BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Słonecznikowa Łodyga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Słonecznikowa Łodyga. Pokaż wszystkie posty

06 sierpnia 2021

Od Szepczącej Łapy (Szepczącej Duszy) cd. Słonecznikowej Łapy (Słonecznikowej Łodygi)

 *dzień przed mianowaniem Słonecznikowej Łodygi*

Kocica skoczyła na niewielką nornicę. Chybiła jednak. Celowo.
Narcyz obserwował ją cały czas, ale ona nie chciała tym razem zabić tego zwierzątka.
Te małe czarne oczka, nieświadomej niczego ofiary sprawiły, że po prostu nie mogła.
Nie chciała odbierać jej życia, po prostu nie.
Tuż po tym, jak nornica zniknęła w krzewach jeżyny, Narcyzowy Pył odezwał się:
- Spokojnie, każdemu czasem piszczka ucieknie. A tobie się to rzadko zdarza.
Kotka skinęła delikatnie głową. Po chwili wraz z niebieskim wykopali wcześniej zakopane przez siebie piszczki. Szepcząca wzięła wcześniej upolowaną przez siebie zwierzynę, po czym ruszyła do obozu wraz ze swym mentorem. Na miejscu odłożyła wraz z żółtookim piszczki na stos. Następnie pożegnali się i ruszyli w swoje strony. Narcyz do Orlika, z którym ostatnio dość często spędzał czas. Niedawno, przez Kozi Skok Szepcząca Łapa dowiedziała się, że ta dwójka chce być razem. Kocica, jak tylko o tym usłyszała, była nieźle zdziwiona. Później to samo usłyszała od Narcyzowego Pyłu. Nie to, żeby miała coś przeciwko gejom, ale nie spodziewała się czegoś takiego tak nagle. Tak po prawdzie, to nie spodziewała by się też tego, gdyby Orlik był kotką. W sensie, zauważyła, że brat Mniszkowego Kwiatu  dziwnie się zachowuje przy bracie Hiacyntowej Cętki i czasem wice wersa, ale nie podejrzewała, że o to chodziło. Oczywiście, jeśli Orlik zdradzi uczucia Narcyza, to będzie miał do czynienia z niebieską kulą wściekłości czytaj siostrą Dzikiego Gona. Kocica zastanawiała się co sądzi o tym wszystkim Cętkowany Kwiat, jeśli wieść już do niej dotarła.
- Hej, Szepcząca Łapo, chcesz zjeść ze mną posiłek? – spytał niespodziewanie i jednocześnie dość nieśmiało kremowy brat kotki. Od razu uśmiechnęła się po czym skinęła głową na tak. Razem wzięli piszczki ze stosu, po czym usiedli gdzieś w kącie by w spokoju spożyć posiłek.

***

Szepcząca Łapa siedziała gdzieś z boku obozu, pochłonięta obserwacją reszty kotów z Klanu Burzy. Szybko dostrzegła wychodzącego z legowiska terminatorów kremowego kocura. Po chwili brat srebrnej usiadł przed wejściem do legowiska uczniów, gdyż wiedział, że ma jeszcze trochę zapasowego czasu przed treningiem. Słonecznik rozejrzał się po obozie. Życie klanowiczów toczyło się jego normalnym, rutynowym biegiem. Nic nie zapowiadało, żeby cokolwiek miało się tego dnia zmienić. Poranek rozpoczynał się dokładnie tak samo, jak zwykle. Kremowy zastanawiał się, co dzisiaj zaplanowała dla niego Burzowa Noc. Ostatnimi czasy coraz częściej sprawdzała jego wiedzę - mu jednak udawało się zawsze wyjść z jej testów obronną łapą. Z polowaniem i walką także sobie radził. Córka Smutnej Ciszy była dumna z jego postępów, a on cieszył się z tego, że nie zawiódł jej oczekiwań. 
Nagle spokojną obserwację Szepczącej Łapy przerwał donośny głos Chabrowej Gwiazdy.
- Niech wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by samodzielnie polować, zjawią się tutaj na zebranie! - ogłosiła. Uczeń Burzowej Nocy posłuchał jej rozkazu i stawił się w umówionym miejscu, wraz z innymi współklanowiczami, w tym jego niebieską siostrą.
 Szepcząca podobnie jak on, zastanawiała się, kto zostanie mianowany, a jeśli nikt, to co chciała ogłosić Chaber. Po chwili liderka kazała jej kremowemu bratu podejść bliżej. Zaskoczony kocur bez cienia protestu wykonał polecenie liderki. Oj, Szepcząca już wiedziała co się zaraz stanie, a następnie wypowiedziane przez siostrę Narcyzowego Pyłu słowa tylko ją utwierdziły w tym, że miała rację. 
- Ja, Chabrowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Słonecznikowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Serce syna Bąbla zabiło szybciej, a świat niebezpiecznie zawirował mu przed oczami. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Czy był na to gotów? Po chwili jednak odezwał się, najpewniej nie chcąc źle wypaść przed innymi klanowiczami.
- Przysięgam - odpowiedział, najbardziej przekonująco, jak na tę chwilę potrafił. Wziął kilka głębokich wdechów. To się naprawdę działo!
- Na mocy Klanu Gwiazdy, mianuję cię na wojownika. Od tej pory znany będziesz jako Słonecznikowa Łodyga. Gwiezdni cenią cię i witają cię jako nowego wojownika naszego klanu. 
  Dotknęła pyszczkiem jego głowy, a on odpowiedział jej dotykając jej barku. Nie potrafił uspokoić emocji. Był niemal głuchy na głosy dobiegające go zza pleców. Czyżby skandowali jego nowy tytuł? Być może. 
W tym tłumie była Szepcząca Łapa, nie odzywająca się, lecz układająca odpowiednio swój pyszczek, tak, żeby wyglądało jakby wrzeszczała „Słonecznikowa Łodyga! SŁONECZNIKOWA ŁODYGA!” Na całe gardło.
  Syn Sikorkowego Śpiewu odszedł od miejsca spotkania i zaraz wpadł na swą siostrę. Błękitna uśmiechnęła się promiennie w jego stronę i przytuliła do niego, chcąc pogratulować kremowemu. Było jej jednak trochę smutno, że jako ostatnia z rodzeństwa zostanie mianowana. Ukrywała jednak te uczucia w sobie, nie dając nikomu ich poznać. Cieszyła się z sukcesu swojego brata. Słonecznik jednak dalej nie rozumiał, co się działo. Mało co nie przewrócił się pod wpływem jej siły.
- Och, Szepcząca Łapo... witaj - mruknął nieobecnym głosem. 
- Ale nie koniec zebrania! – odezwała się nagle córka Błękitnej Cętki, widząc, że część klanowiczów szykuje się do wrócenia do wcześniej wykonywanych czynności. – Szepcząca Łapo, proszę wystąp.
Dziko pręgowana nie spodziewała się tego podobnie jak kremowy w swym własnym przypadku, jednak nie dała po sobie tego poznać i szybko ustawiła się w odpowiednim miejscu, na którym to przed chwilą stał dziko pręgowany.
- Ja, Chabrowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejną wojowniczkę.
Szepcząca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Srebrna kotka skinęła jedynie twierdząco głową, w myślach mówiąc „Ee, akurat, jeszcze czego!”
-Tak więc mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Szepcząca Łapo, od tej pory będziesz znana jako Szepcząca Dusza. Klan Gwiazdy ceni twoje umiejętności łowieckie oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Burzy.
Po chwili tak jak w przypadku Słonecznika, koty stojące za córką Sikorkowego Śpiewu zaczęły wykrzykiwać jej nowe imię.
Musiała przyznać, że Chaber wybrała jej całkiem dobre imię.
Kotka po otrzymaniu kilku gratulacji, między innymi od mentora, Jelonka i oczywiście Słonecznika wyruszyła wraz z tym ostatnim na czuwanie.

***

Ona i jej brat czuwali z dwóch różnych stron obozu, tak, by się nie widzieć ani nie słyszeć. W końcu nie chciano, by się rozproszyli w trakcie czuwania.
Niebieskiej kotce nie sprawiało problemu to, że miała nie mówić.
Ona po prostu niemal nigdy nie mówiła.
Patrzyła na gwiazdy, których blask był świetnie widoczny na tle nieba, podobnie jak jasny księżyc. Ciemność nocy okrywała terytoria klanów, sprawiając, że większość kotów spała. Delikatnie wilgotna trawa dodawała jeszcze piękna tej scenerii, w której to srebrnej kotce przyszło się znajdować.
Wnuczka Pląsającej Sójki jakoś nie mogła uwierzyć, że to te piękne punkciki są dawnymi kotami klanowymi, które zsyłają na żyjących pioruny by pokazać im, że to oni mają władzę.
Ale skoro mają tą władzę, to czemu nie zmienią świata?
Czemu nie usuną wszystkich, którzy potencjalnie mogą złamać ich święte kodeksy?
Czemu kiedy ktoś źle o nich pomyśli, tak jak ona teraz, od razu go nie skarcą lub ukażą?
To doprowadziło ją do myśli, że Klan Gwiazdy nie ma pełnej władzy nad tym, co się dzieje na ziemi, tylko robi to, co może, by udawać, że tak jest. Albo po prostu mają wszystko pod ogonem, póki coś co ich wystarczająco wkurzy się nie stanie.
Szczerze? Sądziła, że to ta druga opcja jest prawdziwa, przynajmniej w większości.
Wpatrując się tak w ciemne nocne niebo, Szepcząca Dusza zastanawiała się, czy Pląsająca Sójka chciałaby coś zmienić w Klanie Gwiazdy? A jeśli tak, to czy coś próbuje w tej sprawie zrobić?
Miała nadzieję, że tak.
Że jej babcia coś zmienia, że już coś zmieniła.
Ale w sumie to….martwa niebieska szylkretka już coś zmieniła….
Sprawiła, że jej wnuczka wiedziała iż w Klanie Gwiazdy jest przynajmniej jedna naprawdę uczciwa dusza.

15 kwietnia 2021

Od Słonecznikowej Łapy (Słonecznikowej Łodygi) C.D Szeptu (Szepczącej Łapy)

Słonecznikowa Łapa wszedł do kociarni, chcąc spędzić trochę czasu z siostrą. Uznał, że na pewno potrzebowała jego towarzystwa - w innym przypadku nie szukałaby przyjaźni wśród martwych kamieni, prawda? Powinien lepiej wywiązywać się ze swoich braterskich obowiązków! Od teraz postanowił odwiedzać ją regularnie, nieważne jak bardzo nie byłby zmęczony. Nie mógł pozwolić, aby stała się odludkiem spędzającym czas jedynie z nieożywionymi elementami! Musiał się postarać.
 Przekroczył pewnie próg i już otworzył miał zamiar, się odezwać, gdy wtrąciła się Trzcina. 
- Cśśśś! Tutaj się walka odbywa, nie rozpraszaj siostry bo przegra! - miauknęła była samotniczka, ogonem wskazując mu kierunek.
 Przeniósł wzrok na scenę odgrywającą się przed nim. Zając i Szepcząca Łapa stali naprzeciwko siebie, pojedynkując się na spojrzenia. Inny kociak przyglądał się ich ''potyczce'' z zapartym tchem i entuzjazmem wymalowanym na mordce. Wszystko to nieco ostudziło zapał kremowego.
  Najwyraźniej wcale nie miał racji... błękitna nie potrzebowała jego towarzystwa i nie zaczęła zadawać się z kamieniami z powodu jego braku. Tak właściwie, widocznie lepiej radziła sobie z kontaktem z innymi, nawet pomimo bycia niemą. Cieszył się z tego, ale poczuł również lekkie ukłucie. Co, jeśli wcale go nie potrzebowała? Miała przecież sporo nowych przyjaciół! 
  Usiadł w kącie, czekając na zakończenie ''bitwy'', tępo wpatrując się w sylwetki kotów. Przestał zwracać uwagę na czas. Z rozmyślania wyrwał go dopiero entuzjastyczny, piskliwy głosik obwieszczający wesołą nowinę.
- Szept nową mistrzynią gry! - wykrzyczało nieznajome kocię, a inne zaczęło na te wieści podskakiwać i kręcić się radośnie. Młodziki tak bardzo go pochłonęły, że nie zwrócił uwagi na kotkę. To był błąd, o czym przekonał się już po chwili, przewracając się pod ciężarem zwyciężczyni.
 Odwrócił głowę w poszukiwaniu pyszczka sprawczyni wypadku i napotkał jej przepraszający uśmiech. Zaśmiał się cicho, po czym przekręcił się lekko na bok i podniósł z ziemi, chcąc rozpocząć właściwą rozmowę.

*** Bardzo, bardzo długi czas później-

  Słonecznik przeciągnął się i ziewnął. Podniósł się z legowiska i opuścił norę. Usiadł przed nią, wiedząc, że ma jeszcze nieco zapasowego czasu przed treningiem. Rozejrzał się po Obozie. Życie klanowiczów toczyło się jego normalnym, rutynowym biegiem. Nic nie zapowiadało, że cokolwiek miałoby się tego dnia zmienić. Poranek rozpoczynał się dokładnie tak samo, jak zwykle. Kremowy zastanawiał się, co dzisiaj zaplanowała dla niego Burzowa Noc. Ostatnimi czasy coraz częściej sprawdzała jego wiedzę - mu jednak udawało się zawsze wyjść z jej testów obronną łapą. Z polowaniem i walką także sobie radził. Kotka była dumna z jego postępów, a on cieszył się z tego, że nie zawiódł jej oczekiwań. 
  Uśmiechnął się delikatnie na myśl o treningu. Nie wiedział, jaką jeszcze wiedzę mogłaby mu przekazać mentorka, ale z niecierpliwością na to czekał. Ze stanu rozmarzeniu wyrwał go jednak głos Chabrowej Gwiazdy.
- Niech wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by samodzielnie polować, zjawią się tutaj na zebranie! - ogłosiła. Uczeń posłuchał jej rozkazu i stawił się w umówionym miejscu, wraz z innymi współklanowiczami. Zastanawiał się, co takiego liderka chciałaby teraz przekazać. Czyżby mianowała kogoś na termintora?
 Nie miał jednak zbyt wiele czasu na rozmyślanie. Kocica nakazała mu podejść w ustalone miejsce. Zaskoczyło go tym, ale bez cienia protestu wykonał polecenie. 
- Ja, Chabrowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Słonecznikowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
 Jego serce zabiło szybciej, a świat niebezpiecznie zawirował przed oczami. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Czy był na to gotów? Chwila, nie mógł się zastanawiać - wszyscy na niego patrzyli! Jakby to wyglądało?
- Przysięgam - odpowiedział, najbardziej przekonująco, jak na tę chwilę potrafił. Wziął kilka głębokich wdechów. To się naprawdę działo!
- Na mocy Klanu Gwiazdy, mianuję cię na wojownika. Od tej pory znany będziesz jako Słonecznikowa Łodyga. Gwiezdni cenią cię i witają cię jako nowego wojownika naszego klanu. 
  Dotknęła pyszczkiem jego głowy, a on odpowiedział jej dotykając jej barku. Nie potrafił uspokoić emocji. Był niemal głuchy na głosy dobiegające go zza pleców. Czyżby skandowali jego nowy tytuł? Być może. 
  Odszedł od miejsca spotkania i zaraz wpadł na swą siostrę. Błękitna uśmiechnęła się promiennie w jego stronę i przytuliła do niego, prawdopodobnie wyrażając dumę. On jednak dalej nie rozumiał, co się działo. Mało co nie przewrócił się pod wpływem jej siły.
- Och, Szepcząca Łapo... witaj - mruknął nieobecnym głosem. 

< Szepcząca Łapo? >

18 marca 2021

Od Szeptu Cd. Słonecznikowej Łapy

Słonecznikowa Łapa wpatrywał się w kamiennych przyjaciół siostry, całkowicie zbity z tropu. Przeniósł zmieszany wzrok na Szept, próbując wywnioskować, co teraz miał zrobić. Na jego nieszczęście znaki, które mu wysyłała, jasno namawiały go do konwersacji ze skałami.
- M-mam z nimi porozmawiać? - zapytał, mając jeszcze nadzieję na to, że opacznie zrozumiał kotkę.
Szept energicznie pokiwała głową i uśmiechnęła się, przysuwając Główny Kamień tak blisko, że niemal dotykał łap kocura.
Kremowy westchnął cicho i nerwowo wbił pazury w ziemię, zastanawiając się, co powinien powiedzieć do głazu, aby nie urazić uczuć zawieszonej uczennicy. Kocica spojrzała na niego. Czyżby nie wiedział jak zacząć rozmowę? Faktycznie, mógł być trochę speszony, no bo w końcu pierwszy raz rozmawiał z kamieniem. Pomimo tego córka Sikorkowego Śpiewu była pełna optymizmu, a w jej głowie już pojawiał się obraz szczęśliwej paczki przyjaciół, składającej się z niej samej, z jej brata oraz odłamków skalnych.
- Dzień dobry, panie... pani? Dzień dobry, Kamieniu - miauknął, starając się ostrożnie dobierać słowa. Na chwilę zamilkł, Szept posłała mu dopingujące spojrzenie. Początki przyjaźni zawsze są trudne! Szept wierzyła, że jak Słonecznik się przełamie to wszyscy zostaną przyjaciółmi. Po chwili kocurek kontynuował - Mam na imię Słonecznikowa Łapa, ale możesz mi mówić Słonecznik... Jestem bratem twojej... przyjaciółki.
Wbił w skałę wyczekujący wzrok. Po chwili ciszy kremowy uczeń westchnął ponownie, zupełnie zrezygnowany.
- Szepcząca Łapo, muszę już iść. Mam trening... - mruknął cicho. Znowu kłamał. Wiedział, że ona się domyśli, ale potrzebował jakiejś wymówki, aby opuścić żłobek. Tak jak przewidywał niebieska od razu wyczuła kłamstwo w jego wypowiedzi. Widziała jego lekko poruszający się ogon i zrezygnowanie w oczach. Czyżby….czyżby się pomyliła? Czyżby jej ukochany brat nie rozumiał jej? Czyżby uważał, że nie można przyjaźnić się ze skałami? Już chciała go zatrzymać, jednak zmieniła zdanie. Siedziała w jednym miejscu, podczas gdy Słonecznik wychodził z kociarni. Spojrzała na kamień. Widziała smutek w wyrytych na powierzchni skałki oczkach. Polizała delikatnie odłamek skalny, mrucząc uspokajająco. Pochyliła się nad głazikiem po czym wyszeptała tak cicho, że aż ledwie słyszalnie:
- Spokojnie, jeszcze nie wszystko stracone. Zaprzyjaźnicie się, on zrozumie, zobaczysz.
Widziała, że kamień lekko się rozluźnił i uśmiechnął do niej. Niestety, nie była już teraz tak całkowicie pewna swoich słów. A co jeśli….jeśli to się nie ułoży? Położyła się na mchu, myśląc nad tym, co mogła by jeszcze zrobić…..

***

Szept wpatrywała się w oczy swojego rywala. Świdrowała go swym spojrzeniem. Powieka kocura lekko drgała, jednak jego oczy nie zamykały się. Obydwoje byli skupieni na sobie nawzajem. Ciszę zakłócały tylko ich miarowe oddechy. Obydwoje myśleli o jednym – o zwycięstwie.
Zając samozwańczo ogłosił się tego popołudnia mistrzem gry w spojrzenia. Szept prychnęła na to, przez co ten w przypływie wściekłości wyzwał ją na pojedynek żeby zobaczyć kto powinien otrzymać ten zaszczytny tytuł. Oczywiście Szept przystała na to. Nie mogła pozwolić żeby ten maluch tak mówił skoro nawet się z nią nie zmierzył! Kotka radziła sobie w tej grze lepiej od Zająca, czuła, że wygra, a jak nie to zapadnie się pod ziemię. Stali tak wpatrując się w siebie nawzajem już dłuższy czas, podczas gdy Ziemniaczek obserwował te walkę z zapartym tchem. Nagle Szept usłyszała, że ktoś wchodzi do żłobka, jednak nie mogła spojrzeć w tamtą stronę. W końcu wtedy by przegrała! Po chwili usłyszała głos Trzciny, która chyba odezwała się, zanim zdążył zrobić to kot, który wszedł do środka.
- Cśśśś! Tutaj się walka odbywa, nie rozpraszaj siostry bo przegra. – z wypowiedzi byłej samotniczki córka Sikorkowego Śpiewu wywnioskowała, że przyszedł jej ukochany brat, czyli Słonecznikowa Łapa. Po paru uderzeniach serca po wypowiedzi pomarańczowookiej Zając zamknął oczy na moment, ale to wystarczyło. Na pyszczku białego pojawiło się zdziwienie, gdy Ziemniaczek wrzasnął w niebogłosy:
-Szept nową mistrzynią gry!
Cynamonek zaczął skakać. Widać było, że maluch jest podekscytowany. Szepcząca wykonała taniec szczęścia, który polegał na wysuwaniu jak najdalej od korpusu na przemian lewej tylnej łapy z prawą przednią oraz prawej tylnej z lewą przednią. Następnie niebieska wykonała ślizg do tyłu, a potem lekko podskoczyła. Niestety przez to straciła równowagę i z hukiem upadła na swojego brata. Spojrzała na niego przepraszająco z lekkim uśmiechem.
<Słonecznikowa Łapo? Jak chcesz to możemy zrobić pojedynek, ale ostrzegam, ona jest w tym dobra :3>

03 marca 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Szeptu

Słonecznikowa Łapa wpatrywał się w kamiennych przyjaciół siostry, całkowicie zbity z tropu. Przeniósł zmieszany wzrok na Szept, próbując wywnioskować, co teraz miał zrobić. Na jego nieszczęście znaki, które mu wysyłała, jasno namawiały go do konwersacji ze skałami.
- M-mam z nimi porozmawiać? - zapytał, mając jeszcze nadzieję na to, że opacznie zrozumiał kotkę.
 Ta jednak energicznie pokiwała głową i uśmiechnęła się, przysuwając Główny Kamień tak blisko, że niemal dotykał łap kocura.
 Kremowy westchnął cicho i nerwowo wbił pazury w ziemię, zastanawiając się, co powinien powiedzieć do głazu, aby nie urazić uczuć zawieszonej uczennicy.
- Dzień dobry, panie... pani? Dzień dobry, Kamieniu - miauknął, starając się ostrożnie dobierać słowa. Na chwilę zamilkł, ale widząc dopingujące spojrzenie błękitnej, kontynuował - Mam na imię Słonecznikowa Łapa, ale możesz mi mówić Słonecznik... Jestem bratem twojej... przyjaciółki.
  Wbił w skałę wyczekujący wzrok. Może te otoczaki rzeczywiście miały specjalne moce? Może były jakimś darem od Gwiezdnych?... Może jego siostra nie czuła się samotna, a znalazła jakiś magiczny artefakt? I dlatego chciała mu to pokazać?
  Po kilkunastu uderzeniach serca nic się jednak nie wydarzyło. Były to jedynie zwykłe, pospolite skały, jakich wiele leżało na terytoriach Klanu Burzy.
  Uczeń westchnął ponownie, zupełnie zrezygnowany. Wcześniej pokładał jeszcze chociaż najmniejsze nadzieje na to, że jego siostra doszczętnie nie oszalała. Teraz... cóż, nie był tego taki pewien.
- Szepcząca Łapo, muszę już iść. Mam trening... - mruknął cicho. Znowu kłamał. Wiedział, że ona się domyśli, ale potrzebował jakiejś wymówki, aby opuścić żłobek. 

***

 Kremowy kocur ziewnął, wchodząc do obozu. Właśnie wracał z polowania z Burzową Nocą. Nie można raczej było nazwać go zupełnie udanym, ale nie należało także do najgorszych, a w Porze Opadających Liści nie powinno się gardzić żadnym posiłkiem. Trzeba się było w końcu wzmocnić przed najmroźniejszym sezonem...
  Słonecznik niósł w pyszczku sójkę, uśmiechając się delikatnie. Cieszył się, że udało mu się złapać cokolwiek. Czuł się chociaż trochę przydatny dla swojego klanu. 
  Gdy odłożył piszczkę w wyznaczone miejsce, postanowił odwiedzić swoją siostrę. Wziął więc ze stosu dwie myszy i ruszył w kierunku kociarni, licząc, że tym razem Szept nie namówi go do dyskutowania z kamieniami.

< Szept? >

01 marca 2021

Od Szeptu (Szepczącej Łapy) Cd. Słonecznikowej Łapy

 -  To... to jest twój znajomy? Ma jakieś imię? - spytał Słonecznikowa Łapa po chwili milczenia, cicho, całkowicie zbity z tropu.
Szept energicznie pokiwała głową. To nie był tylko jej znajomy ale i przyjaciel! Bliski przyjaciel! Co prawda jak na razie nazywała go „pierwszy kamień z buźką” ale może powinna mu nadać jakieś imię? Po chwili przypomniała sobie, że przedstawiła bratu tylko jeden kamień podczas gdy miała ich więcej! Skoro w miarę dobrze zdaniem Szepczącej zareagował na wieść, że kamień jest jej przyjacielem to może mu bez oporu przedstawić resztę kamieni prawda? Przecież to ekstra pomysł! Zagarnęła ogonem resztę kamyczków z wymalowanymi buźkami. Przysunęła je do brata, który spojrzał na nie z szerzej rozwartymi oczami. Szept po chwili uznała, że kamienie na pewno chciały by żeby kremowy kocur opowiedział im coś o sobie i o swoich przeżyciach poza żłobkiem. Kamienie były jej zdaniem bardzo przejęte gdy „telepatycznie” przekazała im ten pomysł. W końcu od dawna nie wychodziły poza żłobek! Naprawdę musiało im się nudzić tak samo jak jej. Co prawda często razem z nimi wymyślała różne sposoby na zabawę, ale na pewno im to nie wystarczało. Przesunęła wszystkie kamienie  tak, że otaczały syna Sikory ze wszystkich stron. Uśmiechnęła się po czym dała mu znak żeby porozmawiał z jej przyjaciółmi. Na pewno się zaprzyjaźnią, w końcu kamienie bardzo lubiły zawierać nowe znajomości czy przyjaźnie! Wiedziała to z własnego doświadczenia.

<Słonecznikowa Łapo? Otaczają cię podekscytowane kamyczki :3>

13 lutego 2021

Od Słonecznikowej łapy C.D Szeptu

Kocur zamrugał kilka razy ze zdziwieniem, przenosząc wzrok z kamienia na siostrę i z powrotem. Czy jego siostra... oszalała? Dlaczego wyryła na tej skałce taki... niepokojący uśmiech? I czemu teraz tę skałkę podsunęła mu? On też miał coś na niej pozostawić? 
  Końcówka ogona kotki poruszyła się niespokojnie kilka razy. Przysunęła otoczak bliżej i posłała bratu wymowne spojrzenie.
- To... to jest kamień - rzekł Słonecznikowa Łapa, najwyraźniej w przypływie geniuszu - Mam z nim coś zrobić?
  Błękitna stanowczo pokręciła głową, po czym ponownie popchnęła obiekt w przód. 
- A więc... próbujesz mi go pokazać? 
  Szept energicznie pokiwała głową, uśmiechając się. Prawdopodobnie cieszyła się, że kremowy wreszcie zrozumiał, o co jej chodziło. 
,,Byłoby znacznie łatwiej, gdyby mi to powiedziała...'' pomyślał. I już po chwili się za to skarcił. W końcu dalej nie uzyskał odpowiedzi na pytanie czy jego siostra była w ogóle zdolna do mówienia! A jeśli nawet była i milczała jedynie z wyboru, to nie powinien na to zważać. Oczywiście, czasami go to irytowało. Utrudniało wiele spraw. Ale nie aż tak bardzo, żeby z tego powodu zmuszać ją do rozmowy. Może nie czuła się z tym komfortowo?...
,,I dlatego zaprzyjaźniła się z kamieniami...'' 
 Słonecznik szeroko otworzył oczy. Miał nadzieję, że się mylił i błękitna wcale nie znalazła sobie takich znajomych z powodu niezrozumienia, z jakim mogła się spotkać. Może powinien spędzać z nią więcej czasu? W ich klanie nie było raczej wiele osób, z którymi Szept mogłaby się potencjalnie zaprzyjaźnić... chyba.
-  To... to jest twój znajomy? Ma jakieś imię? - spytał po chwili milczenia, cicho, całkowicie zbity z tropu.
  Kocur raczej nie znał się na chorobach, przecież nie był uczniem medyka, ale nikt nie wmówiłby mu, że przypisywanie cech istot żywych skałom było zachowaniem zdrowym. Musiał jej jakoś pomóc! Słyszał od klanowiczów o przypadkach wojowników, którzy kompletnie odkleili się od rzeczywistości i zaczęli stanowić zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Nie mógł dopuścić do tego, aby coś tak potwornego przytrafiło się jego siostrze! Tylko w jaki sposób miał niby zasugerować wizytę u Jeżowej Ścieżki tak, by nie urazić jej uczuć?
 
< Szept? >

12 lutego 2021

Od Szeptu Cd. Słonecznikowej Łapy

Po ogłoszeniu kar Szepcząca Łapa nie zauważyła Słonecznikowej Łapy który próbował do niej podejść.
Teraz niestety siedziała w żłobku. Nudziło jej się jak nie wiem. Dodatkowo wyglądało na to, że jej kamienie też są znudzone. Była także trochę głodna, jednak nie chciała się ruszać ze swojego kamiennego legowiska. Nie wiedziała jaka dokładnie jest pora dnia. Spojrzała na leżącą Trzcinę obok której biegała podekscytowana czymś Borówka. Splotka leżała niedaleko nich podczas, gdy Pszczółka drzemała w najlepsze. Córka Sikorkowego Śpiewu zaczęła się zastanawiać co takiego może się śnić córce Trzciny, o czym może myśleć Splotka oraz czemu Borówka jest taka podekscytowana. Po chwili ktoś wszedł do kociarni, zwracając tym samym uwagę Szept. W końcu będzie mogła np. kogoś kto nie pochodzi z rodziny Trzciny poobserwować! Po chwili dostrzegła charakterystyczne kremowe futerko swojego brata. Kocur niósł dwie piszczki, najprawdopodobniej dla niej i dla karmicielki. Od razu gdy położył jedzenie przed królową obejrzał się w poszukiwaniu siostry. Dostrzegła jego zdziwione spojrzenie. A tak, on przecież jeszcze nie wiedział o jej kamiennym legowisku. Szept wyszła ze środka po czym chwyciła brata za ogon i wepchnęła do swojego kamiennego kąta. Zatkała wejście mchem, a następnie ułożyła się wygodnie na posłaniu. W kamiennym legowisku było dość miejsca by Słonecznik też mógł się położyć. Ale zaraz! Nie przedstawiła mu jeszcze swoich kamiennych przyjaciół! Po chwili wzięła jeden z kamieni i podsunęła go kocurowi. Na tym kamieniu Szept namalowała wcześniej uśmiech przy pomocy innego kamienia. Może Słonecznik zrozumie, że kamień jest jej przyjacielem? Oby.

<Słonecznikowa Łapo? Poznaj pana kamyczka :3>

03 lutego 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Szepczącej Łapy

 Odwzajemnił uśmiech, po czym usiadł, owijając ogon wokół swoich łap.
- Dobrze, że znalazłaś wyjście z tej sytuacji. Oby mama nie poszła teraz do Jeżowej Ścieżki... - miauknął cicho, a na jego pyszczku pojawił się grymas. Ich kłamstwo mogło zostać łatwo ujawnione. Co pomyślałaby sobie wtedy o nich Sikorkowy Śpiew? Poza tym, musieliby się wytłumaczyć. A raczej kocur by musiał - w końcu Szepcząca Łapa nie mówiła! Chyba. Najprawdopodobniej. Właściwie to nie wiedział, ale nie chciał dłużej drążyć tego tematu, bo błękitna wyraźnie go omijała. 
 Kotka pokręciła głową i wywróciła oczyma z rozbawieniem. Widocznie jej nie obeszło to tak bardzo jak jego. 
 Kremowy westchnął cicho, po czym zwinął się w kłębek na legowisku. Nie miał aktualnie ochoty na prowadzenie monologu.

*** 

  Następnego dnia po Zgromadzeniu, Słonecznikowa Łapa przeżył szok. Końcówkę uroczystości spędził w samotności, zanurzony w myślach i nie miał pojęcia, o co mogło chodzić Mokrej Gwieździe. Jak to? Co takiego stało się wczorajszej nocy? W jaki sposób Szept mogłaby zagrozić pokojowi, jeśli nawet się nie odzywała?... I dlaczego lider musiał potraktować ją tak surowo?! Zrobił z niej na nowo kociaka! Na szczęście kara dla jego mentorki nie była aż tak surowa - przynajmniej jej położeniem nie musiał się martwić...
 Końcówka jego ogona zadrgała nerwowo, kiedy rozglądał się po Obozie, wzrokiem szukając siostry. Należało jej się teraz wsparcie, przynajmniej dopóki cała ta sytuacja się nie wyjaśni. To musiało być jakieś nieporozumienie! Nie potrafił sobie wyobrazić jego siostrzyczki, która naraziłaby wszystkie koty na gniew Gwiezdnych! 
 Nareszcie wypatrzył ją w tłumie. Powoli poszedł w jej kierunku, mając nadzieję, że jego obecność nie zirytuje siostry. 

< Szept? Przepraszam, że takie krótkie. >

28 stycznia 2021

Od Szepczącej Łapy Cd. Słonecznikowej Łapy

- Nie wiem, czy to dobry pomysł... - zaczął cicho Słonecznikowa Łapa. Oby wymyślił coś mądrego!
- Dlaczego? - spytała zdziwiona szylkretka, zatrzymując się kilka lisich ogonów od nich.
- Uch... Źle się czuję - skłamał, kładąc po sobie uszy. Szepcząca dobrze wiedziała, że ten kłamie. O dziwo nie było tego tak bardzo widać. Kocur spuścił wzrok i wbił go w ziemię, kilka razy nerwowo machając przy tym końcówką ogona. Sikora chyba mu uwierzyła bo podeszła do niego, po chwili gdy kocur podniósł wzrok kocica powiedziała:
- Powinieneś pójść do medyka. Dlaczego nic nie powiedziałeś? - spytała, niemal z wyrzutem.
- Na pewno? Po prostu boli mnie brzuch, to na pewno samo przejdzie... – powiedział kremowy - Może to tylko stres?... 
Zaraz…..to jeśli już uratuje tylko jego! A ona będzie musiała iść i tak! Czyżby nie zauważył jej błagalnych spojrzeń? Albo ją zignorował! Nagle przypomniała sobie pewną rzecz, która skutecznie może ją uratować. Pokręciła przecząco łebkiem patrząc na brata, po czym owinęła wokół niego ogon. Zdziwiony kocur chciał coś chyba powiedzieć, ale przed nim odezwała się ich matka.
- Powinieneś jednak iść do medyków. A co, jak to jest coś poważniejszego? Szepcząca, odprowadzisz go?
Kiwnęła głową, po czym za pomocą swego długiego ogona owiniętego wokół Słonecznika skierowała go ku legowisku medyka. Zdziwiony kocur nie wiedział chyba co począć. Może pomyślał, że i ona mu uwierzyła? Kto wie. Weszła wraz z nim do legowiska medyka, po czym przylgnęła do ściany każąc gestem głowy bratu zrobić to samo. Po chwili zobaczyła jak Sikorkowy Śpiew układa się obok Dzikiego. Rudy nie był zadowolony, gdyż lekko wyszczerzył kły, lecz starsza nie chciała mu odpuścić spędzenia czasu razem z nią. Po chwili przyłączył się do nich Orzechowe Futro. W legowisku medyka nie było nikogo, gdyż Jeżowa Ścieżka i Stokrotkowa Łapa wyszli na trening i jeszcze nie wrócili. Odczekała jeszcze chwilę po czym zaczęła powoli przekradać się do legowiska uczniów. Uczeń Burzowej Nocy zrobił to samo i już po chwili znajdowali się w bezpiecznym cichym miejscu. Nie było tam nikogo poza Szemrzącą Łapą, która drzemała w najlepsze. Najwyraźniej skończyła trening przed nimi. Szepcząca Odwróciła się do swojego brata, po czym uśmiechnęła się do niego. Była z siebie dumna, że znalazła wyjście z tej całej sytuacji z Dziką Łapą i Sikorą.

<Słoneczniku?>

15 stycznia 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Szepczącej Łapy

 On, jego siostra oraz ich mentorzy kiwnęli zgodnie głowami, po czym udali się do obozu. Gdy tam dotarli, dostrzegli Dzikiego, który zajadał się właśnie chuda nornicą. Mentor Szeptu po chwili wykrzyknął:
- O! Czy to nie wasz brat? A twój syn, Sikoro? Może dosiądziecie się do niego?
- Dobry pomysł! Dziękuję Narcyzowy Pyle, nie dostrzegłam go wcześniej. Szepcząca, Słonecznik chodźcie! - odparła ich matka z uśmiechem na pyszczku i żwawo odeszła w stronę swojego drugiego syna.
 Och. To nie zwiastowało nic dobrego. Wprawdzie teoretycznie byli oni rodzeństwem, ale poza tym nie łączyły ich żadne faktyczne więzi. Od kiedy kremowy pamiętał, Dzika Łapa izolował się od nich, syczał, burczał i pokazywał im pazury bądź kły przy każdej okazji. Z tego powodu nie spędzali ze sobą zbyt wiele czasu - nawet teraz. Prawdę mówiąc, Słonecznikowi zdawało się, że rudy już od urodzenia nienawidził ich (i wszystkich innych również!), więc wolał nie zaczynać z nim żadnej rozmowy. Perspektywa ataku dzikiej furii nie napawała go raczej optymizmem, a doskonale pamiętał, jak wstawiał się za siostrę przed Sikorką, chroniąc ją przed niesprawiedliwą karą.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł... - zaczął cicho. Musiał wymyślić jakiś dobry powód, bo powiedzenie, że od kociaka bało się własnego brata brzmiało... cóż, po prostu irracjonalnie. Przecież Dziki tak naprawdę nigdy fizycznie nic mu nie zrobił, jedynie kilka razy na niego zawarczał i pogroził szponami! Nic wielkiego.
- Dlaczego? - spytała zdziwiona szylkretka, zatrzymując się kilka lisich ogonów od nich.
- Uch... Źle się czuję - skłamał, kładąc po sobie uszy. Nie był dobrym łgarzem i wiedział to. Czuł, że Szepcząca Łapa też to wie. Tak samo Narcyzowy Pył wraz z Burzową Noc, chociaż ich tutaj już nawet nie było! Oczywiście nie wiedział czy naprawdę go przejrzeli, czy może to jego wewnętrzne ''ja'' postanowiło mu dokopać.
 Spuścił wzrok i wbił go w ziemię, kilka razy nerwowo machając przy tym końcówką ogona. Uwierzyli mu? A może właśnie z dezaprobatą patrzą w jego stronę, czekając, aż ten łaskawie uniesie pysk? Skrycie liczył na pierwszą opcję.
 Przełknął głośno ślinę i podniósł głowę. Nie zauważył wcześniej, że Sikorkowy Śpiew znalazła się tuż obok niego.
- Powinieneś pójść do medyka. Dlaczego nic nie powiedziałeś? - spytała, niemal z wyrzutem. Czyli jednak nie kłamał aż tak oczywiście. Dobrze wiedzieć...
 Musiał utrzymać tę farsę. W duchu liczył, że siostra zrozumie, dlaczego postanowił to zrobić i nie wyda go matce w żaden sposób. Zakładając oczywiście, że mogłaby to zrobić bez użycia słów.
 Pokiwał powoli głową, starając się utrzymać zmarnowany wyraz mordki. W pierwszej chwili ucieszył się, że tak łatwo nabrał matkę na wyimaginowaną chorobę. Teraz jednak nie był do końca przekonany do tego pomysłu - przecież medycy znali na wylot wszystkie schorzenia i najprawdopodobniej szybko zauważyliby jego nieudolne próby symulowania. Masz ci los, a już było tak pięknie!
- Na pewno? Po prostu boli mnie brzuch, to na pewno samo przejdzie... - mruknął, starając się odwieść wojowniczkę od pomysłu, który wsypałby cały jego misterny plan - Może to tylko stres?... 


< Szepcząca Łapo? >

13 stycznia 2021

Od Szepczącej Łapy cd. Słonecznikowej Łapy

Słonecznikowa Łapa po brutalnym ataku śnieżnego rekina wygramolił się ze śniegu. Ona także to zrobiła. Klapnęła obok niego uśmiechając się.
- Tak właściwie... całkiem udany żart - przyznał, delikatnie odwzajemniając gest - Chociaż teraz będę mokry jak Dzika Łapa! - dodał, puszczając do niej oko i śmiejąc się. Pewnie przeczuwał, że to ona podkładała Dzikiej Łapie niespodzianki na legowisku, którymi zazwyczaj były super zimne porcje  śniegu lub lodu.
  Kocur doskonale wiedział, że Szepcząca Łapa raczej mu nie odpowie, i chyba nawet na to nie liczył. W pewnym momencie odezwał się:
- Szept, ty... ty w ogóle możesz... no wiesz, uch... mówić? - spytał niepewnie, posyłając jej nerwowe spojrzenie.
I w tym momencie w głowie Szepczącej Łapy nastąpiło zatrzymanie procesu myślenia, które potem przerodziło się w burzę myśli, w tajfuny, które niszczyły piękną trawę na polanach w jej głowie. Co miała odpowiedzieć? Nie skinie mu głową, że tak umie mówić bo choć... no w sumie chyba tylko parę razy próbowała, gdy była sama to nie mogła tego zrobić, no bo w końcu wydałby się jej sekret! Jednocześnie nie chciała go okłamywać, bo co jak potem jakimś cudem się dowie? Na szczęście przybył skuteczny rozpraszacz. Szepcząca Łapa miała nadzieję, że dzięki niemu brat zapomni o pytaniu chociaż na najbliższy czas.
- Witajcie! – wykrzyknęła szczęśliwa Sikora – jak się macie? Jak idą wasze treningi co? Czy przeszkadzam? – o nie, nie, nie! Tylko żeby teraz sobie nie poszła! Na szczęście do rozmowy dołączył się Narcyzowy Pył.
- Witaj Sikorkowy Śpiew! Ja i Szepcząca Łapa kończymy już trening, jeśli chcesz, możemy go dokończyć później. Prawda?
Kocur zwrócił wzrok w jej stronę. Szepcząca Łapa skinęła głową, na co jej mentor oraz matka uśmiechnęli się. Natomiast Słonecznik chyba nie zapomniał o pytaniu, bo nadal wbijał w nią wzrok.
- W sumie to my też skończyliśmy trening. – powiedziała Burzowa Noc.
- No to co, wracamy do obozu? – spytała Sikora. Ona, jej brat oraz ich mentorzy kiwnęli zgodnie głowami, po czym udali się do obozu. Gdy tam dotarli dostrzegli Dzikiego, który zjadał właśnie trochę chudą nornicę. Jej mentor po chwili wykrzyknął:
- O! Czy to nie wasz brat? A twój syn Sikoro? Może dosiądziecie się do niego?
- Dobry pomysł! Dziękuję Narcyzowy Pyle, nie dostrzegłam go wcześniej. Szepcząca, Słonecznik chodźcie!
Mówiąc to kocica zaczęła iść żwawym krokiem w stronę rudego. Przeszył ją dreszcz, bynajmniej nie chciała z tym lisem w ciele kota spędzać czasu! To by była istna katorga! Spojrzała na Słonecznikową Łapę swym błagającym spojrzeniem. Miała nadzieję, że kremowy coś wymyśli, w końcu chyba obydwoje mieli Dzikiej Łapy dosyć! A poza tym, co jak mu coś wbije do łba i wykurzy tym Sikorę? Albo nagle, akurat w tym niefortunnym momencie uświadomi sobie, że to ona robiła mu te wszystkie psikusy? Wtedy pewnie musiała by uciekać wręcz z klanu przed tym syczącym psychopatą! Nie! Nie! Nie! Szepcząca myśl! Rusz głową! Co robić no co?! Spojrzała na Słonecznika jeszcze bardziej błagalnym spojrzeniem, błagała go o ratunek dla nich obu. Oby coś wymyślili!

<Słonecznik? Dziki nas zje!>

01 stycznia 2021

Od Słonecznikowej Łapy CD Szepczącej Łapy

    Słonecznik wracał właśnie z treningu wraz z Burzową Nocą. Był bardzo szczęśliwy - dowiedział się tylu ciekawych rzeczy o innych klanach! Może nieco dramatyzował, bojąc się zostania uczniem?... W końcu jak na razie wszystko szło raczej dobrze i nie wyglądało na to, aby miało się zdarzyć cokolwiek złego. Tym bardziej z tak dobrą mentorką!
  Poruszali się dość powoli - musieli bowiem przedzierać się przez pokaźne, śnieżne zaspy, dość mocno ograniczające ruchy. Kocur nie rozumiał, dlaczego niektórzy tak je lubili - on sam nie widział w nich nic specjalnego. Ot, biała, lodowata przeszkoda, przez którą znacznie trudniej patrolowało się i polowało. Najzwyczajniejszy wrzód na tyłku dzikiego kota.
  Po jakimś czasie wpadli na Narcyzowy Pył. Kremowy znał go dość dobrze - starszy wojownik chętnie opowiadał mu różne historię ze swojego życia. Wtedy syn Sikorkowego Śpiewu niesamowicie go podziwiał. Teraz... cóż, można powiedzieć, że zaczął dostrzegać w tych bajkach różne nieścisłości. Aczkolwiek nawet mimo tego lubił towarzystwo starszego kota. Cieszył się także, że jego siostra dostała akurat takiego mentora. A właśnie, a propos jego siostry... Gdzie się podziewała? O tej godzinie zazwyczaj odbywały się treningi - musiała więc kręcić się gdzieś w pobliżu!
  Zielonooki rozejrzał się dookoła i zdziwił się ogromnie. Nigdzie nie zauważył cichej kotki. Jak to możliwe? Czy została tego dnia w Obozie? Coś jej się stało? A może-
 Nie dane mu było dokończyć tej myśli. Dokładnie w tym momencie ze śniegu wyskoczył obiekt jego rozmyślań, chwytając go w swoje łapki i wciągając pod białą pokrywę.
- E-ech! - pisnął zaatakowany terminator, nie do końca rozumiejąc jeszcze, co zaszło. Doszło to do niego, gdy zobaczył dobrze mu znane błękitne futro. 
  Z góry usłyszał jedynie cichy, stłumiony śmiech Narcyzowego Pyłu. Słonecznik jedynie westchnął i wygramolił się z dziury, otrzepując się z zimnych kawałków, po czym usiadł i kilka razy nerwowo uderzył ogonem o ziemię. Szepcząca Łapa klapnęła tuż obok niego, uśmiechając się. Nie mógł być na nią zły!
- Tak właściwie... całkiem udany żart - przyznał, delikatnie odwzajemniając gest - Chociaż teraz będę mokry jak Dzika Łapa! - dodał, puszczając do niej oko i śmiejąc się. Przeczuwał, że za śnieg obecny na posłaniu ich braciszka również odpowiadała. Nie to, aby mu to przeszkadzało. Dzikiemu czasami rzeczywiście należała się nauczka! 
  Doskonale wiedział już, że kotka raczej mu nie odpowie, więc nawet na to nie liczył. Zrozumiał, że taka była naturalna kolej rzeczy. Tak właściwie, zastanawiał się, czy jego siostra w ogóle potrafiła mówić. A co, jeśli nie? Wtedy te wszystkie razy, kiedy się na nią zdenerwował za brak odpowiedzi, musiały być dla niej naprawdę okropne! Wtedy na pewno wyszedłby na najgorszego brata w historii, nieczułego na potrzeby swojego rodzeństwa! Miał więc cichą nadzieję, że błękitna wolała po prostu milczeć. Ale nie mógł tak tego zostawić - ciekawość zjadłaby go od środka.
- Szept, ty... ty w ogóle możesz... no wiesz, uch... mówić? - spytał niepewnie, posyłając jej nerwowe spojrzenie.

< Szept? >

10 listopada 2020

Od Słonecznika C.D Szeptu

Kocurek z przerażeniem przyglądał się walce Szeptu z Dzikim. Dlaczego jego brat musiał być taki niemiły? I dlaczego zaatakował ich siostrzyczkę?! Wiedział, że raczej za nią nie przepadał, ale przecież to nie był wystarczający powód! 
 Nagle do żłobka weszła szylkretowa karmicielka. Ze zdumieniem spojrzała na trójkę swoich pociech, przenosząc wzrok po kolei na każdą z nich. W końcu otrząsnęła się z transu i podbiegła rozdzielić wojujące ze sobą kociaki.
- Szept, co ty robisz u licha?! Czemu gryziesz swojego brata? Wytłumacz się! - krzyknęła Sikorkowy Śpiew, czule gładząc rudaska. Jak mogła być tak ślepa? A może to jednak pręgowany był świetnym manipulatorem? 
 Szept skuliła się i posłała mu błagalne spojrzenie. Kremowy jako jedyny widział, co tak naprawdę się tu wydarzyło. Kto tak naprawdę zawinił i kto tak naprawdę był ofiarą. Tylko co on miał niby począć? Narazić się swojemu, nie do końca obliczalnemu, braciszkowi czy siostrze, która co prawda czasem jest irytująca, ale jednak także miła i przyjazna! Jak królowa mogła w ogóle wysnuć wnioski, że to koteczka miała zainicjować cały konflikt?! Kocurkowi nie mieściło się to w głowie!
- Więc? Czemu to zrobiłaś? - spytała ponownie calico, wyraźnie spokojniejsza. Najwyraźniej początkowe emocje związane z incydentem już opadły. Teraz w jej głosie nie słychać już było złości - jedynie rozczarowanie i... smutek? Bardzo możliwe.
Niebieska kotka wyglądała na przygnębioną. Próbowała najwyraźniej coś powiedzieć, ale Słonecznik nie mógł dosłyszeć, co konkretnie starała się przekazać.Postawiono ją w beznadziejnej sytuacji. Samą i bez możliwości obrony. Przecież nie mógł jej tak zostawić, to w końcu wszystko wina Dzikiego!
- Mamusiu... - zaczął ze strachem kremowy, kładąc po sobie uszy. Chciał brzmieć i wyglądać pewnie, ale najwyraźniej nie wychodziło mu to najlepiej. Niestety. 
- Tak, kochanie? - Karmicielka przeniosła na niego wzrok, wyraźnie zainteresowana.
- T-to nie jest fina Szeptu! - powiedział na jednym wdechu, starając się nie patrzyć na rudego kociaka stojącego za Sikorką. Na pewno mu się to nie spodobało! 

<Szept, siostrzyczko?>

08 listopada 2020

Od Szeptu Cd. Słonecznika

Szept zauważyła, że Słonecznik chciałby aby matka im coś opowiedziała. Zrobił do niej maślane oczy. Chyba liczył na to, że dorosła mogłaby mu opowiedzieć więcej klanowych historii - o potężnych przodkach, dziejach Klanu Burzy, wielkich bitwach, wojnach, zwycięstwach... 
 Karmicielka jedynie zaśmiała się cicho. Owinęła swoje dzieci ogonem, chcąc im pokazać, aby się przysunęły. Słonecznik zmienił delikatnie swoje miejsce, nie chcąc jednak znajdować się za blisko swojego rodzeństwa. Tak jak Szept dobrze wiedział, że nie odpowiadałoby to Dzikiemu. Ale zaraz…przecież to ona leżała bliżej do Słonecznika niż Dziki... Czyli… on odsuwał się od niej? Czemu? Po chwili jednak wszystko zrozumiała. Pamiętała ja wczoraj Dziki powiedział Słonecznikowi, że ich siostra chce się tylko bawić i nie zwraca uwagi na to, że ktoś tego nie chce i że go ciągle zaczepia. Czy jej brat zraził się jego słowami, nawet pomimo tego, że taka sytuacja na jego oczach nawet się nie zdarzyła? Czyżby Słonecznik zapomniał, że Dziki jest do niej uprzedzony? A co jeśli się nie zorientował? Wiedziała, że niestety Dziki naprawdę tak o niej sądził. Uważał, że gdy jego siostra przechodzi od niego mniej niż długość ogona, to już na pewno chce go zaczepić i się z nim bawić. Ona nie miała na to bynajmniej ochoty. Gdyby ktoś ją zaprosił to chętnie by się pobawiła, ale ogólnie bardziej lubiła wymykać się ze żłobka i obserwować inne koty. Bynajmniej nie chciała ani Słonecznika ani Dzikiego zmuszać do wspólnego spędzania czasu. A jeżeli na nią jeden prychał i syczał o byle co to już w ogóle.
- Histolyjka! - pisnął cichuteńko kremowy kociak, unosząc łebek ku górze. Słonecznik liczył na to, że jego kochana matka zgodzi się na opowiedzenie setnej z kolei ckliwej opowieści o losach burzaków. Ona jednak dobrze wiedziała, że matka ją „odpowiednio opowiada” czyli innymi słowy przerabia, by jej dzieci uważały, że klan Gwiazdy oraz sam klan burzy to dobro wcielone. Dlatego ona sama wolała podsłuchiwać inne koty by dowiedzieć się prawdy o wszystkim. Kocurek natomiast ufał bezgranicznie, że wszystko co opowiadają im starsze koty o heroicznych czynach ich przodków to prawda. Jej brat oparł się o miękki brzuch Sikorkowego Śpiewu i starał się zrobić najsłodszą minkę, jaką mógł. Szept dziwiła się trochę, że się jeszcze nie zorientował jak inne koty idealizują klan Gwiazdy i przodków mieszkających po wsze czasy na srebrnej skórze. Jak opowiadają im zmienione ckliwe historyjki przez nich przerobione które oczywiście pachniały kłamstwem w dobrej wierze. Historie o ideałach i bohaterach, które miały morał mówiący, że idąc ścieżką wyznaczoną przez kodeks wojownika (lub medyka) i Klan Gwiazdy stanie się bohaterem rodem z tych opowieści i zabłyśnie się kiedyś jako Gwiazda na Srebrnej Skórze. Oczywiście, mała jak najbardziej uważała, że przodkowie naprawdę żyją na Srebrnej Skórze, ale nie uważała ich za świętość. Bo to tylko koty, które po swojej śmierci uważają się za wszechwiedzących świętych władców. Rozumiała jednak poglądy brata. Trudno było w to wszystko nie uwierzyć, gdy wszyscy pozostali mówią, że tak jest. Szczególnie, że ci pozostali to ich rodzina. Nie mając innego wyboru postanowiła słuchać opowieści matki. W jej połowie zauważyła, że Dziki zasnął. Słonecznik jednak nadal słuchał, nie chcąc uronić ani kropli informacji z opowieści matki. Po kilkudziesięciu uderzeniach serca, mała poszła w ślady swego rudego brata. Śnił jej się las. Las na którego granicy były wrzosowiska. Tańczące liście które świeciły. Może to te słynne świetliki? Zaczęła je łapać. Potem pojawił się Dziki. Ale wyglądał jakoś dziwnie. Miał dwanaście ogonów i cztery paszcze syczące na nią wściekle. Po paru sekundach mu od prychnęła. Stała się gigantem, a Dziki się skulił przerażony. Zaczęła iść i nagle usłyszała głośne „Ała! Uważaj gdzie leziesz!” Kotka spojrzała pod swoje nogi. Podniosła swoją przednią prawą łapkę. Spod niej wysunęła się łodyga, a potem kwiat…. Kwiat o żółtych płatkach wyglądających jak promienie słońca. Owe płatki odchodziły od…. GŁOWY SŁONECZNIKA?!
- Jakim cudem jesteś kwiatem? – spytała w myślach
- Widzisz! Imiona są nadawane przez rodziców, którym radzi klan gwiazdy i mają znaczenie. Dlatego moją super mocą jest to, że jestem kwiatem i nie muszę jeść mięsa, bo żywię się wodą i światłem! Fotosyntezuje!
Małą nie wiedziała skąd bratu wzięło się nagle tak wyszukane słownictwo i dlaczego nie sepleni. A i jakim cudem ją zrozumiał? Ona… porozumiewała się telepatycznie! Szeptała telepatycznie! Jej imię też miało swoje znaczenie! Nagle zaczął padać deszcz. Ale to nie był zwykły deszcz…. To był deszcz mleka! Na górze jako szyldkretowa chmura w kształcie kota latała Sikorkowy Śpiew. Mała przetarła oczy ze zdumienia. Nie mogła uwierzyć w to co się tu działo. O co w tym wszystkim chodziło… A co jeśli to był barwny magiczny świat do którego można było przejść tylko gdy się spało?
- Pijcie mleko maleństwa! Pora karmienia! – wykrzyknęła Sikorka na co odpowiedział jej Słonecznik:
- Mniam! Pyszny deszcz! – wykrzyknął
Dziki otworzył swoją paszczękę wystawiając ją ku górze.
- Proszę synku! – powiedziała do niego ich  matka. Szept telepatycznie ją spytała:
- A co ze mną! – otworzyła pyszczek
- Już twoja kolej Szept! – jej matka płynnie podpłynęła do niej i dała jej porcję świeżego mleka prosto z nieba. Orzechowe Futro przebiegł pod jej łapami. Jego futro było całe…. W orzechach! Co za dziwny świat! Jakiś ptak pląsał na gałęzi to była…. Sójka! Pląsająca Sójka! A na niebie które stało się niebem wieczornym pojawiła się gwiazda….. Zaraz ta gwiazda… była Mokra! To był… ich lider Mokra Gwiazda! Burza przetoczyła się nad nimi. Łodyżka Cętkowanego Kwiatu wychynęła spod ściółki leśnej.
- Witaj, Słoneczniku.
- Dzień dobry . – odparł jej brat dotykając jej korzeni swoimi na powitanie.
- Szeptu, szeptu, szeptu, szeptu….
To był Orlikowy Szept! Bo Orlik latał na wietrze wywołanym przez Sikorkę. Ona gapiła się na niego. Wszyscy tak dobrze się bawili. Ona też postanowiła, że do nich dołączy. To była piękna wizja. Nikt się nie kłócił, a Dziki przestał na nią prychać. To było…. Idealne.
 
***

- HSSSSS
Dziki syknął na nią, gdy ta próbowała przejść między nim a Pląsającą Sójką. Starała się utrzymać jak największy odstęp. Ale Dziki i tak uznał to za mało. Przechodziła akurat tamtędy, bo matka zawołała ich po pokarm. Dziki rzucił się do niego potrącając Szept. Kotka poczuła, że piecze ją łapka. Dostrzegła na niej ślad pazurków Dzikiego. Nie dość, że się przepchnął to jeszcze ją podrapał. Prychnęła na niego, A temu się to najwyraźniej nie spodobało, bo sycząc i prychając rzucił się na nią. Zaczął ją drapać. I to mocno. Mała zaczęła piszczeć. Nie. Nie może piszczeć do matki w prośbie ratunku. Sama sobie poradzi z tym mysim bobkiem. Kopnęła go w brzuch, a ten upadł. Skoczyła na niego zadając swoimi pazurkami ciosy. On ugryzł ją w łapę. Małą syknęła z bólu. Odskoczyła od brata. Rzuciła się na niego i ugryzła w ogon. Mały zawył z bólu podobnie jak ona wcześniej. Nagle podbiegła do nich Sikorkowy Śpiew. Osłoniła swego syna po czym powiedziała, a raczej wrzasnęła:
- Szept co ty robisz u licha! Czemu gryziesz swojego brata? Wytłumacz się.
Mała się wystraszyła. Ona się przecież tylko broniła. Zaskakująco, Dziki zrobił do ich matki taką minę, jakby był niewinną małą puchatą kuleczką. Jej ofiarą. Spojrzała na Słonecznika. Był jedynym świadkiem tego, co się naprawdę stało. Czy stanie po jej stronie? Teraz wszystko zależało od niego. Bo mała nie mogła starszej kotce odpowiedzieć. Miała nadzieję, że brat ją wesprze. Spojrzała na niego z błaganiem w oczach. Co będzie dalej…. Nie wiedziała.

< Słoneczniku? Braciszku Ratuj ? >