BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszczowe Pnącze x Mysi Krok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszczowe Pnącze x Mysi Krok. Pokaż wszystkie posty

09 stycznia 2022

Od Bluszczowego Pnącza CD. Mysiego Kroku

Od samego rana nic mu się nie podobało. Zachmurzone niebo i liczne opady deszczu, przez które wszędzie była chlapa, stanowiły dzisiaj główne utrapienie dla kotów. Niemalże nie wyściubiał nosa ze swojego leża, byleby uchronić się od zmokniętego futra. Nasiąknięta od wody sierść zawsze mu ciążyła i czuł się przez nią spowolniony. Musiał jednak zrobić krótki obchód po obozie, bo w taką pogodę łatwo szło się przeziębić i zapewne znalazłby się już jakiś osobnik, pociągający nosem z powodu kataru, ale wstydzący się zajść do medyka po pomoc.
Niechętnie opuścił swój przytulny, leczniczy kącik, pozwalając kroplom ulewy pokryć jego grzbiet. Sunął przed siebie, brodząc łapami przez błotnistą drogę. Starał się kryć pod drzewami i liśćmi, by choć trochę się uniknąć przemoczenie. Był bliski zajrzeniu do kociarni, gdy jego uwagę odwrócił samotnie przechadzający się środkiem placu kocur. Liliowy zmrużył oczy, rozpoznawszy w nim znanego mu kocura.
Nie rozumiał tylko, czemu ten pchał się w taką pogodę w stronę lasu.
- Mysi Kroku? - miauknął, a jego głos rozszedł się po pustym obozie niczym echo, odbijając się od pni drzew i wracając do niego. Uzyskał reakcję wspomnianego wojownika, spoglądającego na niego ślepiami pełnymi zmęczenia.
Bluszczowe Pnącze natychmiastowo pouczył go o konsekwencjach wynikających ze stania w zimnie, gdyż jako medyk stawiał sobie za główny obowiązek odpowiedzialność za zdrowie innych.
Starszy stał wpierw niewzruszony na wykład uzdrowiciela, a potem zaczął mu  dziękować.
Bez żadnych wyjaśnień, po prostu w słowach okazał swą wdzięczność za wszystko, co Bluszcz dla niego zrobił. Liliowy ze zdezorientowania wbił wzrok we własne łapy.
- Cieszę się, że mogłem ci tyle razy pomóc - zaczął, przybierając łagodny ton głosu. - Lepiej byłoby jednak dla nas schronić się w cieplejszym miejscu, nie uważasz? - zagadnął, próbując pochwycić jego spojrzenie. Nieudolnie.
- N-nie s-sądzę... - wymamrotał, lekko kiwając się z boku na bok.
- Drżysz cały, na pewno jesteś już przeziębiony - odrzekł, wciąż spokojny, lecz z nutką zmartwienia.
- T-to n-nie jest t-teraz ważne - stwierdził cicho Myszek, a potem uchylił pysk i go zamknął, jakby wyrosła mu gula w gardle i powstrzymywała go od mówienia.
- To jest bardzo ważne - poprawił go medyk. - Twoje zdrowie jest najważniejsze, nie możesz go zaniedbać - mruknął, starając się ukryć lekkie oburzenie. - Chodź, w moim legowisku jest dużo miejsca, jeśli szukasz więcej luzu i przeszkadza ci harmider panujący wśród wojowników, to zaznasz u mnie spokoju - kontynuował, robiąc krok w tył i zachęcając go do podążania za nim.
Mysi Krok potrząsnął głową, na moment podnosząc ku niemu zaszklone od smutku ślepia. Bluszczowe Pnącze widział wiele bólu, ale tyle cierpienia w jednym kocie wręcz rozkrajało mu serce na pół.
- N-nie mogę. M-myślę, że na m-mnie już czas.
- Co? - zdziwił się zielonooki. - Co planujesz? - spytał, karcąc się za dociekliwość. To nie było w jego stylu.
- N-nie wiem - odparł zmieszany. - P-po prostu p-pójdę.
- Dokąd? Na pewno wszystko przemyślałeś? - drążył, starając się jednocześnie nie naruszyć strefy komfortu kremowego, choć medyk w głębi duszy czuł, że już to zrobił. - My... - urwał, przełykając ślinę. - Z-zobaczymy się jeszcze kiedyś? - Głos mu się łamał. Czuł się jak kocie, które nie wiedziało nic o życiu, a ktoś bliski wyjaśniał mu znaczenie prawdziwej tragedii. Nic do niego nie docierało.
- N- nie wiem - wyszeptał, kuląc się. - P-przykro mi, B-bluszczowe Pnącze, ale n-nic nie wiem.
Od dramatycznej ciszy wręcz świszczało liliowemu w uszach. Myszek chciał opuścić ich klan, czy po prostu przejść się na dłuższą wędrówkę? A może po ostatnich wydarzeniach naprawdę miał dość i pragnął odejść z tego świata?
Wstrząsnęło nim. Nie mógł w ten sposób myśleć o tym poczciwym wojowniku. Nie potrafił jednak prosić go o zostanie, choć jego umysł kazał mu wręcz paść na ziemię i błagać. Instynkt podpowiadał, by nie przeszkadzać  kocurowi w spełnieniu jego planów, bo i tak to zrobi, ale Bluszcz tak po prostu nie mógł.
- Jeśli... - zaczął ponownie medyk, ignorując coraz gęściejszy deszcz - Jeśli miałoby to być nasze ostatnie spotkanie, chciałbym wiedzieć o jednej rzeczy. - Zaczerpnął powietrza i podniósł wzrok na kremowego. - Czy ty... Czy ty jesteś moim ojcem? 

<Mysi Kroku?>

03 grudnia 2021

Od Bluszczowego Pnącza CD. Mysiego Kroku

W pierwszej chwili ogarnął go strach, jednak szybko wyparł go spokojem. Nie miał bowiem pewności, czy kocur rzeczywiście byłby w stanie kogoś zabić, czy jedynie majaczył tak z powodu złego samopoczucia. Nie zamierzał wypytywać go o szczegóły, nie planował nawet snuć domysłów odnośnie potencjalnej ofiary kremowego. Chciał tylko zrozumieć jego obecne zachowanie i pojąć, z czego wynikają te wszelakie trudności na drodze do normalności.
Mysi Krok pomimo prawdopodobieństwa bycia ojcem Bluszcza, wydawał mu się zawsze całkiem miłym, tylko z lekka zagubionym w życiu osobnikiem. Często widział strach w pomarańczowych ślepiach wojownika, a także przewrażliwione spojrzenia, nieustannie rzucane wobec otoczenia. Medyk czuł, że wie o nim dużo, a jednocześnie jego wiedza jest zerowa. Dla liliowego był poniekąd skomplikowaną zagadką, chodzącą dookoła niego i wręcz proszącą się o rozwiązanie.
Nie wpływało to jednak na to, że młodszy traktował go wciąż jako zwykłego kota. Myszek miał uczucia i potrzebował zdecydowanie pomocy, by odnaleźć radość i równowagę w swoim bycie.
- Jesteś pewien, że ta kotka nie żyje? – spytał, nie wskazując konkretów. Nie zauważył ostatnimi dniami braków wśród Klifiaków, więc jego teoria wciąż miała wiele sensu. – Jesteś w stanie stwierdzić, że to naprawdę się stało? Nie jest to jedynie wynik otaczających cię w ostatnim czasie problemów? Możesz mieć gorszy okres, wszystko może cię przytłaczać i to jest jak najbardziej zrozumiałe. Szanuję cię Mysi Kroku i chcę zrozumieć cierpienie, które dzierżysz w sobie od pewnego czasu w tak ogromnych ilościach. Chciałbym pomóc zdjąć ci ten ciężar z grzbietu, ale potrzebuję twojej zgody i chęci do współpracy. Widzę dobro w tobie i jestem w stanie przysiąść, że nie skrzywdziłbyś kogoś w innym celu, niż w obronie, więc jestem pewien, że nikogo nie zabiłeś. Masz wielkie i dobre serce – przyznał z uśmiechem, chociaż kremowy wciąż zakrywał łapami oczy, unikając z medykiem kontaktu wzrokowego.
- J-ja… J-ja i t-tak n-nie p-powinienem ż-żyć… - powtórzył swą wcześniejszą kwestię, tkwiąc dalej w bezruchu.
- Powinieneś – stwierdził Bluszcz, zastanawiając się, w jaki sposób podejść do kocura z tego typu myślami. Nie mógł mu tylko współczuć, bo to nie zmieni jego samopoczucia. – Może zostaniesz tu na dłużej? Odpoczynek z dala od zatłoczonego legowiska wojowników dobrze ci zrobi, a tu będziemy sami i jak odpoczniesz, to będziemy w stanie jeszcze porozmawiać – zaproponował. – Mysi Kroku, twoje towarzystwo tutaj wiele dla mnie znaczy i miło by mi było, gdybyś chciał tutaj chociaż pospać. Mogę dać ci parę ziół na lepszy sen, odpoczniesz sobie. Jesteś może głodny? Przynieść ci coś? Tylko powiedz, na co masz ochotę – polecił.

<Myszku?>

29 sierpnia 2021

Od Bluszczowej Łapy(Bluszczowego Pnącza) CD. Mysiego Kroku

Trochę nie był w stanie uwierzyć, że kocur nie okazał żadnej skruchy. Jeśli to on skrzywdził Jemiołę, to gdzie jego poczucie winy? Dlaczego nie ukazywał swych emocji, tylko dusił to w sobie?
A może to Bluszcz bezsensownie go obwiniał?
W głowie liliowego tkwiło zbyt wiele pytań, na które nikt nie był w stanie udzielić mu zadowalających odpowiedzi. Nie chciał bezpodstawnie obwiniać Mysi Krok, ale po podsłuchaniu jego rozmowy z Mroźnym Oddechem wszystko wskazywało na jedno. Młody nie miał odwagi zapytać wprost kocura, czy to on dopuścił się takiego haniebnego czynu na jego matce.
- A skoro pamiętasz, jaka była przed tym, to możesz mi opowiedzieć trochę o jej zachowaniu? – spytał nagle, na co kremowy nerwowo machnął ogonem, a uczeń medyka momentalnie skarcił się za bycie wścibskim. Wprost widać było, jak rzuca oskarżenia, toteż potrząsnął głową, przywracając się do porządku. – Znaczy, to nie jest ważne. Przynajmniej nie teraz – dodał, biorąc głęboki wdech i wypuszczając ze świstem powietrze z nozdrzy. – O, Trybula, to nam się przyda.
Tak po prostu zmienił temat, jakby przypadkiem rozpraszając się roślinką. W rzeczywistości szukał ucieczki od niezręcznej rozmowy, a słodka woń doprowadziła go do przydatnego okazu flory. Było mu naprawdę głupio, że tak naskakiwał na wojownika, ale myśl o tym, iż ten może być jego ojcem, wręcz pozbawiała go poczucia winy.
Chciał po prostu wiedzieć. Potrzebował prostej odpowiedzi: tak lub nie, a jeśli wyszłaby ta twierdzącą, to pragnął poznać powód, dla którego Mysi Krok porzucił ich rodzinę.

***

Znowu było coś nie tak.
Stał samotnie w legowisku medyków, gdyż Bursztyn poszedł przyjrzeć się starszyźnie. Na plecach poczuł dobrze znany mu już chłód. Za każdym razem, gdy nieprzyjemnie zimno przenikało jego futro na grzbiecie, w okolicy pojawiał się Miętowa Gwiazda. Tyle że był on poniekąd wadliwy, bo po ich krótkich spotkaniach rozpływał się w powietrzu.
Raz sytuacja była jeszcze zabawniejsza, bo Bluszczowe Pnącze widział lidera podwójnie. Jeden stał na skale, skąd głosił przemowę dla klanu, a drugi wręcz pojawił się przy nim i zniknął w zaledwie ułamek sekundy.
Tym razem rudy był bliżej niego niż zwykle, patrząc uważnie na łapy vana, pod którymi kryły się ledwo co przyniesione zioła. Miał je posegregować, ale niespodziewana wizyta kocura go rozproszyła.
- Miętowa Gwiazdo, czy mogę ci w czymś po… - urwał, kiedy jego potencjalny rozmówca rozpłynął się w powietrzu, niczym mgła. Van westchnął zmęczony tym wszystkim i wyszedł przed legowisko, przysiadając przy wejściu i patrząc drętwo we własne łapy. Naprawdę nie rozumiał, co się działo.
To był znak od przodków? Czy też po prostu dopadała go jakaś choroba?
W życiu potrzebował odpowiedzi na wiele pytań, a nagłe pojawienie się Mysiego Kroku jeszcze bardziej mu o tym przypomniało.
- Coś się stało? – zapytał wojownik.
- Nieee – przeciągnął, kiwając przecząco głową. – Przekładanie tych ziół całymi dniami potrafi być męczące, choć pewnie to nic w porównaniu z bieganiem za gryzoniami i ganianiem ptaków. – Uśmiechnął się słabo, przyglądając się rozmówcy.
I u niego spostrzegł jakieś zmartwienie. Wydawał się być czymś przygnębiony.
A przecież Mroźnego Oddechu już nie ma. Bluszcz wciąż w głowie miał jej rozmowę z kocurem i żałował, że nie zdążył się jej dopytać o to, skąd wie o ojcostwie Myszka. Może udzieliłaby mu sensownej odpowiedzi, dzięki czemu van miałby o jeden powód mniej do zmartwień?
- A czy u ciebie wszystko w porządku? Wyglądasz dosyć mizernie, nie chcesz czegoś na wzmocnienie? Mamy nawet spore zapasy, znajdzie się coś dla ciebie – rzucił, zmieniając ton głosu ze spokojnego na weselszy. Chciał zarazić kocura lepszym samopoczuciem, choć wciąż istniało ryzyko, że to zwykły potwór.

<Myszku?>

10 czerwca 2021

Od Bluszczyka(Bluszczowej Łapy) CD. Mysiego Kroku

Nie był do końca pewny, jak zareagować na wszystko, co powiedział mu kocur. Wpatrując się w niego, przez cały czas szukał jakiegokolwiek podobieństwa, by móc w końcu stwierdzić, czy ten jest jego ojcem. Mroźny Oddech od początku była dla każdego oschła, więc jej uczepienie się kremowego, mogło mieć jakieś głębsze podłoże, a to, co mówiła, to jedynie jakiś wymysł. Z drugiej strony, może przypadkiem poznała sekret Mysiego Kroku i zwyczajnie go szantażuje? Niewiedza Bluszcza zaczynała powoli go samego irytować.
Chciał, by go to nie obchodziło. Nie chciał się tym przejmować, bo skoro ten tutaj miał być potencjalnie jego rodzicielem, to paskudnie postąpił, nie przyznając się do własnych dzieci. W dodatku Jemioła wiecznie była smutna, więc mógł ją w przeszłości w jakiś sposób skrzywdzić, a teraz zgrywał miłego, byleby prawda nie ujrzała światła dziennego. Van lekko się skrzywił, wciąż nasłuchując słów wojownika.
- To miłe z twojej strony! Dziękuję, jeśli będę kiedykolwiek czegoś potrzebował, to odezwę się do ciebie! - miauknął, uśmiechając się przyjaźnie. Jednocześnie wyszukiwał w jego pysku jakichkolwiek negatywnych uczuć. Może drwił z niego? Mógł być świetnym manipulatorem, który doskonale wie, co mówić, by poplątać każdemu we łbie. Liliowy nie zamierzał kwestionować śmierci jego sióstr. Jeśli taka sytuacja naprawdę miała miejsce, to szczerze mu współczuł. Nie zmieniało to jednak faktu, że cierpienie kremowego nie pozwalało mu na krzywdzenie innych, czyli w tym przypadku - jego matki.
- Jak na razie podoba ci się w klanie? - zagadnął kocur, wyciągając kociaka ze stanu zamyślenia.
- Jest dobrze - odparł krótko. Normalnie udzieliłby dłuższej odpowiedzi, pełnej jego prawdziwych przeżyć, ale wyjątkowo nie miał na to ochoty. Nie wiedział, co powinien sądzić o kocurze. W głowie pierwszy raz od dawna miał poskręcany kłębek myśli, z którymi z pewnością nie da sobie rady, będąc przy nim. Westchnął cicho i zrobił krok w tył.
- Miło się z tobą rozmawiało, ale muszę iść. Do zobaczenia - mruknął spokojnie, pomimo lekkich drgawek w środku ciała. Im dalej był od kremowego, tym bardziej się nasilały. Co, jeśli to właśnie on był w pewien sposób oprawcą Jemioły? Bluszcz nie zapyta o to matki, bo i tak mu przecież nie odpowie. Poza tym mógłby przypadkiem wzbudzić w niej jakieś nieprzyjemne wspomnienia. Liliowy zatrzymał się przed żłobkiem i spojrzał ostatni raz na wojownika, nim zniknął we wnętrzu nory.

****
Po nauce z Bursztynowym Pyłem był niezwykle głodny. Nigdy nie przewidywał, że samo powtarzanie nazw medykamentów, podawanie ich właściwości i wskazywanie, może być aż tak męczące. Nie miał co się porównywać do biegających codziennie po długich trasach wojowników, ale i tak jego myśli momentami nie wyrabiały. Przez parę chwil wątpił, że zdoła poznać i spamiętać wszystkie rośliny, jednak optymizm jego mentora go zawsze pocieszał.
Było dosyć zimno, chłód szczypał go w poduszki łap, a z nieba padały pierwsze płatki śniegu. Bluszcz lubił patrzeć, jak jego ogon staje się z wierzchu biały. Dodawało mu to jeszcze większej dawki spokoju. Szedł powoli w stronę sterty ze zwierzyną, nim jego wzrok przykuł pewien kocur. Mysi Krok stał kilka króliczych skoków dalej i rozmawiał z kimś. Vanowi zrobiło się głupio, po tym, jak ostatnim razem wysunął tak krzywdzące oskarżenia na temat kocura. Nawet jeśli nie powiedział ich na głos, to i tak czuł się źle, wystawiając z góry tak złą opinię. Co prawda nie oceniał nigdy pochopnie, ale myśl, iż ktoś mógł zranić w przeszłości jego matkę, była co najmniej dobijająca. Wziął głęboki wdech i uznał, że to czas zachować się dojrzale. Porzucił swój głód i podszedł do kremowego, który akurat został sam.
- Witaj Mysi Kroku! Jak ci mija dzień? - zagadnął z uśmiechem na pysku. Wojownik wydawał się z początku zaskoczony i zmieszany jego przybyciem, ale po chwili tylko skinął spokojnie głową.
- Całkiem dobrze. Zaczęła się Pora Nagich Drzew, ale nie są to najgorsze mrozy, jakie miałem okazje w życiu przeżyć. Wciąż widać zwierzynę, więc nie musimy się na razie martwić o jej brak - odparł. - A jak ci się wiedzie na nowej drodze do bycia medykiem? - spytał.
Bluszczowa Łapa starał się dyskretnie obserwować wszelkie zmiany na jego pysku. Nic jak na razie nie wskazywało na potencjalne zło, które mogło się kryć w głębi jego duszy.
- Tych roślin jest tak dużo, że czasami wątpię w to, czy je wszystkie zapamiętam - przyznał, wbijając na moment wzrok w stojącą dalej białą kotkę, która akurat przyglądała się Mysiemu Krokowi. Liliowy skrzywił się, ale postanowił i tak zapytać o jeszcze jedną rzecz.
- A... Mroźny Oddech dalej cię prześladuje?
 
<Mysi Kroku?>

28 kwietnia 2021

Od Bluszczyka

Beztrosko wpatrywał się w rosnący przed nim kwiatek. Ze smutkiem spostrzegł, iż przez nadmiar słońca roślinka wysychała i powoli umierała. Gdyby mógł, to sam przyniósł by wodę i pochlapał ją, aby ta powróciła do życia. Było to jednak niemożliwe z dwóch powodów. Po pierwsze ciecz wyparowała by po drodze, a po drugie to nawet nie może opuścić obozu i poszukać jakiegoś źródła tego cennego płynu.
Pochłonięty rozmyśleniami nie spostrzegł mijającej go kotki. Mroźny Oddech jak zwykle szła dumnym krokiem, z wyższością spoglądając na każdego, kto stanął na jej drodze. Gdy przeszła obok niego wymamrotała coś o głupich bachorach, po czym poszła kawałek dalej. Bluszczyk podniósł na nią wzrok. Ponieważ wciąż była blisko, to wstał i wykonał parę kroków w tył, kryjąc się wśród krzaków. Chwila spokoju by mu nie zaszkodziła, toteż obserwował wojowniczkę, czekając, aż ulotni się z jego otoczenia. Ta niespodziewanie zatrzymała się niedaleko, zaczepiając niewielkiego kocura o kremowym futrze.
- Pamiętaj, że ja wciąż wiem o wszystkim – wyszeptała w jego stronę, uśmiechając się złośliwie. Bluszczyk nastawił uszy, po czym skulił się, aby na pewno pozostać niezauważalnym. Bycie wścibskim nie było w jego naturze, toteż chciał zniknąć z tego miejsca jak najprędzej. Gdyby jednak teraz się ruszył, z pewnością słychać byłoby szelest liści, a on dostał by bure za wciskanie nosa w nieswoje sprawy. Van naprawdę nie chciał tu być. Znalazł się w złym miejscu, o złym czasie. .
Spojrzał na dwóch dorosłych osobników. Biała posyłała towarzyszowi pogardliwe spojrzenie. Liliowy liczył, że sobie po prostu pójdą, zanim przypadkiem on nie stanie się posiadaczem jakiejś niechcianej wiedzy o czyiś sekretach.
Starszy kocur, którego kojarzył i znał przez to, iż kilka razy odwiedzał żłobek, zdawał się ignorować Mroźny Oddech. Po prostu stał w miejscu, nie dając się sprowokować.
- Bawisz się w głuchego, czy w nie mowę? – prychnęła, widząc, że jej działanie nie przynoszą żadnych skutków. Dla podkreślenia swojej złości podniosła łapę i uderzyła nią w ziemię.
- W nic się nie bawię! Powiedziałem ci raz, że nie wiem, kto jest ich ojcem, ale to na pewno nie ja!
- Tak, tak. Udawaj głupiego, ale wiedz, że jeśli przyjdzie odpowiednia pora, to każdy będzie wiedział, że jesteś ojcem bachorów Jemioły – warknęła ostrzegawczo, po czym trąciła go ogonem i odeszła.
Bluszczyka w tym momencie totalnie sparaliżowało. Czyżby się przesłyszał? Nie no, to nie miałoby przecież sensu. Wszyscy mówili, że jego matka zaszła w ciążę przed przybyciem do klanu. Ponownie podniósł wzrok na stojącego nieopodal kocura. Przypomniał sobie jego imię.
Mysi Krok.
Kiedy ten poszedł w przeciwnym kierunku, liliowy zerwał się z miejsca i wyszedł z ukrycia. O ile zazwyczaj był spokojny, tak teraz poczuł dziwny dreszcz na ciele. Kremowy bywał u nich czasami, co by mogło poniekąd potwierdzić rację słów białej kotki. Kocurek doszedł do wniosku, że skoro póki co i tak jest jeszcze kociakiem, to może spróbować rozwikłać tę sprawę. Wpatrywał się w Myszka tak długo, dopóki ten nie przystanął samotnie na uboczu.
Bluszczyk odważył się do niego podejść, zachowując jak zwykle spokojny wyraz pyska.
- Dzień Dobry, Mysi Kroku! – zagadnął z uśmiechem. Z bliska starał się wyłapać jak największą ilość podobieństwa między sobą, a dorosłym.
- Oh, witaj Bluszczyku. Jak ci minął dzień? – zapytał łagodnie.
Van starał się nie wpatrywać w niego zbyt natarczywie. Byłoby to niemiłe, a i mogłoby to za wiele zdradzić. Nie powinien usłyszeć ich rozmowy, bo teraz będzie o tym za dużo myślał.
- Jest zbyt gorąco, przez co roślinki umierają – przyznał z żalem. – Poza tym, mam się dobrze. A czy u ciebie jest wszystko w porządku? – spytał. Żałował, że kremowy nie może po prostu mu powiedzieć, czy jest jego ojcem. Bluszcz nie mógł o to zapytać, nie wypadało.
- To prawda, słońce bywa uciążliwe, ale na szczęście żyjemy w lesie i mamy dużo drzew do skrycia.
- Mroźny Oddech coś często cię zaczepia… - wypalił nagle liliowy, dopiero pod koniec gryząc się w język. No cóż, ciekawość brała nad nim w tym momencie górę. To naprawdę nie było u niego normalne.
- Co proszę? – zdziwił się wojownik.
- No… wydaję się być dla ciebie bardziej niemiła, niż dla innych – oświadczył, starając się naprostować swój tok myślenia.
- Mroźny Oddech jest jaka jest, lepiej jej unikać, bo bywa bardzo… irytująca – odparł.
- To akurat da się zauważyć – przyznał mu rację. Zapadła między nimi nerwowa cisza, gdyż liliowy totalnie nie wiedział, jak wyciągnąć z kremowego prawdę. - W sumie jeszcze niedawno miała kociaki, może przez to jest taka nerwowa? Ty chyba nigdy kociaków nie miałeś, bo jesteś bardzo spokojny - stwierdził.


<Mysi Kroku?>