Torntail ostrożnie nakładała liście na moje rany. Kilka razy jęknęłam, mimo to nie drgnęłam nawet łapą. Po chili ból stawał się coraz łagodniejszy.
- Ostrożnie. - Uspokajała mnie.
- Postaram się wytrzymać jak najdłużej. - Powiedziałam zaciskając zęby.
Nie było to najprzyjemniejsze, ale z pewnością lepsze od ataku Stoneclaw'a i stracania ogona jak i również oka.
Mimo strasznego bólu jakoś ustawałam. Kiedy Torntail skończyła, postanowiłam że będę spać, nic innego nie miałam do robienia.
Następnego dnia kiedy otworzyłam oczy stała przede mną Torntail z liśćmi ogórecznika na złagodzenie mojej gorączki.
- To ci pomoże na gorączkę. - Powiedziała z harmonijnym spokojem. Kiwnęłam porozumiewawczo łebkiem i ustąpiłam kotce.
<Torntail? Przepraszam że takie krótkie :(>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uschnięty Liść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uschnięty Liść. Pokaż wszystkie posty
04 kwietnia 2016
02 kwietnia 2016
Od Witheredleaf CD. Starfur
Kotka popatrzyła na mnie błagająco.
- Proszę Cię nie mów nikomu. Nie chcę żeby pozbawili je życia. Proszę, błagam przysięgnij że nikomu nie powiesz. - Błagała.
- Może nie powiem... Nie wiem. - Odpowiedziałam kotce mierząc ją wzrokiem.
Kotka popatrzyła na mnie błagalnie, ja jednak nie dałam się jej złamać.
- Więc jesteś Starfur tak? - Zapytałam z poważną miną.
- Tak, a ty Witheredleaf? - Oznajmiła nieśmiało.
- Liderka ci powiedziała, co? - Uśmiechnęłam się krzywo do ciężarnej kotki.
- Tak. - Bąknęła pod nosem.
Pierwsze co przyszło mi na myśl to było jej imię, faktycznie nie miała by takiego gdyby była z klanu. Przecież nie można nazwać kocię Starkit.
Kotka popatrzyła się mi w oczy, a raczej jedno.
- Co?! Gdzie się gapisz?! - Krzyknęłam zdenerwowana.
- Zauważyłam twoje oko... A raczej jego brak. - Wyszeptała.
- To było kilka dni temu... Dzięki za przypomnienie! - Powiedziałam sarkastycznie.
<Starfur? Wybacz brak weny xC>
- Proszę Cię nie mów nikomu. Nie chcę żeby pozbawili je życia. Proszę, błagam przysięgnij że nikomu nie powiesz. - Błagała.
- Może nie powiem... Nie wiem. - Odpowiedziałam kotce mierząc ją wzrokiem.
Kotka popatrzyła na mnie błagalnie, ja jednak nie dałam się jej złamać.
- Więc jesteś Starfur tak? - Zapytałam z poważną miną.
- Tak, a ty Witheredleaf? - Oznajmiła nieśmiało.
- Liderka ci powiedziała, co? - Uśmiechnęłam się krzywo do ciężarnej kotki.
- Tak. - Bąknęła pod nosem.
Pierwsze co przyszło mi na myśl to było jej imię, faktycznie nie miała by takiego gdyby była z klanu. Przecież nie można nazwać kocię Starkit.
Kotka popatrzyła się mi w oczy, a raczej jedno.
- Co?! Gdzie się gapisz?! - Krzyknęłam zdenerwowana.
- Zauważyłam twoje oko... A raczej jego brak. - Wyszeptała.
- To było kilka dni temu... Dzięki za przypomnienie! - Powiedziałam sarkastycznie.
<Starfur? Wybacz brak weny xC>
30 marca 2016
Od Witheredleaf
Po ataku samotnika byłam niezwykle zmęczona i chyba trzy dni minęły zanim doszłam do siebie, oczywiście wykonywałam swoje obowiązki. Po moich powrotach zwykle byłam pokaleczona i zadrapana, Silverstar powoli martwiła się o mnie i kazała chodzić z Imperceptibleshade by bronił mnie w razie niebezpieczeństwa.
Ten dzień był chyba jednym z najgorszych, szłam z wojownikiem by nazbierać ziół i szukać pajęczyn, dotarliśmy do Czterech Dębów, gdzie kilka dni temu spotkałam Szarego kota z wydrapanymi oczami, jego zapach wciąż się unosił.
Poszłam rozkojarzona do przodu, gdzie przy tym z oczu zniknął mi Imperceptibleshade, nie słyszałam ani gałązki, tylko ptaki i szum wiatru, podkuliłam ogon i uszy położyłam po sobie. Znów słyszałam ten okropny śmiech, to był ten kocur, ten sam którego widziałam kilka dni temu. Głowę miał obróconą w moją stronę a oczu nie widziałam, widok nie był jednym z najprzyjemniejszych. On tylko zeskoczył z wysokiego głazu i usiadł obok mnie, byłam przerażona, i nie mogłam się ruszyć.
- Poznajesz mnie? - Wyszeptał mi do ucha.
- T.. tak. - Zawahałam się i odskoczyłam w bok. Zupełnie nie czułam się sobą, byłam taka przerażona, to nie była ta Witheredleaf, tylko inna...
- Uważaj bo moje imię utkwi ci w pamięci. - Zaśmiał się kocur.
- Jestem Stoneclaw. - Głos się zniżył.
Kot zaczaił się na mnie i skoczył, ja się dałam jak jakaś ciamajda, ale szybko odskoczyłam. On się tylko zaśmiał i nie drgnął, choć po chwili znowu zaatakował. Machnął łapą w moją lewą nogę a potem rozdrapał oko, na szczęście było całe.
Odskoczyłam i zadałam mu kilka ciosów ostrymi pazurami, po czym szybko odskoczyłam. Stoneclaw wymierzył pozycje i skoczył, jednak udało mi się go uniknąć. Po chwili wbiegł Imperceptibleshade który rzucił się na samotnika, ugryzł go parę razy i podrapał, niestety Kocur go zrzucił i walnął nim o drzewo, zaszarżował na mnie, bo właśnie o mnie mu chodziło. Popatrzyłam na wojownika który leżał nie przytomny i naskoczyłam wściekła na Stoneclaw'a.
- To za Imperceptibleshade'a! - Krzyknęłam i machnęłam kilka razy łapą, kot z łatwością tego uniknął.
-Zaczynasz się robić wnerwiająca! - Parsknął i uśmiechnął się pod nosem. Szybkim krokiem podbiegłam za samotnika bez szelestnie, on nic nie widział więc miałam szansę, naskoczyłam i trzymałam się tak na jego grzbiecie wduszając kły w jego kark. Kot po paru sekundach mnie zwalił i naskoczył, teraz to on górował, jednak ja byłam sprytna. Kopnęłam go w brzuch i wstałam szybko. Ten kocur nie wyglądał na zadowolonego, wskoczył na drzewo pod którym się znajdowałam i przełamał gałąź.
Straciłam przytomność i przyśniła mi się właśnie ta walka, kiedy się obudziłam przede mną stał Stoneclaw. Zaśmiał się na mój widok i czekał na moją reakcję, zobaczyłam, że mój ogon przygniata ciężka gałąź, kocur wydawał się pomagać bo chwycił mój ogon i próbował wydostać spod gałęzi, w końcu mu się udało, już myślałam że jestem cała, ale kiedy tylko się obróciłam moim oczom ukazał się straszliwy widok. Zamiast ogona widziałam jedynie mały kikutek. Napadła mnie fala złości, chciałam wydrapać mu oczy których zresztą już nie miał. Samotnik drapnął pazurami w moje prawe oko, wtedy poczułam tak okropny ból, że nie wytrzymałam i znów zemdlałam.
Obudziłam się w moim legowisku, już myślałam że to sen, ale to nie był sen tylko rzeczywistość. Popatrzyłam przez chwilę przed siebie, zorientowałam się że nie widzę tak jak wcześniej, coś było nie tak...
Obejrzałam się w kałuży przed moją jaskinią i dostrzegłam moje odbicie, nie miałam oka, ucha, jedno oko było podrapane, wyglądałam okropnie, do tego obróciłam się i dostrzegłam ten mały kikut zamiast mojego ogona. Dlaczego ja? - Powiedziałam do siebie. Później usłyszałam krzyk i to chyba radosny.
- Witheredleaf się obudziła! - Zawołał jakiś kot.
Nie dostrzegłam że obok mnie leży mój towarzysz z wyprawy, rany jego były do zgojenia był tylko nieprzytomny.
Podeszła do mnie Torntail.
- Wszystko dobrze? Jak się czujesz? - Zapytała czule staruszka.
- Kto mnie leczył? - Zapytałam lekko zdziwiona.
- Ja. - Odpowiedziała Torntail.
Uśmiechnęłam się do niej krzywo i popatrzyłam na towarzysza. Imperceptibleshade się obudził i popatrzył na mnie, po chwili się położył, i zrobił dobrze, Stoneclaw to nie łatwy przeciwnik.
Koty wpatrywały się we mnie z uśmiechem, nie byłam pewna czemu... w końcu straciłam oko, ogon i ucho a ci się cieszyli.
Podeszła do nas Silverstar.
- Jak to się dzieje Witheredleaf, że jesteś taka pechowa, czarna nie jesteś. - Uśmiechnęła się liderka.
- Nie wiem... - Spuściłam łeb.
Podeszła też do mnie Torntail, lekko niepewna.
- Więc ty mnie leczyłaś przez ten czas kiedy byłam nieprzytomna? - Zapytałam i uśmiechnęłam się do kotki.
- Ja... ci dziękuję. - Powiedziałam.
Po tym zemdlałam, koty wpatrywały się we mnie, znów podeszła Torntail, która dała mi trochę złocieniu, bo zaczęła boleć mnie głowa i miałam dość wysoką gorączkę kiedy się obudziłam. Ta stara kotka czule się mną zajmowała mimo, że byłam dla niej chamska. Uśmiechnęłam się szeroko i wtuliłam jak w futro mamy, której praktycznie nie znałam. Po tej czułości znów zaczęła boleć mnie głowa i się położyłam.
<Ktoś z klanu Burzy?>
Ten dzień był chyba jednym z najgorszych, szłam z wojownikiem by nazbierać ziół i szukać pajęczyn, dotarliśmy do Czterech Dębów, gdzie kilka dni temu spotkałam Szarego kota z wydrapanymi oczami, jego zapach wciąż się unosił.
Poszłam rozkojarzona do przodu, gdzie przy tym z oczu zniknął mi Imperceptibleshade, nie słyszałam ani gałązki, tylko ptaki i szum wiatru, podkuliłam ogon i uszy położyłam po sobie. Znów słyszałam ten okropny śmiech, to był ten kocur, ten sam którego widziałam kilka dni temu. Głowę miał obróconą w moją stronę a oczu nie widziałam, widok nie był jednym z najprzyjemniejszych. On tylko zeskoczył z wysokiego głazu i usiadł obok mnie, byłam przerażona, i nie mogłam się ruszyć.
- Poznajesz mnie? - Wyszeptał mi do ucha.
- T.. tak. - Zawahałam się i odskoczyłam w bok. Zupełnie nie czułam się sobą, byłam taka przerażona, to nie była ta Witheredleaf, tylko inna...
- Uważaj bo moje imię utkwi ci w pamięci. - Zaśmiał się kocur.
- Jestem Stoneclaw. - Głos się zniżył.
Kot zaczaił się na mnie i skoczył, ja się dałam jak jakaś ciamajda, ale szybko odskoczyłam. On się tylko zaśmiał i nie drgnął, choć po chwili znowu zaatakował. Machnął łapą w moją lewą nogę a potem rozdrapał oko, na szczęście było całe.
Odskoczyłam i zadałam mu kilka ciosów ostrymi pazurami, po czym szybko odskoczyłam. Stoneclaw wymierzył pozycje i skoczył, jednak udało mi się go uniknąć. Po chwili wbiegł Imperceptibleshade który rzucił się na samotnika, ugryzł go parę razy i podrapał, niestety Kocur go zrzucił i walnął nim o drzewo, zaszarżował na mnie, bo właśnie o mnie mu chodziło. Popatrzyłam na wojownika który leżał nie przytomny i naskoczyłam wściekła na Stoneclaw'a.
- To za Imperceptibleshade'a! - Krzyknęłam i machnęłam kilka razy łapą, kot z łatwością tego uniknął.
-Zaczynasz się robić wnerwiająca! - Parsknął i uśmiechnął się pod nosem. Szybkim krokiem podbiegłam za samotnika bez szelestnie, on nic nie widział więc miałam szansę, naskoczyłam i trzymałam się tak na jego grzbiecie wduszając kły w jego kark. Kot po paru sekundach mnie zwalił i naskoczył, teraz to on górował, jednak ja byłam sprytna. Kopnęłam go w brzuch i wstałam szybko. Ten kocur nie wyglądał na zadowolonego, wskoczył na drzewo pod którym się znajdowałam i przełamał gałąź.
Straciłam przytomność i przyśniła mi się właśnie ta walka, kiedy się obudziłam przede mną stał Stoneclaw. Zaśmiał się na mój widok i czekał na moją reakcję, zobaczyłam, że mój ogon przygniata ciężka gałąź, kocur wydawał się pomagać bo chwycił mój ogon i próbował wydostać spod gałęzi, w końcu mu się udało, już myślałam że jestem cała, ale kiedy tylko się obróciłam moim oczom ukazał się straszliwy widok. Zamiast ogona widziałam jedynie mały kikutek. Napadła mnie fala złości, chciałam wydrapać mu oczy których zresztą już nie miał. Samotnik drapnął pazurami w moje prawe oko, wtedy poczułam tak okropny ból, że nie wytrzymałam i znów zemdlałam.
Obudziłam się w moim legowisku, już myślałam że to sen, ale to nie był sen tylko rzeczywistość. Popatrzyłam przez chwilę przed siebie, zorientowałam się że nie widzę tak jak wcześniej, coś było nie tak...
Obejrzałam się w kałuży przed moją jaskinią i dostrzegłam moje odbicie, nie miałam oka, ucha, jedno oko było podrapane, wyglądałam okropnie, do tego obróciłam się i dostrzegłam ten mały kikut zamiast mojego ogona. Dlaczego ja? - Powiedziałam do siebie. Później usłyszałam krzyk i to chyba radosny.
- Witheredleaf się obudziła! - Zawołał jakiś kot.
Nie dostrzegłam że obok mnie leży mój towarzysz z wyprawy, rany jego były do zgojenia był tylko nieprzytomny.
Podeszła do mnie Torntail.
- Wszystko dobrze? Jak się czujesz? - Zapytała czule staruszka.
- Kto mnie leczył? - Zapytałam lekko zdziwiona.
- Ja. - Odpowiedziała Torntail.
Uśmiechnęłam się do niej krzywo i popatrzyłam na towarzysza. Imperceptibleshade się obudził i popatrzył na mnie, po chwili się położył, i zrobił dobrze, Stoneclaw to nie łatwy przeciwnik.
Koty wpatrywały się we mnie z uśmiechem, nie byłam pewna czemu... w końcu straciłam oko, ogon i ucho a ci się cieszyli.
Podeszła do nas Silverstar.
- Jak to się dzieje Witheredleaf, że jesteś taka pechowa, czarna nie jesteś. - Uśmiechnęła się liderka.
- Nie wiem... - Spuściłam łeb.
Podeszła też do mnie Torntail, lekko niepewna.
- Więc ty mnie leczyłaś przez ten czas kiedy byłam nieprzytomna? - Zapytałam i uśmiechnęłam się do kotki.
- Ja... ci dziękuję. - Powiedziałam.
Po tym zemdlałam, koty wpatrywały się we mnie, znów podeszła Torntail, która dała mi trochę złocieniu, bo zaczęła boleć mnie głowa i miałam dość wysoką gorączkę kiedy się obudziłam. Ta stara kotka czule się mną zajmowała mimo, że byłam dla niej chamska. Uśmiechnęłam się szeroko i wtuliłam jak w futro mamy, której praktycznie nie znałam. Po tej czułości znów zaczęła boleć mnie głowa i się położyłam.
<Ktoś z klanu Burzy?>
Od Witheredleaf CD. Torntail
Leżałam w swojej jaskini. Moją uwagę przykuła Torntail. Ta starucha wracała do obozu? Nie powinna się oddalać. - Pomyślałam. Kiedy podeszła do legowiska starszych wyczułam pewien zapach, pomieszał się z Torn. On nie należał do żadnego klanu, czyli do samotnika... Wstałam i zaczęłam śledzić tę starą kotkę, było mi głupio, ale nie powinna opuszczać obozu nawet o długość ogona. Staruszka się położyła, wyskoczyłam do niej i zawołałam.
- Gdzie byłaś?! - Parsknęłam z gniewem.
- Co sugerujesz? - Zapytała spokojnie.
Popatrzyłam na nią gniewnie.
- Nie powinnaś się oddalać od obozu! W ogóle nie powinnaś go opuszczać! - Syknęłam, kotka przechyliła łeb jakby nigdy nic.
- Ciesz się, że Silverstar cię nie zauważyła! Miałabyś problemy staruszko. - Pokręciłam stanowczo łbem, ta jednak nic nie odpowiedziała.
Poszłam do liderki by powiedzieć jej, że wybieram się poszukać ziół, kotka się zgodziła i ruszyłam poza obóz klanu Burzy. Do mojego nosa dotarł dziwny zapach. Szczerze? Nie podobał mi się. Zauważyłam szarego wielkiego kocura, może nie aż tak, ale z pewnością większego ode mnie. Wpatrywał się z wrednym uśmieszkiem, zaczęłam się powoli irytować.
- No, witam, witam. A cóż to za kotka zawitała w te progi? - Zapytał z chamskim uśmiechem.
- Hah! Nie będę z tobą gadać. Widzę że jesteś samotnikiem, a ja nie gadam z gburami. - Zaśmiałam się równie chamsko jak on. Kocur tylko wydał z siebie szyderczy śmiech i zaatakował. Unikałam jego ciosów, a nie były one zbyt ''superowe''.
- Nie unikaj mnie tak! - Zaśmiał się szary kocur. Uśmiechnęłam się do niego wrednie i zaatakowałam. Machnęłam jedną łapą a potem drugą i tak przez kilkanaście sekund. Kot w końcu uderzył, chwycił mnie za kark i rzucił o ziemię. W miejscu gdzie poczułam ostre jak brzytwa kły zaczęło coś cieknąć, była to ta czerwona substancja, której nigdy nie lubiłam. Do moich nozdrzy powędrował zapach krwi, myślałam że już po mnie, ale szybko skoczyłam na nogi i rozpędziłam się na kocura.
- Nie tak szybko, bo cię nie złapie! - Zachichotał wrednie szary ślepy kot.
- A żebyś wiedział, że nie złapiesz! - Parsknęłam i kopnęłam go w podbródek, kocur upadł, ale się szybko podniósł, wyglądał na dość wkurzonego, lecz uciekł.
- To nie jest koniec marna koteczko! - Parsknął.
Zobaczyłam jak kot znika w zaroślach, był dziwny, może to ten zapach czułam na Torntail?
Wracając do obozu nazbierałam trochę ziół, Silverstar siedziała w swoim legowisku i dumnie wpatrywała się w koty. Odłożyłam zioła i nałożyłam je na swoje rany, także nałożyłam pajęczynę by zatamować krwawienie. Popatrzyłam na chwilę na miejsce gdzie stoją lekarstwa i przypomniało mi się jak bezczelnie stara kotka poukładała leki.
Po paru godzinach podeszłam do Torntail.
- Co ci się stało Witheredleaf? Czemu jesteś tak ranna? Pomóc ci? - Zapytała lekko przekrzywiając łeb.
- Nie nie chce od ciebie pomocy. - Zaprotestowałam.
Kotka wyglądała na zdziwioną, popatrzyła na mnie i odwróciła wzrok.
- Hej! Dlaczego czułam od ciebie smród kota z poza klanów?! - Skrzywiłam się lekko.
Eh, bo widzisz... - Kotka zaczęła się jąkać.
- To pewnie twój koleżka mnie zaatakował?!
- Kto? - Zdziwiła się Torntail.
Ten szary kot bez oczu! - Obróciłam oczami.
- Storm jest szary, może i ślepy, ale ma oczy. - Wykrztusiła kotka.
- Zdaje mi się że kłamiesz... Zresztą to mało istotne. Nie mam czasu na ciebie, dobrze że o tym nie powiedziałam liderce. - Parsknęłam
Już miałam się oddalić kiedy staruszka szturchnęła mnie łapą.
- Co znowu?! - Syknęłam, rozwścieczona.
- Nie dość ci, że twój kolega mnie zaatakował? - Zapytałam z złością w oczach. Torntail położyła po sobie uszy.
<Torntail? >:)>
- Gdzie byłaś?! - Parsknęłam z gniewem.
- Co sugerujesz? - Zapytała spokojnie.
Popatrzyłam na nią gniewnie.
- Nie powinnaś się oddalać od obozu! W ogóle nie powinnaś go opuszczać! - Syknęłam, kotka przechyliła łeb jakby nigdy nic.
- Ciesz się, że Silverstar cię nie zauważyła! Miałabyś problemy staruszko. - Pokręciłam stanowczo łbem, ta jednak nic nie odpowiedziała.
Poszłam do liderki by powiedzieć jej, że wybieram się poszukać ziół, kotka się zgodziła i ruszyłam poza obóz klanu Burzy. Do mojego nosa dotarł dziwny zapach. Szczerze? Nie podobał mi się. Zauważyłam szarego wielkiego kocura, może nie aż tak, ale z pewnością większego ode mnie. Wpatrywał się z wrednym uśmieszkiem, zaczęłam się powoli irytować.
- No, witam, witam. A cóż to za kotka zawitała w te progi? - Zapytał z chamskim uśmiechem.
- Hah! Nie będę z tobą gadać. Widzę że jesteś samotnikiem, a ja nie gadam z gburami. - Zaśmiałam się równie chamsko jak on. Kocur tylko wydał z siebie szyderczy śmiech i zaatakował. Unikałam jego ciosów, a nie były one zbyt ''superowe''.
- Nie unikaj mnie tak! - Zaśmiał się szary kocur. Uśmiechnęłam się do niego wrednie i zaatakowałam. Machnęłam jedną łapą a potem drugą i tak przez kilkanaście sekund. Kot w końcu uderzył, chwycił mnie za kark i rzucił o ziemię. W miejscu gdzie poczułam ostre jak brzytwa kły zaczęło coś cieknąć, była to ta czerwona substancja, której nigdy nie lubiłam. Do moich nozdrzy powędrował zapach krwi, myślałam że już po mnie, ale szybko skoczyłam na nogi i rozpędziłam się na kocura.
- Nie tak szybko, bo cię nie złapie! - Zachichotał wrednie szary ślepy kot.
- A żebyś wiedział, że nie złapiesz! - Parsknęłam i kopnęłam go w podbródek, kocur upadł, ale się szybko podniósł, wyglądał na dość wkurzonego, lecz uciekł.
- To nie jest koniec marna koteczko! - Parsknął.
Zobaczyłam jak kot znika w zaroślach, był dziwny, może to ten zapach czułam na Torntail?
Wracając do obozu nazbierałam trochę ziół, Silverstar siedziała w swoim legowisku i dumnie wpatrywała się w koty. Odłożyłam zioła i nałożyłam je na swoje rany, także nałożyłam pajęczynę by zatamować krwawienie. Popatrzyłam na chwilę na miejsce gdzie stoją lekarstwa i przypomniało mi się jak bezczelnie stara kotka poukładała leki.
Po paru godzinach podeszłam do Torntail.
- Co ci się stało Witheredleaf? Czemu jesteś tak ranna? Pomóc ci? - Zapytała lekko przekrzywiając łeb.
- Nie nie chce od ciebie pomocy. - Zaprotestowałam.
Kotka wyglądała na zdziwioną, popatrzyła na mnie i odwróciła wzrok.
- Hej! Dlaczego czułam od ciebie smród kota z poza klanów?! - Skrzywiłam się lekko.
Eh, bo widzisz... - Kotka zaczęła się jąkać.
- To pewnie twój koleżka mnie zaatakował?!
- Kto? - Zdziwiła się Torntail.
Ten szary kot bez oczu! - Obróciłam oczami.
- Storm jest szary, może i ślepy, ale ma oczy. - Wykrztusiła kotka.
- Zdaje mi się że kłamiesz... Zresztą to mało istotne. Nie mam czasu na ciebie, dobrze że o tym nie powiedziałam liderce. - Parsknęłam
Już miałam się oddalić kiedy staruszka szturchnęła mnie łapą.
- Co znowu?! - Syknęłam, rozwścieczona.
- Nie dość ci, że twój kolega mnie zaatakował? - Zapytałam z złością w oczach. Torntail położyła po sobie uszy.
<Torntail? >:)>
11 marca 2016
Od Witheredleaf CD. Silverstar
Wstałam lecz znów upadłam na ziemię, liderka ponownie odwróciła się w moją stronę patrząc na mnie. Zdenerwowałam się lekko bo nie chciałam pomocy nawet ze strony liderki, inni powiedzieli by że zachowuje się jak kocię, nie będę wiecznie siedziała i nic nie robiła.
- Może lepiej się połóż. - zaproponowała liderka.
- Nie... nie trzeba. - syknęłam.
Kotka nalegała bym się położyła.
- Witheredleaf, naprawdę potrzebujesz odpoczynku. - oznajmiła Silverstar.
- No dobrze. - kiwnęłam głową na znak że się zgadzam. Liderka odeszła po paru minutach.
*nastepnego dnia*
Moje rany wyraźnie zaczęły się goić ale jedna nadal została ta na szyi tak jak przypuszczałam zostanie mi do końca życia. Podeszła do mnie Silverstar.
- Jak się czujesz? - Zapytała.
- Już znacznie lepiej, myślę że niedługo mogę wrócić do roboty.
<Silverstar?>
- Może lepiej się połóż. - zaproponowała liderka.
- Nie... nie trzeba. - syknęłam.
Kotka nalegała bym się położyła.
- Witheredleaf, naprawdę potrzebujesz odpoczynku. - oznajmiła Silverstar.
- No dobrze. - kiwnęłam głową na znak że się zgadzam. Liderka odeszła po paru minutach.
*nastepnego dnia*
Moje rany wyraźnie zaczęły się goić ale jedna nadal została ta na szyi tak jak przypuszczałam zostanie mi do końca życia. Podeszła do mnie Silverstar.
- Jak się czujesz? - Zapytała.
- Już znacznie lepiej, myślę że niedługo mogę wrócić do roboty.
<Silverstar?>
Od Witheredleaf
Dzień był chłodny, lecz bez białych płatów pod łapami. Siedziałam w swoim legowisku jak to medyk i nasłuchiwałam wydawanych poleceń przez liderkę innym kotom. Wstałam, podeszłam do liderki i zapytałam.
- Silverstar?
- Tak? - Szara kotka gwałtownie obróciła się w moją stronę.
- Widziałam jak wydajesz rozkazy innym kotom, czy też mam coś do zrobienia? - Zapytałam z powagą, liderka zastanawiała się przez chwilę i poprosiła.
- Możesz nazbierać ziół? - Zapytała.
- Oczywiście Silverstar. - Oznajmiłam. Liderka machnęła ogonem na znak że mogę już iść, więc ruszyłam przed siebie.
Chodziłam po lesie szukając pajęczyn i różnych ziół, było całkiem chłodno i zaczynałam się trząść, ale musiałam to wytrzymać, nie jestem jakimś tam kiciusiem dwunożnych który boi się wyjść poza swój ogródek. Ptaki było słychać długości ogona dalej ode mnie, nie dziwiło mnie to. Dotarłam pod cztery dęby, to był znak, będę musiała się zawrócić. Po drodze nazbierałam trochę pajęczyn i ziół, powoli szłam do obozu kiedy nagle wybiegł przede mnie lis, patrzyłam mu prosto w oczy przez kilka sekund, lis wyrwał spojrzenie i rzucił się na mnie, z mojej szyi leciał strumień krwi, lis rzucił się znowu, tym razem odskoczyłam i przebiegłam mu między nogami. Stwór jednak był szybszy i przewalił mnie na ziemię, poczułam straszny ból tak jakby miałam umrzeć, wiedziałam że to jeszcze nie pora, więc szybko wstałam na cztery łapy, kiedy lis zaatakował odskoczyłam ponownie i wdrapałam się na najbliższe drzewo.
~*~
Minęło kilka godzin zanim lis sobie odpuścił, siedziałam na drzewie wypatrując tej bestii, kiedy nic nie widziałam na swojej drodze zeskoczyłam z drzewa pognałam do rzeczki się napić wody i szybkim krokiem poszłam do obozu. Dotarłam do obozu klanu Burzy i chyba zemdlałam, kiedy się obudziłam leżałam w swoim legowisku, na ranie miałam nałożoną pajęczynę. Koty wpatrywały się we mnie ze zdziwieniem, tak jakbym miała umrzeć lub jakbym była martwa, kiedy spojrzenia nie ustawały miałam już dość.
- Jeszcze żyję! - Krzyknęłam.
Koty ucichły a spojrzenia odrywały się ode mnie, jedynym kotem który wciąż się przyglądał była liderka klanu Silverstar.
- Dobrze się czujesz? - Zapytała troskliwie.
- Tak, dobrze, ale ta rana strasznie boli i chyba zostanie mi do końca - Odpowiedziałam i przymrużyłam oczy. Wzrok liderki nadal nie odrywał się ode mnie, czułam się trochę zirytowana.
- Dziękuję Silverstar, że się tak o mnie troszczysz ale chyba dam sobie rade sama. - Parsknęłam spokojnie by nie zdenerwować przywódczyni.
- Skoro nie potrzebujesz pomocy mogę się oddalić? - Zapytała z lekkim uśmiechem na pyszczku.
- Tak... - Skinęłam głową i próbowałam wstać kiedy nagle poczułam straszliwy ból w szyi i krzyknęłam. Liderka natychmiast się odwróciła.
- Lepiej się połóż, wojownicy przyniosą ci coś do jedzenia.
Na te słowa usiadłam, ale nie mogłam się powstrzymać by zapytać.
- Co się ze mną stało?
- Kiedy byłaś lekko nie przytomna udało nam się dowiedzieć co zaszło, naprawdę nie pamiętasz? - Zapytała ze zdziwieniem kotka a jej oczy zalśniły.
- Nie wiem... a co z tym lisem? - Zapytałam lekko zdezorientowana.
- Nie wiemy, za dużo wcześniej nie powiedziałaś, wiemy tylko to że po ataku lisa zemdlałaś i nic poza tym. - Odpowiedziała spokojnie liderka.
Rana znowu dawała się we znaki, do tego ten chłodny wiatr, poczułam się jeszcze gorzej i zasnęłam.
Czyiś głos powiedział.
- Witheredleaf, Witheredleaf? Obudź się.
Otworzyłam oczy i dostrzegłam brązową kotkę.
- Beigesoul? - Zapytałam niepewnie.
- Tak, to twoje myszy. - Kotka podeszła i dała mi jedzenie.
- Dziękuję ci.
Kotka kiwnęła głową i odeszła, ja zabrałam się za jedzenie a było ono bardzo smaczne, po tym spotkaniu z lisem na prawdę wygłodniałam i chyba byłam nieprzytomna kilka godzin, posiłek mi naprawdę dobrze zrobił.
Po uczcie ponownie podeszłą do mnie Szara kotka Silverstar.
- Jak się czujesz? - Zapytała.
- Dobrze.
- Wspaniale, nie wiem kiedy bym znalazła innego medyka, z pewnością długo by to trwało a takie koty w klanie są potrzebne. - Uśmiechnęła się Przywódczyni.
- Heh, jesteś nawet dobrym liderem, dbasz o swój klan i w ogóle... - Uśmiechnęłam się krzywo.
- Ale dosyć już tego, może lepiej odpocznę, i tak nie mam nic do robienia, a ruszyć raczej się nie ruszę. - Oznajmiłam.
Liderka uśmiechnęła się i podeszła.
- Skoro już musisz. - kotka ponownie się uśmiechnęła.
<Silverstar? Moje najdłuższe opo :D>
- Silverstar?
- Tak? - Szara kotka gwałtownie obróciła się w moją stronę.
- Widziałam jak wydajesz rozkazy innym kotom, czy też mam coś do zrobienia? - Zapytałam z powagą, liderka zastanawiała się przez chwilę i poprosiła.
- Możesz nazbierać ziół? - Zapytała.
- Oczywiście Silverstar. - Oznajmiłam. Liderka machnęła ogonem na znak że mogę już iść, więc ruszyłam przed siebie.
Chodziłam po lesie szukając pajęczyn i różnych ziół, było całkiem chłodno i zaczynałam się trząść, ale musiałam to wytrzymać, nie jestem jakimś tam kiciusiem dwunożnych który boi się wyjść poza swój ogródek. Ptaki było słychać długości ogona dalej ode mnie, nie dziwiło mnie to. Dotarłam pod cztery dęby, to był znak, będę musiała się zawrócić. Po drodze nazbierałam trochę pajęczyn i ziół, powoli szłam do obozu kiedy nagle wybiegł przede mnie lis, patrzyłam mu prosto w oczy przez kilka sekund, lis wyrwał spojrzenie i rzucił się na mnie, z mojej szyi leciał strumień krwi, lis rzucił się znowu, tym razem odskoczyłam i przebiegłam mu między nogami. Stwór jednak był szybszy i przewalił mnie na ziemię, poczułam straszny ból tak jakby miałam umrzeć, wiedziałam że to jeszcze nie pora, więc szybko wstałam na cztery łapy, kiedy lis zaatakował odskoczyłam ponownie i wdrapałam się na najbliższe drzewo.
~*~
Minęło kilka godzin zanim lis sobie odpuścił, siedziałam na drzewie wypatrując tej bestii, kiedy nic nie widziałam na swojej drodze zeskoczyłam z drzewa pognałam do rzeczki się napić wody i szybkim krokiem poszłam do obozu. Dotarłam do obozu klanu Burzy i chyba zemdlałam, kiedy się obudziłam leżałam w swoim legowisku, na ranie miałam nałożoną pajęczynę. Koty wpatrywały się we mnie ze zdziwieniem, tak jakbym miała umrzeć lub jakbym była martwa, kiedy spojrzenia nie ustawały miałam już dość.
- Jeszcze żyję! - Krzyknęłam.
Koty ucichły a spojrzenia odrywały się ode mnie, jedynym kotem który wciąż się przyglądał była liderka klanu Silverstar.
- Dobrze się czujesz? - Zapytała troskliwie.
- Tak, dobrze, ale ta rana strasznie boli i chyba zostanie mi do końca - Odpowiedziałam i przymrużyłam oczy. Wzrok liderki nadal nie odrywał się ode mnie, czułam się trochę zirytowana.
- Dziękuję Silverstar, że się tak o mnie troszczysz ale chyba dam sobie rade sama. - Parsknęłam spokojnie by nie zdenerwować przywódczyni.
- Skoro nie potrzebujesz pomocy mogę się oddalić? - Zapytała z lekkim uśmiechem na pyszczku.
- Tak... - Skinęłam głową i próbowałam wstać kiedy nagle poczułam straszliwy ból w szyi i krzyknęłam. Liderka natychmiast się odwróciła.
- Lepiej się połóż, wojownicy przyniosą ci coś do jedzenia.
Na te słowa usiadłam, ale nie mogłam się powstrzymać by zapytać.
- Co się ze mną stało?
- Kiedy byłaś lekko nie przytomna udało nam się dowiedzieć co zaszło, naprawdę nie pamiętasz? - Zapytała ze zdziwieniem kotka a jej oczy zalśniły.
- Nie wiem... a co z tym lisem? - Zapytałam lekko zdezorientowana.
- Nie wiemy, za dużo wcześniej nie powiedziałaś, wiemy tylko to że po ataku lisa zemdlałaś i nic poza tym. - Odpowiedziała spokojnie liderka.
Rana znowu dawała się we znaki, do tego ten chłodny wiatr, poczułam się jeszcze gorzej i zasnęłam.
Czyiś głos powiedział.
- Witheredleaf, Witheredleaf? Obudź się.
Otworzyłam oczy i dostrzegłam brązową kotkę.
- Beigesoul? - Zapytałam niepewnie.
- Tak, to twoje myszy. - Kotka podeszła i dała mi jedzenie.
- Dziękuję ci.
Kotka kiwnęła głową i odeszła, ja zabrałam się za jedzenie a było ono bardzo smaczne, po tym spotkaniu z lisem na prawdę wygłodniałam i chyba byłam nieprzytomna kilka godzin, posiłek mi naprawdę dobrze zrobił.
Po uczcie ponownie podeszłą do mnie Szara kotka Silverstar.
- Jak się czujesz? - Zapytała.
- Dobrze.
- Wspaniale, nie wiem kiedy bym znalazła innego medyka, z pewnością długo by to trwało a takie koty w klanie są potrzebne. - Uśmiechnęła się Przywódczyni.
- Heh, jesteś nawet dobrym liderem, dbasz o swój klan i w ogóle... - Uśmiechnęłam się krzywo.
- Ale dosyć już tego, może lepiej odpocznę, i tak nie mam nic do robienia, a ruszyć raczej się nie ruszę. - Oznajmiłam.
Liderka uśmiechnęła się i podeszła.
- Skoro już musisz. - kotka ponownie się uśmiechnęła.
<Silverstar? Moje najdłuższe opo :D>
23 lutego 2016
Od Witheredleaf
Białe płaty sypały z nieba a promienie słoneczne ledwo przebijały się przez niebo.
Czułam chłodny puch pod łapami, nasłuchiwałam opadających płatków śniegu, gdy nagle usłyszałam czyiś ciepły oddech, to był jakiś kot a raczej kotka. Słyszałam ją doskonale, kiedy usiadła na dużym kamieniu wpatrzona we mnie mogłam jej się bardziej przyjrzeć. Zauważyłam na jej czole gwiazdę, czyżby liderka? - Pomyślałam sobie. Kotka wstała i zaczęła iść w moją stronę, ja nastroszyłam sierść by dać znak że mogę zaraz zaatakować, jednak ona podeszła bliżej, prawdopodobnie chciała coś powiedzieć, więc uspokoiłam się i usiadłam.
- Kim jesteś i czemu mnie śledzisz? - Syknęłam.
- Nie chcę ci zrobić krzywdy. - Odpowiedziała.
- Skąd mam wiedzieć czy nie kłamiesz? - Powiedziałam szorstko.
Kotka spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko.
- Chyba byś wyczuła jakbym chciała cię zaatakować. - Oznajmiła liderka.
- Właściwie to chyba masz rację. - Bąknęłam cicho.
- Skoro już tu jesteś może chciałabyś zostać wojownikiem w klanie Burzy? - Zapytała kotka.
- Wojownikiem?! W życiu! Nie chce durnych zalotów kocurów. - Parsknęłam.
- Mogę za to być medykiem, wiem to i owo. - Zaproponowałam liderce klanu Burzy.
- W takim razie miło cię poznać, jestem Silverstar. - Przedstawiła się kotka.
- Ja jestem Witheredleaf. - Powiedziałam i poszłam za kotką w stronę obozu klanu Burzy.
Silverstar obróciła się w moją stronę i zapytała.
- Wybacz że pytam ale czemu nie jesteś przekonana co do kotów? - Zapytała zaciekawiona kotka.
- Ech... to trochę trudne, po prostu przysięgłam, że już nigdy nie zdradzę mojego byłego partnera. - Odpowiedziałam na pytanie kotki i spuściłam głowę.
- Pewnie coś mu się stało?
- T.. tak, to było okropne, moje życie było okropne, mam nadzieje że teraz będzie inaczej. - Syknęłam spokojnie.
- Ja też mam taką nadzieję, zaczynasz nowy etap swojego życia.
- Nie wiem, w każdym klanie było tak samo, nie czuję się już nigdzie bezpieczna. - Odpowiedziałam liderce, Wpatrującej się we mnie z ciekawością.
Już prawie byłyśmy w obozie klanu, zaczęłam iść dumnym ale spokojnym krokiem. Liczne ślepia wpatrywały się we mnie, jednak mnie to nie obchodziło.
Czułam chłodny puch pod łapami, nasłuchiwałam opadających płatków śniegu, gdy nagle usłyszałam czyiś ciepły oddech, to był jakiś kot a raczej kotka. Słyszałam ją doskonale, kiedy usiadła na dużym kamieniu wpatrzona we mnie mogłam jej się bardziej przyjrzeć. Zauważyłam na jej czole gwiazdę, czyżby liderka? - Pomyślałam sobie. Kotka wstała i zaczęła iść w moją stronę, ja nastroszyłam sierść by dać znak że mogę zaraz zaatakować, jednak ona podeszła bliżej, prawdopodobnie chciała coś powiedzieć, więc uspokoiłam się i usiadłam.
- Kim jesteś i czemu mnie śledzisz? - Syknęłam.
- Nie chcę ci zrobić krzywdy. - Odpowiedziała.
- Skąd mam wiedzieć czy nie kłamiesz? - Powiedziałam szorstko.
Kotka spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko.
- Chyba byś wyczuła jakbym chciała cię zaatakować. - Oznajmiła liderka.
- Właściwie to chyba masz rację. - Bąknęłam cicho.
- Skoro już tu jesteś może chciałabyś zostać wojownikiem w klanie Burzy? - Zapytała kotka.
- Wojownikiem?! W życiu! Nie chce durnych zalotów kocurów. - Parsknęłam.
- Mogę za to być medykiem, wiem to i owo. - Zaproponowałam liderce klanu Burzy.
- W takim razie miło cię poznać, jestem Silverstar. - Przedstawiła się kotka.
- Ja jestem Witheredleaf. - Powiedziałam i poszłam za kotką w stronę obozu klanu Burzy.
Silverstar obróciła się w moją stronę i zapytała.
- Wybacz że pytam ale czemu nie jesteś przekonana co do kotów? - Zapytała zaciekawiona kotka.
- Ech... to trochę trudne, po prostu przysięgłam, że już nigdy nie zdradzę mojego byłego partnera. - Odpowiedziałam na pytanie kotki i spuściłam głowę.
- Pewnie coś mu się stało?
- T.. tak, to było okropne, moje życie było okropne, mam nadzieje że teraz będzie inaczej. - Syknęłam spokojnie.
- Ja też mam taką nadzieję, zaczynasz nowy etap swojego życia.
- Nie wiem, w każdym klanie było tak samo, nie czuję się już nigdzie bezpieczna. - Odpowiedziałam liderce, Wpatrującej się we mnie z ciekawością.
Już prawie byłyśmy w obozie klanu, zaczęłam iść dumnym ale spokojnym krokiem. Liczne ślepia wpatrywały się we mnie, jednak mnie to nie obchodziło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)