BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karasiowa Łapa x Różana Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karasiowa Łapa x Różana Łapa. Pokaż wszystkie posty

14 maja 2024

Od Karasiowej Łapy CD. Różanej Łapy

Patrzyła z szokiem na Różaną Łapę, słuchając monologu o “lepszości” kotów z rodu Sroczej Gwiazdy. Uczennica naprawdę zdawała się wierzyć w bzdury, które wygadywała.
– Cała ta twoja arystokracja nie jest starsza niż ty sama – zaczęła spokojnie i dość cicho Karaś, patrząc na młodszą z kotek bez cienia sympatii. – A jedyne, w czym różni się od innych kotów, to możliwość objęcia stanowiska lidera. Co dla ciebie i tak nie jest już możliwe, od kiedy zostałaś uczennicą medyczki.
– Mówisz o tym, że stanę się jedną z najważniejszych osób w klanie? – Róża zaśmiała się prześmiewczo. – Sama widzisz, to my będziemy przy władzy i całe szczęście, bo długo by się ten klan nie ostał, gdybyś taka ty, lub twój nieszczęsny brat mieli podejmować decyzje wymagające choć cienia inteligencji. A teraz wybacz, mam dużo ważniejsze obowiązki niż wysłuchiwanie żali zwykłego plebsu.
To mówiąc odwróciła się i odeszła z wysoko podniesionym ogonem. Karaś wciąż potrzebowała chwili, żeby przetworzyć to, co się wydarzyło. Kiedy na pamiętnym zgromadzeniu usłyszała o decyzji Sroczej Gwiazdy, niespecjalnie ją ona obchodziła. Była zdziwiona, oczywiście, ale była na tyle mała, czuła się nieważna w klanie… Więc po prostu zaakceptowała to, co się działo. Niektóre dorosłe koty szeptały między sobą, jednak nikt nie odważył się na głośny sprzeciw. Nie myślała więc zbyt wiele i zdusiła głęboko w sobie rozczarowanie. Chyba każdy kociak marzył kiedyś o byciu liderem… Co prawda w zabawach musiała zwykle oddawać tą rolę siostrze (po długich kłótniach) lub którejś z kuzynek (chętniej i szybciej), jednak gdzieś w serduszku wciąż chciałaby… Mieć chociaż szansę. Szansę, którą Srocza Gwiazda odebrała wszystkim poza potomstwem jej córek. Teraz, po tym jak Różana Łapa postanowiła potraktować ją i jej brata jak zwykłe błoto tylko dlatego, że nie byli spokrewni, znów poczuła ukłucie w sercu. Skąd ten nagły pomysł, żeby niektóre koty były lepsze niż inne…? Czemu jakaś sierść miałaby być gorsza…? Dlaczego o stanowisku lidera miało wybierać pochodzenie, a nie umiejętności…?
Czuła, że musi o tym wszystkim z kimś porozmawiać, odczekała jednak aż do następnego dnia, żeby złapać Krzyczącego Makrelę poza obozem i sam na sam. Mimo wszystko, trochę się obawiała kwestionować wybory liderki otwarcie.
– Tato, ja… Tak właściwie chciałam o czymś z tobą porozmawiać – zaczęła niepewnie.
Krzycząca Makrela zastrzygł uszami, dając jej znak, że ma mówić dalej.
– Czy Ty… Żyjesz w klanie dłużej niż ja, nie uważasz tej całej władzy dziedzicznej za trochę niesprawiedliwą?
– To co uważam nie ma większego znaczenia – stwierdził spokojnie. – Słuchanie liderki jest ważną częścią życia wojownika, a to ona wybiera zastępcę. Srocza Gwiazda mogła wybrać kogo chce, a Tuptająca Gęś i tak z pewnością wybrałaby kogoś z własnej rodziny ‐ tu skrzywił się lekko. – Cała ta uroczystość i znaki rodziny królewskiej są trochę dziwne, ale w gruncie rzeczy nie wpływają na to, co i tak by się wydarzyło. Jedynie problem mógłby się pojawić, gdyby żadne z kociąt Wirującej Lotki nie nadawałoby się do tej pozycji i nie było nią zainteresowane… Ale to dopiero małe kocięta, zobaczymy co z nich wyrośnie. A zarówno Srocza Gwiazda jak i Tuptająca Gęś z pewnością jeszcze trochę pożyją. Możesz mi wierzyć, ten klan widział już gorsze rzeczy niż jedna dodatkowa zasada do sposobu wyboru zastępcy.
Wszystko co mówił wydawało się szczere, co dodatkowo potęgował fakt, że Karaś rzadko widziała go tak poważnego i spokojnego. Pozwoliła sobie jednak dopytać jeszcze:
– A ty nigdy nie chciałeś zostać liderem? Przecież jesteś świetnym wojownikiem.
– A gdzie tam – zaśmiał się. – To za duża odpowiedzialność, za dużo obowiązków na głowie. Myślisz, że jako lider mógłbym was zabierać na nielegalne wyprawy, gdy jeszcze byliście w żłobku? – mrugnął do niej, po czym podniósł głos: – A teraz, przebieraj tymi łapami, zostaliśmy daleko w tyle za naszym patrolem!
Nie czuła, żeby wszystkie jej wątpliwości zostały rozwiane, jednak z uśmiechem podążyła za swoim tatą. W końcu kochała swoją rodzinę bardziej niż cokolwiek innego.
***
Do rozmowy z mamą postanowiła podejść z innej strony. Zdążyła już zauważyć, że Ryjówkowy Urok do więzi klanowych miała dość specyficzne podejście i nawet w relacji z własnym partnerem, to Krzycząca Makrela był tym, który bardziej się stara i o wszystko zabiega. Nie żeby kiedykolwiek odczuła, że ojcu to przeszkadza, wprost przeciwnie, zawsze obok wojowniczki pojawiał się zachwycony i z pewnością bardzo ją kochał.
– Tak, skarbie? – Ryjówkowy Urok delikatnie ją ponagliła, widząc że jej najstarsza córka od dłuższej chwilii próbuje poruszyć jakiś ważniejszy temat.
– Uh, po prostu… – Zaczęła Karaś. – Miałam sprzeczkę z Różaną Łapą i zaczęłam się zastanawiać nad rodziną królewską…
– Oh, kochanie! Przecież zawsze byłaś bardzo przyjacielska, dlaczego sprzeczasz się z uczennicą medyka? – mama przerwała jej ganiącym tonem.
Czy Ryjówkowy Urok z góry założyła, że to jej wina? Karaś od razu poczuła się gorzej.
– Przecież to nie ja, ja nie chciałam! – Wyjąkała. – Po prostu mam wrażenie, że Różana Łapa czuje się lepsza od innych przez to, że jest tą całą księżniczką…
Patrzyła na mamę błagalnie, licząc że ta zrozumie to, co czuła.
– Karaś, Różana Łapa jest wnuczką liderki, córką zastępczyni i uczy się na medyczkę. – Ryjówkowy Urok była niewzruszona. – To ważne pozycje i nic dziwnego, że jest tego świadoma. Uważam, że byłoby lepiej, gdybyś się z nią zaprzyjaźniła. Zawsze dobrze jest mieć wysoko postawionych przyjaciół, nawet jeśli w ich charakterze może nam coś nie pasować, to ważne, żeby umieć przełknąć takie niedogodności… – Przez chwilę zastanawiała się. – Pójdziesz ją przeprosić jutro z samego rana, pójdę z tobą, dobrze?
Patrzyła z niedowierzaniem na swoją rodzicielkę. Przeprosić?! Zaprzyjaźnić się?! Z kotką, która chciała pozbyć się z klanu Skrzelika, a jej groziła tym samym, nazywając przy tym plebsem i kimś głupim?! To niemożliwe, Ryjówkowy Urok nie mogła jej tego robić… Przecież nawet gdyby miała za co przepraszać, to tylko sprawi, że Różana Łapa poczuje się jeszcze lepsza! Już i tak pewnie myśli, że wygrała ich kłótnię… A teraz dostanie tak namacalne potwierdzenie i niemą zgodę na to, że może robić wszystko bez żadnych konsekwencji. Czuła gulę w gardle, wzrok Ryjówkowego Uroku jasno wskazywał jednak, że nie ma innego wyboru. Nie chciała sprzeciwiać się matce… Jednak przepraszać Różanej Łapy nie chciała tym bardziej! Całkowicie nieprzekonana kiwnęła głową. Pokłócić się z obcą uczennicą mogła, zwłaszcza jeśli ta obrażała jej brata, jednak pokłócić się z własną mamą…? To zdecydowanie nie leżało w naturze Karaś. Chciała żeby mama była z niej dumna, nie zawiedziona, jak teraz. Skuliła się w sobie gdy wracała do legowiska uczniów. Było jeszcze wcześnie, jednak chciała pobyć chwilę w samotności. Krabowa Łapa wciąż nie wróciła z treningu, a w legowisku spotkała tylko odpoczywającą Cyrankową Łapę, która szybko zrozumiała, że młodsza z kuzynek wyjątkowo nie ma ochoty na pogawędki i wyszła, przeciągając się i mówiąc coś o jakiejś sprawie do załatwienia.
Leżała na swoim posłaniu, z głową skierowaną do trzcin. Wszystkie wyglądały prawie identycznie i nieciekawie. Jedynie na jednej z nich wte i we wte poruszał się mały pajączek, zaczynając wić swoją sieć. Gdyby faktycznie przyjaźniła się z Różaną Łapą, tak, jak chciała tego jej mama, dałaby jej pewnie o tym znać, w końcu pajęczyny zawsze przydawały się medykom. Gdyby kiedykolwiek mogła się przyjaźnić z Różaną Łapą… Gdyby Różana Łapa nie była taka, jaką jest… Jęknęła, wkładając pyszczek pod ogon. Chciałaby móc porozmawiać teraz z Północną Łapą. Żartobliwie przezywała koleżankę księżniczką, pamiętając o jej pokrewieństwie z liderem klanu, z którego pochodziła; jednak dobrze wiedziała, że w Klanie Klifu nie używa się takich tytułów, jak i arystokratycznych zasad. Taka perspektywa była teraz czymś, czego potrzebowała. Czy naprawdę zwariowała i wszyscy poza nią w Klanie Nocy tak po prostu zgadzali się z pomysłem podziału kotów na lepsze i gorsze? Czy ktoś nieprzywykły do życia w tym klanie mógłby się z nią zgodzić i zauważyć całą tą niesprawiedliwość…?
Może nie będzie aż tak źle. Może dostanie rano poranny patrol, może Ryjówkowy Urok zapomni o swoim postanowieniu towarzyszenia w “przeprosinach” ‐ takich myśli trzymała się do wieczora.
– Czy Tuptająca Gęś wyznaczyła Piórolotkowy Trzepot na poranny patrol? – spytała pełna nadziei, rozpoznając po zapachu wchodzącą Krabową Łapę.
– Nie, możesz się wyspać – odpowiedziała Kazarkowa Łapa, wchodząc do legowiska wraz z Cyranką zaraz za siostrą Karaś.
Pytająca jęknęła kolejny raz tego dnia. Czy Tuptająca Gęś robiła to specjalnie? Czasem patrolami mogli mieć zawalony cały dzień, a jak raz chciała unikać obozu i iść na poranne polowanie to dostała wolny czas… Zrezygnowana położyła się z powrotem. Nawałnicowa Łapa, który znajdował się na swoim posłaniu bliżej środka legowiska, rzucił czterem kotkom zaciekawione spojrzenie, nie odezwał się jednak.
– Coś się stało? – spytała po chwili Krabik, patrząc niepewnie na rozpaczającą siostrę.
– Wszystko – miauknęła Karaś grobowym tonem. – Muszę iść przeprosić Różaną Łapę.
– Oho – mruknęła Krabik, kładąc się obok gotowa by wyrazić swoje wsparcie.
Karasiowa Łapa była wdzięczna, że nawet gdy spędzają ze sobą mniej czasu, są jednak siostrami i rzuciłyby się jedna za drugą w ogień.
– Od przeprosin jeszcze nikt chyba nie umarł – stwierdziła Cyrankowa Łapa spokojnie. – O co poszło?
– No tak jakby… Ona obrażała Skrzelika, więc ja jej powiedziałam co o tym myślę i ona mnie trochę zwyzywała i ja trochę zwyzywałam ją, no ale nie biłyśmy się przecież ani nic… Ale jakoś tak wyszło, że Ryjówkowy Urok się o tym dowiedziała i teraz chce iść ze mną rano do legowiska medyków, żebym przeprosiła Różę… – Pominęła fakt, że Ryjówkowy Urok o sprzeczce między uczennicami dowiedziała się od niej samej. – Normalnie jakbym była jakimś kociakiem…
Wszystkie trzy przyjacielsko zapewniły ją o swojej solidarności i niesprawiedliwości losu, który na poranny patrol wysłał Kazarkową Łapę, a nie ją (Kazarka była w tej kwestii szczególnie zgodna z Karaś). Krabik dodatkowo oznajmiła, że jest z siostry dumna i postąpiłaby dokładnie tak samo. Skrzelikowi nic jednak nie powiedziały, gdy wrócił; obawiając się, że nawet pomimo swojego wrodzonego spokoju i wycofania nie przyjmie tego najlepiej.
– Jesteście najlepsze – wymruczała jeszcze Karaś z wdzięcznością, gdy wszystkie cztery szły już spać.
***
– Karasiowa Łapo! – zabrzmiał miły głos matki, całkowicie niepasujący według uczennicy do aktualnej, beznadziejnej sytuacji.
Zwlokła się niechętnie z posłania, na którym do tej pory mimo przebudzenia leżała. Do ostatniej chwili liczyła, że Ryjówkowy Urok zapomni o swoim postanowieniu, albo zaśpi i nie przyjdzie. Wszystko jednak wskazywało, że nic z tego.
– Witaj, mamo – mruknęła.
– Oh, rozchmurz się, już ci mówiłam, każdemu zdarzy się czasem posprzeczać! To bardzo ważna umiejętność, podać jako pierwszy łapę drugiemu kotu w takiej sytuacji… A Różana Łapa jest przecież taka miła, nie bądź wobec niej taka uprzedzona.
Karaś nie odważyła się powiedzieć na głos, że to Róża sypie uprzedzeniami na lewo i prawo. Doszła do wniosku, że kotka tylko udaje miłą damę przed kotkami ze swojej rodziny, skoro w sytuacji sam na sam dała się poznać jako tak narcystyczna, przekonana o niższości innych kotów i gotowa do otwartego wyzywania innych. Ale Ryjówkowy Urok nie mogła tego zrozumieć, nie próbując nawet wysłuchać swojej córki i wciąż szczebiocząc o tym, że Różana Łapa to dla Karaś cenna towarzyszka i powinny mieć ze sobą dobre stosunki.
– Dobrze? Jestem pewna, że sobie poradzisz! – Wojowniczka skończyła swój monolog, w trakcie którego uczennica całkiem się wyłączyła.
Stały przed wejściem do jamy borsuka. To znaczy, do legowiska medyków. Ryjówkowy Urok czym prędzej weszła do środka, wylewnie witając się ze Strzyżykowym Promykiem.
– Dzień dobry – miauknęła również Karasiowa Łapa, jednak dopiero po dłuższej chwili stania niezręcznie i słuchania pogawędki dorosłych kotek.
– Czy jest Różana Łapa? – spytała w końcu starsza z szylkretek. – Chciałyśmy ci ją ukraść dosłownie na kilka słówek.
Medyczka zapewniła, że nie ma z tym żadnego problemu, a poza tym uczennica sortuje zioła od rana i nawet dłuższa przerwa jej nie zaszkodzi. Udała się w głąb legowiska, a po chwili wróciła wraz z Różą, oraz jakimiś liśćmi w pysku, które, jak powiedziała, musi zanieść jednej ze starszych. Zaraz zniknęła. Z kolei czarno-biała mierzyła je spojrzeniem. Jej ogon drgał nerwowo od kiedy tylko ujrzała odwiedzające.
– Witaj Różana Łapo – odezwała się Ryjówkowy Urok dokładnie tym samym miłym tonem, którego od rana używała wobec Karaś. – Moja najstarsza córka wyznała mi, że przypadkiem się pokłóciłyście, ale ona jest tak nieśmiała, że samej głupio by było jej przyjść i przyznać do błędu, nawet mimo tego, że sama jest już go świadoma… Zgodziłam się więc jej towarzyszyć, no bo w końcu jesteście obie jeszcze takie młode, niepotrzebnie byłoby zaprzepaszczać szansę na tak piękną przyjaźń, przez jakąś błahostkę, z pewnością obie już to rozumiecie…
Lekko, lecz stanowczo położyła ogon na plecach córki. Oburzonej córki, doskonale świadomej, że nikt w tym klanie nie nazwałby jej nieśmiałą i Róża z pewnością o tym wie. Mimo to Karaś spróbowała przełknąć gulę w gardle i stać wciąż wyprostowaną, nawet mimo rozbawienia i satysfakcji w oczach młodszej uczennicy. Przynajmniej mama będzie usatysfakcjonowana… Przynajmniej mama będzie usatysfakcjonowana…
– Ta… Przepraszam – miauknęła głośno, lecz całkowicie nieszczerze, starając się sprawiać wrażenie, jakby cała ta sytuacja ją obchodziła tyle, co piszczka złapana zeszłej jesieni.

<Różana Łapo? Chyba musimy trochę poudawać>
[2072 słowa]
[przyznano 41%]

08 maja 2024

Od Różanej Łapy CD. Karasiowej Łapy

Końcówka pory Nowych Liści, po zgro
Przekręciłam się na drugi bok i otworzyłam powoli oczy. Do legowiska medyka wpadało światło słońca. Za wcześnie to nie było, ponieważ Strzyżykowy Promyk była już na nogach i układała zioła właśnie przyniesione. Jej rude futerko wyglądało jak język ognia. Było wyjątkowe i bardzo rzadkie w Klanie Nocy.
Wstałam powoli, wypoczęta przez długi sen i podeszłam do mentorki jeszcze nie do końca wybudzona. Medyczka poparzyła się na mój pysk i bąknęła:
- Pewnie dobrze ci się spało, bo jest już dawno po świcie. - Wyczułam w jej głosie lekką nutkę sarkazmu. Ona zapewne obudziła się jeszcze przed świtem...
- Wiesz co? Ja idę jeść, bo jestem strasznie głodna - mruknęłam cicho, kierując się ku wyjściu i machając ogonem.
Było bardzo ciepło. Można by rzec, że gorąco. Kłębiaste chmury pełzły po niebie, a chłodny, wilgotny wiatr lekko wiał, rozwiewając moje futro. Wszystko zieleniło się jak nigdy dotąd. Ponoć już tak było przed Porą Zielonych Liści, która zbliżała się wielkimi krokami. Nie przeżyłam jeszcze żadnej, lecz według opowieści była bardzo gorąca, jedynie woda daje ponoć wtedy chłód i wszyscy chętnie w niej przesiadują. Wydawała się…ciekawa.
Zbliżyłam się do sterty, wyciągając wiewiórkę. Była dosyć pulchna. Zastanawiałam się, kto ją złapał, lecz moje myśli stoczyły się na tor Muszelki, którą niedawno przecież widziałam. Tak dorosła, stała się bardziej poważna i większa. Marzyłam, by stała się świetną wojowniczką, kim ja nie mogłam się stać.
Szybko zjadłam gryzonia, po czym postanowiłam zanieść też coś mentorce. Wybrałam pewnego drobnego pstrąga i pomknęłam do legowiska z nim w pysku.
Dlaczego nie chciałam pozwolić, by inni obsłużyli moją mentorkę? Nie wiem. Może mój mózg postanowił, bym to ja akurat to zrobiła? W końcu jeszcze bardziej udobrucham sobie rudą i może będę mogła się lenić?
Wpadłam do środka kładąc zwierzę przy jej przednich łapach i wpatrując się w niebieskie oczy kotki.
- Nie trzeba było…- zaczęła Strzyżykowy Promyk, lecz nie dałam jej dojść do głosu.
- Musisz jeść, więc jedz! - nakazałam jej, a ruda o dziwo posłusznie to wykonała. Powoli jadła, ale jadła. To najważniejsze. Posłuszeństwo takich osób było bardzo dla mnie ważne.

***
Przed zaginięciem Borsuk
Nadeszła Pora Zielonych Liści. Było bardzo ciepło, a ja bardzo odczuwałam to przez czarne futerko. Niestety, taka była jego jedyna wada.
Coraz bardziej się rozkręcałam. Robiłam duże postępy, potrafiłam już nawet leczyć niektóre choroby, choć od mianowania nie minął nawet księżyc i na pewno widziała to Strzyżykowy Promyk. Ponieważ mi nie trzeba było powtarzać 2 razy.
Czasem mama zaglądała do legowiska medyka. Czasami cały dzień przesiadywałam w legowisku, pomagając i ucząc się ziół. Jeszcze rzadziej spotykałam babcię, wciąż zajętą. W końcu była liderką i tak naprawdę nie posiadała wolnego czasu... Ale jakimś fenomenem moje ciotki widziałam codziennie. Nie było takiego dnia gdy nie zagadały do mnie. Zwłaszcza Wirująca Lotka, która spodziewała się kociąt, więc Strzyżykowy Promyk miała na nią oko.
Dopiero teraz zaczęłam pławić się w uznaniu klanowiczów dla zespołu medyków. Część podchodziła do nas jak do bardzo ważnych osób, bez których wszyscy umarliby z rozmaitych chorób, lecz są też tacy, którzy mówili o nas z pogardą.
Obejrzałam się dookoła legowiska medyka. Strzyżykowy Promyk siedziała obok tej okropnej Bratkowego Futro, rozmawiając z kotką, której każde słowo oznaczało drgania ogona u niebieskiej.
Z tego co usłyszałam, to moja mentorka uznała, że kotka ma halucynacje. Słyszałam o tej dolegliwości, lecz jeszcze nigdy się z nią nie spotkałam. Jakoś nie obchodziły mnie objawy, zważywszy na to, że miała ją leczyć moja mentorka.
Widząc Borsuczy Język, która wpływała do legowiska medyka, jedynie przekręciłam oczami. Będę musiała ją leczyć…
Czarno-biała usiadła obok. Od razu widziałam jej pociągnięcia nosem. Czyli miała katar. Niebieskie oczy patrzyły się w dal, pomijając moją osobę.
Chwilę obejrzałam ją i spytałam o objawy. Jej odpowiedzi utwierdziły mnie w przekonaniu, że naprawdę posiada katarek.
Poszłam do składziku. Wyjęłam potrzebne zioła i podeszłam z nimi do kotki. Borsuczy Język przekręciła łepek, patrząc na mnie błękitnymi oczami.
- Wiesz, co robisz? - spytała z lekkim niepokojem.
- Tak. - Pokiwałam głową, wypowiedziawszy te słowa. - Jesteś pierwszym kotem, którego samodzielnie leczę, lecz nie martw się, nauka u Strzyżykowy Promyk robi robotę. -
Czarno-biała powąchała pakunek i zaczęła się zajadać. Patrzyłam na nią z lekkim ukłuciem w sercu. A co jeśli źle zdiagnozowałam i zrobię jej jeszcze krzywdę?
Szybko rozwiałam tę okropną myśl. Przecież byłam już nauczona wielu rzeczy. Na treningach udawało mi się “uleczyć” udającą chorą na różne choroby Strzyżykowy Promyk.
- Jutro będziesz zdrowa. - Spojrzałam na Borsuczy Język i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
Słońce trochę mnie oślepiło, lecz na krótką chwilę. Po tym zdarzeniu zobaczyłam znów obóz pełen różnych kotów. Podniosłam podbródek i dumnie ruszyłam, delikatnie stąpając po suchym podłożu. Wdychałam wilgotne powietrze, chcąc pokazać się jako najpiękniejsza. Zmrużone oczy wbijały wzrok we wszystkich zgromadzonych.
Nagle pode mnie wpadł kocur. I w dodatku czekoladowy! Na początku myślałam, że Topikowa Głębina zmartwychwstał i chce zemsty, jednak ten kot nie był dorosły. To jeszcze uczeń, a jedyny uczeń z czekoladowym futrem to Skrzelik.
Popatrzyłam na czekoladowe ścierwo z wyższością. Strzelikowa Łapa wstał i jedynie zmierzył moją osobę nietypowym wzrokiem posłanym z jego dużych ślepi, po czym odszedł bez słowa. Dziś chciałam mu wyrwać te ohydne oczy...

***

Na szczęście miałam ciocię. Jej mogłam się wygadać. Musiałam jej o tym opowiedzieć, w końcu jako jedna z nielicznych popierała wszystkie moje poglądy.
Niestety znowu musiałam mieć do czynienia z tymi pomiotami Krzyczącej Makreli. Tym razem nie był to ten czekoladowy, lecz jego szylkretowa siostrzyczka Karasiowa Łapa.
Słysząc jej zarzuty i ironiczny ukłon przewróciłam tylko oczami. Nie chciało mi się gadać z kotem o niskim ilorazie inteligencji, a widać, że Klan Gwiazdy nie ulżył mi w cierpieniu. Cóż niestety…w Klanie Nocy większość to idioci.
- Posłuchaj mnie, bo nie będę się powtarzać. - Delikatnie przejechałam swoim ogonem po jej podbródku, muskając jej pysk. Delikatnie odchrząknęłam i wypuściłam z siebie najostrzejszy ton, jaki jest możliwy u ucznia medyka. - Po pierwsze — nie podsłuchuj. Napytasz sobie kiedyś tym biedy. A po drugie - tu zrobiłam pauzę, by podkreślić znaczenie tych słów, które miały za chwilę paść - jeśli twój brat mnie nawet tknie, to wyleci z klanu lub go zabiją. A Ciebie i rodziców zaraz po nim.
Karasiowa Łapa chciała mi przerwać wywód, lecz nie udało jej się to, ponieważ rzuciłam “Nie przerywaj mi” i skomentowałam:
- Jesteś tylko zwykłym plebsem, zrozum, że nad tobą są koty o królewskiej krwi. I od nich i twojego zachowania wobec nich zależy twój los. Ja należę do arystokracji, która włada klanem. Więc lepiej uważaj i poddaj się bardziej inteligentnym od Ciebie.

Wyleczeni: Borsuczy Język, Bratkowe Futro,

<Karaś? Co odpowiesz na wywód o władzy?>
[1055 słów + Leczenie postaci NPC]
[przyznano 21% + 5%]

30 kwietnia 2024

Od Karasiowej Łapy do Różanej Łapy

Było ciepło, słońce przyjemnie ogrzewało ziemię, a wiejący wiatr, tylko delikatnie stroszył sierść. Karaś czuła się szczęśliwa, gdy leżała obok Ryjówkowego Uroku, dzieląc się z mamą językami po tym, jak razem zjadły średniej wielkości rybę, którą Karaś sama złowiła na wcześniejszym patrolu łowieckim. Lubiła takie spokojne dni. Pogoda dopisywała, jej patrol łowiecki był nadzwyczaj udany, a gdy zanosiła jedną z piszczek starszym, okazało się, że nie musi im wymieniać mchu, bo zrobiła to już wcześniej inna uczennica.
– Kusi, żeby się zdrzemnąć – mruknęła Ryjówkowy Urok. – Krzycząca Makrela tak dzisiaj chrapał, że przez część nocy nie mogłam zmrużyć oka.
Karaś zachichotała.
– Są pewne plusy spania w legowisku uczniów.
– Pewnie już długo tam nie posiedzisz i tak, nastawiaj się już mentalnie – zwróciła uwagę starsza.
Uczennica zamrugała z zaskoczenia:
– Przecież ani Kazarka ani Cyranka nie zostały jeszcze mianowane…
– Wszystkie bardzo dobrze już sobie radzicie, a różnica wieku między wami nie jest duża, nie zdziwiłabym się, gdyby Srocza Gwiazda postanowiła cię mianować razem z nimi.
Karaś zastanawiała się nad tym. Czy to możliwe, żeby Srocza Gwiazda faktycznie ją tak doceniła za szybkie postępy? Czułaby się zaszczycona, chociaż… Nagle perspektywa bycia w pełni samodzielną wojowniczką trochę ją przeraziła. Przecież w ogóle nie czuła się jeszcze dorosła! Wciąż miała w sobie nieskończone pokłady energii, wciąż chciała wymyślać nowe zabawy dla Nimfy i czuć tą beztroskę gdy wychodziła z Piórolotkowym Trzepotem na treningi. Bycie wojowniczką brzmiało strasznie poważnie, jakby miała musieć się uspokoić i zachowywać dojrzale. Albo nawet znaleźć jakiegoś partnera i urodzić klanowi kociaki! Same kociaki nie brzmiały jeszcze tak źle, ale przecież w klanie Nocy nawet nie było żadnego niespokrewnionego z nią kocura w podobnym wieku…
Zamrugała, odganiając dziwne myśli, gdy Ryjówkowy Urok wstała, oznajmiając, że chciała jeszcze o czymś porozmawiać z Kawczym Sercem. Leżała chwilę w tym samym miejscu, jednak do jej uszu dopadła niepokojąca rozmowa.
– Oh, ciociu, naprawdę nie rozumiem, dlaczego Srocza Gwiazda wciąż pozwala tym wszystkim czekoladowym kotom pozostawać w klanie – mówił cicho damski głos. – Ten Skrzelikowa Łapa… Prawie wpadł na mnie dzisiaj i ani słowem nie przeprosił! Spojrzał tym dziwnym wzrokiem i poszedł dalej… Widać brak wychowania, ale nie powinniśmy winić jego biednej mamy, nie miała wpływu na kolor futra dziecka. Dobrze, że w naszej rodzinie wszystkie jesteśmy takie piękne, dla takich dziwnych i do tego czekoladowych kocurów jak Skrzelikowa Łapa nie powinno być w naszym klanie miejsca!
Karaś zszokowana patrzyła w stronę dwóch, stojących kawałek dalej kotek. Kotewkowy Powiew rozpoznała dość szybko, gdy tylko odezwała się by potwierdzić słowa… Różanej Łapy? Teraz już była pewna, że to ona. Nic jednak nie rozumiała. Nie zauważyły jej? Specjalnie rozmawiały w ten sposób o jej bracie, mimo że tu siedziała? Niemożliwe… Poczuła jak ogarnia ją złość. Kotki rozeszły się w dwie strony, a ona czym prędzej podążyła za młodszą.
– Stój! – warknęła.
Różana Łapa nastroszyła się na niemiły ton, odwracając natychmiast.
– Nic ci to nie da, dzieciaku, nawet nie szkolisz się na wojowniczkę, żebyś miała ze mną jakieś szanse – skomentowała Karaś. – Wszystko słyszałam, masz jakiś problem do mojego brata?
– J‐ja… – Różana wydawała się oburzona. – N-nie powinnaś się do mnie tak odzywać, jestem księżniczką!
Karaś zmierzyła ją niechętnym spojrzeniem.
– I co, pójdziesz na mnie naskarżyć babci? Bo śmiałam podejść, nie klękając najpierw? Oh, wybacz proszę, już naprawiam me błędy – skłoniła się tak ironicznie jak tylko potrafiła, wciąż piorunując młodszą wzrokiem. – Nie masz prawa mówić, że dla Skrzelika nie ma miejsca w tym klanie. Powinnaś się cieszyć, że to ja tu jestem, bo zapewniam, że moja siostra nie hamowałaby się tak łatwo.
Obie wpatrywały się w siebie, milcząc. Karaś nie mogła uwierzyć w głupoty, które wygadywała młodsza. Owszem, wiedziała, że czekoladowa sierść w ich klanie jest mało pożądana, w końcu powszechnie za najpiękniejszą uważano czarno-białą, jednak żeby mówić, że kogoś powinno się za to wyrzucić z klanu? Ta młoda nawet nie żyła jeszcze tyle czasu, żeby mieć takie poglądy, nie zrobiła dość dla klanu, żeby mieć prawo czuć się najważniejszą! Skrzelik może bywał dziwny, ale jego główną, życiową cechą było nie przeszkadzanie nikomu. Była pewna, że połowa członków klanu potrafi zapomnieć o jego istnieniu, przez to jak cichy i spokojny zawsze był. I ktoś taki, miałby nie mieć tu dla siebie miejsca? Bo co, rozpuszczonej księżniczce się nie spodobał?

<Różo?>
[695 słów]
[przyznano 14% ]