BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piórolotkowy Trzepot x Topikowa Głębina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piórolotkowy Trzepot x Topikowa Głębina. Pokaż wszystkie posty

04 października 2024

Od Piórolotkowego Trzepotu CD. Topikowej Głębiny

Kiedy liście zaczęły opadać...

Minęło trochę czasu, zanim kocur odważył się przyjść znów na grób Topika, chociaż grobem tego nazwać nie można było. Po prostu miejsca jednego unikał, nie chodząc podczas nich na patrole. Albo może nawet nie chodziło o odwagę, a o brak chęci. Był raz, żeby się upewnić, że to co mówili to prawda, potem ignorując fakt istnienia tego miejsca. Tak po prostu było lepiej, wygodniej. Niemniej, tego poranka przechodził obok wybarwionych drzew, co skłoniło go do zmiany dotychczasowego zachowania. Te, które już opadły, pachniały intensywnie, bez względu na to, czy się je poruszyło, czy nie. Przejechał po nich jasną łapą, chcąc "poczuć" ich teksturę. Wilgotne, czasem śliskie, w pewnych momentach pachniały grzybami, co wywołało u kocurka nikły uśmiech. Zaczął zbierać co ładniejsze, co bardziej kolorowe i bez skazy, układając w wachlarz, bawiąc się kolorami, by jak najlepiej wszystko skomponować. Może jeszcze kilka kasztanów, może żołędzi, jak dary dla zmarłego władcy. Szkoda, że nie pochował z Topikiem również kilka ziół, tak symbolicznie... może kiedyś na jego grobie wyrosłoby coś pięknego, zachwycającego oczy przechodnych i może nawet nie będą pamiętać, że patrzą na grób kogoś, kto ogłoszony został mordercą, zdrajcą. I wtedy może wiatr ze wschodu zawieje, po całej swej wędrówce po świecie wracając, szepnie im do ucha- patrzcie, grób wspaniałego medyka podziwiacie, któremu pazury wbiliście w plecy gdy spał. Zachwycacie się pięknem kwiecia i liści, które teraz poza są waszym zasięgiem, gdyż onieśmielają was swoją bujnością. Nie wasze to, nie dla was, zdrajcy nierozumni, puści i sztuczni. Brak empatii, uczucia i pychę przekazujecie wraz z krwią i mlekiem swoim kociętom, by kontynuowali zepsute dzieło wasze. A ziemia która was po śmierci przykryje, ziemią zepsutą będzie, a groby wasze chwastem i cierniem zostaną okryte, bo za życia nie było w was piękna i miłości. Lotek zamrugał szybko na tą myśl, pociągając krótko nosem i pozwalając, by dwie grube krople mu z oczu spłynęły. Oh, jak żałośnie się teraz czuł, na wspomnienie i na myśl, że nic nie był w stanie zrobić. Klan był jedną wielką zbiorową świadomością, czemu nie potrafili się z niej wyrwać? Postanowił, że gdy znajdzie coś odpowiedniego, zasadzi lub zasieje na grobie Topika i będzie pielęgnować, aż się pięknie rozrośnie. Skoro przyjaciel nie miał odpowiedniego pochówku, trzeba było taki wykonać, chociażby po czasie, ze zwyczajnego szacunku. ,,Przepraszam, że mi tyle zajęła realizacja tak prostej rzeczy" wymamrotał pod nosem, gdy już był na miejscu. Stał w symbolicznym miejscu, na gruntach które okresowo zamieniały się w śmiertelną pułapkę, w zależności od ilości opadów. Ostrożnie więc stąpał, mierząc każdy krok, upewniając się, że nie pochłonie go ziemia. I co powiesz na to, Srocza Gwiazdo? Czyż właśnie ,,zdradzieckie grunty" które zrodziły czekoladowe koty, nie pochłonęły jednego z nich? Ułożył liście na suchej trawie, nie chcąc nawet myśleć, że gdzieś pod spodem jest ciało jego przyjaciela. Przełknął ślinę, nie mogąc się zmusić by usiąść. 
- Pamiętasz, jak mówiłem o kołysance dla liści? - spytał w końcu - Wiesz, skończyłem ją! Jest dość krótka, ale myślałem, że może chciałbyś posłuchać? Trochę to krępujące, jeszcze z nikim się nie dzieliłem - wyjaśnił szeptem, niczym największy sekret, po chwili się słabo uśmiechając - Nie jestem też chyba dobrym śpiewakiem, więc musisz obiecać, że nie będziesz się śmiać. - tu znów zamilkł, tworząc głuchą pauzę. Rozejrzał się jeszcze w koło, aż w końcu wziął długi oddech. 
- Zimny wiatr tak przejmujący zawitał znów wśród nas, o wietrze, wietrze czy nie zechcesz jeszcze chwilę zaczekać. Nie chcemy się jeszcze żegnać z niebem, nie chcemy wirować. Poczekaj jeszcze trochę, może mróz nas ubierze, może przystroi, by ostatni nasz taniec przyozdobić. Już się senni robimy, już taniec zaczynamy, łapiemy nawzajem ściskając za łapki, byśmy później samotnie nie spali. O liście złote, moje miłe, zaczekać nie mogę. Targa mną i rzuca chęć by was przytulić, może gwałtownie, może mroźnie, tańczyć wśród was też pragnę, śpiewając kołysankę. Śpijcie dobrze, moi mili, śpijcie razem otuleni. Mroźne was kształty pokryją, nocne niebo pożegna, ziemia was przygarnie. Wrócicie w jej objęcia, znów razem będziecie. A taniec wasz coraz wolniejszy, coraz to senniejszy się staje. Żegnajcie tancerze, żegnajcie piękne barwy, będę marzyć i śnić o was, waszym tańcu i walorach, a być może dnia pewnego, zdołamy jeszcze razem zawirować~.

··▪⟣▫ᔓ·⭑⚜⭑·ᔕ▫⟢▪··

Gdy zrobiło się cieplej, pewien patrol mógł zobaczyć, jak Lotek skądś wraca, niosąc w pysku już całkiem spory, zdawało się, że żywy i młody badyl, z listkami na końcu. Już dzień później można było dostrzec, jak owy badyl sterczy dumnie na łące w miejscu, gdzie być może spoczywało ciało byłego medyka. I od tej pory będzie codziennie doglądane, będzie mu dostarczana woda, a wszelki szkodnik odstraszany. A później, być może, pojawią się również pierwsze kwiaty. 

Kiedyś się zobaczymy, Topiku. 

17 marca 2024

Od Topikowej Głębiny CD. Piórolotkowej Łapy (Piórolotkowego Trzepotu)

Najadł się strachu przez Piórolotkową Łapę, i to jeszcze jak. Nie chciał, aby młodemu uczniowi coś się stało. Na całe szczęście kocurek wylądował bezpiecznie na ziemi, po czym jak gdyby nic zaczął zbierać opadłe liście.
Topikowa Głębina przez dłuższą chwilę przyglądał się w ciszy synowi Śnieżnego Wspomnienia - był z niego rezolutny uczeń, przeciwieństwo Topikowej Głębiny. Nawet pomimo przykrości jakie musiał doświadczyć za młodu. 
— Pomogę ci — powiedział zdobywając się na uśmiech, po czym zbliżył się do leżących nieopodal paru sztuk liści. Dość sprawnie zebrał je na kupkę, a po skończonej pracy uważnie im się przyglądał. — I co teraz? — zapytał ucznia, będąc ciekawy czy teraz rzeczywiście będą śpiewać kołysanki liściom, czy może jednak pointowi się to nagle odwidziało i chciał zrobić z nich inny użytek. Nie zdziwiłby się, gdyby jednak zmienił zdanie.
— Jak to co… Kołysanka! — odmiauknął point, szczerząc się do asystenta
Morskie oczy z czułością spoglądały na liście, będąc niczym wzrok matki zarezerwowany dla swoich kociąt. Z pyska Piórolotka wydobyła się przyjemna dla ucha melodia, której starszy w ciszy się przysłuchiwał. Pieśń nie trwała zbyt długo, jednak wystarczająco, aby poruszyć serce medyka. W końcu kołysanka była tak bardzo podobna do tej, którą Źródlany Dzwonek mu i Kaczuszce śpiewała, gdy byli maleńkimi kociakami.

***

Ostatnie wydarzenia w życiu brązowego wywróciły jego życie do góry nogami. Gdy jednego dnia dostawał pstryczka od życia w nos, drugiego potrafił zaznać chwili wytchnienia. To się jednak zmieniło, niestety nie na korzyść, a jego życie zamieniło się w prawdziwe piekło na ziemi wraz z narodzinami trójki kociąt. Od tego wydarzenia jeszcze trudniej było mu się uspokoić, kiedy w umyśle słyszał głos zastępczyni, głoszący, że odpowiada za zabójstwo kocięcia. Strach i szok towarzyszyły mu w pierwszej chwili, gdy zrozumiał o co został oskarżony. Nerwy z każdym kolejnym wschodem słońca zjadały go bardziej i bardziej, sprawiając, że nawet egzystowanie w ciągu dnia powodowało wielki wysiłek. Nie był w stanie opuścić legowiska medyków, w obawie przed spojrzeniami reszty wojowników. Na pewno Tuptająca Gęś im wszystkim powiedziała czego się dopuścił i na pewno wierzyli w to, że zabił kocię. Tak, na pewno w to wierzyli i nim jeszcze bardziej pogardzali. Nawet jeśli to wcale nie była prawda. Nie był do czegoś takiego zdolny. Był medykiem, kotem, który ratował inne koty przed zbyt szybkim odejściem na Srebrną Skórę. Nie był mordercą. Powoli jednak przestawał w to wierzyć, a urojenia w postaci głosów kotów zasłyszane z centrum obozu tylko przyczyniały się do pogarszającego się stanu medyka.
Skulony, schowany za filarem, w duchu prosił Klan Gwiazdy, żeby ukarali go, jeśli faktycznie przyczynił się do przedwczesnego odejścia Łabędź. A noce spędzał na łkaniu i powolnego wykopywaniu sobie niedużego dołku, dopóki o świcie nie padał w nim zmęczony. Tak mijały mu kolejne wschody słońca. 
Monotonia była na porządku dziennym. Wyczekiwał dnia, w którym liderka podejmie decyzję co z nim zrobić. Coś w końcu musiała, prawda? Przez minione księżyce w jego umyśle stworzyły się fikcyjne scenariusze. Mogła go zabić. Mogła, miała taką władzę. Mogła mu pozwolić na spotkanie z matką, do której tak uporczywie pragnął się w tej chwili przytulić, aby znaleźć pocieszenie. Ale mogła go również wygnać. W takim wypadku też by pewnie prędzej czy później umarł będąc zdany tylko na siebie, a śmierć byłaby wybawieniem.
Mógł również sam odejść, na co nie miał niestety siły. A gdyby to zrobił, złamałby kodeks. Po raz kolejny. Zostałby zdrajcą i mordercą, tak zostałby zapamiętany w Klanie Nocy. A tego nie chciał. 
Chciał być znany jako naprawdę dobry medyk, taki z powołania. Tego pragnął, chciał nieść pomoc każdemu, nie ważne jakiej płci był kot czy jakie futro go zdobiło. A jak na razie zapowiadało się, że przez kolejne księżyce będą jego osobą straszyć kocięta, wpajając im od małego nienawiść względem niego i jego podobnym. Może jego kuzyn, Ostowy Pęd, mógłby coś mu doradzić? Może, gdyby się z nim wcześniej spotkał udałoby się zmienić przyszłość. Może nie czekałby na niego straszliwy koniec.
Otarł łapą łzy z pyska, gdy w legowisku rozległy się kroki. Położył po sobie uszy kuląc się w płytkiej dziurze, mając nadzieję, że dzięki barwie futra zostanie niezauważony. W końcu była jeszcze Strzyżyk, to do niej powinni przychodzić, nie do niego. Chyba, że to wcale nie byli pacjenci.
— Topikowa Głębino? 
Niepewnie uniósł łebek, wzdrygając się na dźwięk głosu arlekinki, której pomarańczowe oczy błyskały w półmroku. Czyżby przyszła przekazać mu wieści dotyczące jego losu? 
Milczał, nie odrywając spojrzenia od Wirującej Lotki.
Kotka schyliła się po zwierzynę, którą wcześniej odłożyła na ziemię, by móc do niego zawołać. Następnie podeszła bliżej do kocura, kładąc przed nim rybę. Topikowa Głębina obrzucił krótkim spojrzeniem podarunek, jednak nie zdecydował się go przyjąć. Nawet jeśli kiszki marsza mu grały, bo od kilku dni nie jadł. Nie mógł. Wiedział co nastąpi jak przełknie choćby kęs mięsa. 
— Nie powinnaś marnować na mnie jedzenia. — odezwał się po dłuższej ciszy, widząc, że kotka nie zamierzała tak łatwo odpuścić i wyjść. Dziwne. — Zanieś ją Ryjówkowemu Urokowi. — polecił, zwijając się w kłębek i wlepiając spojrzenie w ścianę
— Dawałam jej już jedzenie — stwierdziła — i skoro w nią wmusiłam, to w ciebie też dam radę, więc nie każ mi na siłę wpychać ci tej ryby do pyska. — miauknęła poważnie, nie spuszczając z niego spojrzenia.
Odetchnął z ulgą słysząc, że Ryjówka była w dobrych łapach, nawet jeśli to nie były łapy medyków.
— Nie jestem w stanie jeść. Gdybym mógł, sam bym udał się do stosu ze zwierzyną... — rzekł słabym tonem, nie racząc spojrzeć na kotkę. Zmrużył oczy wzdychając ciężko.  — Srocza Gwiazda będzie na ciebie zła, jeśli się dowie co robisz. — Wlepił spojrzenie w kocicę, obawiając się, że z jego powodu jeszcze kogoś mogą czekać nieprzyjemności. — Zabiłem kociaka twojej siostry. Nie powinnaś się nade mną litować, nie nad mordercą…
— Naprawdę w to wierzysz? — spytała — Topikowa Głębino. Nie daj sobie wmówić czegoś, czego nie zrobiłeś. Podałeś jej jakieś złe zioła? Uderzyłeś pazurami? Poddusiłeś?
— N-nie... — wyjąkał chowając pysk w łapach na samo wspomnienie tamtych wydarzeń — Nie zrobiłbym czegoś takiego bezbronnemu kociakowi.  Asystowałem przy poradzie, jak zawsze... Ta mała czarno-biała kotka... Ona nie oddychała... Nie ruszała się…
— W takim razie to nie twoja wina. Musisz wziąć się w garść, albo one cię zniszczą. A nie sądzę, by twoje matki tego chciały — miauknęła
— Moja mama na początku nie była zadowolona, że obrałem ścieżkę medyka. Może przeczuwała, że do czegoś takiego dojdzie... — mruknął smętnie — Narodzin tych kociąt wyczekiwał cały klan, prawda Wirująca Lotko? A ja... zawiodłem jako medyk.
Usiadła obok Topikowej Głębiny.
— Zjedz tę rybę. Teraz. Nie zasługujesz na takie traktowanie, nie zasługujesz na potępienie, ani na kwestionowanie twoich umiejętności, a tym bardziej nie zasługujesz na śmierć głodową.
— Śmierć z głodu... śmierć ze starości. Co za różnica. Nie ma dla mnie przyszłości w Klanie Nocy... — miauknął unosząc spojrzenie na arlekinkę, była dziwna, nie była jak swoje dwie czarno-białe siostry
— Topikowa Głębino. Klan cię potrzebuje. Strzyżyk nie ma innego ucznia, jeśli coś jej się stanie, zostaniemy bez medyka. Jesteś też jedynym kotem, który będzie mógł w przyszłości pilnować, by nikt nie skrzywdził nowo narodzonych, czekoladowych kociąt, gdy ich matki będą wycieńczone i niezdolne do ich chronienia. Wtedy będą zdane na pastwę nocniaków. Nocniaków, którzy przypieczętują ich los tylko ze względu na kolor futra.
— Nie wiem czy pozwolą mi być dalej medykiem... Co jeśli zostanę więźniem. Nikomu nie pomogę i nikogo nie ochronię... —  przełknął ślinę. Strzyżyk wprawdzie pomagała leczyć koty, wszystkie, jednak czy byłaby w stanie sprzeciwić się liderce, jeśli by kazała jej coś złego zrobić. — Jesteś dziwna Wir. Ty naprawdę jesteś córką Sroczej Gwiazdy? 
— Jeśli mnie nie podmienili — odparła. — i nie zostaniesz więźniem. Nie, póki ja mam coś do powiedzenia.
— Mogą cię zacząć nienawidzić tak jak i mnie…
— To ich problem — odparła, choć po chwili milczenia, a w jej głosie było słychać coś w rodzaju smutku i zawodu na samą myśl o tym, że jej rodzina mogłaby się tak zachować. — A teraz jedz — przysunęła mu rybę wprost pod pysk.
Zapach ryby był tak silny, że momentalnie zaczęło burczeć mu w brzuchu na całe legowisko medyków. Walczył sam ze sobą, wąchając się, czy na pewno powinien skosztować jedzenia. Bo… co jeśli było zatrute? Może dlatego zależało kotce, aby je zjadł. 
Głód jednak zwyciężył, jak i sam strach przed wepchnięciem na siłę ryby do pyska, gdyby znowu odmówił. Dziabnął mały kawałek, przeżuwając go powoli, nie chcąc, aby zbyt szybko trafił do żołądka. Nie było zatrute, a nawet jeśli…
Skupiony na jedzeniu, nawet nie zdał sobie sprawy z pojawienia się nowej obecności w legowisku. Kroki były zbyt lekkie, jak na Strzyżykowy Promyk. 
— Topiku… Topikowa Głębino… Jesteś? Mam coś dla ciebie. — Wraz z ucichnięciem kroków, rozległ się bardzo cichy szept w legowisku. Zarówno asystent medyka, jak i arlekinka spojrzeli na stojącego w wejściu Piórolotkowy Trzepot, który ponownie pochwycił do pyska rybę i zrobił krok w głąb półmroku. O mało co nie wypuścił je w momencie dostrzeżenia, że kocur nie znajduję się sam w legowisku. — Dzień dobry. — przywitał się z kotami, po tym jak odłożył tuż obok medyka rybę. — Nie przeszkadzam? — spytał spoglądając pytająco na syna Źródlanego Dzwonka, by już po chwili przenieść spojrzenie na Wirującą Lotkę, w odpowiedzi kocica pokręciła przecząco głową, a następnie zwróciła się do medyka:
— Widzisz. W Klanie Nocy są jeszcze koty, którym na tobie zależy. — miauknęła, podsuwając pod łapy asystenta drugą rybę
Nie rozumiał ich. Tak dużo ryzykowali, przez samą rozmowę z nim, jak i samo zajrzenie do niego. Nie wspominając o przyniesieniu jedzenia. Powinni się nim nie przyjmować, udawać, że nic się nie dzieje. Tak jak inni, których jego los był obojętny. Był jeszcze Śledź, ale Śledź był Śledziem. Inaczej patrzył na świat. Inaczej niż koty, które były teraz przy nim.
— D–dziękuję wam… — wychlipiał 

<Lotek? Yay, Topik ma 2 przyjaciół, cd się ładnie w rp zrobi o ich przyjaźni 💪>

11 grudnia 2023

Od Piórolotkowej Łapy do Topikowej Głębiny

Kocur co prawda nie wspinał się nigdy na drzewa, jednak to jedno konkretne zdawało się, że wręcz go wzywało. Zobaczył go pewnego razu podczas obejścia terenów i zbierania mchu. Zatrzymał się wtedy na moment, rzucił okiem na drzewko i się zauroczył. Piękne, barwiące się liście zdawały się wręcz do niego wołać. Tyle dałoby się z nimi zrobić! Przystroić futro, zrobić wątpliwej jakości wianek, spadające liście wirowały na wietrze jak małe baletnice, nimfy, co zmówiły się z wichrem na walca. Niemniej zaraz wyrwał go z rozmyśleń głos mentora, za którym to podreptał szybszym krokiem, nie chcąc zostać w tyle. Teraz natomiast miał wolne. Wizja opuszczenia obozu zdawała się być dla niego na chwilę obecną świetną okazją do niepatrzenia w pysk Makowego Pola, której to wzrok czuł czasem na swoim karku, kiedy to tylko raczyła na niego spojrzeć. A teraz? Teraz miał przed sobą coś majestatycznego, mistycznego… i niezwykle ciężkiego. Im dłużej patrzył na roślinę tym bardziej zdawał sobie sprawę, że owe baleriny, którymi się wcześniej tak zachwycał, teraz zdawały się być zmęczone, ociężałe i jakby smutne. Ciężar doświadczeń tak bardzo ciągnął je w dół… Było im niezwykle źle. Ale to nic! On im pomoże! Wdrapanie się po korze w końcu nie może być ciężkie, prawda? Zaraz więc osadził pazury w drzewie, w końcu to już widział. I raz, raz! Do góry, na najbliższą gałąź. Gdy tylko na niej stanął i zerknął w dół, zaczęło kręcić się w małej główce, jednak tylko przez moment. Nie było w końcu źle! Skupiał się bardziej na widokach… w końcu było tyle widać. Niemniej przypadł do gałęzi, musiał się skupić, w końcu miał misję do wykonania. Przyczołgał się na czubek, na tyle, by gałąź nie ugięła się pod jego ciężarem, po czym wyciągnął łapę jak najdalej mógł, by zacząć obrywać co cięższe liście. Czasem uczepiał się pazurami i robił dzikie densy skurczu mięśni, by liście przez dodatkowe drgania, same zaczynały spadać. Niemniej bardzo często po prostu je obrywał, co bliższe lepiej się odczepiały. Teraz drzewko wyglądało pewnie smutno… ale na pewno było mu lżej! 
-Piórolotku, co robisz? - Srebrny wyrwany ze swojego zajęcia uniósł ślepia znad gałęzi, by dostrzec wśród kolorowego podłoża, zlewającego się z tłem czekolada, asystenta medyka. - To jakaś zabawa ze zrywaniem liści? Może lepiej nie wspinaj się za wysoko, jeśli nie ma w pobliżu twojego mentora…
- Liściom jest ciężko - wyjaśnił - Pomagam im się położyć. - Tu zerknął w górę, na partie na które jeszcze nie wyszedł, a na które, nie ukrywając, miał zamiar. - Chcesz mi pomóc? Możemy zaśpiewać im na koniec kołysankę! 
Niemniej Topik nie wyglądał na tak szczęśliwego jak kot na drzewie i przyglądał się młodemu uczniowi nerwowo machając swym rzadkim ogonkiem.
- Ostrożnie Piórolotku. Pomogę ci, ale zejdź trochę niżej, dobrze? - miauknął nerwowo podchodząc do drzewa i uczepiając się kory przednimi łapkami, po czym powoli, koślawo zaczął się piąć w górę po pochyłym pniu, aby dotrzeć do kocurka. Lotek kiwnął energicznie głową, po czym zaczął się tyłem wycofywać z gałęzi, by zatrzymać się na zgięciu z głównym pniem i zerknąć w dół. Coś jakby mierzył, coś myślał, aż w końcu po chwili ciszy, skierował swoje ślepia w stronę pomocnika medyka, z niepewnym, przepraszającym uśmiechem.
- Topiku, Topiku... Bo ja chyba nie wiem jak zejść… - Trudno mu było rozpoznać, jakie kolory przepływają teraz po skórze starszego kocura, jednakże zdawało się, że czekolad przyspieszył, a przynajmniej piął się wyżej. - Czekaj, czekaj, a jakbym poszedł na tą gałązkę niższą? Ona się wtedy nachyli ze mną do ziemi... - zaproponował na szybko cieniowany, przypominając sobie, jak gałąź się ładnie nachyliła pod jego ciężarem. Towarzysz zerknął na gałązkę, o której wspomniał syn Śnieżnego Wspomnienia. W odpowiedzi przytakując. 
- Tylko trzymaj się mocno... I nie puszczaj, nim nie będzie dzieliło cię od ziemi parę kocięcych kroków. - wyjaśnił, po czym szybko poinformował kociaka żeby się wstrzymał z przejściem na niższą gałąź - Sprawdź czy na pewno cię utrzyma. Wygląda solidnie, ale lepiej nie przełóż na nią całego ciężaru od razu.
- Już na niej byłem - pochwalił się, nie czekając i idąc dalej w stronę jej końca, by zrealizować swój genialny plan - Giętka jest. Myślę, że każde młode drzewko jest takie, wiesz? Nie chrupocze. Czy kotom starszym też chrupczą kości? Jak takim starym gałęziom? 
- Niektórym tak. Innym pomimo starości całkiem dobrze się trzymają. Ma na to wpływ wiele czynników, głównie to czy byli ostrożni za młodu, dbali o siebie i odwiedzali medyków... Czasami nawet najwspanialszy wojownik musi schować dumę, kiedy złapie go zwykłe przeziębienie. Niby nic, łatwo da się wyleczyć mając odpowiednie zioła, jednak jeśki się zlekceważy symptomy to może przerodzić się w coś większego... - Topik zaczął tłumaczyć co i jak, przyglądając się cały czas uważnie kocurkowi. 
- Czasem zapominam przeczyścić swojego futerka... to znaczy, że będę mieć chrupoczące kości? - spytał, odwołując się do fragmentu z ,,dbaniem o siebie", na moment odwracając wzrok od swojej gałęziowej drogi, przez co zachwiał się z lekka. Zaraz więc powrócił oczami na trasę. Z reszty wyjaśnień w sumie zapamiętał niewiele. Gdzieś pod koniec odleciał.
- Może - rzekł czekolad miło z uśmiechem na pysku, odpowiadając na pierwsze pytanie. 
- A kiedyś taki niedbający  umarł? Bo go śpiki zaatakowały? - tu mina asystenta nieco zrzedła. 
- Poniekąd. Kotewkowa Łapa nie dbała o siebie, nie chciała do mnie czy innych medyków zajrzeć, co doprowadziło u niej do halucynacji. Widziała rzeczy, których nikt inny nie widział. Była bardzo słaba. Na szczęście w porę udało ją sie wyleczyć. Bardzo możliwe, że to przez skutki choroby wciąż jest uczennicą - ostatnie zdanie miauknął sam do siebie, cicho pod nosem.
- A, ta stara - stwierdził zaraz niebieski, po krótszym zastanowieniu, po czym zamrugał ze dwa razy - Znaczy starsza... ale nie, że jest stara. Jest młoda, ale starsza niż ja... rozumiesz? - miauknął, po czym zdał sobie sprawę, że źle zrobił. Dalsza część gałęzi była, no, rozgałęziona, więc kocurek musiał się bardziej opierać łapkami na poprzecznych odstających gałązkach niż tej jednej głównej. W końcu chwycił się ząbkami końca, zamieniając się w wiszącą poczwarkę. Uh, oh, jak daleko jest od ziemi?
- Em... tak. Starsza. - odmiauknął czekolad zeskakując z drzewa i kierując się tuż pod gałąź, na której zwisał Piórolotek.  Przyglądał mu się przez chwilę, tej kociej poczwarce, wzdychając z ulgą - Myślę, że możesz się już puścić. Z tej wysokości nic ci się nie stanie, już prawie dotykasz ziemi... - Lotek więc puścił się gałązki… która to wbrew jego oczekiwaniom pofrunęła do góry jak wyrzucona z procy, zrzucając na kocurka, który właśnie uderzył zadkiem w ziemię, kilka liści które nie zdążyły opaść z jego pomocą. Młodziak zaraz jednak wstał i się otrzepał, strosząc długą sierść. 
- Dobra! - rozejrzał się wkoło - To może ja te liście teraz pozbieram… jeszcze je ktoś podepta. 


[1080]
<Topik?>
[Przyznano 22%]