BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisia Dusza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lisia Dusza. Pokaż wszystkie posty

11 sierpnia 2017

Od Lisiej Duszy C.D Złotego Kłosu

Poszedł sobie. Ciekawe do kogo. A może sam poszedł się gdzieś przejść? Chyba za bardzo na niego nacisnęłam. Powinnam go przeprosić.. ale będzie chciał ze mną rozmawiać? Nawet nie pamiętam już co takiego mi zrobił.. tak jakbym wylała wszystkie negatywne emocje, buzujące we mnie, na niego. To było bardzo nie w porządku. Źle się z tym czuje. Bardzo źle. Może się przejdę? Może go przy okazji spotkam? Niech będzie. Wybiorę się na klify.. tam jest spokój. Jakoś nie sądzę, by tam był, ale kto wie?
Wyszłam z legowiska i pognałam do wyjścia, jednak zatrzymał mnie zastępca lidera.
-Wybierasz się gdzieś? Jak już gdzieś idziesz, to może upoluj coś dla Klanu? - Rzekł Niedźwiedzi Pazur.
-Tak zrobię - Odpowiedziałam. Kiedy zastępca odszedł, kontynuowałam moją wyprawę do jednego z piękniejszych miejsc, które widziałam. Przez całą drogę zastanawiałam się, jak mu to powiedzieć. Jak przeprosić? To wszystko nie dawało mi spokoju. Najprostsze rozwiązanie.. Po prostu do niego podejdę! Ale czy to na pewno takie proste?
Byłam już bardzo blisko. Tak blisko, że wyczułam zapach kotów.. Złotego Kłosa! Ale był ktoś jeszcze.. i na pewno z naszego Klanu.. z kim mógłby być tam Złoty Kłos?
Podeszłam bliżej. Ciekawość mnie wręcz zżerała. Kim jest kot, z którym przyszedł? Ukryłam się w krzakach i zaczęłam się rozglądać. Zauważyłam go. A obok jakąś małą kotkę. Uczeń? A może.. Tak! To Różana Łapa. Jest terminatorem na medyka.. jej zachowanie jest trochę dziwne..
Postanowiłam to zignorować. Może w końcu wyjdę i usiądę obok nich? Będę przeszkadzać? Wybrałam się na spacer, poza tym nie mieli nic do tego, że tam przyszłam. Prawie zawsze tam chodzę.
Nagle ktoś na mnie skoczył. Zdziwiłam się, co takiego zrobiłam? Spojrzałam na napastnika. Złoty Kłos?
-Co Ty ty... robisz? - Zapytał zdziwiony. Mogłabym spytać dokładnie o to samo. Ja go przeprosić chcę, a on się na mnie rzuca, jakbym jakimś wrogiem była!
- Puść mnie... do cholery! - Targałam się. Silny jest, nie powiem. Ostatnio jak mnie przyparł na ziemi, ledwo mogłam się ruszyć.
- Ty nas... szpiegowałaś?! - Krzyknął, patrząc na mnie rozgniewanym wzrokiem. Jednak w końcu odpuścił.
- To nie tak... - Opuściłam łeb. Było mi przykro, że tak pomyślał. Czemu miałabym tak robić? To prawda, zaciekawiła mnie druga osoba, z którą był, ale dowiedziałam się o niej przed chwilą! To u mnie normalne być ciekawym!
Puścił mnie. Poczułam ulgę. Nie lubię być przygniatana do ziemi, to takie upokarzające. Wstałam i otrzepałam się z ziemi. Nasze oczy się spotkały.
- Co Ty robiłaś? - Szepnął. Co mu odpowiedzieć? Powiem mu wszystko.. i przy okazji przeproszę go za wcześniejsze zachowanie. No.. nie tak to sobie wyobrażałam, ale cóż.. niespodziewane zwroty akcji, jakoś niespecjalnie źle u mnie oddziaływają, a czasem nawet pomagają. Myślę, że w tym przypadku, to drugie naprawdę się stało.
-Wiesz.. ja mogę Ci wszystko powiedzieć. Jak było. Ale to od Ciebie zależy, czy mi uwierzysz, czy wyprzesz moje słowa, dalej myśląc, że od samego początku Cię śledziłam - Wytłumaczyłam mu. Trochę się zdziwił, ale nic nie odpowiedział. Przysiadł na trawię. Poszłam w jego ślady.
-A więc.. zamieniam się w słuch - Odpowiedział, czekając cierpliwie. Zaczęłam myśleć jak zacząć. Totalnie zignorowałam Różaną Łapę. Jak będzie słuchać, niech słucha. Ma do tego prawo, przecież była ze Złotym Kłosem.
- A więc było tak.. Zauważyłam jak wyszedłeś. Zamyśliłam się. Po wszystkim sama postanowiłam wyjść. Na klify. Zwykle tam chodzę, więc dlaczego miałoby być inaczej? Po drodze zaczepił mnie Niedźwiedzi Pazur, z prośbą, żebym zapolowała dla Klanu. Zgodziłam się, a potem wyszłam. Spacerkiem przeszłam się tutaj. Ale poczułam zapach dwóch kotów. Twój i jeszcze jednego kota. Nie wiedziałam kto taki może sobie z tobą siedzieć. No wiesz, oczywiście na zebraniu mogłeś kogoś poznać, ale po prostu zastanawiałam się kogo. Moja ciekawość się wtedy odezwała. Wskoczyłam w te krzaki.. w te, w których się na mnie rzuciłeś.. - Tu na chwilę przerwałam. Spojrzałam na kota. Słuchał mnie w skupieniu. Nie był jakiś zdenerwowany czy coś.. wyglądał na.. ciekawego?
-Kontynuuj proszę - Powiedział.
-Tak, wiem. Jak już w nich byłam, zaczęłam się za tobą rozglądać. Jak już ujrzałam Ciebie, zauważyłam jakąś małą kuleczkę obok Ciebie. Oczywiście moją pierwszą myślą był uczeń, ale jakoś nie mogłam dojrzeć, kto taki. Dopiero po chwili zauważyłam, że to Różana Łapa. A potem chciałam wyjść z krzaków, ale poturlałam się tutaj, przygnieciona do ziemi - Skończyłam z uśmiechem. On się na mnie spojrzał i też się uśmiechnął. Nieważne czy mi wierzył czy nie, powiedziałam mu najszczerszą prawdę, jaką mogłam.
-No dobra. Nich Ci będzie. I tak czy tak patrzyłaś na mnie co robię - Powiedział. Tak trochę miał rację.
-Ale to tylko z ciekawości do drugiego kota! - Upierałam się. - Nie było w tym żadnej innej intencji! - Pacnęłam go łapą.
-Dobra, dobra. Podobno miałaś zapolować. Chodź pomogę Ci - Orzekł i wybiegł na przód. Spojrzałam na Różaną Łapę. Głową kiwnęłam jej, żeby szła za nim. Kotka pobiegła. Szłam z tyłu. To jeszcze terminator. W każdym przypadku powinniśmy ją pilnować.
***
W drodze powrotnej upolowaliśmy trzy myszy, zająca i wiewiórkę. Już w obozie odłożyliśmy je do reszty zdobyczy. Wzięłam wiewiórkę. położyłam się w miejscu, w którym nie było dużo kotów. Takim trochę.. odizolowanym? I zaczęłam jeść.
Nagle przysiadł się do mnie Złoty Kłos. Jedliśmy w milczeniu. Przytłaczające. Zjadłam szybciej od niego, ale nie odeszłam. Nie chciałam. Czułam ciepło. To przyjemne ciepło, które biło właśnie od niego. Było przyjemnie.
Położyłam się i zaczęłam mruczeć. To było takie niekontrolowane. Kocur po zjedzeniu też się położył. Spojrzał na mnie.
-Wiesz.. przepraszam za dzisiaj. Naprawdę, nie wiem co wtedy od ciebie chciałam, że tak na ciebie naskoczyłam.. naprawdę cieszę się, że się o mnie martwisz.. - Mruknęłam cicho, ale tak, żeby słyszał. - Naprawdę mi zależy, naprawdę! - Wyprostowałam się. Kocur na mnie spojrzał. Ja na niego. Wymieniliśmy się przyjaznymi spojrzeniami. To uczucie.. jest takie cudowne.
<< Złoty Kłosie? >>//

08 sierpnia 2017

Od Lisiej Duszy C.D. Złotego Kłosa

Ta rymowanka była piękna. Miała w sobie to coś, co bardzo lubię.. może.. uczucia? Jego mama była naprawdę niezwykłą kotką, tak sądzę. Jeszcze to niebo.. Było tak cudownie! Gdyby zawsze mogłoby tak być.. Ale aktualnie jest dobrze. Jest tak, jak powinno być. I mam nadzieję, że nikt tego nie zmieni.
Położyłam się. Tak było wygodniej, przynajmniej dla mnie. Widok też był równie cudowny, jakbym siedziała. Kocur spojrzał na mnie. Możliwe, że trochę zdziwił się tym, ale nic ie powiedział.
-Jest już całkiem późno prawda? - Powiedziałam. Naprawdę można stracić poczucie czasu w takiej chwili.
-Faktycznie.. może już powoli wracajmy? - Odrzekł.
-Możemy. Jak już mówiłam, nikt się nie zorientuje i dalej tak sądzę. Nie masz się co martwić - Posłałam mu delikatny uśmiech. Odwdzięczył się tym samym i ruszyliśmy w drogę powrotną. Od czasu do czasu zwalnialiśmy, żebyśmy szli obok siebie, czasami o czymś porozmawialiśmy i tak to się ciągnęło, aż doszliśmy do obozu.
-Teraz cicho! - Skarciłam Złotego Kłosa. On kiwnął głową i zaczął iść za mną. Szybko przemknęliśmy do legowiska. Tak jak się spodziewałam, wszyscy spali. Odetchnęliśmy z ulgą i również się położyliśmy. Nie mogłam zbytnio spać, w moich myślach dalej krążyły te chwile ze Złotym Kłosem. Minęło tylko kilka dni, ale gdy o nim wspominam, czuję takie dziwne uczucie.. tego nie da się opisać. Po chwili usnęłam.
***
-Lisia Duszo? Śpisz jeszcze? - Zbudził mnie czyiś głos. Prawdopodobnie zastępca. I mam iść na poranny patrol.
Wstałam i otrząsnęłam się. Tak jak myślałam. Muszę iść na poranny patrol.
-Reszta już na Ciebie czeka. Wstali trochę wcześniej i sami się do niego zgłosili, a nawet spytali, czy możesz pójść z nimi.
-Jest dość wcześnie.. no dobrze, już do nich pójdę. Mogę wiedzieć z kim idę? - Dopytałam jeszcze półprzytomna.
-Zabluszczone Futerko i Złoty Kłos - Odpowiedział.
-Rozumiem. Do zobaczenia później Niedźwiedzi Pazurze - Miauknęłam i wyszłam z legowiska.
Podbiegłam szybko do kotów, które czekały już przed wyjściem z obozu. Dalej byłam trochę senna, ale przetrzymam to. Chcieli iść ze mną na patrol.. to pewnie pomysł Złotego Kłosa. No cóż.. skoro chcą to niech tak będzie!
-To co? Ruszajmy! - Rzekłam i wybiegłam na przód. Byłam trochę szybsza od tej dwójki, więc co chwilę zwalniałam.
Po chwili dogonił mnie zielonooki kocur. Zwolniłam trochę, żeby Bluszczyk nie została w tyle.
-Jak się czujesz po wczoraj? Jesteś zmęczona? - Zapytał.
-Tak trochę. Już się rozbudziłam. Ogólnie wszystko w porządku. Jak z tobą? Niedźwiedzi Pazur mówił, że wstałeś dość wcześnie - Odrzekłam.
<< Złoty Kłosie? >>//

07 sierpnia 2017

Od Lisiej Duszy C.D. Złotego Kłosa

Zawstydzona odwróciłam się w drugą stronę. Nie miałam pojęcia, że tak nagle wszystko może się potoczyć. Oczywiście to nie jest wina, ani jego, ani moja. Po prostu się nie spostrzegliśmy, nie mogę teraz go winić, to byłoby nie w porządku.
Za chwilę odwróciłam się do niego, by coś powiedzieć, jednak on zaczął mówić pierwszy.
-Lisia Duszo... Przepraszam, nie chciałem... - Mruknął zawstydzony.
-Nie nie! To doprawdy nie twoja wina! - Usiłowałam rozchmurzyć go trochę. Nie lubię, jak koty przeze mnie, lub w moim otoczeniu, są przygnębione. Skoro to mój przyjaciel, to jeszcze bardziej powinnam go wspierać.. Tak jak on mnie!
-Nie, wiesz.. to by się nie zdarzyło, gdybym ja.. - Przerwałam mu nagle. Znowu niepotrzebnie się obwinia.
-To nie była twoja wina! Nie obwiniaj się za to.. To tylko wypadek! - Starałam się mówić stanowczo, ale spokojnie. Tak, żeby nie słychać już tego wstydu. Kot widocznie wziął sobie to do serca. Przytaknął i odetchnął ze spokojem.
Siedzieliśmy obok siebie w milczeniu. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć po tym co zaszło. Od czasu do czasu patrzyliśmy na siebie, ale od razu odwracaliśmy wzrok. Postanowiłam coś powiedzieć. Ciągłe siedzenie w milczeniu to nie moja domena. Za szybko się wtedy denerwuję.
-No to.. co byśmy mogli jeszcze porobić? - Powiedziałam z lekkim uśmiechem. On spojrzał się na mnie i zaczął myśleć. Ja też. Co moglibyśmy robić.. czemu to pytanie wydaje się takie skomplikowane?
-Umm.. chyba nie mam pomysłu - Odpowiedział, dalej lekko zmieszany. Nie dziwię mu się. Ja również nie miałam pomysłu. Powoli wstałam i otrzepałam się. Kocur poszedł w moje ślady.
-Może po prostu przejdźmy się po obozie? Może wtedy coś wymyślimy? - Zapytałam. Złoty Kłos podbiegł do mnie.
<< Złoty Kłosie? >>//

06 sierpnia 2017

Od Lisiej Duszy C.D. Złotego Kłosa

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Znamy się dosyć krótko.. jednak mówił szczerze. Czułam to. Nie wiedziałam jak, ale dało się do wyczuć. Aż brak mi słów.. Czemu miałabym się nie zgodzić? Zaoferował mi pomoc, więc głupio byłoby odmówić prawda?
-Jasne! Czemu miałabym się nie zgodzić? - Powiedziałam mu z wielkim entuzjazmem. Nie miałam powodów, by mu nie ufać. Wydaje się być ciekawym kotem, ale chyba trochę się nie docenia.
-Naprawdę? To świetnie! Pamiętaj, możemy pogadać kiedy tylko byś chciała - Miauknął zadowolony. Byłam szczęśliwa. Mam przyjaciela.. to doprawdy cudowne uczucie.
Postanowiliśmy jeszcze przejść się po lesie. Ostatnio cały czas chodziłam sama.. na klify! Może teraz ja komuś pokażę te bajeczne miejsce, które cały czas jest przeze mnie odwiedzane.
Właśnie wtedy, gdy po prostu sobie szliśmy, nagle go wyprzedziłam. Jego zdziwiona twarz mówiła wszystko.
-Spokojnie. Znam świetne miejsce, na które bardzo lubię chodzić.. Może właśnie tam się wybierzemy? - Dopytałam. Chciałam być pewna, czy w ogóle chce iść.
- To prawie jak oprowadzanie po terenach nie? - Powiedział trochę rozbawiony, moją postawą. Zaśmiałam się.
-Może trochę.. ale wydaje mi się, że już nie potrzebujesz mentora - Odpowiedziałam spokojnie.
Zbliżaliśmy się już do celu. Wiedziałam, że niebo będzie teraz genialne. Mogłabym powiedzieć, że o każdej porze widok tam jest genialny. Odwracałam się czasami do tyłu, by zobaczyć, czy Złoty Kłos za mną nadąża. Już nie mogłam doczekać się jego reakcji. Mam też nadzieję, że dostrzeże piękno tego miejsca.
<< Złoty Kłos? Bw :v >>//

Od Lisiej Duszy C.D. Złotego Kłosa

Spojrzałam na niego. Czy powinnam mu powiedzieć? Mogę mu ufać? No w końcu.. jesteśmy z tego samego Klanu prawda? Powinnam mu powiedzieć o sobie choć trochę, jeśli jest tu nowy. Później zapytam się o niego.
-Ehh.. No dobrze. Bo wiesz, nie dawno straciłam wszystko. Moją ostatnią rodzinę. Siostrę i ojca. Matka zginęła wcześnie, dlatego miałam tylko ich. Mój ojciec był liderem, więc jego zastępca został liderem. Wiem, że ma teraz dużo obowiązków.. oczywiście nie mówię, że jako zastępca nie miał ich dużo.. ale wtedy mogłam po prostu z nim pogadać, a teraz to nie takie łatwe. Nie mam po prostu się przy kim wygadać, tak jak wcześniej, to wszystko. Chciałbyś coś jeszcze wiedzieć? - Dopytałam, po wyżaleniu się z wszystkiego co mnie trapi.
-Hmm.. może opowiesz coś o sobie? - Spytał, po chwili zastanowienia. To pytanie mnie nie zdziwiło. Prawie zawsze pada to pytanie, gdy się kogoś poznaje.
-No cóż.. mogę powiedzieć, że jestem.. marzycielem? Mimo swojego wieku jestem strasznie dziecinną kotką. Nie lubię ogólnie formalności, ale jeśli już muszę, to robię je jak najlepiej. Jestem dość towarzyska, jednak trudno mi od tak podejść do innego kota i zacząć z nim rozmawiać. Czasami wszystko mnie przytłacza i nie wiem co ze sobą zrobić. Ogólnie ja i moja siostra byłyśmy dość problematycznymi kotkami, jednak różnił nas fakt, że ja byłam dla wszystkich otwarta, a ona prawie nigdy z nikim nie gadała - Powiedziałam. Trochę mi ulżyło. Niby nic takiego, ale to naprawdę miłe, gdy ktoś słucha cię z takim zaciekawieniem. Poczułam się lepiej, gdy ktoś w ogóle podszedł do mnie i zaczął mówić. To naprawdę wielka pomoc, z której nawet nikt nie zdaje sobie sprawy.
-To niesamowite. Jak tak mówisz, wygląda na to, że masz bardzo rozbudowaną historię. To naprawdę interesuje. Może jeszcze coś mi opowiesz? -Miauknął z zapałem. Nie miałam prawa mu odmówić, jednak muszę się trochę dowiedzieć o nim. W końcu prawie nic o nim nie wiem!
-Jasne, jasne. Ale najpierw opowiedz mi coś o sobie - Rzekłam i spojrzałam na niego. Zielonooki wpatrywał się w jeden punkt. Możliwe, że myślał, co by tu powiedzieć. To było trochę zabawne.Teraz wiem, jak ja musiałam wyglądać, gdy to robiłam. Tak bardzo się cieszę, że prawdopodobnie znalazłam kogoś, z kim mogłabym się poczuć, jak z rodziną. Nagle tak jakby rozwiały się wszystkie problemy. Tak bardzo chciałam go wysłuchać. Spojrzałam teraz jeszcze bardziej wyczekująco.
<< Złoty Kłosie? >>//

05 sierpnia 2017

Od Lisiej Duszy

Wstałam dzisiaj dość spokojnie. Dalej moje myśli nie dawały mi spokoju. Próbowałam o tym zapomnieć, ale bez skutku. Zawszę mogłabym porozmawiać z Kruczą Gwiazdą, ale przecież po tym wszystkim został liderem i przejął obowiązki mojego ojca.. Ze Spadającym Liściem niezbyt się rozumiemy.. To były chyba jedyne osoby z którymi coś mogłam zrobić.. no cóż, pozostaje mi, albo siedzenie w obozie, albo samotne wyjście na polowanie. Zawsze to robiłam. Szłam polować, a potem na klify, gdzie prawie zawsze kogoś spotykałam. Jednak poczułam, że tak nie będzie. Nie spotkam żywej duszy na klifach.
Postanowiłam jednak zostać w obozie. Może zobaczę, jak radzą sobie uczniowie? Nie, to zły pomysł. Kiedy myśłę o uczniach, przypomina mi się Orzechowa Łapa.. tak bardzo mi przykro.
Chodziłam tak w kółko od rana. Wiedziałam, że to nie ma sensu, jednak tylko to przychodziło mi do głowy.. Może jednak pójdę do legowiska? Położe się przemyślę wszystko.. porozmawiam z kimś.. Właśnie! Ale.. Czy dam radę wydusić z siebie choć słowo?
Weszłam tam. Było tu kilka kotów, przynajmniej nie będę czuła się samotna. Położyłam się i zaczęłam myć. W pewnym momencie odcięłam się od świata. Nie czułam nić w tamtym momencie. odczuwałam w sobie pustkę.. to było strasznie dziwne uczucie, jednak, na całe szczęście, zostałam z niego wybudzona. Moim wybawcą okazał się być kot o kremowym futrze. Po chwili dostrzegłam też, że ma pręgi. Patrzyłam na niego, jak na kogoś obcego, jakbym nigdy go nie widziała. Może to nowy kot? Ile może tu już być? Nie wiedziałam co się dzieje.. więc może po prostu mu podziękuję? Ale czy będzie wiedział za co?
-Wszystko w porządku? - Spytał zielonooki kocur. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Byłam zmieszana, smutna i szczęśliwa jednocześnie. Nigdy nie lubiłam tego uczucia.
-T-tak, dziękuję - Spróbowałam powiedzieć to najmniej jąkając się. Kot przysiadł obok mnie.
-Chyba jeszcze ze sobą nie rozmawialiśmy. Jestem Złoty Kłos - Powiedział.
- Lisia Dusza - Odpowiedziałam mu. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Nie wiedziałam co mówić dalej, nie miałam tematów. Postanowiłam poczekać, aż w końcu on coś odpowie. Może to było dość dziecinne zachowanie, ale nie dałabym rady powiedzieć niczego pierwsza.

02 sierpnia 2017

Od Lisiej Duszy

Rozbudziłam się. Przez cały wczorajszy dzień byłam zmęczona. Zostałam sama.. to strasznie przygnębiające. Dalej nie mogę pozbierać się po tym wszystkim, jednak w końcu trzeba coś ze sobą zrobić. Może po prostu wybiorę się na klify i popatrzę na piękne, mieniące się różnymi kolorami chmury? Może chociaż na chwilę zostawię te okropne myśli na bok..
Wstałam i od razu wyszłam z legowiska. Było bardzo gorąco i parno. Wiatr wiał bardzo ciepły, więc jeszcze bardziej mnie ogrzewało. Cieszę się, że moje futro nie jest zbyt ciemnie. Chyba w ogóle nie dałabym rady wyjść z obozu.. Podziwiam koty o ciemnym futrze..
***
Zbliżałam się już do mojego miejsca docelowego. Naprawdę chciałam już o wszystkim zapomnieć. Minęła chwila, przez którą straciłam wszystko.. Mój ojciec.. Był naprawdę dobrym opiekunem, a moja siostra.. był to jedyny kot, który mnie rozumiał, który zawsze był ze mną i w tych lepszych, i gorszych chwilach. Doprawdy doceniam tą dwójkę. O matce? Nie muszę wspominać. Umarła już dawno, już to przeżywałam. Była bardzo porządna i zawsze nam pomagała. Teraz jednak dostałam podwójny cios. To za dużo, jak dla mnie. Jednak postaram się wytrzymać i to.
Patrzyłam na to cudowne niebo jeszcze jakiś czas, jednak zaraz ten moment zakłócił niepokojący szelest niedaleko mnie. Od razu się nastroszyłam i odwróciłam w tamtą stronę. Cały czas byłam w gotowości. Przez te wszystkie przykre chwile, stałam się nagle nazbyt ostrożna i nawet najmniejszy hałas sprawi, że zwrócę na niego uwagę.
- Spokojnie. To tylko ja - Powiedział kot. Po chwili wyszedł z krzaków. Był to Krucza Gwiazda.
- Co tu robisz? Po co przyszedłeś? - Zapytałam lekko zdziwiona tym pojawieniem się lidera.
- Wiedziałem, że Cię tu znajdę. Odkąd siostra pokazała Ci to miejsce, często tu przychodzisz - Odparł. Zaraz potem usiadł obok mnie.
- Piękny widok prawda? Chciałeś o czymś porozmawiać? - Dopytałam po chwili namysłu.
<< Krucza Gwiazdo? >>//

07 lipca 2017

Od Lisiej Duszy

Pogoda nie sprzyjała. Co chwile powiewał zimny wiatr i od czasu do czasu zaczynało padać. Nie lubię takiej pogody. Zawsze czuję się przez nią nieswoja i przygnębiona. Nie da się w niej robić niczego pożytecznego. To znaczy.. jest kilka rzeczy, które w taki dzień mogą być wykonywane, jednak mniej efektywnie. Taką rzeczą jest bynajmniej polowanie.
Leżałam w legowisku. Nie miałam ochoty wychodzić, czułam się strasznie senna. Nie zamierzałam w taką sprawę mieszać medyka, raczej pogody nie zmieni. Nie byłam sama. Niedźwiedzi Pazur spał, a Zabluszczone Futerko myła się. Po jej minie można było stwierdzić, że również nie była dziś zadowolona.
Po jakimś czasie, do środka wszedł Kruczy Wąs, oznajmiając, iż Agrestowa Gwiazda kazał mi i Zabluszczonemu Futerku iść na patrol. Dodał również, że Borsuczy Cień już na nas czeka.
Powolnie i z trudem wstałam. Oczywiście nie było wesoło. Nagle zerwał się porywisty wiatr, co jeszcze bardziej zniechęciło mnie do wyjścia. W końcu zmusiłam się i wyszłam. Widziałam.. właściwie to prawie nic nie widziałam! Wszystko przykrywała gęsta mgła. Na szczęście przejście do wyjścia z obozu nie było wyzwaniem. Borsuczy Cień siedział spokojnie, dalej czekając. Poszłam w jego ślady. Po kilku uderzeniach serca, z mgły wyłoniła się sylwetka szylkretowej kotki. Wstaliśmy, jednak chwilę później, ona potknęła się o własne łapki. Zanim się wywróciła, podtrzymałam ją. Kotka podziękowała i pobiegła przed siebie, już bardziej uważając. Ruszyliśmy w jej ślady.
Chodziliśmy od jednej granicy, do drugiej, oznaczając tereny Klanu. Dosyć monotonna praca, ale bardzo potrzebna. Nie chcę wiedzieć, co mogłoby się stać, gdyby nikt ich nie oznaczał.. mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.

Po obejściu wszystkiego, zaczęliśmy wracać do obozu. Nie mieliśmy nic więcej do roboty, przynajmniej Kruczy Wąs nie przekazał niczego innego. Sensu polowania też nie było. Nigdzie nie było czuć, choćby najmniejszej myszki. Po za tym wiatr strasznie wariował, a mgła nie ustawała. Z całej trójki byłam najbardziej doświadczonym kotem i to też na mnie spoczywało, żeby zachować bezpieczeństwo własne, jak i ich.
Po dotarciu, wszyscy razem ruszyliśmy do legowiska. Ułożyliśmy się wygodnie i każdy zajął się sobą. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nagle obok siebie zauważyłam zielonooką kotkę, która wpatrywała się we mnie tak samo, jak na początku, gdy szliśmy na patrol.
<< Zabluszczone Futerko? >>//

16 czerwca 2017

Od Lisiej Duszy do Kaczej Łapy

Czasem naprawdę nie ma co robić. Ostatnie takie dni mam przez cały czas. Nuda zaczyna obejmować moje życie.. a ja nie mogę do tego dopuścić!
Postanowiłam udać się do legowiska mojej terminatorki, sprawdzić co robi. Siedziała spokojnie, kończąc się myć.
-Kacza Łapo! - rzuciłam pośpiesznie, podchodząc do niej.
-Oh! Lisia Duszo.. coś się stało? - spytała trochę przestraszona. Mogła mnie nie zauważyć, więc jej reakcja była dość oczywista.
-No wiesz.. postanowiłam wyjść z tobą na małe polowanie. Co ty na to? - miauknęłam żywo. Na pyszczku burej kotki zaczął malować się uśmiech.
-Naprawdę to świetnie! Wyruszymy już teraz? - zapytała z entuzjazmem.
-Pewnie, jeśli tylko chcesz - odrzekła i z zapałem ruszyłyśmy do wyjścia.
Zwolniłam tempa, aby Kaczuszka zdążyła do mnie dobiec. Nie było widać zmęczenia w jej dwukolorowych oczach, więc postanowiłam iść dalej. Pogoda była piękna! Listki kołyszące się lekko przez wiatr. Snopy światła padające na zieloną, mokrą od rosy trawę. Krajobraz niby taki jak zawsze, jednak jest w nim coś takiego niezwykłego.
Terminatorka stanęła. Uśmiechnęłam się pod nosem, bowiem zrozumiałam o co chodzi. Kotka wyczuła mysz - ot, taką małą, szarą mysz, która właśnie była pod jednym z wielu drzew w tym lesie.
-Postaraj się! Jeśli spróbuje uciec, to Ci pomogę, jednak wiedz, że kiedyś mnie już nie będzie - powiedziałam szeptem. Kotka kiwnęła głową i przycupnęła na ziemi. Ostrożnie stąpała na ziemi, jednak była trochę głośno, przez co zdobycz mogła ją usłyszeć. Tak się stało. Zanim uczennica zdążyła na nią skoczyć, mysz postanowiła uciec. Nie było sensu jej gonić, więc odpuściłam sobie. Doskoczyłam do Kaczej Łapy.
-Rada na przyszłość. Panuj nad emocjami, skup się na tym co robisz i stąpaj cicho - powiedziałam rozbawionym, lecz stanowczym tonem.
<< Kaczuszka? >>
W opowiadaniu było wiele błędów gramatycznych oraz ortograficznych. Na przyszłość to popraw.

05 czerwca 2017

Od Lisiej Duszy CD Spadającego Liścia

Spojrzałam zdziwiona na kocura, który zaraz po tym ułożył się obok mnie. Nie wiedziałam o co chodzi. Może teraz chciał porozmawiać? W obozie?
Na zmianę zerkałam raz na zająca, raz na zielonookiego kocura, rozmyślając nad tym co właśnie się stało. Musiało to wyglądać zabawnie, jednak nie przejęłam się tym zbytnio. W moich myślach cały czas pojawiało się tysiące pytań, na które raczej nigdy nie odpowiem. Po całej drodze w milczeniu chce rozmawiać? Może ma do mnie jakąś sprawę? I jeszcze wiele innych pytań. Może pytając się go, rozwiążę bitwę w mojej głowie..?
-O co chodzi? - Ucięłam krótko, lekko zdziwiona. Mogłam brzmieć trochę niemiło, jednak myślę, że kocur to zignorował.
-Właściwie to.. chciałem Cię przeprosić za moje zachowanie. Nie chcę by przeze mnie inny kot z Klanu miał złe samopoczucie..- Odpowiedział trochę zmieszany.
-Rozumiem. Nie przeszkadza mi to. Nie każdy ma ochotę rozmawiać , więc w porządku - Miauknęłam bardziej motywującym tonem. Widocznie wojownik się trochę uspokoił. Patrzyliśmy na siebie dobre, kilka uderzeń serca. Nie wiedziałam co dalej mówić. Przez całą drogę mówiłabym o wszystkich i wszystkim, a teraz.. nawet już nie wiem o czym mam mówić.
<< Spadający Liściu? >>//

29 maja 2017

Od Lisiej Duszy CD Spadającego Liścia

Poszłam za nim nic nie mówiąc. Dalej czułam złość do samej siebie, że nie powstrzymałam się przed skokiem na "zdobycz". Szliśmy w milczeniu, a ja dalej układałam myśli. O czym ja wtedy myślałam? Zachowałam się niczym niedouczony terminator, który od niczego się nie powstrzymuje! Muszę się widocznie jeszcze wiele nauczyć..
Młody wojownik odwracał się czasem w moją stronę. Miał jednak rację z jednym. Skoro już tu jesteśmy, powinniśmy przestać się wygłupiać i zająć się najważniejszym - Polowaniem dla Klanu. Węszyliśmy wokoło i nasłuchiwaliśmy, czy nie ma w pobliżu jakiś mniejszych zwierząt. Po kilkunastu biciach serca zatrzymaliśmy się i przylegliśmy do ziemi. Dobrze się złożyło, bowiem blisko nas była mysz i stado drozdów. Kiwnięciem pyszczka ustaliliśmy, że od poluje na mysz, ja na ptaki. Wiedząc, że mam wprawę w łapaniu ich, nie powinno być żadnych komplikacji.
Polowanie przebiegło bez problemów. Udało mi się złapać dwa drozdy, a mu mysz. Po drodze jeszcze złapał wiewiórkę. Zmierzaliśmy w inną stronę lasu, gdyż uznaliśmy, że to bezsens wracać tylko z takimi małymi zdobyczami do obozu, kiedy była nas dwójka!
Dalej niezbyt się odzywaliśmy. Nie było mi jakoś do rozmowy, po tym jednym pechowym zdarzeniu. Widocznie ma to samo zdanie.. albo po prostu nie ma dzisiaj ochoty z nikim rozmawiać.
***
Chodzenie w kółko nie ma sensu, nawet we dwójkę, jeśli nie ma się nic, o czym można byłoby porozmawiać. Poza tym niewiele złapaliśmy przez ten czas. Dlatego uznaliśmy, że powinniśmy wracać. Przystanęłam, by zwrócić uwagę kocura. Nie chciałam całej tej drogi ponownie przejść w milczeniu, ta trasa była dla mnie po prostu przytłaczająca.

<Spadający Liściu?>

23 maja 2017

Od Lisiej Duszy CD Kaczej Łapy

Wiem, jak bardzo poruszający i trudny jest ten temat dal Kaczuszki. Z całą pewnością nie chciała o tym rozmawiać, jednak zmusiła się.. dla mnie.
Spojrzałam na terminatorkę. Widać, że była lekko zmieszana i zestresowana. Szturknęłam ją lekko w bok, żeby się rozweseliła.
-Wiem, że to dla Ciebie trudny temat.. - Rzuciłam po chwili. - Mi też jest czasem ciężko, no ale widzisz.. życie brnie dalej i nie wiemy co możemy się od niego spodziewać - Miauknęłam entuzjastycznie. Kacza Łapa spojrzała na mnie i kiwnęła głową na znak, że zrozumiała.
- Chciałabym, żebyś spróbowała coś upolować. Co ty na to? - Dopytałam. Ona aż prawie podskoczyła z radości. Z jej twarzy można było wyczytać, że bardzo czekała na ten moment.
-Jasne! - Zamruczała głośno.
Zaczęłyśmy kierować się w głąb lasu. Oczywiście nie zamierzałam się zatrzymać. Czekałam, aż kotka sama rozpozna jakiś zapach. Po cichu kroczyła za mną, co chwila patrząc na boki. Od czasu do czasu się zatrzymywała i coś węszyła. Raz po cichu zawołała:
-Lisia Duszo! Czuję zapach drozdów! - W tym momencie przycupnęła nisko i przyległa do ziemi. Zrobiłam to samo, wiedząc dokładnie gdzie znajdują się ptaki.
-Jak myślisz, powinnyśmy podejść? - Spytałam uczennicy. Ta się chwilę zastanowiła.
-Myślę.. że powinnyśmy podejść.. jednak proszę Lisia Duszo, abyś zatrzymała mnie na odpowiedniej odległości - Wysłuchałam słów terminatorki. Oczywiście zgodziłam się i ruszyłyśmy powolnym krokiem w stronę grupy niewielkich, zajadających się ziarnami ptaków. Po chwili zatrzymałam Kaczuszkę. Kazałam jej robić to co ja. Widocznie zapamiętała coś z poprzedniego polowania, gdyż, po mimu wielu błędów, mniej więcej potrafiła przyjąć poprawne ułożenie. Specjalnie dla niej, zaczęłam odliczać.
-Na trzy skaczemy jasne? Raz.. - Widać było zniecierpliwienie i ekscytację na twarzy kotki, większą, niż wcześniej.
-Dwa.. - Już szykowała się do skoku.
-Trzy! - Skoczyła próbując złapać skrzydło jednego z drozda. Postanowiłam nie skakać, by dać szansę młodej uczennicy.
Prawie już go miała. Nie chciałam pomagać terminatorce, jednak gdy zauważyłam, że wyślizguje jej się z łap, postanowiłam jej pomóc. Doskoczyłam do niej i szybko złapałam jeszcze żywą zdobycz.
-Dobrze Ci poszło. Widać, że dokładnie przeanalizowałaś moje poprzednie polowanie - Miauknęłam wesoło. - Tylko pamiętaj. Za wszelką cene zdobycz będzie chciała się wydostać. Nie możesz na to pozwolić, jeśli chcesz, aby polowanie było udane. - Wytłumaczyłam i położyłam ptaka obok niej.
-Weź go. Zaniesiemy do obozu - Zaczęłam iść w stronę obozu.
<< Kaczuszka? ;3 >>//

22 maja 2017

Od Lisiej Duszy

Słońce pięknie wznosiło się nad drzewami, lekko rażąc w oczy. Dziś był piękny dzień. Nie mam w planach uczyć dzisiaj Kaczuszki, jednak nie mogę siedzieć bezczynnie.. To nie w moim stylu!
Lekko ułożyłam futro. Pomyślałam, że najlepiej będzie, jeżeli pójdę polować na klify. Tam zawsze jest piękny widok, a do tego często przesiadują tam różnorakie ptaki.
Wyszłam z legowiska i zaczęłam kierować się w stronę zagęszczonego obszaru drzew. Po drodze spotkałam Kruczego Wąsa. Przywitałam się z nim i po chwili ruszyłam dalej.
Ciepły wiatr otulał mnie z każdej strony. To przyjemne uczucie, ani na krok mnie nie opuszczało. Po jakimś czasie doszłam do klifów. Skryłam się w pobliżu krzaków, oczekując mojej zdobyczy. Było nadzwyczaj pusto. Oczekiwałam tak dobre kilka minut, aż w końcu moja niecierpliwość się odezwała.
- Lisia, musisz być cierpliwa! - Mówiłam sama do siebie. Po chwili usłyszałam szelest w krzakach, a po chwili posturę jakiegoś zwierzęcia. Wiedząc, że jestem w odpowiedniej odległości, skoczyłam, nawet nie wiedząc na co. Na pewno było mniejsze ode mnie. Po chwili zrozumiałam kto to... To Spadający Liść!
Szybko odskoczyłam od kocura. On wstał i otrzepał się z ziemi.
-Wybacz Spadający Liściu! - powiedziałam, trochę zawstydzona i zła na siebie.
-W porządku - rzucił obojętnie. Nie wyglądał na złego, aczkolwiek na trochę zdziwionego zaistniałą sytuacją.
- Dobrze się czujesz? Coś Ci się stało? - dopytałam, trochę zatroskana.
<< Spadający Liściu? >>

13 maja 2017

Od Lisiej Duszy C.D Kaczej Łapy

Cały czas miałam obawy, po odejściu od granicy. Czy któryś kot z Klanu Wilka wszedł na nasz teren? Przemyślę to w obozie, no bo w końcu jesteśmy na lekcji!
Przyśpieszyłam trochę kroku, jednak na tyle, żeby uczennica nie zostawała w tyle. Po chwili ujrzałyśmy grupkę drozdów. W końcu mogę coś zaprezentować! Naprężyłam się i kucnęłam leciutko, wyciągając łapy na przód.
- Popatrz, jak ja poluję. - Rzekłam. Skradałam się do nich. Kiedy byłam już na wystarczającej odległości, skoczyłam. Udało mi się złapać jednego drozda, za nim odleciał, jak reszta. Dobiłam go i wzięłam do pyska, by pokazać zdobycz małej kotce. Ta się tylko przypatrywała.
-Uważam, że Gwiezdni mają dobry humor -dodała po chwili. To prawda, nie było ich wcale mało. Skoro już go złapałam, powinnam zanieść go do obozu.
-Niestety nie mam Ci dzisiaj więcej do pokazania. Później zwiedzimy resztę granicy - Powiedziałam, prowadząc uczennicę w stronę obozowiska. Ta tylko przytaknęła głową i ruszyła za mną.
Gdy tylko doszłyśmy, odłożyłam drozda na stos i wzięłam z niego małą wiewiórkę. Nie byłam głodna, a ona w zupełności mi wystarczała. Ruszyłam w stronę legowiska. Cały czas myślałam o tym, co nas spotkało. Może powinnam powiadomić Kruczego Wąsa? Tak... To by było najodpowiedniejsze z wszystkiego, co mogłabym zrobić. A co z Kaczą Łapą? Jak ona może się czuć po tym wszystkim? Na pewno czuła lęk, w końcu nie potrafi jeszcze się bronić.. Jeszcze tyle mnie czeka w nauce tego kociaka.
Postanowiłam wyjść i jej poszukać. Terminator z mentorem powinni się lepiej poznać, czyż nie?
Weszłam do legowiska uczniów i ujrzałam leżącą w kącie Kaczuszkę. Podeszłam do niej i przycupnęłam. Ona lekko zdziwiona, wstała i ukłoniła się w przywitaniu. Odpowiedziałam jej tym samym.
-Chciałabym Cię lepiej poznać Kacza Łapo - miauknęłam entuzjastycznie.
<< Kacza Łapo? >>

22 kwietnia 2017

Od Lisiej Duszy CD Kaczej Łapy

Słońce zaczęło wychodzić. Bardzo przeżyłam śmierć Orzechowej Łapy, trudno było mi się z tym pogodzić. Gdy tylko dowiedziałam się, że będę uczyć Kaczą Łapę, rozchmurzyłam się. Być może będzie to szansa na zapomnienie złych chwil?
Wyszłam z legowiska. Lekki wiatr otulał moje futro. Pomyślałam, że będzie to dobry dzień. Domyśliłam się, że uczennica już czeka, więc postanowiłam przyśpieszyć tępo. Nie myliłam się. Podeszłam do kotki, a ona otarła się o moje futro i przywitała się. Biło od niej niewyobrażalnym ciepłem, a w jej oczach widać było podekscytowanie i entuzjazm. Po chwili spojrzała na mnie oczekująco.
- Czy dzisiaj rozpoczniemy trening? - zapytała entuzjastycznie. Nie mogąc się doczekać, chodziła zniecierpliwiona już obecną sytuacją. Jej reakcja przypomina trochę tą z Orzechową Łapą.. Jednak nie chcę o niej teraz wspominać. Liczy się tylko tu i teraz.
- Oczywiście. Widzę, że jesteś dość niecierpliwą kotką, ale spokojnie, nie przeszkadza mi to. Mamy wiele czasu na naukę.. Myślę, że dzisiaj oprowadzę Cię po terenach, co ty na to? - Odrzekłam z zaciekawieniem, co odpowie mi uczeń. Uśmiechnęła się.
- Cudownie! Już nie mogę się doczekać, aż zobaczę tą.. yy.. Głęboką.. Ścieżkę? - Dopytała na końcu. Myślę, że szybko przyswoi sobie wszystkie przeróżne nazwy.
-Dokładnie. Głęboka Ścieżka jest między Klanem Klifu oraz Klanu Wilka. Tam pójdziemy najpierw. - Miauknęłam i zaczęłam iść przed siebie. Mała kotka poszła w moje ślady.
Szłyśmy już tak dobrą chwilę, aż poczułam zapach. Postanowiłam się zatrzymać i sprawdzić węch mojej uczennicy.
-Czujesz? - Spytałam i przysiadłam na trawie.
--Tak troszkę.. czuję obcy zapach.. ale nie mam pojęcia do czego może należeć.. - Podkuliła się i zaczęła węszyć.
-To zapach kotów z Klanu Wilka. Zaczynamy się zbliżać do Głębokiej Ścieżki.. właściwe, to zapach jest całkiem świeży. Myślę, że niedawno ktoś z nich tu był.. jednak to dalej tereny naszego Klanu.. - Zaczęłam pochłaniać się w myślach. Czy powinnyśmy wracać?
<< Kacza Łapo? >>

04 kwietnia 2017

Od Lisiej Duszy

Jak każdego dnia, wstawałam bardzo wcześnie. Mimo tego, że słońca jeszcze nie widać, postanowiłam wyjść z obozu i pokierować się w stronę klifu.
Miałam nadzieję, że po drodze nikt mnie nie zauważy, jednak myliłam się. Z zaciekawieniem podbiegło do mnie Kruczy Wąs.
-Gdzie idziesz? - Zapytał. Też bym się zdziwiła, gdyby nagle z ciemności wybiegł jakiś kot z Klanu.
-Kierowałam się w stronę klifu, skoro już tak wcześnie wstałam - Miauknęłam spokojnie.
-W takim razie idź. A! I jeszcze jedno! Prosiłbym, żebyś wyruszyła na nocny patrol razem z Wilczym Futerkiem i Kasztanową Kroplą - Dopowiedział, zanim wyruszyłam dalej.
-Dobrze Kruczy Wąsie! - Krzyknęłam i zaczęłam zagłębiać się w las.
Po jakimś czasie doszłam do mojej ulubionej części Klanu. Słońce zaczynało wschodzić, więc zapewne siostra właśnie się rozbudza. W każdym razie nie rozmawiałam jeszcze z Kasztanową Kroplą. Spotkanie z nową kotką? Brzmi nieźle!
***
W drodze do klanu upolowałam dwie myszy. Położyłam je na stosie, a sama wróciłam do legowiska wojowników. Tam spotkałam jeszcze nie całkiem rozbudzoną Wilcze Futerko.
-Kruczy Wąs Ci już powiedział? - Spytałam rozkojarzoną kotkę.
-O czym? - Spojrzała dziwnie. Troszkę mnie to bawiło, ale nieważne.
-Dzisiaj ty, ja i Kasztanowa Kropla idziemy na nocny patrol - Rzekłam. Jak zwykle to bywa, siostra przestała słuchać w połowie.
-Ja, ty i Kasztanowa Kropla... gdzie? - Dopytała.
-Na nocny patrol.. - Mruknęłam zażenowana. Wilcza, która ogarnęła swój nieporządek, po wszystkim stanęła naprzeciw mnie. Może ona już rozmawiała z nową kotką?
***
Przyszedł wieczór, a gwiazdy zaczynały wychodzić. Ja z siostrą podbiegłyśmy do wyjścia z obozu. Po kilku uderzeniach serca zjawiła się Kasztanowa Kropla. We trójkę opuściłyśmy obóz i zaczęłyśmy patrol. Po kilku minutach postanowiłam porozmawiać z nową kotką.
-Cześć.. My chyba jeszcze ze sobą nie rozmawiałyśmy. Jestem Lisia Dusza.

<<Kasztanowa Kropla?>>

13 lutego 2017

Od Lisiej Duszy

Tego dnia dziwnie się czułam. Niby od czasu, gdy siostra zaczęła na nowo z nami rozmawiać, wszystko jest świetnie, jednak coś mi dziś nie pasuje.
Wstałam i wyprężyłam się. Stwierdziłam, że na zaprzątanie sobie głowy jakimiś głupotami znajdę inny dzień. Jak zwykle wstałam bardzo wcześnie i nie miałam co robić. Zaczęłam chodzić w kółko po obozie i wymyślając, co bym mogła pożytecznego zrobić. Z zamyśleń wyrwała mnie Wilcze Futerko, która szturchnęła mnie łapą.
-Co tam? - Spytała. Trochę zdezorientowana patrzyłam na nią.
-Wszystko w porządku.. - Odpowiedziałam po chwili.
-Też nie masz co ze sobą zrobić? - W jej głosie zabrzmiała nutka nadziei.
-Właściwie.. masz rację - Miauknęłam. Jej zadowolony pomruk sugerował już wszystko. Zapewne ma już pomysł, co możemy zrobić, żeby się nie nudzić.
-To świetnie! W takim razie może przejdziemy się po lesie i połapiemy trochę myszy?
-Tylko myszy? - Zachichotałam. Ona tylko przewróciła oczami.
-Wiesz o co chodzi..
-Niech będzie. Chodźmy już! - Zmotywowałam siostrę, która po chwili do mnie podbiegła.

Szłyśmy przez las, jakby nigdy nic. Było ciepło i nie wiał jakiś wielki wiatr, więc pogoda sprzyjała. Co chwilę rozglądałyśmy się za jakąś zdobyczą, lecz żadnej nie mogłyśmy wypatrzeć. W końcu znudzone podróżą zaczęłyśmy kierować się na klify. Z doświadczeń wiedziałyśmy, że lata tam dużo ptaków i w ogóle.
Mimo to że słońce dalej góruje, widok jest piękny. Postałyśmy chwilę, jednak odwróciłyśmy się, gdy tylko usłyszałyśmy ptaka. Za nami była niewielka grupka Wróblów. Spojrzałam na siostrę i od razu zrozumiała o co chodzi. Równo ze sobą zaczęłyśmy się czaić. Chwilę później skoczyłyśmy. Wiele ptaków odleciało, co ograniczyło naszą widoczność, jednak gdy powróciła, zauważyłam jak trzymam dwa ptaki pod łapami. Siostra także złapała dwa. Dumne z tego, że coś złapałyśmy, postanowiłyśmy wrócić do obozu. Jak zwykle skończyło się na wyścigach, które przegrywałam.
-I znowu wygrałam! - Zaśmiała się.
-Gratuluję - Rzuciłam i dalej kierowałam się w stronę obozu.
-Jesteś zła? - Spytała.
-Nie, po prostu nie biorę tego na poważnie - Rzekłam. Zaraz potem doszłyśmy do obozu i rzuciłyśmy zdobycze na ich stertę. Już kierowałam się do legowiska wojowników, kiedy zaraz zatrzymała mnie Wilcze Futerko.
<< Wilcza? >>

14 stycznia 2017

Od Lisiej Duszy

Nie wiedziałam co mam robić. Czy mam wstać i porozmawiać z kimś, czy może ciągle siedzieć i się nudzić? Istnieje też opcja wyjścia z obozu i przechadzka po lesie. Tak! To właśnie zrobię! Może przy okazji upoluję coś dla Klanu?
Roztargniona wstałam i pomaszerowałam przed siebie. Pogoda sprzyjała, więc planowałam też coś upolować. Chodziłam tak w kółko, jednak nic nie znalazłam. Postanowiłam położyć się na gałęzi drzewa, które stało tuż obok. Jak chciałam, tak zrobiłam. Rozpędziłam się i skoczyłam, po czym zadowolona położyłam się na drzewie.
Jakiś czas później usłyszałam szelest w krzakach. Nie był to kot, ale na pewno było to coś, co mogłam upolować! Zaraz potem zeskoczyłam i przyczaiłam się. Zdezorientowana mysz już byłaby moja, gdyby nie to, że ktoś był szybszy.
Lekko zdziwiona odsunęłam się i zerknęłam na tego kogoś, kto złapał "Moją" zdobycz. Okazało się, że to Wilcze Futerko. Zdziwiłam się jeszcze bardziej, no bo żeby ona? Poważnie? Ona spojrzała w moją stronę, po czym odłożyła mysz.
-Chciałaś ją upolować? - Spytała trochę zmieszana.
-Możliwe.. - Odpowiedziałam odrobinę zdenerwowana.
-Przepraszam! - Odpowiedziała, po czym położyła mysz przede mną. Nie mogłam uwierzyć, że siostra rozmawiała ze mną normalnie, po czym nie odchodziła po chwili. Odsunęłam mysz od siebie.
-Ty ją upolowałaś, więc ty ją weź - Miauknęłam. Zszokowana wzięła ją do pyska i razem pokierowałyśmy się w stronę obozu. Po drodze udało się upolować jeszcze mysz i wiewiórkę.
*W obozie*
Był czas na jedzenie. Wzięłam mysz i wróciłam do legowiska wojowników. Usiadłam obok siostry, która też właśnie zamierzała coś zjeść. Na chwilę odłożyłam mysz, po czym spojrzałam na Wilcze Futerko. Zrozumiała o co chodzi i także odłożyła swoje pożywienie.
-Wszystko w porządku? Jesteś bardziej otwarta iż wcześniej. Może teraz powiesz o co Ci chodzi? - pytałam z nadzieją w głosie.
<< Wilcza? >>

06 stycznia 2017

Od Lisiej Duszy

Zastanawiałam się, co jest mojej siostrze. Rzadko z kimś rozmawia, a jak już, to zamienia tylko kilka słów i idzie dalej. Tak naprawdę, to wygląda, jakby chciała odciąć się od świata.. Jednak nie zamierzam się wtrącać.
Słońce lekko raziło w oczy. Ptaki ćwierkały z każdej strony, a ja leżałam na wielkiej gałęzi drzewa. Uznałam to za idealny czas na polowanie, więc zeskoczyłam z niego i zaczęłam węszyć. Po kilkunastu minutach polowania, udało mi się złapać 2 myszy. Może nie były to jakieś wybitne zdobycze, jednak każda się liczy.
Po jakimś czasie poczułam zapach jakiegoś kota. Zapewne był to kot z naszego klanu, czując po zapachu, wolałam jednak się upewnić. Z krzaków ujrzałam wyłaniającego się Kruczego Wąsa. Wiem, że Wilcza najczęściej rozmawia z nim, więc może coś wie?
-Witaj Kruczy Wąsie - Miauknęłam radośnie.
-Witaj - Odpowiedział kocur. - Wiesz może co z Wilczym Futerkiem? Ostatnio z nikim nie rozmawia, co mnie trochę niepokoi.. - Zaczął pierwszy.
-Myślałam, że ty coś wiesz. Do mnie nawet nie podejdzie.. - Odrzekłam zawiedziona. Widocznie odizolowała się od wszystkich!
-W każdym razie.. Rzadko chodzisz w tą część lasu... - Próbował zmienić temat. Nie pozostało mi nic innego, niż pozwolić mu na to.
-Właściwie, to tak. Częściej poluje, w okolicach Klanu i od czasu do czasu przy klifach - Odpowiedziałam.
-W takim razie Cię nie zatrzymuję. Zamierzałem właśnie wrócić do obozu - Oznajmił i zaczął kierować się w stronę Klanu.
*Po polowaniu*
Zaniosłam swoje zdobycze na stos. Robiło się powoli ciemno. Postanowiłam wziąć coś do jedzenia i pójść do legowiska wojowników. Był tam między innymi Kruczy Wąs. Podeszłam do kocura i postanowiłam z nim porozmawiać, bo i tak oboje nie mieliśmy nic do roboty.

<<Kruczy Wąs?>>

29 grudnia 2016

Od Lisiej Duszy CD Wilczego Futerka

Postanowiłam udać się na klif. Od czasu, kiedy siostra pokazała mi to miejsce, chodzę tam bardzo często. Uwielbiam widok wschodzącego lub zachodzącego słońca... Zależy od pory dnia. Dochodziłam już do celu. Musiałam tylko przejść przez krzaki, więc ruszyłam przed siebie. Po chwili ujrzałam moją siostrę, która momentalnie spojrzała w moją stronę. Powoli podeszłam do Wilczego Futerka i spojrzałam w stronę słońca. Lekko zdziwiona sytuacją Wilcza, spojrzała na mnie.
- Nie wiedziałam, że tu przychodzisz – miauknęła.
- Od czasu do czasu – powiedziałam, dalej ignorując przeszywający mnie wzrok siostry.
-Ostatnio chodzisz pochmurna, czy coś się stało? - Dopytałam po chwili, zerkając na nią. Ona odwróciła wzrok.
- Jak tam trening Orzechowej Łapy? – spytała wymijająco. Wiedziałam, że nie chciała odpowiadać na moje pytanie... No cóż.. Zmuszać jej nie będę.
-Świetnie! To bardzo zdolna uczennica. Jestem z niej dumna! - Powiedziałam szczęśliwa z posiadania tak zdolnego ucznia. - A Szczupacza Łapa? Jak jej trening? -Spytałam oczekująco.
-W sumie nie najgorzej... - Miauknęła niechętnie. Lubie wiedzieć kiedy mówi szczerze, a kiedy nie, jednak to trochę irytuje.
-Czyżby?A więc się cieszę!- Odrzekłam po chwili. Głucha cisza wokół nas nie dawała mi spokoju. Słońce już zaszło i zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy. Odeszłam kawałek od siostry i na chwilę jeszcze na nią zerknęłam. Zaczęłam kierować się w stronę obozu.
-Już idziesz? -Spytała.
-Nie ma sensu zostawać w tak głuchej i pustej ciszy.. w sumie to nawet nie odpowiadałaś na moje słowa... - Urwałam i kontynuowałam podróż do obozu.
-Poczekaj! - Krzyknęła za mną.
<< Wilcza?>>