BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narcyzowa Łapa x Jemiołowa Skóra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narcyzowa Łapa x Jemiołowa Skóra. Pokaż wszystkie posty

01 sierpnia 2022

Od Narcyzowej Łapy CD Jemiołowej Skóry

Dawno
Narcyzowa Łapa żyła spokojnie własnym życiem. Od śmierci Byka i Burzy była zadowolona, że Tygrysia Smuga nie ma komu ją wysyłać na wydrapywanie innym kleszczy z grzbietu. Oczywiście pomijając królowe i ich potomków. Irytowały ją. Zanosić trzeba im było wciąż coraz to większe pokłady żarcia. Znaczy, tak było do jeszcze kilku dni. Trzy bachory z wilczym apetytem wepchnęły się do legowiska uczniów z nowymi imionami i rangami. Narcyzowa Łapa była zmęczona obecnością miliona rozbawionych dzieci. W ogóle nie można było się z nimi dogadać. Tropiąca Łapa zachowywał się jak główna atrakcja swojego Klanu, Gronostajowa Łapa wrzeszczała i brykała na lewo i prawo, a Płomykówkowa Łapa siedziała za nimi cicho, i dzięki bogu. 
Zjadła właśnie kawałek zwierzyny, który ukradła Jemiołowej Skórze. Mimo, że nie przepadała za szylkretką musiała przyznać, że miała okropnie wielką ochotę na nornicę. A ona sama była wyborna. Oblizała po sobie pysk.
Życie w obozie rozkwitało jak zwykle. Sprawnie kontrolowała, czy nie wybuchają jakieś dramy. Wraz z Sójczym Szczytem bawiła się wybornie w odszukiwanie skandali i wsłuchiwanie się w plotki. Mogła chyba nawet powiedzieć, że były przyjaciółkami. Nie było do jednak dla Narcyzowej Łapy nic specjalnego, bo przyjaciół znajdywała w każdym kocie, nieważne jaki kolor futra, płeć czy wiek. 
W idealną scenerię spokojnego, gorącego dnia wkradł się niepożądany intruz. Oczywiście, że Jemioła. Kto inny, niż ten denerwujący rzep przy ogonie. Tym razem wyglądała jakoś... inaczej. Może to przez bukiet kwiatów, który upadł przed łapami rudej kotki? 
— Zerwałam dla ciebie kwiatki. 
Narcyz powąchała słodko pachnące rośliny i spojrzała zdezorientowana na Jemiołową Skórę. 
— Co?
— Po prostu chodźmy, o tam. — jakby zupełnie nie słuchająca, bura wskazała ogonem wyjście z obozu i jakby nigdy nic, zaczęła iść. Narcyzowa Łapa zrobiła to samo. Miała za dużo pytań. Na Klan Gwiazdy, o co jej chodzi? Czy ona tak na serio? Czy tak po prostu się z niej nabija? Chyba nie zamierza tak znikąd przyjść i wyznać jej jakiejś słodkorzygogennej miłości. 
Obie przysiadły w wysokiej trawie. Ruda uczennica rozejrzała się wokół. Czuła się nieswojo. A szylkretka spojrzała na nią dziwnym wzrokiem. Głębokim. Narcyz bardzo chciała stamtąd iść. 
— Po prostu nie mówiłam ci tego wcześniej, — zaczęła cicho Jemiołowa Skóra, niespuszczając oka ze swojej rozmówczyni — ale...
Serce zabiło Narcyzowej Łapie mocniej. 
— Ale ja cię kocham, i tego nie zmienisz. — powiedziała miękkim tonem, dając do zrozumienia, że to nie jakiś kiepski żart. Narcyz odskoczyła na długość kocięcego kroku z niekontrolowanym piskiem na bok. Z jej pyska wydał się nerwowy śmiech.
— Ty tak serio? — spytała, chociaż doskonale wiedziała, co odpowie Jemioła.
— Tak. 
— Na słońce... — szepnęła sama do siebie, mając wrażenie, że Jemioła tego nie usłyszała. 
— Nie wiem, co ty do mnie czujesz. — zaczęła Jemiołowa Skóra. — Nie chciałaś być moją przyjaciółką. Ale ja tak. Wydawało mi się, że wcale cię nie lubię, ale okazało się... Heh. 
Narcyzowa Łapa posłała jej zaciekawione spojrzenie. 
— Jakoś dziwnie się czułam z tym. Potem uratowałaś mnie od szczura. Chcę ci tylko powiedzieć, że moje zachowanie było głupie. Nie musimy- — głos się jej momentalnie załamał. Narcyz widziała, że kotka stopniowo traci pewność siebie — n-nie musimy walczyć ze sobą. Właściwie, możemy chyba nawet dobrze się ze sobą bawić. I wiesz. Ten. 
Narcyzowi drżały palce, całe łapy. Mimo wysłuchania nie rozumiała za nic, co ta do niej mówiła. Zakochała się w niej? Przetwarzała informacje, błądząc wzrokiem wszędzie po brązowo-rudej kotce. Cisza stała się niezręcznie długa, aż sama Narcyzowa Łapa to poczuła.
— I to to? — spytała, patrząc prosto w żółte oczy Jemiołowej Skóry — To ten haczyk, dlaczego się pytałaś o zostanie przyjaciółką? Dlatego stałaś się tak miła?
— Tak. 
— Przepraszam, ale nie czuję... tego samego. — przełknęła głośno ślinę. Czego się spodziewała? Że ją pokochała? Jemioła była naiwna. Jak małe kocię.
Szylkretka cisnęła bukietem i rozdarła go na kilka części pazurami.
— Nie rozumiesz mnie! Myślisz, że to żart! 
— Nie myślę że to żart. Chociaż wolałabym, żeby nim był. A tak w ogóle, chyba Tygrys mnie wołała. A niech mnie dzik kopnie, jaka okropna szkoda-
— Nie! — zawarczała Jemioła — To głupia wymów-
Ale już rudej kotki tu nie było.

***

Nie rozumiała szylkretki. Znów pożarły się na poprzednim zgromadzeniu, mimo, że Jemiołowa Skóra powiedziała jej w końcu, że ją kocha. A wtedy pokłóciły się, właściwie bez powodu. Na szczęście nic nie zdążyła jej zrobić, szybko pojawiła się jedna z wojowniczek ich Klanu. Zagroziła jej, że jeśli jeszcze raz będzie odgrywać z Narcyzem scenki wszystko wygada Zajęczej Gwieździe i był spokój.
Ale Zajęczej Gwiazdy już nie było.
Miejsce tyrana zajęła Kamienna Gwiazda, co do której rządów miała wiele do powiedzenia, zwłaszcza że ogromna część jej rodziny wylądowała wraz z nią w legowisku uczniów. Marchew, Falka, Żar... to było zabawne, a jednocześnie potwornie ją smuciło. Jak ona śmiała tak ich poniżyć? Bestialskie zachowanie. Zrzuciła jej babcię ze stanowiska, na które tak ciężko pracowała przez długie księżyce. Teraz Splątane Futro była tylko zwykłym wojownikiem.
Rozmawiała sobie przyjemnie z Sójczym Szczytem, myśląc właściwie o niczym. Tu trochę narzekania, tu ploteczki, w innym miejscu opowiadania z tego, jak wczoraj zjedzona mysz była niedobra. Średnio nawet nadążała z tematem pogawędki, ponieważ była tak bezsensowna. Za rogiem jednak zauważyła Jemiołową Skórę i od razu położyła po sobie uszy. 
— Coś się stało?
— Nic, nic. 
— Przecież widzę.
— Twoja siostra tu jest. — mruknęła uczennica, śledząc szylkretkę wzrokiem. 
— Oh, nie martw się, zaraz przejdzie bokiem. Wiem że się nie lubicie, ale chyba Jemioła nie szuka zaczepki bez powodu, prawda? — cicho zachichotała Sójka.
— Nie o to mi chodzi. — zamachnęła się ogonem, odwracając wzrok od wojowniczki, czując jej oczy na sobie. Na osty i ciernie. Na szczęście po prostu poszła dalej, a Narcyzowa Łapa mogła odetchnąć z ulgą. 
— To o co?
— Właściwie jest coś, o czym powinnaś wiedzieć. — miauknęła z nutką dramatyzmu ruda, widząc zainteresowanie, a jednocześnie lekkie zmartwienie w oczach przyjaciółki. Zanim ta zdążyła wypalić z jakimś pytaniem otworzyła pysk, żeby ją uciszyć. — Kilka księżyców temu Jemiołowa Skóra dała mi bukiet kwiatów i powiedziała... wyznała, że mnie kocha.
— Co? — zdezorientowana Sójka aż cofnęła łeb z wrażenia.
— No. Odmówiłam jej, bo wiesz. No. I ten. — przerwała na chwilę, próbując poukładać w głowie wypowiedź — A ona... próbowała mnie zmusić do bycia z nią. Mówiła, że jej nie rozumiem. Zachowywała się, jakby oszalała. A nawet... na zgromadzeniu próbowała mnie znowu zaatakować, kiedy po raz kolejny ją odrzuciłam. Czy zrobiłam coś złego? — zakończyła ze szklistymi oczami i drżącym głosem. Nie żeby faktycznie chociaż przez moment się nad czymś takim zastanawiała, ale doskonale mogła przewidzieć jakie efekty wzbudzi jej mimika. Nie myliła się ani trochę, ponieważ Sójczy Szczyt wsunęła swój pysk nad jej głowę i przybliżyła się, przytulając się do kotki.
— Jest mi tak przykro, że to cię spotkało. Jak z nią pogadam...
— Nie musisz tego robić, naprawdę. — cofnęła łeb i odsunęła się od wojowniczki.
— To nie było dobre zachowanie.
— Nie trzeba robić z tego takiej sceny. To nic, tak właściwie. — miauknęła, odwracając gwałtownie łeb, jakby wcale nie chciała o tym gadać. Rzuciła jej spojrzenie kopniętego szczeniaczka.
— Nieprawda, Jemioła zachowała się okropnie. Dlaczego tego nigdzie nie zgłosiłaś? Myślę, że nawet Tygrysia Smuga mogłaby się tym zająć, jakby nie zajmowała się teraz kociakami. W końcu jest twoją mentorką.
— Może.
Kontynuowałyby tą rozmowę, gdyby właśnie zza rogu nie wyszła kotka obgadywana przez obie. Rzuciła okiem na dawny obiekt westchnień, a Sójka odwzajemniła to obwiniającym, chłodnym spojrzeniem. Nie była pewna do czego to poprowadzi, ale szczerze chętnie by zobaczyła jakąś awanturkę.

<Jemioła?>

[przyznano 20%]

07 lipca 2022

Od Jemiołowej Skóry CD. Narcyzowej Łapy

Niedawno Jemioła znowu miała okazję spotkać się z Narcyz, więc wcale nie była szczęśliwa. Ta nic nie wspomniała, że albo mogą się przyjaźnić, albo coś więcej... Nie, Narcyz nigdy jej nie będzie kochać. Bura od niedawna czuła jakieś do niej uczucie... Miłość? Może ruda niespecjalnie ją lubiła, a może... Przecież uratowała ją przed szczurem. Teraz akurat wracała z polowania, znalazła jedną, bardzo tłustą nornicę. Szła zanieść ją kotce. Lekko kroczyła po trawie, by zanieść Narcyzowej Łapie to, co upolowała. Zaraz potem znalazła się w obozie, wtedy od razu pobiegła do rudej.
— Proszę, to dla ciebie. — Jemioła podsunęła jej pod nos swoją zdobycz, uśmiechając się lekko.
— Nie chcę tego, śmierdzi.
— To zaniosę to karmicielkom, trochę dużo ich mamy.
— Dawaj, ja im to zaniosę.
— Jak chcesz — odmruknęła Jemiołowa Skóra.
Zaczęła kierować swoje kroki w kierunku legowiska wojowników, ale kątem oka jeszcze spojrzała za siebie. Nie zdziwiła się, widząc, że Narcyz jednak zaczęła jeść świeże mięso. Bura chciała spróbować po raz drugi, tym razem narwać jej kwiatków. Zobaczyła tylko te głupie niebieskie kwiatki. Chyba nazywały się maki. Pochodziła jeszcze chwilę po łące, aż nie zobaczyła takich bardzo jasnych różowych okazów. Tak, te na pewno jej się spodobają. Weszła przez wejście do obozu i podbiegła do rudej.
— Zerwałam dla ciebie kwiatki. — Jemioła podsunęła jej pod nos słodko pachnące rośliny.
— Co... — bura przerwała kotce.
— Po prostu chodźmy, o tam. — Wskazała kierunek ogonem.
Narcyz od niechcenia poszła za nią, nieświadoma, co druga chce zrobić.
— Po prostu nie mówiłam ci tego wcześniej, ale... — zaczęła tajemniczo — Ale ja cię kocham, i tego nie zmienisz.
Ruda z piskiem odskoczyła w bok.

<Narcyz? Chyba masz problem>

21 czerwca 2022

Od Narcyzowej Łapy CD Jemiołowej Łapy (Skóry)

– Ale tylko ty znasz mój prawdziwy charakter, tylko nie chcesz się do tego przyznać. – miauknęła Jemiołowa Łapa, a Narcyz coraz bardziej nie wiedziała o czym ona gada. Najpierw jakieś dzikie zaprzyjaźnianie, teraz prawdziwe charaktery? Pająki jej zasnuły mózg, czy to może pszczoły tam zamieszkały?
– Ja? – z rudego pyska uniosło się o ton za głośne syknięcie. Wyprostowała się i zamruczała, by pozbyć się z głosu chrypki. – Tobie chyba się poprzewracało. O czym ty w ogóle gadasz?
– Prawdę. – odparła szylkretka. 
– Nie rozumiem cię, ani o co ci chodzi. Po prostu mam własnych kolegów, takie to trudne do zrozumienia? 
– Zawsze można mieć o jednego więcej. 
– Ale...
– Ale jeśli nie chcesz, twoja strata. – zanim Narcyzowa Łapa zripostowała kotka odwróciła się do niej zadem. Zdziwiona nie mogła nawet tego ukryć. – Tylko się nie rozbecz. – rzuciła jej na odchodne, zabierając zdobycz ze sobą. Jej ogon zniknął gdzieś w legowisku uczniów. Narcyz w końcu mogła przestawać udawać uśmieszek. Idiotka. Walona idiotka. Myśli, że będzie żałować? Dlaczego miałaby w ogóle to robić? Jemiołowa Łapa miejscami była wręcz śmieszna. 
Dojadła to, co zaczęła, oglądając sytuację w Klanie. Nic ciekawego, wykraczającego poza nudne anegdotki. Czyli jak zwykle. 

***

Jemiole wymierzono w końcu sprawiedliwość. Przy ceremonii czuła oburzenie, że została wojowniczką pierwsza... Ale kiedy tylko jej ojciec wyrzekł nowe imię Jemioły ulga zawitała do jej czarnego serca. Na słońce, było przepiękne, by je wysłuchać. Jemiołowa Skóra. Tak, by zawsze pamiętała o jej mizernym zachowaniu, o tym jak głupia była. Że przenigdy nie będzie jak reszta, mimo pół-rudej sierści. Że każdy zapamięta czasy, kiedy była naga i słaba. Narcyzowej Łapie nie przestawały napływać do głowy najróżniejsze pomysły. Trzeba było to przeplotkować na wszystkie strony, tak by każdy zaczął z niej szydzić jeszcze bardziej. Popamięta ją, oj popamięta. Odpłaci się za wszystkie wbite w nią pazury tamtej nocy! 
Ale musiała przywołać się do porządku. Była na łowieckim patrolu, nie w oborze. Wspomnienia wspomnieniami, ale Klan sam się nie nakarmi.  
– Eugh... – zamruczał Tojadowa Łapa, jak ze znudzenia. – Te durne myszy zawsze uciekają! 
– Może to po prostu ty się przyzwyczaiłeś do swoich śliskich ryb? – dorzuciła swoje trzy grosze Markowa Furia. 
– A co sama niby złapałaś?
– Więcej niż ty! 
– A jeże latają! Sama byś nie dogoniła zdechłego śledzia! 
– Sam sapiesz jak pies, gdy tylko patrzysz na gnającd króliki! 
– Nie potrzebujemy kłótni. – wcięła się kremowa kotka, łypiąc pomarańczowymi oczami raz na jedno, raz na drugie. – Lepiej faktycznie łapcie te martwe śledzie, bo Klan czeka na świeżą zwierzynę. Karmicielki i kociaki też muszą coś jeść, a mamy ich niemało, czyż nie? 
– Oczywiście, Blady Zmierzchu. – rzuciła jak od niechcenia Narcyz i podeszła bliżej dawnego nocniaka. Wydawał się być nieprzyjemny, ale zawsze trzeba było conajmniej spróbować zrobić na nim dobre wrażenie. Nawet jeśli tego nie pokazywała, nie lubiła robić sobie otwartych wrogów, gdy nie było to konieczne. Lepiej jej się żyło, gdy większość myślała, że jest po prostu uprzejmą jednostką. Taką silną i bez skazy.
– Czego? – wymamrotał, wlepiając w nią poddenerwowane spojrzenie.
– Nic, chciałam się przywitać. – odparła ze spokojem. – Makowa Furia jest trochę kłótliwa, nie musisz się przejmować. 
– Nie musisz mnie pocieszać jak durnego kociaka. – trzepnął ogonem. – Zostaw mnie w spokoju. 
– Chciałam być po prostu miła. – odsunęła się od rudego dla jego oraz swojego komfortu. – Burzaki są fajne, musisz się tylko przystosować. Nazywam się...
– Fantastycznie, mam to pod ogonem. – cętkowany odszedł od patrolu, nie pozwalając kotce dokończyć zdania. 
– ...Narcyzowa Łapa. Tylko się nie zgub! – Co za mysi bobek. Dziwoląg jakiś. 
Sama zaczęła się intensywniej rozglądać za zwierzyną. Sprzeczki ją jednak spłoszyły. Eh. 
– Trochę się oddalę. – mruknęła do kotek.
– Gdzie polazł Tojadowa Łapa, czy jak mu tam? 
– Tam. – wskazała ogonem kierunek, w którym stopniowo oddalał się nocniak. Makowa Furia uśmiechnęła i również, zupełnie przypadkiem, wybrała to miejsce na polowanie. 
– Chyba też nic tu po mnie. – zaśmiała się Blady Zmierzch i jak reszta rozdzieliła, idąc w inną stronę. 
Narcyz nasłuchała. Co tam jej kiedyś gadała Tygrysia Smuga? Królik cię wyczuje, a mysz usłyszy? Czekaj, nie, na odwrót chyba. Klan Gwiazd wie. Nurzyła się w kępach trawy, szukając czegoś zdatnego do spożycia. Jak na razie wytropiła tylko małego, czarnego żuka. Trudno było to nazwać jedzeniem, więc nie przerywała poszukiwań. Do jej nozdrzy napłynął gorzki, nieznany jej wcześniej zapach, chociaż był znajomy. 
– Na Klan Gwiazdy, przeklęte szczury! – usłyszała bolesne syknięcia Długich Rzęs. Tylko głupiec przeszedłby obok tego obojętnie. Zaczęła szukać kocura. Okazało się, że nie był sam — była z nim jego była uczennica. Nie uratowała go jednak przed niebezpieczeństwem, na przedniej łapie miał aż nienaturalnie czerwone ugryzienie. Szylkretka biła łapą przerośniętego gryzonia, odskakując, by nie zostać ranną. Czym prędzej pomogła jej. Uderzyła szczura od tyłu, gdy się tego nie spodziewał. Odwrócił się w jej stronę, Jemioła pacnęła go ponownie. Gdy próbował na nią skoczyć, Narcyzowa Łapa chwyciła go za kark i błyskawicznie go skręciła. 
– Dzięki.
– Ot, nie masz za co. Taki nasz obowiązek. – uniosła dumnie pierś, jakby przecząc swej skromności w głosie. – To zwykły szkodnik. 
– Okropne są. – Długie Rzęsy oblizywał ranę. Nie była wcale głęboką, ani nie leciała z niej krew. Mimo wszystko nawet niemedyczne oko mogło stwierdzić, że lepiej się z nią udać do uzdrowicieli. 
– Wszystko dobrze? – spytała Jemiołowa Skóra. 
– Usłyszeliśmy dziwne odgłosy... – przyszła do nich Makowa Furia, a naburmuszony Tojad za nią. Zaciekawiona i zaniepokojona Blady Zmierzch szła za nimi. 
– Wszystko pod kontrolą, spokojnie. – odwróciła się, by uspokoić resztę patrolu. Odstawiła swoją zdobycz na bok. – Długie Rzęsy jest ranny, Jemiołowa Skóra nie. Przyszłam w idealnej chwili i złapałam szczura, akurat kiedy chciał ją zaatakować. 
– Dobra robota, Narcyzowa Łapo. – miauknęła dumnie Blada podchodząc do niej i ocierając się o jej bok. – Wszystko w porządku? 
– Poradzę sobie. – odpowiedział jej niebieski, siadając na ziemi. Podniósł obolałą łapę. 
– Dwóch wojowników nie dało sobie rady z myszką? Pff. – parsknął Tojadowa Łapa.
– Kto kilka uderzeń serca temu spłoszył starego słowika, co? – odgryzła się mu Mak. 
– Nie mówiłem o tobie! 
Wsłuchując się w kolejne zgrzyty, posłała jedno spojrzenie Jemiole. Takie, które najprościej byłoby określić słowami "Jestem od ciebie lepsza". Dodała do niego szelmowski uśmiech. Czuła się wspaniale z myślą, że ktoś właśnie wypolerował jej złote ego. Jemioła nigdy nie mogła się tym pochwalić. 

<Jemiołowa Skóro?>

[przyznano 5%]

14 czerwca 2022

Od Jemiołowej Łapy C.D Narcyzowej Łapy

Jemiołowa Łapa była zdziwiona nagłą reakcją Narcyzowej Łapy. No co? Tylko mówiła prawdę. A ona ni stąd, ni z owąd powiedziała, że nie mogą się przyjaźnić. Pierwszy raz w życiu poczuła lekkie ukłucie w sercu. A może jej się zdawało? Raczej nie. Miała nadzieję na przyjaźń z nią. Ale ona chyba zaliczała ją do plebsu. I uwaga: nie ten plebs, tylko to plebs. Zaliczali się oni do rodzaju nijakiego. A na zgromadzeniu bura nie mogła na nią patrzeć. Wszyscy przed wyjściem gratulowali rudej wybrania przez Zajęczą Gwiazdę. A ona? Czemu nawet się pyta? Przecież kto by miał jej gratulować? Rodzina? Przyjaciele? Nie. Wszyscy uważają, że jest taka, a nie inna. Nie miała nikogo takiego. Ona wcale na początku nie była chamska. Tylko widząc, że nikt się nią nie interesuje, nikt na nią nie raczył spojrzeć, zrobiło jej się żal. Kogo? Nie jej. Tylko kotów, które nawet nie zauważyły, że istnieje. A wracając do zgromadzenia, otoczyły ją wtedy koty. Bała się. Zaczepiła pierwszego lepszego kocura, który okazał się Omenem. Potem ta głupia NARCYZ. To przez nią się rozpłakała. Nie przez kogo innego. A dlaczego nie mogła być jej przyjaciółką? Bo se powiedziała, że ma już przyjaciół. Oczywiście rudych. A kto to był? Zapytała się. A ona:
– No wiesz. Irys, Drozd, Orzech. Mak może. Oni wszyscy są fajni i nie robią scen. Nie mamy tu miejsca na Jemiołę. – zasugerowała coś kotce, mierząc ją wzrokiem.
– Może i tak... – odpowiedziała ze spokojem. – Ale tylko ty znasz mój prawdziwy charakter, tylko nie chcesz się do tego przyznać.
– JA???!!! – wypluła z siebie mierząc ją wzrokiem, i śmiejąc się jednocześnie. – Tobie chyba poprzewracało.

<Narcyz? Puk puk.>

[przyznano 20%]

09 czerwca 2022

Od Narcyzowej Łapy CD Jemiołowej Łapy

Dzień robił się piękniejszy, jak mogła gnębić nielubiane osobistości. Kłótnia z Jemiołową Łapą już prawie rozkwitła, ale ta zrobiła coś dziwnego, aż samej Narcyz wydało się być niemożliwe. 
– Z resztą, też uważam, że moja rodzina jest głupia. – uczennica Długich Rzęs wyluzowała mięśnie. O czym ona gada? – Nie jesteś taka zła. Nawet mogłabym, jakbym się postarała, zaprzyjaźnić się z tobą.
Nastała cisza trwająca długie kilka sekund, ale dla Narcyzowej Łapy były to godziny. Nawet jej wyraz pyska, zwykle uśmiechnięty (sztucznie czy też nie) zmienił się na zaskoczenie. Może nawet przerażenie?
– Czy jeże latają? – szepnęła sama do siebie, kręcąc przecząco głową. Czy bura miała mózg z ziemniaka? Czy ona naprawdę sądziła, że tak po prostu zostaną psiapsiółami? Ona, prawie czysta ruda kotka, wnuczka przyszłej liderki oraz latorośl zdrajcy-plebsu i przywódcy z inteligencją porównywalną do wolnostojącego kamienia? A może się zwyczajnie przesłyszała? Nie, przecież szylkretka nie może mówić naprawdę. To był kawał. Tak, ona ją wkręca w jakieś kabarety. 
– Co?
– Czy ty naprawdę sądzisz, że... – pohamowała się przed chęcią wyśmiania Jemiołowej Łapy prosto w pysk. Było tu za dużo kotów. A tak ją korciło, że jeszcze przez kilka uderzeń serca piekło ją w gardle, by dokończyć to zdanie. Akurat teraz? – Niestety muszę odrzucić twoją propozycję. Mam przyjaciół i nikogo już sobie nie szukam. No i trochę do nas nie pasujesz. Wiesz, szukamy raczej kotów z dobrego domu. 
Końcówka ogona Narcyzowej Łapy poruszyła się w podekscytowaniu. Czy jej znajoma znowu zacznie ryczeć, jak na zgromadzeniu? A może się wkurzy i ją zaatakuje? Trzeba być przygotowanym na wszystko, skoro płynie w niej taka krew. 
– Nas, czyli do kogo. – miauknęła bura. 
– No wiesz. Irys, Drozd, Orzech. Mak może. Oni wszyscy są fajni i nie robią scen. Nie mamy tu miejsca na Jemiołę. – zasugerowała coś kotce, mierząc ją wzrokiem.

<Jemiołowa Łapo?>

[przyznano 5%]

Od Jemiołowej Łapy C.D Narcyzowej Łapy

Jemiołowa Łapa leniwie rozciągała się przed legowiskiem uczniów. Przed chwilą spała, właśnie miała iść coś zjeść. Strasznie się zezłościła, bo "owa" Narcyz jest już Narcyzową Łapą. Tortie miła już dość tej napyziałej uczennicy. Taki przykład: niby umie polować, ale nie umie wywęszyć zwierzyny. Po prostu udawała mądrą, nawet ostatnio się tak jej wystraszyła, że pomogła sobie przy poważnej rozmowie Marchewką. Właśnie, tak znikąd, kątem oka zauważyła patrol "nierudych" wracających z pulchną sikorką. Oblizała się i miała nadzieję, że nikt jej ptaka nie odbierze. Przypatrywała się stosowi. Jacyś inni uczniowie zanieśli królika dla karmicielek i dwie myszy dla Byczej Szarży. A ptak został nietknięty. Gdy wszyscy sobie poszli, wzięła się za jedzenie. Jak na złość, chyba córce Obłocznej Myśli zachciało się nornicy.
 – Witaj. ­– Narcyz przysiadła koło niej.
 –Nie masz lepszych rzeczy do roboty? – Bura była zirytowana, i to z dwóch powodów. Pierwsze, Ruda dobrze wiedziała, że nie lubi jej towarzystwa. A po drugie, specjalnie usiadła w mokrym i odosobnionym miejscu.
 – Akurat nie. A ty tak sobie tu siedzisz ładnie i się zastanawiam. Nie jest ci zimno w tą ogoloną skórę?
– A może, zapyziała klusko, nie. – Odpowiedziała zgryźliwie. Ale przecież futro jej powoli odrastało! To skandal.
 – Dziwne. To powiedz mi, z jakiego powodu, jak nie z tego, tak się trzęsiesz?
Bura już traciła cierpliwość i normalnie wybuchała w sobie. Miała dość głupich odzywek uczennicy.
 – W takim razie, powiedz mi, kogo jesteś córką. – Jemioła zarzuciła wyzwanie kotce.
 – Obłocznej Myśli i Falującej Tafli. – powiedziała szyderczo uczniaczka – A ty jesteś córką morderczyni i przywódcy, który nie potrafi zmądrzeć, jak każdy przywódca, nie licząc Piaskowej Gwiazdy.
Jemioła uśmiechnęła się, ale tym razem normalnie.
 – Z resztą, też uważam, że moja rodzina jest głupia. – Bura już nie czuła wielkiej złości do drugiej – Nie jesteś taka zła. Nawet mogłabym, jakbym się postarała, zaprzyjaźnić się z tobą.

<Narcyz? Oczekuję na twoją odpowiedź.>

[przyznano 5%]

07 czerwca 2022

Od Narcyz (Narcyzowej Łapy) CD Jemiołowej Łapy

zgro
Pierwsze zgromadzenie Narcyzowej Łapy. Falująca Tafla mówił jej, że w czasie całego zgromadzenia nie odezwał się do nikogo, bo się bał. Narcyz nie czuła jednak skrępowania. Bardziej nie wiedziała do kogo podejść, widząc ten cały ogrom, masę kotów. Zauważyła swoją koleżankę Jemiołową Łapę, gadającą z jakimś staruchem. Wkradł się na jej mordkę uśmieszek. Nigdy za nią nie przepadała. To dobry pomysł, żeby jej odbić tego kota. Z resztą, po jego pysku nie wydawał się być zainteresowany rozmową.
– Witaj, nieznajomy. – miauknęła, podchodząc do pary. – I witaj Jemiołowa Łapo. Podrywasz kogoś?
– A ciebie może to nie interesować? – fuknęła na nią buro-ruda.
– Nie interesują mnie dzieciaki z Klanu Burzy. – burknął czarny van. – I cześć. 
– Dlaczego?!
– Jak masz na imię? Z jakiego Klanu jesteś? – zapytała niebieskookiego.
– Nie gadaj z nim, to dziwadło. 
Zaświerzbił ją język.
– Sama jesteś dziwadło, córka zdrajczyni. – zwróciła się potem do kocura – Rozpoczęła szkolenie wczoraj i jest trochę dziwna. Widzisz jak bredzi?
– A tu już jesteś po szkoleniu, co?!
Zignorowali kotkę.
– Jak widać, jestem wilczakiem. Mam na imię Mroczny Omen i tyle ci starczy. Zauważyłem, że jest dość nadpobudliwa. Dobrze pogadać z kimś spokojniejszym. Jak ci na imię?
– Jestem Narcyzowa Łapa. Dla ciebie... – zwróciła się tym razem w stronę Jemioły – Narcyzowy Kwiat, zastępczyni Klanu Burzy. A ty Ślepa Stopa.
– Ja, Jemioła, każe ci zamknąć pysk. Jestem przywódczynią!
– Ciekawe, czy Zajęcza Gwiazda popiera twoje zdanie. Pierwszy raz widzę tak młodą przywódczynię. Czemu nie ma cię na liderskiej skale? – miauknął Omen, a wąsy Narcyzu zadrgały z rozbawienia. 
– Idź i przemów w imieniu Klanu, Jemiołowa Gwiazdo. Wszyscy czekają. 
– Nie chce mi się. – szylkretka szła w zaparte. 
– Zawsze myślałem że Klan Burzy jest spokojny. Ale skoro to córka zdrajcy, to co się dziwić?
– Tak, takie dziwactwa mamy na codzień. 
Usłyszała westchnięcie koleżanki.
– To twój obowiązek, liderze. Musisz to zrobić. Każdy chce usłyszeć, co u nas się dzieje i jak nam się powodzi, prawda? 
– Dobrze. – odpowiedziała jej opryskliwie kotka. Odwróciła się na pięcie i odeszła od reszty. Narcyzowa Łapa nigdy by się nie spodziewała, że Jemiołowa Łapa weźmie to na poważnie. Odprowadziła ją wzrokiem, czując jak narasta w niej podniecenie. Pierwsze zgromadzenie, a tu takie szumy! 
– Patrz! – rzucił do niej smoliście czarny wojownik, również mając przy tym ubaw. W końcu znalazła jakieś fajne towarzystwo. Jedyną jego wadą była ta biała sierść, ale powiedzmy, że nawet nawet.
Obserwowanie, jak w tej grupie kotów łebek uczennicy znika i zaraz się pojawia na tle skały było lepszą atrakcją niż jakakolwiek inna zabawa. Powoli wskakiwała coraz wyżej, w co ruda nie wierzyła. Zabawa stała się lepsza gdy lider nocniaków, Niezapominajek przyuważył koteczkę. Widziała jak otwiera pysk, jednak nie usłyszała jego słów. Zauważyła jednak, jak w popłochu torbie spada na tyłek i czym prędzej zlewa się z tłumem w jedność. W tym czasie brzuch Narcyz pękał ze śmiechu, którego nie mogła opanować. I to jeszcze Jemioła do nich wróciła! Ile trzeba mieć komórek mózgowych by być tak głupim. 
– Zostaw mnie. – syknęła do rudej. 
– To możesz sobie iść, to się nie będziemy nabijać. – starała się zatrzymać chichot. – Jemiołowa Gwiazdo. – dodała prześmiewczo.
– Zostaw mnie! – bura się... rozpłakała. Miała wrażenie, że to jakiś kocioł. Najpierw odważna, potem przestraszona, agresywna i zaraz po tym rycząca. Widać geny zdrajcy. Sama nie wie czego chce, a jak coś zrobi to zrobi to źle. Kamienna Agonia też taka była, przynajmniej z tego co słyszała z licznych plotek. 
– Być może uniknęłabyś tej sytuacji, jakbyś odpowiedziała temu liderowi. – mruknął Mroczny Omen. – Dlaczego płaczesz? Czy to nie to, czego chciałaś?
– Nie chciałam pani Jemiołowej Gwiazdy zasmucić! – miauknęła z taką dozą udawanego żalu i ironii, że robiło się niedobrze. Wciąż sporadycznie śmiała się prosto w zalany łzami pysk kotki. 
Nie spodziewała się, że ta zaatakuje.

***

Odpis
– STUL PYSK!!! – wydarła się na nią Jemioła. Przecież ona tylko chciała z nią na spokojnie pogadać! Ah, ten plebs. Pół plebs. Nie plebs? Po tym jak na futrze Jemioły zostały tylko rude włoski nie była taka pewna. Poza tym kolor sierści nic nie zmieniał. Wciąż Jemiołowa Łapa była tym głupim, przeklęcie aroganckim bachorem. Nie zyskałaby w jej oczach, nawet jakby jej futro było intensywnie rude.
– Och, tak chcesz się bawić... Czy mam im powiedzieć, że mnie bijesz? – miauknęła z uśmiechem na pysku. Niespecjalnie widziało jej się zaczynać kłótnię. Zadrwić jednak z łysolca? Czysta przyjemność.
– Mów im co chcesz. I tak to nigdy nie będzie prawda.
– Założysz się? – oblizała pysk, patrząc w żółte ślepia swojego pierwszego wroga. Szybko, co nie? Osiem księżycy ledwie. Cóż, takie życie. 
– Jak przegrasz, zostaniesz mysim bobkiem.
– Wchodzę w to. Cały Klan i tak już wie, co zrobiłaś na zgromadzeniu. Nie sądzisz, że szala zwycięstwa chyli się ku mojej stronie?
– Oni wszyscy nie są głupi na tyle, by wierzyć w twoje durne kłamstwa!
– Jesteś pewna? – zmrużyła oczy w zawadiackim uśmieszku. Poczuła znajomy zapach. W jej głowie zapaliła się lampka. – Babciu, ona mnie obraża!
Marchewkowy Grzbiet spojrzała się w jej stronę. Miała nadzieję, że ta zareaguje. Bądź co bądź, bicolorka nie była z nią blisko, nawet z nią za często nie rozmawiała. Gdy jednak rozpoznała w półnagiej szylkretce Jemiołową Łapę na jej pysk wkradł się gniew. Kilkoma susami pokonała odległość pomiędzy nią a terminatorkami. 
– Odsuń się od Narcyzowej Łapy, mysi bobku! – ostre warknięcie uciekło z pyska Marchewki. Była szczęśliwa, że miała taką rodzinę. – Nie waż się jej choćby dotknąć! 
Wytknęła język do Jemiołowej Łapy, odchodząc ze starszą wojowniczką. Jakie to było szczęście! 

***

Nareszcie, po tych wszystkich księżycach, w końcu została na powrót uczniem. Widziała ten błysk w oku Tygrysiej Smugi. Wiedziała, że z kotką nauczy się tylu wspaniałych rzeczy, o których jeszcze nawet nie śniła. Wszystko byłoby lepsze, gdyby nie ta przeklęta Jemioła. W końcu będzie mogła się obronić przed takimi mysimi móżdżkami jak ona. Właśnie, skoro o niej mowa, a akurat siedziała i żarła jakąś zapyziałą sikorkę, to czemu nie zagadać? 
– Witaj. – sama wzięła ze stosu zwierzynę. Nie zwróciła nawet uwagi co. Dopiero po smaku poznała nornika. Położyła się na mokrej ziemi, czując jak błoto przykleja się jej do brzucha. Brr! Jak ona się poświęca, i to dla takiej osoby. Niech zna jej łaskę.
– Nie masz lepszych rzeczy do roboty? – bura oderwała kęs ptaka.
– Akurat nie. A ty tak sobie tu siedzisz ładnie i się zastanawiam. Nie jest ci zimno w tą ogoloną skórę? – uśmiechnęła się niewinnie.

<Jemiołowa Łapo?>

[przyznano 20%]

27 maja 2022

Od Jemiołowej Łapy Do Narcyzu

Jemioła była wściekła na Klan Burzy. A głównie na Zajęczą Gwiazdę, bo to chyba on wymyślił, żeby ją obskubać z futra. A teraz mniejsza z tym. Właśnie szła do żłobka wszystko zwalić na Narcyzową Łapę. A czemu do żłobka? Przepraszam, Narcyz. Ją obskubali z burego futra, a ją mianowali kociakiem na dwa księżyce. Kociakiem! Gdy tylko stanęła w wejściu do żłobka, powiedziała z udawanym uśmiechem:
-Czego chcesz? Chętnie ci pomogę.
-Proszę. Porozmawiajmy na zewnątrz.
-No okej, mi to nie przeszkadza, kochana Jemioło.
Jak stanęły z dala od wzroku i słuchu innych, Jemiołowa Łapa się wydarła:
-ZEPSUŁAŚ MI ŻYCIE! PRZEZ CIEBIE CZUJĘ SIĘ NAGA!
-Spokojnie. Spokojnie. Ty nie rozumiesz, że mnie uważają za idealną kotkę. Nie krzycz, bo jak będzie afera, będą po mojej stronie, nie twojej.
-Ani trochę mnie to nie obchodzi. A teraz bardzo proszę, pani Narcyzowa Gwiazdo, zrób to dla mnie...
Narcyz wydawała się świadoma, co chce jej powiedzieć.
-STUL PYSK!!!
Była... Była... Nie dało się tego ocenić. Wściekła, zabójcza i jeszcze wnerwiona. Wszystko na raz.
-Och, tak chcesz się bawić... Czy mam im powiedzieć, że mnie bijesz?...-powiedziała Narcyz ze swoim uśmieszkiem.
-Mów im co chcesz...-mruknęła Jemiołowa Łapa. - I tak to nigdy nie będzie prawda.
-Założysz się...?-mruknęła podejrzanie, jakby zaraz miała ją zabić.-Jak przegrasz, zostaniesz mysim bobkiem.

<Narcyz? Zamierzasz zostać mysim bobkiem, kobito?>

[przyznano 5%]