Wzrok Szyszki pozostał spokojny. W środku jednak czuła burzę, która z każdym kolejnym uderzeniem serca stała się potężniejsza. Brzoskwinka chciała porzucić własne kocięta? Może były wpadką, ale przecież należały do niej, potrzebowały matczynej opieki i miłości. Mogły przecież umrzeć z daleka od ciepłego żłobka. Brzoskwinka nigdy nie wykazała się takim brakiem odpowiedzialności, więc nic dziwnego, że Szyszka zareagowała głośnym westchnieniem. Spojrzała jeszcze raz na trójkę kociąt; jednego kocurka i dwie kotki. Byli naprawdę słodcy i z pewnością wyrosną na dobrych wojowników.
- Uwierz mi, że żałowałabyś tej decyzji. Mogło im się coś stać z daleka od żłobka, a nawet gdyby wyrosły w naszych szeregach, cierpiałby z powodu porzucenia przez rodziców. Porzucenie przez bliskiego kota jest ogromnym bólem i pozostaje w pamięci na całe życie. - dotknęła swoją łapą tej należącej do Brzoskwinki.
Różanecznik zostawiła Szyszkę i Brzózka, wybrała dla nich życie w Klanie Lisa. Od tego czasu nigdy się nie widzieli. Czarna kotka nigdy nie zapomniała matki i jej pełnych spokoju brązowych oczu. Szyszka była znajdką, doszła do czegoś wielkiego. Mogła jednak postawić się na miejscu tych kociąt i rozumieć, jak bardzo bolałaby ich świadomość porzucenia, nawet pomimo dobrego wychowania.
- A gdybyś pewnego dnia postanowiła im powiedzieć, odczuwałby do ciebie żal, że całe życie były okłamywane. Nie będę cię zmuszać do niczego, Brzoskwinko, możesz je oddać Stokrotce na wychowanie i wrócić do wojowniczego trybu życia. Ale... przemyśl to, dobrze? Bez, Kolendra i Niezapominajka bardzo cię potrzebują. Jestem mamą i mogę ci powiedzieć z całą szczerością, że nie zamieniłabym tego na nic innego. Będą cię kochać bez względu na wszystko.
Pochyliła się i liznęła po łebku kotkę. Opuściła kociarnię. Wiedziała, że Brzoskwinka musi zostać teraz sama z myślami i swoimi kociętami. Na wszelki wypadek ustawiła jednak straż przed żłobkiem. Wzrokiem odnalazła Leszczynę i wtuliła się w futro przyjaciółki.
Owocowy Las został zaatakowany przez lisa. Rude stworzenie od kilku dni mieszkało w lesie. Odebrał życie trzem kotom i Szyszka chciała działać szybko wiedząc, że może to się powtórzyć. Liczyła, że jeszcze nie zadomowił się na dobre. Pora Nagich Drzew była surowa, a skoro członkowie Owocowego Lasu praktycznie nie opuszczali drzew i polowali wyłącznie na ptaki i wiewiórki, głód zajrzał im do oczu. To było niebezpieczne zwłaszcza, że urodziły się kocięta, w tym Zimoziół, wnuk Szyszki. Kotka chciała pozbyć się drapieżnika. Miała już ułożony szczegółowy plan. Był niebezpieczny, ale zdawał się jedyną opcją.
- Ciociu Szyszko!
Czarna kotka oderwała wzrok od swoich łap i wbiła zmęczone ślepia w Brzoskwinkę. Mimo nasion maku źle sypiała. Zmartwienie było zbyt duże, praktycznie nie mogła zasnąć. Czuła się bardziej przez to osłabiona. Powitała córkę Leszczynki kiwnięciem głowy.
- Zamierzasz coś zrobić z tym lisem? - mruknęła z pretensją wojowniczka, zatrzymując się przed liderką na jednej z gałęzi. Jej ogon poruszył się nerwowo.
- Brzoskwinko, wydałam rozkazy. Nikt praktycznie nie opuszcza obozu, lis trzyma się z daleka. - miauknęła spokojnie, wpatrując się w wojowniczkę. - Musiałam odczekać kilka dni, ale mam już szczegółowy plan i dzisiaj zaczynamy działać.
W jej oczach odbiła się iskra ryzyka. Brzoskwinka zaciekawiona uniosła uszy. Szyszka westchnęła cicho i dała jej znać ogonem. Podniosła się nierówno z gałęzi i przeskoczyła zwinnie na drugą, utrzymując odpowiednio ciężar ciała. Minęły trzy gałęzie i dotarły do granicy z wyjściem z obozu. Szyszka usiadła i dała znać Brzoskwince, żeby zrobiła to samo. Siedziały na jabłoniowym drzewie, wpatrzone w horyzont. Wyjścia z obozu pilnowała trójka wojowników, akurat pełniąca swoją wartę. Gdyby zeszły na ziemie, pewnie dobiegłby do nich smród lisa.
- Podzielę was dzisiaj na trzy grupy. Pierwsza zostanie w obozie i będzie strzegła kociąt oraz starszych. Druga wyruszy wzdłuż Ogrodzenia. Patrol łowiecki znalazł już dół, ale wtedy nie mieli okazji go zakopać. Tym zajmie się druga grupa. Chciałabym, żebyś ją poprowadziła. Ufam, że bezpiecznie zaprowadzisz ich do Ogrodzenia i zakopiecie dół, tym samym żaden drapieżnik nie wejdzie do lasu. Po wykonaniu zadania natychmiast macie wrócić do obozu. Bezpieczną drogą.
Brzoskwinka milczała kilka uderzeń serca, a potem uniosła wyżej łebek. Jej oczy zaiskrzyły odwagą i determinacją.
- Nareszcie coś się dzieję!
- Możecie włożyć pod Ogrodzenie ostrokrzew. Jest kujący i przejście na nasze terytorium będzie gwarantowało wyrwanie kawałka futra. Na pewno to odstraszy potencjalnych intruzów.
- Co zrobi trzecia grupa? - spytała szylkretowa.
Szyszka dłuższy czas wpatrywała się w horyzont. Potem przeniosła wzrok na córkę Myszołowa. Na jej pysku widać było powagę, a w oczach stanowczość oraz nadzieję. Zamierzała wszystko zrobić tak, żeby nie zginął żaden członek Owocowego Lasu.
- Zabije lisa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz