? Mordować jego wnuczęta? Taką piękną dwójkę? 
To nie było możliwe.
Prawda?
<Kamienna Agonio?>


Wyleczeni: Cisowy Gąszcz, Marchewkowy Grzbiet. Koperkowy Powiew, Wrzosowa Rzeka, Dziki Gon, Orlikowy Płatek, 

16 marca 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Jałowego Pyłu

— Czemu ta pani nic nie mówi? — miauknął Irysek któregoś dnia.
Czarna nawet nie liczyła, ile świtów minęło od gwałtu. W żłobku czuła się, jakby każde uderzenie serca było wiecznością.
— Nie interesuj się, skarbie. Pewnie o czymś myśli — miauknęła Szybka Łania, obmierzając dawną zastępczynię długim spojrzeniem, nim znowu skupiła się na swoim synie.
I dobrze. Nie chciała, by inni się nią interesowali. Nie chciała wzbudzać uwagi. Już nigdy więcej.
Groźby tyranki rozbrzmiewały w jej głowie mocniej z każdym biciem serca. Była niepewna. Sztywna. Nie chciała wiedzieć, co Piasek byłaby w stanie zrobić. Nie chciała wiedzieć, czy gwałt to wszystko, co była skłonna poczynić w zemście.
Nie chciała wiedzieć, co mogłoby się stać.


Powiew wiatru. Kroki. Zimny oddech.
Futro zielonookiej momentalnie stało dęba w niektórych miejscach na jej ciele. Nie była w stanie podnieść wzroku. Gapiła się pusto w przestrzeń przed nią. Czekała, aż ten, kto przybył, odezwie się.
Nie chciała usłyszeć głosu Zajęczej Gwiazdy. Bez względu na to, czy spokojny jak on, czy chłodny i cyniczny jak Piaskowa Gwiazda, która w nim siedziała.
Ale nie usłyszała tego głosu.
Usłyszała inny głos.
— Kamienna Agonio? — Jałowy Pył. Od razu go rozpoznała. Co tu dalej robił? Myślała, że ich ścieżki już dawno się rozeszły.
— Nie obchodzi mnie to. — odparła beznamiętnie. Nie było w jej głosie poirytowania. Tkwiła w nim tylko pustka.
— Chcę z tobą o czymś porozmawiać.
— Nie mam o czym z tobą rozmawiać. — miauknęła cicho.
— Ale ja mam.
Odwróciła się w jego stronę. Spojrzała na niego słabym wzrokiem. Wycieńczonym. Jak nigdy wcześniej.
— Więc czego chcesz?
— J-ja wiem, że się rozeszliśmy w inne strony, ale widzę, że coś jest nie tak. — miauknął, patrząc jak Szybka i Irysek wychodzą, a raczej jak ruda prowadzi malca na zewnątrz. Nie chciała tego słuchać. Tłumaczyła małemu, że to sprawy dorosłych i ich to nie dotyczy. — Jakim cudem to się wydarzyło? Skończyłaś w kociarni z brzuchem, a obok Zająca siedzi przy władzy sama Splotka? - powiedział. — Sasanek... — ściszył głos mówiąc o bracie — też nie zginął tak sobie. Wiesz o tym.
Zapadła krótka, lecz odbijająca się po kątach cisza.
— Na Klan Gwiazdy, co tu się dzieje? Chyba mi nie powiesz że nagle znalazłaś chłopaka i rzuciłaś bycie sobą, co?
Czarna milczała. Przez dobre parę sekund wpatrywała się zamglonym spojrzeniem w górę.
"Nie uciekniesz ode mnie, Kamienna Agonio".
Nie mogła zaufać komuś takiemu, jak Jałowy Pył. Nie mogła.
— Daj spokój. Powiedz coś. Zmieniłaś się.
— Wszystko jedno. Nieważne, co powiem. Nie mógłbyś mnie zrozumieć.
— Nigdy bym nie uwierzył, że ta sama Kamienna Agonia chciałaby mieć kocięta.
Przełknęła nerwowo ślinę, przypominając sobie Piaskową Gwiazdę. To niemożliwe, by kotka dała radę usłyszeć taką rozmowę, gdy jej przy nich nie było. A jednak irracjonalna obawa wypełniała jej umysł. Obawa, że Piasek zemści się za o jedno słówko za dużo. Jak nie na niej, to na pozostałości z jej rodziny. Na tych, których kochała i na których jej zależało.
— Jeśli takiej odpowiedzi oczekujesz — wychrypiała. — Tak. Masz rację. Nigdy nie chciałam mieć kociąt. Ani partnera. Ani zakładać własnej rodziny.
Jałowy Pył liczył pewnie, że powie więcej. Ale po dokończeniu wypowiedzi tylko zamilkła. Nie uwierzyłby jej. Może nawet wyśmiał. A jak nie wyśmiał, to komuś wygadał. Może Koperkowi. Widziała, że spędzał z nim więcej czasu.
Gdyby te plotki dotarły do uszu Piaskowej Gwiazdy, nie miałaby już żadnych wątpliwości co do tego, kto mógłby przez nią ucierpieć. Kolejny raz.
W legowisku zapadło ponure milczenie. Jałowy Pył spojrzał na jej marną sylwetkę.
— Um, przynieść ci trochę mchu? Jesteś głodna?
Kotka westchnęła i położyła brodę na swoich łapach.
— Jak chcesz.


<Jałowku?>

15 marca 2022

Od Jałowego Pyłu CD Kamiennej Agonii

- A ty może odczep się od żyć innych, Szczypior? - warknął z poirytowaniem.
Miał już dość tej szylkretowej baby.
Kolejne słowa puszczał jej mimo uszu. Po prostu czekał na koniec patrolu. 

***
po śmierci starszych
Krótkie dni pory nagich drzew były męczące. Świt witał chłodnym, leniwym słońcem. Szare chmury kłębiły się na niebie, które prędko robiło się smoliście czarne. Krótka, zimna noc i od nowa. Pora nowych liści niby miała nadciągać i być już w drodze, ale to, co się działo na terenach Klanu Burzy wcale tego nie zdradzało. Wręcz przeciwnie. Mógłby przysiąc, że stos z piszczkami maleje z każdym dniem. Sam nie widział zbyt wiele królików w okolicy. Ptaki odleciały gdzie indziej. Nawet myszy, których wiecznie było pełno pochowały się po norach. Odbiło to się na jego posturze. Znowu, jak gdyby rządy Piaskowej Gwiazdy wróciły przypominał worek kości. Chodził głodny i wiedział że nie tylko on. Patrole łowieckie były wysyłane równie często co graniczne, a i tak stos zwierzyny był wyjątkowo mały.
Trzymał w zębach niewielką wronę. Tylko na tyle było ich wszystkich stać. No może oprócz myszy, którą złapała Głazowy Sus. Reszta patrolu, czyli Falująca Tafla i Obłoczna Myśl szli bez niczego, jednocześnie mając wszystko co im potrzebne między nimi. Powoli akceptował fakt, że jego córka znalazła sobie jakiegoś adoratora. Tylko dlaczego Falkę? Syna Splątanego Futra? Nie mogła kogoś lepszego? Od biedy przyjąłby nawet Rumianka czy któregoś z braci Kamień. Naprawdę. Falka był chyba najgorszym... nie. Najgorszy byłby Żar. Tego by nie przyjął do wiadomości. Ta kupa futra byłaby martwa.
Dotarli do obozu, odłożyli zdobycze na kupkę zwierzyny. Serce Klanu Burzy było wyjątkowo martwe.. A no tak. Wszyscy polują albo przesypiają te czasy. Marchewkowy Grzbiet również gdzieś poszła, choć wiedział, że nie z własnej woli. Kamienna Agonia zawaliła jej ten dzień patrolami. Nie narzekał. Wręcz dziękował.
Spojrzał na Głaz, która ze smakiem pożerała niewielkiego wróbla, szybko jak gdyby ktoś miałby jej go zabrać lada chwila sprzed nosa. Nigdy nie doświadczyła głodu. Urodziła się, gdy rządy Piasek chyliły się ku zachodowi.
Zjadłby coś. Nim jednak spytał córkę czy może do niej dołączyć ta odeszła bez pożegnania. Marchewy nie ma, dzieciaki nie zwracają na niego uwagi, a Koper spał spokojnie w legowisku wojowników. Nie chciał mu przerywać. Ostatnio to właśnie z rudym gadał najwięcej. Był spokojny, przychodził na plotki jak na zawołanie, nigdy nie gardził rozmową. Lubił to.
Może Sasanek? Nie pamiętał kiedy ostatnio z nim gadał. Może z księżyc temu?
Na Klan Gwiazdy, przecież to jego brat. Oszalały, ale wciąż wyszli z jednej matki. Warto będzie go poszukać. Chociaż pewnie i tak jak zawsze siedzi w legowisku starszych, skulając się w jednym kącie.
Z wysoka zaczął powolnie prószyć śnieżek płatkami, osiadając na wszystkim dookoła. Wcześniej pusty obóz jak zawsze w południe robił się mniej martwy. Wszyscy wracali by się zmienić, a powoli obóz odzyskiwał dawny wigor. Nawet robiło się tłoczno. Dlatego też żadne rozmowy nie przykuły większego zainteresowania niebieskiego.
Drogę zaszła mu jednak Kwiecisty Pocałunek, mianowana kilka wschodów słońca temu. Jego uczennica. Fakt faktem, nie poświęcał jej wiele czasu jako mentor. Dużo treningów spędzała z innymi. Doczekała się jednak miana wojowniczki więc mógł być z niej dumny.
- Witaj, Jałowy Pyle. Zmęczony całym dniem?
- Owszem. - odstawił długouszate zwierzę na ziemię i usiadł. Sasankowy Kielich nie zając, nie ucieknie. Przynajmniej nie ma w zwyczaju uciekać. Sama Kwiat nie wyglądała również na wypoczętą. Brązowe oczy jej się zapadały, a błękitna sierść podkręcała na końcach, tworząc kudły. - Ty też nie zdajesz się być pełna energii.
- Bo nie jestem. - ziewnęła. - Dopiero co wróciłam z patrolu granicznego. Mogłabym pożreć dzika z racicami. Albo królika z łbem. - powiedziała, patrząc sugestywnie na truchło zwierzaka, które Jałowy Pył trzymal przy łapach. Oblizała się.
- Przykro mi, może innym razem. - powiedział, biorąc futrzaka z powrotem do pyska. - Chciałem zjeść z Sasankiem.
- Oh, dobrze. - miauknęła Kwiecisty Pocałunek zniżając łeb. - Pójdę coś zjeść z innymi. - mruknęła i szybko uciekła. Wyglądało to.. Dziwnie. Nie zwrócił na to uwagi. Młodsi zawsze byli dziwni. Musiał to zaakceptować.
Wszedł do legowiska starszych, lecz ku swojemu zaskoczeniu nikogo tu nie zastał. Nikogo prócz starych kocurów, który spali. Może już na wieczność. Brata tu nie zastał. A to było już dziwne. Niski kocur wybierał się poza spokojne, zaciszne miejsce tylko, gdy musiał się załatwić, zjeść bądź coś wypić. Siedział na jednym stosie mchu i trawy, przysypiając bądź obserwując wszystkich dookoła. Już się przyzwyczaił do tego "nowego" Sasanka. Tego straumatyzowanego tak bardzo, że nie dało się z nim porozmawiać. Panikującego po każdym krzywym spojrzeniu. Mimo wszystko go kochał. Byli braćmi. Przed tym wszystkim byli nierozłączni. Wspierali się wzajemnie, polowali i głodowali, chodzili na spacery, a jeszcze wcześniej bawili się w zapasy czy wyścigi. Zawsze razem.
Przed tym całym gównem związanym z morderstwami.
Potrząsnął łbem. Chciał popatrzeć na tą przestraszoną mordkę i zapewnić, że wszystko jest w porządku.
Im więcej szukał, tym bardziej był zaskoczony. To do niego nie pasowało. Znikać bez słowa. Do tego poza obóz, gdzie bardzo bał się postawić łapy. Podejrzane. Bardzo. Panika zakradła się do jego serca. 
Znalazł Kwiecistą, Konika oraz Kamień siedzących niedaleko. Odetchnął głęboko, starając się opanować. 
- Ehm. - chrząknął. - Możecie mi pomóc szukać Sasankowego Kielicha? 
Niebieska natychmiast się podniosła i poszła do legowiska starszych, skąd jednak szybko wróciła, lecz węszyła po okolicy. Konik z równie dużym zapałem zaczął również to robić. Kamień natomiast jedynie podniosła się z ziemi leniwie i coś mruknęła na zgodę. 
Zaczął się rozglądać po okolicy, szukając najmniejszych śladów czegoś co nie pasowało. Dlatego też, gdy parę odległości drzewa od obozu zobaczył dwa koty o niewidzianej przez Jałowka aparycji zaniepokoił się jeszcze bardziej. Coś się dzieje. Coś niedobrego. 
Niepewnym, wolnym krokiem wyszedł z obozu i zaczął iść w tamtą stronę. Zawołał resztę, sam idąc na czele. Zamrugał kilka razy i otworzył oczy.. Nikogo tam już nie było. Czy to wzrok mu siada? Nie. Coś się stało. Rzucił się w bieg, zostawiając resztę w tyle, lecz gdy tylko zatrzymał się przy miejscu docelowym pogoni, królik którego wciąż trzymał potoczył się po ośnieżonej ziemi. 
Na Klan Gwiazdy. 
Nie.
Cofnął się mimowolnie, w uszach zapulsowała wrząca krew, a na twarzy pojawiło się czyste przerażenie. Coś czego nie czuł od dawna. I nie chciał czuć. A zwłaszcza nie przy nim. 
Błękitna, brudna sierść była zmierzwiona i to nie od wiatru. Wykrzywione ciało wyglądało, jakby cierpiało w agonii. Piana z pyska niemal docierała do łap Jałowego Pyłu, który je w popłochu cofał. Jednak najgorsze zdawały się być oczy, nienaturalnie otwarte, ze źrenicami małymi jak ziarna piasku. Histerycznie patrzyły się na świat, jak gdyby Sasanek widział samą Piaskową Gwiazdę, co wstała z grobu. Brakowało w oczkach jednak charakterystycznego płomienia. Płomienia duszy. Ślepia bowiem mimo że wzburzone lękiem były puste, niczym bezkresna noc. 
Sasankowy Kielich zmarł. 
Jałowy zapiszczał żałośnie jak kociak odstawiony od matki. 
- Zajęcza Gwiazdo! Kamienna Agonio! Sasanek..!
Kwiecisty Pocałunek wraz z Końskim Kopytkiem również przyszli, na czele z czarną zastępczynią oczywiście.
- Co się sta- na miłość Klanu Gwiazdy. - spokojny głos Kwiatu zadrżał, gdy tylko zobaczyła co się dzieje. Koń natychmiast odwrócił głowę w obrzydzeniu, jak gdyby zaraz miał zwrócić to, co jadł wcześniej. Kamień jednak potrząsnęła tylko głową, patrząc się na starszego.
- Co mu się stało? - miauknęła twardym tonem, jak gdyby miała zaraz go oskarżyć.
- J-ja nie wiem. - wydukał, cofając się jeszcze trochę. - Były tu dwa koty, które uciekły, a potem tylko.. Sasanek. - patrzył zaszklonymi oczami na brata. Upadłego pobratymca.
- Końskie Kopytko, Kwiecisty Pocałunek, zabierzcie go do obozu. Medycy będą wiedzieć, co się z nim stało. - powiedziała jeszcze zastępczyni, idąc w stronę obozowiska. Zarówno uczennica jak i syn z niechęcią chwycili ciało. Włóczył nogami idąc za orszakiem. Niezbyt masywne szczęki zaciskały się z bólu, a sam nie mógł odwrócić wzroku od obrazu brata. Z pyska cętkowanego wciąż kapała piana, a ogon ciągnął się, tworząc wgłębienie pod jego łapami.
Gdy już przyszli Szemrzące Szuwary i Jelenie Kopytko patrzyli na swoje dziecko w osłupieniu. Wszystkie rozmowy, nawet tych najrudszych kotów ucichły w mgnieniu oka. 

- To było otrucie. - miauknął ochrypłym głosem Jeżowa Ścieżka, przyglądając się blademu kotu. - Cisem. Nieczęsto zdarzało mi się widzieć to zioło na naszych terenach. Sasankowy Kielich nie umarł samoistnie. 
Słowa starego medyka uderzyły ponownie, mimo że to wiedział. Przy tylu dowodach to nie mógł być przypadek. 
- Jałowy mówił coś o dwóch kotach. - powiedziała Wiśniowa Iskra, trzymając w pysku paczkę ziół. - Mógł zostać otruty przez jakichś samotników. - dodała cicho.
- Nie wyciągnęliby go z obozu. Sasanek był ostatnim kotem, którego wywabisz z legowiska. - podniósł obolały od zimna i wrzasków głos. 
- Wiemy Jałowy Pyle, że zmarł ci brat, ale musimy zakładać wszystkie scenariusze. - miauknęła Kamienna Agonia. 

Niebieskie truchło kocura leżało na środku obozu. Wszystkie koty zbiły się w kupkę wokół zmarłego. Czuł od niego słaby zapach mięty maskujący smród trutki i śmierci. Ocierał się o niemal identyczną do niego matkę, szlochającą pod nosem.
- Sasankowy Kielich był starszym naszego Klanu. - zaczął przemowę Zajęcza Gwiazda. - Nim jednak się nim stał służył nam jako lojalny wojownik. Niech Klan Gwiazd ma go w swojej opiece. 
Jeleń, Szemrząca i Jałowy podeszli do ciała jako pierwsi, kładąc się przy nim. Chciał się z nim podzielić językami po raz ostatni. Dlatego pociągnął haczykowatym językiem po szyi brata, którego oczy wciąż się nie zamykały. Czuł się obserwowany przez niego. Mimo tego znowu sprzątnął kilka paprochów z sierści Sasanka. 
- Opuściłeś mnie tak nagle. - wyszeptał Jałowy, czując gulę w gardła i łzy napływające mu do oczu, ograniczając widoczność. - Kto ci to zrobił, Sasanku? 
Położył głowę na nim, mając nadzieję na usłyszenie chociaż jednego impulsu serca. Był jednak zimny jak kawałek lodu. 
- Uciekaliśmy razem, pamiętasz? Ganialiśmy się po obozie, nie mogąc się doczekać mianowania. Ukończyłeś trening tak szybko. Razem polowaliśmy, pomagałeś mi kiedy Miodowy Obłok.. zmarła. - przełknął nerwowo ślinę. - Byliśmy razem. A potem nas rozdzielono. Ten rudy morderca. Zrobił ci to. Nigdy nie byłbym w stanie mu wybaczyć. 
Spojrzał ukradkiem na rodziców, którzy wtulali nosy w ciało syna, przeżywając cichą żałobę. Nie wiedział, jaką oni muszą przeżywać rozpacz. Strata dziecka musiała być niewyobrażalnym ciosem. Nie chciał nawet o tym myśleć. 
Przytulił pysk do gęsto zarośniętego futrem nieboszczyka raz jeszcze.
- Chciałbym wiedzieć, kto ci to zrobił. A jeśli się dowiem to przysięgam, że będę ostatnim kotem, którego on zobaczy. Przysięgam, Sasanku.

***

Nie był pewny ile czasu przy nim spędził. 
Jelenie Kopytko już spał, a Szemrzących Szuwarów tu nie było. Pewnie przygotowuje się na kolejne patrole już jutro. Stały się tak częste, że nawet nie mogła czuwać do rana nad ciałem latorośli. 
Podniósł głowę. Było jeszcze ciemno. Wszyscy spali w swoich legowiskach, cicho chrapiąc. Wszyscy oprócz Koperkowego Powiewu, który siedział na warcie. Spojrzał się na rudego, a ten na niego. Czuł niepokój. Nienawidził być obserwowany. 
Diabelnie ponurą ciszę przerwał w końcu rudy, nieśmiało podchodząc do drugiego wojownika. 
- P-powinieneś już iść spać, Jałowy Pyle. O jutrzence zaczynają się obowiązki. 
Popatrzył na przyjaciela zmęczonym wzrokiem.
- Nie chcę go opuszczać.
- Byliście blisko?
Skinął łbem. 
- Nie widziałem cię.. od tej... strony.
- Siebie też nieczęsto. 
Rudy popatrzył znacząco na miejsce przy nim. Przesunął się odrobinę, a Koperkowy Powiew przycupnął tuż obok. 
- To miłe. - mruknął Jałowek. 
- D-dziękuję?
Jałowy Pył zignorował drżący głos współklanowicza i spojrzał w górę, wypatrując gwiazd pośród obłoków, które kłębiły się i nie przepuszczały nic. Przynajmniej oszczędziły już sobie śniegu. 
- Myślisz, że Sasankowy Kielich jest teraz wśród gwiezdnych?
Rudy zrobił to samo co on. 
- Na pewno gdzieś tam lśni, między wszystkimi wojownikami. I patrzy na nas.
Jałowy Pył nie był co do tego przekonany, jednak milczał jak trusia. Spojrzał jednak jeszcze raz na rudego bicolora. W brązowych oczach lśniło współczucie. Położył głowę na barku zaprzyjaźnionego wojownika, który zadrżał, jednak nie cofnął się. 
- Mam przestać?
- Nie nie, leż. - powiedział Koperek. Przez chwilę wyglądał jakby się solidnie wahał, jednak odpuścił.
Był rozgrzany. Przydługa sierść na ciele Koperkowego Powiewu przypominała mu... Sasankowego Kielicha. 
Zamknął oczy.

***

Słońce było już w zenicie, gdy obudził go świeży zapach myszy. Otworzył po kolei oboje oczu, a przed nim stała Marchewkowy Grzbiet. 
- W końcu się obudziłeś. - zamruczała. 
- Nie powinnaś być na jakimś patrolu?
- Poszłam na ten o wschodzie słońca. - uśmiechnęła się. - Spokojnie. Tobie odpuszczono.
- Dzięki. - powiedział i przysunął do siebie zdobycz, którą łapczywie zaczął pożerać. Był okropnie głodny.
- Gdzie ty byłeś całą noc, co?
- Czuwałem.. nad S-sasankiem. 
- Nad tym dziwnym starszym?
Spojrzał się na nią spod wilka. 
- Nie nazywaj go dziwnym.
- A ty nie przesadzaj. Czy kota, który nic nie gada, chyba że do siebie, i boi się wyjść z legowiska nazwiesz normalnym?
Zacisnął zęby.
- Sasankowy Kielich był moim bratem i nie pozwolę, byś go obrażała! - zawarczał, przestając jeść. - Jeśli chcesz wyzywać go to proszę, ale ja nie będę tego tolerował. 
- Jesteś przewrażliwiony.
- Jesteś okropna. 
- Kto to mówi. - mruknęła.
- Ja. Jestem wyczerpany twoim gadaniem.
- Phi! - parsknęła Marchewa, mierząc go wzrokiem. - To po co tu jeszcze jesteś?
- Nie wiem, ale zaraz się dowiem. - syknął i wstał. - Wiesz co? Nie odzywaj się do mnie, chyba że chcesz przeprosić. Zobaczymy, kto i dlaczego tu jeszcze jest.
Wyszedł z legowiska wojowników. Ledwo się obudził, a zawitała go awantura. 
Miał dość.

***

Coś było nie tak.
Gdyby ktoś powiedział mu, że Kamień jest w ciąży nie uwierzyłby. Tak samo jak w stwierdzenie, że jeże umieją latać. A gdyby ktoś po tym dodał, że zastępczynią Klanu Burzy zostanie Splątane Futro, to zarzuciłby mu posiadanie pszczół w mózgu. 
A jednak właśnie to dopadło jego Klan. Trudno było mu w to uwierzyć. Zajęcza Gwiazda wydawał się być mądry i rozsądny. To wszystko się nie kleiło do kupy. Za żadne skarby nikt mu nie wmówi, że wszystko jest tak jak powinno być, Kamień chciała mieć kocięta i poprosiła któregoś z wojowników, a Zając zwyczajnie równouprawnia nierudych i rudych, by mogli przejmować te same stanowiska. To była jakaś cisza przed burzą. Czuł to. 
Głowa go bolała od tego całego mętliku w głowie. Kamień. Z nią nic nie było dobrze. Na pierwszy rzut oka można było spostrzec, że coś się stało. Unosząca zwykle głowę w górze kotka plująca na wszystko co się rusza praktycznie się nie ruszała z miejsca, obejmując każdego burym wzrokiem.
Nie myślał za wiele. Poszedł po prostu do kociarni, zignorował towarzystwo Szybkiej Łani oraz jej kociaka i zatrzymał się wprost przed czarną wojowniczką. Jej sierść straciła dawny blask, oczy posmętniały, a sama kotka nawet nie rzuciła w niego żadną obelgą ani rozkazem wyjścia. 
- Kamienna Agonio?
- Nie obchodzi mnie to.
- Chcę z tobą o czymś porozmawiać.

<Kamienna Agonio?>

28 grudnia 2021

Od Kamiennej Agonii CD Jałowego Pyłu

 Słysząc słowa niebieskiego, prychnęła, nie przestając patrzeć mu się w oczy.
- Naprawdę, Jałowy Pyle? - Miauknęła. - Najpierw zostawiasz mnie w środku największych problemów, z depczącą po moich piętach Marchewką i Szczypiorem, a teraz nagle mnie przepraszasz za swoje nieogarnięte córeczki?
Dotknęła go oskarżycielsko pazurem w klatkę piersiową. 
- Nie potrzebuję twoich przeprosin. Twoje córki przynajmniej są silnymi uczennicami i będą w stanie mnie obronić, gdy będę tego potrzebowała. Ty nawet paluszka byś za moje życie nie oddał. - Syknęła.
Odwróciła się, zmierzając do legowiska Zajęczej Gwiazdy. W środku był też jej brat, który lizał uspokajająco swojego partnera za uchem.

* * *
Prowadziła wieczorny patrol graniczny. U jej boku szedł Końska Łapa, obok Szczypiorkowa Łodyga z Zachodzącą Łapą, a z tyłu, Jałowy Pył i Kwiecista Łapa. Dodatkowo Indyczy Jazgot  z Głazik, a żeby nie otaczać się takimi, to również Kozi Skok. Niemal cała ferajna osób, których nie lubiła, ale chciała zabrać na patrol paru uczniów. Ona sama za bycia uczennicą uczestniczyła z dwa razy w patrolu granicznym. Taka nauka również się przydaje.
- Końska Łapo, określ, czy Nocniaki już tutaj były. - Poleciła uczniowi. 
- Były, unosi się tu dość intensywny zapach - Odparł kocur.
Pozostali mentorzy podłapali dość szybko, a czarna była usatysfakcjonowana, że osiągnęła swój cel. Cóż, ona w tak czyście edukacyjnych patrolach granicznych nie uczestniczyła, więc niech chociaż te mysie móżdżki mają tą przyjemność.
- Kwiecista Łapo, wyraźnie czuć zapach Nocniaków na naszym terenie. Dlaczego? - Zapytał niebieski syn Szemrzących Szuwarów.
- Bo wiatr wieje w naszą stronę, więc został tu rozniesiony. - Miauknęła uczennica. - Mamy to zakryć?
- Tak, Kwiecista Łapo - Wtrąciła się czarna. - Jesteś jej mentorem, pokaż jej, jak zakrywamy zapachy innych klanów. Jak znaczy się teren na patrolach granicznych.
Spojrzała się dość ostrym spojrzeniem w stronę Jałowego Pyła. Zobaczyła, że wykonał polecenie, z czym pomógł mu Indyczy Jazgot.
Nienawidziła przebywać z taką ilością kocurów, a szczególnie z tym głupim rudym Klifiakiem. Klan Burzy przyjął jednego Wilczaka, i jakby tego nie było mało, to jeszcze Klifiaka! Zaraz prawdziwi Burzacy będą tylko mniejszością klanu. 
- Teraz granica z Klanem Wilka. Później możemy dodatkowo zapolować i sprawdzić teren przy rzece - Miauknęła zastępczyni. Nie oglądała się na towarzyszy. Wyłącznie na Końską Łapę, bo był jej podopiecznym, a dodatkowo łatwo się rozpraszał. 
Gdy dotarli do granicy, za którą znajdowały się zalesione tereny, instynktownie wygładziła językiem futro na grzbiecie i rozejrzała się, starając zgrywać tak spokojną, jak tylko mogła.
Ewidentnie powinna przestać to robić.
Nie mogła pozbyć się wrażenia, że Jastrzębia Gwiazda tylko planuje, żeby w końcu wywołać nieprzyjemny spór. Za każdym przychodzeniem do granicy z Wilczakami, czuła się, jakby gdzieś w czarnych cieniach drzew ukryci byli jego wojownicy, czekający tylko, by ich skrzywdzić. 
- A ty co, znowu pchła ci weszła w ogon? - Syknęła złośliwie za jej plecami Szczypiorkowa Łodyga. - Może ci mamusia zesłała sen z Klanu Gwiazdy, że Wilczaki to niewyżyte potwory i zaraz cię zjedzą?
Czarna wysunęła pazury, powstrzymując się od użycia siły.
- Nie mów o Króliczym Susie w tak pogardliwy sposób - Warknęła czarna.
- To można o niej mówić niepogardliwie? - Szczypior wydawała się usatysfakcjonowana tą dyskusją.
Kamienna Agonia zauważyła, jak wychodzi przed nią Jałowy Pył, o dziwo z dość wysoko uniesionym ogonem.

<Jałowy, ty mój bohaterze? xD>

Od Jałowego Pyłu CD Kamiennej Agonii

Wszedł powoli do obozu, wraz z Kwiecistą Łapą, Kozim Skokiem i swoim ojcem, Jelenim Kopytkiem. Kamienna Agonia wysłała go do prowadzenia patrolu. To już był jakiś mikroskopijny krok. Musiał jednak złożyć jej raport, a to już tak miłe nie było.
Gdy do niej podszedł, podniosła brodę, by go lepiej widzieć. Trochę krępował go fakt że kotka jest od niego o wiele niższa.
- Słucham. - miauknęła, mierząc go wzrokiem. Tylko na to chłodne i obce spojrzenie zasłużył.
- N-no więc, granica z Klanem Nocy jest dobrze oznaczona. Oni sami nie zapuszczają się tam gdzie nie ich miejsce. Jest spok.. Spokojnie. Przynajmniej jak na razie.
Kotka podniosła brew. 
- Coś jeszcze?
- Odnowiliśmy znaczenia zapachowe i myślę że w-wystarczą na jakiś czas. Inni na patrolu też się zachowywali normalnie. 
- Przekażę Zajęczej Gwieździe w takim razie. - odparła kocica, opuszczając łeb.
- I j-jeszcze jedno.. - miauknął, bo czuł że musi to zrobić. Nie chciał wychodzić na zupełnego ignoranta, jeśli chodzi o dwójkę irytujących bachorów, którymi jednak z przymusu zajmować się musiał.
Kurwa. Jak fatalnym on był ojcem. 
- Jeśli niezwiązane z patrolem to możesz sobie już iść. - przewróciła oczami zastępczyni. - Nie mam ochoty na pogawędki o wszystkim i o niczym.
- C-chcę cię przeprosić za Obłok i Głaz. Potrafią być nieznośne, a to że ciągną do ciebie jak królik do nory musi być irytujące.
Nie znosił tego jak w stresujących sytuacjach się jąkał. Był dorosły i wychodził na kociaka. 
Miał nadzieję że chociaż Kamień przyjmie przeprosiny i nie nazwie go z powodu tych niewypalonych dzieciaków żałosnym.
<Kamienna Agonio?>

27 grudnia 2021

Od Kamiennej Agonii CD Jałowego Pyłu

Czarna zastępczyni leżała w legowisku wojowników, do czasu, gdy zauważyła w obrębie swoich oczu Jałowego Pyła i Głazik. Widocznie się kłócili, albo przynajmniej prowadzili rozmowę. Zastępczyni zmrużyła 
- Pizda jesteś.
- Co?
- Jesteś pizda. Traktuje cię jak gówno. Jest fajna, ale zachowujesz się jak tchórz.
- I co według ciebie powinienem zrobić?
- Idź jej wpierdol albo ją owrzeszcz.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Dlaczego nie? Na Gołoszyjca się już wydarłam i się zamknął, gdy mi zakazał przeklinać. Na nią też zadziała. Jesteś fatalnym ojcem, ale nie rób mi wstydu.
- Dlaczego ci robię wstyd?!
- Bo tobą pomiatają. Jesteś słabiakiem.
Kamienna Agonia prychnęła, zwracając tym samym na siebie uwagę Jałowego Pyłu.
- Kamień! Kamień! Kamień! Chcesz iść się bić z moim ojcem? - Wrzasnęła podekscytowana Głazowa Łapa. - Z pewnością zmieciesz go na kurz, a on przestanie być tchórzem!
Zastępczyni uśmiechnęła się, klepiąc łapą po głowie malca. Jedna przynajmniej wyrosła na kogoś porządnego. 
Podniosła wzrok i uniosła brew na Jałowy Pył.
- Dorośnij. - Syknęła. - Nie będę się bić między swoimi. Denerwujesz mnie, ale to nie powód, żebym zmiotła cię z planszy. 
Głazik westchnęła rozczarowana.
- Myślałam, że się będziecie bić!
- Rzuciłabym mu taki wpierdol, że by się po czterdziestu świtach nie pozbierał. - Stwierdziła. - Ale nie jest wart nawet mojego spojrzenia. Jeśli chce się bić, to niech się bije z Żarem lub Marchewą.

**
- Kamienna Agonia! - Miauknęła Obłoczna Łapa, prychając pod nosem. - Głazowa Łapa mówiła, że nie chciałaś się bić z ojcem! Zrób to! Najlepiej tak, by dostał duże obrażenia! 
- Dlaczego ci tak zależy? - Warknęła poirytowana zastępczyni.
- Kamień, nie pytam o twoje zdanie, tylko chcę, żebyś pobiła ojca!
- Klan tak nie działa, że możesz sobie bić kogo chcesz i kiedy chcesz. Może za czasów Piaskowej Gwiazdy. Wtedy, jak jakiś rudy spuścił ci wpierdol, to było okej. 
- Ale jesteś zastępczynią!
- To nic nie zmienia! - Syknęła poirytowana zielonooka. 
- To powiedz mi, jak się to robi. Ty chociaż mądrze mówisz.
- A co, mentor cię nie uczy walki? 
- Walka to co innego, niż spuszczanie wpierdolu.
Czarna pokręciła głową z niedowierzaniem. 
Jak ona miała nie zwariować?

* * *

Jałowy Pył wrócił z patrolu. Prowadził go, teraz miał zdać jej raport, który ona przekaże Zajęczej Gwieździe. Była ciekawa, czy stchórzy. Nigdy nie wysyłała go jeszcze na prowadzenie patrolu.
Gdy do niej podszedł, podniosła brodę, by go lepiej widzieć. Był wysoki. Dużo wyższy od niej, co przeszkadzało jej w ignorowaniu jego obecności.
- Słucham. - Miauknęła.

<Jałowy? Opowiadaj, co tam było na patrolu>

15 grudnia 2021

Od Jałowego Pyłu CD Kamiennej Agonii

*przed*
Wsłuchiwał się w odgłosy nocy. Jastrzębie polujące na myszy w mroku czy pohukiwania wiatru. 
Nie potrafił się pogodzić z tym co się stało, a raczej co uczynił. Nie był w stanie spojrzeć na swoje łapy w ten sam sposób. Żałował. Żałował okropnie. Nie chciał tego zrobić. Był okropny. 

Czuł przy sobie ciepłe ciało Marchewkowego Grzbietu. Słyszał jej oddech i czuł falującą pierś. Spojrzał ukradkiem na rudą. Wyglądała niewinnie. Jak dziecko, z uśmiechem na pyszczku. Wiedziała że wygrała. Już nie chciał się podnieść, bo to tylko sprawiało że upadał niżej. 
Może tak po prostu będzie lepiej? Jak się podporządkuje? 
Kto by pomyślał, że zrobi to przed pierwszym lepszym rudasem, a nie przed morderczym tyranem, jakim była Piasek. 

***

Zając dał mu ucznia? Nie, przecież to jakiś walony żart. 
A jednak, niebieskie małe coś siedziało obok niego, najwyraźniej czekając aż ją gdzieś zabierze, nie wiem, oglądać tereny. 
– Tak, ja też nie jestem z tego wyboru zadowolony. 
Zdezorientowana niebieska kotka zamrugała kilkakrotnie patrząc na kota, który miał być dotąd jej mentorem. 
– Końska Łapo, twoją mentorką od dziś będzie Kamienna Agonia. Wierzę, że wyszkoli cię na świetnego wojownika i przekaże wszystko, co wie. 
Rudy rzep zabijał go wzrokiem. Również i o wiele bardziej Kamienną Agonię. Widział jak pragnęła rozerwać flaki zastępczyni. To się nie skończy tak łatwo. 

***

*właściwy odpis*
– Dziękuje. - bąknął, kończąc jedzenie, nawet nie patrząc na pysk czarnej, która machnęła jeszcze ogonem, nim się odwróciła, byle nie patrzeć dłużej na niego. Kroiło mu się serce, gdy nieporadnie spoglądał na nienawiść Kamień. Chciał wrócić do czasów gdy rozmawiał z nią i nawet się śmiał, mimo plotek oraz denerwującego Gliny. Chciał tego znów, gdy czuł się szczęśliwy, a Marchewka była tylko niewiele znaczącą samotniczką, a nie potrzaskiem. 
- I...
- I? - warknęła, stając na chwilę.
- Miłego dnia, Kamienna Agonio.
Zamilczała. Po kilku sekundach burknęła coś cicho i zniknęła w legowisku wojowników. Smolisty ogon zawinął się i zniknął za skałą. Eh.
- W takim razie.. Głazowa Łapo, Kwiecista Łapo, Indyczy Jazgocie. Patrol. 
Spojrzał jeszcze raz w stronę legowiska wojowników. 
- Pizda jesteś. 
- Co?
- Jesteś pizda. Traktuje cię jak gówno. Jest fajna, ale zachowujesz się jak tchórz. 
Położył uszy, słysząc słowa córki.
- I co według ciebie powinienem zrobić?
- Idź jej wpierdol albo ją owrzeszcz.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. 
Druga uczennica i Indyk przyszli. Widział że srebrny nie jest zbyt zadowolony z tego kogo uczył.
- Dlaczego nie? Na Gołoszyjca się już wydarłam i się zamknął, gdy mi zakazał przeklinać. Na nią też zadziała. Jesteś fatalnym ojcem, ale nie rób mi wstydu. 
- Dlaczego ci robię wstyd?!
- Bo tobą pomiatają. Jesteś słabiakiem.
Usłyszał prychnięcie z legowiska wojowników. Odruchowo odwrócił głowę.
Czarna zastępczyni leżała z przymrużonymi oczami i... słuchała. 
- Sama idź jej wpierdol jak tak bardzo chcesz. Tylko ja nie mam ochoty na tłumaczenie się przed Zającem. 
Szylkretka jakby rozpłynęła się w powietrzu. Nie był pewny, czy oby na pewno nie wzięła jego słów na serio. W końcu chyba widziała Kamień jako autorytet, co nie? 
- Kamień! Kamień! Kamień! Chcesz iść się bić z moim ojcem?
- Arghhhhhh.. - tylko tyle z siebie wydał i spojrzał na furiatkę z zawiedzioną miną.
<Kamień? Chodź na solo>

26 listopada 2021

Od Kamiennej Agonii CD Jałowego Pyłu

 - K...Kamień? - Miauknął Jałowek, na co czarna splunęła.
- Czego? - Syknęła. Czuła, jak czerwona ciecz spływa jej z czoła, zasłaniając pole widzenia. Krwawiła, odciskając czerwone piętno na śniegu.
- Tu jest kocię.
Zastygła. Poczuła, jak dreszcz obejmuje całe jej splamione krwią futro. Zielone oczy. Długie pazury. Każdy centymetr jej ciała spiął się na te słowa. Popatrzyła się surowo w stronę leżącego w legowisku kocięcia. Walczyła z każdą częścią litości. 
Nie. Kocię to tylko problem. Kolejna gęba do wykarmienia w już i tak ciężkiej porze nagich drzew. Była zastępczynią. Musiała myśleć jak zastępca. Nie jak parszywy tchórz. 
- Zostawmy je - Warknęła. - I tak pewnie nie dożyje następnej pory zielonych liści. A jeśli to kocię tej parszywej samotniczki, to nie chcę mieć z nim nic wspólnego!
Jałowy Pył popatrzył jej się poważnie w oczy.
- Nie chcesz chyba zostawić bezbronnego kocięcia?
Czarna prychnęła pod nosem.
- I jak się wytłumaczysz Zajęczej Gwieździe? - Syknęła. - Klan Burzy już przyjął do siebie wystarczająco kotów! Najpierw kotkę z Klanu Wilka, potem kocura z Klanu Klifu. Zaraz inne klany pomyślą, że przyjmujemy masowo włóczęgów. Żadnych kolejnych kociaków!
- Ale on może umrzeć! - Wypierał się Jałowy Pył. - Nie ma matki, czy kimkolwiek była ta samotniczka!
- Bo ktoś postanowił ją zamordować! - Prychnęła. - Zajęcza Gwiazda ledwo mi zaufał, a teraz mam mu przyprowadzać idiotycznych włóczęgów? Co pomyśli o mnie reszta klanu?
- Kodeks wojownika mówi, że trzeba pomagać kociętom zawsze i wszędzie, nieważne, z jakiego są klanu, albo z jakiego nie są - przekonywał Jałowy Pył, jakby bardzo mu zależało.
W czarnej na widok zawiniątka budziła się litość, którą próbowała stłumić. W końcu bez słowa podeszła do liliowego kocięcia i złapała go za kark. Usłyszała, jak z pyszczka kota wylatują przerażone miauknięcia i wrzaski. Zamordowano mu tą kocicę na jego oczach.
Podobnie, jak w jej przypadku, gdy Piaskowa Gwiazda pozbyła się Króliczego Susa. Jednak byli w czymś podobni, prawda? Wiedziała, jak to jest stracić kogoś w brutalny sposób. 
Wszystko ją bolało. Ale cieszyła się, że ta wstrętna samotniczka znikła ze świata. Siłowanie się z nią mimo wszystko nie było łatwe. Kamienna Agonia była młoda i mniej doświadczona od starszej. Widać było, że mimo wieku liliowa miała wprawę w walce.
Szła w ciszy, a za nią Jałowy Pył. Żadne z nich się nie odzywało. Ona nie chciała, nie po tym, co zrobił. Zresztą już wystarczająco sił straciła, by się z nim sprzeczać.
Gdy dwójka weszła do obozu, niemal od razu odwróciło się w ich stronę masę spojrzeń. Do Kamiennej Agonii podeszli zaniepokojony Słonecznikowa Łodyga i Gliniane Ucho. Zatrzymali się, zauważając liliowego malca w pysku czarnej. 
Kamienna Agonia położyła go u swoich stóp, a nerwy w środku nie miały granic. 
- Co się stało, Kamienna Agonio? Co to jest? - Usłyszała słowa kremowego i zwróciła ku niemu wzrok.
- Znaleźliśmy go z Jałowym Pyłem. - Miauknęła. - Wojownicy nie mogą zostawić porzuconego kocięcia na pastwę losu. To okrutne, a poza tym - mamy szansę na kolejnego silnego wojownika. Przyda się.
Dyszała, dalej zmęczona po walce z włóczęgą.
- krwawisz - Miauknął Gliniane Ucho. - Ktoś cię zaatakował? Musisz iść do medyków.
Czarna pokręciła głową.
- Najpierw muszę wyjaśnić to Zajęczej Gwieździe.
Wzięła kocię w zęby i wstała, kierując się do leża lidera. Słyszała, jak Jałowy Pył idzie za nią, więc odwróciła się i syknęła na niego ostrzegawczo.
- Ty na mnie tu zaczekaj - Warknęła szeptem. - Wystarczająco już mi ,,pomogłeś".
Zastępczyni weszła powoli do legowiska białego. Jej mięśnie spinały się ze stresu i zdenerwowania. Położyła liliowego na ziemi i spojrzała się w oczy Zająca. Przywódca nie wydawał się tak silny, jak wtedy, gdy wybierał ją na swoją zastępczynię, czy wtedy, gdy szarżował na Piaskową Gwiazdę, kończąc jej żywot. 
- Znalazłam go. - Miauknęła. Wolała nie mówić, że zrobiła to z Jałowym Pyłem. - Kodeks wojownika mówi, że kociętom należy pomagać w każdym wypadku. Więc zabrałam go do obozu.
- Co ci się stało? - Powiedział poważnie biały, ignorując jej poprzednie słowa.
- Zaatakowała mnie samotniczka - Odpowiedziała, chociaż nie do końca zgodnie z prawdą. Czarna sama zaczęła na nią syczeć, aby wynosiła się z terytorium. Jednak bronienie klanu było jej obowiązkiem. - To prawdopodobnie matka albo babcia tego dzieciaka.
Biały zastrzygnął uszami.
- Odwiedź legowisko medyka. - Rozkazał, przenosząc wzrok na zawiniątko.
- Jesteś przywódcą. Decyzja, czy zostanie w klanie, należy do ciebie - powiedziała czarna, ignorując wściekłość na to, że przez Jałowego Pyła będzie musiała się pewnie tłumaczyć przed resztą klanu. - Ja tylko przyprowadziłam kociaka. To nie tak, że popieram wpychanie włóczęgów do klanu...
- Idź do medyka - Powtórzył.
Kotka strzepnęła ogonem.
- Chciałam tylko, żebyś wiedział. Zaprowadzenie go tutaj to nie był mój pomysł.
Odwróciła się. Nie spojrzała nawet na Jałowego Pyła. Kroczyła tylko do medyków. Nie chciała wiedzieć, co postanowi Zajęcza Gwiazda i czy był na nią zły, czy wręcz przeciwnie - popierał jej postawę. 
Położyła się na legowisku bez słowa. Czuła, że zaraz wybuchnie z nerwów, uświadamiając sobie, ile kotów na zewnątrz czekało na wyjaśnienie sytuacji.
- Czego się tak gapisz? - Syknęła trochę poirytowana w kierunku czekoladowego. - Muszę szybko zostać opatrzona!

**

- Koniku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Końską Łapą. Twoim mentorem będzie Kamienna Agonia. Mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę.
Kamienna Agonia stała u boku Końskiej Łapy. Jej pierwszy uczeń. Czy uda jej się być taka dla Konika, jak Zwęglone Futro dla niej? Nie. To było niemożliwe. Nie była w tym tak dobra, jak zmarły mentor. Nie podobało jej się też, że Obłoczna Łapa dostała za mentorkę Splątane Futro, a Głazowa Łapa Indyczy Jazgot. 
Nie podobało jej się, że szkoliła bachora jej byłego przyjaciela. I to bachora, który popierał Marchewkowy Grzbiet i resztę jej ferajny.
- Kamienna Agonio, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojego mentora, Zwęglonego Futra, doskonałe szkolenie i pokazałaś swoją siłę i odwagę. Będziesz mentorką Końskiej Łapy. Mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę.
Mimo frustracji, Kamienna Agonia poczuła mrowiącą satysfakcję, gdy dostrzegła zdziwione i wściekłe spojrzenie Marchewkowego Grzbietu.
Tak. Teraz nie mogła już zabronić jej spotykania się z jej dziećmi. 
- Końska Łapa! Głazowa Łapa! Obłoczna Łapa!

**
Mętlik w głowie zastępczyni nie był niczym nowym, jednak kolejne sprawy wędrowały w jej myślach, mimo, że chciała je z nich wyrzucić. Wciąż nie wiedziała, jaką Zajęcza Gwiazda poniesie decyzję w sprawie kocięcia.
A na razie musiała skupić się na tym, by jak najlepiej wyszkolić Końską Łapę.
- Dzisiejszy trening będzie zapoznawczy - Miauknęła chłodno. - Poznasz się z roślinami i ziołami, które zamaskują twój zapach. Będzie to przydatna umiejętność, gdy przyjdzie ci zakradać się do wroga. 
Widziała, jak oczy Konika błysnęły. Kamienna Agonia machnęła ogonem. To było niesprawiedliwe! Ona jako uczennica była sfrustrowana i zła na Zwęglone Futro, że owijali jakieś ziółka i inne cholerstwa, zamiast prawdziwej walki. A Końska Łapa wydawał się, jakby był w tym czymś zauroczony.
- Z czego się cieszysz? - wypaliła ostro. 
- Będziemy się uczyć o ziołach? - Zapytał. - Marchewkowy Grzbiet mi nie pozwala. Ale ją rozumiem, to dobra mama.
Kamienna Agonia warknęła pod nosem.
- Nie jest wcale dobra - Syknęła. - Jest głupia. Dopilnuję, żebyś nie miał nawet czasu się z nią widywać.
Mina Konika była oburzona, ale czarna uciszyła go koniuszkiem ogona.
- Mamy ważniejsze sprawy na głowie, niż takie durne kłótnie. - Miauknęła głośno, silnym i niezachwianym głosem. Chciała być dobrym przykładem dla swojego ucznia. Zero słabości. - A ty powinieneś doceniać, że masz mentorkę zastępczynię.
I tak zdążyła już spokornieć przez całe to cierpienie, jednak tkwiła w przekonaniu, że należał jej się szacunek, zwłaszcza ze strony tak małego bachora.
Kotka zaprowadziła ucznia do złoża lawendy przysypanej śniegiem i nieco obumarłej, ale wciąż wydzielającej intensywny zapach. Od razu przypomniało jej się szkolenie ze Zwęglonym Futrem. Czarna niecierpliwiła się, kiedy zaczną się uczyć walki. A umiejętność kamuflażu, jak się okazuje - uratowala jej skórę. Być może już dawno nie należałaby do Klanu Burzy, gdyby Piaskowa Gwiazda nakryła ją na nielegalnej eskapadzie w tereny Klanu Wilka. Przez dobre wymierzenie czasu, porę i co najważniejsze - ukrycie zapachu, udało jej się ominąć konsekwencje złamania kodeksu wojownika. 
- Zanim przejdziemy do praktyki, chcę nauczyć cię ważnej lekcji - Miauknęła twardym głosem. - Niektóre obowiązki wydają się być ujmą na honorze, ale tak właściwie każda z nich jest równie potrzebna. Moim największym błędem było wątpienie w nauki mojego mentora. Cóż, żadna umiejętność, której się ze mną nauczysz, nie będzie zbędna. Krycie zapachu może niejednokrotnie uratować twoje życie. Mówię całkowicie poważnie. Więc słuchaj się mnie i ucz się jak wojownik, nie jak kocię.
Kamienna Agonia była wymagającą mentorką, to fakt. Byłaby dumna ze swojego ucznia tylko wtedy, gdyby wyrósł na silnego wojownika. Zrobiłaby wszystko, by pozbyć się słabości z serca swojego podopiecznego.

**
Spojrzała na Jałowego Pyła. Jadł w samotności. Zastępczyni ledwo wróciła z treningu, a myśli o zamordowanej samotniczce i jej kocięciu przyprawiały ją o dreszcze. Jednym z jej obowiązków było planowanie dni wojowników i pilnowanie porządku w klanie, co było niemal niemożliwe, gdy niebieski tu był. Podeszła do niego niewzruszona. Nie było jej dość długo w obozie. Nie wiedziała, czy Zajęcza Gwiazda przyjął liliowego, czy nie, i niemniej nie chciała się o to pytać. Już dość jej starczyło gadania o dziecku głupiego włóczęgi.
- Weź Indyczego Jazgota i Głazową Łapę i zabierz ich i Kwiecistą Łapę na patrol łowiecki. - Wypaliła ze złością, a jej ogon zadrgał z nerwów. - Bylebyś nie przypominał mi o tym kocięciu swoją obecnością.

<Jałowy Pył?>

Od Jałowego Pyłu CD Kamiennej Agonii

- Też cię lubię. – rzucił sarkastycznie, przewracając oczami. Ze swoimi? Dobrze, że co najmniej Żara nie dorzuciła.
Była wkurzona i każdy to mógł zauważyć. Plotki, plotki i plotki. Plotki roznosiły się jak choroba po całym Klanie Burzy. A co do ich tematu, można było się go spodziewać. Marchewkowy Grzbiet i Szczypior były jednymi z głównych prekursorów tych informacji, często wziętych znikąd. Większość z nich była niewielka, ot „Kamienna Agonia nienawidzi swojego rodzeństwa” bądź „Kamienna Agonia wrzeszczy na karmicielki”. Czasem miał nieprzyjemność słuchać mniej niewinnych pogłosek. Ostatnio Szybka Łania w kółku znajomych rozpuściła informację, jakoby Kamień miała się spotykać ze Słonecznikową Łodygą. Na szczęście nikt nie wziął tego zbyt dosadnie. Wątpił, czy w ogóle nierudzi brali do serca to co ta grupa mówiła, skoro każdy wiedział jak bardzo się nienawidzą. On też nie, zdecydowanie.
Wyszedł z obozu na końcu patrolu. Pod łapami chrupała mu warstwa grubego śniegu. Zza ciemnoszarego, niemal czarnego nieba nie było nic widać. Powłoka chmur nie rozpraszała się nawet na chwilę i nie miało się to zmieniać. Nie było nawet czuć zapachu zwierzyny, a spod białego puchu przebijały się pojedyncze zmarznięte rośliny. Czuł głód, jednak to był pikuś przy tym wszystkim.
Mijał w ciszy zlodowaciałą rzekę z której wyciągnęła go Kamień, wzgórza na które wybierał się polować niegdyś z Sasankowym Kielichem, miejsce niedaleko wody gdzie często trenował z Jałowcowym Świtem. Wszystkich już nie było. Nie było z nim, jak niegdyś. 
„Proszę, nie płaczcie.”
„Zejdź mi z oczu.”
„Eh, przydzielili mnie na polowanie. Nie zamarznij w obozie.”
Warknął sam do siebie. To wszystko jego wina. To wszystko było tylko chorą imitacją zdrowego cyklu życia. Wszyscy bliscy byli chorą imitacją rodziny. Wszystko co czuł było chorą imitacją szczęścia. Każdy, kto przy nim był był tylko chorą imitacją ciepła i wsparcia, które zgaśnie jak słońce za horyzontem.
Spod łap wyrwał mu się jakiś suchy liść. Jego chrzęst wyrwał wojownika z zamyślenia. Zauważył, że został sam, wpatrując się w martwe otoczenie. Nawet nie zauważył gdy patrol go opuścił. Prawdopodobnie inni też. 
Westchnął, długo, ciężko i dosadnie. Rodzice mówili mu, by brać się po prostu w garść, gdy był mały i robił sceny. Chciał to zrobić. Nie wiedział czy warto iść szukać patrolu, wrócić do obozu czy przykryć się śniegiem i rozpocząć to wszystko od nowa, w lepszym świecie. O ile istnieje. Może to po prostu tak wygląda życie. 
- Lisia Strawo! – dotarło do jego uszu donośne syknięcie. Przerażone syknięcie. Niedaleko. 
Instynkt kazał mu zacząć biec i odkryć, czy to może nie patrol.. nie żeby było mu specjalnie ich szkoda, ale mógłby się pożegnać z uszami.
Łapy obijały się o zmarzlinę, w jaką zamieniła się ziemia. Omamy słuchowe były już coraz mniej prawdopodobne. Słyszał syki, warknięcia i tylko wyobraźnia podpowiadała mu, co może się stać dalej. 
Stanął, przydeptując trawę pod śniegiem, dysząc po biegu. Przy skale stały najeżone samotniczki. Jedna z nich była widocznie stara, jasnobrązowa, nietypowo pręgowana. Druga czarna jak smoła, mniejsza i młodsza… zaraz zaraz, to nie jakaś samotniczka… Kamień?
Zastygł w bezruchu, ruszając tylko źrenicami.
- Na terenach Klanów nie masz czego szukać, zapchleńcu! – rzuciła wrogo czarna zastępczyni robiąc krok w stronę liliowej. 
- Jeszcze jedna długość wąsa a skończysz marnie..! – zmęczonym głosem odwarknęła. 
Wojowniczka położyła uszy.
- Tylko spróbuj!
Zgrzyt brudnych od ziemi pazurów i zamachnięcie się łapą. Syknięcie i spudłowany cios. Szpony przecinające bok smolistej i silna woń, która tak przypominała tą krwi Królik. Nieprzyjemne wspomnienia wróciły. Widać było, że te dwie są rodziną.
Bieg, zaskoczenie, przybicie do ziemi, wyrwanie się z uścisku. Kolejne dozy obrażeń, jak i zakrwawione futra. Wodospad łap, bijących na lewo i prawo ogonów, niewypowiedzianych słów których nie trzeba było znać, by wiedzieć, że będzie to „nienawidzę cię”. Teraz nie było na to czasu. Nie było chwili wytchnienia w tej plątaninie ran i uników.
Zamachnął się, przecinając bok agresywnej włóczęgi. Nie darowała ani nie zamierzała. Poczuł jej pazury na jego policzku, po chwili chłód wdzierający się do rany, jak i szkarłat skapujący na pierś. 
- Nie mówiłam, byś się trzymał ode mnie z daleka?! – warczała gdzieś z tyłu Kamienna Agonia. – Przestań za mną łazić, wronia stra…
Kotka przerwała wywód cichym pomrukiem, gdy włóczęga, mimo doskwierających ran i bólu rzuciła się wprost na nią. Siłowały się przez chwilę. Z uniesioną łapą stał przez chwilę w bezruchu. Wronia strawo. Tym się stał. Tym się stała Króliczy Sus, tylko bardziej dosłownie. 
A zaraz staniesz się nią ty.
Jałowy Pył poczuł się gorzej. Poczuł, jak krew wręcz wibruje mu w uszach, a pysk sam się otwiera do boju. Niczym kosa zaorał grzbiet o wiele niższej od niego kotki i zrzucił z ex-przyjaciółki na ziemię.
Potem miał jedynie przebłyski wgryzania się w gardło, bólu kopiących go łap i jęki w agonii. Kałuża krwi moczyła mu łapy oraz sklejała w kępki sierść na nich. Puls znikał u starszej kocicy z każdym oddechem. Puścił i uniósł głowę. W jej oczach coś zaiskrzyło, jednak nie ruszała się ani nie uciekała. Wiedziała, że nić jej życia się już skończyła. Była świadoma swej śmierci.
Za to on wciąż nie.
Stał nad swoją ofiarą sparaliżowany. Zabił. Zamordował. Na Klan Gwiazd, nie zasługiwała ona na śmierć z jego łap.
Na przepraszanie i pomoc było już za późno.
- Przestaniesz kiedyś się interesować mną i moim życiem? Wypierdoliłeś z mojego życia, więc niech tak zostanie! – warknęła gniewnie Kamienna Agonia, nie zważając na to co zrobił niebieski. Nic jej nie obchodziło. Moczyła tylko śnieg krwią. On też.
- P-p-patr-rol mn-nie zostawił i usł-y-yszałem krzyk-ki.. 
- Zamieniasz się w Wilczą Zamieć? – prychnęła kotka, wstając i pragnąc sobie iść. 
Wojownik głośno westchnął, kolejny raz. Był zmęczony. Zmęczony tym pieprzeniem, życiem i samym sobą. 
Z krzaków obok skały rozległy się ciche popiskiwania. Zwrócił w ich stronę uszy.
- S-słyszałaś?
- Niby co?    
Podszedł niepewnie do ośnieżonych gałązek i rozgarnął trochę chłodnego puchu. 
Jego oczom ukazało się ubogie legowisko z kawałków piórek i gnijących liści a w nim...
liliowe kocię. Wychudzone, zziębnięte maleństwo, skulone w kącie, jednak ciepłe. Był małym klonem kotki, której pozbawił życia, najpewniej synem, jednak patrząc na jej wiek mógłby być wnukiem. Wahał się czy nie zostawić tego malucha na pastwę losu, przy matce. Całe życie będzie tego żałować, ale…
- K-kamień?
- Czego?
- Tu jest kocię.
<Kamień? Czekałaś na to, trzymaj>

22 listopada 2021

Od Kamiennej Agonii CD Jałowego Pyłu

 
- Południowy patrol poprowadzi Koperkowy Powiew. Pójdzie z nim Szumiące Wzgórze, Jałowy Pył, Orlikowa Łapa i... - Zaczęła. Tak, miała sentyment do Jałowego Pyłu. Tak, specjalnie wysłała na patrol nierude koty. Dlaczego wciąż to robiła? Dlaczego jej wciąż zależało?
Zobaczyła, jak podchodzi do niej Gliniane Ucho. Spięła się, gdy brat podszedł bliżej.
- Może ty też pójdziesz na ten patrol? - Miauknął i puścił do niej oczko. - Wiesz... Razem? To znaczy, na pewno dobrze by ci zrobił!
Kamienna Agonia westchnęła i uderzyła ogonem z poirytowania.
- Jeśli zostawisz mnie w spokoju, to pójdę na ten cholerny patrol - Warknęła. Chrząknęła i podniosła głos zdenerwowana. - ...I ja. 
Zauważyła, jak Marchewkowy Grzbiet kieruje na nią czujne spojrzenie. Obok niej siedziała Szczypiorek. Czarna niechętnie ruszyła się z miejsca, zamierzając dołączyć do Kopra i resztę gromady, ale drogę zagrodziła jej ruda, uśmiechając się niewinnie.
- Spróbuj tylko powiedzieć do niego chociażby słowo - Syknęła jej do ucha.
Czarna prychnęła.
- Wydaje mi się, że nie wybrałam na ten patrol żadnych twoich przyjaciółeczek, które robiłyby za krety. - Warknęła córka Królik z jawna wściekłością. - więc odczep się ode mnie, nadęta ośmiornico! Nie obchodzi mnie ten twój Jałowy Pył. Nie tylko ma krzywy pysk, ale cuchnie od niego skunksem. A ty jesteś idiotką, skoro myślisz, że zatrzyma cię przy sobie. On cię porzuci, a ty będziesz tylko miała trójkę bachorów do wychowania.
Kotka odwróciła się. Nie chciała czekać na odpowiedź. Nie chciała słyszeć odpowiedzi.
A teraz - chciała nawet ogłuchnąć. Wszystko, byle nie słyszeć, jak inni mówią coś niewygodnego na jej temat.

Czarna podniosła pysk i skinęła głową w stronę Koperkowego Powiewu. Kocur ruszył, a za nim reszta patrolu.
Zastępczyni nie pokazywała po sobie wulkanu emocji, który czuła we wnętrzu. Nie pokazywała niepowstrzymanej chęci wkopania się w ziemię, uduszenia i dołączenia do Klanu Gwiazdy czy piekielnej Mrocznej Puszczy. Szczerze sama już nie wiedziała, jaką była. Niech przodkowie sami ocenią, czy jest dziełem zła czy jaką cholerą jeszcze. 
Spojrzała się nienawistnie w Jałowego Pyła. Przyspieszyła kroku. Chciała, by widział to spojrzenie. Żeby przecięło go na wylot. Żeby widział to, jak wściekła była. Jak bardzo go nienawidziła. Jak bardzo chciała, by umierał w męczarniach.
Po jej ciele przeszedł dreszcz na te myśli. Nie panowała nad nimi. To przez ból, czy zazdrość? 
Napotkała jego spojrzenie. I nie przestawała się patrzeć. Nie chciała przestawać. Chciała się patrzeć do momentu, w którym ten kretyn pokaże po sobie oznaki słabości.
Rzeczywistość musiała jednak wyrwać ją ze świata emocji i zawirowań pomiędzy jej zniszczoną psychiką. Patrol dotarł do granicy, którą musiał oznaczyć zapachem. Zastępczyni tylko obserwowała. Była zbyt bardzo skupiona na Jałowym Pyle. Na tym, jak bardzo go nienawidziła, a jak bardzo wciąż jej na nim zależało. Może inaczej - nienawidziła tej części siebie, która chciała zatrzymać go przy sobie.
Był przyjacielem.
Nigdy nie czuła takiej bliskości. A teraz miała wrażenie, że nawet najwięksi okrutnicy jej potrzebowali. Piaskowa Gwiazda miała Trzcinową Sadzawkę. Czarna nie sądziła, że taka tyranką może pozwalać sobie na uczucia.
Nawet Szczypiorkowa Łodyga zaczęła więcej rozmawiać z Marchewkowym Grzbietem.
Może Kamienna Agonia naprawdę nie miała uczuć, a to, że przyjaźniła się z Jałowym Pyłem było tylko jej wyobrażeniem, które pragnęło przyjacielskiej relacji.
Może wszystko, do cholery, było tylko jebanym snem.
Z frustracji trzepnęła pazurami w ziemię ku zdezorientowanych spojrzeniach towarzyszy. 
Musiała się z tym przespać.

**
Widziała Jałowego Pyła rozmawiającego z Marchewką. Rozmawiającego... Spokojnie. Przyjaźnie.
To było ponad jej możliwości. Ponad jej rozum. Nie potrafiła pojąć, dlaczego.
Łapy świerzbiły ją, by wyskoczyć przed tą rudą wiedźmę i wykrzyczeć całe swoje emocje na skalę wszystkich klanów. 
Ale nawet na to nie mogła sobie pozwolić. Chciała tylko o nim zapomnieć. Chciała, by przestało jej zależeć.
Chciała zacząć ignorować Marchewkowy Grzbiet. Ignorować dzieci Jałowego Pyłu. Jej dzieci.
Ignorować cały ten pierdolony nieśmieszny melodramat.
Ustała na środku obozu, by wyznaczyć koty na patrol.
- wieczorny patrol poprowadzi Borówkowa Mordka. Pójdą z nią Jałowy Pył, Szczypiorkowa Łodyga, Szybka Łania i Fretkowy Bieg. - Miauknęła, chociaż brakowało jej w tym gronie jednego rebelianta, który by nie pozwolił tym świniom rozmnażać swoich tez na temat wielkości Piaskowej Gwiazdy, obaleniu Zająca czy cokolwiek, co tam myślą rudzielce. - i Słonecznikowa Łodyga.
Zastępczyni podeszła po tych słowach do Jałowego Pyłu.
- Proszę bardzo. Teraz możesz patrolować ze swoimi - Syknęła.

<Jałowy?>

11 listopada 2021

Od Jałowego Pyłu CD Kamiennej Agonii

Dla kocura jedynym wytchnieniem było polowanie. Polowanie w samotności, z dala od wszystkich. Ale musiał wpaść na Kamienną Agonię. Pojawiła mu się w żołądku lodowa kula. Nie wiedział, co robić. Jak nie panikować. Jak umknąć przed tym chłodnym wzrokiem. Zawiódł ją. Widział to w każdym spojrzeniu, każdym westchnieniu. Poznał ją tak dobrze, kochał każdy centymetr jej ciała i zaufanie, jakim się darzyli. Pierwsza prawdziwa przyjaciółka 
- P-przepraszam… – wydukał. Zabrał mysz, którą upolował i uciekł. Nie umiał spojrzeć jej już w oczy. 

*** 

- Na grube popielice, mózg ci wcięło na starość? - warknął, patrząc, jak mentor znika w tunelu. Sam nie miał ochoty na wejście tam. Gdzie on się pakuje? Mało mu problemów, żeby Jałowiec robił jakieś głupstwa? 
I stoi tam jak największy kretyn, wpatrując się w sufit. Króliczy móżdżek, nic więcej. 
- Nie baw się w oglądanie ziemi i robali, tylko wyłaź! To się zaraz- 
Coś pękło nad głową czekoladowego. Nie minęło uderzenie serca, a brązowa ziemia spadła na arlekina. Niebieskofutry rozszerzył oczy, zamierając w bezruchu, nie mogąc nawet zamknąć pyska. Zaczął krzyczeć. Krzyczeć jak cholera, zdzierając całe gardło. Pobiegł, rzucił się, nie zważając na to, że może umrzeć. Łapy z trudem nie zasypywały się w piachu. Czuł, jak ziemia go przygniata od góry i brudzi już i tak na wpół brązową sierść. Jak oblepia jego chłodną skórą, jak Nie mógł postawić kroku w przód. Tunel przed nim był zbitą masą mokrej gleby. 
- Kocham was, nie płaczcie. 

*** 

- Musimy pożegnać Jałowcowego Świta, jednego z naszych wojowników. Był mężny i odważny, służył Klanowi Burzy przez wiele księżyców. Niestety, teraz stąpa z Klanem Gwiazdy. Niebieski wpatrywał się w ciało mentora jak w obrazek. N-nie mógł zginąć tak tuż przy nim. 
Wtulał się w sierść matki. Wiedział, że chociaż rodzice go rozumieją. 

*** 
Mruczał, leżąc obok rudego potwora. Już nie wiedział, czy to ze stresu, czy tak udawał, żeby Marchewkowy Grzbiet była szczęśliwa. Wszystko było mu jedno. Ciosem w pierś był tylko ten wzrok Kamiennej furiatki, nienawidzący i rozżalony zarazem. Starał się o tym nie myśleć. Zacząć jakieś nowe życie. I czuł, że to może wypalić. Coś zupełnie nowego. Jednak patrzenie na ten fałszywy ryj każdego dnia nie wyglądał na zbyt pozytywny plan. 
- Widzisz jak ta stuknięta prukwa się w nas wpatruje tymi gałami? - szepnęła do niego Marchewa. - Zazdrości! I dobrze jej tak! 
Polizał wściekniętą po łbie parę razy. Miał nadzieję, że się przymknie. 
- Zapomnij o tym k-kochanie. - odszepnął. To słowo brzmiało dziwnie. Nienaturalnie. 
- Wronia strawa chyba zapomniała, kto tu w Klanie jest ważniejszy. Uważa, że skoro jest zastępcą może robić wszystko. Ale nie pamięta, jak dupę trzymała w żłobku. Jak kradła mi ciebie, jak tobą manipulowała, jak oszukiwała Zajęczą Gwiazdę.. phi! 
Nic nie mówił, bo po co. Zaprzeczysz? Marchewka cię zje. Zgodzisz się? Kamień cię zje.
- Pff! Szybka Łania jest już lepsza w obgadywaniu. Faceci. - burknęła Marchewkowy Grzbiet. Słońce stało już w zenicie, choć trudno to było stwierdzić przez szare chmury, którym nawet nie przychodziło do myśli rozproszenie się. Przynajmniej nie padał śnieg. 
- Południowy patrol poprowadzi Koperkowy Powiew. Pójdzie z nim Szumiące Wzgórze, Jałowy Pył, Orlikowa Łapa… - zaczęła mówić czarna zastępczyni, lecz urwała, gdy podszedł do niej brat. Wymienili między sobą kilka zdań, aż w końcu Gliniane Ucho odszedł. Sapnęła z irytacji. Chyba. - i ja. 
P-patrol? Ona? On też? Chyba nie zamierzała się z nimi zabierać, lecz trudno. Coś trzeba wymyślić. Rudy bicolour zebrał wojowników i wyszli. Kamień szła niedaleko od niego. Chciał położyć uszy i uciec daleko. Raz po raz zerkał na zastępcę, nie mogąc się na niczym innym skupić. 
Kiedy jej powie, to co chciał? 
<Kamień? Będę akcjo wać w kolejnym opo>.