Kotka powoli pokiwała głową. Na początku była zdziwiona umiejętnościami Krzemienia. Jego ruchy były dobrze wyćwiczone, wręcz perfekcyjnie, jakby był stworzony do walki. Nie popełnił żadnego większego błędu podczas starcia z Trzmielem. Szyszka obserwowała ich pojedynek bardzo uważnie, gotowa potem poprawić swojego ucznia. Tyle, że nie miała czego mu wypomnieć. Nie musieli nawet ćwiczyć walki, wszystko już potrafił. Jej zdziwienie przerodziło się w zachwyt, jednak szybko dobry humor minął, gdy zobaczyła stan Trzmiela. Czarna kotka teraz podeszła do niego i nachyliła się.
- Trzmielu, zabiorę cię do Wschodu.
Spojrzała krótko na Krzemienia i dała mu znać ogonem, że ma ruszyć za nią. Chwyciła ostrożnie Trzmiela i zaczęła go ciągnąć go legowiska medyka. Czarny kocurek szedł za nią posłusznie, tylko co jakiś czas przepraszając i zapewniając, że nie chciał zrobić wojownikowi krzywdy.
Nie odchodzili daleko od obozu, więc szybko się w nim znaleźli. Ciekawskie spojrzenia przenosiły się z Trzmiela na mentorkę i jej ucznia. Szyszka zignorowała szepty. Wschód wyszedł ją powitać, na widok Trzmiela zawołał Owieczkę i oboje przystąpili do udzielania pomocy.
Szyszka usiadła przed legowiskiem, wraz z Krzemieniem.
- Ktoś sprał mu mocno kuper. - Wschód wystawił głowę z legowiska. - Będzie poobijany, ale jutro może wrócić do obowiązków.
Przywódczyni z wdzięcznością skinęła głową.
- Dziękuję, Wschodzie. Dam mu jutro wolne, żeby odpoczął.
Medyk kiwnął głową. Jego wzrok utknął na Krzemieniu.
- Trzmiel mówi, że nie spodziewał się takich ataków po uczniu. Masz do tego talent, młody.
- Nie chciałem mu zrobić krzywdy.
- Spokojnie, Krzemieniu, nikt nie ma do ciebie pretensji. Ważne, że skończyło się jedynie na siniakach. - miauknęła spokojnie Szyszka. - Idź odpocząć, widzimy się jutro na kolejnym treningu.
Krzemień jeszcze chwilę stał, wpatrując się w dwójkę kotów, ale potem kiwnął lekko łebkiem i ruszył w stronę Jabłoni. Szyszka odprowadziła go wzrokiem.
- Jest wyćwiczony jak wojownik. - szepnęła do Wschodu. - Dlaczego to mnie martwi?
Właśnie obserwowała, jak Krzemień wspina się na drzewo. Jej wzrok czujnie spoczywał na jego tylnych łapach. Wcześniej pokazała mu, jak powinien się zwinnie i sprawnie wspinać na drzewa. Ta umiejętność była bardzo ważna w Owocowym Lesie, gdzie przecież legowiska były na ogromnej Jabłoni i nawet styl polowań do tego dostosowali. Jej pazury wciąż pozostawały wysunięte, jakby miała ponownie wspiąć się na gałąź i utrzymać równowagę.
- Dobrze ci poszło. Po raz kolejny mnie zaskoczyłeś. - zwróciła się do czarnego, gdy ten znalazł się na jednej z gałęzi. Krzemień prędko zszedł na ziemię, dotykając łapami miękkiego podłoża.
- Co teraz?
Szyszka zamyśliła się. Miała dzisiaj w planach jedynie nauczyć go wspinaczki. Spojrzała na niebo. Słońce unosiło się na wysokim punkcie, do zachodu słońca jeszcze pozostało sporo czasu. Kotka odwróciła pyszczek w stronę ucznia.
- Wiesz, Krzemieniu, nie muszę cię uczyć walki i polowania, więc mamy dużo czasu na inne aktywności. Mam dla ciebie ważne zadanie. - uśmiechnęła się tajemniczo i dała mu znać ogonem. - Wrócimy do obozu i zajmiesz się starszymi oraz karmicielkami.
Poczuła na sobie jego zdziwiony wzrok. Poruszyła rozbawiona wąsami. No tak, pewnie nie był do tego przyzwyczajony, a tak pozna kolejny zwyczaj Owocowego Lasu.
- Sprawdzisz, czy Pędrak nie ma kleszczy, oraz czy niczego mu nie brakuje. Tylko uważaj, ma dość ciężki charakter. Wszystko przez Czermienia. - syknęła pod nosem, jednak prędko się opamiętała i kontynuowała, wciąż krocząc w stronę obozu. - Karmicielkom możesz wymienić posłania i dać zwierzynę. Te zadania nauczą cię szacunku do starszych i opiekujących się kociakami. To jest ważne w naszej społeczności.
Zauważyła wyraz jego pyszczka. Przystanęła.
- Coś nie tak?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz