Być może pływanie w lodowatej wodzie o świcie w poszukiwaniu ryb nie było najlepszym pomysłem, ale za to… niczego nie złowiłem. Czyli wychodzę na podwójny minus, co razem daje plus. Prawda?
Więc odkąd wróciłem, leżałem skulony na moim legowisku. Bez sensu jest takie legowisko na gałęzi. W ogóle nie daje mi osłony przed wiatrem. Ani zimnem.
Zerknąłem z góry na Iskrzyka i Mordor.
– Oh… No, dobrze, mogę iść… – mruknąłem.
– Co mówisz?! – krzyknęła Mordor z dołu, przechylając głowę na bok, wyraźnie nie usłyszała mojego mamrotania z takiej odległości.
Ugh.
– Mówię, że… – zacząłem, lekko drżącym głosem.
Skrzywiłem się i pokręciłem głową na boki.
Wstałem z legowiska i zacząłem ostrożnie schodzić w dół, choć stanowiło to nie lada wyzwanie w moim stanie.
– Mówię, że mogę iść – powiedziałem, dołączając do nich.
Świetny pomysł. Mam odmrożenia, ale pójdę jeszcze przejść się w śniegu. To na pewno pomoże.
Rozgrzeję się najpewniej podczas chodzenia i biegania.
– Dobra, to chodźmy! – Mordor spojrzała na mnie z ekscytacją.
Otworzyłem szerzej oczy i przypadłem do ziemi, obserwując ją uważnie.
– Mordor. Ty… ty mówisz… tak wiesz. Nie jak zwykle. Faktycznie…
– Tak!!! Świetnie, prawda? – niebieska wypięła dumnie pierś. – Borrrowiku!
– Tak… tak, bardzo świetnie nawet… Cieszę się. Że ci… łatwiej… terrraz… będzie. Tak… – pokiwałem głową.
– Okej, chodźmy, Borowiku! Pokażę ci wszystko, czego się nauczyłam!
***
– Patrzcie! Iskrzyku! Borowiku, patrz! Złapałam!
Mordor trzymała w pysku myszkę, którą udało jej się upolować.
Obserwowałem uczennice nieustannie, odkąd wyszliśmy z obozu. Byłem pod autentycznym wrażeniem wszystkich jej nowo nabytych umiejętności. Potrafiła rozpoznać niemal znaczną część drzew i nazwać co poniektóre ich choroby, raz nawet udało jej się przypasować zwierzę do tropu! No… prawie! A teraz ta mysz! Zawsze jestem zachwycony, widząc, jakie postępy robią niegdyś malutkie kociaczki a teraz pełnoprawni uczniowie. Przepełniała mnie duma i… powoli nasilająca się bezwładność kończyn dolnych. Ale przede wszystkim duma. Tak…
– …Dobra, możemy wracać w takim razie!
Z rozmyślań wyrwał mnie radosny głos Mordor, rozmawiającej ze swoim mentorem.
Wracamy.
Nareszcie.
Niepewnie zacząłem dreptać za nimi, próbując nie wkroczyć czaszką w przestrzeń osobistą żadnego pnia drzewa. Minęły księżyce, odkąd ostatni raz wpakowałem się w pień czaszką. Nie chcę psuć sobie dobrej passy.
***
Wróciliśmy do obozu.
Okej. Może ten patrol to nie był najlepszy pomysł. Może jednak dwa minusy dają duży minus, a nie plus. Nie mogąc dłużej ustać na łapach, usiadłem, a potem położyłem się na ziemi. Skrzywiłem się lekko.
– Hej, Borowiku! Co ty robisz? Czemu tu leżysz? – spytałem Mordor, przerywając rozmowę z mentorem, patrzyła na mnie lekko skonsternowana.
– Uh… No… no wiesz, starsze koty już tak mają czasem, że… że leżeć muszą…
– Ale nie gadaj głupot! Co ci jest? – kotka postąpiła kilka kroków w moją stronę.
– Ugh… Nie, nic, tylko… troszkę mi… łapy odmarzły. Troszkę. Nic wielkiego…
– Zostań tu! Pójdę po Gołąbka! – niebieska odwróciła się, by odejść.
– Uh… Nie, nie, nie trzeba, zaczekaj, może lepiej… – zacząłem.
Ale ona już pobiegła w stronę legowiska uzdrowicieli.
Ughhh…
Mój brat będzie wściekły, że znowu całkowicie zignorowałem jakiekolwiek jego instrukcje oraz warunki, konieczne do utrzymania moich funkcji życiowych, tym samym bezmyślnie narażając moje życie…
Po chwili oboje wrócili.
Gołąbek rzucił mi długie, badawcze (i wyraźnie pełne dezaprobaty) spojrzenie.
– No, ładnie się załatwiłeś, Borowiku… Chodź. Poleżysz sobie jakiś czas u mnie, aż odmarzniesz. Tam jest ciepło.
– Uh. Fajny pomysł, tylko… um… z tym wstaniem to będzie ciężko… bo… kompletnie nie czuję łap… ani uszu czy też ogona, oraz dolnej części pyska. Może mnie… pociągniecie…? Jestem leciutki. Jak bóbr.
Gołąbek wymienił niepewne spojrzenie z Mordor.
***
Wtedy zobaczyłem wchodzącą do legowiska niebieską kotkę.
[wyleczeni: Borowik]
<Mordor…???>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz