BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spadający Liść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spadający Liść. Pokaż wszystkie posty

04 czerwca 2017

Od Spadającego Liścia CD Kruczego Wąsa

Czarne uszy wojownika przylgnęły do głowy na wieść o wygnaniu go. Rozchylił pysk w lekkim niedowierzaniu, bowiem nie spodziewał się, że Kruczy Wąs mógłby tak postąpić.
- Nie - zaprzeczył, podnosząc się z miejsca. Starał się być spokojnym, choć w głębi jego duszy szalał istny huragan. Biała końcówka jego ogona niespokojnie drgała, pokazując, że Spadający Liść jest zdenerwowany. Przymknął oczy, starając się strawić to, co właśnie usłyszał. W kodeksie wojownika nie było nic wspomniane o tym, iż wzbronione jest zabijanie innych kotów. On uważał za słuszne to, co robił. Nie zamierzał się z tego wycofywać. Pozbawił życia raptem dwa istnienia! W lesie byli wojownicy, którzy zamordowali o wiele więcej kotów. Zielonooki uniósł powieki, po czym zadarł nos do góry.
- Nie zapominaj, że nie jesteś jeszcze przywódcą. - syknął przez zęby, powstrzymując się od tego, aby nie zaatakować dawnego mentora. - Decydować o wygnaniu może decydować wyłącznie lider. Ty jesteś ledwie zastępcą, Kruczy Wąsie, a Agrestowej Gwieździe raczej nie spieszy się do zrezygnowania ze swej funkcji. - powiedział, uderzając ogonem o mech wyściełający glebę.
W tym momencie do legowiska wkroczyła Fenkułowe Serce, niosąc w pyszczku kilka medykamentów. Widząc brata, odłożyła szybko rośliny na wyznaczone do tego miejsce, po czym zajęła się opatrywaniem ran wojownika, uprzednio oczywiście prosząc starszego kocura, aby opuścił legowisko.

<Koniec>

Od Spadającego Liścia CD Lisiej Duszy

Kocur również się zatrzymał, po czym pytającym wzrokiem spojrzał na Lisią Duszę. Machnął ogonem, a następnie odłożył na ziemię mysz i wiewiórkę.
- Hm? Co jest? - zapytał, nie za bardzo wiedząc, w jakim celu kotka zatrzymała się.
- Uważam, że możemy już wracać - oznajmiła, również kładąc na glebie swe zdobycze.
Spadający Liść zmrużył swe zielone oczy. Wpatrywał się tak w rudą wojowniczkę przez kilka uderzeń serca, kończąc ciszę cichym westchnięciem.
- W porządku - odparł, chwycił gryzonie, a następnie żwawym krokiem udał się w stronę obozu, uprzednio upewniając się, że Lisia Dusza za nim podąża.

~*~

Droga powrotna minęła w ciszy. Co prawda ruda próbowała zagadać jakoś do Spadającego Liścia, lecz bezskutecznie. Za każdym razem, gdy o coś pytała, odpowiadało jej milczenie. Wojownik był zbyt zajęty rozmyślaniem o swych problemach, aby zwrócić na usilnie próbującą porozmawiać Lisią Duszę. W końcu jednak otrząsnął się, gdy ta go wyprzedziła. Jej ogon oraz pyszczek były wysoko zadarte, co oznaczało, że strzeliła tzw. focha. Zielonooki przekręcił głowę zdziwiony, po czym przyspieszył, aby nadążać za kotką. Bardzo szybko dotarli do obozu. Tam od razu odłożyli piszczki, a Lisia Dusza ułożyła się na drugim końcu obozu, przy okazji biorąc ze sobą wychudzoną mysz. Spadający Liść sam czuł się źle i nie chciał, aby ktokolwiek inny z Klanu Klifu przez niego miał równie niedobre samopoczucie. Chwycił w zęby tłustego zająca, aby później skierować się do Lisiej Duszy i ułożyć się przy niej. Położył przed nią długouchego, samemu zabierając od niej drobnego gryzonia.
- Zasłużyłaś na coś lepszego - stwierdził, zamieniając posiłki.

<Lisia Duszo?>

28 maja 2017

Od Spadającego Liścia CD Lisiej Duszy

Kocur usiadł, uważnie lustrując rudą kotkę. Wiatr wiał mu w tylne łapy, dlatego nie mógł wyczuć Lisiej Duszy, lecz ta odwrotnie - miała możliwość całkowitego rozpoznania tego, kto się do niej zbliża. Spadający Liść zmrużył zielone oczy, zawiedziony postawą wojowniczki. Niby była od niego starsza, lecz zachowywała się jak świeżo mianowany uczeń.
- Nic mi nie jest - syknął przez zaciśnięte zęby. - Powinnaś bardziej uważać - stwierdził, unosząc lekko głowę.
Ostatnimi czasy zielonooki zachowywał się bardziej agresywnie niż zazwyczaj, co skutkowało tym, iż większość członków Klanu Klifu odczuwało niechęć w stosunku syna Spopielonej Gwiazdy. Jego to jednak zbytnio nie ruszało, bowiem nie interesowała go opinia innych kotów.
- Wiem, zamyśliłam się... To ostatni raz, na prawdę, przyrzekam - obiecała zakłopotana.
- Nie przepraszaj. Po prostu tak nie rób - odparł chłodnym tonem, spoglądając na pewien punkt w oddali, gdzieś pomiędzy drzewami.
Chwilę później kocur westchnął, przymykając oczy. Odwrócił się ponownie w stronę Lisiej Duszy, a następnie uchylił powieki, niezauważalnie uśmiechając się. Przypomniało mu się, jak to on kiedyś był nierozważnym lisim bobkiem, denerwującym wszystkich, którzy z nim przebywali - a szczególnie Kruczego Wąsa. Nie, żeby coś się zmieniło...
- Skoro tu już jesteś to nie ociągaj się, tylko poluj - powiedział, podnosząc się. Wojownik rozciągnął swe młode kości, po czym ruszył przed siebie, dając znak rudej kotce, aby ta podążyła za nim.

<Lisia Duszo?>

20 maja 2017

Od Spadającego Liścia CD Kruczego Wąsa

Spadający Liść zaprzestał wylizywania łapy, rzucając ostre spojrzenie żółtookiemu. To, co on powiedział, bardzo mu się nie spodobało. Zmrużył oczy, po czym uderzył ogonem o mech na którym leżał.
- Takie pasożyty zasługują na śmierć - osądził już martwą kotkę. - Żerują na klanie, a gdy on przeżywa chwile słabości to uciekają jak tchórz - splunął tuż przed swoje łapy.
- Skąd taki wniosek? - odparł Kruczy Wąs.
- Widziałem strach w jej oczach, jak się zakradała, żeby nikt jej nie zauważył. Była na terenach niczyich i ewidentnie podążała w stronę naszego obozu - tłumaczył, być może lekko naginając prawdę. - Gdybym jej nie powstrzymał ta... Ta kanalia mogłaby dołączyć do nas! - syknął z nienawiścią, a jego oczy płonęły gniewem. - Powinieneś mi dziękować, a nie osądzać.
- Morderstwo nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie mogłeś być pewny tego, co chciała zrobić - powiedział zastępca, a w jego głosie był dziwny spokój.
- Nie pouczaj mnie jak małego kociaka - zażądał Spadający Liść, albowiem miał już dość tego całego pacyfistycznego nastawienia do życia ze strony Kruczego Wąsa.
- To i tak nie zmienia faktu, że jesteś zbyt agresywny. Nie chcemy wojny z innymi klanami, a ty takimi 'błahostkami' - podkreślił. - możesz takową spowodować. Myśl nad skutkami swych czynów.
- Prócz ciebie nikt nie ma temu nic przeciwko, nawet Agrestowa Gwiazda. Może to ty powinieneś przemyśleć swoje zachowanie?
- Przywódca może zaakceptował twój pierwszy wybryk, lecz drugiego z pewnością nie przepuści od tak. Niestety chyba na własnym futrze będziesz się musiał przekonać o konsekwencjach niesionych przez morderstwa... Bynajmniej wieczny pobyt w Miejscu, gdzie brak gwiazd. Właśnie tam trafiają takie koty jak ty! - powiedział już z uniesionym tonem, tracąc nieco cierpliwość.
- Nie obchodzi mnie to. Liczy się dla mnie teraźniejszość - odparł z kpiną. - Tylko ty nie umiesz dostrzec tego, że chcę dobra Klanu Klifu.
Nastąpiła chwilowa cisza, którą postanowił przerwać Spadający Liść poruszając kolejny temat.
- A co do Borsuczej Łapy... Nie mówiłem nic liderowi o tym, że jest gotowy na otrzymanie wojowniczego imienia. Nie raportowałem w ogóle postępów treningu, więc nie rozumiem, skąd tak nagle otrzymał rangę wojownika. Rozumiem, że jest w odpowiednim wieku na awans, lecz wypadałoby to pierw skonsultować ze mną - wyznał z wyrzutami i pretensją.

<Kruczy Wąsie?>

06 maja 2017

Od Spadającego Liścia

Pomimo tego, że kłótnia pomiędzy Kruczym Wąsem a jego pierwszym uczniem odbyła się już dawno, Spadający Liść nadal czuł się lekko oburzony. Zastępca podpierał się na tym, iż ma rację, ponieważ posiada wyższą rangę. Zielonooki uważał to za totalne głupstwo i najchętniej przemówiłby dawnemu mentorowi za pomocą siły, lecz wiedział, że to może się skończyć wygnaniem z klanu. W dodatku ta ruda kupa futra z Klanu Nocy... Czarny wojownik potrzebował wyładować się na czymś. Z samego ranka wyszedł z obozu, podążając w stronę granicy. Miał ochotę zmienić na mysi wiór jakiegoś samotnika, dlatego wszedł na tereny niczyje. Uważał to za dobre rozwiązanie, gdyż włóczędzy są pasożytami żerującymi na czterech klanach. Nikt z pewnością nie będzie miał mu za złe tego, iż pozbędzie się jednego z nich. Wszyscy zaobserwowali to, że samotnicy się rozmnożyli, co nie było dobrą wiadomością.
Cóż, pewna kotka z Klanu Wilka nie miała pojęcia o tym, iż przekraczanie granicy swych terenów może się dzisiejszego dnia źle skończyć, gdyż prawdopodobieństwo napotkania zirytowanego kocura było bardzo wysokie. Czarna Róża prawdopodobnie wyruszyła za terytorium w celu pozyskania lepszej zdobyczy, albowiem bliżej klifów było więcej tłustszych ptaków. Wojowniczka właśnie szykowała się do skoku na jednego z nich, lecz Spadający Liść był szybszy. Nie zwrócił nawet uwagi na jej zapach - dostrzegłszy ciemne futro po prostu rzucił się na nie. Oboje przekoziołkowali kawałek dalej. Klifiak przycisnął kotkę do ziemi swymi łapami, wpatrując się intensywnie w jej pomarańczowe ślepia. Wyglądała na zdziwioną i dopiero teraz zorientowała się w jakiej sytuacji jest. Zamrugała kilka razy, po czym odepchnęła od siebie przeciwnika. Ten tylko syknął, lądując długość ogona dalej. Wysunął pazury i zmierzył wzrokiem Czarną Różę. Dopiero teraz poczuł woń Klanu Wilka.
- Klan Wilka - prychnął. - Jest na prawdę tak słaby, że wojownicy dobrowolnie z niego uciekają? Żałosne.
- N-nie! - zaprzeczyła szybko. - Chciałam tylko zapolować na ptaki i... - zamilkła.
- Wymówki, wymówki... Dla zdrajców nie ma miejsca w tym lesie - parsknął, a na jego pysku pojawił się parszywy uśmieszek.
Spadający Liść spiął mięśnie łap, po czym doskoczył szybko do wojowniczki. Uderzył ją łapą w szyję, rozcinając jej skórę. Ta jednak zrobiła szybki kontratak, gryząc go w przednią łapę. Kocur syknął z bólu, aczkolwiek nie poddawał się. Chciał się czuć spełniony, a jak na razie tylko ujrzenie duszy odchodzącej do innego świata mogła go zadowolić. Zielonooki szybko wgryzł się tam, gdzie zadał pierwsza ranę. Czarna Róża uchyliła pysk, uwalniając zduszony krzyk, tym samym puszczając łapę Klifiaka. Spadający Liść zacisnął mocniej kły na gardle kotki, choć to i tak nie powstrzymało jej od uwolnienia się. Ostatnimi resztkami sił wyrwała mu się, cofając się do tyłu o kilka kroków. Nie miała już szans na przeżycie. Nawet jeśli zaczęłaby teraz uciekać to i tak nie dotarłaby na czas do obozu, ponieważ utraciłaby zbyt dużo krwi. Kocur zbliżył się do Czarnej Róży, mrużąc oczy. Oblizał pysk językiem, po czym przycisnął kocicę łapą jeszcze bardziej do gleby.
- To koniec - oświadczył zadowolony z siebie.
Spadający Liść nie miał już tu czego szukać, gdyż zaspokoił swoje pragnienie, dlatego zaczął kierować się w stronę obozu.

* * *

Czarnofutry kot wkroczył dumnie przez wejście do centrum Klanu Klifu. Kilka par oczu zwróciło się w jego stronę, a z niektórych pyszczków wydobyły się zdziwione jęki. Zielonooki był cały umazany w szkarłatnej krwi. W dodatku miał ślad zębów na przedniej łapie, na którą aktualnie lekko kulał. Nie przejmując się reakcją współklanowiczów, udał się do legowiska medyka, aby tam uleczyła go Fenkułowe Serce. O dziwo nie było jej, dlatego kocur postanowił ułożyć się na mchowym legowisku i poczekać na siostrę. W między czasie odwiedził go Kruczy Wąs.
- Fenkułowe Serce poszła zebrać zioła razem z Borsuczą Łapą i Zakręconym Wąsem - oznajmił zastępca. - Powinni za jakiś czas wrócić, więc mamy chwilę aby porozmawiać - dodał, układając się obok wojownika.

<Kruczy Wąsie?>

01 maja 2017

Od Spadającego Liścia CD Borsuczej Łapy

Spadający Liść kręcił się po obozie bez konkretnego celu. Znaczy... Właściwie to taki jeden miał - czekać, aż Borsucza Łapa się zjawi, aby rozpocząć trening. Czarny kocur już sobie zaplanował, co mają na nim przerobić, a mianowicie była to walka. Jego podopieczny koniecznie musiał się nauczyć tego, jak się bronić przed zagrożeniami. Właściwie była to ostatnia umiejętność, którą młody miał posiąść, bowiem polowanie już opanował, a doskonalił je poprzez codzienne wyprawy łowieckie, na które wysyłał go mentor. Zielonooki w końcu doczekał się ujrzenia swego ucznia. Borsucza Łapa podbiegł szybko do mistrza. Spadający Liść czuł lęk towarzyszący terminatorowi. Nie wiedział jednak, czego kocurek mógł się bać, dlatego po prostu to zignorował.
- Chodź. Dzisiaj nauczę cię walki - oznajmił głośno, dając do zrozumienia uczniowi, że to nie są przelewki.
Wojownik ruszył przed siebie, wysoko unosząc ogon, okazując brak strachu oraz własną pewność. Chciał, aby Borsucza Łapa również się tak poczuł, gdyż poniekąd Spadający Liść czuł się odpowiedzialny za niego. W końcu to on go tu przytargał, więc zrozumiałe było to, iż Agrestowa Gwiazda właśnie jemu powierzy wychowanie wyrzutka. Nie chciał, aby jego podopieczny wyrósł na lękliwą kupę futra, toteż po treningu postanowił, że porozmawia z Borsuczą Łapą. Tym czasem wojownik zatrzymał się na gołym kawałku ziemi, gdzie akurat nie rosły krzaki ani drzewa. Obrócił się w stronę terminatora. Wyraźnie czuł jego niepewność.
- W walce przede wszystkim musisz wykorzystać to, co ci Gwiezdni zesłali pod łapy - przeniósł swój wzrok na wilgotne podłoże. - Dzięki błotu możesz z łatwością prześlizgnąć się pod łapami wroga- oczywiście pod warunkiem, że jest on nieco wyższy. Piaskiem z łatwością oślepisz przeciwnika na kilka uderzeń serca, a jeśli nie masz go w pobliżu to staraj się nakierować nieprzyjaciela w miejsce, w którym promienie słoneczne będą padały na jego pysk. Uzyskasz w tedy podobny efekt - tłumaczył. - A teraz spróbuj prześlizgnąć się pode mną - nakazał.
Spadający Liść stwierdził, iż młodzieniec łatwo pojmie tą sztukę, więc po udanej próbie przejdą do tego, aby Borsucza Łapa wiedział, gdzie najlepiej uderzać wroga.

<Borsucza Łapo?>

13 kwietnia 2017

Od Spadającego Liścia C.D Fenkułowego Serca

Czarny kocur paroma drobnymi susami znalazł się przy medyczce, kulejąc na prawą, tylną łapę. Nie był zadowolony z faktu, że musi prosić o pomoc. Niestety sam nie mógł stwierdzić, co mu dolega, a uszkodzenie kończyny nie było dla niego czymś przyjemnym. Odsunął się lekko od siostry pod wpływem jej dotyku. Nie chciał jej opowiadać tego, jak to się stało, aczkolwiek innego wyboru raczej nie miał.
- Wpadłem do głębokiego dołka - odparł zwięźle. - Spadłem, lądując na tylnej łapie.
Jego ton był obojętny, jakby znudził się tą całą sytuacją. Fenkułowe Serce przeniosła swój wzrok na uszkodzone miejsce. Zastanawiała się nad tym, w jaki sposób może pomóc bratu. Już większość kotów z Klanu Klifu mogła się przekonać, iż Spadający Liść nie był typem kocura, który mógł czekać. On chciał wszystko teraz, żadnego zaraz czy potem. Dlatego też milczenie łaciatej kotki wyprowadzało go powoli z równowagi. Chrząknął, dając jej znać, aby ta się pospieszyła.
- Jesteś strasznie niecierpliwy. - zachichotała, przechodząc obok niego.
Kotka musnęła go ogonem po nosie, na co ten tylko prychnął i pokuśtykał za nią. Najwidoczniej źle zrozumiała jego przekaz, co jeszcze bardziej go zirytowało.

<Fenkułowe Serce? -_____________________________- to jest beznadziejne>

17 marca 2017

Od Spadającego Liścia C.D Borsuczej Łapy

  Kocur machnął nerwowo ogonem. Na co czekał Borsucza Łapa? Na gratulacje? Pokłony? Bo złapał małą mysz? Spodziewał się, że młody uczeń upoluje kilka takich gryzoni, zanim wróci do swego mentora. Wojownik parsknął, odwracając głowę w bok.
- Na co czekasz? - prychnął, nie patrząc na terminatora. - Rusz swój brudny zadek i upoluj coś jeszcze! - dodał po chwili. - Klan nie wyżywi się jedną myszą.
Pod wpływem szorstkiego głosu wojownika, Borsucza Łapa skulił uszy oraz ogon, odchodząc pospiesznym krokiem. Spadający Liść spojrzał na niego spode łba. Nie widział nic złego w takim nauczaniu. Uważał, że dyscyplina i posłuszeństwo to jedne z najważniejszych cech u wojowników. Wiedział, iż Kruczy Wąs, jak już zostanie liderem, nie poradzi sobie w trenowaniu uczniów, toteż on musiał nieść ten ciężar. Zastępca traktował wszystko zbyt poważnie oraz łagodnie, co nie było dobre według mniemania Spadającego Liścia.
  Zielonooki podążył za Borsuczą Łapą, uważnie obserwując każdy jego ruch. Od razu zauważył, że młody nie zastosował się do jego rady, tzn. stąpał bardzo głośno. Jednak mistrz postanowił dać mu wolną łapę, chciał przetestować umiejętności ucznia. Dostrzegł, iż młody coś wywęszył, gdyż począł się skradać. Spadający Liść przeniósł swój wzrok trochę na lewo. Zobaczył tam małą grupkę wróbli. Miał nadzieję, że Borsucza Łapa nie zmarnuje szansy na tak dobrą zdobycz, ponieważ ptaki były puszyste. Chwilę później syn Wilczej Duszy puścił się biegiem na zwierzęta. Większość z nich wzbiła się w powietrze, więc terminator podskoczył i w ostatniej chwili udało mu się złapać zębami za ogon wróbla. Wojownik podbiegł do Borsuczej Łapy. Młody, widząc go, lekko się skulił i postąpił parę kroków w tył.
- S-spadający Liściu... Już idę dalej!- miauknął zlękniony.
- Milcz - nakazał. - Zanim spróbujesz zapolować na kolejną grupkę ptaków, lepiej stwierdź na początku, który z nich jest najtłustszy i to jego zaatakuj - doradził spokojnie. - Poza tym nie powinieneś być tak spięty, rozluźnij mięśnie, w tedy będziesz poruszał się ciszej i szybciej.

<Borsuk? Możesz coś jeszcze upolować, tylko niech będą to dwie próby, z czego jedna nieudana. Po tym już zakończymy trening na razie, a później przejdziemy do walki>

15 marca 2017

Od Spadającego Liścia C.D Borsuczej Łapy

Borsucza Łapa miał rację, był to ptak żywiący się rybami. Ich krzyki wyprowadzały Spadającego Liścia z równowagi, aczkolwiek starał się jakoś opanować. Czarny kocur niemalże od razu zauważył niepewność ucznia. Czy on był na prawdę taki straszny?
- Masz rację, to mewy - odparł obojętnym tonem. - Ale ja nie polowałbym na nie. Są tak głupie, że zjadają śmieci dwunożnych, które są szkodliwe. Nie chcę, aby ktoś z klanu zachorował przez bezmózgie ptaszyska.
Młody niepewnie kiwnął głową na znak, że rozumie. Spadający Liść widział, iż Borsucza Łapa lekko drży, a końcówka jego ogona niespokojnie drgała.
- Co się tak dygoczesz? - zauważył. - Jesteś aż tak bojaźliwy, że zwykłych mew się boisz?
Gdyby istniało coś takiego jak "order najbardziej chamskiego kota w lesie", to z pewnością ten zielonooki wojownik zajmowałby miejsce na podium. Nikt nie wiedział, co było powodem jego niechęci do wszystkich. Aczkolwiek, jeśli ktoś spędziłby z nim trochę (Dużo) czasu, to z pewnością rozwiązałby tą zagadkę. Niestety na razie żaden kot nie był blisko rozwiązania, co go tylko bardziej zachęcało do dogryzania innym. Skoro tak zachowywał się w stosunku do współklanowiczów, to jakie byłoby jego nastawienie do obcego kota? Oh! Doskonałym przykładem na to jest Chłodna Łapa, której szczątki aktualnie leżą pod śniegiem.
- Spróbuj wywęszyć coś innego. - rozkazał.

<Borsuku?>

11 marca 2017

Od Spadającego Liścia

  Po ceremonii mianowania Borsuczka na ucznia, Spadający Liść ustalił z nim, że spotkają się o świcie na klifach. To właśnie tam wojownik znalazł młodego, więc miał nadzieję, iż Borsucza Łapa trafi bez problemu.
 Nastał poranek, a syn Brzozowego Potoku czekał już przed wyjściem z obozu. Nie miał zaufania do Borsuczej Łapy, dlatego też wolał sprawdzić, czy ten się nie zgubi. Czuł, że terminator tam nie trafi, dlatego chciał razem z nim dotrzeć na klify. Siedział tam już trochę czasu, a ponieważ był strasznie niecierpliwym kotem to już chciał odejść. Na szczęście jego uczeń wybiegł szybko ze żłobka, a następnie podbiegł do mentora lekko dysząc.
- Wybacz Spadający Liściu, że musiałeś tak długo czekać... - przeprosił, spuszczając głowę.
Czarny kocur przymrużył oczy, a gdy Borsucza Łapa spojrzał na mistrza, od razu tego pożałował. Wzrok wojownika był zimny, mrożący krew w żyłach, a gdyby jeszcze bardziej się postarał to mógłby zamrażać innych jednym spojrzeniem.
- Czego ty tak ciągle szukasz w tej kociarni? - wysyczał wściekły.
Co jak co, ale jednak każdy powinien wiedzieć, że ten osobnik na prawdę nie znosi czekania. Dla niego były to istne tortury, takie siedzenie i nic nierobienie. Pod wpływem głosu dorosłego kota, młody uczeń skulił się, a jego uszy przypadły do czaszki.
- J-ja... - wydukał przestraszony.
- Chodźmy i nie traćmy czasu - nakazał, podkreślając ostatnie słowa.
Spadający Liść wstał, po czym dumnym krokiem ruszył przed siebie. Słyszał, jak Borsucza Łapa głośno drepcze za nim, co go bardzo wyprowadzało z równowagi. Chód terminatora z pewnością odstraszył już całą zwierzynę, pomijając to, iż w porę nagich drzew było jej strasznie mało.
- Podnoś wyżej łapy oraz uginaj je mocniej, stawiając je na ziemi - powiedział chłodnym tonem. - Inaczej za każdym razem, kiedy wyjdziesz z obozu, wypłoszysz wszystkie potencjalne zdobycze - dodał.

<Borsucza Łapo?>

11 lutego 2017

Od Spadającego Liścia C.D Borsuczka

   Zielonooki kocur poczuł coś małego, przytulającego się do jego boku. Aczkolwiek zignorował to, ponieważ był zbyt zmęczony aby protestować. Doszedłszy do legowiska wojowników, Spadający Liść ułożył się wygodnie na kawałku mchu. Następnie zwinął się w kłębek, owijając tajemniczego przybysza ogonem. Zamknął oczy i pogrążył się w śnie.
   Czarny kocur ziewnął przeciągle, po czym rozprostował młode kości. Chłodne promienie słońca muskały jego pysk. Otworzywszy oczy ujrzał Borsuczka wtulonego w jego futro. Zmarszczył delikatnie nos. Nie był przyzwyczajony do takich czułości. Odsunął łapą malca o długość myszy od siebie. Wtem kociak obudził się.
- Czemu nie jesteś u Bagiennego Dzwonka oraz Kolorowego Liścia? - zapytał nieczule.
Wojownik nie miał zamiaru użerać się z kociakiem. Co jak co, ale to zadanie należy do karmicielek. Klan Klifu potrzebuje kocurów - nie rozczulających się tatuśków. Po za tym Spadający Liść nie nadawał się do roli ojca. Borsuczek skulił uszy i spuścił głowę. Najwidoczniej był wrażliwy na ten ton głosu.
- B-bo... - mruknął niemrawo - K-kim jest B-bagienny Dzwon-nek?... - zapytał niepewnie.
Zielonooki westchnął znudzony tą całą sytuacją. Nie miał pojęcia jak matki dają sobie radę z tak przygłupimi istotami. Chociaż... On sam również kiedyś był tak niekompetentny. Brr. To musiało być bardzo nie przyjemne. Przez pewien moment Spadający Liść współczuł Borsuczkowi tej niewiedzy, aczkolwiek uświadomił sobie, iż z czasem nabędzie ją. A może tak sprawię, że dowie się tego wszystkiego wcześniej niż normalny kot? - zapytał sam siebie zielonooki. W pewnym sensie on czuł się odpowiedzialny za malca, ale... Nie! Nie może o nim myśleć! Zaraz odniesie go do żłobka i tak to się skończy. Jego myśli są strasznie pogmatwane. Niby chce spędzać czas z tym kociakiem, a zaraz go odrzuca. Dziwne. To chyba jakiś ojcowski instynkt czy coś, lecz walczy on z dumą oraz honorem Spadającego Liścia. Wiadome jest jedno - to skomplikowany kocur.
- Bagienny Dzwonek to... Um... Twoja mama! - stwierdził szybko - Teraz się bardzo zamartwia, że ciebie nie ma obok niej.
Zanim Borsuczek zdążył udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi, donośny głos Agrestowej Gwiazdy rozniósł się po obozie i nawet kawałek po za nim. Wojownik trącił nosem kociaka tak, aby wstał.
- Idziemy - rzekł dosyć szorstko.
Spadający Liść złapał za kark Borsuczka, po czym wyszedł z legowiska. Zielonooki zatrzymał się przed miejscem przemówień. Odłożył kociaka i czekał na to, aż wszystkie koty się zbiorą. Zapewne mianują Jakubka na ucznia oraz Błyszczącą Łapę na wojownika. Kocur zastanawiał się nad tym, jak Agrestowa Gwiazda nazwie białą kotkę. Błyszczące Futro? Oko? A może kwiat? Było dużo możliwości.

<Borsuczek? Po ceremonii Spadek może ci opowiedzieć historię o jego bliźnie po psie>

08 lutego 2017

Od Spadającego Liścia C.D Kruczego Wąsa

   Koty z Klanu Klifu wyruszyły na dosyć krótką podroż. Kwiecisty Strumyk została pochowana tuż przy skraju klifu.
- Ona uwielbiała to miejsce... - mruknął zasmucony lider.
Spadający Liść siedział gdzieś z tyłu. Tak szczerze to nie obchodziły go te całe ceregiele. Był zmęczony, a nie lubił tego uczucia, dlatego chciał jak najszybciej wrócić do obozu. Jakoś za bardzo nie przepadał za Kwiecistym Strumykiem. Rozmawiała ona z tą rozpieszczoną szylkretową kotką! To był istny skandal dla zielonookiego. Nie rozumiał tego, jak można dogadywać się z pieszczochami bezwłosych. Przecież oni nic nie wiedzą o życiu klanowym - znają drogę do lisiego łajna, którym się żywią, i z powrotem na miękki głaz. Jak opuszczą gniazdo dwunogów to zapewne już nigdy nie wrócą. Syn Spopielonej Gwiazdy najchętniej zabiłby Kasztanową Kroplę, tak jak to zrobił z uczennicą Klanu Nocy. Nie żałował swej decyzji - ba! Wręcz przeciwnie! Czuł się dumny z tego, że mógł ocalić klan przed ewentualnymi szpiegami. To zapewne nauczyło nadrzeczne koty, aby nie zadzierać z Klanem Klifu.
   Nim kocur się obejrzał, całe stadko wojowników zaczęło wracać. Jak zwykle został na końcu, co mu wprawdzie nie przeszkadzało. Pomyślał, że zostanie tu jeszcze chwilę, pomimo zmęczenia. Tak właściwie to nigdy nie miał okazji aby podziwiać Słoną Wodę w blasku gwiazd oraz księżyca. Popatrzył w górę. Ujrzawszy mnóstwo świecących kropek, jego wyobraźnia zaczęła działać. Począł wyobrażać sobie różne koty, łącząc białe punkciki. Dostrzegł Spopieloną Gwiazdę - jego matkę - która nie wyglądała na zadowoloną. Kręciła z dezaprobatą łbem. Spadający Liść prychnął, a obraz rozmazał się.
- Uh... Muszę się wstydzić za takiego kota, któremu pszczoły zasnuły mózg. Na pewno nigdy się nie przyznam do tego, że jesteś moją matką! - krzyknął do Srebrnej Skórki.
- Ma-mą?... - odezwał się piskliwy głos.
Zielonooki od razu odwrócił głowę w bok. Ujrzał tam ledwo dostrzegalną sylwetkę młodego kotka. Podniósł się, przy okazji przeciągając. Wiedział, iż to kocię.
- Gdzie są twoi rodzice? - spytał beznamiętnie.
- M-m... - odparł - O-oni... Uciekli! - dodał ze łzami w zielonych oczach.
Spadający Liść znał kodeks wojownika. Nie może zostawić kociaka w potrzebie. Wyjątkowo postanowił być dla niego przyjazny.
- Jak masz na imię, mały? - zapytał.
- J-ja? Bo-borsuczek - odpowiedział.
Czarny wojownik kiwnął głową na znak, iż rozumie.
- Ja jestem Spadający Liść - rzekł z dumą.
Nagle mocny, morski wiatr uderzył kocura w pysk. Cóż... Życie przy Słonej Wodzie ma swoje zalety jak i wady. Zlękniony Borsuczek podbiegł do starszego kota i wtulił się w jego futro. Wojownik popatrzył na niego ze zdziwieniem. Od razu się odsunął. Nie był przyzwyczajony do takiego okazywania uczuć. Zawsze je trzymał na wodzy i chował głęboko w środku.
- Um... Chodź. Zaprowadzę cię do obozu, tam jest bezpiecznie - oznajmił lekko zakłopotany.

<Borsuczek? Możesz spać obok Spadka pod pretekstem, że tylko jego zna>

05 lutego 2017

Od Spadającego Liścia

Wróciwszy z nieudanego polowania, Spadający Liść podszedł do Kruczego Wąsa. Liczył na jakąś luźną rozmowę, lecz czarny zastępca od razu zlecił mu patrol. Naburmuszony kocur bez narzekania zawołał Zakręconego Wąsa oraz Słowicze Futro. We troje poszli patrolować granicę z Klanem Nocy. Na czele oczywiście szedł syn Spopielonej Gwiazdy. Wtem usłyszał on jakiś szelest. Postanowił sam sprawdzić co wydaje ten odgłos. Zlecił towarzyszom, aby dalej podążali wzdłuż granicy, a on ich dogoni. Kocur począł węszyć. Wyczuł świeży zapach kota z rzecznego stada. Podążył jego tropem. Wiedział, iż tajemniczy intruz wtargnął na tereny Klanu Klifu, a to było niedopuszczalne! Chwilę później dostrzegł rozglądającą się młodą kotkę. Była czarno-biała. Spadający Liść wiedział, iż znajduje się kilka długości ogona od granicy. Nie cackał się z tym, aby coś zrobić. Wskoczył na drzewo. Gdy kotka postawiła krok w jego stronę, wojownik skoczył wprost na jej grzbiet, przygniatając ją swym ciężarem. Zaczęła syczeć.
- Wypuść mnie! - krzyczała, szamotając się.
Czarny kot zaśmiał się. Ta cała sytuacja wydawała się dla niego śmieszna. Nie obawiał się tego, że między Klanem Klifu a Klanem Nocy rozpęta się wojna. Wiedział, iż jego klan to wygra. Z tego, co było mu wiadomo, to podczas ostatnich księżyców parę kotów zmarło we wrogim stadzie. Czyżby to była epidemia? A może jakiś samotnik czy zwierzę wybijało po kolei koty? Nic nie wiadomo.
Po krótkim szarpaniu się, Chłodna Łapa - ponieważ to ją spotkał Spadający Liść - zadrapała polik klifiakowi. Ten, pod wpływem emocji, przygwoździł ją do ziemi. Nie stawiał sobie żadnych oporów. Musiała ponieść karę.
- Poniesiesz karę za wkroczenie na tereny Klanu Klifu. Czyżby mamusia nie mówiła, żeby nie oddalać się od starszych? - splunął jej prosto w pysk.
Po tych słowach wojownik złapał kłami za jej szyję. Poczuł na języku słodko-metaliczny posmak krwi. Chwilę później puścił uczennicę, a ta opadła bezwładnie na ziemię. Jednak dla pewności, zielonooki podrapał brzuch tak, aby wyglądało to na atak jakiegoś innego zwierzęcia. Po tej walce wrócił jak gdyby nigdy nic do patrolu. Słowicze Futro popatrzył na niego zdziwiony..
- Co ci się stało? - spytał zaciekawiony.
Spadający Liść nie odpowiadał. Postanowił nigdy nie zaczynać tego tematu. Cóż... Nikt nie musi przecież wiedzieć o tym, co tam zaszło, prawda? Nie zdradzisz tej tajemnicy? A jak tak... To wiesz co cię czeka.

29 stycznia 2017

Od Spadającego Liścia C.D Kruczego Wąsa

   Karmicielki zadziornie broniły Jakubka. Spadający Liść bez wahania skoczył na grzbiet lisa. Wbił w skórę rudzielca kły oraz pazury. Zwierzę jęknęło z bólu. Kruczy Wąs wykorzystał chwilę dezorientacji wroga i zatopił swe zęby w nodze lisa. Przeciwnik szamotał się, aż w końcu zrzucił obydwa kocury. Niestety zaraz dopadły go Kolorowy Liść oraz Bagienny Dzwonek.
- Zabierz stąd Jakubka! - rozkazał zastępca.
Czarny wojownik kiwnął głową. Skoczył w stronę szarego kocięcia, a następnie je złapał za kark i wybiegł z kociarni. W tym samym momencie zauważył, że jeszcze jeden lis penetruje obóz. Zielonooki postanowił umieścić młodą kotkę w dziupli, gdyż tam intruzi jej nie dopadną. Wybił się z tylnych nóg i wskoczył do dziury w drzewie. Położył kociaka.
- Zostań tu - powiedział stanowczo, wyskakując z dziupli.
Kocur zauważył, iż jeden z rudzielców wchodzi do legowiska lidera. Rzucił się pędem w tamtą stronę. Po paru biciach serca znalazł się w środku. To, co zobaczył, przeraziło go. Lis trzymał Agrestową Gwiazdę za kark. Na ziemię spadały duże krople krwi. Lider patrzył na wojownika z lękiem.
- Spadający... Liś... - nie skończył.
Zielonooki, pod wpływem emocji, podrapał zwierzę po pysku. Robił to bardzo szybko i niedokładnie, aczkolwiek skutki były bardzo dobre, ponieważ rudzielec został trafiony w oczy, tym samym ślepnąc. Lis otworzył pysk, ukazując rząd żółtawych kłów. Przywódca opadł na ziemię. Do legowiska wpadła Błyszcząca Łapa oraz Pokrzywowe Serce. We troje zaszarżowali na intruza. Nikt z nich o niczym nie myślał - ich zadaniem było pokonanie wroga.
   Po długim starciu udało się osłabić lisa na tyle, aby nie mógł już nikogo skrzywdzić. Dwoje wojowników oracz uczennica nabawili się paru blizn. Szczególną uwagę mógł zwracać zakrwawiony bark Spadającego Liścia. Trójka kotów wyszła z legowiska lidera. Większość obozu pokryta była krwią. Na środku leżało czyjeś ciało. Lisia Dusza oraz Wilcze Futerko łkały nad tym kimś. Zielonooki zbliżył się do rudych wojowniczek. Jak się okazało, była to Kwiecisty Strumyk. Miała rozpruty brzuch, a jej wnętrzności leżały obok niej. Kocur skrzywił się na ten widok. Uznał jednak, iż ta kocica była najlepszym kotem, który mógł umrzeć. Miała skręconą łapę, przez co wszystko wykonywała gorzej. Ciążyła tylko na klanie. Dzień w dzień jedna zdobycz była przez nią marnowana. A jeżeliby tak policzyć cały księżyc to... To można by było wykarmić tym dwa klany! Wojownik usiadł, wylizując całe futro. Chciał pozbyć się krwi.

<Kruczy Wąsie?>

24 stycznia 2017

Od Spadającego Liścia

   Kocur przeciągnął się leniwie i rozejrzał po legowisku. Obok niego leżały dwie kotki - Kwiecisty Strumyk oraz ta nowa, Kasztanowa Kropla. Spadający Liść wbił wzrok w szylkretową wojowniczkę. Był do niej uprzedzony. Nie wyglądała nawet na kogoś, kto umiałby pokonać innego kota. Wojownik uważał, iż Agrestowa Gwiazda popełnił błąd, przyjmując do klanu pieszczoszkę. A skąd taki wniosek? Zielonooki czuł od niej bijący smród dwunogów oraz ich potworów. Niestety ciągle nie pozbyła się tego swądu, co przyprawiało go o dreszcze. Zastanawiał się, czemuż to nie dołączyła do Klanu Burzy. Przecież jest bliżej, a znając życie, pieszczochom bardzo szybko męczą się łapki.
   Nowicjuszka rozpoczęła rozmowę z kremową kotką. Na początku czuły do siebie pewien dystans - Spadający Liść myślał, że Kwiecisty Strumyk również zostanie przy zdrowych zmysłach i będzie ignorować obecność pieszczocha. A tu co? Obydwie zaraz znalazły wspólny temat i zaczęły chichotać! Kocur nieźle się wkurzył. Wbił pazury w mech, wiercąc wzrokiem "psiapsiółki". Jak widać, Kasztanowa Kropla ma jakiś dar przekonywania... Ten fakt zaniepokoił syna Spopielonej Gwiazdy. Co będzie, jeżeli przekabaci cały klan na swoją stronę? - myślał gorączkowo. Przekona wszystkich wojowników Klanu Klifu, aby uciekli do bezwłosych? Tyle podejrzeń, a nie wiadomo nawet, czy któreś z nich jest prawdziwe! Spadający Liść wpadł na pomysł, aby sprawdzić intencje nowej kocicy. Schował pazury i wziął głęboki oddech, aby dawać pozory spokojnego. Następnie przeciągnął się. Chwilę później wstał, a potem podszedł do Kasztanowej Kropli.
- Cześć - zaczął sympatycznie - Chciałabyś wybrać się razem na polowanie? - zapytał.
Na jego pysku zagościł sztuczny uśmiech. To tylko przekonało rudo-czarną wojowniczkę do zgody. Kiwnęła mu głową twierdząco, po czym pożegnała się z Kwiecistym Strumykiem. Zielonooki dał znak ogonem, aby Kasztanowa Kropla podążała za nim. Przecież taki intruz nie jest świadomy tego, gdzie są najlepsze łowiska.
   Czarny kocur doprowadził towarzyszkę na klify. Zapewne za bycia pieszczoszką nie mogła oddalać się tak daleko od swej miski z lisim łajnem. Spadający Liść zatrzymał się na skraju skał. Usiadł i owinął ogon wokół łap. Spojrzał chłodno na Kasztanową Kroplę. 
- Jak tu trafiłaś? - spytał.
Chciał się o niej dowiedzieć wszystkiego. Wycisnąć każdy, najdrobniejszy szczegół, aby potwierdzić swą tezę. A jeżeliby się mylił... Pozostałaby dla niego raczej obojętna, choć obserwowałby ją.

<Kasztanowa Kroplo?>

22 stycznia 2017

Od Spadającego Liścia C.D Wilczego Futerka

   Agrestowa Gwiazda podszedł do czarnego kocura zwanego Spadającym Liściem. Nakazał mu pójście na polowanie z Wilczym Futerkiem. Wojownik kiwnął głową i ruszył już do wyjścia z obozu. Uważał, iż nowy lider jeszcze się nie przyzwyczaił do swego stanowiska i miał w nawyku aby wysyłać patrole. Zielonooki rozejrzał się w celu dostrzeżenia swej partnerki do łowów. Ujrzał zbliżającą się do niego pręgowaną, rudą kocicę. Gdy ta się z nim przywitała, on tylko skinął głową i ruszył przed siebie. Spadający Liść nawet nie musiał się oglądać za siebie aby wiedzieć, iż Wilcze Futerko idzie za nim. Słyszał jej kroki.
   Kocica zatrzymała się niedaleko klifów. Kocur popatrzył na nią z deka zdezorientowany. Wojowniczka chwilę wpatrywała się w wielką, wodną pokrywę, po czym obróciła głowę w stronę czarnego towarzysza.
- Zapolujmy na ptaki. Dawno tego nie robiłam - zaproponowała.
- Jak chcesz... - mruknął beznamiętnie.
Teraz prowadzenie objęła córka lidera. Wydawała się być pogodną, rozpromienioną. Niestety całą tą aurę psuł Spadający Liść, który ciągle przyprawiał innych o niemiłe dreszcze. Dlatego najczęściej swe dnie spędzał samotnie - no bo kto by chciał zadawać się z takim chamskim ponurakiem? Nikt. Kocur jakoś bardzo nie cierpiał z tego powodu. Przyzwyczaił się do bycia samemu, do jedzenia samemu, do spacerowania samemu, więc jakże wielkie było jego zdziwienie gdy Agrestowa Gwiazda poprosił go o polowanie z kimś.
   Koty dotarły na skraje klifów. Oczywiście nie zbliżały się do ich krawędzi, gdyż wiedziały czym mogło się to skończyć. Jakieś parę długości lisa od nich znajdowała się grupka mew. Oboje wiedzieli, iż to dobra szansa na złapanie ich. Zielonooki szybko pobiegł bardziej na bok, aby zaatakować ptaki z dwóch stron. Następnie klanowicze zaszarżowali na nadwodne zwierzęta. O dziwo Wilcze Futerko była szybsza i już skoczyła w stadko, gdy kocur dopiero co zbliżał się do niego. W każdym bądź razie dopadli trzy ptaki - dwa ruda kotka, a jednego Spadający Liść. Pozostałe mewy odleciały. Wojownik spojrzał na współklanowiczkę, odkładając zdobycz.
- Jesteś całkiem szybka - przyznał obojętnie.

<Wilcze Futerko? Może jakiś temat na rozmowę? Oczywiście Spadek będzie mało mówił, jak to on...>

17 stycznia 2017

Od Spadającego Liścia

   Czarny kocur przeciągnął się. Właśnie świtało. Rozejrzał się po legowisku wojowników. Dostrzegł rozmawiających ze sobą Sójcze Pióro oraz Kwiecisty Strumyk. Pozdrowił ich skinięciem głowy, a oni odwzajemnili gest. Spadający Liść począł się czyścić. Zaczął od grzbietu, a skończył na łapach. Po zakończonej czynności wstał, a następnie wyszedł z paprociowej nory. Swe kroki skierował ku Agrestowemu Ogonowi, który właśnie wysyłał poranny patrol. Chciał udać się na polowanie, lecz pierw musiał powiadomić o tym zastępce. Gdy Zakręcony Wąs, Słowicze Futro oraz Szczupaczy Ogon odeszli, zbliżył się do biało-czarnego wojownika.
- Agrestowy Ogonie, wyruszam na polowanie - oznajmił obojętnie.
Zastępca Spopielonej Gwiazdy wyglądał na lekko zdenerwowanego, lecz skinął głową, po czym oddalił się. Zielonooki zrobił to samo, idąc do wyjścia z obozu.
   Spadający Liść właśnie czaił się na rudzika. Stawiał bezdźwięcznie krok za krokiem - tak, jak go uczył Kruczy Wąs. W końcu znalazł się na jedną długość lisiego ogona od ptaka. Wybił się z tylnych łap i skierował pazury na skrzydlate stworzenie; lecz te, chytre, szybko odskoczyło i odleciało.
- Na Klan Gwiazd! To już trzecie zwierzę, które mi uciekło! - syknął wściekły.
Coś zaszeleściło niedaleko. Kocur, pod wpływem negatywnych emocji, rzucił się w tamtą stronę, atakując jakiegoś kota. Przeturlali się o dwie długości ogona razem. Zielonooki ujrzał pod sobą jego mentora - Kruczego Wąsa. Odskoczył od niego niemalże od razu.
- Wybacz, Kruczy Wąsie... - spuścił lekko głowę.
Tylko do tego kota syn liderki czuł pewien respekt. To on pomógł mu opanować swe niepozytywne cechy. Ukształtował go na mężnego wojownika. Spadający Liść podniósł lekko pysk, spoglądając z odrobiną nadziei na drugiego Klifiaka.
- Nic się nie stało - odparł opanowany - Chodź, idziemy szukać Spopielonej Gwiazdy. Już od paru dni nie ma jej w obozie.
Zielonookiego zaniepokoiła ta wiadomość. Nie martwił się o to przez uczucia do niej - pomińmy to, że nawet jej nie kochał - lecz przez to, iż to liderka.
- Idąc tu wyczułem jej zapach. Chyba kierowała się w stronę Klanu Burzy - odpowiedział.
Spadający Liść wstał, po czym poprowadził Kruczego Wąsa w stronę woni.
   Ślad urywał się przy drodze grzmotu. Czarnym kocurom zajęło trochę dojście tutaj. Ryzykowali tym, że zostaną zauważeni przez Klan Burzy. Na szczęście to się nie stało.
   Żółtooki westchnął.
- Przekażę Agrestowemu Ogonowi to, co odkryliśmy - oznajmił.
Jego dawny uczeń kiwnął twierdząco głową. Obydwa samce odwróciły się, po czym skierowały z powrotem na tereny Klanu Klifu.

   Kruczy Wąs oraz Spadający Liść dotarli do obozu wieczorną porą. Słowicze Futro - w tej chwili strażnik obozu - rzekł, iż przywódczyni nadal nie wróciła. Totalnie opadnięci z sił wojownicy udali się do legowiska wojowników. Położyli się na kępkach mchu i od razu zasnęli.
 Późnym rankiem Błyszcząca Łapa wpadła do miejsca wypoczynku wojowników i szturchnęła swego brata. Ten, z lekka wkurzony, syknął na nią.
- Nienawidzę, jak ktoś mnie tak gwałtownie budzi... - rzekł oschle, ziewając.

<Błyszcząca Łapo?>

11 stycznia 2017

Od Spadającej Łapy (Liścia) C.D Spopielonej Gwiazdy

   Kocurek właśnie wracał z polowania. Udało mu się złapać dorodnego zająca. Odłożył go na stos, po czym rozejrzał się po obozie. Świecił on pustkami, gdyż większość kotów była albo na patrolu, albo na polowaniu. Aczkolwiek on wypatrywał tego jedynego - tego, z którym rozmowa szła mu najłatwiej. Niestety jakże wielkie było jego zawiedzenie, gdy się dowiedział od Pokrzywowego Serca, że Kruczy Wąs niemalże parę chwil temu wyruszył na patrol wzdłuż granicy z Klanem Wilka. Spadająca Łapa westchnął z żalem. Wziął jakąś mysz i ukrył się w cieniu paproci. Następnie zaczął spożywać szarawego gryzonia.
   Uczeń otworzył oczy, słysząc donośny głos swej matki. Ziewnął przeciągle, a później wstał. Swoje kroki skierował do Złamanego Drzewa, na którym już stała liderka. Usiadł gdzieś z przodu i przyglądał się z zaciekawieniem temu, co ma się zaraz wydarzyć. Buro-biała kocica przeleciała wzrokiem po wszystkich zgromadzonych kotach, zatrzymując go na trzech terminatorach.
- Szczupacza Łapo, Niedźwiedzia Łapo, Spadająca Łapo, wystąpcie. - rzekła.
Młode koty zrobiły to, co nakazała im przywódczyni. Szczególną uwagę przykuwał zielonooki kocurek, który patrzył z zuchwałością na swoje rodzeństwo. W myślach śmiał się z nich, że jedynie on oraz jego brat stali się na tyle dojrzali, aby zostać wojownikami. A skąd on wiedział, iż zostanie mianowany na pełnoprawnego członka klanu? Intuicja.
   Spopielona Gwiazda skierowała swe zielone oczy w stronę Kruczego Wąsa, Zakręconego Wąsa oraz Wilczego Futerka. Skinęła do nich głową z wdzięcznością, dziękując za wypełnione obowiązki.
- Ja, Spopielona Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wołam do naszych przodków, aby spojrzeli w dół na tych terminatorów. Ciężko trenowali, aby pojąć prawa waszego szlachetnego kodu, a teraz nagrodzę ich imieniem wojownika. - oznajmiła.
Szepty zamilkły. Oczy wyróżnionych uczniów iskrzyły na czerwono w blasku zachodzącego słońca.
- Niedźwiedzia Łapo, Spadająca Łapo, Szczupacza Łapo, czy obiecujecie postępować według Kodeksu Wojownika i bronić swego klanu nawet kosztem własnego życia? - zapytała.
- Tak! - odpowiedzieli chórem z dużą pewnością.
- A więc z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję wam imiona wojowników. Szczupacza Łapo, od tej chwili będziesz znana jako Szczupaczy Ogon. Niedźwiedzia Łapo, od tej chwili będziesz znany jako Niedźwiedzi Pazur. Spadająca Łapo, ty od tej chwili będziesz się zwać Spadającym Liściem. Klan Klifu wita was jako swoich prawdziwych wojowników! - zakończyła.
Koty zaczęły skandować ich imiona. Spadający Liść był bardzo dumny ze swojego nowego imienia. Ukradkiem spojrzał na rodzeństwo. W ich oczach była zazdrość, lecz także podziw.

<Koniec>

01 stycznia 2017

Od Spadającej Łapy C.D Kruczego Wąsa

Kruczy Wąs podbiegł do mnie lekko zmieszany. Kiwnąłem głową na znak, iż rozumiem. Kocur machnął ogonem na znak, abym podążał za nim. Wstałem, lekko kulejąc. Łapa od czasu do czasu pobolewała mnie, lecz jakoś sobie dawałem radę. Deszczowa Jaskółka uznała, iż rana się zagoi i za księżyc zostanie po niej tylko blizna. W każdym bądź razie uważałem na to, aby zbytnio jej nie obciążać. Ledwo doganiałem czarnego wojownika, więc ten gdy to zauważył zwolnił tempo.
- Dzisiaj odpuszczę tobie polowanie. Wątpię, że jest to łatwe ze zranioną nogą. - oznajmił.
Prychnąłem. To chyba oczywiste, iż są małe szanse na to żebym coś złapał.
   Rozejrzałem się uważnie. Znajdowaliśmy się przy klifach. Widziałem z daleka ciemnoniebieską taflę wody. Była jakby nieskończona. Ciągnęła się w hen daleko. Byłem ciekawy jakie ryby tam pływają. Niestety żadnego zejścia na dół nie było.
- Jesteśmy w połowie drogi. - stwierdził kocur.
Tak właściwie to nie rozumiałem do czego przyda mi się znajomość terenów. Przecież podczas patrolów będę czuł, gdzie znajduje się granica.

~ Parę wschodów słońca później ~

Przeciągnąłem się leniwie. Księżyc właśnie zachodził, aczkolwiek słońca jeszcze nie było widać. Wyszedłem z legowiska terminatorów. W obozie panowała niezmącona cisza. Mnie prawdopodobnie nie było widać w tej ciemności. Usiadłem na środku małej polanki, po czym począłem czyścić futro. Co jak co, ale trzeba o nie dbać. Wczoraj przypadkiem wszedłem w błoto. Brr... Niemiłe doświadczenie. Teraz z wielkim niesmakiem musiałem to zmyć z siebie. Podczas wykonywania tej czynności, usłyszałem jakiś bełkot. Dochodził z legowiska wojowników. Wstałem, lekko kuśtykając, i zbliżyłem się do tego miejsca. Ostrożnie zajrzałem. Od razu w oczy rzucił mi się Kruczy Wąs, który strasznie się wiercił. Lekko się wahałem, lecz przemogłem się i pacnąłem go łapą. Czarny kocur uspokoił się i leniwie otworzył oczy.

<Kruczy Wąs?>

25 grudnia 2016

Od Spadającej Łapy C.D Kruczego Wąsa

Kruczy Wąs pogonił psa, po czym podszedł do mnie. Z ciężkim oddechem lizałem ciągle łapę z nadzieją, że to pomoże. Byłem jeszcze drobnej postury, więc mój mentor z łatwością chwycił mnie za kark i zaczął podążać w stronę obozu. Był on niedaleko na nasze szczęście. Serce waliło mi jak szalone. Ciągle byłem w pewnego rodzaju szoku. Dopiero teraz ból zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze. Rana piekła tak bardzo, że aż mi parę łez spłynęło po pysku. Zamknąłem oczy w nadziei, iż to przyspieszy drogę.
   Uchyliłem powieki w momencie, kiedy wchodziliśmy do obozu. Większość kotów popatrzyła na nas ze zdziwieniem. Czarny kocur zaniósł mnie do legowiska medyka. Niestety na próżno, gdyż Gromowy Ogon już dawno odszedł, a na jego miejsce nikt nie wstąpił. Czułem, jak powoli tracę siły. Zamknąłem oczy i pogrążyłem się we śnie. We śnie, z którego mogłem się już nie wybudzić.
   Coś lepkiego dotknęło mojej uszkodzonej łapy. Uchyliłem leniwie powieki. Zauważyłem białą kocicę z szarymi łatami. W pysku trzymała jakiś pomarańczowy kwiatek. Mrugnąłem parę razy. Często widywałem tą wojowniczkę w obozie. Była to bodajże Deszczowa Jaskółka.
- Em... Co ty robisz? - zapytałem zdziwiony.
Podniosłem się na przednich łapach, spoglądając na ranę. Nie wyglądała już tak tragicznie jak wcześniej. Krew zastygła, tworząc brązowo-czerwone strupki oraz lekko zabarwiając moją czarną sierść.
- Pomagam ci. - odparła szybko, spluwając czymś na moją nogę.
Syknąłem na Deszczową Jaskółkę. Co ona sobie myśli? Nie ma prawa na mnie pluć! Próbowałem się podnieść, lecz kotka przytrzymała mnie łapą. Następnie drugą poczęła masować mnie.
- Z tego co mi się wydaje to nie jesteś medykiem tylko wojowniczką. Wolałbym nie być leczony z łap kota nieznającego się na ziółkach czy czymkolwiek. - powiedziałem, mierząc ją wzrokiem.
- Jesteś całkiem wredny jak na twój wiek. Nie wiem, jak Kruczy Wąs z tobą wytrzymuje. - rzekła, odsuwając się ode mnie.
O wilku mowa - czarny kocur właśnie wszedł spokojnym krokiem do legowiska medyka. Podszedł do mnie i usiadł, owijając ogon wokół łap.
- Jak się czujesz? - zapytał beznamiętnie.
- Jest... W porządku. - odpowiedziałem.
Odwróciłem od niego wzrok. Byłem lekko zmieszany. On mnie uratował, a ja wcześniej ciągle go wyzywałem. Może czas to zmienić? Po prostu będę trochę milszy, ale niech nie myśli sobie, że mu wszystko odpuszczę.
- Wybacz za moje wcześniejsze zachowanie. Bardzo ci dziękuję za to, iż obroniłeś mnie przed psem. - dodałem, patrząc prosto w jego żółte ślipia.

<Kruczy Wąs?>