BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozbita Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozbita Łapa. Pokaż wszystkie posty

09 grudnia 2023

Od Rozbitej Łapy Do Topikowej Głębiny

 *Początek życia uczniowskiego Rozbitka, jeszcze zanim Topik został pełnoprawnym medykiem*

Syn Zajęczej Troski leżał w bezruchu na mchu u medyka, zastanawiając się nad sensem swojego życia powoli sunącego się do przodu. Wiatr wiał lekko do środka, gdy Topikowa Łapa, skupiony na swoim zadaniu, sortował lecznicze zioła potrzebne na choróbska. Legowisko uzdrowicieli stało się nowym domem Rozbitka, którego on nie potrafił do końca zaakceptować pomimo panującej ciszy tak upragnionej przez jego duszę i duszę tajemniczej bliźniaczki. Został odcięty od siostry, brata i siostro-brata; oraz od matki, kochanej i znienawidzonej zarazem przez zlepek sprzecznych emocji kotłujący się w środku ciała.
Podczas okresu ponad sześciu księżyców bicolor zdążył nauczyć się kilku rzeczy, a mianowicie tego, że Klan Nocy mógł nazwać… specyficznym. Pierwsza zasada – wybrańcy z czarno-białym futrem byli traktowani lepiej niż reszta dziczy, przynajmniej przez zastępczynię o imieniu Sroczy Lot i jej dzieci. Rozbita Łapa niemal wciąż obserwował, jak córki tej wysoko postawionej kotki patrzyły na innych z ukosa, chwaląc się błyszczącym futrem i sycząc na czekoladowych jakby akurat ten kolor oznaczał grzech pierworodny. Czemu jednak ciemny brąz był złem, a ying-yang dobrem? Nie wiedział, i odpowiedzi raczej znać nie chciał. Wydawało mu się, że to głupota opanowała umysły tutejszych kotów, oddalając ich od wychwalanego Klanu Gwiazdy. Mimo to wolał nie wychylać się ze swoimi poglądami, bo miał komfort, jakim go wszyscy otoczyli; wreszcie otrzymał ciszę, wreszcie otrzymał spokój. Dlaczego powinien był głosić kazania, gdy traktowano go na ogół z szacunkiem? Dlaczego by rezygnować z darów spadających jak manna z nieba, by znaleźć się w czarnej dziurze bez światła końca?
Wracając jednakże do niepisanego regulaminu Nocniaków, co jeszcze obowiązywało rybojadów? Prawdę mówiąc - płeć; to, czy masz jaja pomiędzy tylnymi nogami, czy też niezbyt. Jakkolwiek śmiesznie by nie brzmiała kwestia różnorodności kotka-kocur, ta zasada wręcz jeszcze bardziej uwidaczniała się w społeczeństwie, dzieląc tutejszą cywilizację na drobne kawałki niemożliwe do połączenia. W związku z tym Rozbitek był fuzją czegoś wymaganego i obrzydliwego, a Topikowa Łapa siedział na samym dnie hierarchii tego cyrku, niezdolny do podciągnięcia swojego statusu. Dokładnie - ten sam Topik, uczeń medyka - najgorszym diabłem klanu. Aż sam Opętaniec dziwił się, jakim cudem czekoladowy dostał tak ważną rolę interpretacji snów i leczenia chorych, biorąc pod uwagę powszechną nienawiść do kocurów panującą w Klanie Nocy.
— Dobrze się czujesz, wszystko ok? 
Rozbitek jakby rozbudził się z mgły zamyślenia, by spojrzeć na stojącą przed nim rudą kotkę - Strzyżykowy Promyk. Pokiwał tylko głową, dając znać o dobrym samopoczuciu i ruszył za nią na naukę ziół, bo wypadało podać łapę ku chwale najwspanialszych Nocniaków. Jednak szczerze? Czuł się tym niezaabsorbowany, ale coś w środku pchało go do przodu, ażeby poznać pierwsze magiczne medykamenty. Coś albo... ktoś. Najpierw zabrał się za zapoznanie z ogórecznikiem lekarskim, podbiałem pospolitym, potem pietruszką oraz wierzbą białą... i jakoś pierwszy dzień minął na słuchaniu pierdoł nie z tego świata: historyjek o Klanie Gwiazdy czy innych tajemniczych bożkach siedzących na przezroczystej chmurce. Mglista Gwiazda zdawała się bardzo czcić coś, co dla jego oczu nie istniało, więc nie ingerował w słowa mentorki, udając zainteresowanie. Pod wieczór niemal pijanym krokiem osunął się na legowisko, które było jego, i tylko jego, a sen okazał się spokojny - o wiele bardziej niż ten późniejszy zesłany przez dobre duchy w księżycowej grocie.

***
*kilka księżyców później, w wieku ok. 10 księżyca życia*

Do dzisiaj nie zapomniał tego, co zdołał spostrzec dwukolorowymi oczami. Rzeczywistość wirowała mu przed ślepiami, pokazując coraz to gorsze obrazy od poprzednio ujrzanych. Krew, wycie, chore koty biegnące na zdrowe jak stado zgłodniałych zombie - wszystkie czynniki nałożone na siebie spowodowały, że światopogląd Rozbitka zmienił się diametralnie: Klan Gwiazdy chyba rzeczywiście istniał, ale nie w takiej formie, jaką przedstawiano mu od dzieciaka. Oni byli... najprościej rzecz mówiąc przerażający, niewidzialni; żerujący na strachu medyków. Niczym potwory bądź wampiry spuszczali krew z ofiary, ciesząc się zapewne z negatywnych emocji ofiary. Bo po co był ten cały cyrk polegający na niejasnych przekazach? Bicolor jakby znów gubił się w otaczającym go świecie, patrząc nieufnie na Strzyżykowy Promyk i Topikową Głębinę. Jak oni mogli wierzyć w takie coś? Jak, po srogich przeżyciach, byli w stanie wypowiadać się pozytywnie o Gwiezdnych bez cienia zwątpienia? Otrzymane elementy tajemnicy nie kleiły się. Musieli kłamać. Z pewnością szykowali na niego pułapkę w zakamarku - jego dusza wręcz wyczuwała spisek. Ta cała otoczka podczas zgromadzenia medyków już od początku mu się i tak nie podobała. Ciągali go, chociaż ledwo co potrafił chodzić. Cała trójka męczyła się tylko dla niewiadomego celu, gdy dwójka kotów starczyła do interpretowania znaczenia koszmaru. Może chcieli go zostawić w jaskiniowej ciemności, zniechęcić do kontynuowania ścieżki medyka i wystraszyć na śmierć? Jakby nie spojrzeć, ktoś tak nieogarnięty i dziwaczny jak on nie był potrzebny w klanie, a w szczególności na pozycji zielarza. Ostatecznie jednak Rozbitek nie pokazał po sobie złości, tylko westchnął przeciągle i spuścił głowę na mech, by odwrócić się do ściany i otworzyć szeroko pysk w odruchu ziewania. Nie miał za co się wkurzać. Pozbycie się słabego ogniwa było odpowiednim krokiem na drodze selekcji naturalnej. On znał godzącą w duszę prawdę i się z nią dawno pogodził.
— Topikowa Głębino, mam dla ciebie prośbę. Spędzisz dzisiaj czas z Rozbitą Łapą? Muszę dłużej porozmawiać z Mglistą Gwiazdą, to ważne.
Nagle czarno-biały kocur odwrócił pod nienaturalnym kątem szyję, by spojrzeć igiełkami na czekoladowego osobnika o chuderlawej budowie ciała. Przesłyszało mu się? Oni sam na sam? Opętaniec swoim wzrokiem zarejestrował, jak przez grzbiet asystenta przebiega dreszcz niepewności. No tak, obawiał się go. Z dwukolorowego pyska ucznia zleciała jedna łza, która została szybko starta. Nie mógł być beksą. 
— Owszem, zrobię wszystko co w mojej mocy Pani mentor... to znaczy już nie-mentor. — Zaśmiał się. — Możesz na mnie liczyć. 
Córka Daliowej Gwiazdy skinęła niezauważalnie głową i posłała uśmiech, świadczący o zaspokojeniu jej buzujących nerwów. Skierowała kroki ku wyjściu i w gruncie rzeczy miała już zamiar ruszyć, gdy nagle zatrzymała się z niewypowiedzianą myślą w głowie.
— A, właśnie. Uważam, że to najwyższy czas, byś powoli przyzwyczajał się do roli głównego medyka. Naucz Rozbitą Łapę kolejnych, mniej znanych ziół. Na przykład... pokaż mu pięciornika kurze ziele albo lejkówkę miseczkowatą. Kiedyś będziesz musiał wziąć pod swoje skrzydła młodego, ambitnego ucznia. — Mrugnęła mu porozumiewawczo. — Teraz naprawdę idę.
Po wyjściu rudej nastąpiła niezręczna cisza, której żadna ze stron prawdę powiedziawszy nie chciała przerywać. W powietrzu czuć było napięcie oraz zapach ziół kojący nos. 
— Hej. — pierwszy odezwał się bicolor, nie patrząc wprost na Topika. — To c-zaszczyt pracować z tak bogatym nośni-przestań! 
Ryknął i schował pysk pod łapami. Znowu to się działo, ale dlaczego? Dlaczego był on... i coś? I czemu przerywało mu za każdym razem zdanie, kiedy próbował budować wokół siebie otoczkę normalności?

<Topikowa Głębino? Sorka, jeżeli opko chaotyczne, ale termin mnie goni xD>

[1082 słów]
[przyznano 22%]

30 sierpnia 2023

Od Rozbitka

Gwiazdy. Małe, błyszczące punkciki oddalone o tysiące lat; cud wszechświata, który związał się z życiem przyziemnych istot takich jak koty. Od pierwszego oddechu komórki ta martwa dla innych materia pełniła wiele funkcji: gwiazda polarna wskazywała północ, pomagając w lokalizacji danego obiektu, a cały nieposkładany bezkres stworzył gwiazdozbiór zapamiętywany przez kolejne pokolenia. Rozbitek patrzył dwukolorowymi oczami na niebo posiane kształtami - mniejszymi bądź większymi - i na mleko rozlane wokół niemal pełnego księżyca. Ponoć, według historii Zajęczej Troski, właśnie tam tańczyli członkowie Klanu Gwiazdy, dopełniając wielkich obowiązków i wymierzając sprawiedliwość na własną łapę. Lecz jeżeli tak rzeczywiście było, to zmarli zakpili sobie z istnienia tego czarno-białego okazu, dając mu coś, nad czym nie mógł zapanować; dwie dusze zamknięte w klatce, które rwały się ku wolności, ku samodzielnemu funkcjonowaniu. Ich marzenia, przeznaczenia miały istnieć wspólnie od samego początku aż po koniec żywotu, ażeby spełnić tylko część ambicji. Bo przecież nie można być medykiem i wojownikiem naraz. Nie można wybrać dwóch przeciwnych kierunków, mając do dyspozycji cztery kończyny połączone włóknami. Z tego powodu "współpraca" rozpadała się z biciem serca, odbierając jakiekolwiek szczęście. Nadzieję, ukojenie... nawet trwanie, skrócone o połowę.
Zachowanie kocura niepokoiło starszych od pierwszego dnia obecności miotu, tworząc wokół dziecka swego rodzaju klanowy chlew; wymuszając ciche powarkiwania niezadowolenia w gronie arystokracji, nieprzychylne plotki wobec karmicielki. Tyle uwagi skupiło się właśnie na nich, na nieidealnej rodzince, że chcąc nie chcąc Rozbitek dostał w pysk przezwiskami, które szły od tych negatywnych po bardziej negatywne. Opętaniec, Rozerwany, Zepsuty... wiele tu wymieniać, a każdy kolejny pomysł tylko bardziej stresował młodziutką kulkę cofającą się do futra matki - tej samej matki, co odrzucała koty o czekoladowym umaszczeniu oraz płci męskiej. W związku z tym walka o byt wśród rybojadów była co najmniej przerażająca. Czarno-biały malec jeszcze otrzymywał jedzenie chociażby za to, iż posiadał "piękne" według Nocniaków barwy na ciele, ale rodzeństwo? Niekoniecznie. Najgorzej miał się Śledź, który urodził się jako combo nieupragnionych genów i przez to został odrzucony, cierpiąc na głód oraz osamotnienie. Czy tak właśnie powinno wyglądać funkcjonowanie niższych warstw? Coś ta "kreatura" analizowała, spoglądając zranionym pyskiem na bawiące się kociaki. Czy brązowawi członkowie rodzili się z grzechem pierworodnym? Poprzez leżenie w żłobku otrzymał odpowiedź, którą musiał sam zinterpretować. Niejasne światło prowadzące do wyjścia z mroku.

***

Raz, podczas pewnej, cichej, niespokojnej nocy, liliowa vanka opowiadała bajkę, gdzie grała pierwszą, najistotniejszą rolę. To Rozbitek pamiętał z niewielu rzeczy, choć egzystował dwa księżyce na tym ziemskim padole. W niej, w historii pazurów i kłów, występował zając polujący na rybę - burzyciela krainy. Dzielny, ofutrzony bohater łąk przyparł do gleby uciekiniera; mordercę, który pożarł przed laty biedne, małe zajączki.
— Dorwałam cię wreszcie, Zdradziecka Rybko, czekoladowy odmieńcu. — wykrzyczała wtedy wojowniczka, patrząc z blaskiem w oku wyłącznie na Kruczą — My, istoty cierpiące z twoich obślizgłych zębisk, nauczyliśmy się koegzystować z wodą, stając się jednością. Nie uciekniesz już ku głębinom do swojej podwodnej jaskini, by śmiać się nam w twarz. Nie wymigasz się poprzez płetwy nadane od matki natury. Wygraliśmy z tobą, choć zające rodzą się bez oskrzeli. Spryt i ciężka praca zapanowały nad podłością.
— I co wtedy się stało? Powiedz, powiedz! — Krucza wystrzeliła entuzjastycznie, skupiając uwagę na żółtawych oczach matki.
— Wtedy? Przepołowiono go. Poprzez sam środek. Na dwie. Równiutkie. Części. — Zatrzymała teatralnie opowiadanie, by nadać klimatu grozy. — Zając pozbył się potwora, a nabyte umiejętności przekazał dalej; tak daleko, że wieści dotarły aż do naszych legendarnych przodków. Dzięki temu powstali wojownicy Klanu Nocy, wybrańcy panujący nad żywiołem wody. Nikt, a nikt - Wilczacy, Klifiacy czy Burzacy, nie potrafili skopiować tajemnego daru; dlatego, moja droga, jesteśmy najlepsi. 
Wielkie oczy kociaka, najwspanialszej córeczki ze wszystkich potomków, rozszerzyły się jeszcze bardziej, słysząc zakończenie fantastycznej dobranocki. Ona chciała więcej. Ona musiała wiedzieć o najmniejszym szczególe, który uciekł sprzed mokrego nosa. Czarno-biała kotka zamiast dać spokój matce, zaczęła ją drapać, pragnąc poszerzenia wiedzy. A Rozbitek ze strachem obserwował zębiska matki, gotowe do rozerwania zwierzyny; białe, niemal perliste, jednakże dziwnie krwawe jakby naznaczone przekleństwem wyższych sił.
— Czyli zające są takie potężne? I potrafią rozmawiać z kotami? Łaaaał! — przeciągnęła ze słodyczą w głosie — Zaprowadź mnie do nich kiedyś! Błagam, błagam, błagaaaam!
Zajęcza Troska zaśmiała się. To było kłamstwo, wszystko kłamstwo. Sprzedawane od czasu narodzin z lukrem i pudrem, obierane ze słodkości wraz z dorastaniem oraz dostarczane na miejsce jako zgnity owoc, gdy konsument stawał się dorosłym i samoświadomym bytem.
— Kochana Kruczynko, to tylko bajki. Zwierzęta nigdy nie rozmawiały z naszym gatunkiem i od zapomnianych czasów stanowią pokarm, który przedłuża dzieło Klanu Gwiazdy. — Owinęła ogonem podobieństwo dawnej liderki-tyranki, mrucząc przy tym niemalże harmonijnie. — Mimo tego każda opowiastka zawiera ziarnko prawdy; strzępek niosący osąd wyższych sfer. Zawsze, ale to zawsze, czekoladowi przynoszą hańbę i zgubę, więc musisz pilnować własnego rodzeństwa, by wyrosło na porządnych wojowników - na zające broniące godności. Zdradzieckie Rybki zaś należy eliminować; wyrywać niczym chwasty, ażeby pozostały przede wszystkim piękne kwiaty zdobiące nasz sielankowy świat. Czy teraz rozumiesz?
Rozbitek nie potrafił od tamtej chwili zapomnieć głodnego wzroku, który powędrował do tyłu; ku ogonowi, liliowemu puchowi, gdzie skrywał się Śledź. Obie dusze niewytłumaczalnymi uczuciami były pewne, że kocur zaraz zostanie pożarty, wręcz przekonane o nadchodzącym końcu - do tego stopnia, że widziały wilka w króliczym przebraniu stojącego nad "rybą". Jednakże nic się nie stało, przynajmniej poważnego. Tylna noga, nadal niezregenerowana po ciężkim porodzie, popchnęła z drgawkami czekoladowego syna, odsuwając go od różowatego sutka. I rozpoczął się płacz, wystąpiło niezrozumienie; smutek w rodzinie, który dzielił koty na lepszych i gorszych, lecz ta patologia ujawniła się tylko chwilowo, by zaraz zniknąć; być może na zawsze. Śledź ucieszył się, gdy potraktowano go zgodnie z rangą społeczną, a brat obok... nie zrozumiał, dlaczego godził się na podłe działania. Jednak tak chyba miało to funkcjonować - w tym świetnym Klanie Nocy, najlepszej społeczności. Ci, co uważali się za Bogów, byli jedynie tyranami okrywającymi się dziurawą iluzją. A szata ta, niewdzięczny materiał ze złotem, musiała kiedyś zostać rozerwana na strzępy przez realną sprawiedliwość. Rozbitek w to głęboko wierzył, kiedy oczy zamknęły się do snu.


***

Słabnące, gasnące ciała niebieskie zapowiadały nadchodzący poranek, a kociak nazywany czasem Opętańcem nadal nie zasnął, patrząc na błękitniejące niebo. Pomijając złe i nieprzyjemne wspomnienia związane z matką zaczynał pojmować, że coś jest z nim mocno nie tak. Coś kierowało jego emocjami, krokami, umysłem. Jakiś pasożyt przejmował powoli kontrolę, krzycząc w głowie o autonomię ciała. Co prawda od samego początku, od dnia kiedy wyszedł z macicy, wiedział, iż urodził się z niewyjaśnionymi wadami, lecz te zdawały się pogłębiać i pogarszać w takim stopniu, że do teraz nie potrafił chodzić. Nie był w stanie wymyślić taktyki, która pozwoliłaby na chociażby spacery, kiedy to reszta rodzeństwa brykała radośnie wśród wód, zadowolona ze sprawnych kończyn. Pod tym względem Rozbitek urodził się doprawdy... jako bezużyteczna zabawka; marionetka z linkami przy każdej z łapek. I czuł się z tym źle, literalnie tragicznie, uświadamiając sobie, iż najprawdopodobniej nie zostanie nawet uczniem. Na zawsze w starszyźnie - przeminie z tytułem balastu.
Z przemyśleń wyrwały go zęby, które łagodnie zacisnęły się na karku. Metr po metrze, skok po skoku, wchłaniany był w ciemność żłobka, z daleka od pięknego świata z motylami i świeżym powietrzem. Nie chciał tego, nie pragnął, ale nie mógł nic na to poradzić - na wolę rodzica. Jednakże coś było odważniejsze, wyrywając po raz pierwszy pysk z pieczy kocura, ku przerażeniu wszystkich członków klanu.
Przestań, mamo, błagam!