BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agrest x Plusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agrest x Plusk. Pokaż wszystkie posty

11 października 2022

Od Agresta cd. Plusk

Złapał wzrok Plusk, gdy wracał z udanego treningu. Zmieszany spojrzał w bok. 

***

Wpatrywał się w już niemalże niewidoczny strop legowiska. 
Zimoziół, Blask, Skowronek, Dola, Irys, Trzmiel. 
Gdyby nie on, te wszystkie osoby by dzisiaj żyły. Gdyby nie jego samolubstwo i tchórzostwo. Gdyby po prostu przyszedł do obozu i przyznał się do winy. 
Strumyki łez niespiesznie spływały po jego policzkach. Ich równomierność oraz przyjemny chłód, jaki po sobie pozostawiały, jak gdyby zwilżały poparzoną skórę, wreszcie ukoiły go do snu. 

***

Przełknął ślinę, gdy Bielik wybrała ostatnią piszczkę ze stosu zwierzyny. Ostatnio cały czas jej brakowało, nawet pomimo tego, że zdobyli nowe tereny. W porze nagich drzew zawsze było trudno o wyżywienie, ale nie pamiętał, żeby kiedykolwiek wcześniej było aż tak źle. Na sylwetkach Owocniaków zaczęły odznaczać się żebra. 
— Oj no, nie morduj mnie tak wzrokiem. — Wibrysy starszej zadrgały. 
Zamarł. 
Kończyny mu znieruchomiały, tętno natychmiast przyspieszyło.
Widziała to w nim. 
Wiedziała to w nim i inni też musieli widzieć. 
Już wcześniej o tym myślał. To była tylko kwestia czasu nim ktoś się zorientował, nim ktoś dostrzegł to w zieleni jego winnych oczu. Zobaczyła w nim tę krwiożerczość, to przesiąknięcie złem. Powie innym, a oni spojrzą na niego z tym obrzydzeniem, z tą nienawiścią malującą się na pysku. I wtedy wszystko runie, wszystko, na co kiedykolwiek… 
— Hej, żartowałam tylko. — Uśmiechnęła się lekko przepraszająco. — Mogę się z tobą podzielić, jeśli jesteś bardzo głodny. 
— Nie, nie. — Szybko pokręcił głową, powracając do rzeczywistości. — Masz pierwszeństwo.
Odchodząc, wypuścił z siebie drżący oddech. Musiał się uspokoić.

***

Pociągnął nosem, leżąc na swoim posłaniu. 
Czy jemu kiedykolwiek zależało? Chociaż w najmniejszym stopniu? Czy po prostu był jak zabawka, którą można było chlusnąć w błoto, jeśli nie działała w odpowiedni sposób? Zmieszać z brudem, udusić pod gęstą pokrywą lepkiej, brązowej mazi.
Czuł się taki użyty. Wykorzystany. 
Kompletnym idiotą. Największym kretynem. 
Przetarł łapą mokrą, zmęczoną twarz. 
Ufał tacie, jak temu, że po każdym wieczorze nastąpi poranek. A on go zdradził. Zdradził na każdym polu. 
Agrest przestał być ślepy, ale za jaką cenę? Wszystkie jego radosne wspomnienia z ojcem zamieniły się w jedynie pozostawiające gorzki posmak na języku. 
Jak miał teraz komukolwiek ufać? Może wszyscy byli tacy jak on? Może wcześniej był zbyt głupi, żeby to zauważyć. Nadal nie mógł uwierzyć, że przez całe życie, przez tyle księżyców, tak zwyczajnie się nie zorientował. Ile jeszcze nie wiedział? Ile jeszcze inni przed nim zatajali? Ile sam przed sobą zatajał? 
Nie miał pojęcia jak odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Już o niczym nie miał pojęcia. Kim był. Kim byli inni. Co jest moralne. Co jest niemoralne. Co jest prawdą. Co jest kłamstwem. Dlaczego wciąż istniał. W jakim celu. I po co.
Najlepszym, a zarazem najgorszym wytłumaczeniem było, że po prostu wszystko jest bez sensu. Każe istnienie, każda myśl i zasada, każdy popełniony czyn. Wszyscy żyli tylko po to, żeby zaraz umrzeć. Nic się nie zmieniało. Nadal po ziemi chodzili mordercy i nadal będą chodzić, tylko w innych ciałach. Przez to będzie się wydawać, że są innymi osobami, podczas gdy będą dokładnie takimi samymi. Nic się nie zmieniało i nic nie dało się zmienić. Każdy został skazany na to, co mu się przytrafi i nawet choćby się starał, nigdy nie się od tego nie uwolni. Nikt ani nic nie zależało od jednostki.
Życie było bez sensu.   

***

Ostatnio się przeziębił. Udał się do medyków i zażył podane zioła. Można stwierdzić, że cała jego osoba była właśnie jak ten kaszel, który dostał. Zarażał innych, chorowali przez niego. Z tą różnicą, że na jego przypadłość nie istniało lekarstwo. Nie było żadnej nadziei. 

*Zanim zaczął trzymać się z Komarem*

Otwierał oczy. Pustka. Wstawał. Pustka. Wypełniał obowiązki. Pustka. Kładł się spać. Pustka. Zamykał oczy. Pustka. I tak dzień w dzień. Coraz większa pustka, czasami brutalnie przecinana wspomnieniami, które chodziły za nim bardziej niż jego własny cień. Właściwie syn Janowca w większym stopniu przypominał ten niewyraźny, ciemny kształt niż siebie. Był wrakiem. Zdewastowaną skorupą dawnego Agresta. 
Nie wytrzymywał już dłużej samotności. Tęsknił za Kuklikiem. Tęsknił za Krecik. Nawet za samym sobą, którego własnołapnie zabił. 
Jednak nawet gdyby nie odrzucił od siebie najbliższych, nie mógłby znaleźć w nich podobieństwa. Byli zupełnie inni. Byli dobrzy. Wciąż czułby się odseparowany. 
Nie potrafił więcej funkcjonować w ten sposób. Musiał… musiał chociaż zamienić słowo z kimś równym sobie. A tak się złożyło, że znał taką osobę.
Plusk, jeszcze przed sytuacją z Błysk, wydawała się jednym z najmniej groźnych kotów. Gdy okazała się morderczynią, bicolor nie mógł tego pojąć. Zabójca, który zachowywał się w ten sposób i troszczył się o swoje dzieci? Mocno kolidowało to z jego wyobrażeniami. A teraz… teraz już wiedział. Teraz już rozumiał.
Niepewnie wszedł do legowiska medyczki. Zauważył Poranka wraz z Witką sprzątających i segregujących lekarstwa, jednak nigdzie nie dostrzegł rudego futra. 
— Plusk poszła pozbierać zioła przy bagnach — poinformowała uczennica, jakby domyślając się, dlaczego tutaj przyszedł. 
Kiwnął głową i skierował się we wskazanym kierunku. Przez całą drogę podrygiwał ogonem. Choć takie miejsce idealnie nadawało się do rozmowy, denerwował się. Chciał jej powiedzieć. Jeszcze tylko jej. Żeby… żeby wiedzieć, czy ona też tak to przeżywa. 
Wziął głęboki wdech, gdy zobaczył kotkę w oddali. Jeśli coś pójdzie nie tak, wytłumaczy się wojną. Tak. Wytłumaczy się wojną.
— Plusk? Ja… teraz już cię rozumiem — wyznał cicho, podchodząc bliżej. — Ja też… — Wyciągnął szyję, żeby wyszeptać jej to na ucho. Serce dudniło mu w klatce piersiowej. — Ja też kogoś zabiłem.

<Plusk?>

Wyleczeni: Agrest 

06 sierpnia 2022

Od Plusk CD. Agresta

 — Um, coś ostatnio gardło mnie boli. Więc… no — mruknął czekoladowy.
Cholernie bolał ją fakt, iż każdy kot bał się brać od niej zioła po tym, co zrobiła. Od wyrzutów sumienia odechciewało się jej wszystkiego. To było okropne. Nikt nie zauważał tego, co na prawdę się działo. Żaden kot się nią nie przejmował. Była jedynie żałosną, głupią medyczką. Nigdy nie powinna była przychodzić do Owocowego Lasu. Nie przeżywałaby tragedii i nie musiałaby wytrzymywać ciągłych szantażów.
— M-mam miód, z-zaraz ci g-go podam — wyjąkała, przysuwając się bliżej do stosu, na którym trzymała medykamenty.
Sięgnęła łapą po klejącą, żółtą papkę i zawołała kocura po cichu. Czuła na sobie ten podejrzliwy wzrok. Bał się otrucia. To było czuć i widać. Jego zachowanie rozrywało medyczce serce.
Agrest ostrożnie wziął do pyska lekarstwo i zaczął je powoli przeżuwać.
— J-jeżeli nie b-będziesz czuł p-poprawy, przyjdź j-jeszcze raz — mruknęła, odwracając się od niego.
Westchnęła, kiedy wyszedł. Nikt jej nie ufał. I nigdy nie zaufa ponownie.

***

Nie mogła przyzwyczaić się do tego, że jej kociaki były już uczniami. Na myśl o tym, że Wiatr szkolił Lukrecję, sierść się jej stroszyła. Co mógł mu mówić? A jeśli go krzywdził? Była pewna, że nie był dobrym mentorem. Z wielką chęcią uczyłaby wszystkie swoje dzieci na medyków, ale to nie było realne. Cieszyła się jedynie, iż mogła chronić Poranka, mając go u siebie w medycznym legowisku. Siedziała i rozmyślała przy wyjściu ze swojego legowiska. Zimne powiewy wiatru czochrały jej skołtunioną, rudą sierść.
Na horyzoncie pojawiły się dwa koty. Wkrótce do obozu wszedł Agrest z Miodunką. Jej córka trzymała w pysku sporą mysz. Bardzo chciała jej pogratulować sukcesu, ale nie chciała wchodzić w interakcje z czekoladowym. Była do niego zmieszana i nie chciała z nim rozmawiać.

wyleczeni: Agrest


< Agreście? >

[przyznano 5%]

06 lipca 2022

Od Agresta cd. Plusk

— Nie chciałam! — krzyknęła Plusk, wysuwając pazury. 
Agrest cofnął się o krok, mimo wszystko nie spodziewając się takiej reakcji medyczki. Może w rzeczywistości faktycznie nie była ani trochę miłą osobą, za jaką się podawała?
— No to jak to się stało niby?!
— T-to wszystko… to g-głupi przypadek… — wyjąkała, chowając pazury. 
Przypadek?! Agrest już nie mógł z nią wytrzymać. Musiał wyglądać jak wariat. Czuł się jak wariat. Nic nie rozumiał z zachowania kotki i jej słów. 
— Jak. Przypadek. — wydusił z siebie. 
Plusk mu nie odpowiedziała, zamiast tego kolejne jej łzy poczęły skapywać na ziemię. Płakała? Żałowała tego, co zrobiła? A może tylko udawała skruchę? Nieważne. Teraz jedyne co chciał wiedzieć, to odpowiedź na jedno, proste pytanie.
— Dlaczego? — Wręcz błagał ją tonem swojego głosu.
— P-pozwalała na masowe śmierci innych kotów — wyszlochała. — Chciałam to zakończyć.
Osłupiał. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. 
Błysk nie była morderczynią, ale faktycznie przez jej nieudolne rządy zginęło wiele osób. Jednak czy zabójstwo liderki to słuszne przedsięwzięcie? Można stwierdzić, iż była pośrednią przyczyną śmierci innych, więc tak. Aczkolwiek nie została nią specjalnie. Podobno właśnie starała się, o lepszy byt klanu. Wprost mu to powiedziała. Ale wciąż jej domniemany wysiłek nie wystarczał. Właściwie to co ona zrobiła w sprawie morderstw? Nic. Zupełnie nic. Choć jednocześnie mogła nie zdawać sobie sprawy, że jej bezczynność ma tak tragiczne skutki. W końcu nie należała do najmądrzejszych.
Pozostawała jeszcze kwestia wyższego dobra… Może dla niego było warto? Jednak skąd mieć pewność, iż Brzoskwinka lepiej zajmie się tą sprawą? A Błysk finalnie nikogo własnołapnie nie skrzywdziła, więc nie zasługiwała na tak okrutną śmierć. Czyli decyzja Plusk raczej nie była sprawiedliwa. 
W każdym razie lepsze to niż mordowanie bez żadnego powodu, rozgrzebywanie czyiś wnętrzności lub odrywanie komuś głowy. O ile mówiła prawdę, bo jego zaufanie do niej diametralnie zmalało, gdy usłyszał o zbrodni. 
Nie miał pojęcia co sądzić o Plusk. Zacisnął szczękę i wyszedł z legowiska medyczki.

***

Dostał ucznia! Nie potrafił w to uwierzyć. Będzie musiał powiedzieć o tym Krecik i Kuklikowi, jak wrócą z patrolu. W tak młodym wieku i to jeszcze wnuczkę samej liderki. Zaraz jednak się skrzywił, gdyż nie dało się ukryć, iż kotka była również córką Plusk. Czy w takim razie powinien traktować ją jak siostrę? Nie. Medyczka nie jest jego mamą i nigdy nią nie była, bez względu na to, co mówiła. 
Tak czy inaczej, szylkretka to nie jakaś mieszanka innych, tylko osobna istota. Niezależnie od jej pochodzenie postara się być jak najlepszym mentorem i dobrze o nią zadbać.
Już miał zacząć odchodzić z miejsca zgromadzeń klanu, kiedy usłyszał znajomy głos. 
— B-błagam, nie wyżywaj się t-tylko na Miodunce, czy innych moich kociętach — zawołała za nim Plusk łamiącym się głosem.
Zatrzymał się i spojrzał na nią przeciągle. Czyli jednak na kimś jej jeszcze zależało. 
— Nie będę. One to… oddzielne osoby. 
— Ogromnie ci dziękuje — powiedziała, pociągając nosem.
Agrest poczuł się dziwnie. Morderczyni właśnie dziękowała mu za oczywistą rzecz. I w dodatku wyglądała na wzruszoną. 
— Ja… tak, każdy powinien tak robić — stwierdził. — Postaram się być dobrym mentorem — pocieszył ją. Nie wiedział dlaczego, ale właśnie to uczynił.
Medyczka odpowiedziała mu szerokim uśmiechem, gryzącym się jednak ze spływającymi po jej polikach łzami.
Nie miał pojęcia co zrobić. Wykrzywił pysk w niezręcznym uśmiechopodobnym czymś, skinął głową i odszedł.
Naprawdę nie potrafił jej zrozumieć ani tego, co ma o niej myśleć. Wysyłała zbyt wiele sprzecznych sygnałów.

***

Niepewnie wszedł do legowiska Plusk. Tyle zostawił tutaj wspomnień. Zarówno tych dobrych, jak i złych. 
— Agreście? — Medyczka odwróciła głowę od składziku ziół.
— Um, coś ostatnio gardło mnie boli. Więc… no. 

<Plusk?>

01 lipca 2022

Od Plusk CD. Agresta

— Dlaczego?! Dlaczego to zrobiłaś? — kocur rozpłakał się na dobre.
— N-nie zabiłam ich! — wrzasnęła głośno, kuląc się w kącie kociarni.
— Jak nie?! — wyszlochał. — No to kto?!
— N-nie wiem! — fuknęła w odpowiedzi. — Przestań mnie osądzać o coś tak okropnego!
Czuła się paskudnie. Została osądzona o coś, co było dla niej koszmarem. Śmierć niewinnych kotów. Drewno, Tajfun.
— N-no, ale zabiłaś Błysk! Jesteś więc zdolna!
— N-n-nie chciałam... — dukała, a z jej oczy zaczęły sączyć się łzy.
Nie miała pojęcia, co mówić. Plotła głupstwa, kłamiąc, mówiąc pierwsze lepsze wyjaśnienie, jakie przyszło jej do głowy. Już nikt jej nie wierzył. Ona sama sobie również.
— Jak nie chciałaś?! — krzyknął. — Przypadkiem rozszarpałaś jej gardło?!
— Nie chciałam! — syknęła, wystawiając pazury. Jej skołtuniona sierść się zjeżyła, a mięśnie napięły.
Kocur nerwowo cofnął się o krok. Zamachał wściekle ogonem.
— No to jak to się stało niby?!
— T-to wszystko... To g-głupi przypadek... — szlochała ciężko, chowając szpony.
— Jak. Przypadek. — wydusił z siebie.
Nie odpowiedziała nic. Była słabym kłamcą. Smutek wpełznął na jej pysk, a łzy kapały na podłoże.
— Dlaczego? — zapytał błagalnym tonem.
— P-pozwalała na masowe śmierci innych kotów — szlochała. — Chciałam to z-zakończyć.

***

— B-błagam, nie wyżywaj się t-tylko na Miodunce, czy innych moich k-kociętach — szlochała, biegnąc w stronę kocura mijającego medyczne legowisko. — P-proszę...
Czuła się okropnie. Była przerażona.

< Agrest? >

[przyznano 5%]

27 czerwca 2022

Od Agresta do Plusk

Po śmierci Stokrotki i Poziomki zaczął podejrzewać, że to Klan Nocy stał za tymi wszystkimi zbrodniami. Tymczasem nadal nie potrafił wyjść z szoku, kogo właśnie przyłapano na zabójstwie Błysk. Spodziewał się każdego… ale Plusk?! Jak to możliwe, że kotka, która proponowała mu adopcję i niedawno doczekała się własnych kociąt, dopuściła się takiego czynu? Zawsze wręcz przesadnie miła, przez ten cały czas śmiała mordować za ich plecami?! 
Publiczne wyrwanie medyczce wibrysów mimo wszystko, wzbudziło w nim niepokój. W każdym razie to nie było teraz istotne. Nie zamierzał obojętnie patrzeć, jak przyczyna kresu życia tylu kotów, tak po prostu egzystuje wśród nich. 
Wszedł do legowiska medyczki zdecydowanym, lecz chybotliwym krokiem. Mieszanina niedowierzania, wściekłości i rozpaczy przelewała się przez jego ciało, sprawiając, że cały drżał. 
— Ty… — wysyczał w kierunku skulonej kotki. — JAK MOGŁAŚ?! — wydarł się, jeżąc czekoladowe futro. Miał ochotę nakrzyczeć na nią jeszcze głośniej, ale z każdym uderzeniem serca to rozpaczliwość coraz bardziej przejmowała nad nim kontrolę. Łzy poczęły intensywnie napływać mu do oczu. Nie chciał płakać! Był zły! — Czy to ty zabiłaś ich wszystkich?! — wyjęczał, bezskutecznie próbując uspokoić oddech. — Czy to ty z-zmasakrowałaś… mojego brata? Odcięłaś głowę Drewnu? Zabiłaś Ta-tajfun i resztę? — lamentował, czując, iż jest na skraju — Dlaczego?! Dlaczego to zrobiłaaś? — Rozpłakał się na dobre. 

<Plusk?>