BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szyszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szyszka. Pokaż wszystkie posty

10 października 2021

Od Szyszki

 Promienie letniego słońca przebiły się do środka legowiska, mieszczącego się w dziupli. Legowisko prowadziła od razu na Wysoką Gałąź, z której wiekowa przywódczyni przemawiała, składając różnorodne obwieszczenia swoim pobratymcom. Mówiąc o czarnej kotce należy wspomnieć, że właśnie otworzyła żółte ślepia, żeby powitać kolejny dzień. Liczyła, że będzie równie miły jak poprzednie. Niewiele zakłócało spokój Owocowego Lasu i choć można sądzić, że była to cisza przed burzą, Szyszka widziała w tym po prostu pewien rytm. Zaznali nareszcie upragnionego spokoju. Niezwykle cieszył ją taki stan. Po naprawdę wielu sezonach mogła odetchnąć z ulgą. 
Otworzywszy oczy poczuła, że coś jest wyraźnie nie tak. Leżała na posłaniu z miękkiego mchu, piór i liści, zwinięta w ciasną kulkę. Wkrótce nadejdzie Pora Opadających Liści, należało się przygotować do większych mrozów i spadających na głowy jabłek. Kotka uniosła głowę, odsłaniając różowy języczek w ziewnięciu. Chciała się unieść w celu przeciągnięcia, a następnie przejść się po obozie, jak to miała w zwyczaju, żeby sprawdzić stan członków Owocowego Lasu. Uwielbiała z nimi przebywać. Szybko się jednak przekonała, że nie dane jej będzie podnieść się na równe łapy. Kotka stęknęła, napinając mięśnie, żeby się unieść, jednak ciało było tak ciężkie, że nie mogła nawet wstać. Opadła bez sił na posłanie, jednak prędko ponowiła próbę wstania. Szczupłe ciało ozdobione czarną sierścią, odmówiło jej posłuszeństwa. Bolało ją od łap po uszy. Kotka westchnęła ciężko, wracając do poprzedniej pozycji. Była zdezorientowana tym, co właśnie się działo. 
— Szyszko, mam ci do złożenia raport. — Błysk weszła do legowiska, witając swoją przywódczynię szerokim uśmiechem na pysku, zapewne licząc na taki sam gest. Dostrzegła skrzywienie bólu i paniki na pysku liderki. Zamrugała. — Wszystko w porządku?
— Nie mogę wstać. Pójdź po Niezapominajkę, proszę. Pewnie to znowu ból mięśni. 
Błysk nie zaprzeczyła ani nie próbowała protestować. Opuściła posłusznie legowisko przywódczyni, żeby wybrać się po medyczkę. Szyszka poruszyła koniuszkiem ogona. W takich chwilach pragnęła, żeby pojawił się Wschód. Tęskniła za przyjacielem, los odebrał go za szybko. Podejrzewała, że został zabity przez lisa i ta wersja rozeszła się po "klanie". 
Kotka ułożyła się na boku, oddychając równo. Od kilku księżyców bolały ją mięśnie, łapy odmawiały posłuszeństwa, natomiast pysk pokryły siwe włoski. Nie była już tak żywiołowa jak za czasów młodości i chociaż wciąż wspinała się na drzewa, ukrywała ból pojawiający się wtedy na jej pysku i łzy w oczach, gdyż czuła się słaba i stara. Nie mogła jednak oszukać mijającego czasu. Przeleciał zaskakująco szybko. Jednak wbrew pozorom czarna kocica nie bała się śmierci ani nie wstydziła swojego wieku. Wręcz była dumna, że udało jej się dożyć takiej liczby, nie każdy kot może dożyć starości. Dlatego Szyszka szczyciła się swoim podeszłym wiekiem, życie można przecież w końcu tylko jeden raz i nie można niczego żałować. 
Kotka zamknęła oczy i odpłynęła do świata wspomnień. Przez tyle sezonów zdążyło uzbierać się ich naprawdę sporo, jednak nie wszystkie były dobre i kolorowe. Znała smak żałoby, smutku, rozpaczy i żalu, poznała również dobro, radość, nadzieję. W cyklu swojego życia pełniła role kociaka, uczennicy, wojowniczki, przywódczyni, matki, partnerki, mentorki, babci i przyjaciółki. Czego więcej mogła chcieć od losu, który okazał się dla niej tak łaskawy?
Oczami wyobraźni znalazła się na terytorium Klanu Lisa, jeszcze na starych terenach. Obraz Różanecznika był zamazany, nie pamiętała zbyt dobrze matki. Widziała jej brązowe oczy, spoglądające na Szyszkę i Brzózka. Potem zniknęła, a oni zostali zaprowadzeni do Czereśni. Tak zaczął się etap jej życia, który utworzył kolejne. Z bratem była bardzo blisko i mocno przeżyła jego śmierć. Mieli inne charaktery, jednak łączyło ich szczere uczucie. 
A potem była Leszczynka. Najlepsza przyjaciółka Szyszki. Stanowiły razem świetny duet, przez wiele sezonów dzieląc się wsparciem, radością, smutkami, wyznaniami i wyrzeczeniami. Przez pamięć przeszedł atak lisa, którego spotkała jako energiczna i ciekawska uczennica. Zjeżyła futro na wspomnienie swojego strachu i późniejszej długiej kuracji u medyczki. 
— Jesteśmy.
Czarnulka otworzyła ślepia, witając zastępczynię i młodą medyczkę skinieniem głowy. Niezapominajka od razu przeszła do badania, natomiast Błysk usiadła obok. Szyszka obserwowała córkę Brzoskwinki. Właśnie. Brzoskwinka. Szyszka chciałaby, żeby kotka w przyszłości została przywódczynią. Posiadała w sobie determinację, odwagę i lojalność. Owocowy Las byłby z nią bezpieczny. Westchnęła.
Ona nigdy nie była zastępczynią. Atak Klanu Nocy wydarzył się niespodziewanie i na zawsze zapadł w pamięci liderki. Być może jej los potoczyłby się zupełnie inaczej, jednak tak trzeba mówić przy każdym większym wydarzeniu. Krew, leżące martwe ciała, pojmani uczniowie i kocięta, wiatr targający futro podczas ucieczki i szukania schronienia. Było to najokropniejsze wydarzenie w jej życiu, jej rodaków również. Zamieszkali w sadzie, stając się z Klanu Lisa, Owocowym Lasem. Powstali jako silniejsi, pewniejsi, zżyci ze sobą bardziej niż kiedykolwiek. Zdołali odbić swoich i zamknąć się w tym miejscu na wiele wiele księżyców. To miejsce stało się ich domem. A ona? Czuła zaszczyt, że mogła nazwać się przywódczynią. Nie wiedziała, jak zostanie zapamiętana przez historie. Jako najlepsza przywódczyni, pierwsza, a może będą jej żałować? Tak naprawdę przyszłość była za bardzo zamazana, jednak jedno było pewne - nikt nie zwątpi, że szczerze kochała i dbała o swoją grupę. 
Dbała również o uczniów. Bycie mentorem nauczyło ją odpowiedzialności. Jej uczniami byli kolejno Nostalgia, Ostróżka i Pędrak, Cicha, Krzemień. Z każdym z nich wytworzyła wyjątkową więź i mogła mianować wojownikami. Nostalgia.... była nie tylko jej uczennicą, ale również przyjaciółką. Wspólnie wychowali Obłok i pozwoliły jej odejść, gdy pragnęła zostać z ukochanym i potomstwem. Tęskniła za swoją zastępczynią. Nadal pamiętała jak się czuła, gdy Nostalgia prawie spadła z drzewa i innego dnia, gdy wyznała jej swoje uczucie. Miała nadzieję, że kiedyś się ponownie spotkają i znowu usłyszy zadziorne "lisi bobku". 
Zwracała się tak do Sokoła, choć w jego przypadku wyzwiska były niekiedy jeszcze gorsze. Prowadzili ze sobą długi konflikt. Nawet raz Sokół uderzył Nostalgię, za co Szyszka się na niego obraziła. Jednakże szczerze i mocno kochała kocura. Odczuła ciarki na ciele za każdym razem gdy wspominała, jak wyznali sobie miłość i jak leżała wtulona w jego ciepłe, niebieskie futro. Byli sobie wierni i nie mogła nawet wyobrazić sobie lepszej historii miłosnej. Wspólnie doczekali piątki cudownych kociąt, które szybko stały się oczkiem w głowie matki. Kochała każde z nich tak samo, choć różnili się od siebie charakterami. Lubiła opowiadać Daglezji o Klanie Gwiazdy, myć futro Orzełka, przytulać Bielik, rozmawiać z Płomykówką, dzielić się posiłkiem z Głogiem. Jej kociaki wyrosły na wspaniałe koty, wielkich wojowników. Pomyśleć, że liczyli już pięćdziesiąt trzy księżyce! 
Była świadkiem śmierci Płomykówki, zarówno swojej mentorki, jak i córeczki. Właściwie to widziała wiele śmierci w swoim nie tak krótkim życiu, jak i również narodzin. Została babcią Zimozioła, Mrówki i Słonecznika. Kochała swoje wnuki i bardzo je rozpieszczała. Miała rodzinę, to był największy dar, do tego sama na niego pracowała, stając na czele rodu, zawsze gotowa służyć pomocą swoim najbliższym. 
Poruszyła rozbawiona wąsami na wspomnienie własnych treningów. Wtedy była taka niewinna i pełna życia! Ale nawet wtedy ambicja pozwoliła jej kroczyć z dumnie uniesionym do góry ogonkiem. Cieszyła się każdym dniem, witając go z szerokim i promiennym uśmiechem na pysku. Nawet teraz się uśmiechała, choć nie umknęło jej zmartwione spojrzenie Błysk, gdy rozmawiała z Niezapominajką. Oddaliły się specjalnie, żeby liderka nie mogła ich usłyszeć, jednak wyraz oczu zdradzał wiele i równie zmartwione słowa Niezapominajki, gdy wspomniała, że pójdzie po ziarna maku i coś na bóle stawów. Ciągnęła przy tym ogon po ziemi, wywołując u Szyszki mieszaninę wielu emocji. 
— Chcesz coś zjeść? — spytała zastępczyni, chcąc brzmieć pogodnie. 
Była jej trzecim zastępcą. Wcześniej tą funkcję pełnił Myszołów, za nim Nostalgia i to Błysk zaszła najdalej. To właśnie ona będzie prowadziła przez kolejne księżyce Owocowy Las.
— Błysk. — spojrzała głęboko w oczy córki Muszelki. — Wiele razy ci mówiłam, dlaczego wybrałam cię na swoją zastępczynię. Nie zgub swojej odwagi, sprawiedliwości, determinacji, dobroci i honoru. Wiem, że Owocowy Las będzie bezpieczny pod twoim panowaniem. Zadbaj, żeby przez wiele sezonów cieszył się dobrobytem i by nasi pobratymcy nie zaznali cierpienia. Niech znają historię i tworzą własne ścieżki, żeby nasz dom się rozrastał i niech żar tli się w sercach wszystkich pokoleń. 
Oczy zastępczyni otworzyły się szerzej. 
— Dlaczego teraz mi o tym mówisz?
Szyszka była wdzięczna, że kocica próbowała robić dobrą minę do złej gry. Jednak była już na tyle stara, że dobrze znała swój los. Delikatny uśmiech pojawił się na jej pysku, natomiast w oczach koloru słońca, widoczny był jedynie spokój. 
— Nie dożyje wschodu słońca. Umieram, Błysk, i jestem tak bardzo szczęśliwa, że mogę to zrobić na własnych warunkach. Nadchodzi twój czas, ale się go nie obawiaj, gdyż jesteś gotowa. Rządź naszą społecznością na własnych warunkach, poprowadź dalej tą historię i pamiętaj, że nigdy nie będziesz sama. Mogę odejść spokojna o nasz dom. 
Błysk pokręciła głową, cofając się o krok do tyłu. Szyszka ułożyła głowę na łapach, nawet nie próbując podjąć próby wstania. Gwiazdy migotały na Ciemnej Skórze i ona stanie się wkrótce jedną z nich. W pewnej chwili młodsza kotka podeszła i mocno ją przytuliła. Szyszka wtuliła nos w futro burej. 
— Obiecuję, że cię nie zawiodę, Szyszko. Wszyscy będziemy tak bardzo za tobą tęsknić. 
— Ja również będę za wami tęsknić.
Każdy kot rodził się i umierał. Była na wszystko gotowa, ostatni etap jej życia się kończył. Długo wtulała się w futro zastępczyni, która wypłakiwała słone łzy w jej futro. Szyszka mogłaby posłać po swoje dzieci i wnuki, które pełniły już rolę uczniów, jednak nie chciała ich martwić i zasmucać. Pożegnają się na pogrzebie. 
— Pochowajcie mnie obok Sokoła i Nostalgii, pod tą śliczną jabłonką. — poprosiła. 
Błysk zamierzała dotrzymać obietnicy i jeszcze zanim opuściła legowisko, posłała swojej przywódczyni ostatnie tęskne spojrzenie. Szyszka została sama w legowisko, jednak była świadoma, że śpiące w swoich gniazdach pobratymcy ją otaczają i nigdy nie była samotna. Nie każdemu jest pisana tak piękna śmierć. Szyszka zamknęła oczy, pozwalając odetchnąć swojemu ciału. Na pysku kotki wciąż tkwił uśmiech i pozostał nawet wtedy, gdy bok przestał unosić się w rytmie oddechu. 
Tato!


Żegnaj, Szyszko [*]
Zmarła w wieku 122 księżyców 

Od Szyszki

Przez kolejne dni w Owocowym Lesie nic się nie działo. Wręcz można powiedzieć, że zapanował spokój. No może poza odejściem Konopi. Szyszka nie miała jednak żalu do szylkretowej kotki, że ta zdecydowała się odejść, zapewne do Klanu Nocy. Tak podpowiedziało jej serce, a przywódczyni zawsze wierzyła, że to właśnie jemu należy ufać najbardziej. Czarnulka jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że coś poszło nie tak i intuicja jej nie myliła, choć samej kotce nie dane było się tego dowiedzieć. 
Zajęła się swoimi obowiązkami. Mięśnie coraz częściej odmawiały jej posłuszeństwa, jednak starała się nie narzekać i wciąż kroczyć z uśmiechem i wysoko uniesionym ogonem przez życie. Spędzała dużo czau ze swoimi dziećmi, potrzebującymi jej wsparcia i matczynej miłości. Obóz powiększył się o kociaki Zięby i Krzemienia. Pomyśleć, że ten niepewny czarny kocurek został ojcem. To sprawiało, że czuła ciepło na sercu, że zaznał w Owocowym Lesie miłości i spokoju. 
Również dużo czasu spędzała z wnukami. Zimoziół był prawie gotowy zostać wojownikiem, natomiast Mrówka i Słonecznik dopiero rozpoczęli swoje szkolenie. Kocica uwielbiała ich obserwować i zawsze w takich chwilach czuła się dobrze, że tak się układało w ich kawałku świata. 
Odetchnęła świeżym powietrzem Pory Zielonych Liści, nim stanęła na Wysokiej Gałęzi, utrzymując równocześnie równowagę. Zmrużyła oczy w ostatnim zastanowieniu, czy podejmuje właściwą decyzję, jednak po długiej dyskusji z Błysk uznała, że musiała być jakąś decyzją, a czy podchodziła pod złą lub dobrą, miał zdecydować jak zawsze tajemniczy los. Jednak myślała o tym długo. Nie mogła tego wcześniej ogłosić, przez różne wydarzenia mające wpływ na Owocowy Las, jednakże chwilowy spokój dał jej motywację i pewność, że powinna ogłosić swoją decyzję pobratymcom. Nie liczyła, że zrozumieją, ale jeśli mieli jakiś sprzeciw, oczywiście mogli go wygłosić, a ona wysłucha i podejmie właściwe kroki. 
- Niech wszystkie koty Owocowego Lasu zbiorą się pod Wielką Gałęzią i wysłuchają moich słów! 
Grupa zaczęła się gromadzić, siadując w tłumi w miejscu spotkań i wbijając zainteresowane spojrzenia w swoją przywódczynię. Szyszka stanęła dostojnie, unosząc ku górze ogon i poczekała cierpliwie, aż wszyscy przybędą, nim zdecydowała się kontynuować. 
- Tkwimy zamknięci w Owocowym Lesie już wiele księżyców. To właśnie tutaj - w naszym domu - przeżyliśmy zarówno radosne, jak i budzące naszą rozpacz chwile. Niemniej pozostaliśmy silni i gotowi podjąć się każdego wyzwania. Właśnie to sprawia, że jesteśmy najlepszą grupą, jaka kiedykolwiek znaczyła tereny lasu. Dopóki będziemy trzymać się razem, nasza społeczność będzie się rozwijać. Jednak brakowało przez ten czas jednego, co często pokazywali nasi pobratymcy uciekając za Ogrodzenie. Tam wciąż nie jest bezpiecznie, jednak czy nasz obóz na zawsze zapewni bezpieczne schronie? Atak lisa by temu przeczył. Moi pobratymcy, wybrałam się z Krzemieniem na klanowe zgromadzenie i pod przykrywką nocy byliśmy świadkami, że wśród klanów nie dzieje się dobrze, a ich spory prowadzą do gniewu przodków, w których leśne koty wierzą. Zrozumiałam, że nie mogę się bać i nie mogę również oczekiwać tego od was. Klan Nocy odebrał życia wielu naszych i nasz dom, jednak nadszedł czas, żeby wyjść z cienia. Nie dopuścimy już więcej do rozlewu krwi. Postanowiłam i wygłaszam to oficjalnie w waszej obecności, że zakaz opuszczania Ogrodzenia zostaje zdjęty. Wolność i tolerancja zawsze były naszą etykietą, niech dalej tak będzie. Przez parę dni patrole będą oznaczać nasze terytorium. Oczywiście nie będziemy zapuszczać się na bagna, gdzie wciąż roi się od lisów, jak i również upominać, żeby tylko wojownicy i zwiadowcy mogli opuszczać teren Owocowego Lasu. Uważajcie na siebie. Można tam legalnie polować, zbierać zioła, jak i wychodzić na spacery. Nasz obóz mieścić się będzie jednak nadal tutaj - w Owocowym Lesie. 
Wiele głosów rozległo się po polanie. Słyszała oburzenie, zdziwienie, ciekawość, niepokój, ale również radość i podekscytowanie. Ją natomiast ścisnął żołądek. Od tak dawna nie była poza Ogrodzeniem, nie pamiętała już dawnego obozu. I wiedziała, że jej decyzja może wiele zmienić. 
- Kocham was. - wyszeptała, gdyż ciężko było się przebić przez rosnące po obozowisku głosy. - I zawsze będę was chroniła. 


<jeśli chcecie to możecie napisać reakcję waszych postaci> 

Od Szyszki CD. Puchacza

Odkąd Jeżynek przyprowadził do niej Puchacza, minęło już kilka księżyców. Kocur rozpoczął szkolenie pod okiem Księżyca i z tego, co słyszała od wojownika, zaaklimatyzował się w Owocowym Lesie i robił spore postępy. Czarną kotkę cieszył oczywiście ten fakt, gdyż zawsze dbała o atmosferę i samopoczucie swoich pobratymców. Chciała również z każdym mieć więź, więc nic dziwnego, że udała się tego dnia do gałęzi uczniów. Oczywiście zaraz po odwiedzinach Pędraka w żłobku. Lubiła do niego wpadać i posiedzieć, nawet jeśli starszy nie chciał na nią spoglądać i wolał mamrotać do siebie. Czuła, że jest mu to winna. 
Czarna kocica ostrożnie wspięła się po Jabłoni, żeby po kilkunastu uderzeniach serca utrzymać równowagę na gałęzi i dotrzeć do posłania, gdzie Puchacz właśnie zajmował się obserwacją obozowiska. Skierowała wzrok w tym samym kierunku. Uczniowie wybierali się na szkolenie, natomiast wojownicy spieszyli do wykonania swoich obowiązków. Może i ona powinna wybrać się na patrol? Zmrużyła oczy w zastanowieniu, zanim pokręciła na zaprzeczenie głową. Była za stara na tak odległe wędrówki. 
- Witaj, Puchaczu! - powitała radośnie ucznia, zajmując miejsce na gałęzi. Uśmiechnęła się do niego szeroko, pokazując tym samym, że ma dobre zamiary. - Powiedz mi, jak się czujesz w Owocowym Lesie? Twój mentor mówił, że dobrze ci idzie trening, więc zacznę już myśleć o twoim mianowaniu. Oczywiście, jeśli czujesz się gotowy. 
W ciągu tych księżyców udało się wprowadzić nowe dyscypliny do treningów. Były dla chętnych, ale ich wykonanie gwarantowało szybszy awans, a przecież który uczeń nie marzył o byciu wojownikiem? Takie rzeczy jak nauka tworzenia legowisk, wspinaczka na drzewa, czy lawirowanie po Ogrodzeniu i unikanie spadających jabłek, były wręcz ciekawymi atrakcjami dla młodzików. 
- Powiedz, zdobyłeś jakiś przyjaciół? Wybacz za tak śmiałe pytanie, ale muszę wiedzieć, jak ci mija czas w naszej społeczności. - miauknęła lekko przepraszająco za swoją śmiałość, ale równocześnie nastawiła z ciekawością uszu, w pełni oddając skupienie na Puchacza. 


<Puchacz?> 

Od Szyszki CD. Krzemienia

Pora Nagich Drzew przywiodła ze sobą niespodziankę, która ani trochę nie należało do tych przyjemnych. Czarna kotka skrzywiła się, gdy przed nią spadła gruba kulka. W ciągu upływów serca kulek przybywało. Były mroźne i białe, natomiast ich upadek na głowę pobratymca, kończył się zawodzeniem przez niego z bólu. Nie było wątpliwości, że sytuacja należała do poważnych. Liderka fuknęła pod nosem. 
- Szybko, schowajcie się w żłobku i u Wschodu! - zawołała głośno, przekrzykując spanikowanych rodaków. Jej pobratymcy biegali w różnych kierunkach, wyraźnie przerażeni zaistniałą sytuacją. Przepychali się przez siebie, każdy w poszukiwaniu kryjówki. 
- Szyszko, tutaj! 
Usłyszała głos swojego dawnego ucznia. Rozejrzała się za Krzemieniem i dostrzegła go w legowisku medyka. Odetchnęła z ulgą, że jest bezpieczny. Zanim jednak ruszyła w jego kierunku, pomogła Jeżynkowi dostać się do legowiska starszych. Dopiero wtedy przeszła najszybciej jak mogła przez obóz i schroniła się w legowisku, gdzie już czekało kilka kotów. 
- Nic się wam nie stało? - zapytała zgromadzonych i przyjęła ze spokojem ich potwierdzenie iż są cali i zdrowi. Chyba pierwszy raz mieli do czynienia z tak dużym gradem. 
- Szyszko, co to było? - pytanie Krzemienia sprawiło, że spojrzała na niego. 
- To grad. Powinien zaraz przejść. Przeczekamy tutaj. - miauknęła, siadając wygodnie na ziemi i otulając ogon szczelnie wokół łap, żeby się trochę rozgrzać. 

- - - - - - 
Szyszka bardzo często odwiedzała żłobek, żeby opowiadać kociakom różnorodne historie. Tego dnia również wybrała się do kociarni i została powitana przez piski najmłodszych mieszkańców. Byli jednak pochłonięci w zabawie, więc przywódczyni usiadła z boku, żeby im się poprzyglądać jednak nie przeszkadzać. Właśnie wtedy dosiadł się do niej Krzemień, który zapewne wpadł w odwiedziny do swojej partnerki i trójkę własnych kociąt. Kotka posłała mu uśmiech. 
- Masz piękną rodzinę. Cieszę się, że odnalazłeś spokój i szczęście. - miauknęła, śledząc zabawę kociąt. - Wiedziałam, że dobrze robię przyjmując cię do Owocowego Lasu i nie bacząc na twoje pochodzenie. Jedynie sprawa twojego ojca zawsze chodziła mi po głowie, jednak nigdy nie patrzyłam na ciebie przez krew, tak jak nie patrzę na Błysk, lecz na charakter i serce, a twoje jest naprawdę waleczne. 
Widziała wzrok Krzemienia i mogła się założyć, że właśnie wstrzymał oddech. Próbował ukryć swoje emocje i dobrze mu to wychodziło, gdyż musiała się ich domyślać. Przybliżała się i szepnęła mu do ucha, tak, żeby to zostało między nimi. 
- Wiedziałam od pewnego czasu. Nie wiem, czy to prawda, ale nie oczekuję, że mi ją zdradzisz. Tutaj jesteś po prostu Krzemieniem i jestem z ciebie dumna.
Wstała ze swojego miejsca, żegnając radośnie kocięta, pozdrowiła karmicielki i opuściła kociarnię, zostawiając Krzemienia samego z myślami. Może to nie był dobry moment, ale kiedy miał nadejść właściwy? 


<Krzemień?> 

Od Szyszki CD. Owieczki

 — Dzień dobry — zadrżała na ciele, gdy została zaproszona do środka — Ja... Przyszłam z prośbą. Mogłabym prosić o przeniesienie do kociarni? — szepnęła, czując jak Szyszka wbija w nią zdziwione ślepia — Spodziewam się młodych — wzięła głębszy wdech, zmuszając się, by popatrzeć na ich przywódczynię.
Nie wypadało pytać o ojca kociąt. Sądząc po stanie, w jakim była córka Madzi, kocięta mogły nie być chciane. Z resztą Owieczka nie nadawała się na matkę. Jednak jeśli już kocięta miały się pojawić na świecie, powinna dostać najlepszą możliwą opiekę. Normalnie Szyszkę cieszyliby nowi członkowie ich społeczności, ale czuła, że coś jest nie tak, dlatego jedynie skinęła głową, popadając w krótkie zamyślenie, żeby jeszcze bardziej nie martwić Owieczki. 
Oczywiście. Przekaże komuś, żeby pomógł ci zrobić posłanie. Będzie dobrze, Owieczko. 
Bo przecież musiało być dobrze. Karmicielka otrzyma opiekę, jedzenie, ciepłe posłanie i będzie mogła w spokoju wychowywać kocięta. No chyba, że nie będzie chciała i woli wrócić do swoich obowiązków, wówczas Szyszka nie miała nic przeciwko i pozostawiła ten wybór uczennicy Wschodu. 

- - - - - - 
Od ich rozmowy minęło sporo czasu, na świat przyszli Perkoz i Miód. Oboje rozwijali się zdrowo, jednak nie mogli liczyć na opiekę matki. Szyszka odwiedziła ich raz, opowiadając opowieść o małym ptaszku, który zdecydował się zwiedzić wszystkie zakątki lasu. 
Śmierć Owieczki była zaskoczeniem dla wszystkim. W ciągu księżyca stracili dwóch medyków. Córka Madzi popełniła samobójstwo i nie było ku temu wątpliwości. Szyszka zastanawiała się, czy można było coś zrobić, żeby przeszkodzić tragedii. Kocięta od razu oddała pod opiekę Kostki. 
Gdy tego dnia, wraz z promieniami słońca, wybrała się do żłobka, zastała tam Bielik, spoglądającą z żalem na kocięta swojej ukochanej, śpiące blisko Kostki. Szyszka stanęła przy córce i dotknęła ją lekko ogonem w bok. Wojowniczka podskoczyła, widocznie nie słysząc jej kroków i rzuciła matce rozdrażnione spojrzenie. 
— Musisz mnie śledzić? - fuknęła, opuszczając żłobek. 
Szyszka odprowadziła ją zdziwionym spojrzeniem, natomiast Kostka wywróciła oczami i wróciła do wylizywania futra złotej koteczki. Przywódczyni pożegnała ją ruchem głowy, wychodząc w ślad za córką. Znalazła ją przy wyjściu z obozu, ze wzrokiem wbitym we własne łapy. Czarnulka przejechała językiem za jej uchem, a następnie wtuliła pysk w sierść swojej córeczki. 
— To wszystko moja wina. Zraniłam ją i nie umiałam tego naprawić. 
— Obie nie umiałyście, jednak Owieczka nie powinna była cię ranić swoim odejściem. Na pewno dało się temu zapowiedz. 
— Kochałam ją. — w oczach Bielik pojawił się ból. Ze łzami w oczach wtuliła się w futro matki, smarkając w jej sierść, podczas gdy Szyszka tuliła ją mocno do siebie.

Od Szyszki

 Szyszka mocniej chwyciła trzymanego w pysku wróbla, zanim zatopiła się w żłobku. W kociarni zawsze było ciepło i unosił się zapach mleka. Idealne miejsce na odpoczynek dla karmicielek i schronienie dla młodych, do tego żłobek stanowił miejsce wielu radosnych zabaw. Przywódczyni rozejrzała się po wnętrzu, a gdy jej ślepia napotkały krępą sylwetkę Kostki, od razu skierowała się w kierunku kremowej kocicy. Czarnulka przysiadła obok niej, kładąc karmicielce przyniesione pożywienie. Kostka obwąchała posiłek, zanim skinęła głową w podziękowaniu, a następnie odsłoniła dwa kociaki - jedno złote, drugie kremowe, jednak oba maluchy odziedziczyły żółte oczka. 
- Mrówka i Słonecznik są tacy piękni i słodcy. Widać, że wyrosną na silnych i zdrowych wojowników. Jakbyś czegoś potrzebowała, to nie wahaj się po mnie posłać. Muszę dbać o moje wnuki. 
Kostka osłoniła maluchy ogonem, rozpoczynając następnie wylizywanie ich sierści. Nie minęło wiele czasu od porodu, jednak Szyszka bardzo często odwiedzała najmłodszych członków swojej rodziny, nie mogąc się nimi nacieszyć. No były cudowne! Kochała ich równie mocno co Zimozioła. Status babci niezwykle jej się podobał. 
Uderzenie serca później, gdy Szyszkę pochłonęła obserwacja dwóch małych kuleczek, do żłobka zawitała Bielik. Powitała zgromadzonych uśmiechem, prędko zbliżając się do partnerki brata. 
- Orzeł znowu jest na polowaniu, widać, że bardzo się stara. - zamruczała, przysiadając przy kociętach i spoglądając na nie z miłością. 
Szyszka zamruczała, przyznając jej rację. 

- - - - - - 
Kociaki rosły zaskakująco szybko i zgodnie z przewidywaniami rozwijały się prawidłowo. Szyszka uznała, że ich mentorami będą Krzemień i Bielik. Podobnie jak w przypadku najstarszego wnuka, przywódczyni chciała dać im zdolnych i silnych mentorów, zasługują w końcu na najlepszych. 
Kotka odwiedzała kocięta za każdym razem, gdy miała przerwę między obowiązkami. Zawsze wtedy przynosiła im zabawki lub coś smacznego do jedzenia. Dzisiaj również był dzień, kiedy zajrzała do żłobka. Niemal od razu po przekroczeniu progu, pod jej łapy wpadły dwa małe kocięta, spoglądające na swoją babcię z rządzą opowieści. Czarnulka poruszyła wąsami z radością i rozbawieniem, ostrożnie zajmując miejsce naprzeciwko nich i pozwalając Mrówce wdrapać się na jej grzbiet. 
- Babciu, pobawisz się z nami? - spytała Mrówka. 
- Opowiedz nam coś! - tym razem odezwał się Słonecznik. 
Szyszka uśmiechnęła się promiennie, spoglądając czule na maluchy. Były takie pocieszne. Kotka zdjęła z siebie powoli wnuczkę i ułożyła ją obok syna Orła. Ostatnio rozmawiała z synem i powiedziała mu, że jest z niego dumna, jak bardzo stał się świetnym tatą. Otuliła kocięta ogonem, przybliżając je do siebie i liżąc między uszami. 
- Mogą wam najpierw coś opowiedzieć, a potem się pobawimy. Co wy na to? Chociaż pewnie wygracie każdą zabawę. - zamruczała do wnuków, które z radością przystały na jej propozycję. Szyszka zamyśliła się, zanim zaczęła opowieść. - Gdy byłam uczennicą, wybrałam się na trening ze swoją przyjaciółką, Leszczynką, jej mentorem oraz moją mentorką. Z Leszczynką urządziłyśmy sobie małe zapasy i pech chciał, że akurat obok przechodził lis. Przeturlałam się pod krzak i wtedy stanęłam z nim oko w oko. Był ogromny, miał płomiennorudą sierść i wielkie, czarne oczy! Chwycił mnie za łapę, odbierając mi możliwość ucieczki. 
Mówiła z przyjęciem, żeby wzbudzić zainteresowanie u kociąt. Słonecznik i Mrówka słuchali z napięciem wymalowanym na pyszczkach i ciekawością w ślepiach, chcąc poznać dalszy ciąg historii.
- Moja mentorka, Płomykówka i Oset, rzucili się mi na ratunek, natomiast Leszczynka pobiegła po wsparcie do obozu. Lis okazał się silny, ale wspólnymi siłami udało się go przegonić, a ja trafiłam do medyczki, Pszczółka, na dość długi okres. - zakończyła opowieść. - To co, zabawa w chowanego? Zaczynam liczyć!
Zamknęła oczy i uśmiechnęła się na dźwięk podekscytowanych pisków, gdy kociaki odbiegły w poszukiwaniu najlepszej kryjówki. Została z wnukami do późnego wieczora, bawiąc się w najróżniejsze zabawy i opowiadając wspaniałe opowieści.  

11 sierpnia 2021

Od Szyszki

 Ostatnio nie działo się dobrze. Uszatka została zgwałcona i nosiła pod sercem kocięta. Całe dnie spędzała skryta w żłobku. Szyszka przychodziła często w odwiedziny. Wojowniczka nie chciała jej widzieć, nikogo nie chciała. Ostatnio nawet nie chciała przyjąć do siebie Wschodu, gdy się odwodniła i siłą musieli ją napoić. Ciągle płakała. Liderce krajało się serce. Jej gwałciciel został przypadkowo zabity, jednak czarna kotka cieszyła się z takiego obrotu spraw. Niesprawiedliwość świata nie znała granic. Przyrzekła, że jeśli pojawi się inna karmicielka w żłobku, Uszatka będzie mogła zrezygnować z opieki nad dziećmi. Golec nie umiała okazać miłości swoim synom, również z gwałtu. Co innego Bazylia, która szczerze kochała swoje córki i syna. Uszatka z pewnością nie chciała zakładać rodziny, na pewno nie w taki sposób. Wolała kotki, o czym doskonale wiedziała Szyszka, jednak przeżycia wojenne sprawiły, że nie przepadała za bliskością. Nie można było jej się dziwić. 
Tego dnia, Błysk przekazała jej kolejną wiadomość. Szyszka słuchała jej uważnie, z szeroko otwartymi oczami, gdy zastępczyni opisywała, czego była świadkiem. Wygląd opisywanej kotki, bardzo przypominał jej pewną wojowniczkę, którą spotkała wiele księżyców temu. Zbożowy Kłos. Nie byłoby to dziwne, gdyby to członkini Klanu Nocy przeskakiwała przez Ogrodzenie. Tutaj żyła Konopia, bengalka o tym wiedziała. Poznała położenie ich grupy. Czy dotrzyma słowa i nie zdradzi tego obecnemu przywódcy?
Szyszka wypuściła ze świstem powietrze. Rozmasowała głowę, która zaczęła ją nieprzyjemnie boleć. Musieli bardziej uważać. Obcy w sadzie nie był czymś dobrym. Przynajmniej dzięki wydanemu dźwiękowi, mogli się dowiedzieć o obecności wojowniczki. Jak długo to trwało? Błysk jedynie raz widziała rozmawiające kotki. Z pewnością należało jednak rozmówić się z Konopią. 
- Chodźmy. - mruknęła do swojej zastępczyni, dając jej znak ogonem. 
 Wspólnie ruszyły przez obóz, poruszając zaciekle łapami. Bez trudu odnalazły szylkretową kotkę. Przebywała u medyka, jęcząc na bolące stawy. Szyszka zatrzymała się w "progu", przyglądając się siostrze Ostróżki. Odkąd wytrenowała Pioruna, zaczęły się jej problemy, a przynajmniej wtedy pomału wychodziły na jaw. Coś niedobrego się działo z Konopią, chociaż nie była aż tak stara.
- Coś się stało? - Wschód od razu znalazł się przy nich. Kichnął. 
Szyszka z rozbawieniem przypomniała sobie, że wpadł ostatnio do wody, gdy przez przypadek upuścił tam zioła. Pewnie się rozchorował i był w trakcie leczenia. Przywódczyni i jej zastępczyni skinęły mu na powitanie. Czarna obdarowała przyjaciela uśmiechem. 
- Musimy porozmawiać z Konopią. Dbaj o siebie, Wschodzie, nie chcemy cię stracić. - miauknęła Szyszka, mijając kocura, żeby podejść do wojowniczki. 
Na głos i dźwięk kroków, Konopia uniosła głowę i skierowała pyszczek na dwie najważniejsze w ich społeczności kotki. Szyszka i Błysk przysiadły przy niej, żeby łatwiej było im rozmawiać. W końcu jeśli Konopię bolały stawy to lepiej, żeby się nie podnosiła. 
- Jak się czujesz? - spytała Szyszka.
- Trochę lepiej. Coś się stało? - córka Bazylii przyglądała się raz Szyszce, innym razem Błysk, próbując odczytać wyraz ich pyszczków. 
- Nie udawaj głupiej. Widziałam cię z tą wronią strawą. To była Zboże, ta z którą się miziałaś w niewoli. - syknęła Błysk, poruszając zdenerwowana ogonem. 
Szyszka uciszyła ją spojrzeniem. Gniewem do niczego nie dojdą, musiały porozmawiać na spokojnie i dopiero wtedy dojść do rozwiązania, a właściwie konsekwencji.
- Co ona tutaj robiła i jak długo się spotykacie? - głos Szyszki zabrzmiał twardo. 


<Konopio? Tłumacz się> 
Wyleczeni: Wschód, Uszatka

Od Szyszki CD. Iskry

 Od pogrzebu Nostalgii upłynęło naprawdę sporo księżyców. Zdążyli rozprawić się z lisem, znaleźć mordercę Leszczyny, powitać nowe kocięta i uczniów. Szyszka była świadoma upływających księżyców. Widziała na swoim pyszczku siwe włoski, które tylko dodawały jej powagi. Zastanawiała się czasami, jaka śmierć byłaby dla niej odpowiednia. Zdecydowanie nie w samotności. Chciała być otoczona przez wszystkie koty, które kocha. Odejść jako oddana przywódczyni Owocowego Lasu. Być pamiętała jeszcze przez wiele pokoleń. Uśmiechnęła się ciepło. To była dobra wizja. 
Szyszka dreptała przez terytorium, unikając spadających z drzew owoców. Akurat był sezon, gdzie najczęściej spadały na głowę. Młodziki obrywały najczęściej, gdyż nie przywykły do tego tak jak starsze koty. Czasami młodzi wojownicy robili nawet zawody w rzucaniu takimi jabłkami, a dojrzałe osobniki niekiedy upijały się nieświeżym sokiem. 
Czarna kotka zatrzymała się, gdy dojrzała siedzącą na płaskiej skale Iskrę. Czekoladowym futrem poruszał lekko wiatr. Wojowniczka wydawała się niezwykle spokojna. Szyszka miała okazję widzieć dzisiaj w obozie Bza. Kocurek radził sobie znacznie lepiej odkąd był przez nią trenowany. Zdecydowała, że gdy nadejdzie czas, zostanie asystentem wojownika, mającym na celu robienie gniazd i czyszczenie legowisk. Będzie mu zapewnione spokojne życie w gronie pobratymców. 
Liderka podeszła do Iskry, wskakując na tą samą skałę, zajmując miejsce obok niej. Uśmiechnęła się do czekoladowej, co starsza wojowniczka odwzajemniła. Będzie musiała przenieść wkrótce Iskrę do starszyzny. Wiek z pewnością jej doskwierał. 
- Pamiętam, jak z siostrami trafiłaś do Klanu Lisa. Wydawałaś się najbardziej ciekawa tego, co miało was spotkać. Było mi smutno po twoim odejściu i cieszyłam się, kiedy powróciłaś, przyprowadzając do nas nowych pobratymców. Cieszę się, że dane nam było się spotkać i żyć w jednej grupie. - objęła ogonem czekoladową, nie przerywając wpatrywania się w spokojnie zachodzące słońce. 

***

Zatrzymała się przy grobowych kopcach. Bardzo o nie dbała. Wszystkie wyczyściła z liści, które osiadły na ziemi, każdemu ze zmarłych położyła kwiatka, w najróżniejszych kolorach. Przy Iskrze zatrzymała się na trochę dłużej. Pochyliła się, zostawiając na jej grobie niebieski kwiat. Przycupnęła. Dbanie o zmarłych stanowiło jej tradycję. Chociaż wiedziała, że już zapewne nigdy ich nie zobaczy, chciała o nich pamiętać i żeby czuli, że dalej są jej rodziną. 
- Jaskółka została uczennicą. Dałam jej na mentorkę Brzoskwinkę. Myślę, że się dogadają. Kudłacz i Jedynka snują się po obozie, bardzo za tobą tęsknią, wiesz? Z resztą ja też. Ale staramy się być silni. W końcu znalazłaś swoją Ścieżkę, a twoja wędrówka dobiegła końca. 
Zerwał się wiatr, strącając liście z kupki i drzew. Pora Opadających Liści nadeszła. Szyszce zdawało się, że czuje kogoś obecność, jednak gdy się odwróciła, dojrzała jedynie wysokie drzewa i usłyszała krzyk ptaka. 

Od Szyszki CD. Zimozioła

 Wiele razy odwiedzała w żłobku Bielik. Obserwowała, jak Zimoziół bawi się zabawkami (często w sekrecie przynosiła mu jakieś nowe, musiała jako babcia go rozpieszczać przecież!) lub śpi u boku matki. Bielik bardzo go kochała, a duma i radość biły z jej ślepi.
Gdy tylko został uczniem, oddała go pod opiekę swojej zastępczyni, Błysk. Chciała, żeby jej wnuk odbył najlepsze szkolenie. Był takim mądrym, wspaniałym i uroczym kocurkiem. Babcia wierzyła, że wyrośnie na wielkiego wojownika. Może nawet pójdzie w jej ślady i zostanie przywódcą?
Kochała tego małego szkraba. Szyszka uśmiechnęła się promiennie, widząc wracającego z treningu młodzika. Wnuk miauknął coś do Błysk i rozejrzał się. Zauważywszy swoją babcię, ruszył w jej kierunku. Szyszka postanowiła odpuścić sobie na razie posiłek. Nie była tak bardzo głodna, a wizja spędzenia czasu z jedynym wnukiem, była najlepszą formą spędzenia czasu. 
— Babciu? Jak się dzisiaj czujesz? 
Kotka zamruczała zadowolona. 
— Czuję się dobrze. Zdrowie mi dopisuje. Co słychać u ciebie, mój kwiatuszku?  — nastawiła uszu, nadal mając uśmiech na pyszczku. 
Była bardzo ciekawa, jak przebiega szkolenie ucznia. Na pewno zdążył posiąść jakieś umiejętności, choć niedawno rozpoczął trening. Chciała się również dowiedzieć, jak przebiega jego życie towarzyskie. Szyszka w jego wieku już miała pierwszych przyjaciół. Chciała tego samego dla swojego wnuka. Kocurek był jedynakiem, bez kuzynów, więc na pewno potrzebował towarzystwa rówieśników.
— Też wszystko dobrze.  Błysk jest świetną mentorką, dużo już umiem. 
— Musimy się kiedyś wybrać na wspólne polowanie lub spacer. — miauknęła delikatnie Szyszka. — Bielik mówiła, że jest z ciebie ogromna dumna. Ja z resztą też. A jak twoje relacje z rówieśnikami?
Zimoziół odpowiedział krótko, że dobrze mu się układa z nimi relacja. Szyszkę ta wiadomość ucieszyła. Kocurek przynajmniej miał jakieś relacja spoza tych rodzinnych. 
— Zjesz ze mną? Musisz być zmęczony i głodny po treningu. Powinieneś mieć dużo sił na następny. — zamruczała czarna kotka, sięgając po gołębia dla Zimozioła i wiewiórkę dla siebie. Niczym prawdziwa babcia musiała najpierw dać mu jedzonko. Położyła sobie przed łapami wiewiórkę i odgryzła pierwszy kawałek, następnie znowu wlepiając żółte oczy w kocurka. — Bardzo się cieszę, że rozmawiamy, Zimoziole. Rośnie z ciebie prawdziwy, silny wojownik. 


<Wnuczku?> 

Od Szyszki CD. Krzemienia

 Zmrużyła podejrzliwie oczy. Miała nieprzyjemne wrażenie, że coś dręczy Krzemienia. Może w snach odbył spotkanie z mroczną przeszłością? Kotka odetchnęła cicho. Wspomnienia były zarówno przyjemną nostalgią, jak i ciosem wymierzonym w tęskny umysł. 
- Dzisiaj dwie lekcje; najpierw przedstawię ci historię. - miauknęła czarnulka, kiwając głową w kierunku wyjścia z obozu. Oboje ruszyli w tamtą stronę. - Możesz mi zaufać, jeśli coś cię dręczy. Zawsze postaram się doradzić. 
Nie mogła wejść do głowy swojego ucznia i wiedzieć, jaki ma do niej stosunek. Każdy wychowanek był dla niej ważny i każdego trzymała w pamięci. Z Nostalgią najbardziej się zaprzyjaźniła i jej śmierć dalej była bolesna dla Szyszki. Ostróżki i Pędraka nie dane jej było długo trenować przez wojnę, jednakże miała więź z dwójką kotów. Cicha od wielu księżyców przebywała daleko poza Owocowym Lasem, może nawet leżała gdzieś martwa. Pamiętała treningi z niemą kotką, zdarzało jej się wracać do tamtych chwil i tęskniła za córką Leszczynki. Krzemień był jej ostatnim uczniem, chciała wytworzyć z nim świetną relację, dobrze wyszkolić i żeby wiedział, że może liczyć na pomoc swojej mentorki. 
- Historia stanowi ważny element naszego życia. Pamiętasz z pewnością swoją przeszłość, jak i kształtujesz przyszłość. Podobnie jak wiele kotów. Właśnie w ten sposób tworzymy dzieje naszego domu. Zanim staliśmy się mieszkańcami Owocowego Lasu, byliśmy Klanem Lisa, zamieszkującym najpierw leże pełne siana, później bagna. Ruszyliśmy w wielką wędrówkę za klanami, docierając do nowego domu, który mieliśmy praktycznie przy rzece. - głos uwiązł jej w gardle na wspomnienie starego obozu. To tam doszło do krwawej bitwy. Szli dalej, mijając wysokie drzewa i gęste krzewy, coraz bardziej zapuszczając się w terytorium. - Wiesz dlaczego nienawidzę Klanu Nocy? Zaatakowali nas. Pod przywództwem ich ówczesnej przywódczyni, Pstrągowej Gwiazdy, wtargnęli do obozu, wcześniej szykując zasadzkę. Tylku kilku naszym udało się uciec. Kociaki, uczniowie i Muszelka trafili do niewoli. Żyli w niej kilkanaście księżyców, podczas gdy rebelianci, na których czele stanęłam, skryli się właśnie tutaj, w Miejscu, Gdzie Owoce Spadają Na Łeb. Zaatakowaliśmy ich obóz, żeby odbić swoich, podczas dziennego Zgromadzenia. Wtedy zginął mój pierwszy zastępca, jednak udało nam się odzyskać wolność. Od tego czasu Owocowe Las pozostaje naszym domem. Zapamiętaj, Krzemieniu, i przekaż następnym pokoleniom. Chce, żeby nigdy nie zapomniały o tym, co nas spotkało. Co sprawiło, że zawsze będziemy sobie ufać najbardziej. 
Doszli do wysokich traw, otoczonych gdzieniegdzie przez drzewa z różnymi owocami. Szyszka zatrzymała się, spoglądając na brzoskwinie, zanim jej wzrok ponownie przesunął się na czarnego kocura. Posłała mu uśmiech. 
- Wyrosłeś na silnego kocura. Nosisz w sercu wiele blizn, ale mam nadzieję, że nasz Owocowy Las pomoże ci zamienić je w coś pięknego. Wkrótce zostaniesz mianowany na wojownika. - miauknęła, myśląc już o ceremonii. 
Przeszła jeszcze kilka kroków, szukając czegoś, aż przysiadła i zaprosiła gestem ogona swojego ucznia. Krzemień podszedł do niej cicho, przysiadając obok i wbijając wzrok w mrowisko. Szyszka przyglądała się mrówką. Niektóre niosły na swoich grzbietach ziarna, inne cienkie liście. 
- Pracują w harmonii. Mrówki są małe, lecz pracowite. Wspólnymi siłami dbają o swoje mrowisko. Tak jak nasze społeczeństwo. - miauknęła, kątem oka zerkając na ucznia. - Ostatnią lekcją, którą chce ci przekazać jest to, że często poza umiejętnościami, ważne jest zaufanie, sprawiedliwość i miłość. 
Wróciła do obserwacji. Wiatr musnął jej pyszczek, zmuszając kotkę do przymknięcia oczu. Otoczyła ogon wokół łap, ciesząc się tym spokojem. 
- Co ci sprawia przyjemność, Krzemieniu? 
- Nigdy się nie zastanawiałem. - przyznał czarny kocur. - Ale... lubię ciszę i spokój. Śpiew ptaków, szum drzew, zapach rosy, relaksujące spacery. 
- Tak, spokój jest ważny. - przyznała, wsłuchując się w śpiew ptaków. Akurat ćwierkały piękną melodię. - Będziemy wracać do obozu. Jestem z ciebie taka dumna. 
Przybliżyła się, chcąc go przytulić, ale wtedy kocur zaskoczony cofnął się o krok. Kotka przyjrzała się zdziwiona jego spiętym mięśniom. 
- Co się stało? Nie lubisz się przytulać? 
- Nigdy mnie nikt nie przytulał. - przyznał uczeń. 
Szyszka niemal spadła z łap. Jak to, nigdy się nie przytulał? Nie wtulał w miękką sierść? Jakich rodziców musiał mieć ten biedny kot? 
- Trzeba to nadrobić. - miauknęła łagodnie Szyszka, wstając na równe łapy. Przybliżyła się do Krzemienia, stając naprzeciwko niego z uśmiechem. Przytuliła go do siebie, obejmując dodatkowo ogonem, jakby był jej kocięciem. Czuła jego prężące się mięśnie. - Rozluźnij się. 
Tuliła go, nie dając mu się wyrwać. Powinien poczuć się dobrze, tak jak ona. 


<Krzemień?> 

Od Szyszki CD. Brzoskwinki

Ciemne chmury zawisły nad Owocowym Lasem. Pozbycie się lisa nie oznaczało końca kłopotów, te wręcz stawały się coraz boleśniejsze. Szyszka nawet nie zdążyła pogodzić się ze śmiercią najbliższych sobie kotek, gdy dotarła do niej wiadomość, że Brzoskwinka została znaleziona poza obozem. W pierwszej chwili myślała, że została zabita, w końcu nie widziała jej odkąd wysłała ją na misję. Od razu ruszyła ku legowiskowi medyka. 
Liście miło musnęły jej futro, gdy wsunęła się do środka. Rozejrzała się krótko po wnętrzu. Wschód kucał przy mchowym posłaniu, zajmując się leczeniem Brzoskwinki. Owieczka i Niezapominajka kręciły się obok, podając mu różne medykamenty. Wewnątrz unosiła się przyjemna woń ziół.
- Jak się czuje? 
Wschód zachęcił ją ruchem ogona, żeby podeszła bliżej. Kotka przysiadła obok, spoglądając na szylkretkę. Jej bok unosił się w rytmie oddechu. Rany zdobiły sylwetkę dawnej uczennicy medyka. Musiała stracić przytomność. Jedna z jej łap była dziwnie wygięta, spojrzała na medyka.
Dlaczego postanowiłaś odebrać sobie życie, Brzoskwinko? Mogłaś do mnie przyjść z każdym problemem.
-
Wyjdzie z tego. Na szczęście to nie jest poważne złamanie. Rany się zagoją. 
- Przebudziła się?
- Tylko na chwilę odzyskała przytomność. - poinformował medyk. - Wiem, że śmierć Leszczyna była ciosem dla nas wszystkich, ale nigdy nie sądziłem, że Brzoskwinka postanowi odebrać sobie życie. Zawsze była taka silna. 
- Nikt nie jest całkowicie silny. 
Wschód odłożył zioła na bok, żeby spojrzeć w żółte oczy czarnulki. 
- A ty? Jak się czujesz?
- Okropnie. - westchnęła przywódczyni.  
Nie było nic więcej do dodania. Medyk wiedział, że ten temat jest trudny dla liderki, nie chciał dokładać jej zmartwień. Oboje siedzieli w ciszy przed Brzoskwinką.

***

Parę dni później Szyszka zajrzała ponownie do legowiska medyka. Akurat wychodził Jabłko. Skinął głową na przywitanie liderce. Gdyby rodzeństwo znowu się kłóciło byłoby jasne, że Brzoskwinka wróciła do pełnej sprawności. Spór pomiędzy nimi był znany w całym społeczeństwie.
Weszła do środka, szukając wzrokiem szylkretowej kocicy. Wojowniczka leżała na tym samym posłaniu. Jej rany faktycznie się zagoiły, jednak wciąż musiała pozostać pod opieką Wschodu. Szyszka położyła przy niej złapaną mysz, po czym przysiadła, zwracając na siebie uwagę córki swojej zmarłej przyjaciółki. 
- Powinnyśmy porozmawiać, Brzoskwinko. Skarbie, śmierć twojej mamy jest dla nas wszystkich ogromną stratą i żałobą, ale Leszczyna by nie chciała, żebyś odbierała swoje życie. Chciałaby, żebyś ty i twój brat troszczyli się o siebie nawzajem, byli szczęśliwi, żywi! - dotknęła nosem ucha szylkretki. - Nigdy więcej tego nie rób. Wiesz, że zawsze możesz do mnie przyjść. Jestem twoją ciocią.


<Brzoskwinko? Przepraszam, że musiałaś czekać, tak wyszło>

Od Szyszki

 Wróciła do obozu, ciągnąć ogon po ziemi. Łapy odmawiały jej posłuszeństwa, jednak nie ugięła się pod ich ciężarem. Całe ciało było ciężkie. Dopiero teraz poczuła swój wiek. Nie była już młodą i zwinną kotką, a kolejna tragedia sprawiła, że traciła siły. Wchodząc do obozu nawet nie uniosła głowy. Wszystkie grupy wróciły bezpiecznie i tylko jeden kot zginął bohaterską śmiercią, ratując swój dom. Kolejne łzy napłynęły do jej oczu. Strata córki bolała za bardzo. Wolałaby sama umrzeć, żeby tylko jej kocię mogło przeżyć.
Przeszła przez obozowisko. Szepty. Zbyt wiele szeptów. Syknęła na Trzmiela, który chciał się dowiedzieć, co się stało. Spiorunowała wzrokiem Orzełka. Czarna kotka wdrapała się na Jabłoń i "zamknęła" w swoim legowisku, zwijając się w ciasną kulkę. To nie tak powinno się skończyć. Mieli wrócić do obozu całą grupą, zabić lisa, żyć w spokoju pośród owocowych drzew. Teraz nic nie miało znaczenia. Płomykówka nie żyła, zmarła jak prawdziwa wojowniczka, jednak Szyszka zawaliła jako mama, nie potrafią jej ochronić. Już nigdy nie powie jej, że ją kocha, nie przytuli, nie usłyszy pewnego głosu czarnulki. Płakała w swoje futro. Nie docierały do niej żadne dźwięki. Z resztą nie chciała nikogo widzieć. Łzy ciekły po policzkach kotki, zaczęło ją boleć gardło. Nie pamiętała ile płakała, zanim zapadła w niespokojny sen.

Szyszka zatrzymała się pośród pustki. Ciemność otaczała ją ze wszystkich stron. Miejsce było mroczne i budzące lęk. Kotka położyła uszy na łbie, zanim zmusiła swoje łapy do ruchu, ruszając jedną z ledwo widocznych ścieżek. Starała się odnaleźć gwiazdy, księżyc, wyczuć jakąkolwiek woń. Chociaż miała świadomość poruszania, nie czuła gruntu pod łapami, zupełnie jakby jedynie powietrze ją prowadził. Miejsce wydawało się zimne. 
W pewnym momencie musiała się zatrzymać. Uniosła uszy. Zdawało jej się, że usłyszała kroki kota. Obróciła się, szukając sprawcy tego dźwięku. Nic nie wyczuła, jednak, czy mógł tu się ktoś jeszcze kryć? Zmrużyła oczy na widok  wyłaniającą się z mgły postać. 
- Sokół? - miauknęła radośnie, rzucając się w ramiona partnera. 
Kocur otulił ją ogonem i zetknął ich nosy. Przez ciało Szyszki przeszedł dreszcz.
- Zaopiekuje się nią. - zamruczał swoim mrukliwym głosem. - A ty opiekuj się naszym sadem. 
Kotka zamrugała, żeby odgonić napływające łzy. Lekko skinęła głową, wciąż wtulona w swojego wojownika. Poczuła czyiś dotyk na swoim boku. Odwróciwszy się, stanęła pysk w pysk z Płomykówką. Oczy jej córki błyszczały determinacją, jej pyszczek zdobił uśmiech. 
- Płomykówka. - szepnęła Szyszka.

- Szyszko!
Piękny sen minął. Czarna kotka otworzyła zmęczone oczy. Bolały ją łapy zupełnie tak, jakby naprawdę chodziła. Czy faktycznie spotkała się z Sokołem i Płomykówką? Nie dociekała. Wystarczyło, że to "spotkanie" pozostało w jej pamięci i lekko uspokoiło. Jej partner i córeczka zadbają o siebie nawzajem. 
Nad nią nachylała się Błysk. Oczy zastępczyni były szeroko otwarte ze smutku. Na pewno współczuła swojej liderce. Szyszka mruknęła pod nosem, znowu zwijając się w kulkę. 
- Nie mam ochoty rozmawiać, Błysk. 
- Ja... wiem, ale to naprawdę ważne. - miauknęła kotka, dotykając nosem ucha liderki, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. Szyszka wypuściła ze świstem powietrze, zanim niechętnie spojrzała na zastępczynię. Błysk zaszurała łapą po podłożu, nie mogąc zebrać właściwych słów. - Leszczyna... ona...
Szyszka uniosła głowę, nagle zaciekawiona. 
- Co z nią? Rozchorowała się?
Błysk spuściła głowę. 
- Ona nie żyje, Szyszko. Ktoś ją zamordował. 
Ktoś ją uderzył prosto w serce. To była druga rozpaczliwa i okropna wiadomość tego dnia. Szyszka w ciągu pierwszych uderzeń serca, wpatrywała się niedowierzająco w Błysk. Jednak zastępczyni nie miała powodu, żeby kłamać. 
W Owocowym Lesie był morderca? W jej spokojnym raju? Jej przyjaciółka nie żyła? Znały się z Leszczyną odkąd były uczennicami, przeżyły ze sobą wiele pięknych momentów, wspólnie się wspierały, walczyły, pełniły rolę ciotek. Futro Szyszki zjeżyło się. Kotka wskoczyła na równe łapy, wbijając pazury w ziemię. Żałoba ścisnęła ją za gardło, nie była w stanie wyksztusić ani słowa. 
- Każe rozpocząć śledztwo. - miauknęła Błysk, czytając jakby w myślach swojej liderki. Przyszpiliła się do jej boku, żeby podtrzymać starszą kotkę, gdyby ta miała upaść, pod wpływem tego wszystkiego. 

***

Śledztwo trwało. Niełatwo było odnaleźć mordercę Leszczyny. Zwłaszcza, że ich społeczność dopiero odzyskiwała siły po pozbyciu się lisa. Niektóre koty wciąż były w zbyt dużym szoku, żeby wychodzić z obozowiska. Ślady zostały dobrze ukryte przez mordercę bądź morderczynię. Przesłuchania również niewiele dawało. Ponieważ Leszczyna musiała zginąć podczas przebywania lisa na terenach Owocowego Lasu, morderca musiał się wymknąć z obozu, a to stanowiło spory trud, przy tylu parach oczu. 
Odbył się pogrzeb Bociana. Konopia znalazła białego kocura poza Ogrodzeniem. Strata przyjaciela musiała być ciosem dla szylkretki. Wojownik był uważny i nie pakował się w kłopoty, stąd Szyszkę zaskoczyło, że się wymknąć z Owocowego Lasu. Zapłacił przy tym największą cenę. Na pogrzebie kocura nie pojawiło się wielu pobratymców. Wschód i Konopia czuwali najdłużej. Bocian trzymał się na uboczu, przez co nie miał zbyt wielu znajomych.
Pamięć o kocurze trwała, przynajmniej do pewnego momentu. 
Szyszka wróciła do obozu. Spędziła prawie cały dzień na cmentarzu. Robiło to codziennie, odkąd Leszczynka i Płomykówka odeszły. Spoglądała na własne łapy, dopóki ciche nawołanie imienia, zwróciło jej uwagę. Szyszka podniosła wzrok na Niezapominajkę. Uczennica Owieczki powoli dreptała w jej stronę, rozglądając się na boki. Stanęła przed liderką.
- O co chodzi? - spytała spokojnie czarnulka. 
Niezapominajka poruszyła lekko koniuszkiem ogona. 
- Bo ja... ja wiem, kto zabił babcię. - miauknęła drżącym głosem, spoglądając na liderkę, której oczy wlepiały się w nią z oczekiwaniem. - Widziałam, jak się wymknął tyłami. Długo go nie było. Babcia musiała pójść za nim i... i nie wróciła. 
Szyszka słuchała jej bardzo uważnie. Niezapominajka nie miała powodów, żeby ją okłamywać. 
- Kto to był? 
- Bocian. 
Bocian? Szyszka zmrużyła oczy, próbując połączyć wszystko w logiczną całość. Leszczyna stoczyła walkę, jednak jej śmierć nastąpiła w wyniku otrucia. Niewiele czasu później, Bocian został znaleziony martwy. Przyjaciółka kiedyś jej się skarżyła, że wojownik dziwnie się zachowuje. To już wiadomo, dlaczego Czermień tak lubił jego towarzystwo. pomyślała z przekąsem. Będzie musiała później porozmawiać z Konopią, czy wie coś w tej sprawie.  
- Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś? Miałaś wiele okazji. 
- Ja... ja się go bałam. - zaszurała łapką po ziemi. - Że mnie również zabije. Dlaczego to zrobił?
Spojrzała na Szyszkę, oczekując odpowiedzi na zadane pytanie. Jednakże czarnulka nie odpowiedziała, sama tonąc w swoich myślach. Nawet mieszkając w bezpiecznym miejscu, każdy pobratymiec mógł nosić maskę. 

Od Szyszki

Otrzepała futro z resztek błota. Zwinnie przemknęła pod Ogrodzeniem i usiadła pod drzewem. Czekała kilka uderzeń serca, nim pojawił się równie ubłocony Krzemień. Otrzepali czarne sierści, nim w ciszy skierowali się do obozu. Musieli milczeć, żeby nikt ich nie usłyszał. Żaden z wojowników Owocowego Lasu na razie nie powinien się dowiedzieć, że wymknęli się na Zgromadzenie. 
Klany nic się nie zmieniły. Wciąż widzą tylko czubki własnych nosów. przeleciało jej przez myśli, gdy mknęła przez zarośla. To, co ujrzała na Zgromadzeniu, pomoże jej z pewnością podjąć decyzję. Właściwie najważniejszą decyzję w ostatnim czasie. Liderka westchnęła cicho. Miała nadzieję, że jej wybór okaże się słuszny. Nie bez powodu musiała zobaczyć, jak zachowują się klany. 
Kotka pożegnała skinieniem głowy swojego dawnego ucznia. Wysunęła pazury i rozpoczęła wspinanie po Jabłoni, prostu ku własnemu legowisku. Musiała wspinać się ostrożnie, żeby nie obudzić śpiących pobratymców. Zatrzymała się przy jednej z gałęzi, po czym ostrożnie na nią weszła, ta nawet nie drgnęła. Szyszka podeszła bliżej i spojrzała czule na cztery gniazda, praktycznie obok siebie. Bielik, która wróciła do obowiązków wojowniczki, niespokojnie poruszała łapami przez sen. Ciekawe, co jej się śniło. Orzełek spał zwinięty w kulkę, chroniąc nos własnym ogonem. Zawsze tak robił, żeby się nie bać świata. Głóg spał na grzbiecie, pochrapując co jakiś czas. Jego brzuch unosił się w rytm spokojnego oddechu. Daglezja spała najbliżej zejścia. Szyszka mogła dojrzeć jej poruszające się wąsy.
Są idealni 
Liderka stała tak przez dłuższy czas, zanim zeszła z drzewa, rezygnując z potrzeby odpłynięcia do sennej krainy. Kotka pomknęła do wyjścia z obozu. Dzisiaj nikt nie pełnił warty przy wejściu. Chociaż teraz nie miała niczego do ukrycia. Czarna kotka wysuwała przed siebie łapy, gdy zmierzała do miejsca pochówku wszystkich pobratymców. Szyszka zatrzymała się przy jednym z kopców. Rosły przy nim paprocie i białe kwiatki. Starsza kotka przysiadła, zostawiając na kopcu wcześniej zerwany mak. Zamknęła oczy, wyobrażając sobie sylwetkę i słodki pyszczek swojej córeczki. Minęło trochę czasu od śmierci Płomykówki, jednak żałoba nigdy nie opuści serca matki. Po jej policzkach pociekły łzy. Nigdy nie wstydziła się płakać, wiele nocy i dni przepłakała za swoim kocięciem. Nie zniosłaby kolejnej straty.
- Lisy powinny za wszystko zapłacić. 
Pociągnęła nosem, odwracając pyszczek, żeby czerwone od płaczu oczy, mogły zatrzymać się na krępej sylwetce jej syna. Ogon Głogu poruszał się w blasku księżyca. Zaspane oczy wyrażały gniew. Wojownik przeżył mocno ostatnie wydarzenia. 
- Zemsta nigdy nie jest rozwiązaniem. - zwróciła się do niego łagodnie. 
Kocur przysunął się do niej i oboje wpatrywali się w grób Płomykówki. 

22 lipca 2021

Od Szyszki CD. Poziomki

 Czarna kotka przeciągnęła się na środku obozowiska. Gdzieniegdzie dobiegał do jej uszu odgłos kroków i podniesionych głosów, należących do jej pobratymców. Szyszka uśmiechnęła się delikatnie, unosząc głowę. Patrol łowiecki właśnie opuścił obóz, pewnie polowanie okaże się udane i zapełnia stertę ze zwierzyną. Szyszka ruszyła w tamtą stronę i przysiadła w cieniu. Nie była specjalnie głodna, więc postanowiła wykorzystać wolny czas na obserwację otoczenia. Jej uwagę przykuła Poziomka, która znalazła się skok lisa od liderki. Wyglądała na zmartwioną i czarnulka doskonale znała tego przyczynę. Stokrotka, mama Poziomki, zginęła niespodziewanie i to całkiem niedawno. Z tego, co mówiła jej Brzoskwinka, uczennica straciła swoją energię, ale nie było w tym nic dziwnego, żałoba stanowiła największy ból serca. 

- Szys-szko? - zwróciła uwagę przywódczyni, która powitała ją skinieniem głowy. 

- Witaj Poziomko, co u ciebie? - odparła czarna, wbijając w uczennicę łagodne spojrzenie swych żółtych ślepi. 

- Dobrze, po prostu chciałam zapytać... Czy zawsze jest tak, że gdy jeden kot kocha drugiego, to ten drugi też musi go k-kochać? 

Szyszka zastrzygła uszami, lekko zdziwiona zadanym pytaniem. Jednak oczywiście zamierzała na nie odpowiedzieć. Może nie była specem od miłości, ale swoją przeżyła i na zawsze zachowała w sercu. Poza tym przez swoje doświadczenie stanowiła źródło informacji, a przynajmniej tak postrzegały ją niektóre koty. 

- Nie. Zdarzają się związki, gdy drugi kot nie potrafi odwzajemnić miłości pierwszego. A nawet takie, gdy żaden z partnerów nie jest w sobie zakochany, zwykle są razem w wyniku umowy. Najpiękniejsza jest odwzajemniona miłość. A co? 

- T-tak tylko chciałam za-zapytać.

Szyszka otworzyła pysk, gotowa zapewnić kotkę o swojej dyskrecji, ale szybko go zamknęła. Widocznie Poziomka na razie nie była gotowa podzielić się tak ważna informacją. Przywódczynię zmartwił ten fakt. Pewnie gdyby Stokrotka żyła, byłaby wsparciem dla córki i służyła jej radą. Szyszka westchnęła, a następnie ułożyła ogon na ramieniu pobratymki. 

- Jeśli będziesz potrzebować się zwierzyć, to pamiętaj, że zawsze cię wysłucham i zachowam to w sekrecie. - miauknęła łagodnie.

♪♪♪♪♪♪   ♪♪♪♪♪♪

Szyszka odetchnęła świeżym powietrzem, schodząc ostrożnie z Jabłonii. Gdy tylko jej łapy dotknęły miękkiej ziemi, czarnulka od razu wypatrzyła córkę Jabłka. Odbierała właśnie gratulacje z mianowania, które dosłownie kilka uderzeń serca wcześniej, miało miejsce. Jabłko przytulił swoją córkę, gratulując jej z szerokim uśmiechem, chociaż w jego oczach dojrzała tęsknotę. 

- Stokrotka byłaby dumna. - podeszła do nich i stanęła naprzeciwko nowej wojowniczki. - Gratuluję, Poziomko. Witamy w szeregu wojowników. 


<Poziomko?>

02 lipca 2021

Od Szyszki

 Plan zaczął się sypać. Szyszka zacisnęła zęby. Na Klan Gwiazdy! Przecież wszystko szło tak dobrze! Druga grupa już pewnie zajmowała się Ogrodzeniem, a oni? Teraz nie mogli puścić lisa wolno. W piątkę walka nie powinna stanowić problemu, ale przyniesie ze sobą ofiary i wiele ran. Spojrzała na Płomykówkę. 
- Biegnij poszukać drugiej grupy i każ im natychmiast wracać do obozu. Jeszcze przyjdzie czas wyrównać stosunki z lisem. - mruknęła pośpiesznie czarna kotka. 
Piorunowała wzrokiem lisa. Żałowała, że nie można zabić spojrzeniem. Zjeżone futro było ostrzeżeniem, wysunięte pazury zaproszeniem do ataku. Błysk również wysunęła pazury i warknęła ze wściekłością. Obie były gotowe odciągnąć lisa. Przynajmniej dopóki wszyscy bezpiecznie nie wrócą do obozu. 
Rudzielec kolejny raz warknął. Przeszedł krok do przodu. Klapnął szczęką. Ruszył do ataku. Miał zamiar złapać Błysk, jednak zastępczyni wykonała zwinny unik. Zaryła pazurami po boku rudzielca. Szyszka przygotowała się do skoku. Capnęła zwierzę w przednią łapę. Lis zawył niezadowolony. 
Niespodziewanie Płomykówka zerwała się z miejsca, zwracając na siebie uwagę rudzielca. Szyszka i Błysk trzymały go jednak mocno, więc zwierzę musiało się cofnął w tył, żeby je zgubić. Córka liderki sprawnie weszła na drzewo. Zawsze była w tym dobra, pierwsza z miotu zdobyła drzewo. Odepchnęła Kostkę i z całej siły stanęła na gałęzi. Rozległ się trzask. 
Szyszka krzyknęła zdezorientowana, gdy gałąź zaczęła spadać, a wraz z nią czarna wojowniczka. Kostka i Klonik prędko zeszli z drzewa, ona i Błysk poderwały do biegu, ale to Szyszka pierwsza znalazła się przy córce. Widok jaki zastała sprawił, że jej serce zamarło. Gałąź przygniotła lisa, trafiła akurat w gardło, zgniatając go i zmuszając do wydania ostatniego tchu. Płomykówka leżała na gałęzi, a jej bok unosił się nierówno. Otworzyła żółte ślepia i syknęła z bólu, który przeszył jej ciało. 
- Zabiłam go? 
Szyszka ostrożnie zdjęła ją ze stworzenia i ułożyła na ziemi. Przypadła do jej boku i zaczęła go wylizywać, żeby pomóc córce złapać oddech. Ta jednak nie wyglądała na przekonaną. Wtuliła pyszczek w ciepłą sierść swojej matki. 
- T-tak. Uratowałaś nam wszystkim życie. - miauknęła czarnulka, liżąc ją teraz po szyi, następnie przejeżdżając językiem  za uszami kotki. - Błysk! Natychmiast poślij po Wschód. 
Zastępczyni skinęła głową i odbiegła. Wzrok Płomykówki na chwilę przeniósł się na lisa, żeby później ponownie stanąć na obliczu czarnej. 
- To... dobrze. - wyszeptała, lekko się uśmiechając. Wtuliła się mocniej w sierść mamy, która nie przestawała jej wylizywać. Metaliczny smak krwi nie był dobry, a ta zdobiła każdą z ran jej córki.
 Przejechała językiem po jej brzuchu. Do jej uszu dotarł cichy pisk Klonika. Spojrzała na niego bacznie. Kocur wpatrywał się z niedowierzaniem w czarną wojowniczkę, a Kostka spuściła głowę. Szyszka zmarszczyła brwi, zanim wróciła do wykonywania swojej czynności. Ale coś było nie tak. Bok jej córki nie unosił się w rytm oddechu. Przerwała, żeby spojrzeć na jej pyszczek, który wciąż trwał wtulony w jej sierść. Oczy Płomykówki były zamknięte. Przesunęła językiem po jej nosie. 
- Kochanie? 
Odpowiedziała jej cisza. 
- Płomykówko? - teraz krzyknęła głośniej, odsuwając się.
Wojowniczka bezwładnie osunęła się na ziemię. Krew barwiła malutką trawę i resztkę śniegu w miejscu, gdzie leżała kotka. Jej ciało się nie ruszało, z pyszczka nie wydobył żaden odgłos. 
- Płomykówko!! - wydarła się na cały głos, wtulając w czarnulkę. 

Otworzyła szerzej ślepia, zanim zaśmiała się wdzięcznie. Sokół spojrzał na nią zdziwiony. Radosny uśmiech na pyszczku Szyszki trochę przygasł, a jej  oczy wyrażały szczerą tęsknotę. 
— Mam lepszą propozycję. — liznęła córeczkę po łebku, czym wywołała u niej pisk oburzenia. — Chciałabym ją nazwać Płomykówka. 
W pomarańczowych ślepiach Sokoła, dojrzała tą samą tęsknotę. Spoglądali na malutką długi czas w milczeniu. Żadne z nich nie potrafiło wypowiedzieć ani słowa, błądząc we własnych wspomnieniach.
— Byłaby zaszczycona. — miauknął wreszcie Sokół. — Nigdy ci tego nie opowiadałem, ale gdy tylko wróciłaś do legowiska, po opiece nad Gąską i Kogutem, mama powiedziała mi, że właśnie z tobą będę najszczęśliwszym kocurem na całym świecie i żebym nigdy nie ważył się ciebie zranić. Myślę, że dotrzymałem słowa i wiem, że miała rację. 
Szyszka liznęła partnera w policzek, zanim każde z kociąt dostało od niej całusa. 
— Mała Płomykówka. — wyszeptała do czarnulki. 

Jej malutka, kochana, idealna córeczka. Pełna energii, radości, ale również odwagi i pewności siebie. Zdobywczyni każdego drzewa. Szyszka wtulała się w jej sierść, nie zamierzając wypuścić kotki z matczynych objęć. Usłyszała kiedyś, że dzieci nie powinny umierać przed rodzicami. Słyszała, że śmierć własnego dziecka boli najbardziej. I całkowicie się z tym zgadzała, chociaż wolałaby nigdy tego nie poczuć. Nigdy jeszcze tak bardzo nie cierpiała, żadna śmierć nie wywołała u niej takiego bólu. Czuła się niemal tak, jakby ktoś wyrwał jej serce. 

- Co do…- miauknęła jej mamusia, gdy jej brzucha dotknęły zimne łapki i futro małej Płomykówki.- Gdzie byłaś Płomykówko?
- Tam na dwose.- odpowiedziała malutka z uśmiechem.
- Nie możesz tam wychodzić, jesteś za mała- powiedziała jej mama z dziwnym napięciem.
- Dlasego jestem jus dusa- miauknęła Płomykówka.
- Nie jesteś za mała Płomykówko- powiedziała jesnak już nieco łagodniej.
- Ale ja sce.- odpowiedziała mała.

Łzy ciekły po jej policzkach. Zgromadziły się w oczach, utrudniając jej widzenie, jednak nic nie miało znaczenia. Futro Płomykówki było teraz mokre od łez. Słyszała wokół wiele głosów, ale nie uniosła głowy, nie pozwalając odebrać sobie kociaka. Jej kociaka. 
- Z-zginęła jak prawdziwa wojowniczka. 
Tylko to zdanie dopadło do jej uszu. Tak, Płomykówka zginęła jak wojowniczka. Na pewno wybrałaby taką śmierć, gdyby miała wybór. Zawsze chciała być służyć ich społeczności, być najlepszą wojowniczką. Odeszła z tego świata jak bohaterka. 

Żegnaj, córeczko. 

Od Szyszki

Byli gotowi.
Szyszka wzięła głęboki wdech i wydech. Tego dnia lis miał zostać zabity, a spokój w Owocowym Lesie przywrócony. Miała ułożony w głowie dokładny plan działania, najmniejszy szczegół. Kotka spojrzała za siebie, gdzie trzy grupy szykowały się do wykonania zadania. Zamierzała przeprowadzić całą akcję tak, żeby nie ponieśli już więcej strat w szeregach. Lis odebrał życie kilku jej pobratymcom, nie chciała, żeby skrzywdził kolejne koty. Owocowy Las musiał znowu stać się wolnym miejscem, a wszelkie zakaz opuszczania obozu zdejmie jeszcze tego samego dnia. 
Wszystko będzie dobrze. 
Musiało takie być. Powtórzyła sobie jednak tą myśl jeszcze kilka razy, zanim dała znać ogonem. Pierwsza grupa miała zostać w obozie. Trzeba było postawić na szybkość i zwinność. Druga grupa opuściła obóz. Brzoskwinka miała ich poprowadzić do Ogrodzenia i dopilnować, żeby dziura została zakopała. Szyszka dała krótki sygnał ostatniej, trzeciej grupie. Opuścili obozowisko. Ich zadanie było najważniejsze - mieli zabić lisa. Szyszka uznała jednak, że nie zrobią tego tradycyjnie dzięki pazurom. Nie, wolała zrobić to sprytnie, jednak z sukcesem. 
Grupa składająca się z przywódczyni, zastępczyni, Płomykówki, Klonika i Kostki, zanurzyła się w znajomym terytorium Owocowego Lasu. Szli pośpiesznie, stawiając łapy na resztkach śniegu, starając się pozostać niezauważeni. Przemykali między lichymi zaroślami, kryjąc się pośród drzew, coraz bardziej oddalając się od obozu. W pewnym momencie Szyszka się zatrzymała i ogonem wskazała na gałąź. Była dziwnie wykrzywiona i chyliła się ku dołowi, chociaż dzielił ją od ziemi spory kawałek. Szyszka westchnęła. Gałąź często trzaskała pod łapami, gdy jakiś kot postanowił na niej przysiąść. Teraz, jeden ciężar ciała mógł sprawić, że ta spadnie na ziemię.  Była to pułapka. Odwróciła pyszczek do swoich kotów. 
- Ja, Błysk i Płomykówka pójdziemy zwrócić uwagę lisa. Kloniku, Kostko, czekajcie na drzewie i gdy tylko sprowadzimy lisa, musicie zrzucić gałąź. Ale uważajcie na siebie i nie stawajcie na niej całym ciałem. - upomniała wojowników. 
Kiwnęła głową do Błysk. Zastępczyni z entuzjazmem ruszyła w stronę ostatniego miejsca, gdzie był widziany rudzielec. Kostka i Klonik zajęli pozycję. Szyszka i Płomykówka ruszyły za zastępczynią. Dwie czarne, niemal identyczne kotki, szły ramię w ramię, łapa za łapą. 
- Jesteś pewna, że nie wolisz zostać w obozie? 
Swoje dzieci chciała zostawić w obozowisku. Jedynie Płomykówka uparła się, że chce wziąć udział w zabiciu lisa. Szyszka nie chciała się zgodzić i uparcie to powtarzała. W końcu jednak Płomykówka dopięła swego. Oznajmiła, że pójdzie tak czy siak, nawet gdyby miała to zrobić bez jej wiedzy. Miała bardzo odważną i wierną społeczności córkę.
- Nigdy jeszcze nie byłam czegoś tak pewna. Trzeba pozbyć się tego lisa. 
Uśmiechnęła się lekko, po czym łagodnie przejechała językiem za uchem kotki. 
- Za dużo dajesz mi powodów do dumy, moja słodka. - zamruczała cicho. 
Płomykówka posłała jej zadziorny uśmieszek. Mimo trzydziestu ośmiu księżyców na karku, wciąż miała niezły charakterek. Często powtarzała, że chce być najlepszą wojowniczką w całym Owocowym Lesie. 
Szelest w krzakach zwrócił uwagę trójki kotek. Zatrzymały się szybko i zerknęły po sobie. Z krzaków wynurzył się lis. Szyszkę przeszył lekki dreszcz. Na starych terenach, gdy była uczennicą, miała okazję spotkać rudzielca z bliska. Źle by się to skończyło, gdyby pomoc nie przybyła na czas. Szeroki pysk i małe oczka nie spoglądały na nich, dopóki nie zaczęły hałasować, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Wówczas zwierzę skierowało się w ich stronę. Przyglądało się krótki czas kotkom, zanim z jego gardła wynurzyło się głośne i wrogie warczenie. Ruszył w ich kierunku.
Wszystko działo się bardzo szybko. Szyszka, Błysk i Płomykówka poderwały się do biegu, wysuwając przed siebie długie łapy, a pędzący za nimi lis zdawał się nie odpuszczać. Intruz gnał za nimi, nawet nieświadomy, że wkrótce spotka się pysk w pysk ze śmiercią. Szyszka z ulgą dostrzegła drzewo. 
- Teraz szybki zwrot! - oznajmiła. 
Wykonały polecenie w samą porą, ze zwinnością i precyzją. Lis wpadł w drzewo, otrzepał sierść z ziemi i resztek śniegu, gdyż dopiero zaczęła się wiosenna pora roku. Zwierzę spojrzało na nie z wściekłością, ponownie warcząc gorliwie. Szyszka zmrużyła oczy, spoglądając na gałąź. Pysk Klonika wykrzywiał się ze zirytowania, natomiast Kostka z całej siły starała się zrzucić gałąź, wciąż pozostając tylnymi łapami wczepiona w drzewo. Gałąź jednak ani drgnęła.
I właśnie wtedy plan zaczął się sypać. 


CDN. 

Od Szyszki CD. Brzoskwinki

 Wzrok Szyszki pozostał spokojny. W środku jednak czuła burzę, która z każdym kolejnym uderzeniem serca stała się potężniejsza. Brzoskwinka chciała porzucić własne kocięta? Może były wpadką, ale przecież należały do niej, potrzebowały matczynej opieki i miłości. Mogły przecież umrzeć z daleka od ciepłego żłobka. Brzoskwinka nigdy nie wykazała się takim brakiem odpowiedzialności, więc nic dziwnego, że Szyszka zareagowała głośnym westchnieniem. Spojrzała jeszcze raz na trójkę kociąt; jednego kocurka i dwie kotki. Byli naprawdę słodcy i z pewnością wyrosną na dobrych wojowników. 
- Uwierz mi, że żałowałabyś tej decyzji. Mogło im się coś stać z daleka od żłobka, a nawet gdyby wyrosły w naszych szeregach, cierpiałby z powodu porzucenia przez rodziców. Porzucenie przez bliskiego kota jest ogromnym bólem i pozostaje w pamięci na całe życie. - dotknęła swoją łapą tej należącej do Brzoskwinki.
Różanecznik zostawiła Szyszkę i Brzózka, wybrała dla nich życie w Klanie Lisa. Od tego czasu nigdy się nie widzieli. Czarna kotka nigdy nie zapomniała matki i jej pełnych spokoju brązowych oczu. Szyszka była znajdką, doszła do czegoś wielkiego. Mogła jednak postawić się na miejscu tych kociąt i rozumieć, jak bardzo bolałaby ich świadomość porzucenia, nawet pomimo dobrego wychowania. 
- A gdybyś pewnego dnia postanowiła im powiedzieć, odczuwałby do ciebie żal, że całe życie były okłamywane. Nie będę cię zmuszać do niczego, Brzoskwinko, możesz je oddać Stokrotce na wychowanie i wrócić do wojowniczego trybu życia. Ale... przemyśl to, dobrze? Bez, Kolendra i Niezapominajka bardzo cię potrzebują. Jestem mamą i mogę ci powiedzieć z całą szczerością, że nie zamieniłabym tego na nic innego. Będą cię kochać bez względu na wszystko. 
Pochyliła się i liznęła po łebku kotkę. Opuściła kociarnię. Wiedziała, że Brzoskwinka musi zostać teraz sama z myślami i swoimi kociętami. Na wszelki wypadek ustawiła jednak straż przed żłobkiem. Wzrokiem odnalazła Leszczynę i wtuliła się w futro przyjaciółki. 

***

Brzoskwinka zdecydowała się wychować kociaki. Nie zdradziła, kto był ich ojcem, ale nikt nie zamierzał kłaść na nią nacisku. Leszczyna często odwiedzała córkę. W takim stanie mijały księżyce, kocięta Brzoskwinki zostały mianowane na uczniów. Okazało się, że Bez jest głuchy i przeszedł pod opiekę Iskry, która miała go nauczyć przynajmniej podstaw, jak robienie gniazd. Niezapominajka natomiast wybrała drogę medyka i tylko Kolendra zdecydowała się pozostać na ścieżce wojownika. Na razie jednak jej mianowanie nie było możliwe. 
Owocowy Las został zaatakowany przez lisa. Rude stworzenie od kilku dni mieszkało w lesie. Odebrał życie trzem kotom i Szyszka chciała działać szybko wiedząc, że może to się powtórzyć. Liczyła, że jeszcze nie zadomowił się na dobre. Pora Nagich Drzew była surowa, a skoro członkowie Owocowego Lasu praktycznie nie opuszczali drzew i polowali wyłącznie na ptaki i wiewiórki, głód zajrzał im do oczu. To było niebezpieczne zwłaszcza, że urodziły się kocięta, w tym Zimoziół, wnuk Szyszki. Kotka chciała pozbyć się drapieżnika. Miała już ułożony szczegółowy plan. Był niebezpieczny, ale zdawał się jedyną opcją. 
- Ciociu Szyszko! 
Czarna kotka oderwała wzrok od swoich łap i wbiła zmęczone ślepia w Brzoskwinkę. Mimo nasion maku źle sypiała. Zmartwienie było zbyt duże, praktycznie nie mogła zasnąć. Czuła się bardziej przez to osłabiona. Powitała córkę Leszczynki kiwnięciem głowy. 
- Zamierzasz coś zrobić z tym lisem? - mruknęła z pretensją wojowniczka, zatrzymując się przed liderką na jednej z gałęzi. Jej ogon poruszył się nerwowo. 
- Brzoskwinko, wydałam rozkazy. Nikt praktycznie nie opuszcza obozu, lis trzyma się z daleka. - miauknęła spokojnie, wpatrując się w wojowniczkę. - Musiałam odczekać kilka dni, ale mam już szczegółowy plan i dzisiaj zaczynamy działać.
W jej oczach odbiła się iskra ryzyka. Brzoskwinka zaciekawiona uniosła uszy. Szyszka westchnęła cicho i dała jej znać ogonem. Podniosła się nierówno z gałęzi i przeskoczyła zwinnie na drugą, utrzymując odpowiednio ciężar ciała. Minęły trzy gałęzie i dotarły do granicy z wyjściem z obozu. Szyszka usiadła i dała znać Brzoskwince, żeby zrobiła to samo. Siedziały na jabłoniowym drzewie, wpatrzone w horyzont. Wyjścia z obozu pilnowała trójka wojowników, akurat pełniąca swoją wartę. Gdyby zeszły na ziemie, pewnie dobiegłby do nich smród lisa. 
- Podzielę was dzisiaj na trzy grupy. Pierwsza zostanie w obozie i będzie strzegła kociąt oraz starszych. Druga wyruszy wzdłuż Ogrodzenia. Patrol łowiecki znalazł już dół, ale wtedy nie mieli okazji go zakopać. Tym zajmie się druga grupa. Chciałabym, żebyś ją poprowadziła. Ufam, że bezpiecznie zaprowadzisz ich do Ogrodzenia i zakopiecie dół, tym samym żaden drapieżnik nie wejdzie do lasu. Po wykonaniu zadania natychmiast macie wrócić do obozu. Bezpieczną drogą. 
Brzoskwinka milczała kilka uderzeń serca, a potem uniosła wyżej łebek. Jej oczy zaiskrzyły odwagą i determinacją. 
- Nareszcie coś się dzieję!
- Możecie włożyć pod Ogrodzenie ostrokrzew. Jest kujący i przejście na nasze terytorium będzie gwarantowało wyrwanie kawałka futra. Na pewno to odstraszy potencjalnych intruzów. 
Wojowniczka kiwnęła głową.
- Co zrobi trzecia grupa? - spytała szylkretowa. 
Szyszka dłuższy czas wpatrywała się w horyzont. Potem przeniosła wzrok na córkę Myszołowa. Na jej pysku widać było powagę, a w oczach stanowczość oraz nadzieję. Zamierzała wszystko zrobić tak, żeby nie zginął żaden członek Owocowego Lasu. 
- Zabije lisa. 


<Brzoskwinko?>

Od Szyszki CD. Krzemienia

 Kotka powoli pokiwała głową. Na początku była zdziwiona umiejętnościami Krzemienia. Jego ruchy były dobrze wyćwiczone, wręcz perfekcyjnie, jakby był stworzony do walki. Nie popełnił żadnego większego błędu podczas starcia z Trzmielem. Szyszka obserwowała ich pojedynek bardzo uważnie, gotowa potem poprawić swojego ucznia. Tyle, że nie miała czego mu wypomnieć. Nie musieli nawet ćwiczyć walki, wszystko już potrafił. Jej zdziwienie przerodziło się w zachwyt, jednak szybko dobry humor minął, gdy zobaczyła stan Trzmiela. Czarna kotka teraz podeszła do niego i nachyliła się. 
- Trzmielu, zabiorę cię do Wschodu. 
Spojrzała krótko na Krzemienia i dała mu znać ogonem, że ma ruszyć za nią. Chwyciła ostrożnie Trzmiela i zaczęła go ciągnąć go legowiska medyka. Czarny kocurek szedł za nią posłusznie, tylko co jakiś czas przepraszając i zapewniając, że nie chciał zrobić wojownikowi krzywdy. 
Nie odchodzili daleko od obozu, więc szybko się w nim znaleźli. Ciekawskie spojrzenia przenosiły się z Trzmiela na mentorkę i jej ucznia. Szyszka zignorowała szepty. Wschód wyszedł ją powitać, na widok Trzmiela zawołał Owieczkę i oboje przystąpili do udzielania pomocy.
Szyszka usiadła przed legowiskiem, wraz z Krzemieniem. 
- Ktoś sprał mu mocno kuper. - Wschód wystawił głowę z legowiska. - Będzie poobijany, ale jutro może wrócić do obowiązków. 
Przywódczyni z wdzięcznością skinęła głową. 
- Dziękuję, Wschodzie. Dam mu jutro wolne, żeby odpoczął. 
Medyk kiwnął głową. Jego wzrok utknął na Krzemieniu. 
- Trzmiel mówi, że nie spodziewał się takich ataków po uczniu. Masz do tego talent, młody. 
- Nie chciałem mu zrobić krzywdy. 
- Spokojnie, Krzemieniu, nikt nie ma do ciebie pretensji. Ważne, że skończyło się jedynie na siniakach. - miauknęła spokojnie Szyszka. - Idź odpocząć, widzimy się jutro na kolejnym treningu. 
Krzemień jeszcze chwilę stał, wpatrując się w dwójkę kotów, ale potem kiwnął lekko łebkiem i ruszył w stronę Jabłoni. Szyszka odprowadziła go wzrokiem. 
- Jest wyćwiczony jak wojownik. - szepnęła do Wschodu. - Dlaczego to mnie martwi?

***

Krzemień był jej uczniem od pewnego czasu. Z planu szkolenia wykreśliła walkę i polowanie uznając, że czarny jest w tym na tyle dobry, że nie potrzebuje dodatkowych lekcji. Pokazała kocurkowi terytorium Owocowego Lasu, prowadząc go do strumienia, wzdłuż Ogrodzenia i przez las. Czarny zdobył orientację w terenie, więc nie musiała się martwić, że się zgubi podczas patroli. 
Właśnie obserwowała, jak Krzemień wspina się na drzewo. Jej wzrok czujnie spoczywał na jego tylnych łapach. Wcześniej pokazała mu, jak powinien się zwinnie i sprawnie wspinać na drzewa. Ta umiejętność była bardzo ważna w Owocowym Lesie, gdzie przecież legowiska były na ogromnej Jabłoni i nawet styl polowań do tego dostosowali. Jej pazury wciąż pozostawały wysunięte, jakby miała ponownie wspiąć się na gałąź i utrzymać równowagę. 
- Dobrze ci poszło. Po raz kolejny mnie zaskoczyłeś. - zwróciła się do czarnego, gdy ten znalazł się na jednej z gałęzi. Krzemień prędko zszedł na ziemię, dotykając łapami miękkiego podłoża. 
- Co teraz? 
Szyszka zamyśliła się. Miała dzisiaj w planach jedynie nauczyć go wspinaczki. Spojrzała na niebo. Słońce unosiło się na wysokim punkcie, do zachodu słońca jeszcze pozostało sporo czasu. Kotka odwróciła pyszczek w stronę ucznia. 
- Wiesz, Krzemieniu, nie muszę cię uczyć walki i polowania, więc mamy dużo czasu na inne aktywności. Mam dla ciebie ważne zadanie. - uśmiechnęła się tajemniczo i dała mu znać ogonem. - Wrócimy do obozu i zajmiesz się starszymi oraz karmicielkami. 
Poczuła na sobie jego zdziwiony wzrok. Poruszyła rozbawiona wąsami. No tak, pewnie nie był do tego przyzwyczajony, a tak pozna kolejny zwyczaj Owocowego Lasu. 
- Sprawdzisz, czy Pędrak nie ma kleszczy, oraz czy niczego mu nie brakuje. Tylko uważaj, ma dość ciężki charakter. Wszystko przez Czermienia. - syknęła pod nosem, jednak prędko się opamiętała i kontynuowała, wciąż krocząc w stronę obozu. - Karmicielkom możesz wymienić posłania i dać zwierzynę. Te zadania nauczą cię szacunku do starszych i opiekujących się kociakami. To jest ważne w naszej społeczności. 
Zauważyła wyraz jego pyszczka. Przystanęła.
- Coś nie tak? 


<Krzemień?> 

Od Szyszki

 — Jesteś pewien, że dobrze zakopaliście dół?
Czarna kotka niespokojnie poruszyła ogonem, wciąż wpatrzona w medyka. Wschód zamyślił się na kilka uderzeń serca, zanim ponownie skinął głową.
— Owieczka, Niezapominajka i ja zachowywaliśmy ostrożność.
— Jakoś trzeba wyjaśnić, skąd lis się do nas dostał. Choć zawsze jest opcja, że sam sobie wykopał ten dół. — westchnęła. — Dożyliśmy sezonu, gdzie nawet za Ogrodzeniem nie można być już bezpiecznym. 
Patrole nie zwęszyły kociego intruza, który mógłby się przedostać do sadu. To było oczywiste, że go nie znajdą, nie słychać było drgania siatki. Szyszka pomasowała się łapą po głowie. Zwiadowcy przyznali, że nie zauważyli lisa, gdy wracali do domu i również zachowali ostrożność. A skoro również Wschód gorliwie przyznawał, że dbali o poprawne zakopywanie dołu, zawsze po powrocie ze zbierania ziół, lis okazał się sprytnym przeciwnikiem, którego jak najszybciej trzeba było się pozbyć. 
— Żeby tylko nie była to samica. Małe lisięta byłyby problemem. — westchnęła przywódczyni, kładąc łapę na ziemi i z wdzięcznością przyjmując ziarenko maku od Wschodu. Ból głowy był nieprzyjemny i chciała się go jak najszybciej pozbyć. 
— Co zamierzasz?  — Wschód przekrzywił lekko głowę.
Żadne z nich się nie uśmiechało. Obok dwójki kotów leżało wciąż świeże ciało zmarłego Gruszy, przykryte częściowo przez zebrane liście. Wieczorem odbędzie się pogrzeb, ale blisko obozu. Obecnie nie mogli się oddalać nawet do miejsca pochówku. 
— Coś wymyślę. Na razie musiałam dowiedzieć się szczegółów. Życie nauczyło mnie, że nie można działać pochopnie. Lis jest niebezpieczny. — wbiła pazury w ziemię. — Nie może zabić więcej kotów, Wschodzie! 
Medyk kiwnął głową i przyjacielsko otarł się o futro przywódczyni. Przed nią leżało teraz wiele decyzji. Trzeba było pozbyć się lisa jak najszybciej i tak, żeby nie skrzywdził więcej kotów. Nie mógł również się u nich zadomowić, bo wtedy na pewno się go nie pozbędą. 
Szyszka westchnęła, po czym udała się do wyjścia z legowiska medyka. Nawet nie zdążyła dobrze go opuścić, a już została otoczona przez przerażonych pobratymców. Ten trudny dzień zmierzał ku końcowi i miał się rozpoczął kolejny, zapewne równie trudny.
— Musicie coś z tym zrobić! 
— Lis może skrzywdzić nasze kociaki! 
— To morderca! 
— Zamierzasz przyglądać się bezczynnie? 
— Kto będzie następny?
Czarna kotka strzepnęła niecierpliwie ogonem. Tłum kotów zebrał się wokół niej i trudno jej było usłyszeć własne myśli. Przecisnęła się przez swoich pobratymców. Prędko wbiła pazury w drzewo i wspięła się na gałąź. Obok Wysokiej Gałęzi mieściła się dziupla, gdzie liderka miała swoje legowisko. Utrzymała równowagę i spojrzała w dół na mieszkańców Owocowego Lasu. Widziała strach i złość w ich oczach. Byli tak samo przerażeni, jak ona sama, ale Szyszka nie dała się pokonać strachowi i zamierzała działać, dopóki nie było za późno. 
— Moi drodzy pobratymcy, każdy z was zapewne słyszał o lisie, który pojawił się w naszym lesie. Wraz z moją zastępczynią zrobimy wszystko, żeby się go pozbyć i żeby nie odebrał życia większej ilości naszych. Niemniej jednak jestem zmuszona podjąć środki ostrożności. Koty Owocowego Lasu! Dopóki lis czai się na naszym terytorium, uczniowie mają zakaz opuszczania obozu. Ich trening może odbywać się w obozowisku albo zostać zawieszony. Powierzam decyzję w tej sprawie ich mentorom. Kociaki mają pozostać pod opieką matek. Chciałabym, żeby przynajmniej jeden wojownik strzegł kociarni, a drugi legowiska starszych.
Liczyła, że lis nie dostanie się do obozu, ale nie mogła być tego pewna. Wolała dmuchać na zimne. Kotka odczekała chwilę, aż umilkną wszystkie szepty roznoszące się pośród pobratymców. 
— Medykom muszą towarzyszyć Zwiadowcy, gdy będą chcieli udać się po zioła. Obóz opuszczać mogą wyłącznie wojownicy w składzie trzech bądź czterech kotów. I tylko w celu upolowania zwierzyny. — miauknęła głośno, żeby na pewno każdy ją usłyszał i trzymał się narzuconych zasad. — Resztę rozkazów wydam w najbliższym czasie. Odpocznijcie wszyscy. Trzymajmy się drzew. 
Zakończyła spotkanie. Weszła do swojego leża, kładąc się od razu na miękkim posłaniu. Zwinęła się w ciasny kłębek. Zamknęła oczy, gotowa udać się do krainy snów, gdy ktoś stanął w wejściu. Uniosła głowę i uśmiechnęła się do Daglezji. 
— Mogę dzisiaj z tobą spać?
Skinęła głową. Przesunęła się, żeby córka mogła się ułożyć i wtulić w futro matki. Szyszka zamruczała głęboko, owijając ją swoim ogonem. Słyszała jak jej oddech staje się bardziej rytmiczny, lecz wciąż niespokojny. 
— Pozbędziemy się go, prawda?
— Obiecuję ci to. — szepnęła liderka, kładąc głowę na grzbiecie córki. 
Obie błyskawicznie zasnęły.

Od Szyszki CD. Konopi

 — Szyszko... — zaczęła niepewnie. — Jeśli okaże się, że leśne klany już nic do nas nie mają... To będziemy mogli wychodzić na zewnątrz?
Zmrużyła oczy. Jej wzrok od razu przesunął się na Konopię, która pod wpływem spojrzenia, odbiegła swoim. Ogon czarnulki poruszył się niespokojnie. Pytanie zadane przez wojowniczkę sprawiło, że Szyszka musiała się głęboko zastanowić, rozważając wszystkie opcje. Zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Skryli się w Owocowym Lesie, żeby pozostać z daleka od spojrzeń klanów i ich nienawiści. Mimo że wcześniej żyli na bagnach, nie wchodząc leśnym kotom pod łapy, Klan Nocy ich zaatakował i zniewolił. Część kotów nie powróciła już nigdy w szeregi swoich. Wiele księżyców skrywali się za Ogrodzeniem. Mówiono, że nie żyją, że Klan Lisa przestał istnieć. I to drugie było prawdą, dawno pozostawili tamto miano, stworzyli nowe zwyczaje i miejsce do życia. Kotka westchnęła. Młodziki nigdy nie zaznają smaku wojny i nie zrozumieją, że Szyszka po prostu stara się ich chronić. Wszystkich, bez wyjątku. Świat na zewnątrz był zbyt niebezpieczny, a wśród owocowych drzew, mogli być przynajmniej bezpieczni, spokojni, nie martwić się o przyszłość. Mieli wszystko, czego potrzebowali. 
— Nie wiem, Konopio. Zwiadowcy nie donoszą o niczym niepokojącym, poza lisami, ale... Klan Nocy raz nas zaatakował i martwię się, że mogliby to zrobić ponownie. Byłaś tam, widziałaś i przeżyłaś wojnę. Czy mam gwarancję, że klany po raz kolejny nie postanowią się na nas wyżyć? 
— Klany ostatnio robią sobie same zbyt wiele problemów by zwrócić na nas ślepia. 
Szyszka spojrzała na nią z powagą. 
— Skąd ten wniosek? 
Konopia wytrzymała jej spojrzenie. 
— Żyłam trochę w dwóch różnych oraz byłam na ich zgromadzeniach i mają tam nawet problemy z władzą, są zajęci durnymi potyczkami o drobne sprawy, mają zbyt duży honor by przeprosić. 
Słuchała jej bardzo uważnie. Konopia i Bocian poprowadzili rebeliantów do obozu Klanu Nocy, gdy nadszedł czas odbić swoich. Na pewno zdobyła cenne doświadczenie. Szyszka położyła łapę na jej barku. Dla Konopii mieszkanie za Ogrodzeniem musiało być trudne, co udowodniła już raz, gdy wymknęła się poza nie. Wtedy gdy zginęła dwójka ich wojowników. 
— Nie mogę ci nic obiecać, Konopio, ale będziesz pierwszym kotem, który się dowie, jeśli zdecyduje o zdjęciu zakazu wychodzenia poza Ogrodzenie. — miauknęła, przymykając lekko żółte ślepia. 

***

Obóz Owocowego Lasu pogrążony był w spokoju. Uczucie niepokoju zakuło jednak serce Szyszki. Siedziała na gałęzi, wraz z Leszczynką, która narzekała na towarzystwo Pędraka. Ostatnio starszy skarżył się na bóle stawów, więc stał się jeszcze bardziej marudny. Nawet Błysk uciekała w obowiązki, byle nie spędzać z nim aż tak dużo czasu. 
Nagle powietrze przeżył przerażający krzyk. Do obozu wpadła grupa kotów, ciągnąca ze sobą ciało Pioruna. Wokół wybuchła panika, a potok pytań wylewał się raz za razem z każdego pyszczka. Szyszka i Leszczyna spojrzały na siebie porozumiewawczo, po czym obie zeszły z Jabłoni. 
Szyszka podbiegła do swojej zastępczyni. 
— Na spadające jabłka, co się tutaj dzieję? — rozejrzała się zdezorientowana.
Konopia przysiadła przy swoim zmarłym dawnym uczniu, którego ciało było pełne ran. Krew zabarwiła podłoże. Szyszka poczuła smutek na ten widok. Z Pioruna był dobry kot, nie zasłużył na tak okrutną śmierć. 
—  Lis przedarł się przez Ogrodzenie. —  Błysk spojrzała na nią z powagą. —  Nie zabili go, więc dalej się kręci po okolicy.
Szyszka wstrzymała oddech. Jej serce zabiło szybciej. W jej bezpiecznym domu znajdował się intruz. Spojrzała ponownie na Pioruna i powstrzymała nerwowy ruch ogona. Sytuacja była krytyczna.