— Czy ja jestem zła? Ah, no nie wiem. Ciężko mi stwierdzić, ale żal, smutno mi! Jak tak możesz się interesować jakimś pchlarzem, którego nawet nie znasz? — miauknęła, wzdychając teatralnie.
Poziomka przełknęła ślinę z trudem. Spojrzała na swoje łapy ze wstydu, po czym położyła jedną na łapie siostrzyczki.
— Przecież ty jesteś dla mnie jedyna i na pierwszym miejscu! Nowy uczeń potrzebuje kolegi, a ja nie wiem, kto chciałby być mu kolegą… — wymruczała przygnębiona. — Ale obiecuję, obiecuję, obiecuję bardzo mocno, że jesteś dla mnie najważniejsza! — upewniła ją, kładąc łapę na swojej piersi.
Porzeczka uśmiechnęła się chytrze.
* * *
Tw: walka, krew, nieprzyjemne opisy.
Popołudniowe słońce przyjemnie grzało grzbiety patrolu Klanu Burzy, podczas gdy delikatny wiaterek chłodził im boki. Źdźbła trawy uginały się odrobinę pod ciężarem kropel pozostałych po porannym deszczu. Na błękitnym niebie leniwie posuwały się gołębie chmury, a pod nim niemal tańczyły w locie niezliczone ptaki. Gdzieś w oddali, zza klifów skrzeczały mewy, a od strony lasów słychać było cudowne śpiewy kosów. Tak ten dzień najprawdopodobniej opisałby ktokolwiek, tylko nie Porzeczka. Ją to nie obchodziło, ważne, że w łapy nie było zimno, a wiatr nie psuł jej grzywy. Gdyby jej starannie ulizana sierść na karku się zmierzwiła, najnaturalniej by się wściekła. Na tych wszystkich urokach natury mogłaby się skupić Malinka, ale raczej nie Poziomka, bo nie wiadomo, czy ona w ogóle w główce miała cokolwiek przydatnego.
Uczennice uprosiły mentorów na wspólny patrol, a oni na ich szczęście nie mieli nic przeciwko. Konwojowi przewodziła Mała Bazia, za nią szła Porzeczka z Poziomką u boku, a pochód zamykał Śniący Obserwator. Szylkretka się tak bardzo ucieszyła, gdy jej siostra zaproponowała ten pomysł. Może jednak coś w tej jej głupiutkiej główce jest. Trzeba tylko znaleźć co. Tyle że Porzeczka wolała, gdy jej najukochańsza siostrzyczka Poziomeczka była posłuszna tylko jej, więc lepiej może nie odkrywać w niej żadnego niesamowitego talentu, bo może jeszcze coś jej uderzy do głowy, by stać się samodzielną. Przyszła wojowniczka bardzo tego nie chciała, a i tak pojawiło się dla relacji Porzeczka - Poziomka zagrożenie będące Dzielną Łapą. Młodsza siostra niepokojąco dla przyszłej wojowniczki się za nim oglądała. Musiała zadbać o to, by się nie zbliżyli za bardzo, bo kto wie, co im mogło uderzyć do głów.
Gdzieś nad głową kotka usłyszała długi, przeciągły okrzyk. Gdy podniosła wzrok, zobaczyła sylwetkę jakiegoś niezwykle dużego ptaka. Szybował nad patrolem tak mniej więcej na wysokości dwóch przeciętnych sosen. Szylkretka zmarszczyła brwi i z przymrużonymi oczyma próbowała lepiej się przyjrzeć pierzastemu zwierzęciu. Jego cielsko było pokryte brązowo-białymi piórami, a potężne skrzydła parokrotnie przewyższały długość jego tułowia. Tak, jak Porzeczkę niewiele obchodziły ptaki, tak ten akurat ją niezwykle zainteresował. Patrząc na jego gabaryty, nie miała wątpliwości, że był on drapieżnikiem. Jeszcze dłuższą chwilę ptak szybował w okolicy Burzaków, lecz po tym tylko wydał kolejny okrzyk i poleciał gdzieś w stronę lasu na terenach Klanu Wilka. Wtedy z “transu” wywołanego podziwem do tego cudownego ptaka wybudził ją głos Małej Bazi:
— To coś, co nad nami latało, to pewnie był myszołów — oznajmiła. — Nie raz i nie dwa jeszcze zobaczymy go nad naszymi polanami — dodała, wzruszając ramionami, a Porzeczka zastrzygła uszami.
— A to poluje na koty?
— Nie słyszałam o takim przypadku, ale jeśli zobaczyłby jakiegoś nieostrożnego kociaka, to jestem pewna, że skusiłby się na nietypowy podwieczorek — stwierdziła.
Uczennica zerknęła w stronę lasu. Obserwowała go, jakby wierząc, że zaraz wyleci z niego myszołów i będzie mogła mu się przyjrzeć. Ciekawe, czy on ją stamtąd widzi. No nic.
Patrol kontynuował sprawdzanie granic. Szli akurat obok Drogi Grzmotu, za którą dało się dojrzeć jakąś grupę kotów. Kotka domyślała się, że byli to Owocniacy, najbliżsi sojusznicy Klanu Burzy. To tam podobno była połowa potomstwa Zawodzącej Gwiazdy. Dwójka jego dzieci to Łzawa Łapa oraz Milknący Zew, których istnieniem Porzeczka jakoś niespecjalnie kiedykolwiek się przejęła, a dwójka pozostałych teraz siedziała za granicą w Owocowym Lesie. Uczennica nie znała ich imion, bo ledwo co o nich słyszała. Podobno te dzieciaki właśnie były z tego tak zwanego miotu sojuszniczego.
Porzeczka tak zapatrzyła się za granicę, że gdy potwór przejechał po Drodze Grzmotu, trochę się przestraszyła i o mało co nie nadepnęła na ogon mentora Poziomki. Całe szczęście nikt nie zauważył jej potknięcia i wszyscy szli dalej.
Śniący Obserwator był niespecjalnie gadatliwy, przynajmniej obok Porzeczki, chociaż wątpiła ona, że jej obecność jakkolwiek wpływała na jego zachowanie. Wyglądał on raczej na zadufanego w sobie kocura, który próbował być tajemniczy, lecz takie coś to tylko sprawiało, że Porzeczce chciało się śmiać. Cieszyła się, że miała za mentorkę kogoś tak wyluzowanego, jak Małą Bazię. Gdyby musiała tkwić z kimś pokroju Śniącego Obserwatora, to już chętniej by się wyprowadziła z Klanu Burzy, niż skończyła trening. Sama Poziomka podobno nie była za specjalnie zadowolona z niego jako mentora, lecz nie miała innej opcji niż po prostu się go słuchać.
Nagle Burzacy usłyszeli niepokojące wrzaski i syki wychodzące spod brzegu lasu. Poziomka wyszła naprzód i jej sierść zjeżyła się. Była najbardziej zaniepokojona ze wszystkich. Porzeczka spojrzała się na nią podejrzliwie, lecz zanim się obejrzała, Poziomka wystrzeliła bez słowa. Wojownicy otworzyli szeroko oczy i zanim zdążyli się odezwać, Porzeczka pobiegła za nią.
Jako że kotka była znacznie szybsza od siostry, udało jej się ją prześcignąć, chociaż tym razem nie było to takie łatwe jak zwykle. Szylkretka zachowywała się, jakby coś w nią wstąpiło. Wiatr szumiał im w uszach podczas biegu, podczas gdy mentorzy daleko za nimi coś krzyczeli.
W końcu zauważyły pochodzenie wrzasków i odgłosów walki. Był to Dzielna Łapa potyczkujący się z kuną. Zwierzę właśnie próbowało się przedrzeć przez kryzę kocura do jego krtani. Wtedy nagle na agresora rzuciła się Porzeczka i przeturlała się z nim o odległość ogona dalej od ucznia, do którego dobiegła Poziomka i próbowała pomóc mu wstać i dojść do siebie.
Giętkie ciało kuny wyślizgnęło się z uchwytu uczennicy i próbowało wspiąć się na jej grzbiet. Udało jej się przekręcić, lecz zwierzę dało radę zahaczyć pazury o jej grzbiet i ogon, a w powietrze wzbiła się sierść Porzeczki. Natychmiast po wylądowaniu kuna zaatakowała jej bok zębami. Szylkretka syknęła głośno i przekręciła się, by dopaść kark drapieżnika. W chwilę kuna zdominowała siły kotki, zakleszczając szczęki na jej barku i drapiąc resztę powierzchni jej ciała. Wrzasnęła bezsilnie i próbowała dosięgnąć ją swoimi zębami, lecz na nic. Pazurami łapy z przeciwnej strony próbowała ją odciągnąć, lecz jedynie udało się poranić jej bok. Polała się szkarłatna ciecz, a w powietrzu wisiał zapach niepokoju. Porzeczka upadła pod naciskiem zwierzęcia i z panicznym przerażeniem próbowała pozbyć się go z siebie. Przez paraliżujący ból z barku niemal zemdlała, gdyby nie siostra. Kuna puściła nacisk i wydarła się, gdy na jej grzbiecie spoczęła szczęka Poziomki. Naskoczyła na jej kręgosłup, próbując ją jakoś przełamać. Uczennica kierowała kolejne ugryzienie w sam kark, podczas gdy Porzeczka otrząsnęła się z szoku i wystrzeliła, by zacisnąć zęby na jej krtani. Kuna szarpała się, dodatkowo raniąc kotki, lecz przez ugryzienia z dwóch stron szyi po dłuższym czasie po prostu zasłabła, a jej ciało zwiotczało i zawisło w szczękach sióstr. Z pyska drapieżnika wydobywało się jeszcze ciche charczenie i bulgotanie.
To wszystko działo się tak szybko, że dopiero co udało się wojownikom dotrzeć na miejsce. Dzielżan był mocno poraniony na przestrzeni całego ciała, Porzeczka była mocno pokrzywdzona w prawy bark i resztę jej prawej łapy, podczas gdy Poziomka wyszła niemal bez szwanku. Gdy szylkretki postawiły ciało drapieżnika na ziemi, wreszcie odetchnęły. Porzeczce podobało się uczucie pierwszej wygranej przeciwko dorosłemu drapieżnikowi. Smakowita, ciepła woń krwi wypełniała powietrze, a uczennica wojownika oblizywała właśnie szkarłatną ciecz ze swojego pyska. Czuła przyjemną satysfakcję, jakiej jeszcze nie czuła. Z jej ran sączyła się krew, lecz kotka jedyne co to była nieco spięta przez szczypiący ból pochodzący z poranionego barku.
Gdy wszyscy wrócili do zmysłów po szoku, uczennice zaśmiały się do siebie.
— Chyża Łapo, Poziomkowa Łapo! Czy wyście oszalały? — warknął Śniący Obserwator, a Mała Bazia podeszła do nich obejrzeć ich rany. Westchnęła.
— Mogłyście zginąć! Co w was wstąpiło?
Porzeczce krew się zagotowała.
— Gdybyśmy tu nie dobiegły pierwsze, ta kuna by zabiła Dzielną Łapę! — syknęła oburzona, zerkając za siebie i widząc Poziomkę wspierającą poranionego ucznia. W tej chwili nie miała czasu złościć się na siostrę za jej zbliżenie się do niego.
Wojowniczka i przewodnik spojrzeli po sobie nawzajem niepewnie. Śniący Obserwator przewrócił oczami, a Bazia otworzyła pysk, jakby chciała coś powiedzieć, ale się zawahała.
— Jak będziemy wracać, to się zastanowimy, co z tym zrobić — rzekł kocur i podszedł do młodego ucznia, który właśnie podnosił się na łapy. Przynajmniej na trzy z nich, bo na przednią lewą kuśtykał. Gdy podszedł do niego Obserwator, zająknął się, przełknął ślinę i schował głowę w swojej bujnej grzywie z zażenowania i lęku. Skulił się obok Poziomki.
— A ty co robiłeś poza obozem, sam? Bez mentora? — spytał się, gniewnie kiwając ogonem i patrząc na młodego z góry.
Rudzielcowi oddech przyspieszył ze stresu.
— Ja… j-ja nie wie-wiedzia… n-n nie wiedziałem, że nie… nie mogę… — wydukał przerażony, wciąż nieotrząśnięty z szoku po ataku kuny.
— To chyba jest jasne, że tak młody kot, jak ty nie ma prawa opuszczać obozu sam! — pouczył go przewodnik. — I teraz wiesz dlaczego — burknął jeszcze, nim się obrócił i odszedł w stronę tuneli. Porzeczka odprowadziła go wściekłym wzrokiem, a Mała Bazia podeszła do trójki uczniów spokojnie.
— Miałeś szczęście, że byliśmy nieopodal — mruknęła. — Już lepiej chodźmy.
Poziomka zwróciła się do Dzielnej Łapy, który kulił się i trząsł. Polizała go za uchem uspokajająco.
— Już, spokojnie — wymruczała delikatnie. — Dasz radę iść sam?
Rudzielec spojrzał się na nią i pokiwał głową. Porzeczka, kuśtykając, zwróciła się w ich stronę i uśmiechnęła się wymownie do siostry.
— Zaprowadzimy go do Wdzięcznej Firletki i Łzawej Łapy, zostawimy u nich i pójdziemy dalej, dobrze? — miauknęła do niej. Poziomka spojrzała na krew lejącą się z prawej łapy kotki.
— Porzeczko, tyle że ty też potrzebujesz ich pomocy. Co, jeśli wda się w to infekcja? — wymruczała ze strachem o nią.
Kotka przewróciła oczami, przytaknęła i natychmiast potem spojrzała na cielsko kuny.
— Można to jeść? — zapytała się, nie odrywając wzroku od truchła.
— Raczej żaden kot nie jest na tyle zdesperowany, by jeść takie coś — odparła Mała Bazia. Uczennica pokuśtykała do zwłok, po czym przy nim usiadła i przejechała po nim łapą, potem zlizując z niej krew. Ciecz już zdążyła przestygnąć, lecz wciąż zachowała swój przyjemny, przynajmniej dla niej, smak. Podeszła do nieruchomego pyska, który zastygł w wyrazie wiecznej wściekłości. Kotka uśmiechnęła się i otworzyła gębę szerzej, by obejrzeć ostre uzębienie, które zostawiło na jej barku wieczny ślad. Chwyciła pobliski kamień, po czym nadusiła nim na lewy bok szczęki kuny, aż z dziąseł nie wyleciał pełny kieł. Z miejsca, w którym wcześniej był ulokowany, wytrysnęła krew, która potem się uspokoiła. Serce zwierza nie biło, a jedyne co zostało w cielsku to spięcie i ciśnienie, które jeszcze nie dostało ujścia. Powtórzyła proces z pozostałym kłem, a potem, by mieć lepszy dostęp do uzębienia z prawej strony pyska, przekręciła kark i wypchnęła pozostałe dwa kły. Niestety ten ostatni nie wyszedł cało, a się ułamał. Lekko zażenowana wetknęła ułamany fragment w przełyk zwierza, a te, które jej się udało wydobyć w całości, wzięła w pysk i schowała w policzku.
Ostatniej części procesu wyciągania kłów kuny przyglądała się Bazia z niesmakiem. Poziomka razem z Dzielną Łapą już zaczęli iść w stronę obozu, lecz zatrzymali się, by poczekać na Porzeczkę.
Jej reakcją na minę mentorki było krótkie:
— No co?
Wojowniczka westchnęła.
— Nic.
Po czym ruszyli wszyscy do tuneli. Porzeczka, szybko kuśtykając, dogoniła siostrę, by szepnąć jej na ucho:
<Poziomko? Pomożesz mi potem z przekłuciem uszu?>
[1915 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz