BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwinkowy Podmuch x Droździ Trel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwinkowy Podmuch x Droździ Trel. Pokaż wszystkie posty

10 sierpnia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Droździego Trelu

 Czarny zobaczył, jak Drozd upada na ziemię. Zmartwił się bardzo, dlatego mimo bólu w stawach, ruszył przed siebie. 
- Wszystko dobrze?! - zapytał się Barwinek, podchodząc do własnego podopiecznego.
- Nie... Zagapiłem się. Zamyśliłem, przepraszam - mruknął Droździ Trel, nie patrząc na dawnego mentora.
- Za nic nie przepraszaj - skomentował czarny.
Drozd wydawał się czymś naprawdę zamyślony. Barwinek cierpliwie czekał, czy kocur mu się wygada. 
- Czy.... byłeś kiedyś zakochany? Jakie to uczucie? - zapytał się, spoglądając w oczy starszego.
Westchnął głęboko, słysząc niespodziewane pytanie. 
Niebieskooki przysiadł spokojnie, owijając ogonem łapy. Minęło dużo czasu od kiedy złamał dwa serca na raz. Swoje oraz swojej miłości. Nadal nosił w sobie żal, jednak zasłaniał się tym, że zrobił to dla niego. W końcu jakby to wyglądało, on, staruch, który ledwo rusza się z miejsca, i Szczawik, dużo młodszy, sprawniejszy. 
- Bycie zakochanym to takie ciepłe uczucie... Kiedy widzisz tego kota, którego kochasz, czujesz, jakby cię wiecznie przytulał. Łaskocze cię w brzuchu, kiedy rozmawiacie, śmiejecie się. Pragniesz jego dotyku, wsparcia, porad. Czasem nawet kłótni, bo coś się między wami psuje. - Mówił ostrożnie, patrząc na kiwającą się trawę. 
- Wiesz... - Miauknął powoli, wzdychając. Spuścił głowę. - Czasem wyobrażam sobie, jak leżę na miękkim mchu, a on obok mnie, ogrzewając swoim futrem. Jak liże mnie za uszami, owija ogonem, mówi, że mnie kocha - poczuł, jak łzy wzbierają w jego oczach. Zacisnął na chwilę zęby. - Jak później ja nazywam go gnojkiem, a on, mrucząc głośno, żartuje z mojego wieku.
Wbił pazury w ziemię. Wstał, by bez zapowiedzi wtulić się w bure futro swojego byłego ucznia. Słone łzy zmoczyły jego siwy pysk. 
- Kocham was wszystkich. Jego też. - Zapłakał. - Minęło tyle czasu. Tak wiele księżyców, a ja wciąż żyję tamtymi dniami. 
Drozd wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć. Finalnie nie otworzył pyska, gdyż żadne ze słów nie pasowały mu odpowiednio do sytuacji. Widział mentora w tym stanie pierwszy raz. 
Na jak wiele kawałków jego serce było roztrzaskane? 
- Czasem... Czasem zastanawiam się, jakby wyglądało moje życie, gdybym wtedy powiedział mu "ja też cię kocham". - Zacisnął mocno zęby, zamykając oczy. Spod jego powiek pociekły kolejne łzy, mocząc puchate policzki. 
- Myślałem, że rana w sercu się zagoi. Mimo tego, gdy wspominam tamten dzień, czuję niewyobrażalny smutek i pustkę. Gdy widzę go w obozie, chciałbym podejść i zagadać, jednak ledwo daję radę wstać. - Spuścił głowę. Użalał się nad sobą, mimo zaakceptowania takiego stanu rzeczy. Stawy nie pozwalały mu na zbyt wiele, do tego upały, stres, starcze choroby... Jego serce nie wytrzymywało już tyle, co kiedyś. Uszy coraz mniej słyszały, oczy coraz bardziej ślepły. 
Chodził z uśmiechem na pysku, bo co mu pozostało? Zresztą, raz na jakiś czas może się komuś wygadać. Należy mu się, po tych wszystkich księżycach noszenia w sobie smutków. 
Spojrzał na Drozda, który wyglądał, jakby zatkały go wyznania byłego mentora. Nie spodziewał się pewnie takich wywodów i tylu łez. 
- Chciałbym przed śmiercią móc go przeprosić. - Westchnął. 

<Drozd? Smutno tu trochę :( >

25 lipca 2021

Od Droździego Trelu cd. Barwinkowego Podmuchu

 - Jesteś mym pierwszym i jedynym uczniem. Zajmujesz specjalne miejsce w moim sercu - powiedział Barwinkowy Podmuch, liżąc burego po głowie.
Droździ Trel, pomimo przywiązania i braku emanowania od czarnego złych intencji, spiął się. Pomimo księżyców spędzonych z przemiłym mentorem nie umiał w kontakty międzykocie. Szczególnie wymagające dotyku. Dotyk kojarzył mu się tylko z jednym - z przemocą, strachem i samymi złymi rzeczami. Nie potrafił się wyzbyć tych wszystkich negatywnych emocji i skojarzeń, nie potrafił. Zwyczajnie nie potrafił
- To jak? Idziemy na spacer? - zapytał pogodnym tonem starszy.
Żółtooki kiwnął głową niepewnie, od razu wybiegając z legowiska. Przystanął, słysząc wstającego z ziemi Barwinka. Odwrócił głowę w jego kierunku, uśmiechając się niepewnie. 
Uśmiechnął się. On. Uśmiechnął się. Pokazał wewnętrznego siebie, Droździego Bohatera.
- Wyglądasz przepięknie z uśmiechem na pyszczku - powiedział szczerze czarny, zrównując się z dawnym uczniem.
- J-ja... - przełknął ślinę ciemniejszy, próbując opanować drżenie głosu. Nie zamierzał przy każdym aż tak się jąkać. Nie, nie po to został wojownikiem, aby na zawsze pozostać boidupą. - Ty też wyglądasz zajebiście! Znaczy... pi-pię-pjenknie - wyjąkał, źle wymawiając słowo.
Barwinkowy Podmuch zaśmiał się, ocierając głowę o Droździ Trel.
- I takiego szczerego Drozda chciałbym widzieć za każdym razem - miauknął starszy do wojownika, gdy wychodzili już z obozu.
Powitało ich chłodne powietrze, słońce zbliżało się ku horyzontowi. Zbliżał się wieczór.
Kocury szły spokojnym tempem, zanurzając się we własnych myślach.
Drozd przypomniał sobie swój trening. Jakoś przeszedł przez te ksieżyce, jakoś. Drżał w nocy, słysząc nieznane dźwięki, czające się w bezkresnej ciemności, a zdołał ukończyć szkolenie, obejmujące mordowanie małych, niewinnych istotek, by tylko je zjeść. Pokiwał głową, wpadając na wystający z ziemi drzewny pieniek.
Odsunął się od drzewca, wydając zduszony pomruk i pusząc ogon.
- Wszystko dobrze?! - zapytał się Barwinek, podchodząc do własnego podopiecznego.
- Nie... Zagapiłem się. Zamyśliłem, przepraszam - mruknął Droździ Trel, nie patrząc na dawnego mentora.
- Za nic nie przepraszaj - skomentował czarny.
W myślach burego pojawiło się pytanie, które już od dłuższego czasu kwitło w jego umyśle.
- Czy.... byłeś kiedyś zakochany? Jakie to uczucie? - zapytał się, spoglądając w oczy starszego.

<Barwinku?>

14 lipca 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Droździego Trelu

 Widząc swojego pierwszego i jedynego ucznia, aż podniósł się do siadu. Mimo bolacych stawów, bo w końcu jego mały skarbek na to zasługiwał. Żeby go przywitano z miłością, której tak mu brakowało... 
Uśmiechnął się, a widząc, że młodziak trzyma prezent, zamrugał szybko. Jego wzrok nädal był całkiem dobry jak na ten wiek! 
- Czy to... Uschły jesienny liść? - Zapytał zaciekawiony starszy. 
- J-ja... Tak-k. To liść... Jesienny. Suchy, bo... nie lubi być mokry - palnął bury, czując drżenie wibrysów. - Jest kolorowy.... jak... jak... nasze wspólnie spędzone treningi, c-c-co n-nie? To najbardziej kolorowa rzecz, jaką znalazłem. Gdybym przyniósł kwiaty... zachowałbym się jak... jak.. gej...
Spojrzał na niego szczerze wzruszony, ale też nieco rozbawiony.
- Jesteś taki uroczy, ale też niepewny. Kochany, mówiłem Ci, że nie ma się czego bać! - Miauknął wesoło. - Zwłaszcza, kiedy tu przychodzisz. No chodź no tu!
Zgarnął go łapą do siebie, otulając swoim pięknym, miękkim futrem.
- Ten prezent jest przepiękny! Jego kolory takie żywe, nawet jeśli usechł dawno temu! Poza tym, kwiaty są piękne. Nawet jeśli byś mi je dał, bym to docenił. Nie ma znaczenia twoja orientacja. Zresztą, geje to też koty, prawda? Po prostu kochają tę samą płeć. - Głaskał go delikatnie po boku. - Dziękuję, że o mnie pamiętasz. Wiesz jak tu cicho? Czasem wpadają moje wnuki, bo ja mam wnuki rozumiesz? Moje małe skarby, tak jak ty. Wszystkich was bardzo kocham, jesteście jak moje własne dzieci.
Mówił i mówił, nie dając nawet chwili, by Drozd mu odpowiedział. Jednak kocurowi to nie przeszkadzało. Uspokoił swoje drżenie pod czułym, delikatnym dotykiem starszego byłego wojownika. Wyrównał oddech, nawet chyba zaczął się odprężać. Barwinek między słowami mruczał, by go dalej uspokajać.
Podczas treningu też tak robił. Bardzo często po prostu siedzieli, wtuleni w siebie. Barwinek mruczał wtedy, mówił do kocurka, że wszystko w porządku, że on zabierze cały jego strach. To było prawdą. Czarny, gdyby mógł, uchylił by dla niego świat. Całe zło zabrał, byle tylko się uśmiechał częściej... W końcu zasługiwał. Nie miał łatwo w życiu, a tyle jeszcze przed nim. Nie to co Barwinek. On już raczej szykował się na tamtą stronę... Ale! Póki miał czas, chciał spędzać go z bliskimi. W końcu nie miał już obowiązków, mógł przeznaczyć cały dzień dla wnuków, bądź córki. Albo po prostu wylegiwać się w cieple, spokoju.
- Jeśli chcesz to możemy razem pozbierać kwiaty i dać je komuś, komu będziesz chciał - zaproponował. - Wpadł Ci ktoś w oko, hm? No powiedz dziadkowi Barwinkooowi. Jestem idealnym przechowywaczem sekretów, naprawdę!
Zaśmiał się serdecznie, liżąc kocura po głowie. Cieszył się, że miał okazję go wyszkolić.
- Jesteś mym pierwszym i jedynym uczniem. Zajmujesz specjalne miejsce w moim sercu - mruknął, gdy tak lizał jego głowę. Był szczery w stu procentach, zresztą, nie miał powodu, by kłamać. Nie lubił tego robić, czuł się wtedy taki... Ciężki. Jakby obciążony tym faktem.
- To jak? Idziemy na spacer? - Zapytał pogodnie. 

<Drozd? >

11 lipca 2021

Od Droździej Łapy (Droździego Trelu) cd. Barwinkowego Podmuchu

time skip do teraz 

Droździ Trel chodził wokoło obozu, ponieważ wpadł na bardzo społeczny pomysł, co jak na burą kulkę strachu naprawdę dziwne. Zazwyczaj ograniczał kontakt z innymi do absolutnego minimum, a teraz? Zapragnął odwiedzić Barwinkowy Podmuch w legowisku starszych, ażeby zwyczajnie... podziękować? Czy tam po prostu okazać wdzięczność za cierpliwość podczas treningów.
Zainspirował go do tego sen. Widział w nim czarnego, tulącego syna Łabędziego Pluska i szeptającego cicho: Już nic ci nie grozi, zabrałem ci cały twój strach. Gdy żółtooki się obudził, po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu odczuł ulgę i spokój, wielkie jak nigdy dotąd. I to przez obecność dawnego mentora w marzeniach sennych.
Klan Gwiazd zlitował się nad brzydkim i paskudnym Droździm Grubasem i postanowił pokazać mu fragment swojej dobroci.
Drozd szukał w obozie i bardzo blisko wejścia czegoś, co stanowiłoby prezent dla starszego i pokazywałoby cień wdzięczności, skierowanej od ucznia ku nauczycielowi.
Chwilę poturlał ubitą kulkę mchu, kichnął przez znalezienie kupki ptasich piór, zwiał daleko od żerującego stada bocianów. Jednym wyjściem z klanu przeżył więcej, niż mógłby kiedykolwiek się spodziewać.
A co jeśli nie znajdzie nic? Przyjdzie z pustymi łapami, a Barwinkowy Podmuch przytuli go z niewielkim uśmiechem na pysku. Zapomni szybko, że dawny podopieczny przyszedł, może jedynie zapamięta drżące z niepokoju ciało burego.
W końcu coś znalazł, coś ciekawego, coś odróżniającego się barwą od reszty otoczenia. Znalazł to pod kamieniem, przygniecione, lecz wygrzebał to zgrabnie czubkiem pazura.
Od razu udał się do starszyzny. Wszedł nieśmiało niosąc w ustach prezent dla mentora. Położył przedmiot tuż przy leżącym Barwinku.
- Wi-witaj... Oto ja - miauknął Droździ Trel, uśmiechając się nieśmiało.
- Czy to... uschły jesienny liść? - zapytał się Barwinkowy Podmuch, patrząc na prezent od dawnego ucznia.
Drozd automatycznie się spiął, patrząc w dół, na czubek własnych łap. Poniżył się, a przecież chciał dobrze. Chciał być dobrze zapamiętany! Chociaż raz.
- J-ja... Tak-k. To liść... Jesienny. Suchy, bo... nie lubi być mokry - palnął bury, czując drżenie wibrysów. - Jest kolorowy.... jak... jak... nasze wspólnie spędzone treningi, c-c-co n-nie? To najbardziej kolorowa rzecz, jaką znalazłem. Gdybym przyniósł kwiaty... zachowałbym się jak... jak.. gej... 
Eh, znowu to samo. Oby Barwinek nie odebrał zachowania kocura jako dziwaczne.

<Bawinku?>

13 kwietnia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Droździej Łapy

- To twoje? Ojoj... Mały, twój porywacz po ciebie przyszedł - powiedział Sokole Skrzydło, patając Drozda po głowie. Bury w odpowiedzi pisnął jak nowonarodzona kotka. Odsłonił oczy, patrząc żółtymi ślepiami pełnymi strachu na czarnego. 

Znalazł się w pułapce, znowh zrobi z siebie ofiarę losu. 

- Nie! Nie zabijaj mnie! Ja... Ja nie miałem być taki gruby i paskudny, i.... Nie, nie... To nie tak... Wybacz, mój.... Panie? Mentorze? Potworze? Nie wiem... Nie bij mnie.... Nie.... Nie... Nie chciałem.... Ja.... Nie jestem silny. Ja.... - mówił spanikowany Drozd, a właściwie już Droździa Łapa.

Barwinek posmutniał trochę. Co za skrzywdzone maleństwo… aż tak się go bał? Był przecież miły i kochany. Drozd widocznie miał ciężkie dzieciństwo, skoro bał się takie kuli miłości, jaką był Barwinek. 

Czarny spojrzał na Sokole Skrzydło, który uśmiechnął się łagodnie. 

Wojownik ruszył ku buremu, powoli oraz ostrożnie. Nie chciał znowu go wystraszyć. 

-Droździa Łapo… hej, nie bój się. Nic ci nie zrobię, obiecuję. - Miauknął miękko. - Jestem tu, by cię uczyć oraz bronić. 

No i dać mnóstwo miłości, dopowiedział sobie w myślach. Serce mu się krajało, kiedy widział strach u młodego. Naprawdę, jego pierwszy uczeń, a taki pokrzywdzony… musiał mu pomóc! 

-Wyjdziesz ze mną? - Zapytał delikatnie. 

Drozd zatrząsł się, ale ruszył chwilę później łapami. Powolutku, ostrożnie, udało im się wyjść na zewnątrz. Barwinek pożegnał się ze starym przyjacielem, dołączając do Drozda. 

Kocurek siedział skulony. Jego mina mówiła wojownikowi, że chyba nad czymś rozmyślał. Oby to nie były czarne scenariusze!! 

-Drozd? - Mruknął delikatnie. Ogonem pozwolił sobie go dotknąć. - Wszystko w porządku? Jesteś gotowy na trening? 

Chciał uchronić swojego pierwszego ucznia od wszystkiego co złe. Ba, nawet jakby był trzecim, to i tak by go chronił. Schowa pod swoim puchatym ogonem, odganiając to, co go przeraża. Sprawi, że wyrośnie z Drozda prawdziwy wojownik! 

Dlatego czekał cierpliwie, aż bury zdobędzie się na odwagę i mu odpowie na pytanie. Nie chciał w końcu go przestraszyć, ani do siebie zniechęcić. Zresztą, jeśli nie teraz, to może później Drozd się przed nim otworzy. Wystarczy cierpliwość, czas oraz duuużo miłości od Barwinka! 


<Drozd? Możesz zrobić skipa po tym uwu>

27 marca 2021

Od Droździej Łapy cd. Barwinkowego Podmuchu

dawno temu, dzień mianowania

Doszło do tego. Zostanie uczniem, uczniem wojownika. 
Uczniem kogo? Nie wiedział. W głowie widział paskudny cień, łapiący go, ściskający fałdy paskudnego tłuszczu na brzuchu, wyrywającego wibrysy, ogon. Wyzwalającego w nim strach. Drozd chciał się wyrwać, wysuwał pazury jak Fałszywy, by zaatakować. W głowie starał się skleić z myśli pysk Aronii, płaczącej, widzącej walkę czarnego z niewidzialnym mentorem. 
Wygram, wygram, wygram to na pewno! - mówił głośno, sam do siebie, w odpowiedzi słysząc odbijający się w głowie paskudny śmiech cienistego kota. 
Przegram, przegram, przegram jak zawsze - dodał po chwili kocurek. 
Śmiech tak bardzo przypominał Maślakowy Zagajnik, tak jak on przypominał ją. Jako jedyny z trójki. Młodsza i starszy wdali się w ojca. A on? Naznaczony został piętnem matki. 
- E-ej, t-teraz t-twoja ko-kolej - szepnęła Aronia, trącając brata nosem. 
Cienisty kot zniknął, a zamiast niego pojawiła się chmara kotów stojących wokoło przywódcy, Lwiej Gwiazdy. 
Ledwo co wybąkał słowo "super", gdy lider powiedział buremu imię mentora. 
Że kogo?! Dostał jakiś Podmuch? Podmuch!!! Barwinowy Podmuch! Brzmiało to strasznie bardzo, bardzo strasznie. Jak imię porywacza! 
Może.... Oni zostaną porwani! Tak! Lwia Gwiazda uknuł podstęp z tym przerażającym Bursztynową Łapą! 
Fałszywy... Znaczy Fałszywą Łapię porwie Zimorodek i Blask. Ogromny, świecący w mroku kot. A Aronię... Bidulkę, zabierze Mech i Mordka. A jego... Barwinek i Podmuch.
Musiał uciec. Inaczej skończy zakopany w ziemi bez oczu, ogona, wirusów i pazurów. 
Drozdowi stanął na drodze czarny, duży kocur, uśmiechnięty od ucha do ucha. 
- Witaj, mały! Jestem od dzisiaj twoim mentorem! Nazywam się Barwinkowy Podmuch, a ty musisz być Droździa Łapa - miauknął przyjaznym tonem. 
Ej, ten mentor może być całkiem spoko kolesiem... 
CZYONPOWIEDZIAŁBARWINKOWYPODMUCH?! 
- AAAAAA! PORYWACZE NADESZLI! RATUJ SIĘ, KTO MOŻE! - wrzasnął Drozd, biegnąc na oślep w nieznanym sobie kierunku. 
Spanikował, porywacz w formie mentora, a ta czerń... Barwimek musiał być tym cienistym kotem z jego myśli! A gdzie Podmuch? Czy... Podmuch to inne imię śmierci?
Wpadł na jakiegoś burego bicolora, którym okazał się Wiesiołkowa Łapa. Młodszy od razu cofnął się od napotkanego ucznia, sycząc i kuląc się. 
- Ojej... Coś się stało? Uciekasz przed kimś? - zapytał się zielonooki, uśmiechając się przyjaźnie. Sama mimika pyska kompletnie nie pasowała do wielkiego smutku wymalowanego w głębi ślipiów kocura. 
- Go... Go... - Drozd przełknął ślinę. - Go-goni-ni-iii m-mnie Ba-Ba.... Duch.... Cie-cienisty Du-duch... Po-podmu-much - wybąkał. 
- Chodzi ci o Barwinkowy Podmuch? Przecież to przyjazny kocur! Nie masz się co go bać - odpowiedział ze zdziwieniem Wiesiołkowa Łapa. 
Po chwili doszła do nich niebieska dymna, Popielata Łapa. Przerażony Drozd cofnął się, blednąc strasznie. 
- Ojej, to jeden z tych nowych! Uciekł, drąc się. Barwinek cię szuka. Znalazłam cię, teraz idę na mech. Żadnego treningu dzisiaj - mruknęła leniwie dymna. 
- CO?! NIEEEE! - Najmłodszy podskoczył jak poparzony, zauważając majaczący czarny krztałt za Popielatą Łapą i Wiesiołkową Łapą. Przebiegł między nimi, uciekając przerażony. 
- Co za dziwne dziecko... - mruknęła na sam koniec niebieska. 
Bury wpadł do legowiska straszyzny. Ukrył się za ciałem nieznanego sobie bicolora, znanego szerzej jako Sokole Skrzydło. 
- K-k-k-kryj m-m-mnie - szepnął Drozd, zasłaniając sobie oczy. Skulił się na tyle, na ile pozwalało mu ciałko. Musiał pozostać jak najmniejszy, inaczej porywacz go znajdzie. 
- No, proszę. Najpierw Bursztynowa Łapa wpada i trajkocze jak najęty, a teraz taka kulka wpada i używa mnie jak barykady... - mówił spokojnym tonem niebieski. 
Barwinowy Podmuch stanął nad ciałem leżącego ze starszyzny i od razu zobaczył swojego pierwszego (i pechowego) ucznia. 
- To twoje? Ojoj... Mały, twój porywacz po ciebie przyszedł - powiedział Sokole Skrzydło, patając Drozda po głowie. Bury w odpowiedzi pisnął jak nowonarodzona kotka. Odsłonił oczy, patrząc żółtymi ślepiami pełnymi strachu na czarnego. 
Znalazł się w pułapce, znowh zrobi z siebie ofiarę losu. 
-*Nie! Nie zabijaj mnie! Ja... Ja nie miałem być taki gruby i paskudny, i.... Nie, nie... To nie tak... Wybacz, mój.... Panie? Mentorze? Potworze? Nie wiem... Nie bij mnie.... Nie.... Nie... Nie chciałem.... Ja.... Nie jestem silny. Ja.... - mówił spanikowany Drozd, a właściwie już Droździa Łapa. 
Nie powróci do bezpiecznego żłobka, od dzisiaj nie zdoła już uciec żadnemu z wojowników, bo zmuszony zostanie dp współpracy z nimi pod groźbą wygnania. 

<Barwinku?>

15 pkt

08 marca 2021

Od Barwinkowego Podmuchu

 — Klanie Klifu! Wyruszyłem z naszego obozu jako Lwia Grzywa, wróciłem jednak jako Lwia Gwiazda wraz z dziewięcioma żywotami! — miauknął donośnie, biorąc więcej powietrza w płuca — Przysięgam poświęcić całe swoje życie, by klan klifu znów był potęgą, a lojalność jego wojowników znana będzie we wszystkich klanach! — położył po sobie uszy, by stłumić wrzaski radości — Od dzisiaj moim zastępcą będzie Miętowy Strumień! Wierzę, że nasza współpraca przyniesie dorodne owoce! Lecz! Zanim się rozejdziecie, chciałbym jeszcze coś ogłosić… Ja, Lwia Gwiazda, niniejszym ściągam wszystkie zakazy i dotychczasowe prawa ustawione przez Berberysową Gwiazdę, Lisią Gwiazdę i pozostałych liderów! Oznacza to, że wszelkie zakazy chodzenia na zgromadzenie, czy zakaz posiadania ucznia od tej chwili już NIE OBOWIĄZUJĄ! To tyle, jutro odbędzie się mianowanie uczniów. Teraz zbierzmy się wszyscy, by pożegnać naszą drogą liderkę.
Barwinek czuł jedno wielkie zaskoczenie. Stał osłupiały, tak jak cały klan. Jak to...zniesienie zakazów? Zarówno tych Lisa jak i Berberys? Przecież to oznaczało...
Drgnął, potrząsając głową. Nie, niemożliwe. Był za stary na ucznia. Miło było jednak wiedzieć, że został uwolniony. Teraz, kiedy chylił się ku końcowi życia, wreszcie mógł swobodnie odetchnąć. Nie związany żadnymi zakazami, odcięty od przeszłości.
Cofnął się o krok, patrząc na pozostałych. Szeptali między sobą. 
- Jak to Miętowy na zastępcę...? - Nerwowym głosem.
- On i władza...to nie brzmi dobrze - ktoś inny wydał swoją opinię po cichu, byleby rudy go nie usłyszał.
Barwinek podzielał ich obawy. Znał temperament nowego zastępcy. Jednocześnie nie od dziś znał się z Lwią Gwiazdą, by wiedzieć, iż kocur nad wszystkim zapanuje. Mimo tego...uprzedzenia pozostały. Nie da się jednak każdemu dogodzić.
Czarny przeszedł między kotami. Ich zmartwione spojrzenia, kiedy inni byli wręcz zachwyceni. Zwolennicy Miętka wymieniali między sobą podekscytowane uwagi. Że teraz w klanie będzie żywo, na pewno uda im się wszcząć jakąś bójkę...
Barwinek aż posłał im zniesmaczone spojrzenie. Ew, ta młodzież. Tylko bójki im w głowach!
Poszedł za innymi kotami, by pożegnać ich byłą liderkę. Nawet jeśli nie lubił się z Beberys, postanowił okazać jej należyty szacunek, oraz pamięć.

~*~

Następnego dnia, o wschodzie słońca, kiedy Barwinek wyszedł z legowiska, rozciągając się cicho, usłyszał szepty między innymi. Coś mówili o opóźnionym mianowaniu dzieci Maślak. Czarny spotkał ich podczas ucieczki z pożaru. Wiedział, że dwójka jest bardzo wrażliwa, a jeden z kolei odważny, o silnej woli. Ciekaw był, z kogo te dzieciaki są, skoro mają tak różne temperamenty.
Nie wnikał w to jednak. Maślak dawno była po tamtej stronie, więc i tak nie miałby skąd się dowiedzieć.
Usiadł na uboczu, zaczynając myć sierść. Słońce zdążyło wejść wyżej na nieboskłon, kiedy Lwia Gwiazda zwołał zebranie klanu. Jak się jednak okazało, postanowił mianować dzieci Maślakowego Zagajnika! Barwinek machnął z aprobatą ogonem. 
Trzy kociaki wyszły na przód. Liliowy był na czele, a za nim kuliła się dwójka pozostałych. Ohh! Jakie słodziaki!!
Lwia Gwiazda zwrócił się do burego, który wyglądał, jakby miał wyzionąć ducha.
- Droździe, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Droździa Łapa. Twoim mentorem będzie... - Przerwał na chwilę, i ku niezrozumieniu czarnego, spojrzenie lidera spoczęło na nim. - Barwinkowy Podmuch. Mam nadzieję, że Barwinkowy Podmuch przekaże ci całą swoją wiedzę.
...CHWILA CO? Barwinek nie był w stanie się ruszyć. Osłupiały stał, gapiąc się na lidera i swojego...swojego ucznia?! Ale, że to na poważnie?? To on mógł zostać...? Wciąż miał szansę?! 
Z szoku wybudziło go szturchnięcie Iskrzącego Kroku, która zachęciła go, by się ruszyć. Na miękkich łapach, z mocno bijącym sercem, podszedł do Droździej Łapy. Górował nad nim o wiele - on, mały i przerażony, Barwinek masywny, pewny siebie. Miał jednak łagodne spojrzenie. 
- Barwinkowy Podmuchu, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Łabędziego Pluska - na wspomnienie pointa, czarny uśmiechnął się smutno. - Doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją odwagę i pomocną łapę. Będziesz mentorem Droździej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę.
Wykonał ten legendarny gest, o którym wcześniej zwykł jedynie marzyć. Dotknął się z burym nosami, delikatnie, by go nie wystraszyć. 
Aww! Jaki on słodziutki, taki malutki, zagubiony...zdecydowanie potrzebował jego ciepła oraz troski!

<Drozd? uwu>